Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Tańcząca z wilkami

Posted by Marucha w dniu 2016-10-11 (wtorek)

Jak wytłumaczyć, iż prawie każda opowieść o Holocauście, w tym także światowej sławy autorów, jest w rzeczywistości historią obliczoną na wyciągnięcie niebotycznej kasy. Poza oczywistą chciwością, powstawanie takiej ilości zafałszowanych i wymyślonych wspomnień jest to, że po wojnie pojawiła się pewna liczba ocalonych, którzy czuli, że ich wkład w wysiłek wojenny był mniejszy, niż sami by chcieli.

Jedni dlatego, że nie brali czynnego udziału w walkach zbrojnych, jakby cierpienia w obozach były mniejszej wagi, inni dlatego, że byli dziećmi. Zatem mitomani przypisują sobie czyny i przeżycia, które mają tę cechę, że wyróżniają ich na tle innych. Nie liczą się przy tym, z tym co czują osoby, które przeżyły grozę Holocaustu, gdy widzą ciągle w telewizji oszustów opowiadających o swoich „bohaterskich” przeżyciach w czasie Holocaustu. Jak mogą czuć się ci, których „tylko” poddano nieludzkim eksperymentom medycznym, że o innych sposobach upadlania ludzi w obozach nie wspomnę.

Najwięcej jest wspomnień autorów żydowskich, ale szybko doszlusowali do nich wydrwigrosze i fantaści innych nie żydowskich nacji. Co ciekawe, wśród nie żydowskich autorów zmyślonych historii Holocaustu nie pojawiają się Słowianie, na ziemiach których okupanci niemieccy z takim zapałem mordowali wszystkich, nie tylko Żydów.

Autorami tych „fantastycznych wspomnień” są przede wszystkim mieszkańcy Europy Zachodniej i USA. Piszą te swoje wymyślone wspomnienia, za nic mając grozę, w jakiej wówczas żyli Polacy, Żydzi i inni mieszkańcy okupowanych przez Niemców Narodów. Trywializują przez swoje wymyślone, fantastyczne historie grozę tamtych czasów.

Doskonałym przykładem takiego fałszerstwa są losy Mishy Defonseca. Misha Defonseca napisała i wydała w 1997 roku książkę pt. „Misha: A Memoire of the Holocaust Years. (Misza: „Pamiętnik z lat Holocaustu”).

Autorka najpierw określa siebie jako żydowskie dziecko z Belgii, która została wraz z rodzicami została wywieziona na Wschód. Ona sama, straciwszy kontakt z rodzicami wsiada do pociągu jadącego na Wschód i trafia do getta w Warszawie. Będąc w getcie dziewczynka, mająca wówczas 7-11 lat (faktycznie autorka urodziła się w 1938 roku, zatem bohaterce, którą miała być ona sama dodaje w książce kilka lat) postanowiła odszukać rodziców. Ucieka zatem z getta, zabija także scyzorykiem! niemieckiego żołnierza, który usiłował ją zgwałcić i pieszo udaje się na Wschód.

W sposób oczekiwany przez Holocaust Industry opisuje mieszkańców wsi polskich i białoruskich, którzy są prymitywami katolickimi i prawosławnymi usiłującymi okraść ją z posiadanych pieniędzy! W każdej wsi mieszkańcy usiłują ją wydać w ręce gestapo, a w najlepszym przypadku przepędzając ją. Jednak zawsze to ona jest sprytniejsza i mądrzejsza od tych zacofanych ludzi.

Głodna, zmęczona, nie odnalazłszy swoich rodziców decyduje się na powrót do Belgii. Przez 4 lata błąka się samotnie po Niemczech, Polsce, Ukrainie, Rumunii, Jugosławii, statkiem przez Morze Adriatyckie do Włoch, a następnie przez Włochy i Alpy do Francji i z powrotem do Belgii. Po drodze chroni ją stado wilków. I tak wilki uratowały jej życie.

Na podstawie tej książki Very Belmont, francuska reżyser, nakręciła film „Przeżyć z wilkami”.

Nie muszę dodawać, że książka natychmiast została przetłumaczona na 18 języków i stała się bestsellerem. Ale nie koniec tej historii. Nie wszyscy jednak „kupili” historię Miszy. Deborah Dwork, badacz holokaustu (dyrektor Centrum Badania Holokaustu i Ludobójstwa Rodziny Strassler w Clark University w Worcester, MA) ostrzegła wydawcę książki „Misha: A Memoir of the Holocaust Years”, że autentyczność książki była podejrzana.

