Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Operacja USA w Afganistanie doprowadziła do wzmocnienia talibów

Posted by Marucha w dniu 2016-10-07 (piątek)

Operacja „Enduring Freedom” rozpoczęta przez USA w Afganistanie 15 lat temu poniosła klęskę – ruch „Taliban” ma się bardzo dobrze, a produkcja opium kwitnie jak nigdy przedtem, powiedział RIA Novosti ekspert do spraw międzynarodowych, redaktor naczelny magazynu „Politics First” Marcus Papadopoulos.

„15 lat po rozpoczęciu amerykańskiej operacji w Afganistanie jest oczywistym, że cele misji nie zostały osiągnięte. W rzeczywistości Stany Zjednoczone poniosły klęskę. Jednak (pozostaje) pytanie, czy Amerykanie byli szczerzy w stosunku do deklarowanych celów?” — stawia pytanie ekspert.

Według niego „po pierwsze, ruch «Taliban» nie został zniszczony i nadal okupuje duże terytorium w Afganistanie”. „Co więcej, «Taliban» ma potencjał, aby dokonać potwornych i śmiercionośnych ataków na siły NATO oraz afgańskiego rządu w rejonach, które Amerykanie uważają za bezpieczne, w tym także w Kabulu” — uważa Papadopoulos.

Po drugie, jak podkreśla, „według danych ONZ handel opium w Afganistanie nie spadł, lecz wzrósł, bijąc rekord z 2014 roku”. Według niego oficjalna polityka USA „walki z «Talibanem» i handlem opium w Afganistanie jest bardzo niejednoznaczna”.

Ekspert zauważył, że ruch „Taliban” został stworzony przez Pakistan, bardzo bliskiego przyjaciela Stanów Zjednoczonych, i wielu jego bojowników wyszkolił oraz wyposażył Waszyngton do walki z radzieckimi wojskami w Afganistanie w latach 80.”.

„W 15. rocznicę operacji «Enduring Freedom» jest oczywistym, że Afganistan nie jest wolny ani od talibów, ani od handlu opium. Zamiast tego talibowie mają się bardzo dobrze, a produkcja opium rozkwita jak nigdy przedtem. Jednak żadna z tych rzeczy nie powinna nikogo zaskakiwać, biorąc pod uwagę fakt, że Stany Zjednoczone wykazują solidną obecność w Afganistanie dzisiaj i mieli ją w ciągu ostatnich 15 lat” — powiedział ekspert.

Operacja wojskowa USA i ich sojuszników w Afganistanie rozpoczęła się 7 października 2001 roku. Odbywała się w ramach operacji „Trwała Wolność” (Enduring Freedom) rozpoczętej w odpowiedzi na ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku. Powodem do wprowadzenia wojsk USA i Wielkiej Brytanii do Afganistanu była rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1368 z dnia 12 września 2001 roku.

Oprócz tego do działań antyterrorystycznych w Afganistanie został włączony kontyngent Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa w Afganistanie (International Security Assistance Force — ISAF) pod dowództwem przedstawicieli NATO, działający zgodnie z rezolucją numer 1386 Rady Bezpieczeństwa ONZ z dnia 20 grudnia 2001 roku.

Głównymi zadaniami obu kontyngentów, według ich kierownictwa, jest wyszukiwanie i likwidacja bojowników afgańskiego ruchu ekstremistycznego „Taliban” oraz międzynarodowej grupy terrorystycznej „Al-Kaida”.

https://pl.sputniknews.com

Jeśli mnie pamięć nie myli, to jacyś źli ludzie utrzymywali, iż USA właśnie po to wkroczyły do Afganistanu, żeby zwiększyć produkcję opium, którą talibowie zwalczali.
Admin

Odpowiedzi: 6 to “Operacja USA w Afganistanie doprowadziła do wzmocnienia talibów”

  1. Madziak said

    Tak jest Adminie, ale to pamietaja ludzie „rozgarnieci” do ktorych polactfo sie nie zalicza.
    Im mozna codziennie sewowac kit i zaden z nich tego nie zauwazy.

  2. Jack Ravenno said

    W Talibanie USSmani ubili podwójny b. dochodowy interes – rozpętali kolejną wojnę i zaczęli handlować opium.

    Kasa – misiu – kasa….

  3. JerzyS said

    Bezsensowny napad na Afganistan może zdestabilizować całą Azję Srodkową.
    Kim jest Osama bin Laden?

