Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Polacy w Rosji: A jednak Polska

Posted by Marucha w dniu 2016-11-01 (wtorek)

Sebastian trafił do Rosji z powodów zawodowych, zatrzymał się w niej na dłużej, by ostatecznie powrócić do Polski z żoną Rosjanką, która bardzo polubiła jego ojczyznę. Co skłoniło parę do zmiany otoczenia?

Jak zaczęła się Twoja przygoda ze Wschodem?

– Urodziłem się w Białymstoku, więc od najmłodszych lat miałem styczność z handlem na ścianie wschodniej. Moja Mama prowadziła biznes polegający na sprzedaży produkcji z zakładu krawieckiego Białorusinom, którzy następnie wozili ten towar do Rosji.

W 2002 z powodu rozwoju coraz silniejszej konkurencji na Białorusi byliśmy zmuszeni do znalezienia kontrahentów z pominięciem białoruskich pośredników.

Dokładnie 17 lutego 2002 roku przybyłem do Moskwy wraz z partią towaru, aby sprzedać ją azerskiemu klientowi. Już na miejscu klient zakomunikował, że ustalona poprzednio cena 56 dolarów go nie interesuje, i że może mi zapłacić, ale po 52, i nie dziś, ale za dwa tygodnie. Od razu zrozumiałem, że jak zostawię ten towar u niego, to nigdy nie zobaczę swoich pieniędzy.

Wysiadłem z autokaru, który wyruszał w drogę powrotną do Grodna, w przeciągu kilku godzin znalazłem magazyn, gdzie rozładowałem towar, hotel, w którym się zakwaterowałem, i zostałem tam, żeby znaleźć innego kupca. Do Polski wróciłem na stałe pod koniec listopada 2009 roku.

Warto podkreślić, że Rosja to kilkadziesiąt nacji, i to bardzo zróżnicowanych. Niestety w mentalności Polaka każdy, kto mówi po rosyjsku, to Ruski. Mało kto rozróżnia Białorusina, Ukraińca, Rosjanina, nikt też specjalnie nie zastanawia się nad różnorodnością rosyjskiego społeczeństwa. Tadżycy, Uzbecy, Ormianie, Gruzini, Azerowie — każdy z nich w kontaktach zagranicznych używa języka rosyjskiego znacznie częściej niż angielskiego.

W moim wypadku trudno to nazwać emigracją, prowadziłem w Rosji biznes, który wymagał mojej obecności, ale średnio co 3 miesiące jechałem na około miesiąc do Polski. Jako że w Białymstoku bardzo wielu ludzi prowadziło interesy ze Wschodem, to nie było to niczym nadzwyczajnym, no może tylko to, że to do nich przyjeżdżali klienci, a ja pojechałem do swoich. Największym problemy była rozłąka z rodziną, ale jako że z moją pierwszą żoną poznałem się jeszcze przed rozpoczęciem studiów, a studiowałem w Nowym Sączu, to do rozstań byliśmy przyzwyczajeni.

Jak wspominasz swoje początki w Rosji? Miałeś jakieś obawy?

– Żadnych. Jestem człowiekiem, którego filozofia mówi, że mój dom jest tam, gdzie ja. Oczywiście na co dzień brakowało mi rodziny i przyjaciół, szczególnie kiedy wracałem z pracy. Wydawałem wówczas fortunę na karty prepaidowe umożliwiające dzwonienie do Polski. Bo trzeba zrozumieć, że wówczas jeszcze kiepsko mówiłem po rosyjsku, więc też mało rozmawiałem z miejscowymi.

Największe obawy miała moja Mama. Szczególnie z powodu tego, że omijaliśmy wielu pośredników i psuliśmy im rynek. Jak to mówią: Rosję albo się kocha, albo nienawidzi. Ja ją pokochałem. To, co kochasz, bardzo często też rozczarowuje i doprowadza do wściekłości, i tak z jednej strony kochałem to, że mogę dogadać się z panią obsługującą windę towarową w moim biurowcu i bez problemów i kolejek wwozić i wywozić towar z magazynu, który był na 17. piętrze w 30-piętrowym biurowcu, gdzie na piętro średnio przypadało 10 magazynów, a była tylko jedna winda towarowa, którą można było to zrobić (nie zależnie od wielkości ładunku), ale z drugiej strony musiałem też dawać jej „upominki”, nawet wówczas, gdy kolejki nie było.

