Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Lenino 12-13 X 1943 r. – zapomniana bitwa 1. Dywizji Kościuszkowskiej

Posted by Marucha w dniu 2016-10-13 (czwartek)

12-13 października 1943 roku – na Białorusi pod wsią Lenino stoczono bitwę z udziałem polskiej 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, dla której było to pierwsze starcie zbrojne z Niemcami na froncie wschodnim, w czasie II wojny światowej.

Natarcie 1. Dywizji Piechoty pod Lenino 12-13 października 1943 r., fot. East News

Bitwa, która zakończyła się taktyczną porażką, miała większe znaczenie polityczne niż militarne. Kiedyś jej rocznica była w PRL obchodzona uroczyście jako Dzień Wojska Polskiego, a po 1989 roku została zapomniana.

W ostatnich latach obecna polityka historyczna próbuję zdyskredytować, wymazać z pamięci cały wysiłek zbrojny i szlak bojowy żołnierzy Wojska Polskiego na froncie wschodnim. Oni też walczyli o Polskę tak jak ci walczący w Armii Andersa i Maczka na zachodzie, czy w AK.

Formowanie się 1. Dywizji Piechoty. Im. Tadeusza Kościuszki

Po wyjściu armii gen. Andersa do Iranu w sierpniu 1942 roku, nie wyczerpało polskich możliwości mobilizacyjnych w ZSRR. Wciąż w głąb ZSRR pozostali Polacy-zesłańcy z Kresów Wschodnich, jeńcy niemieccy pochodzenia polskiego, przymusowo wcieleni do Wehrmachtu oraz byli obywatele polscy niepolskiej narodowości i radziecka Polonia.

W marcu 1943 roku na Kremlu odbyły się rozmowy w sprawie formowania nowych jednostek polskich, prowadzone pomiędzy Józefem Stalinem z jednej strony, a Wandą Wasilewską i ppłk Zygmuntem Berlingiem. W kwietniu po ujawnieniu zbrodni katyńskiej dokonanej przez NKWD w 1940 roku i zerwaniu stosunków dyplomatycznych rządu emigracyjnego rządem RP, Biuro Polityczne WKP(b) podjęło polityczną decyzję o formowaniu oddziałów polskich pod auspicjami powołanego w marcu Związku Patriotów Polskich.

7 maja 1943 roku w Sielcach nad Oką rozpoczęto formować na początku 1. Dywizje Piechoty im. Tadeusz Kościuszki, który była zalążkiem przyszłego Wojska Polskiego na froncie wschodnim. Armia ta rekrutowała się z Polaków ochotników, którzy byli deportowani w latach 1939-1941 w głąb Związku Radzieckiego.

Na początku większość kadry dowódczej stanowili oficerowie radzieccy, często polskiego pochodzenia oraz kilku przedwojennych oficerów, którzy po ewakuacji w ZSRR byli to m.in. ppłk Leon Bukojemski, por. Tadeusz Wicherkiewicz, ppor. Tadeusz Juśkiewicz i ppłk. Zygmunta Berlinga, szefa bazy ewakuacyjno-zaopatrzeniowej Armii Polskiej w Krasnowodsku, już wcześniej współpracującego z organami ZSRR. Fakt ten został uznany jeszcze w 1943 przez sądy wojenne Rzeczypospolitej przy 2 Korpusie WP za złamanie przysięgi wojskowej i dezercję, ale wyroki były zaocznie, czyli nieprawomocne.

Na czele tej dywizji stanął ppłk Zygmunt Berling, później awansowany do stopnia generała brygady. Był przedwojennym oficerem WP, legionistą, uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. Nie był komunista co powodowało, że często wchodził spory z komunistami z ZPP zwłaszcza z Wandą Wasilewską. Stalin po rozmowie z ppłk. Berlingiem postanowił, że będzie tworzona nie tylko dywizja piechoty, ale również pułk czołgów, eskadra lotnicza, także dalsze jednostki. Tworzone oddziały miały stać się zalążkiem nowych, pozostających pod kierownictwem komunistów, Polskich Sił Zbrojnych

Generał Zygmund Henryk Berling (1896-1980). Dowódca 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki., fot. East News

Generał Zygmund Henryk Berling (1896-1980). Dowódca 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki., fot. East News

Postać Zygmunta Berlinga jest uważana kontrowersją. Przez obecną politykę historyczną jest kreowany na zdrajcę, służalczego wobec Armii Czerwonej.

Jest to dość mocna i niesprawiedliwa ocena, ponieważ to dzięki niemu udało się wyrwać uratować tysiące Polaków zesłańców przebywając na terenie ZSRR, którzy nie dotarli do wcześniej formowanej armii polskiej przez gen. Władysława Andersa. Żołnierze walczący pod jego komendą, w większości pozytywnie go oceniali go.

