Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ja ruski agent, czyli demakijaż Ukrainy (2)

Posted by Marucha w dniu 2016-11-05 (sobota)

Poprzednia część artykułu:
http//marucha.wordpress.com/2016/10/24/ja-ruski-agent-czyli-demakijaz-ukrainy-1/
Admin

Rynek w Przemyślu

Rynek w Przemyślu

Przedstawione przykłady jasno pokazują, że Ukraina nie zmierza w dobrym kierunku. Prezydent Petro Poroszenko, ani słowem nie odpowiedział na propozycję budowy Trójmorza, o której mówił prezydent Andrzej Duda podczas ostatniej wizyty w Kijowie. Zapewnił Ukraińców o naszym wsparciu kierunków, jakimi podąży Ukraina, porównując ją do młodej, pięknej dziewczyny, która sama zdecyduje, z kim się zwiąże i jaką drogą podąży.

[Gajowy stwierdza, iż nie ma chyba na świecie gorzały, po wypiciu której byłby w stanie pieprzyć takie bzdury – admin]

Nie jest niczym odkrywczym fakt, że Poroszenko na swojego strategicznego partnera wybrał Niemcy, a nie Polskę. Zatem wizja budowy Trójmorza raczej jest poza zainteresowaniem obecnego ukraińskiego kierunku.

Paradoksalnie słowa prezydenta Dudy znajdują niestety zrozumienie i podatny grunt w Prawym Sektorze, podobną wizję roztoczył Skoropodaski z PS: „zapomnijmy o historii i zbudujmy sojusz niezależnych państw jako przewagę dla upadającej Europy, USA i agresywnej Rosji (…) Gdyby Prawy Sektor przejął rządy, od razu wyszlibyśmy z inicjatywą sojuszu bałtycko-czarnomorskiego”.

Jako lidera tej idei Skoropodaski miał na myśli raczej Ukrainę, a nie Polskę. Tylko czy Polska ma pomysł na wypadek zaostrzenia się konfliktu w Kijowie i przejścia władzy np. w ręce Prawego Sektora, który to jawnie odgraża się obecnej władzy i prezydentowi Poroszence?

I tak oto dziś, delikatnie ujmując dzięki bezrefleksyjnej polskiej polityce wschodniej minionego ćwierćwiecza, powstał m.in. niejaki Prawy Sektor. Czy to z nim w przyszłości budować będziemy Trójmorze? Wrr. Wygląda mi to na sen wariata.

Reasumując,

Ukraina przed majdanem skutecznie balansowała pomiędzy Rosją a Europą, stanowiąc niejako cywilizacyjny pomost. W długofalowej realistycznej polityce mogła na tym polu odnosić sukcesy.

Za sprawą nacjonalistycznych idei wyniesionych z terenu tzw. Ukrainy Zachodniej, przy pewnej geopolitycznej koniunkturze dla ich rozwoju, wspomniana równowaga została załamana. Stało się to przy wykorzystaniu europejskich aspiracji Ukraińców, które swój finał znalazły na kijowskim majdanie w 2014 r.

Nadmienić należy, że zaangażowanie w obalenie rządów Janukowycza nacjonalistycznych środowisk spod znaku Swobody i Prawego Sektora było wówczas nie do przecenienia. Powszechne są głosy, że to im kijowska rewolucja zawdzięcza swój sukces.

Dzisiaj nikt już nie mówi o wejściu Ukrainy do UE. Coraz więcej natomiast słychać głosów mówiących o porażce majdanu. I o dominującej nadal oligarchizacji życia politycznego i gospodarczego Ukrainy. O trwającej ciągle korupcji i braku niezbędnych reform. Powszechne są głosy, że ludziom obecnie żyje się zdecydowanie gorzej niż przed majdanem.

Słychać też swego rodzaju pomruki ze strony nacjonalistycznych środowisk postbanderowskich dotyczące chęci siłowego obalenia rządów obecnego prezydenta Poroszenki.

Ukraina dzisiaj jest w gorszym położeniu niż przed majdanem. Utraciła Krym, wschodnia część kraju objęta jest zbrojnym konfliktem, którego końca nie widać. Jakkolwiek by nie oceniać wydarzeń na terenie Donbasu, po obydwu stronach konfliktu są obywatele Ukrainy. Część rosyjskojęzyczna Ukrainy inaczej widzi swoją przyszłość niż obecne władze Kijowa. Widać zmęczenie konfliktem Europy, która widzi w Moskwie partnera do gospodarczych interesów.

