Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Wielka Wojna Emu – czyli jak Australia przegrała z ptakami

Posted by Marucha w dniu 2016-11-02 (środa)

2 listopada 1932 roku – w Australii rozpoczęła się Wojna Emu znana też jako Wielka Wojna Emu. Był to jeden z wielu najdziwniejszych konfliktów zbrojnych w historii.

Rząd australijski wypowiedział wojnę ponad 20 tys. ptakom Emu, które żerowały na polach uprawnych w pobliżu miasteczka Campion. Do walki z nimi posłano zaledwie 3 uzbrojonych żołnierzy. Ostatecznie operacja zakończyła się porażką i kompromitacją australijskiego ministerstwa obrony.

Po zakończeniu I wojny światowej do Australii powracało tysiące zdemobilizowanych i bezrobotnych żołnierzy z ANZAC (Australian and New Zealand Army Corps). Dla rządu australijskiego był to ogromny problem. Postanowiono zaoferować weteranom zasiedlenie do tej pory bezludnych, niezagospodarowanych ziem na zachodzie kontynentu. Mieli tutaj żyć i uprawiać m.in. w pszenicę w zamian mieli otrzymywać rządowe dotacje.

Jednak Australia nie była przyjaznym miejscem dla ludzi. Niekorzystne warunki klimatyczne i dzika przyroda powodowały, że życie tam jest ciężkie i niebezpieczne. Dodatkowo brak odpowiedniej infrastruktury drogowej, powodował ciągłe problemy z zaopatrzeniem.

W 1929 roku wybuchł „Wielki kryzys”, jeden z największych kryzysów gospodarczych. Jego zaczątkiem był tzw. „Czarny czwartek” czyli krach giełdowy na Wall Street. Kryzys odcisnął swoje piętno na prawie całym świecie (oprócz ZSRR). Światowe ceny zbóż spadły o blisko 50%.

Przyszła także niespodziewanie największa od 400 lat susza, która dawała się we znaki nie nie tylko rolnikom. Liczne pożary lasów i pustynnienie obszarów, powodowało migracje zwierząt. Wkrótce rolnicy zauważyli, że na polach uprawnych zaczęły się pojawiać stada emu, które traktowała jako źródło pożywienia. Na początku radzili sobie z nimi używając do tego zwykłej broni palnej. Jednak w 1932 roku stado emu urosło do ponad 20 tys. osobników, które stwarzało większe zagrożenie niż króliki [1].

W październiku 1932 roku zrozpaczeni rolnicy, którzy nie mogli już sobie sami poradzić z problemem, wysłali prośbę o wsparcie do australijskiego ministerstwa obrony. Minister sir George Pearce zgodził się udzielić pomocy. Do walki wysłano zaledwie trzech żołnierzy, w tym dowódcę majora G.P.W. Mereditha z Australijskiej Akademii Królewskiej. Siły co prawda były niewielkie, ale żołnierze byli bardzo dobrze uzbrojeni, w dwa karabiny maszynowe Lewis i zapas 10 tys. sztuk amunicji [2]. Celem misji było zredukowanie liczby żerujących ptaków.

Sierżant McMurray i strzelec O’Halloran z ckm Lewis, „weterani” Wojny Emu, fot. pickeringbrookheritagegroup.com

2 listopada 1932 roku rozpoczęły się walki w pobliżu miasta Campion. Rolnicy donieśli, że w okolicy grasuje stado w sile ok. 50 ptaków [3]. Plan wydawał się bardzo prosty. Rolnicy mieli wypłoszyć stado tak, aby te uciekając wpadły wprost pod lufy przygotowanych wcześniej ckm-ów. Jednak zamiast trafić pod lufę ciężkich karabinów maszynowych, emu rozbiegły się na wszystkie strony. W dodatku broń okazała się mało skuteczna ze względu na słabszy zasięg i celność. Udało się zastrzelić jedynie 12 sztuk [4].

Nad zbiornikiem wodnym w pobliżu Campion, fot. pickeringbrookheritagegroup.com

Nad zbiornikiem wodnym w pobliżu Campion, fot. pickeringbrookheritagegroup.com

Do kolejnego starcia doszło 4 listopada. Major Meredith dostał informacje, że w kierunku wodopoju, w pobliżu tamy zbliża się stado liczące ok. 1000 sztuk [5]. Postanowiono zorganizować zasadzkę, aby zaatakować z ukrycia. Ta pułapka również okazała się być farsą. Co prawda emu dały się podejść, ale niestety po kilku seriach jeden z karabinów się zaciął. Zastrzelono zaledwie kilkanaście sztuk, reszta uciekła.