To, co mnie najbardziej męczyło, to brak zwykłej ludzkiej uprzejmości. Że można zrobić problem z każdej błahostki, ale tak samo łatwo można go rozwiązać. Kiedyś dostałem od Dagestańczyków genialną wizytówkę z hasłem reklamowym: „sazdaiom i reshajem vsie problemy” (tworzymy i rozwiązujemy każdy problem), prawie się popłakałem ze śmiechu — to dość dobrze opisuje Rosję.

Jednocześnie to, czego mi najbardziej brakowało, to polskie przepyszne jedzenie. A te mikroskopijne porcje w koszmarnie drogich restauracjach… Moja rosyjska żona zrozumiała moje wieczne pretensje i kłótnie w restauracjach dopiero po tym, jak przyjechaliśmy do Polski, i sama na własne oczy zobaczyła, jak karmią u nas.

A poza pracą — jak spędzałeś czas w Rosji?

– Przez pierwsze pięć lat prowadziłem swoją firmę — wolny czas miałem tylko w sobotę i niedzielę, co ograniczało moją rozrywkę do chodzenia po nocnych klubach, wszelkie atrakcje turystyczne w wolne dni są tak oblegane, że to było poza moim zasięgiem, stanowczo preferuję ciszę i spokój, co w mieście o populacji 15 mln jest bardzo trudne.

Miałem to szczęście, że moja znajoma organizowała targi dla polskich firm, i co 2-3 miesiące przyjeżdżała z jakąś grupą, co pozwalało mi na wspólne zwiedzanie Moskwy w zorganizowanych grupach i bez konieczności stania w kolejkach. No i miałem możliwość porozmawiania po polsku.

W 2005, kiedy poznałem moją przyszłą żonę, mój program kulturalny związany z wolnym czasem bardzo się rozszerzył: opera, teatr, balet, kino, koncerty, wycieczki po Złotym Kolcu, urodzinowy wypad do Sankt Petersburga, wyjazd do rodziny do Krasnodaru i do uroczej stanicy Błogowieszczeńskoj nad morzem Czarnym. Tak naprawdę wówczas zacząłem poznawać inną Rosję, wychodzącą poza ramki mojej pracy i Moskwy.

Jak wspominasz kontakty z „miejscowymi”?

– Mam tylko pozytywne wspomnienia z tym związane. Na początku wzbudzałem ogólną wesołość i zaciekawienie w każdym miejscu, gdzie musiałem porozumiewać się po rosyjsku. Z tego powodu, że jako Słowianin jestem podobny do Rosjanina, to właśnie mój słaby rosyjski zdradzał obce pochodzenie. Każdy wówczas chciał się ze mną poznać, zaprzyjaźnić, pomóc. Jak jeździłem po Moskwie samochodem na polskich numerach, to zatrzymywał mnie co drugi milicjant, i robił to z ciekawości, a nie z powodu łamania przepisów.

Jedna sytuacja zapadła mi głęboko w pamięć i zawsze ją opowiadam, kiedy chcę, aby ludzie zrozumieli, jacy potrafią być Rosjanie. Latem wybraliśmy się ze znajomymi na dwa samochody nad wodę za Moskwę. Szaszłyk, piwo, badmington, siatkówka. Zjechałem samochodem po piaszczystej wydmie bliżej wody, gdzie mieliśmy rozpalony grill i rozłożone koce, i włączyłem muzykę, aby nam weselej mijał czas.

Po kilku godzinach grania oczywiście padł mi akumulator. Lato… kto wozi w tym okresie kable do odpalania? Samochód na plaży u podnóża piaszczystej wydmy: bez szans, aby go jakoś popchnąć i odpalić. Dramat, chodzę z nadzieją od samochodu do samochodu i pytam się, czy ktoś nie ma kabli, żeby odpalić samochód. W końcu trafiam na dwóch mechaników, którzy oferują pomoc. Niestety oni też nie mają kabli, ale grupa bawiąca się obok ma czajnik bezprzewodowy w samochodzie, który ma kawałek tak nam potrzebnego kabla. Zupełnie bezinteresownie ludzie ucinają kabel, psując w ten sposób swój czajnik, mechanicy robią z niego prowizoryczne kable i praktycznie gołymi rękami podpinają do mojego akumulatora wymontowany ze swojego auta akumulator i odpalają mi samochód. Nie mogłem ich nawet piwem poczęstować, bo się nam skończyło, a pieniędzy nie chcieli ani za pomoc, ani za czajnik.

Mieszkałeś dość długo w Rosji, w jakich miastach bywałeś, jakie wywarły na Tobie wrażenie?