1. Dywizja wyrusza na front

Po 2 miesiącach szkolenia i formowanie 15 lipca 1943 roku, żołnierze 1. Dywizji Piechoty. im. Tadeusza Kościuszki złożyli uroczystą przysięga, która była poprzedzona mszą świętą odprawiona przez kapelana dywizji mjr Wilhelma Kubsza. 1 września 1943 roku w 4 rocznicę agresji III Rzeszy Niemieckiej na Polskę, dywizja wyrusza na front.

W trakcie marszu dywizja dalej się podszkalała. Pierwotnie polscy żołnierze mieli uczestniczyć 12 września walką o Smoleńsk. Jednak gen. Berling zdając sobie sprawy, że dywizja jest nie przygotowana do walka w dużymi i może ponieść spore straty. W odpowiedzi na propozycję gen. Wasilija Sokołowskiego stwierdził;

„Polacy tyle razy brali Smoleńsk od zachodu, że nie zaszkodzi raz spróbować od wschodu.”[1].

Po tej ripoście zmieniono zadanie dywizji i przydzielono ją do radzieckiej 33. armii gen. Gordowa, z którą działać miała działać na kierunku Orszy.

Głównym celem natarcia 1. Dywizji było we współdziałaniu z 42. i 290 dywizjami strzeleckimi Armii Czerwonej przełamać obronę niemiecką 39. Korpusu Pancernego na dwukilometrowym odcinku: wieś Połzuchy – wzgórze 215.5. Następnie rozwijać powodzenie w kierunku zachodnim i opanować rubież rzeki Pniewkana na odcinku Bolszoj Diatiel i Srednij Diatiel, a potem nacierać w kierunku Łosiewa i Czuriłowa. W powstałą lukę miały wejść główne siły radzieckie, w celu dotarcia do linii Dniepru.

Dywizję wspierać miały pułki artylerii lekkiej 144. i 164. Dywizji Piechoty, 538. pułk moździerzy i 67. Brygada Haubic Armii Czerwonej. Sąsiedzi: 42. Dywizja Strzelecka miała zająć wieś Sukino, 290. Dywizja Strzelecka – Lenino. Należy zaznaczyć, że obie współdziałające dywizje radzieckie liczyły zaledwie po 4 000 żołnierzy, czyli stanowiły jedynie połowę tego czym dysponowała dywizja polska. Na lewym skrzydle miał działać 1. pp pod dowództwem ppłk. Franciszka Derska, a na prawym 2. pp. ppłk. Gwidona Czerwińskiego. W drugim rzucie miał wejść 3 pp. ppłk. Tadeusza Piotrowskiego.

Polska dywizja do swojej pierwszej bitwy przystępowała w pełnym składzie etatowym wzmocniona ponadto 1 pułkiem czołgów średnich, 1 kompanią rusznic przeciwpancernych, 1 kompanią fizylierek 1 batalionu kobiecego, oraz kompanią karną.

Obszar natarcia 1. Dywizji nie był dogodny. Teren był bagnisty, a rzeka Miereja była szeroka od 3 do 5 metrów i płytka. Pozycje niemieckie na wzgórzach 217,6 oraz 215,5 po zachodniej stronie rzeki były dogodne. Na wschodzie obszar był równiny i odkryty. W odległości 2-3 kilometrów od rzeki znajdowały się zarośla i drzewa. Siły niemieckie liczyły ok. 18 tys. żołnierzy.

9 października gen. Berling postanowił przeprowadzić rekonesans. Rozpoznania terenu nie udało się jednak dokończyć, ponieważ Niemcy otworzyli ogień artyleryjski, dlatego też nie rozpoznano dokładnie doliny Mierei. Następnego dnia dowódca dywizji przedłożył gen. Gordowowi swoją decyzję do natarcia, również tego samego dnia postawił zadania podległym oddziałom.

10 października dowódca dywizji zameldował dowódcy armii swoją decyzję o rozpoczęciu natarcia. W dniu następnym rano w formie pisemnej do dowódców pułków, samodzielnych pododdziałów i jednostek wzmocnienia trafił rozkaz bojowy. Całość działań wszystkich ogniw dywizji została ponadto ujęta w formie tabeli walki, planu inżynieryjnego zabezpieczenia natarcia i tabeli sygnałów (dowodzenia). Przed atakiem planowano zmasowane przygotowanie artyleryjskie, mające trwać 100 minut (ok. 1,5 godz.). Z chwilą poderwania się piechoty, artyleria miała stworzyć przed piechotą podwójny wał ogniowy, który przesuwałby się przed nią w odległości ok. 200-300 m.

11 października o godz. 20:00 gen. Berling otrzymał ze sztabu armii rozkaz przeprowadzenia następnego dnia o 6:00 rozpoznania walką siłami batalionu. Nie będąc przekonany o słuszności takiego rozwiązania, prosił dowódcę armii o zmianę decyzji lub użycie mniejszych sił. Rozkazu nie zmieniono. Do rozpoznania wyznaczono 1/1 pp.