Z kolei USA na konflikt Ukraina-Rosja patrzy przez pryzmat swych globalnych interesów. Tak więc Ukraina staje się coraz bardziej osamotniona, a społeczne koszty nowej sytuacji i otwartego konfliktu z Rosją się powiększają. Z coraz większym trudem ponosi je ukraińskie społeczeństwo.

Rządzący Ukrainą zerkają na Niemcy i USA, licząc na jakiekolwiek wsparcie i przeczekanie Rosji. Jest to naiwne oczekiwanie, zważywszy, że Europa przeżywa własny kryzys polityczno-społeczny. Z kolei USA traktuje Ukrainę instrumentalnie, wyłącznie przez pryzmat swoich interesów w globalnej grze z Rosją.

Polsce pozostaje niestabilny sąsiad, który zatoczył historyczne koło, powracając do upiorów lat 30. Wówczas ideolodzy OUN realizowali swoje wizje przy wsparciu hitlerowskich Niemiec. Dzisiaj dzięki geopolitycznej koniunkturze ich ideowi spadkobiercy powrócili na polityczną szachownicę.

Co czeka Ukrainę i jej sąsiadów? Boję się pomyśleć, co może przynieść życie.

Inspiracją do napisania niniejszego teksu stał się dla mnie Tadeusz Markiewicz, autor artykułu: „Przemyśl. Kto podgrzewa antyukraińskie nastroje?” zamieszczonego na serwisie internetowym OKO.press, a później w papierowym wydaniu ogólnopolskiego tygodnika „Polityka”.

To wyjątkowo krzywdzący, pełen insynuacji i oskarżeń tekst, który nie przynosi „Polityce” chluby, a raczej obniża jej powagę i rangę. Trudno też obok tak jawnej niesprawiedliwości przejść obojętnie. Mirka Majkowskiego, którego autor tekstu za pomocą swoich rozmówców czy też z ich inspiracji stara się z wszech miar oczernić i zdezawuować w oczach opinii publicznej, znam od lat. Do zjedzenia beczki soli trochę nam zostało, ale nie mniej jednak mogę i mam prawo o nim coś obiektywnie powiedzieć. Majkowskiego poznałam, będąc zastępcą dyrektora Centrum Kulturalnego w Przemyślu.

Moja instytucja zaprosiła go do współpracy, zaczęło się od widowiska „A mury runą…” związanego z 20. rocznicą upadku komunizmu w Europie Środkowej. Majkowski zgodził się, a później zainspirował nas, do zorganizowania widowiska teatralnego związanego z 70. rocznicą wywózek na Syberię i w głąb ZSRR „Na nieludzką ziemię…”. Następny nasz wspólny projekt to rekonstrukcja bitwy krzywieckiej „Krzywcza’39. Odwaga, męstwo, zwycięstwo…”, a później kolejne mniejsze lub większe projekty związane z działalnością historyczną i krzewieniem postaw patriotycznych młodzieży.

Wspierałam go też w jego wielkim projekcie „Wołyń 1943. Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary…” w Radymnie. Wiem, ile go kosztował zdrowia i zaangażowania ten projekt. Pamiętam, jak niesłusznie go wówczas krytykowano i atakowano.

To bardzo twórczy, odpowiedzialny, obowiązkowy i dogłębnie zaangażowany w każdy z realizowanych projektów człowiek. Też jestem zdania, że dzięki swojej pracy społecznej zasłużył na to, aby od czasu do czasu pojawić się w ogólnopolskiej prasie. Znamienne jest jednak, że owo pojawianie realizuje się wówczas, gdy rzecz tyczy się Wołynia, czy też ogólnie stosunków polsko-ukraińskich i trzeba mu dołożyć. Mechanizm jest ten sam, odbywa się to z inspiracji jakiś lokalnych środowisk, które nie umieją sobie poradzić z poglądami Majkowskiego i ich przychylnością opinii publicznej. Pewne środowiska w Przemyślu, będące pod wpływem polityki Kijowa, nie umieją sobie radzić ze swoimi słabnącymi wpływami.

