Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

U źródeł polskiego irracjonalizmu politycznego

Posted by Marucha w dniu 2016-11-01 (wtorek)

Nie jest tajemnicą, że polskie aberracje polityczne, które widzimy w całej rozciągłości i dzisiaj – mają swoje źródło w romantyzmie, w literaturze tego okresu.

Myśl narodowa musiała zmierzyć się z tym zjawiskiem w końcu XIX i na początku XX wieku. Sprawa była trudna, bo z jednej strony romantyzm pobudzał polska świadomość narodową, ale z drugiej spychał polską politykę w otchłań szaleństwa.

Twórcy obozu narodowego znaleźli wyjście z tej łamigłówki – zaakceptowali wielki dorobek literacki i polski literatury romantycznej, ale odcięli go od bieżącej polityki – uznali, że romantyzm polityczny, ta choroba XIX wieku – skończył się wraz z klęską powstania 1863 roku. Dla nowoczesnego polskiego patriotyzmu romantyzm to źródło siły duchowej, ale nie podręcznik polityki.

Z tą „trumienną” tradycją rozprawił genialnie Stanisław Wyspiański w dramacie „Wyzwolenie”. Jednak optymizm Romana Dmowskiego czy Stanisława Kozickiego, autora pracy „Dziedzictwo polityczne trzech wieszczów”, okazał się jednak przedwczesny. Po latach niczym zmory wracały i wracają dawne upiory, zamulając polskie umyły i kierując myślenie dużej części narodu ku irracjonalnemu, w gruncie rzeczy antychrześcijańskiemu amokowi.

Maria Janion od lat zajmuje się badaniem istoty polskiego romantyzmu. Kiedy oddzielimy jej poglądy na obecna rzeczywistość, jej obsesje w dopatrywaniu się w romantyzmie wszelkiego nacjonalizmu czy faszyzmu, a nawet źródeł Holocaustu – to w jej książkach najdziemy dużo prawdy o polskiej polityce początku XXI wieku.

Kiedy ze zgroza obserwujemy szaleństwa smoleńskie, owe ponure misteria, ekshumacje i fascynacje grobami – to musimy sobie zdać sprawę, że źródła tego zjawiska tkwią w XIX wieku. Wznowiona właśnie znakomita książka Marii Janion pt. „Niesamowita Słowiańszczyzna. Fantazmaty literatury” – jest lekturą, która zdumiewa swoją aktualnością. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce poznać istotę polskiej choroby politycznej, która znalazła swoje odbicie w obliczu i polityce największej obecnie partii w Polsce, w zachowaniach jej liderów i jej najbardziej fanatycznych zwolenników.

Dla ilustracji tego o czym mowa, zacytujmy fragment książki (z rozdziału „Na cmentarzach”):

„W tymże roku 1818, w którym Zorian Dołęga Chodakowski wystąpił z rozprawą, czytaną przez młodzież „jako porywający poemat” (według świadectwa K.W. Wójcickiego), Kazimierz Brodziński w znamienitym studium krytycznym „O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej” usiłował wznieść zaporę. Przed czym? Przed rebelią śmierci nadchodzącą z Niemiec. Śmierć i wszystko, co się z nią łączyło, cała kraina przerażającej cudowności „z tamtego brzegu”, to jakby jeszcze jedna kontrkultura romantyczna – ten Taran Prawdy, za pomocą którego romantycy chcieli wstrząsnąć posadami kultury klasycystycznej.

Brodziński, jak i inni przedstawiciele estetyki pojednania, mógł uznać w kulturze na przykład: śmierć na polu bitwy, śmierć ojca familii w otoczeniu rodziny albo śmierć jako mesjanistyczną metamorfozę zbiorowości. Romantycy natomiast wówczas zmierzali do odrzucenia przyjętych rygorów oswojenia, skanonizowania śmierci – miała ona wkroczyć do kultury w całym mroku inności — niepokojącej obcości, jak można przetłumaczyć freudowskie das Unheimliche.

Freudowskie odkrycie nieświadomości, możliwe dzięki romantycznej fantastyce, przyjęło za wzór nawiązanie kontaktu z tym, co odrzucone i powracające w postaci prześladowczych wizji albo przeczuć. Romantycy w ten sposób otwarli w kulturze możliwość pojawienia się natarczywych fantazmatów śmierci, płynących z podziemnego Acherontu.