Powiadomiony wieczorem o zadaniu dowódca 1 pp nie poinformował natychmiast o nim dowódcy batalionu – mjr. Lachowicza. Rozkaz do rozpoznania walką przekazał dopiero o 4:00, czyli dwie godziny przed natarciem. Udał się do pierwszorzutowych kompanii i przekazał zadania. Na sygnał czerwonej rakiety kompanie miały ruszyć do natarcia, podejść do Mierei, sforsować ją i zaatakować przedni skraj obrony nieprzyjaciela na kierunku wzgórza 215.5.

Jeszcze przed bitwą niewielka grupa ok. 25 żołnierz zdezerterowała przechodząc na stronę niemiecką zdradzając plany bitwy oraz pozycje wojsk. Dzisiaj powiela się mit jakoby polscy żołnierze masowali dezerterowali w trakcie bitwy. Być może cześć żołnierzy po wyczerpaniu amunicji poddała się z myślą o ucieczce. Jednak mit o masowej dezercji, jest nieuprawnionych, bo dla wielu rodzin żołnierzy miałoby to swoje konsekwencje.

Przebieg bitwy

Punktualnie o 5.55 artyleria polska otworzyła ogień. Pod jej osłoną ruszyły czołowe kompanie 1 bp. Żołnierze dość szybko pokonali rzekę i gdy podeszli na 200–300 m od niemieckich okopów, spotkał ich morderczy ogień broni maszynowej i moździerzy. Część pododdziałów okopała się przed zaporami z drutu kolczastego, część wdarła się do pierwszej transzei niemieckiej. Dalsze natarcie załamało się. Niemcy wyprowadzili kontratak, odrzucając batalion z zajętej pozycji. Kompanie zaległy 150 m przed przednim skrajem i okopały się. Kilku żołnierzy dostało się do niewoli.

Niemcy byli silniejsi niż przypuszczano, posiadali duży potencjał ogniowy i zawczasu rozbudowaną obronę. Ta nierówna walka toczyła się od 6:00 aż do chwili rozpoczęcia przygotowania artyleryjskiego natarcia, a więc ponad trzy godziny. Rozpoznanie walką okazało się niepotrzebne i nieefektywne, zakończono 50% stratami 1 batalionu, który okopał się czekając na pozostałe siły i właściwie natarcie.

Natarcie kościuszkowców pod Lenino 1943 r., fot East News

Natarcie kościuszkowców pod Lenino 1943 r., fot East News

Atak 1. Dywizji miał być poprzednio przygotowaniem artyleryjskim o godzinie 8:20, jednak z powodu mgły, przesunięto o godzinę. Punktualnie o 9:20 salwa katiusz zapoczątkowała ogień artylerii, ale został skrócono do 40 minut. Zaraz potem piechota ruszyła do walki. O godz. 10.30 1. oraz 2. pp. rozpoczęły natarcie na pozycje niemieckie, przełamując pozycje obrone. Jednak sąsiednie dywizje radzieckie 42. DP i 290. DP zaległe na swoich pozycjach Zaraz po przełamaniu niemieckiej obrony celem 1. pp. Było opanowanie Trygubowej, zaś 2. p.. Połzuch.

W pierwszym natarciu pozycje prowadził batalion mjr. Lachowicz, który zginał w trakcie ataku. Wieś przechodziły z rąk do rąk raz polskich, a raz niemieckich, ale z powodu wyczerpania amunicji, a także braku wsparcie ze strony radzieckiego 855. pułku, żołnierze musieli się wycofać na wschodni kraniec wsi.2. pułk piechoty przełamał niemieckie transzeje i podszedł pod Połzuchy i Puniszcze. Podobnie jak walka o Trygubowa, tutaj także walki były niezwykle zacięte. Wieś opanowano do godz. 14.

Ok. 11:00 do ataku rzucono 1. pułk czołgów, jednak nie przygotowano jednak podejść do mostów. W 2 kompanii czołgów na podejściach do przeprawy ugrzęzło pięć wozów, a dwa zostały uszkodzone. Pozostałe trzy nie mogły się przeprawić. 1 kcz miała przejść po moście w Lenino. Została jednak zbombardowana przez samoloty niemieckie. Dopiero po południu udało się przeprawić kilka czołgów. Część z nich podczas ataków na Trygubową i Połzuchy została zniszczona i uszkodzona, pozostałe wspierały piechotę z niewielkim skutkiem. Te same trudności spotkały na przeprawie artylerię. Moździerze i lekkie działa pułkowe przenoszono dosłownie na plecach, wyrywano z bagna, by przeprawić je na drugi brzeg.

