Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Prawna klęska reprywatyzacji

Posted by Marucha w dniu 2016-10-16 (Niedziela)

Walka kobiet o wolność wyboru przysłoniła nieco sprawę gruntów warszawskich. Tak zwana dzika reprywatyzacja jest nie mniej ważną sprawą, tym bardziej że po Warszawie przyszła kolej na Michałowice. Zafałszowanie rzeczywistości odbywa się już na etapie zmiany znaczenia słów.

Święte prawo własności zaczyna znów usprawiedliwiać niesprawiedliwość. Nikt nie pamięta, że pańszczyzna, przywiązanie chłopa do ziemi, niewolnictwo – było legalne. Ich zniesienie wymagało zmiany prawa czyli pozbawienia właścicieli praw do majątku.

Nikt nie chce pamiętać, że współczesna ochrona prawna stanu posiadania odnosi się do państwa liberalnego, demokratycznego, które zniosło przywileje feudalne.

Po rewolucji, nawet bezkrwawej, prawo nie chroni starych przywilejów, zwłaszcza takich, które rewolucja znosi. W Polsce odbywało się to etapami, bardzo wolno i tak naprawdę feudalizm zakończył w Polsce życie dopiero po fali nacjonalizacji po 1945 roku. Akceptacja zmian prawa była o tyle łatwiejsza, że Polska leżała w gruzach. To były prawdziwe kupy kamieni, cmentarzyska i pustkowia. Bycie właścicielem kupy gruzu nie przynosiło dochodów. O ile oczywiście właściciel miał to szczęście i przeżył.

Po roku 1989 rozpoczęło się wieloetapowe negowanie decyzji prawnych PRL bez rozpatrywania ich skutków. Ustalił się dogmat prymatu prywatnego interesu nad dobrem wspólnym, w dodatku zakres dobra wspólnego był ustawicznie zmniejszany.

Zaczęło się od zadań zwrotu majątków przejętych niezgodnie z prawem. Tu sprawa była względnie oczywista. Jednak nazwanie tego reprywatyzacją było zupełnie nietrafione. Było to bowiem zwrot bezprawnie zajętego majątku. Tyle że zwrot nieruchomości po 40 latach musiał naruszać interesy jej aktualnych użytkowników. W praktyce nikt się nimi nie przejmował i nie przejmuje.

Takie precedensy przerodziły się w zasadę. Ci, którzy nie byli w stanie przedstawić żadnych roszczeń majątkowych stawali się automatycznie pariasami systemu. Jako domniemani beneficjenci poprzedniego układu nie powinni liczyć, że w nowym systemie będą równouprawnieni. Ważniejsze było naprawianie rzeczywistych lub urojonych krzywd, niż troska o równoprawne traktowanie wszystkich obywateli.

Następnym etapem było podważanie decyzji nacjonalizacyjnych. Co ciekawe jeśli chodziło o zakłady przemysłowe, to raczej przypadków, że wracały one do przedwojennych właścicieli nie było wiele. Być może dlatego, że wszystkie większe były przed wojną własnością firm zagranicznych. A te na „ziemiach odzyskanych” nie mogły wrócić w niemieckie ręce. Zakłady produkcyjne oddano więc za bezcen nowym właścicielom, czasem tym samym koncernom, które posiadały je przed wojną. Ta część prywatyzacji była w zasadzie wyprzedażą.

Zabużanom, którzy stracili wszystko, przyznano rekompensaty w wysokości 20% utraconego majątku. Nikt specjalnie nie wnikał na ile go sobie wycenili, i czy opuszczali ruiny, gruzowiska, czy pałace.

Prawdziwe cuda działy w wypadku nieruchomości w większych miastach w szczególności Warszawie i Krakowie. Zadziwiająca zaprawdę była ta długowieczność byłych właścicieli kamienic. I niesamowita zdolność niektórych adwokatów do ich odnajdowania, przekonywania do względnie taniego sprzedania roszczeń. Można powiedzieć, że wydobywano ich z podziemi. Sądy dawały sobie wciskać ciemnotę, ubraną w pozory prawdy, cieńsze niż nowe szaty cesarza. Ale dura lex, sed lex. Tym bardziej, obowiązywała doktryna , że wszystko co pochodzi z PRL jest niemoralne. No może oprócz dyplomów ukończenia studiów prawniczych.

Truizmem jest stwierdzenie, że młyny sprawiedliwości mielą powoli. Ale na to wszystko nałożyła się zupełna ignorancja błędów i wypaczeń kapitalizmu czy nawet zwykłych zachować generowanych przez system. Prof. Ewa Łętowska twierdzi, że za przekręty (re)prywatyzacyjne odpowiadają prawnicy. Tyle, że nie zawsze to powinna być jedynie odpowiedzialność moralna, czy choćby zawodowa.

Państwo, dobro wspólne stało się niczyje, zyskiwało właściciela dopiero gdy zostawało zawłaszczane. Pozwolono prawnikom i ich nie posiadających skrupułów „klientom” niemal na wszystko. Wolny rynek niewiedzy, nieodpowiedzialności, gdzie regułą był brak reguł.

Gdy jednym wolno prawie wszystko, to reszcie nie zostaje prawie nic. Żadnych praw i majątku. Dla nich sprawiedliwość jest martwa. Jak Trybunał Konstytucyjny.

Adam Jaskow
https://obserwatorpolityczny.pl

Komentarze 3 to “Prawna klęska reprywatyzacji”

  1. Jabo said

    Ubawił mnie do łez pan Jaskow twierdzeniem, że sądy dawały sobie wciskać ciemnotę. O tuż nie było żadnej ciemnoty! To był logiczny ciąg zdarzeń.Odpowiednio uchwalone prawo [sejm], odpowiednia interpretacja [sądy] doprowadziły do zamierzonego celu.

  2. To się dzieje w całym kraju. Nie tylko w Wawie https://tomekbieniek.wordpress.com/2016/09/30/reprywatyzacja-w-polsce/

  3. NICK said

    Artykuł.
    Nie wiem jaka była wola Boża.
    Ale.
    We dzisiejszym łez padole, zapominamy to, że własność prywatna, wypracowana wiedzą, doświadczeniem i PRACĄ, winna być nienaruszalna.

    Ci, zaś.
    Którzy uczciwie się dorobili. Winni cząstkę majątku oddać. Komu?
    Zwykłym niedorajdom, których sami nie potrafili życiowo ustawić.
    Hierarchia?
    Oczywiście!
    Być winna!
    Nawet sobie samej… .

    P.S. Pomijam nierobów ‚genetycznych’.

Sorry, the comment form is closed at this time.