Kiedy przyjrzymy się bliżej negatywowi stworzonej mu przez Brodzińskiego, to zauważymy rychło, iż jedna cecha w nim góruje — jest to mianowicie przeświadczenie, iż imaginacja germańska nadużywa duchów, i to duchów terroryzujących w równym stopniu nasze sny, co nasze wyobrażenia na jawie. W imię chrześcijańskiej, rozumianej jako harmonijna, nieapokaliptyczna, wizji świata,

Brodziński błagał romantyków o litość. Ale oni jej nie znali w tym względzie. Nie uciszała się obsesja nękająca wyobraźnię „poetów nocnych i grobowych”, jak ich nazywał Goethe.

Franciszek Morawski w słynnym liście poetyckim skierowanym Do romantyków, pytał:

Kiedy już wszystkie wasze zliczycie bożyszcza,
Mogiły, mogilniki, kurhanki i zgliszcza? […]
Ledwie że z was jednego nocna zdusi zmora,
Albo gdzieś tam brudnego wywlecze upiora,
Już ci się za nim drugi w nocnej zrywa porze,
Rozwala stare trumny, po cmentarzach orze […]

Morawski usiłował rzecz sprowadzić do obrzydliwej, kabotyńskiej mody i starał się ją wyperswadować za pomocą otrzeźwiającej pedagogiki. Satyryczne diatryby wyszydzały tak nienaturalną, zdaniem Morawskiego, u ludzi młodych skłonność do przebywania na cmentarzach, do melancholii, do jęków i żałości, do zwątpienia w rządy dobrego Boga nad światem. Romantyczny jenijuszek

Z jakiejś tam urojonej tęsknoty usycha,
Je dobrze, pije lepiej, a do grobu wzdycha.

Ów rodzaj zdroworozsądkowej demaskacji nieraz już wobec romantyków występował i nieraz jeszcze będzie się powtarzał: że zdrowi udają chorych, a żyjący umarłych; że poeta utożsamia się z opętańcem, a jego pienia z szaleństwem. Morawskiego drażniło to samo, co Brodzińskiego — romantyczne libido mortis wypowiadane w sposób urągający przyjętym normom przyzwoitości obyczajowej i literackiej.

Było jeszcze jedno – rodzime – źródło romantycznej pasji cmentarnej. Dembowski nazwał Chodakowskiego „zbłąkanym wśród mogił”. Literacki sobowtór Słowackiego — Dumanowski-Chodakowski — pisał swe dziwne „poemata” na cmentarzu. We względzie narodowości krajowej nie należący do „sekty czcicielów Minerwy”, Chodakowski, jak już o tym była mowa, chciał wędrować po mogiłach słowiańskich nie z jej sową, lecz z rodzimym lelkiem — ptakiem śmierci.

„Wpatrzmy się w ziemię naszą – kto wie, może się okaże, że Słowianie pozostawili nam ją jako świętą księgę, która we wszystkim nie może być zniszczona”.

Obudzona przez rozprawę „O Słowiańszczyźnie przed chrześcijaństwem” wrażliwość romantyczna chętnie zagłębiała się we wnętrze ziemi, wracała do umarłych przodków oraz postrzegała ich przeciągające w powietrzu osjaniczne duchy. Chodakowski chodził po uroczyskach, szukał prasłowiańskich grobów, zaglądał w „mroczne podcienia zmarłych”, zajmował się odszukiwaniem zaimków — „Nazwą tą określane są dawne cmentarzyska, opuszczone cmentarze z grobami zmarłych i w ogóle mogiły przeciętnych mieszkańców”. Rozkopywał kurhany i szukał w nich popiołów, nadpalonych kości i przedmiotów ułożonych przy zmarłych. Gdy mu życie zbrzydło, chciał powrócić w żalnik, jak pisał, w „tę krainę, w której znajdę się jak pod własną strzechą”.

Od Zoriana ciągnął się kult grobów i dawnych cmentarzysk jako najwłaściwszego miejsca pobytu dla ludzi pragnących obcować z umarłymi i utożsamić się z nim. Ale melancholia przeradzała się u romantyków w rozjątrzoną rozpacz”.

