Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Akcja „Znicz” dla demokracji

Posted by Marucha w dniu 2016-11-06 (niedziela)

„Listopad, niebezpieczna dla Polaków pora” – pisał Stanisław Wyspiański – ale miał na myśli dopiero koniec listopada, a nie jego początek. Początek listopada, to przecież Wszystkich Świętych, kiedy to cała Polska rusza z posad, by odwiedzić groby przodków.

Jedyne niebezpieczeństwo, na jakie się wtedy Polacy narażają, czyha na drogach, toteż wytworzyła się w związku z tym nowa, świecka tradycja, której początki sięgają jeszcze pierwszej komuny, kiedy to pod przewodnictwem Partii, Milicja Obywatelska ogłaszała akcję pod kryptonimem „Znicz” – obecnie kontynuowaną przez policję w warunkach demokratycznych.

Również w niezależnych mediach, zarówno pracujących na rzecz obozu zdrady i zaprzaństwa, jak i pracujących na rzecz obozu płomiennych szermierzy miłości ojczyzny, potępieńcze swary nieco przycichają, by w atmosferze zadumy snuć wspomnienia o tych, którzy odeszli i pokazywać melancholijne obrazy z cmentarzy, które w tych dniach, a właściwie w nocach, jarzą się światłami płonących lampek.

Ta wystawność, a być może również koszty takich iluminacji skłoniły niektórych przedstawicieli przewielebnego duchowieństwa do przypomnienia, że światełka pomagają zmarłym tyle, co kadzidło, że dla nich najważniejsza jest modlitwa. Toteż odwiedzający cmentarze wpisują na karteczki nazwiska zmarłych ze swoich rodzin, które następnie odczytywane są w kościołach w ramach tzw. „wypominków”.

Opisuję tę liturgię związaną z dniem Wszystkich Świętych i następującym zaraz po nim Dniu Zadusznym by pokazać, że import amerykańskiego obyczaju tzw. „halloween” nie ma u nas wielkich szans, chociaż snobistyczne środowiska wyłażą ze skóry, przebierając się za trupy i straszydła. To może nawet być uzasadnione, jako że wielu przodków obecnych zwolenników nieubłaganego postępu, to przecież partyjniacy lub ubecy – a w jakiej postaci może objawiać się partyjniak i ubek nawet swojemu potomstwu? Tylko w straszliwej postaci potępieńca – więc pewnie dlatego niektórzy przedstawiciele przewielebnego duchowieństwa zwracają uwagę na satanistyczny aspekt tego amerykańskiego obyczaju.

Coś może być na rzeczy, bo przypominam sobie, jak to prześladujący mnie ubek scharakteryzował mnie jako „pobożnego aż do przesady”. Kiedy to przeczytałem w swoich dokumentach z IPN, byłem zaskoczony, ale z dalszej lektury sprawa się wyjaśniła. Otóż „dobry” ubek próbował brać mnie pod włos komplementami, że to niby jestem taki zdolny, a moje życie jest w moich rękach, więc najlepiej zrobię, jak się przyznam – i tak dalej.

Zapytałem go, czy naprawdę tak uważa, a gdy on skwapliwie to potwierdził w nadziei, że znalazł do mnie furtkę, zacytowałem mu spiżowe słowa Józefa Stalina, które wypowiedział on kiedyś w rozmowie z Winstonem Churchillem – że mianowicie „wszystko w ręku Boga”. Wybuch wściekłości, jaki wtedy zademonstrował „dobry” ubek, przypomniał mi spostrzeżenie Aleksandra Sołżenicyna, że „pierzchają oni na dźwięk imienia Chrystusowego” – pewnie jako sługusi diabła – bo jakże by inaczej?

Dlatego w próbach zaszczepienia w Polsce amerykańskiego obyczaju „halloween” dopatruję się jeszcze jednej poszlaki potwierdzającej, że obok historycznego narodu polskiego, na terenie Polski żyje i rozwnucza się również polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, która z historycznym narodem polskim ma coraz mniej wspólnego.