    Wszczęcie dzałań militarnych przeciwko Afganistanowi w niczym nie może przyczynić się do wykrycia sprawców ataków terrorystycznych w Waszyngtonie i Nowym Yorku. Podejmując tę decyzję, administracja Busha dokonała dalszego kroku ku katastrofie: po pierwsze straci ona całą wiarygodność, jeśli dojdzie do nowych aktów terroru, po drugie akcja w Afganistanie może przerodzić się w „wojnę cywilizacji”.

    Kiedy 11-go września doszło w Waszyngtonie i Nowym Yorku do ataków terrorystycznych, Lyndon LaRouche, który zbiegiem okoliczności w tym właśnie momencie udzielał na żywo wywiadu jednej z amerykańskich rozgłośni radiowych, skomentował te wydarzenia mówiąc, iż należą one do pierwszej fazy swego rodzaju zamachu stanu, przeprowadzanego w sposób całkowicie planowy przez grupy spiskowców operujących wewnątrz Stanów Zjednoczonych. Już tylko jak chodzi o samo zaplecze techniczne, podobny atak był możliwy do przeprowadzenia tylko jako „tajna operacja” działających na własny rachunek przestępczych kręgów, zawiązanych pośród wysokiej rangi osobistości amerykańskiego aparatu militarnego i wywiadowczego.

    Kontynuując swoją wypowiedź LaRouche podkreślił, iż jedynym prawdopodobnym motywem zamachów jest zamiar przefors owania strategii politycznnej, od lat otwarcie już propagowanej przez wpływowych przedstawicieli anglo-amerykańskiego establishmentu. Ludzie ci dążą do „wojny pomiędzy cywilizacjami”, która stała by się dla nich sposobem zapobieżenia coraz silniejszemu ruchowi społecznemu i politycznemu, zmierzającemu do zreformowania obecnego, dotkniętego kryzysem systemu. LaRouche ostrzegł, iż pprawdziwi sprawcy zamachów z 11-go września

    będą usiłowali odwrócić od siebie uwagę, skupiając środki masowego przekazu na osobie Osamy bin Ladin, notabene weterana wielu amerykańskich afer rządowych, w tym także afery Iran-Contra. Obecna „wojna z terrorystami”, zainicjowana przez Zbigniewa Brzezińskiego już w 1979 roku powołaniem do życia tychże samych terrorystów, jest dowodem na to, iż dla wiodących kręgów finansowych i politycznych USA, Wielkiej Brytanii i Izraela Afganistan jest dogodnym punktem wyjściowym dla rozpętania zapowiadanej przez nich „wojny cywilizacji”.

    Jak to otwarcie przyznają Brzeziński i spółka, celem takiego konfliktu miałoby być ostateczne przekreślenie wszelkich szans na rozwój gospodarczego i politycznego partnerstwa pomiędzy narodami Eurazji. Tego właśnie partnerstwa, które – jak często podkreśla LaRouche – jest jedynym sposobem na okiełznanie obecnego globalnego kryzysu gospodarczego.

    LaRouche ostrzegł także, iż spiskowcy stojący za zamachem z 11-go sierpnia z dużym prawdopodobieństwem planują następny, być może jeszcze tragiczniejszy w skutkach atak na Stany Zjednoczone. Jakie są głębsze motywy tego rodzaju planów?

    Wojskowe zamachy stanu nie cieszą się z reguły poparciem społecznym. Z tego też powodu obecny zamach przygotowywany jest przez swoich mocodawców w manierze klasycznego „ataku oskrzydlającego”. Przygotowywana przez spiskowców pułapka stopniowo się zatrzaskuje. Administracja Busha rozpoczęła bezsensowną wojnę przeciwko Afganistanowi i organizacji, którą kieruje Bin Ladin. Oznacza to, iż nie tylko prawdziwi sprawcy zamachu pozostają nadal niezdemaskowani, lecz także iż cały aparat militarny Stanów Zjednoczonych zostanie zaangażowany w

    absurdalną operację, mogącą łatwo eskalować do postaci politycznego i wojskowego konfliktu na szeroką skalę, przy możliwym użyciu broni nuklearnej, ogarniającego cały region Azji Srodkowej, a nawet poza nią wykraczający. Jeśli spiskowcy przeprowadzą swój drugi atak na Amerykę, którego konsekwencją byłyby dalsze tysiące ofiar, wówczas rząd Busha utraci swoją wiarygodność. Zdemoralizowani, zrozpaczeni Amerykanie – podobni Niemcom z roku 1932 – mogliby wówczas być gotowi, aby zrezygnować ze swego ideału „życia w wolności i dążenia do szczęścia” i potulnie przyjąć przygotowaną dla nich dyktaturę.