Rozumiem, że ten tekst pewnym przemyskim środowiskom jest na rękę, ale co zyskuje poważne ogólnopolskie pismo? Zadaję sobie od dłuższego czasu to pytanie i ni jak mogę znaleźć logicznej odpowiedzi. Chyba, że ktoś wmanewrował, wprowadził w błąd dziennikarza. Jednakże on sam nie popisał się swoim warsztatem. Są tam jakieś tezy i do nich dobierane osoby i zdarzenia, które mają zasugerować czytelnikowi pewną opinię o Majkowskim oraz zasiać wątpliwość, zrobić rysę na krysztale. A co gorsza zasugerować – oczywiście nie wprost – zdradę własnego państwa.

Jak trzeba było obrzucić Majkowskiego błotem, to mówili to jacyś tajemniczy, anonimowi rozmówcy. Anonimowi, bo boją się Majkowskiego, tak samo jak najważniejsze osoby w mieście, tak wnioskujemy z tekstu. To mi zakrawa na mowę nienawiści i wezwanie do izolacji działacza społecznego. To bardzo niskie pobudki. Każdy, kto działa w Przemyślu politycznie czy społecznie, bardziej lub mniej zna Majkowskiego i ma jakieś wyrobione zdanie. Jedni go cenią bardziej, inni mniej.

Tymczasem przyjeżdża do miasta dziennikarz z Warszawy, zaniepokojony faktem, że niejaki Majkowski działający w Przemyślu, będący „członkiem nacjonalistycznej siatki, która oplata Polskę” stanowi poważne zagrożenie w relacjach polsko-ukraińskich, o którym należy bezzwłocznie poinformować opinię publiczną. Jego dziennikarska misja nie mogła pozwolić mu na przemilczenie tak istotnego problemu. Trzeba ratować Polskę, informować, gdzie się da swoich współobywateli. Bo niebezpieczeństwo i niechybne nieszczęście jest tuż, tuż… Gdzie by się tu udać po pomoc – musiał pomyśleć – chyba najlepiej do tych, co są najbardziej przerażeni, oni opowiedzą rzetelnie, co w trawie piszczy – zdawała się podpowiadać dziennikarska intuicja.

Stąd uderza wprost do osób związanych z PWSW i na podstawie ich wyimaginowanych lęków robi tekst, który ma być obiektywny. Obiektywizm w tej kwestii oczywiście zapewnić ma sam Majkowski, który zgodził się na wywiad. W Przemyślu jest całe mnóstwo różnych środowisk, do których mógł się wybrać dziennikarz zaniepokojony swoją misją, ale tego nie zrobił. Dziwne, że nie spytał o jakąkolwiek informację kogoś ze stowarzyszenia rekonstrukcji historycznej, czy też innych stowarzyszeń, z którymi Mirek współpracował, organizował różne projekty, np. do Związku Sybiraków, ZHP, przemyskich wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy albo do instytucji, które z Majkowskim od lat współpracowały jak Centrum Kulturalne w Przemyślu, Młodzieżowy Dom Kultury, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki Zamek czy też samego Prezydenta Przemyśla.

I tak oto nasłuchał się opinii jednego środowiska, wybrał się na spotkanie z Majkowskim, który co prawda wydał mu się zgoła inny niż opisali wcześniejsi rozmówcy, ale to jednak nie wzbudziło jego podejrzeń i nie zainspirowało do dalszych poszukiwań. Wrócił do stolicy i stworzył tekst o lokalnych lękach przemyskich i strasznym Majkowskim, a ten znalazł się w ogólnopolskiej gazecie. Sama nie wiem, czy jest to bardziej śmieszne czy żałosne.

Już od pierwszego akapitu spotykamy się z niewybredną insynuacją, że na granicy polsko-ukraińskiej dzieją się jakieś dantejskie sceny o podłożu narodowościowym, za którymi w domyśle stoi Mirosław Majkowski, a wtóruje mu Andrzej Zapałowski, któremu to autor przypisuje powiązania z prorosyjską partią Zmiana, co jest nieprawdą.