Obok kultu grobów i trupów polski romantyzm w swojej skrajnej postaci jest twórcą heretyckiej ideologii mesjanizmu. Czytamy na ten temat w książce Marii Janion:

„Mesjanizm szukał w historii śladów obecności Boga, pozostawionych przez niego znaków, specjalnie przeznaczonych dla „umęczonego narodu polskiego”. Taki mesjanizm, zarówno wśród ludu, jak i wśród elit, był rozpowszechniony nie tylko w wieku XIX, ale i w wielkich opresjach narodowych podczas drugiej wojny światowej i jeszcze podczas stanu wojennego w latach osiemdziesiątych XX wieku. Adoracja Polski jako niewinnej ofiary musiała prowadzić do satanizacji jej prześladowców. W XIX wieku to Rosja, przede wszystkim, stała się wcieleniem szatana, szatana politycznego, jak mawiał Mickiewicz; przeświadczenie to miała potwierdzać Rosja bolszewicka. Niedaleko owe wyobrażenia odbiegały Reaganowskiego „imperium zła”.

Współczesnymi ideologami tego szaleństwa są dwaj literaci: Jarosław Marek Rymkiewicz i poeta Wojciech Wencel, obaj uchodzący za „proroków” Prawa i Sprawiedliwości. To znamienne, że twórczość Rymkiewicza część krytyków uważa za z gruntu neopogańską i antychrześcijańską, co nie przeszkadza kreować go na „wieszcza” współczesnej „prawicy”.

Jan Engelgard
M. Janion, „Niesamowita Słowiańszczyzna. Fantazmaty literatury” (wydanie II), Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016, ss. 357.

http://mysl-polska.pl

Odpowiedzi: 10 to “U źródeł polskiego irracjonalizmu politycznego”

  1. Kronikarz said

    JE naciąga pojęcia ot tak tędy i owędy, jak mu tam opadnie, usiłując wcisnąć nam rozumowanie jeszcze bardziej naciągane czy wręcz patykiem na wodzie pisane.

  2. Kronikarz said

    Już lepiej czytać Transatlantyk.

  3. Halszka said

    Chodakowski (…) „zajmował się odszukiwaniem zaimków”??
    Czy nie chodzi o „żalniki”, o których jest mowa 4 wiersze niżej?

  4. Yah said

    Oj Panie Janie, Panie Janie – tak dojrzały publicysta i nie widzi faktów. Pani Janion otrzymała polecenie odwrócić uwagę resztek Polaków od rzeczywistych przyczyn samobójczych poczynań większych, XIX wiecznych resztek Polaków. Problem tkwi nie w Romantyzmie ( dlaczego Romantyzm nie doprowadził do zagłady Niemiec i Anglii?) tylko umiejętnej , popularyzacji i rozpowszechnianiu samobójczych, patologicznych wzorców kreowanych przez WYBRANYCH do tego celu „artystów”. Dlaczego artystów w cudzysłowie ? Dlatego , że ich warsztat artystyczny może i był dobry, ale jego celem była ZAGŁADA NARODU. Perfidnie wykorzystano słowiańska naiwność i brak elit, która słowiańska naiwna masę naprowadzałaby na właściwe ścieżki. Głosy broniące jakiś tam „elit” i jakiś tam”artystów” będą li tylko świadczyły o KOMPLETNYM nie zrozumieniu ostatnich kilkuset lat historii Polski i czynników, które doprowadziło do zagłady tegoż kraju i rdzennych jego mieszkańców. Co byśmy stracili jak by był prorosyjski Małachowski, Wielopolski, Dmowski a jakimś trafem nie urodzili się Mickiewicz, Słowacki, Wyspiański. Nie było by Polski? Nie byłoby Polaków ? Pewnie byłoby i to więcej niż teraz…. Odezwa się glosy tak ale ….. miłość do Ojczyzny , nadzieja ….. ta kreowana przez te osoby „miłość do Ojczyzny” więcej istnień ludzkich ZNISZCZYŁA niż ocaliła.