    Wielka Gra, Wielka Katastrofa
    Powszechnie znanym jest fakt, iż Afganistan był w swojej historii polem wielkiej gry politycznej, toczonej pomiędzy Imperium Brytyjskim i Cesarstwem Rosyjskim o zdobycie wpływów w obszarze Azji Srodkowej. W ciągu 19-go stulecia wojska brytyjskie kilkakrotnie odnosiły tam dotkliwe porażki, w 20-tym stuleciu ten sam los spotkał interwencyjne wojska sowjeckie. 21-wsze stulecie niesie ze sobą – przede wszystkim dla Stanów Zjednoczonych – groźbę porażki jeszcze dotkliwszej niż klęska militarna: w Azji Srodkowej zawiązuje się zagrożenie wybuchu wojny religijnej o wymiarach europejskiej Wojny Trzydziestoletniej, tym razem jednak toczonek na płaszczyźnie globalnej.

    Afganistan należy do najbiedniejszych krajów świata, dodatkowo wynjszczany jest od ponad dwudzieszu lat niekończącą się wojną domową. Tryumfalne komunikaty Pentagonu o przejęciu kontroli nad „obszarem powietrznym Afganistanu”, o dotkliwych ciosach zadanych „siatce bin Ladena”, są wobec rozpaczliwych warunków panujących w tym kraju po prostu absurdalne. Czymże innym dysponuje „siatka bin Ladena”, jeśli nie kilkoma prymitywnymi skupiskami namiotów, w dodatku dawno opuszczonych przez obozujących tam partyzantów?

    Ponieważ absolutnie niemożliwym do zrealizowania jest eliminacja bin Ladena, jego otoczenia, jak i przywódctwa Talibanów przy pomocy Cruise Missiles, a i „inteligentne bomby” też tu nie pomogą, Amerykanie i Brytyjczycy będą najpewniej skłonni użyć swoich jednostek specjalnych bezpośrednio na miejscu. Być może uda się im zdobyć kilka skalpów, być może nawet sam bin Ladin zostanie złapany – i odesłany do Stanów Zjednoczonych wraz z licznymi ciałami poległych żołnierzy. Krążą pogłoski,

    iż bin Ladin opuścił już Afganistan, inna plotka głosi, iż Amerykanie obiecują 25 milionów dolarów w zamian za pomoc w pochwyceniu swego wroga. Jeśli pogłoski te okażą się prawdą, cała zakrojona na wielką skalę operacja militarna sprowadzi się do wymiaru gigantycznie kosztownego polowania na zająca. Niestety jednak, nie należy oczekiwać, że absurdalność tej sytuacji nakłoni spiskowców do rewizji ich planów, i do rezygnacji z powtórnego ataku na Stany Zjednoczone.

    Sytuacja w Pakistanie
    Szczególnie niebezpiecznym jest fakt, iż interwencja w Afganistanie w sposób niemalże automatyczny skazana jest na eskalację znacznie przekraczającą oficjaly cel „ukarania międzynarodowego terroryzmu i jego państw-popleczników”. Wewnątrz aparatu administarcyjnego Busha dochodzi na tym tle do gwałtownych starć. Oszalałe „jastrzębie” w rodzaju zastępcy ministra obrony Paula Wolfowitza domagają się użycia broni przeciwko innym państwom arabskim, jak Syria czy Irak, „jak tylko Afganistan zostanie pokonany”.

    Wiele wysiłków zużyto na zcementowanie „międzynarodowej koalicji do walki z terroryzmem”, wywierając przy tym masywny nacisk na państwa arabskie, środkowoazjatyckie oraz Rosję. Ale owa rzekoma „koalicja” stoi pod znakiem geopolitycznej strategii Stanów Zjednoczonych, które wobec swych „partnerów” nie są gotowe na żadne ustępstwa, a już najmniej w dziedzinie polityki gospodarczej.

    Już w tydzień po rozpoczęciu działań wojennych potwierdzają się najgorsze przypuszczenia, wygłaszane uprzednio przez sceptyków. Zagrożona wybuchem wojny jest cała Azja Srodkowa – począwszy od Pakistanu, gdzie coraz to dochodzi do starć wewnętrznych – a sytuację zaostrza jeszcze problem milionów uchodźców.

