Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Irlandzki zryw a Polska

Posted by Marucha w dniu 2016-10-20 (czwartek)

We wrześniu w wielu muzeach w Polsce były prezentowane wystawy poświęcone setnej rocznicy powstania wielkanocnego (24-30.04.1916 r.) w Irlandii. Wystawy te pod nazwą „Irlandzki zryw – Wielkanoc 1916” przygotowała Fundacja Kultury Irlandzkiej, a patronatem objęła je ambasada Irlandii w Polsce.

Powstanie wielkanocne jest otaczane w Irlandii kultem takim, jak polskie powstania narodowe z 1794, 1830, 1846, 1863 i 1944 roku. Pomiędzy powstaniem irlandzkim a wymienionymi powstaniami polskimi są liczne podobieństwa, ale są też różnice. Dlatego warto przybliżyć jego historię, by zorientować się także w różnicy pomiędzy kultywowaniem pamięci o przegranych zrywach powstańczych w Polsce i w Irlandii.

Irlandia dostała się pod polityczne wpływy Anglii już w średniowieczu. Od XVI wieku była faktycznie pod panowaniem angielskim. W 1541 roku Henryk VIII ogłosił się, jako pierwszy władca angielski, królem Irlandii. Formalne wcielenie Irlandii do Korony Brytyjskiej nastąpiło w 1801 roku, ale już w 1641 roku wybuchło pierwsze powstanie irlandzkie przeciw panowaniu angielskiemu. W jego rezultacie nastąpiło poluzowanie więzów z Anglią, jednakże w latach 1649-1652 wojska Olivera Cromwella krwawo spacyfikowały Irlandię. Kolejne powstania narodowe – w 1690 i 1867 roku – zakończyły się całkowitym niepowodzeniem.

W drugiej połowie XIX wieku w Irlandii, tak jak i w pozostałych krajach europejskich, kształtuje się nowoczesny nacjonalizm i tym samym ponownie rodzi się myśl o odzyskaniu niepodległości. W 1905 roku powstaje partia nacjonalistyczna Sinn Féin (My Sami), która wysuwa postulat autonomii Irlandii. Nieco wcześniej powstała Irlandzka Partia Socjalistyczno-Republikańska, która za swój cel postawiła sobie walkę o pełną niepodległość. Jej założycielem był James Connolly (1869-1916) – marksista i syndykalista, który w 1916 roku stanie się jednym z czołowych przywódców powstania wielkanocnego.

Przypomina to do złudzenia sytuację na ziemiach polskich, gdzie Polska Partia Socjalistyczna wysuwała w tym czasie hasło walki o niepodległość Polski połączonej z rewolucją społeczną, a Narodowa Demokracja stała na stanowisku osiągnięcia autonomii, a później niepodległości we współpracy politycznej z Rosją.

U progu pierwszej wojny światowej sytuacja polityczna w Irlandii była skomplikowana. Mieszkańcy północnej – protestanckiej – części wyspy (Ulsteru) nie chcieli słyszeć o jakiejkolwiek autonomii, a tym bardziej niezależności. Stali twardo na gruncie kontynuacji unii personalnej z Koroną Brytyjską, stąd nazywano ich unionistami. Ich przywódcą był Edward Carson (1854-1935) – prawnik szkockiego pochodzenia, zwany „niekoronowanym królem irlandzkich protestantów”. W 1912 roku unioniści doprowadzili przy poparciu brytyjskim do powołania formacji paramilitarnej o nazwie Ulsterscy Ochotnicy. Władze brytyjskie dobrze wyposażyły ich w broń.

Zupełnie inne nastroje panowały w pozostałej – katolickiej – części Irlandii. W odpowiedzi na powstanie Ulsterskich Ochotników nacjonaliści irlandzcy powołali w 1913 roku formację Irlandzkich Ochotników, a socjaliści utworzyli Irlandzką Armię Obywatelską. Obie formacje były znacznie słabiej uzbrojone od Ulsterskich Ochotników, nie mówiąc już o regularnym wojsku brytyjskim.

