Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Zanim zwycięży demokracja

Posted by Marucha w dniu 2016-11-03 (czwartek)

„Nie pomogły zastrzyki, recenzje i pomniki”? Najwyraźniej pomagają słabo, albo nawet wcale, skoro żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika, wydobywa z formaliny takie okazy, jak pan prof. Stanisław Obirek, były ojczyk jezuita.

Pan prof. Obirek właśnie przypomniał sobie, jak w dzieciństwie był molestowany przez księdza. Można by pomyśleć sobie, że to jakiś brak koordynacji, bo przecież moda na molestowanie była na etapie poprzednim.

Już nie pamiętam, która dama („przez łóżek sto przechodzi szparko stając się damą i pisarką…”) przypomniała sobie o molestowaniu w dzieciństwie przez księdza – czy to była „słynna Kora”, czy któraś inna – dość, że kiedy pierwsza sobie przypomniała, to potem już wszystkie, jedna przez drugą, przypominały sobie, jak to ksiądz penetrował je pod spódniczkami.

Jak która była mniej kumata, to wprawdzie też sobie przypominała o molestowaniu, jakże by inaczej – ale zatrudniała przy tym wuja, albo nawet ojca, podczas gdy za najbardziej szykowne uchodziło molestowanie przez księdza. Najgorzej, jak któraś nie mogła sobie przypomnieć. Po prostu w dobrym towarzystwie ludzi przyzwoitych, co to rozpoznają się wzajemnie po charakterystycznym zapachu, nie mogła pokazać się na oczy.

I tak to się ciągnęło, aż do momentu, gdy się wydało, że przyjaciel pana red. Michnika, żydowski arywista Daniel Cohn-Bendit, też molestował, a nawet bywał przez swoich podopiecznych karesowany.

Moda na molestowanie skończyła się, jakby nożem uciął, więc dlaczego pan prof. Obirek przypomniał sobie o tym dopiero teraz? Czyżby miał refleks szachisty, a może poczta dostarczyła mu list z obstalunkiem na wspominki aż z takim opóźnieniem?

Wszystko to oczywiście być może; zdarzały się i takie rzeczy i jeszcze gorsze, ale możliwe jest również to, że „nie pomogły zastrzyki”, wśród nich nawet zastrzyk ze strony żydowskiego finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, który zasilił spółkę „Agora” a przez nią – również redakcyjny Judenrat – zakupem ponad 11 procent akcji – w związku z tym trzeba odgrzewać dawne kampanie, wydobywając z formaliny okazy w rodzaju byłego ojczyka, a w cywilu profesora Stanisława Obirka.

W tej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których zarówno żydowska gazeta dla Polaków, jak i środowiska żydowskie na całym świecie, tak się zaangażowały w forsowanie pani Hilarii Clintonowej na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych, że nawet na ewentualność zwycięstwa jej konkurenta Donalda Trumpa, wymyśliły specjalne słowo („to takie słowa są?”) „Trumpaggedon” – że to niby „armagedon”, stanowiący synonim końca świata.

Tymczasem pani Hilaria, nazywana w Ameryce „Kłamczuchą” podczas telewizyjnych debat potrafiła spierać się z Donaldem Trumpem tylko o różnicę łajdactwa, co obserwującą te debaty światową publiczność wprawiało w konsternację – że osobistości pretendujące do przewodzenia mocarstwu, które ma ambicję przewodzenia całemu światu, zaprezentowały taką właśnie licytację.

Ale mniejsza z tym, bo to jest ilustracja kryzysu przywództwa, jaki za sprawą rozpanoszonej demokracji politycznej dotyka cały świat. Nawiasem mówiąc, może to być pewną pociechą i dla nas – że aż tak bardzo od reszty świata nie odstajemy, skoro nawet w Ameryce spory polityczne wyglądają tak samo, jak i u nas.

Wróćmy jednak do pytania, dlaczego właściwie środowiska żydowskie tak kibicują Hilarii Clintonowej, że nawet książę-małżonek czyli pan Radosław Sikorski pospieszył z wyrażeniem swego poparcia dla jej kandydatury? Czyżby otrzymał wezwanie, bardzo w swoim czasie popularne w sferach kupieckich? – „Panie Piperman, pan jedź na ratunek generałowi Nobile!”? Chodziło to to, że kiedy arktyczna wyprawa generała Nobile znalazła się w opałach, Poczta Polska telegramy ze słowem „Nobile” zwolniła z opłat. Toteż sfery kupieckie prześcigały się w wezwaniach: „Panie Piperman, pan jedź na ratunek generałowi Nobile, a jak pan nie możesz, to przyślij mnie pan te 12 tuzinów koszul!”

Może tak, a może po prostu książę-małżonek został poddany stadnej dyscyplinie; dzisiaj „my wszyscy” jesteśmy za Hilarią Clintonową, tak samo, jak wcześniej „my wszyscy” byliśmy „za towarzyszem Stalinem”? Co tu ukrywać; stanowisko księcia-małżonka ma wprawdzie swoje plusy dodatnie, ale ma również mnóstwo plusów ujemnych.

No dobrze – ale dlaczego właściwie Żydzi tak upodobali sobie w Hilarii Clintonowej? Muszą wiązać z jej prezydenturą ogromne nadzieje na jakiś gigantyczny geszeft. Najwyraźniej musiała im obiecać, że pod jej przewodnictwem Stany Zjednoczone przekształcą się w żerowisko dla Żydów.