O godz. 14:00 niemiecka 337. Dywizja Piechoty, wspierana przez odwody XXXIX Korpusu rozpoczęła kontratak ze skrzydeł i od czoła. Mgła podniosła się wyżej i do akcji wkroczyło niemieckie lotnictwo szturmowe i bombowe. Pierwszy kontratak na Trygubową został odparty, ale drugi przy wsparciu czołgów i dział pancernych wyrzucił 2 bp z Trygubowej. Ataki na pozycje udało się odpierać także dzięki artylerii kierowanej przez płk W. Bewziuka.

Polski kontratak 3 bp tylko częściowo zmienił sytuację. Artyleryjskie wsparcie zaczęło słabnąć. Kolejne niemieckie kontrataki odrzuciły Polaków na zachodnie stoki wzg. 215.5. Brakowało amunicji, czołgów i wsparcia artylerii. Dowódca pułku ppłk Derks utracił zdolność dowodzenia. W szeregi 1 pułku wkradł się chaos. Dowództwo przejął płk Kieniewicz, zastępca dowódcy 1 DP. Na kierunku 2 pp Niemcy też kontratakowali wsparci czołgami i lotnictwem. Przed zniszczeniem 2 pułk uratował ogień zaporowy 67 Brygady Haubic. Około 14:00 pułk został ponownie odrzucony z rejonu Połzuch i zmuszony do przejścia do obrony.

W późnych godzinach popołudniowych na kierunku działania 1 pp wszedł do walki II rzut dywizji – 3 pułk piechoty. Luzowanie następowało pod bezpośrednim ogniem nieprzyjacielskich oddziałów. 1 pułk piechoty w czasie wchodzenia do bitwy liczył ponad 2800 żołnierzy, a w chwili wycofania zaledwie 500. O 19:20 pułki 2. i 3. wsparte 16 czołgami wznowiły natarcie.

Nie udało się jednak złamać oporu Niemców. Nie zdobyto ponownie Trygubowej i Połzuch. W ciągu nocy walki nie ustawały. Odległość między pułkami a wrogiem przestała istnieć. Walka toczyła się na odległość karabinu, z trudem można było rozróżnić, gdzie swój, a gdzie wróg. Cała dolina huczała wystrzałami, bój toczył się wszędzie. Mimo zaangażowania 3 pułkowi nie udało się rozwinąć natarcia. 2 pułk piechoty odparł w nocy pięć kontrataków i utrzymał linię obrony.

Wieczorem o 20:00 12 października gen. Berling otrzymał zadanie na dzień następny. Według planu o 7.45 miała rozpocząć się 15-minutowa nawała artyleryjska, a o 8:00 powinna ruszyć do natarcia piechota wsparta czołgami. W nocy zebrano amunicję z trzech dywizji drugiego rzutu i dostarczono ją na pierwszą linię. Tyły dywizji wraz z zaopatrzeniem wciąż pozostawały daleko za linią frontu.

Nazajutrz 13 października, mimo nalotów niemieckich na polskie pozycje, 1 Dywizja Piechoty zaatakowała. Natarcie polskie wspierane było nieudanymi atakami polskich 1 i 2 kompanii czołgów. 3 kompania czołgów utknęła przed Miereją i nie wzięła udziału w ataku. Niemcy natychmiast podjęli przeciwdziałanie. Mimo wysiłków Polaków, tylko 2 pułk piechoty wsparty sześcioma czołgami opanował Połzuchy. 3 pułk mimo wsparcia czołgów nie zdobył Trygubowej. Piechota polska atakowana przez lotnictwo odpierała kolejne kontrataki. Pułki przeszły do obrony. 2 pułk utracił zdobyte w krwawej walce Połzuchy.

Gen. Berling został wezwany na stanowisko dowodzenia 33 Armii. Doszło do ostrej wymiany zdań między dowódcami. W efekcie o 17:00 Berling otrzymał rozkaz informujący, że w nocy z 13 na 14 października dywizja zostanie wycofana z walki, a jej miejsce zajmie radziecka 164. Dywizja Strzelecka. Do 20:00 Polacy odzyskali Połzuchy. 14 października rano oddziały polskie i radzieckie wycofały się za Miereję. Niemcy utrzymali te pozycje obronne, Az do Operacji Bagration.