Ale „mądrość etapu” była wówczas inna. Wkrótce też okazało się, że urodzona w Belgii autorka, znana jako Misza Defonseca, nie jest Żydówką, a jej prawdziwe nazwisko jest Monique Ernestine Josephine de Wael, a w trakcie wojny nie mieszkała z wilkami, ale uczyła się w brukselskiej szkole. Twierdziła również, że jej rodzice byli w belgijskim ruchu oporu i zostali zabici przez nazistów.

I to okazało się mitem. Belgijski dziennik „Le Soir” poinformował w 2008 roku, że rodzice de Wael nie tylko nie zostali zabici przez hitlerowców, ale faktycznie z nimi współpracowali. Krewni ojca de Wael, powiedzieli „Le Soir”, że Robert de Wael odpowiadał za donosy do Gestapo na kilku mieszkańców miasteczka. Nie został zabity przez nazistów, ale zmarł z przyczyn naturalnych po wojnie. Kiedy mieszkańcy dowiedzieli się o tym po wojnie, nazwisko Roberta de Wael zostało usunięte z pomnika w Brukseli upamiętniającego tych, którzy zginęli z rąk nazistów.

Ale zanim to nastąpiło, de Wael wraz z prawdziwą autorką książki, Verą Lee, kilka lat temu złożyły pozew przeciwko wydawcy, Jane Daniel, za niewystarczającą ich zdaniem promocję książki na amerykańskim rynku. W 2001 r. para ta zdobyła ogromny wyrok przeciwko Daniel, kiedy sąd przyznał im więcej niż 30 mln USD.

Gdy prawda o tej mistyfikacji wyszła na jaw, tłumaczenie „Miszy” było podobne do tłumaczenia Rosenblata: „Tak, nazywam się Monique de Wael, ale chciałam o tym zapomnieć od kiedy miałam 4 lata. Moi rodzice zostali aresztowani i zabrał mnie dziadek, Ernest de Wael, i wujek, Maurice de Wael. Nazywano mnie „córką zdrajcy”, ponieważ mojego ojca podejrzewano o sypanie podczas tortur w więzieniu Saint-Gilles. Odkąd pamiętam, czułam się Żydówką… Bywa, że trudno mi jest odróżnić rzeczywistość od mojego świata wewnętrznego. Historia w książce jest moja. To nie jest prawdziwa rzeczywistość – … to była moja rzeczywistość, mój sposób na przetrwanie. W pierwszej chwili nie chciałam jej opublikować, ale przekonała mnie Jane Daniel. Proszę o przebaczenie wszystkich, którzy poczuli się zdradzeni”. [Żenua – admin]

Jak wiemy i to po ustaleniach „Le Soir” okazało się kłamstwem. Dlaczego taka książka się ukazała? Bo tak naprawdę nikt nigdy nie martwił się o ocalonych z Holocaustu. Dziś wystawia się „stolik z cierpieniami” i bez zażenowania handluje się nimi. Ba, uzyskano nawet to, że „cierpią traumę” wnuki zamordowanych, dla których grupa handlarzy cierpieniem zabiega o środki.

Z tego cierpienia ocalałych z Holocaustu i wnuków wyłączeni są oczywiście wszyscy nie Żydzi, bo goje zdaniem Żydów nie. cierpią tak wyjątkowo jak Żydzi. Dlatego takie historie jak powyższa są wodą na młyn dla hochsztaplerów Holocaustu.

W następnym odcinku opiszę losy Benjamina Wilkomirskiego, pozbawionego skrupułów Szwajcara, który dla kasy także stał się Żydem.

Ireneusz T. Lisiak
Myśl Polska, nr 41-42 (9-16.10.2016)
http://mysl-polska.pl

komentarzy 8 to “Tańcząca z wilkami”

  1. Marta1973 said

    Krótki komentarz pana admina Gajowego wystarcza. Być może jest on zbyt …delikatny? 🙂

  2. Boydar said

    „… najwięcej jest wspomnień autorów żydowskich, ale szybko doszlusowali do nich wydrwigrosze i fantaści innych nie żydowskich nacji …” – należy dodać, że całkiem przypadkowo zapoznanych z ofiarną pracą mohela.

    Jakimś chwytaniem się brzytwy (ale nie dr Ockhama) jest wprawdzie owo podkreślenie – „… wśród nie żydowskich autorów zmyślonych historii Holocaustu nie pojawiają się Słowianie …”; jednak wskazywałoby to na ukryte pasje autora, co najmniej na poziomie Leonardo Conti lub dr Ernsta Roberta Grawitz’a.

    Kłopot z pełnym wyjaśnieniem zagadki polega na tym, że w judaizmie klasycznym tradycja obrzezywania osobników płci żeńskiej była rzadko praktykowana.