W obozie nacjonalistów nie było jedności w obliczu wybuchłej w 1914 roku pierwszej wojny światowej. Większość z nich podzielała stanowisko, jakie zajął John Redmond (1856-1918) – przywódca irlandzkiej frakcji parlamentarnej w Izbie Gmin – który zadeklarował lojalność wobec Londynu i udział Irlandzkich Ochotników w wojnie po stronie Wielkiej Brytanii. Natomiast niewielka grupa nacjonalistów, której przewodził nauczyciel i poeta Patrick Pearse (1879-1916), chciała wykorzystać zaangażowanie Wielkiej Brytanii w wojnie do zorganizowania zbrojnego powstania. Doprowadziło to do rozłamu w szeregach Irlandzkich Ochotników na dwie części: większościową – Narodowych Ochotników Redmonda oraz mniejszościową – Irlandzkich Ochotników Pearse’a, którzy nawiązali współpracę z socjalistami i Irlandzką Armią Obywatelską.

Większość Irlandczyków poparła stanowisko Redmonda i zachowała lojalność wobec Londynu. Irlandczycy walczyli i ginęli w szeregach armii brytyjskiej na wszystkich frontach, gdzie toczyła ona walki.

Jedności nie było także w szeregach samych Ochotników Pearse’a. O planowanym powstaniu, które miało objąć całą Irlandię, nie poinformował on nawet Eiona MacNeilla (1867-1945) – szefa sztabu Ochotników, przeciwnego akcjom zbrojnym. Gdy sprawa wyszła na jaw, MacNeill odwołał poprzez ogłoszenie w gazecie ćwiczenia, które tak naprawdę miały być rzeczywistym powstaniem. Na jego decyzję wpłynęło fiasko misji Rogera Casementa (1864-1916) – poety, irlandzkiego nacjonalisty i zarazem brytyjskiego dyplomaty.

Casement po wybuchu pierwszej wojny światowej zabiegał w Berlinie o poparcie dla planowanego przez irlandzkich radykałów powstania oraz o utworzenie u boku armii niemieckiej brygady złożonej z jeńców irlandzkich. Niemcy nie tylko odrzucili jego propozycje, ale umożliwili mu nielegalny powrót do Irlandii na pokładzie niemieckiego okrętu wojennego, by mógł powstrzymać powstanie. Casement wylądował na ziemi irlandzkiej 21 kwietnia 1916 roku – na trzy dni przed wybuchem powstania wielkanocnego – ale po kilku godzinach został schwytany przez Brytyjczyków i cztery miesiące później stracony.

Mamy zatem kolejne podobieństwa z powstaniami polskimi – brak jedności w obozie spiskowców, prowizoryczność przygotowań i najzwyklejszą nieodpowiedzialność garstki radykałów. Warto też przyjrzeć się najważniejszym postaciom powstania wielkanocnego. Obok wymienionych już Jamesa Connolly’ego i Patricka Pearse’a byli nimi: Éamonn Ceannt (1881-1916) – urzędnik, Thomas J. Clarke (1858-1916) – przedsiębiorca i działacz nacjonalistyczny, Con Colbert (1888-1916) – nauczyciel, Edward Daly (1891-1916) – rzemieślnik, Seán Heuston (1891-1916) – urzędnik, John MacBride (1868-1916) – oficer, Thomas MacDonagh (1878-1916) – poeta i dramaturg, Seán Mac Diarmada (1883-1916) – dziennikarz, Michael Mallin (1874-1916) – działacz związkowy i socjalista, Constance Markievicz (1868-1927) – z domu Gore-Booth, arystokratka, żona hr. Kazimierza Dunin-Markiewicza, Michael O’Hanrahan (1877-1916) – pisarz i dziennikarz, William Pearse (1881-1916) – rzeźbiarz i nauczyciel, Joseph Plunkett (1887-1916) – poeta i dziennikarz, oraz Éamon de Valera (1882-1975) – nauczyciel, późniejszy premier i prezydent Irlandii.