Bilans bitwy

W dwudniowych walkach 12-13 października 1. Dywizja pod dowództwem generała Zygmunta Berlinga przełamała obronę nieprzyjaciela i zadała mu spore straty. Dla większości żołnierzy były to pierwsze walki, dzięki czemy zdobyli doświadczenie bojowej z bardziej doświadczonym przeciwnikiem. Jednak przy braku współdziałania sąsiednich jednostek radzieckich sprawiło, że jej sukcesu nie wykorzystano. Poważne straty, jakie poniosła, zdecydowały o wycofaniu jej z pierwszej linii po dwóch dniach walk. Zarówno brak wsparcia jak oraz błędy w dowodzeniu spowodowane małym doświadczeniem zadecydowały o dużych stratach

Straty 1. Dywizji wyniosły: 510 żołnierzy zginęło, 1776 żołnierzy zostało rannych, zaginęło bez wieści 652 osób, do niewoli zostało wziętych 116 – co stanowiło 23,7 % ogólnego stanu osobowego. Straty niemieckie wyniosły: 1500 zabitych, do niewoli zaś zostało wziętych 326. Nieprzyjaciel poniósł również pewne straty w sprzęcie tracąc m.in. 42 moździerze i działa, 2 czołgi oraz pięć samolotów.

Bitwa miała bardziej wymiary polityczny niż militarny. Stalin wykorzystując bitwę 1. Dywizji pokazał, że na froncie wschodnim na terenie ZSRR ma do dyspozycji polskie oddziały, które będą stanie walczyć o wyzwolenie kraju spod okupacji niemieckiej. Ta bitwa także wzmocniła rolę komunistów z Związku Patriotów Polskich, jednocześnie osłabiając pozycję Rządu Emigracyjnego w Londynie. Więc propagandowo bitwę uznano za sukces.

Wymazywanie pamięci o bitwie i żołnierzach

Bitwa ta była pierwszym bojem zorganizowanych w ZSRR wojsk polskich i dlatego rocznica jej 12 października była od 1950, obchodzona hucznie jako Dzień Wojska Polskiego, aż do do 1991 roku, kiedy powrócono do obchodów rocznicy bitwy warszawskiej. O samej pierwszej bitwie z udziałem 1. Dywizji Kościuszkowskiej zapomniano. Podobnie jest z całym szlakiem bojowym Wojsko Polskiego na froncie wschodnim 1. i 2 Armii Wojska Polskiego.

W ostatnich latach obecna polityka historyczna próbuję zdyskredytować, wymazać z pamięci cały ich wysiłek zbrojny i szlak bojowy od Lenino do Berlina. Jeden z prawicowych historyków Sławomir Cenckiewicz, miał stwierdzić:

„II wojny światowej już tak jednoznacznie nie można ocenić. Nie myślę rzecz jasna o 2 Korpusie gen. Andersa, Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, AK czy NSZ-ecie, ale ze względu na wojsko, chciałem powiedzieć polskie, ale powinienem jednak powiedzieć ludowe Wojsko Polskie, które powołał Stalin w maju 1943 roku. Trudno mi uznać tę formację za część historii naszego oręża.”[2]

Jest bardzo krzywdzącą i niesprawiedliwa ocena. Wielu z tych kombatantów, których jest już coraz mniej bardzo dotyka te słowa. Czy się komuś podoba, czy nie Wojsko Polskie z frontu wschodniego walczyło także o Polskę tak jak ci walczący w Armii Andersa i Maczka na zachodzie, czy w Armii Krajowej i należy się im godna pamięć oraz szacunek.

Jacek Czubacki

Literatura:
Dominik Czapigo, „Berlingowcy. Żołnierze tragiczni. Świadkowie. Zapomniane głosy”, wyd: RM/Karta, 2015
Czesław Grzelak, Henryk Stańczyk, Stefan Zwoliński, „Armia Berlinga i Żymierskiego,” wyd. Neriton, 2002
Edward Kospath-Pawłowski, „Chwała i zdrada – Wojsko Polskie na Wschodzie 1943-1945” , wyd. Inicjał , 2010
Edward Kospath-Pawłowski, „Wojsko Polskie na wschodzie 1943-45”, wyd. „Ajakas”, 1993..

Przypisy:
[1] Z. Berling, Wspomnienia, t. 2: „Przeciw 17 Republice:, Warszawa, 1991, s. 343
[2] Cenckiewicz obraża kombatantów 1. i 2. Armii Wojska Polskiego

Więcej szczegółów o bitwie: dws-xip.pl – Bitwa pod Lenino 12 – 13 października 1943 r.

https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com

Odpowiedzi: 18 to “Lenino 12-13 X 1943 r. – zapomniana bitwa 1. Dywizji Kościuszkowskiej”

  1. Siggi said

    W sierpniu 1971r byłem na Polach Bitwy,gdzie jako grupa młodych osób wiedzaliśmy Mauzoleum I cały teren bitewny.Bardzo ładnie zorganizowane miejsce pamięci ,na tablicach wyryte nazwiska wszystkich poległych kościuszkowców.W samej wsi jest cmentarz ,na którym są pochowani polegli i także b.ładnie utrzymane.

    http://www.bing.com/images/search?q=bia%c5%82oru%c5%9b+lenino+mauzoleum+bitwy&id=0FC92792E71F8842DF8670BBDFED6FB72DF410CF&FORM=IQFRBA

    Cześć Ich pamięci!