    Niepokoje w Pakistanie gotowe są przerodzić się w wojnę domową – perspektywa tym bardziej niepokojący, iż Pakistan dysponuje bronią atomową. Od początku operacji militarnych w sąsiednim Afganistanie wciąż dochodzi do demonstracji i zamieszek. Kiedy 10-go października w budynku komendentury wojskowej w Rawalpindi wybuchł pożar, od razu odezwały się głosy o możliwym przewrocie wojskowym. Zaledwie w kilka godzin po rozpoczęciu amerykańskich bombardowań prezydent Pakistanu Musharraf rozpoczął czystkę w szeregach swojej generalicji, w ramach której wymienione zostało także kierownictwo służby bezpieczeństwa ISI, znanej pośród innych „zasług” także i z utworzenia samego ruchu Talibanów.

    Poparcie dla Talibanów ma w Pakistanie długą historię. Jako Pusztuni, Talibanowie popierani są przez bardzo liczną pusztuńską etnię żyjącą w Pakistanie. Najistotniejszym jest jednak fakt, iż intratny handel narkotykami, który kontrolują Talibanowie, głęboko wrósł w polityczne, wojskowe i kryminalne struktury w Pakistanie, tak bardzo przybierając na sile, iż struktóry te byłyby w stanie zorganizować przewrót wojskowy.

    Kolejnym z niepokojących zjawisk jest fakt, iż kaszmirscy ekstremiści (często po szkoleniu odbytym w Afganistanie) znów zaczynają intensywnie operować w obszarze pakistańsko-indyjskiej linii demarkacyjnej. Kaszmir pozostaje od dziesięcioleci nieustającym zarzewiem konfliktu pomiędzy sąsiadującymi ze sobę mocarstwami atomowymi.

    Kompetentni obserwatorzy stwierdzają jednogłośnie: jeżeli w Pakistanie dojdzie do przewrotu i władzę obejmie tam jedno z ekstremistycznych ugrupowań islamskich, konsekwencją może być nie tylko wojna z Indiami, lecz także seria przewrotów w „liberalnych” państwach arabskich, w tym też w samej Arabii Saudyjskiej.

    Jedyna pozostała nadzieja dla Afganistanu: Euroazjatycki Most Lądowy
    Należy porzucić iluzję, jakoby prowadzona obecnie wojna byłaby „szybko do wygrania”. Bombardowania, a nawet oddziały specjalne, które obsadziłyby lotniska, rozgłośnie radiow czy nawet zajęły stolicę, nie zdołają obalić reżimu Talibanów. Przede wszystkim Afganistan już od ponad dwu dziesięcioleci nie jest wcale „narodem”. Nie posiada też żadnego „rządu”, w najlepszym przypadku mówić tu można o luźnym związku lokalnych dowódców wojskowych, kacyków i przywódców klanów, utrzymujących swą pozycję z pomocą handlu narkotykami, bronią i kontrabandą.

    Próby utworzenia rządu wokół żyjącego na wygnaniu we Włoszech i liczącego sobie 86 lat byłego króla Mohammad Saher Shaha mogą pozostać jedynie czystą utopią. Także i „koalicja północna” nie może przynieść ze sobą stabilizacji dla Afganistanu, ponieważ w jej skład wchodzą Uzbecy, Tadżykowie, Hasara, i kilka pomniejszych irańskojęzycznych ugrupowań, z pominięciem najliczniejszej afgańskiej grupy narodowościowej, Pusztunów. Pusztuni w dalszym ciągu pozostają w głównej mierze lojalni wobec

    Talibanów. Pusztuńskie ugrupowania znajdujące się w opozycji do Talibanów widzą w „koalicji północnej” sterowane z zewnątrz narzędzie obcych interesów – argument nie tak łatwy do odparcia wobec pomocy dla koalicji, napływającej do tej pory z Iranu, Rosji, Tadżykistanu, Uzbekistanu, a ostatnio także ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji. Wielu obserwatorów wyraża obawę, iż anglo-amerykańskie ataki przyczynić się mogą jedynie do zaostrzenia trwającej wojny domowej.