To jest możliwe, chociaż z drugiej strony cóż mogą być warte obietnice „Kłamczuchy”? Ale jeśli nawet nie są wiele warte, to często wizja umoczenia gęby w melasie sprawia, że ludzie zatracają nie tylko instynkt samozachowawczy, ale nawet zwykłą ostrożność.

Inna sprawa, że Hilaria Clintonowa, na stanowisku sekretarza stanu pokazała, że taką np. Polskę traktuje wyłącznie jako skarbonkę dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu. To by wyjaśniało przyczyny już nawet nie sympatii, ale zaangażowania „Gazety Wyborczej” dla jej kandydatury zwłaszcza w sytuacji, gdy dotychczasowe „zastrzyki” jakoś żydowskiej gazecie dla Polaków nie pomagają.

Już z samego kurzu, jaki powstałby przy przeliczaniu 65 miliardów dolarów można by wyprodukować nie jeden, a wiele zasilających zastrzyków, więc nic dziwnego, że pan red. Michnik wraz z kolaborantami – szabesgojami w rodzaju pana red. Jarosława Kurskiego, uwija się jak w ukropie. Tymczasem pani Hilaria nawet nie próbowała pofatygować się po polskie głosy, podczas gdy Donald Trump jednak się pofatygował.

W odróżnieniu od Hilarii Clintonowej, która – zwłaszcza z polskiego punktu widzenia – przewidywalna jest aż do bólu, Donald Trump stanowi niespodziankę również i z tego powodu, że jest człowiekiem w amerykańskiej polityce nowym. Jeśli tedy 8 listopada, na fali anty systemowości wygrałby wybory, to jako prezydent-elekt zacząłby być wprowadzany w rozmaite tajne projekty, o których dzisiaj nic nie wie. Pod wpływem tych informacji obraz świata, jaki ma w tej chwili z głowie, może mu się zasadniczo zmienić, więc i z tego powodu stanowi on niespodziankę do kwadratu.

Ale kiedy alternatywą jest Hilaria Clintonowa, to każda niespodzianka wydaje się lepsza, bez względu na ryzyko, jakie za sobą pociąga.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Odpowiedzi: 3 to “Zanim zwycięży demokracja”

  1. NICK said

    No to mamy zwykłą agitkę.

    Po pierwsze: wierzcie w wybory i idźcie na nie.
    Po drugie: tylko Trump (diabeł mniejszy, mniejsze zło a nawet, a może, pozytywna „niespodzianka?).
    Po trzecie: pan redaktor nie wie o rozlicznych kontaktach, powiązaniach i uściskach z Żydami? Trumpa właśnie?
    (Chyba, że to współczesny usraelski „Konrad Wallenrod”. Romantyczne. Bardzo.)
    Wyciąga wnioski z tzw. kampanii wyborczej, wiedząc, że to teatr lalek.
    Pośrednio agituje polonusów do udziału we farsie i głosowania na trampka.
    I, wiele, innych….. .

    Ludzie.
    Opamiętajcie się.

    Bojkot.

  2. Wsiok said

    Kolejny felieton i kolejne roczarowanie. Nie ma uaktualnienia ani o ruskiej razwiedce czy razwieduprze, niczego o imponującym uzębieniu “naszej” posągowej Kidawy, co teraz leży odłogiem w opozycji, ani o naszych ukochanych przywódce, tylko o kasie. dla przemysłowców holoszwidlu i jak zawsze te same cytaty Szpotańskiego powtarzane po raz enty.

    Fakt że mając do wyboru Hitlerię Clinton i Donalda Trupa, to żaden wybór co nawet i Cyklop widzi. Ale to już tak jest w każdej demonkracji, gówno na lewo, prawo i po środku, więc wybór niby jest, ale kolor i smród taki sam.

    Nawiasem mówiąc cały hamerykański cyrk mamy dzięki internetowi i tu Obambo twierdząc że “internet zagraża demonkracji” wygląda na proroka.

  3. Dinozaur said

    Szanowny Panie Redaktorze ,
    Dinozaur ( jeden z tych . którzy pobierali nauki ogólnowojskowe u sławetnego płk. Kwaśniewskiego) pozdrawia Pana Redaktora .
    A co do tego molestowania …
    Dinozaur miał kiedyś ( wątpliwą ) przyjemność poznać jeszcze wtedy Ojca Obirka i wydaje mu się . że odbywa się tu tzw. ” marocchinata „.
    W czasach II wokny światowej powstał do dziś we Włoszech ( i nie tylko ) popularny terminus ” marocchinata „. Otóż po
    ( na pewno mających miejsce ) zgwałceniach przez walczących po stronie Aliantów Marokańczyków gen. Clark ogłosił , że będzie ich ofiarom wypłacane odszkodowanie w wysokości 50 USD ( wówczas spora suma ).Natychmiast zgłosiło się po odszkodowanie tyle pań , że Marokańczycy nie byliby w stanie takich mas załatwić , chociaż słabowitych pewno raczej zostawiali w domu .
    Pozdrowienia
    Dinozaur ( z Neandertalu )

Sorry, the comment form is closed at this time.