  2. Cadyk z Radomska said

    cenckiewicz to gnida, dla takich nawet dołów nie warto kopać

  3. LISOWCZYK322 said

    Na własny cmentarz i pamięć o tym, że tam zginęli za Polskę, nie zasłużyli do tej pory Polacy na Wzgórzach Seelow. . http://prokapitalizm.pl/berlin-zdobyli-w-maju-1945-polacy-i-bialorusini-a-nie-rosjanie.html

  4. Marta1973 said

    W normalnym kraju nikt nie świętowałby, zarówno RZEZI pod Lenino, jak i RZEZI pod Monte Cassino. Obie te bitwy mają niemało cech wspólnych, zwłaszcza straty, tym niemniej jest też zasadnicza różnica – Anglicy w roku 1940 nie strzelali naszym oficerom w tył głowy.
    Kapitan Władysław Wysocki i kilku(nastu?) innych oficerów miał sporo szczęścia, że dożył roku 1943.

  5. gnago said

    Marta1973 droga moja odwiedź cmentarze po Monte Cassino i ten polski i ten „nazistowski” poczytaj nazwiska na nagrobkach . Może zmądrzejesz i znajdziesz jeszcze jedną różnicę między tymi bitwami

  6. Dzięcioł said

    Tak dla rozluźnienia, nie uwłaczając bohaterom, 12 października obchodzono święto LWP a 14 października był obchodzony dzień łącznościowca, bo pod Lenino nawiązali łączność dopiero 14go;)

  7. Archer said

    Zgadza się Marto. Niejaki Anders, Berling, Świerczewski i inna podobna menażeria generałków polskojęzycznych, to były kanalie jakich mało. Mieli wybujałe ego i chcieli przejść do historii, kosztem żołnierzy polskich wyprawianych na rzeź. Jedynie niejakiemu Andersowi to się tak naprawdę udało, i menażeria polskojęzyczna ta „niepodległościowa” wychwala go do dzisiejszego dnia pod niebiosa.
    Natomiast żyd Berling pisał donosy do Stalina na towarzyszy komunistycznych sprawujących władzę w Polsce z ramienia Moskwy, bo chciał sam zająć ich miejsce. Naiwnie sądził, że Stalin to jemu powierzy władzę w Polsce, a tamtych każe rozstrzelać. Dlatego go później odesłano na „szkolenie” i dłuższy czas go nie wypuszczano z Moskwy, ku jego irytacji.

  8. antek.wariat said

  9. antek.wariat said

  10. antek.wariat said

    Chwała bohaterom spod Lenino!
    https://pekokantylichwiarz.wordpress.com/2016/10/12/chwala-bohaterom-spod-lenino/

  11. antek.wariat said

    Tymczasem polski wymiar sprawiedliwości przez doniesienie fanów wyklętych zajmuje się 24-latkiem, który… tylko publicznie zapytał, czy „wyklęci”, którym w Głogowie pragnie się teraz postawić pomnik na to zasługują… zdaje się, że jeden współpracował z UPA.

    Niewiele brakuje i już wkrótce wszelka krytyka wyklętych, kapitalizmu, kaczyńskich, kościoła itd… zaprowadzi nas wszystkich przed sąd albo prosto do więzienia…

    . https://s14.postimg.org/54ow46y8x/14656320_677412685767720_8948691493987626168_n.jpg

  12. jazmig said

    Dzień łącznościowca był obchodzony 18 października, a nie 14. Faktycznie bitwa pod Lenino i Bitwo o Monte Cassino to bitwy zupełnie niepotrzebne, gdzie zginęło lub zostało rannych mnóstwo polskich żołnierzy.

    Jak wynika z opisu, wojsko sowieckie pozostawiło Polaków bez wsparcia. Jeżeli wsparcie było niemożliwe, to należało wycofać Polaków, a nie kazać im walczyć.

  13. Zdziwiony said

    Ks. płk Wilhelm Franciszek Kubsz (ur. 29 marca 1911 w Gliwicach, zm. 24 lipca 1978 w Jeleniej Górze) – kapelan Ludowego Wojska Polskiego w ZSRR.
    Po 17 września 1939 został wikariuszem przy dziekanie Poczobucie-Odlanickim, sprawował dozór nad parafią Puzicze koło Baranowicz. Po 1941 zagrożony aresztowaniem ze strony Niemców przystąpił do oddziału partyzantów radzieckich płk. Wasiliewa. Po utworzeniu w ZSRR I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki został jej kapelanem, później Zygmunt Berling mianował go majorem. Otrzymał uprawnienia delegata apostolskiego na terytorium ZSRR. Po przekształceniu Dywizji w I Korpus Sił Zbrojnych w ZSRR został jego dziekanem. Redagował katolicki dodatek do pisma „Żołnierz Wolności” pod nazwą „Bóg i Ojczyzna”. W 1944 został dziekanem I Armii Polskiej w ZSRR. Brał udział w walkach na terytorium Polski, w styczniu 1944 zwolniono go jednak ze służby w wyniku konfliktu z gen. Żymierskim.