Skupienie uwagi niezależnych mediów na cmentarzach i drogach sprawia, że opinia publiczna poszukuje wiadomości politycznych z innych krajów – bo przyzwyczajona do politycznego narkotyku nie bardzo może już bez niego wytrzymać.

Tak się szczęśliwie składa, że wielkimi krokami zbliżają się wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych, do których staje Hilaria Clintonowa z Partii Demokratycznej i Donald Trump, którego wyrzekają się mandaryni z Partii Republikańskiej. O ile jednak Hilaria Clintonowa mieści się w samym środku głównego nurtu amerykańskiego establishmentu, o tyle Donald Trump prezentuje się jako kandydat „antysystemowy”.

Takie emploi Donalda Trumpa najwyraźniej podoba się amerykańskiemu „ludowi”, o czym świadczą sondaże, natomiast wzbudza przerażenie i konsternację tamtejszych mandarynów politycznej sceny i celebrytów, którzy mandarynom basują, żywiąc się – podobnie jak i u nas – okruchami ze stołu pańskiego.

Od razu widać, że z demokracją nie ma żartów – co jeszcze w XIX wieku przewidział Adam Mickiewicz pisząc, że „ręce za lud walczące, lud sam poobcina”. Mandaryni i celebryci, bredzący w kółko o demokracji, najwyraźniej wywołali wilka z lasu i kto wie, czy demokracja nie ukaże im się wkrótce w całej swej straszliwej postaci?

W takich momentach docenia się spostrzeżenia i wynalazki klasyków demokracji, a w szczególności – Józefa Stalina, którego spiżowe sentencje na temat demokracji wypada przypomnieć. Jak wiadomo, Józef Stalin powtarzał, że nieważne, kto głosuje, ważne – kto liczy głosy. To wszystko sprawdziło się nie tylko w USA, kiedy to podczas wyborów między Jerzym Bushem młodszym, a Alem Gore, kiedy to na Florydzie trzeba było – i to nie raz – ręcznie przeliczać „wadliwe” głosy, aż wreszcie rachmistrze – po wyciągnięciu pierwiastka kwadratowego z sumy przeliczonych głosów, a następnie – po odjęciu od tej liczby rocznej produkcji parasoli – wyliczyli, kto właściwie wygrał.

Oczywiście to jeszcze nic w porównaniu z wyborami prezydenckimi w Austrii, gdzie w Linzu pobity został i to pięciokrotnie, rekord ustanowiony w roku 1936 w I Stalinowskim Okręgu Wyborczym Miasta Moskwy, gdzie na kandydata Józefa Stalina oddano 120 procent głosów. Wtedy wyjaśniono ten fenomen tym, że obywatele z innych okręgów już nie mogli wytrzymać i zagłosowali na Józefa Stalina. W Austrii tłumaczenie było inne – że mianowicie obywatele chcieli w ten sposób zrobić „no pasaran” znienawidzonemu „faszyzmowi”, co to „podnosi głowę”.

Oczywiście trzeba było zarządzić powtórkę, która pierwotnie została wyznaczona na 2 października, ale okazało się, że to za wcześnie, bo nie przygotowano jakichś kopert, więc powtórzone wybory prezydenckie odbędą się dopiero 4 grudnia. To z kolei skłania do przypomnienia innej spiżowej sentencji Józefa Stalina, że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy, jest przygotowanie prawidłowej alternatywy dla wyborców.

A po czym poznać, czy alternatywa została przygotowana prawidłowo? Ano po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane. Przebieg kampanii wyborczej w USA sprawia wrażenie, jakby przygotowania do przedstawienia wyborcom prawidłowej alternatywy zostały zaniedbane, ale przykład Austrii pokazuje, że nawet i temu można zaradzić i jeśli na Hilarię Clintonową zagłosuje – podobnie jak to było w Linzu – 600 procent obywateli, to będzie nieomylny znak, że i amerykańska demokracja zasadniczo kierowana jest prawidłowo, nawet jeśli od czasu do czasu zdarzają się wypadki przy pracy.