W ciągu następnych dni postanowiono zmienić taktykę. Major Meredith rozkazał, aby zainstalować ckm na platformie ciężarówki i ruszyć na południe w pościg za emu. [6] To również nie przyniosło żadnych rezultatów. Nie mogli dogonić autem szybszych emu, które w dodatku dużo lepiej radziły sobie na australijskich bezdrożach.

8 listopada 1932 roku w australijskim parlamencie rozpoczęła się debata dotycząca tej operacji. Na pytanie jednego z deputowanych, czy dla uczestników przewidziano pamiątkowe medale inny zripostował, że tak, ale dla emu, bo to one póki co wygrywają każde starcie. Lokalna prasa złośliwa pisała o ”Wielkiej Wojnie Emu” i zabiciu „zaledwie kilkunastu sztuk”. Wciągu zaledwie sześciu dni operacji, zużyto 2500 sztuk amunicji, a według różnych niepewnych szacunków zginęło od ok. 50 do 300 ptaków [7]. Po tej kompromitacji rząd postanowił wycofać wojsko, jak się okaże na krótko.

Decyzja o wycofaniu nie spodobała się rolnikom, a emu znów zaczęły żerować na pola uprawnych. 15 listopada ponownie zwrócili się do ministra Pearce’a o pomoc. Do działań wysłano znów majora Mereditha i dwóch żołnierzy. Walki trwały do 10 grudnia, aż do momentu kiedy skończyła się amunicja. Wystrzelono łącznie 9800 sztuk amunicji, zabijając zaledwie 986 ptaków, a ok. 2500 zmarło potem z ran [8]. Jednak oficjalne dane mogą być mocno zawyżone. Major Meredith w swoim sprawozdaniu i wspomnieniach porównał emu do Zulusów:

„Jeśli mielibyśmy dywizję wojska z odpornością na kule jak te ptaki, pokonalibyśmy każdą armię świata. Są odporne na karabiny maszynowe jak czołgi. Są jak Zulusi, których nie powstrzymają nawet kule dum-dum” [9].

W kolejny latach rolnicy zmagający się z emu prosili o pomoc wojskową, ale rząd za każdym razem odmawiał. W latach 50-tych wybudowano siatki ochronne na farmach. A ludzie i emu zaczęli żyć ze sobą w zgodzie.

Autor: Jacek Czubacki

Literatura:
• Murray Johnson, „‚Feathered foes’: soldier settlers and Western Australia’s ‚Emu War’ of 1932”. Journal of Australian Studies, 2006
• Libby Robin, Leo Joseph, Rob Heinshoh, „Boom and Bust: Bird Stories For a Dry Country” CSIRO Publishing, 2009

Przypisy:
[1]. „Emu War” defended”. The Argus. 19 November 1932. s. 22.
[2][7]. Libby Robin, Leo Joseph, Rob Heinshoh, „Boom and Bust: Bird Stories For a Dry Country”, 2009 s. 256
[3][4][5][6][8]. Murray Johnson, „‚Feathered foes’: soldier settlers and Western Australia’s ‚Emu War’ of 1932”, 2006, s. 147–157
[9]. „New Strategy In A War On The Emu”. The Sunday Herald. 5 July 1953. s. 13.

https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com

 

Odpowiedzi: 16 to “Wielka Wojna Emu – czyli jak Australia przegrała z ptakami”

  1. SHREK said

    proponuje zamiast walki z Emu zrozumieć te walkę i te wypowiedz oraz pojąc to zagadnienie
    [ czarni rozumniejsi ? ]

    .https://www.youtube.com/watch?v=-dbfXp8_qjo

    gulgule z nosa i nie udawać świętych do rolowania i szarzenia rzeczywistości tak generalnie bawidełko dobiega do mety.

    taka tam uwaga na znaki czasów ostatecznych;

    .https://www.youtube.com/watch?v=wl9ctslqwDY

    ——
    Panie Shrek.
    Idź Pan sobie po dobroci.
    Admin

  2. Maciej said

    Jak juz o ptakach, to moze cos o „ptasiej „grypie””?