Wielu z nich należało do młodzieżowej organizacji nacjonalistycznej Fianna Éireann (Wojownik Irlandii), założonej w 1909 roku przez Johna Bulmera Hobsona (1883-1969) i Constance Markievicz. Byli to przedstawiciele młodej irlandzkiej inteligencji, wywodzącej się z różnych warstw społecznych, która weszła na scenę historii swojego kraju na przełomie XIX i XX wieku. Nasuwają się tutaj od razu skojarzenia z polskim powstaniem styczniowym i ruchem Czerwonych – pierwszym pokoleniem polskiej inteligencji o korzeniach drobnoszlacheckich i rzemieślniczych. Ich radykalizm i idealizm z kolei nasuwa skojarzenia z polskim romantyzmem.

24 kwietnia 1916 roku około 1250 członków Irlandzkich Ochotników i Irlandzkiej Armii Obywatelskiej opanowało najważniejsze budynki w centrum Dublina. Na siedzibę swojego dowództwa wybrali Pocztę Główną.

Patrick Pearse, stojąc na schodach gmachu Poczty Głównej, odczytał Deklarację Niepodległości, która proklamowała powstanie niepodległej Republiki Irlandii z nim jako prezydentem. Powstańcy liczyli na powszechne poparcie społeczeństwa irlandzkiego, co miało im umożliwić przeniesienie powstania na pozostałe regiony kraju. Niestety spotkali się z obojętnością, a nawet niechęcią mieszkańców Dublina.

Tutaj z kolei nasuwa się skojarzenie z Nocą Listopadową 1830 roku i podchorążymi Piotra Wysockiego, którzy w początkowej fazie zrywu bezskutecznie wyzwali mieszczan warszawskich do broni.

Brytyjczycy zareagowali błyskawicznie, ściągając do Dublina znaczne ilości wojska i ciężką artylerię. Rozpoczęło się mordercze bombardowanie centrum miasta ogniem artyleryjskim. Wkrótce z budynku Poczty Głównej zostały tylko zewnętrzne ściany. Po sześciu dniach walk i ostrzału artyleryjskiego okrążeni i osamotnieni powstańcy skapitulowali.

Wydawało się, że powstanie wielkanocne będzie epizodem bez wpływu na dalszy bieg wypadków politycznych. Tak się jednak nie stało za sprawą błędu, jaki popełnili sami Brytyjczycy. Mianowicie, po stłumieniu powstania wielkanocnego, rozpętali oni zbyt surowe i szerokie represje. Nie tylko stracili 16 czołowych przywódców powstania (egzekucji uniknęli jedynie Éamon de Valera, ponieważ był obywatelem amerykańskim oraz Contance Markievicz, ponieważ była kobietą), a 75 dalszych skazali na dożywocie, ale objęli represjami osoby i środowiska, które z powstaniem nie miały nic wspólnego.

Głównym obiektem represji stała się partia Sinn Féin, na którą padło bezpodstawne podejrzenie władz brytyjskich o zorganizowanie powstania. Aresztowano 3509 Irlandczyków, z których 1400 zostało osadzonych w obozach internowania w Walii.

Stała się wówczas rzecz nieoczekiwana. Społeczeństwo irlandzkie – dotychczas odnoszące się w większości z rezerwą do postulatu niepodległości i obwiniające powstańców za zniszczenia, jakich doznał Dublin – odwróciło swoje sympatie polityczne na rzecz radykałów. Powszechnym poparciem zaczęła się cieszyć partia Sinn Féin, która w tej sytuacji musiała przejąć od inicjatorów powstania wielkanocnego hasło walki o niepodległość. Powstańcy przegrali militarnie, ale wygrali politycznie.

Kiedy Brytyjczycy zorientowali się w swoim błędzie, było już za późno. Powstanie, które powinno być epizodem, stało się zaczynem ogólnonarodowego ruchu niepodległościowego. Nie ulega wątpliwości, że bez powstania wielkanocnego nie byłoby irlandzkiej wojny o niepodległość (1919-1921) i proklamowania Wolnego Państwa Irlandzkiego w 1922 roku. Podziały polityczne, widoczne w społeczeństwie irlandzkim już podczas pierwszej wojny światowej i powstania wielkanocnego, legły też u podłoża irlandzkiej wojny domowej (1922-1923).

Mam dwie refleksje w związku z uhonorowaniem w Polsce irlandzkiego zrywu niepodległościowego sprzed stu lat. Historia tego zrywu stanowi dla epigonów polskiego romantyzmu okazję do usprawiedliwienia kultu polskich powstań narodowych: nie tylko my organizowaliśmy beznadziejne i przegrane powstania i nie tylko my otaczamy je kultem.