Tymczasem Unia Europejska zmłotowała Walonię, dzięki czemu umowa „o wolnym handlu” między Kanadą i Unią została podpisana. Teraz w poszczególnych nieszczęśliwych krajach rozpocznie się żmudny proces ratyfikacji, za którą w naszym nieszczęśliwym kraju opowiedział się zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i obóz płomiennych szermierzy miłości ojczyzny.

Pokazuje to, że jeśli nawet gwoli emocjonalnego rozhuśtywania jak nie jednej to drugiej części opinii publicznej obóz zdrady i zaprzaństwa musi z obozem płomiennych szermierzy toczyć zażarte spory, to przecież w sprawach ważnych czy to dla Naszej Złotej Pani, czy to dla innych starszych i mądrzejszych, obydwa obozy działają ręka w rękę.

Świadczy to o trwałości i mocy położonych przez generała Kiszczaka fundamentów III Rzeczypospolitej, na czele z niepisaną, ale za to fundamentalną zasadą konstytucyjną – że mianowicie my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych. W praktyce politycznej oznacza to, że jeśli nawet się kopiemy, to tylko po kostkach – ale nie wyżej – podobnie jak w Austrii, czy Ameryce.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Odpowiedzi: 5 to “Akcja „Znicz” dla demokracji”

  1. Rafal C. said

    Panie Stanislawie,
    Cos mi sie widzi ze panu niedaleko do ostatecznego i wlasciwego zrozumienia rad Niccolo Machiavellego.
    Wtedy znajdzie sie pan w logicznej pulapce. Zwazywszy jednak panska niewatpliwa wiedze i erudycje znajdzie pan jakis (jest pan przeciez jurysta) tymczasowy modus vivendi.
    W koncu jednak przyjdzie to co nieuniknione. Zrozumienie.

    Rafal

  2. z prowincji said

    widać Pan S.M czyta gajówke bo ni razu nie pokazało się słowo rozwierdup .
    Kopiacy się po kostkach tylko Nasi i Wasi , miłujący ponad wszystko nasza Przenajświętszą ,owszem .

  3. owszem , pan Stasiu nie pogryzl po kostkach tez zydkow i zimnego Putina. Pan Stasiu chyba lagodnieje w gryzieniu. Bo jak podskoczyc powyzej kostek w ” demokracji” 1 %?
    Gdzie nie spojrzec , czy to na USA , Austrie , Niemcy czy Popis nawet – Nasi i Wasi oscyluja miedzy 51 % i 49 % . To powaznej rozpierduchy ani dobrej zmiany z tego byc nie moze, najwyzej pogryza sie po kostkach. Inaczej to wyglada ale u takiego Erdogana – tysiace opozyjonistow pozamykal , wtyczke do pradu wyciagnal facebookowi , twitterowi nawet youtubowi . I glosi : tak ,jestem dyktatorem i co mi zrobicie? Bo ma za soba nie 1% a zdecydowana wiekszosc , ktorej napelnil miske .
    Ktory to z Waszych -Naszych powiedzial juz w tamtych czasach :- ” najpierw miska, potem moral( demokracja)”?

  4. Ad 1 (Rafal C.)

    Na przykładzie pańskiego tekstu widać, jak straszne ograniczenia wnosi internet.
    Pociesza Pan i pociesza Michalkiewicza, który pewnie spłacze się ze wzruszenia i wdzięczności, ale jak tu fizycznie poklepać go po plecach?!

    * * *

    Ad 2 (Z Prowincji)

    Straszna musi być „Prowincja”.
    Chyba, że te, jakże przejrzyste słowa, są dziełem samego Ojca Prowincjała…

  5. NICK said

    Straszne to są szczalniki, co szczają, rozpuszczają.

    Pan też okruchami się żywi?
    Wodo? „Królewska”?

Sorry, the comment form is closed at this time.