  3. piwowar said

    Od kilku dekad hodowla rozmaitych rodzajów strusi zyskuje na popularności. W roku 1996 było ponoć w Polsce dwieście strusich farm.

    Mniejsza o statystyki. Struś jest niezbyt wymagającym stworzeniem hodowlanym. Można go karmic dosłownie czymkolwiek, a w powieści Julesa Vernego struś zjadł zegarek oraz diament wielkiej wartości.

    Zwykle strusie karmi się mieszankami dla kur i innymi produktami żywnościowymi jako suplementy. Mięso strusia jest ciemne (strus nie ma mięsa białego), nieco mniej delikatne niż kurze, a raczej przypomina wołowinę. Doskonałe na hamburgery albo medaliony w sosie porto.

    Powiadają, ze strusina jest mięsem przyszłości i jeszcze nie jest skażona hormonami ani GMO.

    Ze strusia nic się nie marnuje. Mięso, skóra, pierze wszystkich frakcji, a nawet dziub.

    Najwdzięczniejszym strosiem do hodowli jest nandu, żyje nawet w mroźnym Wisconsin, tyle że musi mieć jakiś kurnik, żeby sie tam od czasu do czasu rozgrzać.

    Najdroższym strusiem w hodowli jest odmiana czerwona afrykańska, a także jest odmiana czarna. Parka takich ptaków może byc warta kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Parkę bez certyfikatu i bez mikroczipów mozna nabyć nawet za kilkaset zielonych. Jaja są o wiele tańsze, ale je trzeba sobie samemu wysiedzieć.

    Struś jest stworzeniem czujnym i w Afryce Południowej trzymany w charakterze psa podwórkowego.

    Strusie jajo ma skład i smak podobny, jesli nie identyczny, do jaja kurzego, a różni się od niego wiadomo że wielkością.

    Co mniejsze wzrostem i masą osoby moga dosiadać odpowiednio wyuczonego strusia jak wierzchowca, ale również doskonale spełnia się dwójka strusi w lekkim pojeździe zaprzęgowym.

    Fajnie byłoby zajechać do polskiego kościoła bryczką zaprzężona w parę strusi, oczywiście pod piórami w sposób naturalny. Wyobrażam sobie. Każdy szpanuje błyszczącym kadilakiem, albo leksusem, żeby pokazać że ma lepsze auto niz inni rodacy, a ja sobie parkuję strusi zaprzęg i wszystkim opada kopara.

    Nie trzeba chyba nadmieniać, że oprócz afrykańczyków i nandu, hodowane są równiez emu. Istnieją zakłady przetwórcze specjalizujące sie wyłącznie w obróbce strusia.

    Tyle pamiętam sprzed dwudzietu lat, gdy bywając przejazdem w Oklahomie rozmawiałem ze specjalistami w tej dziedzinie. Ale strusi hamburger pamiętam do dziś, nabyty w Cherokee trade point na autostradzie 40 na 108 egzycie. Tam także można było zakupić zliofilizowanego węża grzechuczącego długości prawie półtora metra, z otwartą paszczą z zębami jadowymi. Nie pamiętam ceny, ale mniejsze kosztowaly od 50 do 150. Tylko że nie wiadomo było jak toto przewieżć do domu i w ogóle co z tym potem zrobić.

    Przepraszam, rozgadowywowuję się niepotrzebnie, jako iz na starość zbiera sie na wspominki….

  4. Marcin said

    Amerykanie by sie nie cackali – atom I po emu piorko by nie zostalo.

  5. elo said

    Debile anglosascu

  6. elo said

    chcą zabijać – niech zabiją się sami

  7. I żaden struś pędziwiatr nie zadziobał soldiera?

  8. proto said

    To raczej jeden z frontów wojny anglo-syjonizmu z przyrodą.

  9. Maćko said

    Piwowarze – interesujace…
    Z innego zakatka: W malym zacofanym kraju zaczeto hodowle strusi… pieknie szlo, pieknie rosly, skorupki jajek uzywali rzemieslnicy, wszystko szlo jak z platka, befsztyki byly, kielbasy wedzone, sielanka. Az tu nagle, jak grom z jasnego nieba „rzont” okupacyjny zadeklarowal, ze strus to ani kura, ani indyk, ani kaczke, wiec nie mozna go przerabiac bez odpowieniej dyrektywy sanitarnej…. to bylo 15 lat temu. Hodowcy poplajtowali i strusia sie nie hoduje.
    Proste? Proste. Nazywa sie kapitosocjalizm, czyli rzady Korporatokracji.