  3. Plausi said

    „Jak wytłumaczyć ” ?

    Chyba tak, że chodzi o tzw. „produkcyjniaki” przemysłu holokaustu. Przemysł holokaustu zatrudnia także pisarzy o znamienitych zdolnościach.

    Czytelnikowi należy przypomnieć, że w przypadku tzw. holokaustu, chodzi raczej o marginalną ilość ofiar II Wojny, szacuje się liczbę tych ofiar na ok. 60 milionów istnień ludzkich i mało kto zadał sobie trud pomyśleć, a cóż dopiero napisać o tych ofiarach.

    Dominacja tematu tzw. „holokaustu” rodzi obawę, że także tu obowiązuje trzeźwe przysłowie niemieckie: „Żyd kłamie, nawet jak się modli.”. Ta dominacja jest też świadectwem, że Goje nie mieli tej samej szansy zdobyć niezbędne wykształcenie a cóż dopiero możliwość publikacji, co każdego, kto wie, do kogo należą media, nie powinno dziwić.

    Ignorowanie przez żydowskie media 60 milionów ofiar II Wojny, najlepiej potwierdza znany od tysiącleci cynizm żydowski, pielęgnowany przez rabinów, o sadyzmie nawet nie wspominając. Tzw. „holokaust” dowodzi także, że na kłamstwie można rozwinąć cały przemysłową branżę, przemysł holokaustu.

  4. Zabijając żyda zabijasz cały świat. Więc jakie znaczenie ma liczba?

    Jakie odszkodowanie należy się za jednego żyda? Takie samo, jak za cały świat…

  5. Józef Piotr said

    Czy na to zjawisko jest jakiś sposób przeciwdziałania ?
    Jak nawet spróbować nie sposób. Zaraz taki Michnik czy Profesor Jan Hartman z UJ lub jeszcze gorzej gdyż niejaki Gądecki (Hartman) odezwą się w proteście i oświadczą że „tańcząca z wilkami” to ich rodzona siostra a oni są świadkami jej historii.
    I odżegnają od czci i wiary „podłych” antysemitów I zażądają odszkodowań „jak za cały świat”

    Budowany ” pax Judaica ” na gruzach „pax Amerycana” zbliża się do finiszu tylko szkoda tego pięknego globu i na nim żyjących.
    Zadrą w oku jest mniej lub więcej cywilizowany świat kandydatów na niewolników : Chiny , Rosja , Iran …………. bo Usa już są opanowane i składane na stosie ofiarnym „zwierzęcego bałaganu”

  6. krolewnascieszka said

    Miał rację Filkenstein „Przedsiębiorstwo (sic!) …

  7. Józef Piotr said

    NAJMOCNIEJSZE KAZANIE KS.P.NATANKA:” Polsko błądzisz!” Rzecz o masonerii

  8. Plausi said

    Parę szczegółów uzupełnienia

    @ Józef Piotr, 5
    „Budowany ” pax Judaica ” na gruzach „pax Amerycana” “

    W sumie poprawny tekst, ale z tym „pax Amerycana” to absolutna przesada. MWF jest jak dotąd zawsze ważną budowniczą imperium, czy to brytyjskiego, USA, czy nawet rzymskiego. Wniosek, to nie jest żadna pax taka czy inna, to jest zawsze pax MWF.

    Zostaniemy uznani za obrońców Judejczyków, ale ich znaczenie jest zdecydowanie przeceniane, o czym świadczy choćby akcja redukcji ich pogłowia w latach czterdziestych. Udziału Judejczyków w operacjach MWF nie można zignorować, ale jakaż inna społeczność ma tak znakomicie rozwiniętą ideologię i struktury przestępcze, tak niezbędne dla potrzeb MWF, jak właśnie Judejczycy ?

    Któż jest w stanie zaoferować MWF międzynarodową strukturę usługową podobnej jakości jak Judejczycy ? Nie widzimy żadnej innej sieci o podobnych możliwościach. Czyż można się dziwić, że środowiska finansowe tak chętnie sięgają po ich usługi, wynagradzając ich za to sowicie ? Z drugiej strony rabując z ich pomocą inne społeczeństwa świata.
    @ krolewnascieszka, 6
    Chodzi o Normana Finkelsteina, przestawienie liter, autor „The Holocaust Industry” (Przemysł holokaustu). Określenie dość łagodne dla zjawiska, jakim są masowe przestępstwa wyłudzania i szantażu tzw. „hlokaustem” przez niezliczone żydowskie grupy przestępcze w rodzaju Jewish Agency for Israel

Sorry, the comment form is closed at this time.