Autor pisze: „Koś podgrzewa na wschodniej granicy antyukraińskie nastroje. Otwiera na nowo historyczne rachunki krzywd. Uderza w nuty patriotyczne, a równocześnie – prorosyjskie. Mirosław Majkowski to manager zakładu produkującego materiały tapicerskie. Ale bardziej znany jest w Przemyślu z innej działalności. „Miro”– jak przezywają go znajomi – po godzinach oddaje się swoim pasjom: „wojnie i historii (…)”

Pewnym środowiskom w Przemyślu coś wymknęło się spod kontroli, utracili monopol na kreowanie opinii publicznej. To boli, próbują się bronić różnymi sposobami, lecz swoimi działaniami trafiają kulą w płot. A zdziwienie, że ich lament nie przynosi skutku, musi być zaiste frustrujące.

Sugerowanie, że Majkowski działa na szkodę swojego państwa i działa z inspiracji Kremla jest tak samo poważne, jak sugerowanie deputowanego Ukrainy Jurija Szuchewycza, że Putin zapłacił posłom polskiego Sejmu za podjecie uchwały o Wołyniu. To totalny absurd.

Mamy tu do czynienia z tą samą taktyką komunistycznych reżimów stosowaną od lat. Zakneblować usta, zrobić z kogoś wariata, a najlepiej ruskiego agenta. To zawsze działało, czy działa dziś? No właśnie, zdezorientowane środowiska postgiedroyciowskie nie wymyśliły jeszcze nowej skutecznej narracji. Zdaje się, że ruski agent nie wystarcza do zaklejenia ust i do wtrącenia nic nieznaczącej niszy.

Sam Majkowski, tak na gorąco na swoim facebookowym profilu skomentował tekst T. Markiewicza:

„Kolejny paszkwil poświęcony mojej osobie napisany przez niejakiego Tadeusza Markiewicza, który zgłosił się do mnie z prośbą o udzielenie wywiadu. Zgodziłem się, wychodząc z założenia, że nieobecni nie mają racji, jednak z moich wypowiedzi ostał się niewielki, zmanipulowany fragmencik. Za to prym wiodą rozmówcy związani ze środowiskiem lewackim powiązanym z miłośnikami banderyzmu w Przemyślu.

Całość jest bzdurną manipulacją, co w kilku zdaniach postaram się przedstawić. Warto zaznaczyć, że zarówno Andrzej Juszczyk, jak i Lilka Kalinowska są bliskimi przyjaciółmi wykładowców PWSW pochodzenia ukraińskiego, z których co najmniej jedna była wolontariuszką w oskarżonym o zbrodnie wojenne batalionie AZOW, nie kryją też one swoich banderowskich sympatii. Warto także przypomnieć, że to właśnie ukraińscy studenci z PWSW fotografowali się z flagą UPA w Galerii Sanowa w Przemyślu”.

Kończąc ten temat, zwrócę uwagę na jeszcze jeden jakże ważny w dzisiejszej dyskusji wątek, od którego miały się popsuć na granicy stosunki polsko-ukraińskie: to zorganizowana 26 czerwca procesja religijna upamiętniająca strzelców siczowych Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, która została zakłócona.

Historycznie tzw. Panachyda ma znaczenie nie tylko religijne, lecz także patriotyczno-narodowe, a dla środowisk nacjonalistycznych stanowi okazję do zademonstrowania swojej narodowej odrębności. Już w latach 30-tych święto to wykorzystywane było do akcentowania idei nacjonalistycznych zmierzających do budowy państwa ukraińskiego na tym terenie.

Nie bez znaczenia dla nacjonalistów ukraińskich miał i nadal ma teren samego miasta Przemyśla. Głównymi ośrodkami ukraińskiej akcji nacjonalistycznej i narodowej, według gradacji nasilenia, stanowił Przemyśl, zajmując drugie miejsce zaraz po Lwowie w Małopolsce. I tak np. Sanok zajmował siódme, Krosno ósme, Jarosław dziewiąte – czytamy w opracowaniu dotyczącym problemu ukraińskiego będące reakcją na narastające zagrożenie ludności polskiej na terenie Wołynia i Małopolski Wschodniej z przełomu 1942/43.