Należy jednak pamiętać, że między wspomnianymi na wstępie powstaniami polskimi a powstaniem irlandzkim z 1916 roku jest zasadnicza różnica. Powstanie irlandzkie, chociaż zakończone katastrofą militarną, w krótkiej perspektywie przyczyniło się do odzyskania niepodległości przez Irlandię. Największe powstania polskie natomiast, oprócz klęski militarnej, zawsze prowadziły do pogorszenia położenia politycznego narodu polskiego.

Tak więc kult powstania wielkanocnego w Irlandii, a kult np. powstania styczniowego i warszawskiego w Polsce to są dwie różne kategorie. Ten pierwszy nie zmusza do refleksji i rozrachunków, a ten drugi powinien.

Druga refleksja dotyczy paraleli z powstaniem warszawskim. Podczas powstania wielkanocnego straty brytyjskie wyniosły 143 zabitych i 397 rannych, natomiast straty powstańców 66 zabitych i nieznaną liczbę rannych. Znacznie większe straty – sięgające co najmniej 260 zabitych i 2217 rannych – poniosła jednak ludność cywilna.

Postępowanie Brytyjczyków było okrutne nie tylko po stłumieniu powstania, ale już podczas jego tłumienia. Siły pacyfikacyjne, dowodzone przez gen. Williama Lowe (1861-1944), wypierały powstańców z zajętych przez nich pozycji podpalając i burząc (przeważnie ogniem artylerii) budynek po budynku. Nie przejmowały się przy tym o los cywilów.

Nasuwa się tutaj oczywiste skojarzenie z krwawą pacyfikacją Warszawy przez Niemców 28 lat później, przeprowadzoną rzecz jasna na nieporównywalnie większą skalę i przy liczbie ofiar sięgającej 200 tys. Nie wiem czy SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski i SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth wzorowali się akurat na brytyjskim gen. Lowe, udoskonalając jego metody w kierunku jeszcze większego barbarzyństwa. Może być to jednak prawdopodobne chociażby dlatego, że obozy koncentracyjne też wynaleźli Brytyjczycy, a Niemcy je tylko udoskonalili.

Bohdan Piętka
Myśl Polska, nr 43-44 (23-30.10.2016)
http://www.mysl-polska.pl

Odpowiedzi: 4 to “Irlandzki zryw a Polska”

  1. jjj said

    Przy całym braku sympatii do Brytów: Wydaje mi się, że ktoś kiedyś napisał że Angole założyli obozy koncentracyjne i poleciało, wszyscy zaczęli to powtarzać, że to prekursorski wynalazek do obozów niemieckich czy gułagu.

    Absolutnie nie odnoszę się tu do antyhumanitaryzmu, zbrodniczości, tego nie porównuję. Tylko porównuję rodzaje uwięzienia..
    Brytyjczycy gromadzili ludność burską z danego terytorium w jakiejś mniejszej przestrzeni – w tym kobiety dzieci. Z danego terytorium wszystkie osoby, bez doszukiwania się w nich żadnej winy wobec – powiedzmy: okupantów. Gromadzono ich profilaktycznie. Bardziej to przypomina tzw. strategiczne wioski w Wietnamie, niż to co rozumiemy pod nazwą obóz koncentracyjny.

    Obóz koncentracyjny w rozumieniu sowieckiego i niemieckiego terroru, to takie wykańczalnie ciężką pracą, czasem okrucieństwem strażników, do których kierowano na podstawie decyzji administracyjnych, czy też „sądów”, osoby z rożnych terenów, które w jakiś sposób „zawiniły” wobec reżimu/okupantów,. Najczęściej wsadzano mężczyzn i chyba mimo całej zbrodniczości, raczej nie dzieci lub rzadko (chyba że matki z bardzo małymi dziećmi – abstrahuję tu od jakichś obozów pracy dla młodocianych). Nie było osadzania ludności całej z danego terytorium.