    (fragm.)
    W 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki spotkałem się z nadzwyczaj życzliwym przyjęciem ze strony d-cy dywizji płk. Berlinga, jego zastępcy d/s oświatowych mjr. Włodzimierza Sokorskiego, zastępcy d-cy dywizji d/s liniowych płk. Antoniego Siwickiego, płk. Leona Bukojemskiego, kpt. Włodzimierza Stahla i wielu innych oficerów.

    W rocznicę bitwy pod Grunwaldem, 15 lipca, miała być pierwsza uroczysta Msza św. dla naszych żołnierzy i delegacji. Przez kilka wieczorów, gdy żołnierze byli po ćwiczeniach, słuchałem spowiedzi. Przystąpili młodzi i starsi.

    Dnia 15 lipca o godz. 7.30 odprawiłem uroczystą Mszę św. dla naszych żołnierzy i przybyłych delegacji. Była m.in. obecna Wanda Wasilewska, Janina Broniewska i Helena Usiejewicz, czechosłowacki attache wojskowy, przedstawicielstwo wojskowe Francji Walczącej, liczni alianccy korespondenci wojenni itp. Śpiewano chóralnie pieśni religijne i rełigijno-patriotyczne, przygrywała dobrze wyćwiczona przez Miłoszewicza potężna orkiestra dęta. Żołnierze śpiewali, ale i mocno szlochali. Znaczna część żołnierzy przystąpiła do Komunii św. Ileż starań włożyły uprzednio dziewczęta w uprzątnięcie pod
    kierunkiem dr Ireny Śztachełskiej budynku i przeobrażenie go w piękną kaplicę dywizyjną, ozdobienie nie tylko ołtarza, ale i całej kaplicy kwiatami…
    Po nabożeństwie odbyła się przysięga 1 Kościuszkowskiej dywizji.

    Każdego dnia, przeważnie wieczorem, odprawiałem Mszę św. i słuchałem spowiedzi. Każdego też dnia przystępowało wielu żołnierzy do spowiedzi i musiałem uzgadniać z dowództwem czas nabożeństwa. Nie miałem prawa ani zamiaru utrudniać prac szkoleniowych. Faktem jest, że żołnierze sumienniej zabierali się do swoich prac i ofiarniej spełniali swoje obowiązki, gdy częstszy był ich kontakt z kapelanem, z ołtarzem. Nie są to pretensjonalne słowa. Kościuszkowcy znad Oki mogą zaświadczyć o mojej prawdomówności. Ile razy teraz jeszcze ich spotykam, słyszę wyznania, kim był dla nich ksiądz kapelan, jaką rolę odgrywał nawet w kształtowaniu ich orientacji politycznej, ich postawy patriotycznej. Sam gen. Stanisław Zawadzki, gdy w 1948 r. przeprowadzałem swoje przeniesienie do rezerwy, powiedział mi: „Trzeba słusznie przyznać, że ksiądz scementował całe to bractwo 1 Dywizji i rozładował swoją obecnością ich nieufne nastawienie do nas”…

    10.X. Po rannej Mszy św. przemawiam do żołnierzy. Staram się przygotować ich psychicznie do wielkiej chwili zajęcia miejsca na pierwszej linii. Powiedziałem, że lada chwila spotkają się z wrogiem w walce na śmierć i życie, że W takich wyjątkowych okolicznościach kapłan może udzielić wszystkim rozgrzeszenia. Wtedy któryś z żołnierzy prosi głośno o udzielenie wszystkim rozgrzeszenia, inni przyłączają się do tej prośby. By żal był lepszy, zrobiłem z żołnierzami rachunek sumienia, starając się jak tylko mogłem wzbudzić w nich żal za grzechy, i udzieliłem wszystkim rozgrzeszenia. Po południu byli już na pierwszej linii frontu. I tak kolejno obchodziłem przez następny dzień jednostki i żołnierzy, którzy nie skorzystali jeszcze ze wspólnego, zbiorowego rozgrzeszenia. Nie zapomnę nigdy, jak żołnierze przeżywali chwile wspólnego rozgrzeszenia. Jeszcze w momencie natarcia 1 pp 1 batalionu byłem na linii, by udzielić im rozgrzeszenia. Chciałem też mieć spokojne sumienie, że spełniłem swój obowiązek kapłański względem tych, którzy mi całym sercem zaufali.