    Jedyną szansą dla Afganistanu jest rozwój gospodarczy całego regionu Azji Srodkowej. Rzut oka na mapę tego regionu wystarcza aby stwierdzić, że Afganistan jest ważnym punktem tranzytowym łączącym wiele szlaków lądowych na osiach Północ-Południe i Wschód-Zachód. Afganistan leży na trasie dawnego „Szlaku Jedwabnego”, zdegenerowanego obecnie do postaci trasy przerzutowej dla narkotyków. Jeśli te szlaki handlowe użyte zostałyby

    do rozbudowy nowoczesnych infrastruktur dla dobra wszystkich mieszkańców regionu, wówczas Afganistan mógłby powrócić jako pełnoprawny partner do wspólnoty narodów. Warunkiem tego byłoby jednak, aby Amerykanie zrezygnowali ze swoich geopolitycznych planów i intryg, i rozpoczęli popierać sformułowany przez LaRouche’a projekt budowy Euroazjatyckiego Mostu Lądowego. Niestety, do tej pory niewiele taką zmianę zapowiada.

    Dean Andromidas
    Powyższy artykuł ukazał się w”Nowej Solidarności”, wydanie niemieckie,
    Nr. 42, 17 październik 2001
    http://www.instytutschillera.org/nsol/str02.html

  4. JerzyS said

    Odezwa Instytutu Schillera o pokój na Bliskim Wschodzie

    Dokąd wiedzie ta droga?
    http://www.instytutschillera.org/nsol/str02.html

    Tego samego dnia, w którym Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych jednogłośnie (a zatem także za zgodą Stanów Zjednoczonych) przedstawiła rezolucję wzywającą Izrael do natychmiastowego wycofania się z Ramallah i reszty okupowanych terytoriów palestyńskich, amerykański prezydent George Bush ponownie wyraził poparcie dla polityki Ariela Szarona. Bezprzykładny nonsens tej sytuacji, przy okazji wystawiający na pośmiewisko zasadę poszanowania postanowień Narodów Zjednoczonych, jest typowy dla obecnej wewnętrznej sytuacji w Waszyngtonie. Ostatnia przemowa Busha, de facto usprawiedliwiająca ostatnią agresję Izraela przeciwko Palestynie, nie jest bynajmniej szczytowym przykładem waszyngtońskich paradoksów. W Waszyngtonie słyszy się niczym nie maskowane wypowiedzi, według których USA stoją na czele nowego angielskojęzycznego imperium. Amerykański establishment, upojony swoją własną imperialną retoryką, jest przy tym całkowicie ślepy wobec rzeczywistego rozwoju sytuacji światowej.

    Fala przemocy, zapoczątkowana jesienią 2000-go roku prowokacją Szarona, wymierzoną przeciwko meczetowi Al-Haram-Al-Sharif, eskaluje codziennie. Potęgowana jest ona działaniami z zaplecza rzeczywistych “struktur terrorystycznych” – mianowicie z zaplecza siedlisk izraelskich na okupowanych terenach palestyńskich. Celem działań armii Izraela wydaje się być doprowadzenie do emigracji prezydenta Arafata, wypędzenie ludności palestyńskiej z zajmowanych przez nią obszarów oraz ostateczne przyłączenie tych terenów do zjednoczonego “Erec Israel”.

    Usiłując dziś z niemieckiej perspektywy ocenić politykę rządu izraelskiego, należy przyjąć ten sam ekumeniczny punkt widzenia, którego przedstawicielami byli “Sokrates 18-go stulecia” Mojżesz Mendelssohn oraz Lessing w swoim dziele “Nathan der Weise”. Współpraca Mendelssohna i Lessinga – co dla wielu pozostaje do dziś nieznanym faktem – stworzyła warunki, dzięki którym wielu niemieckich Żydów mogło wnieść swój wkład do narodowej i światowej spuścizny kulturowej. jeśli oceniać politykę Sharona z tej właśnie perspektywy, jawi się ona wówczas jako biegunowe zaprzeczenie idei Lessinga i Mendelssohna.

    Czyż sama izraelska prasa nie donosiła ostatnio, iż wysocy oficerowie sztabowi studiują strategię zastosowaną przez okupacyjne oddziały niemieckie przy likwidacji warszawskiego getta jako wzorzec taktyki, którą należy zastosować wobec Palestyńczyków? Jakie są ideologiczne korzenie pomysłu, aby Palestyńczykom przebywającym w obozach dla uchodźców stemplować numer na ramieniu? I w jakim duchu przemawia Szaron, kiedy używa takich pojęć jak “wojna totalna”?