– Wbrew pozorom nie tak dużo podróżowałem po Rosji, ale ona jest bardzo zróżnicowana. Moskwa to państwo w państwie. Dziś się to zmienia i widać, jak zaczynają rosnąć i zmieniać się regionalne ośrodki. W tym roku byłem w Krasnodarze. Salon Bentleya był 10 razy większy niż w Warszawie i nie pod względem wielkości (bo nasz warszawski jest mikroskopijny), mówię tu o ilości samochodów, które stały w salonie.

Moskwa to miasto kontrastów, gigantyczna metropolia, Sankt Petersburg to kulturalna stolica Rosji ze wspaniałą architekturą i historią. Iwanowo, tzw. miasto szwaczek, to znowuż szarość i beznadzieja jak w najgorszych łódzkich dzielnicach. Krasnodar, gdzie jest praktycznie zawsze ciepło, i Kemerowo, gdzie jak dzwoniłem do klienta, to mogłem usłyszeć: zaczekaj, Sebastian, dojadę do biura, zdejmę narty i oddzwonię!

W Rosji bardziej fascynowała mnie przyroda niż architektura, więc trudno mi powiedzieć, które miasta mi się podobały. Jak powiem, że Sankt Petersburg, to będzie to banalne, zakochałem się w Oddessie, ale to Ukraina…

Jeśli miałbyś porównać jakość życia w Rosji i Polsce, które z tych państw wypadałoby lepiej pod z tym względem?

– Dla wielu Polaków powrót do Polski z dobrze opłacanych rosyjskich stanowisk wiąże się ze znacznym spadkiem ich poziomu życia. Kiedy pracowałem dla korporacji, to nie zarabiałem więcej, ale nie ponosiłem żadnych kosztów poza jedzeniem i swoimi przyjemnościami. Kiedy prowadzisz biznes, musisz na niego zarobić. Więc ja ostatnie lata pobytu w Rosji rozpatruję w takiej kategorii: żyło mi się bardzo spokojnie i monotonnie, co miesiąc wypłata, premia, firmowe imprezy, wycieczki itp. Kiedy pracowałem dla siebie, to robiłem to w zasadzie 24h na 365 dni. Teraz staram się znaleźć złoty środek, może mam mniej pieniędzy, ale za to więcej czasu dla rodziny.

Co było powodem ostatecznego powrotu do kraju? I jak podoba się Twojej żonie w Polsce?

– Wróciliśmy do Polski z dwóch powodów, pierwszy to ekonomiczny, gdyż życie w Moskwie jest koszmarnie drogie, a drugi — zdrowotny, i na pewno ważniejszy, planowaliśmy dziecko i warunki życia w Moskwie stanowczo odbiegały od tego, co chcieliśmy zapewnić naszemu dziecku. Moja żona bardzo lubi Warszawę, gdzie spędziliśmy 3 lata, Białystok, w którym teraz mieszkamy, jest dla niej trochę za mały, ale za to ceni sobie ekologiczną żywność, świeże powietrze, możliwość obcowania z przyrodą, czyli to, czego trudno jest doświadczyć w dużej aglomeracji, a co tak bardzo jest potrzebne małym dzieciom.

Gdyby ktoś zapytał Cię, czy warto przeprowadzać się do Rosji, to co byś odpowiedział?

– Jeżeli chcesz zarabiać pieniądze, to warto, jeżeli chcesz tam żyć i wychowywać swoje dzieci, to na pewno nie w Moskwie. Moja żona bardzo sobie ceni naszą przeprowadzkę do Polski właśnie ze względu na wychowanie synka. No i na pewno żeby żyć w Rosji, trzeba się umieć dostosować do jej wewnętrznego rytmu. Odradzałbym przenoszenie naszych wcześniejszych doświadczeń z Polski na rosyjską rzeczywistość. Od razu kojarzy mi się to z sikaniem pod wiatr… Można to zrobić, ale skutki mogą być dla nas niemiłe.

Tęsknisz za Rosją?

– Jak wspomniałem na początku, Rosję albo się kocha, albo nienawidzi. Ja ją pokochałem i bardzo lubię tam wracać. Na szczęście moja firma pomaga polskim przedsiębiorstwom na rynkach wschodnich, co pozwala mi na stosunkowo częste wizyty w Rosji, więc nie tracę kontaktu z moimi rosyjskimi przyjaciółmi i z samą Rosją.

A czego „rosyjskiego” najbardziej brakuje Ci w Polsce?

= Odnośnie ludzi to otwartości, przyjaźni, „rozgaworow po duszam” — opisałbym to tak. U nas się plotkuje, a u nich otwiera duszę. Co się tyczy jedzenia, to brakuje mi „salieni” (solonych warzyw), których jest tam niesamowicie bogaty wybór, baraniny z gruzińskich i azerskich restauracji podawanej ze świeżymi ziołami, adżyką (sos) i lepioszką (rodzaj kaukaskiego chleba), herbaty z warieniem. Brakuje mi też spokoju.