    Obozy brytyjskie „koncentrowały” ludność i być może te brytyjskie powinny się nazywać koncentracyjne, ale wtedy już nie tak powinny się nazywać: obóz oświęcimski (kiedyś nie mówiono Auschwitz, ale wszyscy: komuna czy nie-komuna wiedzieli, że to obóz niemiecki), no niech będzie: obóz Auschwitz czy Kołyma. Bo to jednak jakościowo zupełnie co innego, niż te brytyjskie

    No ale i tak jeszcze tysiące razy przeczytam, w aspekcie II wojny czuu gułagu, nawiązanie jak to Angole wynaleźli „obozy koncentracyjne” itd…..

  2. Halszka said

    @1
    Doprawdy? Te brytyjskie obozy to były takie „profilaktyczne” wczasy?

    „(…)According to a British journalist, WT Stead, the concentration camps were nothing more than a cruel torture machine. He writes: “Every one of these children who died as a result of the halving of their rations, thereby exerting pressure onto their family still on the battle-field, was purposefully murdered. The system of half-rations stands exposed and stark and un-shameful as a cold-blooded deed of state policy employed with the purpose of ensuring the surrender of people whom we were not able to defeat on the battlefield.”

    The detainees received no fruit or vegetables; not even milk for the babies. The meat and flour issued were crawling with maggots. Emily Hobhouse writes: “I have in my possession coffee and sugar which were described as follows by a London analyst: In the case of the first, 66% imitation, and in the case of the second, sweepings from a warehouse.”

    In her book, Met die Boere in die Veld (With the Boers in the field), Sara Raal states that “there were poisonous sulphate of copper, grounded glass, fishhooks, and razor blades in the rations.” The evidence given on this fact is so overwhelming that it must be regarded as a historical fact.

    The outbreak of disease and epidemics in the camps were further promoted by, inter alia, the lack of sanitary conveniences. Bloemfontein camp had only 13 toilets for more than 3 500 people. Aliwal North camp had one toilet for every 170 people.

    Lizzie van Zyl

    Emily Hobhouse tells the story of the young Lizzie van Zyl who died in the Bloemfontein concentration camp: “She was a frail, weak little child in desperate need of good care. Yet, because her mother was one of the ‘undesirables’ due to the fact that her father neither surrendered nor betrayed his people, Lizzie was placed on the lowest rations and so perished with hunger that, after a month in the camp, she was transferred to the new small hospital. Here she was treated harshly. The English disposed doctor and his nurses did not understand her language and, as she could not speak English, labelled her an idiot although she was mentally fit and normal. One day she dejectedly started calling: Mother! Mother! I want to go to my mother! One Mrs Botha walked over to her to console her. She was just telling the child that she would soon see her mother again, when she was brusquely interrupted by one of the nurses who told her not to interfere with the child as she was a nuisance.” Shortly afterwards, Lizzie van Zyl died.

    In total 27,000 women and children made the highest sacrifice (died) in the British hell camps during the struggle for the freedom of the Boerevolk.

    “Their only crime was that they stood between England and the GOLD of Transvaal.”

    http://www.whale.to/b/british6.html

  3. Halszka said

    @1 cd
    Z powyższego tekstu (zamieszczam fragment, bardzo żałuję, ale nie zdążę go teraz przetłumaczyć) wynika, że jednak Anglikom całkiem słusznie przypisuje się wynalazek obozów koncentracyjnych w całej ich okropności.

    W wojnie z Burami, gdy Burowie – mężczyźni walczyli na froncie, Anglicy „koncentrowali” na mniejszym terenie opuszczone, bezdomne burskie kobiety, starców i dzieci. Bezdomne- bo brytyjscy żołnierze likwidowali burskie farmy, niszczyli zabudowania, celowo wybijali zwierzęta hodowlane.
    Kobiety i dzieci umieszczano w obozach, w strasznych warunkach sanitarnych, przy głodowych racjach żywnościowych, aby skłonić ich mężów i ojców do poddania się. W tych „piekielnych obozach” miało ponieść śmierć 27 000 kobiet i dzieci.
    Oczywiście autorzy angielskich podręczników historii nie rozwodzą się dziś na ten temat.

  4. Maćko said

    Uszanowania Pani Halszko! Cenny material.

Sorry, the comment form is closed at this time.