    Dn. 9-go marca Los Angeles Times opublikował artykuł donoszący o rzekomo “tajnych” planach Pentagonu dotyczących prewencyjnego użycia broni jądrowej, nie motywowanej bezpośrednią koniecznością obrony. Na liście potencjalnych celów amerykańskiego ataku znalazły się Irak, Iran, Syria, Libia, Korea Północna, Rosja oraz Chiny. Publikowanie tego rodzaju analiz jest częścią strategii tak zwanej “kalkulowanej nieobliczalności”, mającej zastraszyć zarówno wrogów jak i sojuszników oraz przygotować dogodny klimat polityczny dla ataku na Irak. Sama kwestia rozpoczęcia działań wojennych przeciwko Irakowi wydaje się być już rozstrzygnięta, otwartym pozostaje jedynie pytanie, kiedy i przy użyciu jakich środków działania te mają się rozpocząć.

    W wypadku kiedy doszłoby do wybuchu wojny przeciwko Irakowi, nader prawdopodobnym staje się możliwość obalenia “postępowych” rządów w regionie Bliskiego Wschodu – w Jordanii, Egipcie, Arabii Saudyjskiej – przez zradykalizowane ugrupowania islamskie. Jaka zaś będzie reakcja strategów Pentagonu, jeśli atak przeciwko Irakowi utknie w martwym punkcie i wojna zacznie się nadmiernie przedłużać? “Zwycięskie” zakończenie wojny w Afganistanie również zostało nieco zbyt pochopnie ogłoszone. Czy dojdzie wówczas do użycia broni jądrowej? Cały obszar od Bliskiego Wschodu aż po Półwysep Indyjski jest dziś zagrożony wybuchem wyniszczającego konfliktu.

    Ślepi wobec lekcji historii

    Za kulisami tych wydarzeń głównym czynnikiem pozostaje fakt, iż światowy system finansowy znajduje się w stanie załamania. Niestety, w obliczu tego faktu ster polityki w Stanach Zjednoczonych przejęła frakcja “jastrzębi”, dla których “wojna cywilizacji” oraz nowa spirala zbrojeń stanowiłyby drogę wyjścia z obecnego kryzysu. Nadal aktualnym pozostaje także pytanie, kto jest rzeczywiście odpowiedzialny za wydarzenia z 11-go września?

    Czy ludzi ci nie są w stanie wyciągnąć żadnych wniosków z dotychczasowego przebiegu historii? Kryzysu gospodarczego nie można przezwyciężyć na drodze konfliktów wojennych, a podjęcie zbrojnych działań przeciwko innym obszarom kulturowym nie może przynieść szybkich zwycięstw. Wszystko wskazuje na to, że prezydent Bush nie jest już w stanie ogarnąć całej złożoności procesów, które on sam zapoczątkował. Dowodem na to jest fakt, iż obecnie publicznie spekuluje się na temat perspektyw, które do niedawna byłyby po prostu nie do pomyślenia. Przykładem może być prowadzona w Stanach Zjednoczonych dyskusja na temat szans aneksji saudyjskich złóż naftowych oraz spekulacje dotyczące “chirurgicznych cięć” przy użyciu “broni jądrowej o niskim stopniu rażenia”.

    Aż nazbyt wyraźnym jest fakt absolutnej bezradności rządów europejskich wobec tragedii mających miejsce w Ramallah, Betlejem i Nablus, oraz wobec grożącego wybuchu nowej wojny światowej. Partie wchodzące w skład rządowych koalicji najwyraźniej nie są w stanie odmienić swoich przyzwyczajeń, z których głównym jest działanie w swoim własnym egoistycznym interesie i całkowita obojętność wobec interesu publicznego. “Cóż począć, zapobieganie depresji i wojnie to sprawy nie dla mnie. Takich tematów nie wolno mi nawet poruszać w moim klubie poselskim, a ponadto – moja główna troska to wystawienie mojej kandydatury w przyszłych wyborach” – oto najczęstsza i najbardziej typowa wypowiedź dzisiejszego parlamentarzysty.