  5. Bronisław said

    Re: 4. Nie można się nie zgodzić z tezami Pana, panie Yah, tym bardziej, że już i tak słaba Polska Elita została w drugiej połowie XVIII wieku zdominowana przez Frankistów-Chazarów i tak to trwa do dzisiaj?!!! Trzeba także wiarygodnie ustalić tożsamość po mieczu, chociażby poety A. Mickiewicza, Jana Pawła II, czy prof. Janion, a wtedy może lepiej zrozumiemy dlaczego owi (oraz im podobni) „opatrznościowi mężowie i żony” przyczynili się do kondycji współczesnej, Narodu i Państwa Polskiego!!! Wcześniej, jak wiemy, Dynastia Jagiellonów przestała troszczyć się o dawne Ziemie Zachodnie, w tym Śląsk i Pomorze, a Zakon Jezuitów zabiegał głównie o interes Rzymu, a nie Polski!!! Czy to Nas nie zastanawia, że im bardziej wzrasta kult Jana Pawła II, to Naród oraz Państwo Polskie słabnie?!!! To tylko kilka myśli do wypowiedzi Pana, Panie Yah oraz serdecznie Pana pozdrawiam!

    Króluj Nam Chryste!!!

  6. O destrukcyjnej, dywersyjnej, antypolskiej twórczości „mistrza” Rymkiewicza”
    http://www.piastpolski.pl/wirtualny-swiat-poety/

  7. A tu o równie toksycznych płodach Wencla:
    http://www.piastpolski.pl/manifest-polskiego-mesjanizmu-anno-domini-2011/

    Ale to propozycja tylko dla tych, którzy nie mają co zrobić z czasem i zwyczajnie się nudzą. Dla wszystkich pozostałych grzebanie się w tym romantyczno-„mistycznym” szambie nie polecane i nie wskazane.

  8. RomanK said

    Szanowny panie Bronislawie…..ile lat to mozna powtarzac- jak mantre… A, jak groch od sciany….
    POlakom wymieniano ich wlasne elity na antyelity… w XIII wieku w XVI wieku…w XIX wieku zlikwidowano i panstwowosc i wymieniono i elity i stan posiadania…..dwie masakry Swiatowej skali na polskiej ziemi i podmiana antyelity ,,jaka ma miejsce do dzis….z drobna przrwa na probe odzyskania wplywu przez Polakow…z odrodzona slabiutka wlasn aelita…ktora likwiduja juz 35 lat masowa emigrqacja.

  9. NICK said

    Być może od II Chrztu Polski. Jakże hucznie obchodzonego.
    Ostatnio zwłaszcza ale nie tylko.
    Pamiętajmy rok 1966.
    Nie tylko kościelnie. No bo „Tysiąc szkół na Tysiąclecie” też było. „List biskupów polskich do niemieckich”.
    (Wyszyński/Gomułka-partia/episkopat.)
    I wiele innych faktów. Niemedialnych.

  10. Yah said

    Ad 8 i 9

    Panie Nick bingo, od II Chrztu wymiana elit. Jakiekolwiek próby zdobycia władzy przez miejscowych tłumione w zarodku, a same wydarzenie opisywane przez królewskich kronikarzy w złym świetle ( skąd my to znamy). Czyli w 966 Polska została sprzedana i w wolniejszym lub szybszym tempie chyliła się ku upadkowi. Na uwagę zasługują fakty:

    – prawdziwe zwycięstwa – jeśli były – pozostawały niewykorzystane;
    – pozorne zwycięstwa w krótszej lub nieco dłuższej perspektywie okazywały niekorzystne lub wręcz zabójcze;
    – nasze „wady narodowe” gdy zdrapiemy trochę farby okazują się wadami narodowymi przybłędów podszywających się pod Polaków;
    – historie Polski trzeba czytać a rebous – to „dobre” było złym, to co „złe” byłoby dobre dla Polski.

    Panie Romanie ja widzę codziennie działania tych anty elit . Widzę jak się wspierają, jak wykorzystują i niszczą Polaków, jak bezczelnie kłamią i kpią z nas w żywe oczy. Jeszcze do niedawna zachowywały jakieś pozory a teraz.

    Weźmy takiego historyka – Beynara. Typowy przedstawiciel elit😉. Potomek powstańców styczniowych i listopadowych, prezes klubu Krzywego Koła i jakże pięknie opisywał Kazika Wielkiego…..

Sorry, the comment form is closed at this time.