    A potem przyszedł, dzień 12 października, dzień, który pozostanie już na zawsze w historii Ludowego Wojska Polskiego. Poszli jak huragan, parli naprzód, raz po raz ciężko padając na ziemię. Byłem wtedy wraz z nimi, błogosławiłem walczących, koiłem umierających, znakiem krzyża wskazywałem jednym drogę do wolności, drugim do zmartwychwstania.
    Lenino — z nim wiążą się moje najgłębsze przeżycia z ; okresu minionej wojny.

  14. hulsz said

    ad.4 Nie pierdol ze Rosjanie strzelali Polakom w tyl glowy .Dobrze wiesz ze byli to zydzi.

  15. Zdziwiony said

    Po latach Berling wrócił do Polski i dostał stanowisko ministra PGR-ów. Później pisał pamiętniki (bo właściwie miał co pisać, dużo widział i przeżył), których nikt nie chciał mu w PRL wydać.
    Pisał w nich m.in. – cytuję:
    „ W Lublinie zrzuciło maskę i ukazało swoje żydowsko-kominternowskie sprzysiężenie. Ujawniło prawdziwy swój cel. Sięgnęło po władzę. Pod płaszczykiem walki z kontrrewolucją rozpoczęło planowe wyniszczanie potencjalnej konkurencji jaką mogła stanowić polska inteligencja. Zgodnie ze znaną dewizą – aresztować, a powód znajdzie się później – zapełniano więzienia, opornych rozstrzelano w mieszkaniach i na ulicy. Badania w śledztwie prowadzono z okrucieństwem przewyższającym metody Gestapo.”

    Nieżyjący już prof. Jan Drewnowski, omawiając w końcu lat 1970-tych książkę A. Michnika „Kościół, lewica, dialog”, zwrócił uwagę na bardzo ważny fakt: mianowicie,” że mamy dzisiaj do czynienia z całkiem nową klasą polityczną, w której nie można się doszukać ciągłości pokoleniowej z okresu Polski niepodległej z przed II wojny światowej.”
    „Nowa klasa polityczna”? – co i kto to jest?! Co to są za ludzie? Skąd się zjawili w Polsce? Z nieba spadli? Wiatr ich przywiał? Kto przerwał łączność pokoleniową Polaków z okresu Polski niepodległej? Dlaczego ta łączność została zniszczona? Kto się decydująco do tego przyczynił? Czy zniszczona została celowo, czy przypadkowo? Tego rodzaju pytania można mnożyć. Ale gdy spróbujemy znaleźć odpowiedź tylko na te wyżej przytoczone, to dużo interesujących faktów wypłynie na powierzchnię, jak ”oliwa ….”.

  16. Adam Ryglowski said

    Ad 14 ) Sz. P. Zdziwiony – BARDZO , ALE TO BARDZO WIELKIE DZIĘKI za to wspomnienie .
    Ks. kapelan , płk . Wilhelm Kubsz – Omi ( tak jest opisany tekst na grobie ) – był proboszczem / kapelanem Kościoła Garnizonowego W.P. , pod wezwaniem Św. Krzyża .

    Bazylika (niestety , tak nie nazywana) – jest jedną z kilku , które zbudowano na wzór Bazyliki w Stockholmie .
    Zaniedbany przez 30 – 40 lat kościół , to od lat ‚ 70 ( czasy Gierka !!!) był przez WOJSKO POLSKIE REMONTOWANY,
    DOPROWADZANY DO NORMALNEGO STANU – co i dziś widać .
    A wszystko to dzięki niewielkiego wzrostu , ale wielkiego duchem KSIĘDZA KAPELANA .

    Jak zwykle , na Wszystkich Świętych , będę na cmentarzu , gdzie są moi najbliżsi .
    Nie zabrakło mi lichtarzyka , co by zaświecić na grobach dwóch oficerów WP. ; x por. Dominika Kostiala (proboszcza z mojej parafii , z lat dzieciństwa ) , i x płk. Wilhelma Kubsz- Omi .

  17. slawek said

    Walczył w 1943, dziś w rocznicę bitwy pod Lenino gorzko mówi: „Boli mnie, że zapomina się o poległych kolegach”
    http://natemat.pl/192025,walczyl-pod-lenino-boli-mnie-ze-zapomina-sie-o-poleglych-kolegach

  18. Zdziwiony said

    Re. 16.

    .https://www.youtube.com/watch?v=hHGBJBAoIR4

    Odznaczony m.in. Krzyżami Kawalerskim, Oficerskim i Komandorskim Orderu
    Odrodzenia Polski, Krzyżem Grunwaldu i Walecznych, a także (pośmiertnie) Krzyżem Virtuti Militari IV klasy.

    18 lutego 1993 Rada Miejska Jeleniej Góry nadała imię kapelana jednej z ulic okalających jeleniogórski kościół garnizonowy pod wezwaniem Św. Krzyża.

    Obawiam się o zniesienia Jego imienia z ulicy za sprawą „przywódcy partii i narodu”.

Sorry, the comment form is closed at this time.