    Osobista odpowiedzialność

    W jakim stopniu my, Europejczycy, możemy wpłynąć na zmianę tej tragicznej sytuacji? Faktem jest, iż Stany Zjednoczone są obecnie jedynym mocarstwem, mogącym wymusić na Izraelu przestrzeganie rezolucji Narodów Zjednoczonych oraz wycofanie się z okupowanych przez niego terytoriów. Dlatego należy jak najbardziej dobitnie podkreślić, iż prezydent Bush osobiście odpowiedzialny jest za zastopowanie spirali przemocy na Bliskim Wschodzie, która eskalować może aż do wybuchu trzeciej wojny światowej.

    Panie Prezydencie Bush, jest Pan osobiście odpowiedzialny przed trybunałem historii!

    Spirala przemocy na Bliskim Wschodzie może zostać zakończona jedynie poprzez zastosowanie lekcji wyciągniętych z zawarcia Pokoju Westfalskiego, który w roku 1648 zakończył trzydziestoletnią wojnę religijną w Europie. Towarzyszyć temu procesowi musi perspektywa szeroko zakrojonego projektu odbudowy gospodarczej, który pomoże Izraelowi przezwyciężyć jego obecny kryzys ekonomiczny, a jednocześnie stworzy warunki dla rozwoju niepodległego państwa palestyńskiego, którego egzystencja zabezpieczona będzie międzynarodowymi gwarancjami. Przedstawiony przez Lyndona LaRouche’a już w roku 1975 “Plan Oaza”, zawierający projekt rozwoju dla Bliskiego Wschodu, musi jak najszybciej przejść do realizacji. Głównym jego punktem jest budowa instalacji odsalających wodę morską oraz nawadniających, aby móc przekształcić pustynne tereny tego regionu w żyzne tereny uprawne.

    Każdy, któremu oczu nie przesłoniło jeszcze ideologiczne zaślepienie, jasno dostrzega, iż kontynuacja obecnej polityki prowadzić może jedynie do katastrofy, wyrażającej się depresją gospodarczą, wojną i chaosem. Odmieńmy bieg polityki światowej, dopóki nie jest jeszcze za późno!

    Potrzebujemy dziś rzeczywistej perspektywy pokojowego rozwoju, gwarantującego przetrwanie dla państw i narodów tej planety. Światowy system finansowy, znajdujący się w stanie nieodwracalnego bankructwa, skompromitowany poprzez dokonywane w jego ramach spekulacje oraz zaborczą politykę Międzynarodowego Funduszu Walutowego, musi zostać zastąpiony nowym, sprawiedliwym systemem regulacji walutowej. Propozycja Lyndona LaRouche’a, dotycząca wprowadzenia takiego systemu, została już dawno zaprezentowana, i popierana jest przez wielu polityków na całym świecie. Nowy system finansowy – Nowy System Bretton Woods – musi stać się platformą budowy Euroazjatyckiego Mostu Lądowego, to znaczy infrastrukturalnego i gospodarczego zjednoczenia kontynentu euroazjatyckiego. Most Lądowy powinien także zostać przedłużony poprzez Cieśninę Bering do Ameryki Północnej i Południowej, oraz poprzez Cieśninę Gibraltarską do Afryki. Pokój światowy może być dzisiaj zagwarantowany tylko taką właśnie wizją sprawiedliwego światowego rozwoju gospodarczego! I tylko w tej wizji leży droga do przezwyciężenia problemu bezrobocia oraz stworzenia nowych, produktywnych miejsc pracy dla wszystkich potrzebujących! (Helga Zepp-LaRouche)

    Projekt Oaza

    13-go września 1993 roku przewodniczący PLO Yasser Arafat oraz premier Izraela Yitzhak Rabin podpisali w Waszyngtonie “Protokół współpracy izraelsko-palestyńskiej w kwestiach gospodarczych oraz projektów rozwojowych“ (Protocol on Israeli-Palestinian Cooperation in Economic and Development Programs). Podpisanie tego protokołu było jednym z aktów towarzyszących porozumieniom pokojowym z Oslo. Protokół ten zawierał dziewięć kluczowych punktów, podkreślając jednoczenie naczelne znaczenie inwestycji w rozbudowę systemów nawadniających oraz zaopatrzenia w energię w obszarze Gazy i Westbank.

    Realizacja tej inicjatywy została przerwana w 1995 roku. Nieliczne projekty, jakie od tej pory przeprowadzane są w obszarze palestyńskim, dotyczyły głównie rozbudowy zaplecza turystycznego, a nie inwestycji w infrastrukturę. Siły przeciwne pokojowemu modelowi rozwoju na Bliskim Wschodzie, do których należą również Bank Światowy oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy, skutecznie niweczą jakąkolwiek perspektywę życia w pokoju i dobrobycie dla całego regionu Bliskiego Wschodu.