I tak, w latach 30. organizowano manifestacje z udziałem grekokatolickiego duchowieństwa dla uczczenia żołnierzy UHA oraz Petlury. „Największe manifestacje organizowano w Przemyślu. W 1926 r. w pochodzie z katedry greckokatolickiej na cmentarz internowanych i zmarłych żołnierzy UHA i Petlury, w Pikulicach ruszył pochód liczący ok. 2000 osób. Brali w nim udział: młodzież państwowego i prywatnego gimnazjum ukraińskiego w Przemyślu, chłopi z okolicznych wsi, a nawet dalej od miasta położonych, działacze społeczni, członkowie UWO oraz jej sympatycy, a także liczni księża greckokatoliccy. Niesiono chorągwie cerkiewne i flagi ukraińskie. Pochód ten, podobnie jak inne, organizowane na mniejszą skalę, miał charakter antypolski. W II RP odbywały się za zgodą władz i nie napotykały z jej strony na przeszkody.

Jedynie w Przemyślu zakazano wystąpień działaczy ukraińskich na cmentarzu w Pikulicach, gdyż były one wykorzystywane do agitacji przeciwko państwu polskiemu i Polakom. Akceptowano jedynie wystąpienia duchownych greckokatolickich. Manifestacje te były organizowane przez miejscową parafię greckokatolicką oraz działaczy UNDO, przy znacznym wsparciu nielegalnie działającej UWO, a potem OUN. Powtarzające się manifestacje były tolerowane przez władze państwowe. Rozzuchwalały one działaczy legalnych i nielegalnych organizacji ukraińskich i duchowieństwo” – czytamy w książce „Polacy i Ukraińcy na ziemiach obecnej polski w latach 1918-1947″, autorstwa Zdzisława Koniecznego.

Trudno nie obyć się wrażeniu, że obserwując obecne procesje, przypominają one znane obrazy z przeszłości. W ostatnim ćwierćwieczu też wszystkie tego typu manifestacje odbywają się za zgodą władz, jej samorządowi członkowie także w nich od lat uczestniczą. Choć jak słychać od niektórych po cichu, zawsze wprawiały ich w zakłopotanie: odmówić nie wypada, ale co zrobić, jak weterani z UPA maszerują z państwowymi odznaczeniami, orkiestra gra nieformalny hymn UPA „Czerwona Kalina”, a niektórzy bez skrępowania rozwijają czerwono-czarne flagi. W tym roku ewidentnie nastąpiło jakieś przesilenie. Trudno określić, kto był inicjatorem, aby ta procesja się nie odbyła, a później by ją zakłócić. Należy poczekać na końcowy efekt prac policji i prokuratury w tej sprawie.

Trwa dyskusja, czy zaatakowany uczestnik procesji miał czerwoną koszulę i czarne spodnie, czy maszerował w wyszywance. Tak czy owak organizatorzy i sympatycy ZUwP krzyczą, że został napadnięty, odżegnując się tym samym od symboliki czerwono-czarnej. Tu się odżegnują, a za wschodnią granicą na legalu z nimi maszerują w towarzystwie oczywiście kapłanów greckokatolickich, którzy wodą święconą święcą wszelkie place, ulice i pomniki katów Polaków.

Gdzie są prawdziwi? Tu, czasem się powstrzymują, bo nie wypada, ale w np. w Dobromilu już nie, tam mogą być czerwono-czarne flagi ze złotymi tryzubami. I nie jest to bynajmniej marginalne zdarzenie, a powszechna praktyka. Jeszcze kilka lat temu, co widać na archiwalnych zdjęciach i filmach youtube, bez skrępowania ul. Juliusza Słowackiego w Przemyślu maszerują w towarzystwie czerwono-czarnych flag.

Redaktor Markiewicz w poszukiwaniu nacjonalistów tych prawdziwych, nieurojonych powinien udać się trochę na wschód, poza Przemyśl, na teren Ukrainy. Tam podczas różnego rodzaju rocznic np. powstania UPA czy urodzin Bandery zobaczyć można realnych nacjonalistów nawiązujących do idei nazistowskich. Przy minimalnej chęci włożenia osobistego wysiłku może też redaktor poodwiedzać w Polsce różne miejsca z pomnikami ku czci UPA, np. u nas na Podkarpaciu, jest tego całkiem sporo. Do tych miejsc ciągną kombatanci UPA i inni Ukraińcy zafascynowani ideologią OUN jak do swoistych miejsc kultu.