Jak zauważyła moja żona, w polskiej telewizji jest prawie codziennie coś antyrosyjskiego, jak mieszkałem w Rosji, to o Polsce w TV mówiono raz od wielkiego dzwonu, a już negatywnych komentarzy w ogóle sobie nie przypominam. Co się oczywiście zmieniło, od kiedy otwarcie zajmujemy określoną pozycję ws. Ukrainy.

Temat rzeka: Putin. W cyklu Polacy w Rosji pojawia się jako pytanie „dla chętnych” i tylko po to, żeby pokazać tę postać z nieco innej perspektywy — kogoś, kto miał do czynienia z tym krajem, poznał jego dobre i złe strony, śledził rosyjskie przekazy medialne.

– Może to będzie szok, ale uważam W.W. Putina za najwyższej klasy polityka. Nie jest szeroko znaną teoria, iż zatopienie podwodnej łodzi Kursk nie było wypadkiem wewnętrznym. Istnieje film, emitowany na Discovery, niestety nie mogę odnaleźć źródła poza krótkim nagraniem ilustrującym właśnie tę teorię. Jeśli prześledzić, jak negatywnie decyzja o nieprzyjęciu pomocy w ratowaniu marynarzy na pokładzie Kurska odbiła się na jego pozycji politycznej w Rosji, to dziwnym zbiegiem okoliczności można zauważyć w kolejnych kilku miesiącach, że USA umorzyła ogromne kredyty Rosji i udzieliła nowych pożyczek.

Biorąc pod uwagę to, iż lobby wojskowe w rosyjskiej polityce jest bardzo silne, a zatopiono jeden z najważniejszych dla rosyjskiej marynarki wojennej okręt, możemy śmiało stwierdzić, iż świat stał wówczas na krawędzi wojny atomowej, i tylko dojrzałość polityczna Putina zaowocowała zakończeniem tej tragedii w bardzo dyplomatyczny sposób i uchroniła świat przed kolejną wojną.

Podobnie dziś, gdy Rosja jest pod sankcjami i sama jeszcze dodatkowo obarcza sankcjami inne kraje, nam wszystkim wydaje się, że robimy źle dla Rosji. Dziwnym trafem rok 2016 będzie rekordowym rokiem dla Niemców, którzy zainwestują w Rosji najwięcej od 2008 roku. Rosja długo nie była w WTO nie bez przyczyny. Dziś również zamknięcie granic powoduje napływ ogromnych inwestycji do Rosji.

Kryzys związany z upadkiem kursu rubla wywołał panikę na moskiewskiej giełdzie, co pozwoliło Rosjanom odkupić akcje swoich naftowych i gazowych gigantów za centy, a nie za dolary, jak zostały wcześniej sprzedane. Putin rozgrywa genialną partię z Zachodem i na razie prowadzi w tej rozgrywce.

https://pl.sputniknews.com [Tamże więcej zdjęć – admin]

Odpowiedzi: 3 to “Polacy w Rosji: A jednak Polska”

  1. ORG said

    Sam sens i logika ;

    .https://www.youtube.com/watch?v=5BiGGjvF1b4

    poza tym, ze Biali znowu sie wymordują, tak czy inaczej, ale kogo to obchodzi ?!

    AjWaj

  2. Inkwizytor said

    W Moskwie wydajemy na 5 osób około 10 tysięcy złotych. Nie chodzimy do restauracih, nie kupujemy w „Azbuka wkusa” ( jedna z najdroższych sieciówek spożywczych”. Ubrania kupujemy w Polsce. Wędliny rosyjskie są niezjadliwe. Co do wychowywania dzieci to nie wiem skąd te obiekcje ? W czym Moskwa jest gorsza od Pitera czy miast w Polsce ? Przedszkola są tanie a dla 3 dziecka darmowe. W Wawie coś okolo 600-800 pln. Krócej mieszkam w Moskwie niż bohater artykułu ale już jakieś porównanie zdobyłem. Rzeczywiście Ruscy sa szczerzy i otwarci ale żeby z nimi się zaprzyjaźnić trzeba mieć mocną głowę. Polacy słusznie mylą Ruskich np z ukraińcami, których tu jest pełno.

  3. pawel said

    Mętne wody wokół Kurska – film dokumentalny?

    .https://www.youtube.com/watch?v=lJx3yrk3nKw

Sorry, the comment form is closed at this time.