    W kontekście tragicznego rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie przypominamy w tym miejscu o fakcie, iż Lyndon LaRouche już w roku 1975 przedstawił plan rozwoju dla tego regionu, zaprezentowany pod nazwą “Projekt Oaza“. Realizacja tego projektu stanowiłaby realną szansę przerwania błędnego koła przemocy i narastania rachunku krzywd, jakie stało się udziałem Bliskiego Wschodu. Zaprowadzenie trwałego, sprawiedliwego pokoju w tym regionie świata możliwe jest jedynie przy jednoczesnym zagwarantowaniu ludności, zarówno arabskiej jak izraelskiej, warunków dla nieskrępowanego rozwoju gospodarczego oraz sprawiedliwie uregulowanego udziału w korzystaniu z bogactw naturalnych. Kluczowym aspektem sprawiedliwego porządku na Bliskim Wschodzie jest uregulowanie kwestii dostępu do najcenniejszego z bogactw obszarów pustynnych: wody.

    Należy tu podkreślić, iż uregulowanie zagadnień rozwoju gospodarczego Bliskiego Wschodu jest jedyną możliwą drogą wiodącą do ustabilizowania tego regionu. Żadna z inicjatyw pokojowych nie może przynieść jakichkolwiek trwałych rezultatów, jeżeli nie będzie bazować ona na propozycjach dotyczących tych kwestii.

    Poniżej przedstawiamy główne punkty projektu Oaza:

    Rozbudowa sieci kolejowych w obszarze Bliskiego Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem kluczowego znaczenia tego regionu jako ogniwa łączącego kontynent Eurazji z jego planowanym Euroazjatyckim Mostem Lądowym z całym kontynentem afrykańskim. Z tego też powodu ważne jest zachowanie wysokich standardów technologicznych, umożliwiających późniejszy transport liniami szybkobieżnymi.

    Budowa kanałów oraz zasilanych energią atomową systemów odsalających wodę morską. Kanał Sueski musi zostać poszerzony, a sam korytarz kanału rozbudowany i zmodernizowany jako trasa wodna łącząca Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym. Dodatkowo konieczna jest budowa następujących połączeń wodnych:

    Około stukilometrowego kanału łączącego region Gazy z Morzem Martwym, przeprowadzonego w tunelu na wyżynnym odcinku na południe od Beersheba.

    Około 170-kilometrowego kanału wiodącego przez Jordanię od Zatoki Aqaba aż po Morze Martwe.

    Wzdłuż tych tras wodnych konieczna jest budowa sieci elektrowni atomowych oraz urządzeń odsalających, które umożliwiłyby powstanie dalszych ośrodków przemysłowych, nowych centrów osiedlenia oraz rozwój rolnictwa w tym regionie.

    Obecnie dostępna jest już generacja reaktorów atomowych, specjalnie dopasowanych dla potrzeb urządzeń odsalających. Reaktor Asea Brown Boveri-Siemens, nazywany też “kartoflanym” z powodu swych kulistych prętów zasilających, opracowany jest w oparciu o bezpieczną technologię cyklicznego przerobu thorium. Kalifornijski General Atomics zaprezentował prototyp modularnego, chłodzonego helem reaktora, możliwego do zainstalowania w niewielkich podziemnych zespołach, oraz możliwego do rozbudowy o dalsze jednostki zasilające. Każda z tych jednostek jest w stanie wytwarzać około 135 megawatów energii dla zaopatrywania urządzeń odsalających.

    Przy użyciu dwudziestu takich zespołów, każdy wyposażony w cztery jednostki zasilające, możliwym byłoby odsolenie rocznie 3500 milionów metrów kubicznych wody dla Pustyni Jordańskiej – tyle samo, ile rocznie przetacza sama rzeka Jordan. (Instytut Schillera)

  5. anonim said

    Przypomnieć sobie proszę Wojny Opiumowe.
    Usmański Afganistan to Wojny Opiumowe 2.0 i cel jest ten sam bo tak samo jak krurewstwo brytyjskie chcą zarabiać na truciu narkotykiem swoich wrogów.

  6. Rafał said

    Część afgańczyków to polacy ! ! !


    I odwrotnie – admin

Sorry, the comment form is closed at this time.