Nie w sposób nie odnieść smutnego wrażenia, że Ukraina wybrała niestety drogę nie w kierunku Europy – żółto-niebieską, a w kierunku skansenu XX wieku – czerwono-czarną z błogosławieństwem cerkwi greckokatolickiej.

Małgorzata Dachnowicz
Myśl Polska, nr 45-46 (6-13.11.2016)
http://www.mysl-polska.pl

Odpowiedzi: 8 to “Ja ruski agent, czyli demakijaż Ukrainy (2)”

  1. Piskorz said

    re art. czerwono-czarną z błogosławieństwem cerkwi greckokatolickiej. ..raczej chyba bordowo czarna..!!

  2. Adam Ryglowski said

    Ad 1) Piskorz – czy TYLKO TO ZAUWAŻYŁEŚ GOSTKU?😦

    artykuł wpisałem do pamięci PC, bo moja coś nie tak

    takie teksty / artykuły powinny być 🙂 w „polskiej prasie ”
    na śniadanie ,co najmniej raz w tygodniu .

  3. Dziadzius said

    jestem w klopocie bo nie moge znalezc takiego Polskiego slowa jak „demakijaż” w moim Polskim 10 tmowym slowniku ? Rozumiem ze to zpolszczone ale z jakiego korzenia ? {{Czy to znaczy „gde – ma- kija” –haha}} Moze mi ktos pomoze w zrozumieniu tego slowa?

  4. jan said

    Okazuje się, że straszne rzeczy dzieją się w Przemyślu. Nie dość, że wykładowcami PWSW są Ukraińcy lub osoby „pochodzenia ukraińskiego, z których co najmniej jedna była wolontariuszką w oskarżonym o zbrodnie wojenne batalionie AZOW i nie kryją też one swoich banderowskich sympatii”, to jeszcze polskie środowisko w znacznej części jest skłócone. Okazuje się, że w Przemyślu zagnieździła się spora mniejszość ukraińska, która potrafi rozgrywać polskie niezdecydowanie, delikatność i uległość. To jest horrendum! Powinniśmy przyjąć jako naszą polską dewizę: w takich miastach jak Przemyśl, jak Chełm – nie ma miejsca na odrodzenie żywiołu ukraińskiego. Czy pokolenie wyznawców Solidarności zamierza nullifikować Akcję Wisła dzięki której udało się w latach czterdziestych w czasie szalejących akcji bojowych bandytów z UPA zachować integralność n/państwa? Sporo na to wskazuje czego przykładem jest akcja „Polityki” i G.W. Tym bardziej sytuacja zmusza do nieustępliwości, do czujności i zdecydowania.

  5. Isia said

    … (3) Pan Dziadziuś …

    … proszę bardzo … słowo z języka francuskiego … maquillage wym. makijaż … oznacza kosmetyczne upiększenie twarzy, malowanie, szminkowanie, pudrowanie, kosmetyki do twarzy … z kolei … demaquillage wym. demakijaż … oznacza usuwanie makijażu …

    … w danym kontekście (treść artykułu) … można by użyć słowa np. … bez upiększania …

  6. Piskorz said

    re 2..”czy TYLKO TO ZAUWAŻYŁEŚ GOSTKU?” Co to znaczy to prostackie gostku ?! Do łba nie przyszło że nie miałem czasu ani ochoty pisać więcej ?! Bo wszędzie piszę daltoniści ;ich flagi czerwono-czarne;.!! Co wy qrwa kolorów nie odróżniacie?! PISAŁEM TO NA CO MIAŁEM OCHOTĘ..I PASZOŁ..

  7. Dziadzius said

    @5, Isia
    Pani Isiu, serdeczne dzieki. Dojscie do znaczenia tego slowa po za Europa nie jest mozliwe bo po za Europa poligloci nie istnieja tylko monotonni „angloseksi”.

  8. Rafał said

    W USA pracując w 1980 r na Manhatanie u ukraińca właściciela restauracji ,który pięknie mówił po polsku latał do Polski .Sprzątając stare książki znalazłem kalendarzyk nacjonalisty ukraińskiego z 1968 r. w hymnie nacjonalisty znalazłem słowa BUDIEM REZAĆ LACHÓW i MOSKALI – będziemy zarzynać polaków i ruskich Witamy w Polsce braci ukraińców ,przybliżą nas szybciej do BOGA

Sorry, the comment form is closed at this time.