  10. piwowar said

    Czy to był mały zacofany kraj, czy tez duży kraj, na siłę sprowadzony do stanu zacofania? Bo coś mi tu wygląda znajomo… Tam nic nie ma prawa byc opłacalnym dla indywidualnego przedsiębiorcy, a datuje się ta tendencja jeszcze z czasów mrocznych.

    Musze sie o te strusie zapytac jednego pana, który podczytuje Gajówkę i sporadycznie pisze, a który jest autorytetem w sprawach hodowli. W duzym kraju.

  11. Archer said

    @ Piwowar

    Dzięki za obszerny opis strusi. Ciekaw jestem, dlaczego tak bezmyślnie wybijano te stada w Australii, jak mięso ze strusi jest takie cenne. Przecież takie pola trzeba orać, sadzić, doglądać, pilnować przed dzikimi zwierzętami, zbierać plony. Jest z tym masę roboty i kłopotów. A wystarczyłoby iść z flintą w pole, upolować kilka-naście sztuk, i już by mieli jedzenie. I jeszcze na sprzedaż by zostało. Marnotrawstwo niesamowite.

  12. piwowar said

    Bo człowiek, panie Archer, zabija wszystko co uważa za niepasujące do wizerunku jego rzeczywistości. Co robimy gdy nam pod nogi wejdzie liszka albo glizda? Rozdeptujemy ją. Po co? Nie mamy na to wytłumaczenia. Po prostu rozdeptujemy. Wybiliśmy wilki, przyjazny człowiekowi gatunek, a wkrótce świat pozbędzie się rasy,człowieczej, którą uważa za niepasującą, bo mieszkającą w atrzkcyjnym punkcie świata.

    Także i strusie napotkały na taką samą sytuację. Co to jest 20 tys sztuk na takie wielki kontynent. W USA w każdym stanie żyje kilka milionów jeleni, które tratują kukurydzę i niszczą soję, w ilości o wiele większej niż potrafią zjeść. W Michogan co roku trzeba wytępić około miliona sztuk. A to dlatego, że człowiek wytępił wilka, który dbał o równowage biologiczną. Tak więc problem strusi to mała sprawa w porównaniu do innych szkodników w innych krajach.

    (jeleń też jest jadalny)

  13. Wilk przyjazny człowiekowi? Jasne. Zwłaszcza, gdy jest maksymalnie wygłodniały.

    O wilkach krąży dużo bajek. Jak zjadają dziewczynki.
    Admin

  14. NICK said

    Kapturka. Czerwonego. Wilk. Połknął.

    Gajowy Pan. Ocalił. Babunię i wnuczkę. Nie pamięta?

    Takie bajki mnie wychowały. No, pośród nie bajek.

  15. SHREK said

    odebral Pan osobiscie to dosc ciekawe i wyjasniajace stan panskiego ducha ale skoro Gajowy wystąpił jako wilk w obronie babuni i wnuczka z bajki n.n y.y..to przepisiane.

    nu tak harszczo harcujcie w spokoju i tedy za wasze krypto-judasze.

  16. SHREK said

    EVERYTHING YOU KNOW IS A LIE ( EXCEPT GOD )

    WHY ?

    2 CORINTHIANS 4:4 KJV

    In whom the god of this world hath blinded the minds of them which believe not, lest the light of the glorious gospel of Christ, who is the image of God, should shine unto them.

    WSZYSTKO CO WIESZ JEST KŁAMSTWEM ( POZA BOGIEM )

    DLACZEGO ?

    W których bóg świata tego zaślepił umysły tych, którzy nie wierzą, aby światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga, im nie świeciło.

    ——————–

    Nie przysposabia nie zbawia wbrew tezom antychrystów faryzejow co trzeba zakomunikować.

    Judasz co dostal w nagrode tu i tam !

    Dla nich na razie przejściowy raj ale za to z wieczna i niewyobrażalna męką jak nie tu to tam na amen.

Sorry, the comment form is closed at this time.