Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Stringi rolne

Posted by Marucha w dniu 2016-11-06 (niedziela)

Prof. Adam Wielomski wśród szeregu zagadnień szczególnie go ostatnio nurtujących – wysuwa m.in. kwestię reformy rolnej, jej ekonomicznego, społecznego i historycznego uzasadnienia, a także dalekosiężnych implikacji, nawet o charakterze geopolitycznym.

„Cywilni księża”

Zarówno obrońcy, jak i (chyba nawet liczniejsi, a w każdym razie głośniejsi) przeciwnicy tez Kolegi Profesora dokonują ich ideologicznego rozbioru przy czym, co zdaje się było też intencją Autora – przenoszą spór na czasy współczesne, sprowadzając go do poszukiwania odpowiedzi na pytanie: czy można być reakcjonistą, kiedy nie ma czego reaktywować oraz czy zachowywanie kolejno każdego następnego etapu rozwoju społeczno-ekonomicznego – to rzeczywiście konserwatyzm, czy tylko klasowa/środowiskowa inercja i interesowność?

Adama wyraźnie irytują dzisiejsi „rozparcelowani hrabiowie”, choć z ręką na sercu – są oni przecież raczej zabawni. Do takich jak polemiści Profesora – wołał kiedyś szyderczo już sam Mateusz Bigda:

„Kto pan w ogóle jesteś? Jakiś „inteligent”, pół ze wsi, pół z miasta… Bo jeśli nawet z miasta, to każdy z was mocno udaje, że własną wioską śmierdzi! Własną wioską, co jej już dawno nie ma… pan jesteś ni tu, ni ówdzie, ni ziemia, ni fabryka. Pan jesteś cywilny ksiądz bez stuły i bez kropidła!”.

I trzeba przyznać, że nikt tego stanu psycho-emocjonalnego od czasów Kaden-Bandrowskiego chyba lepiej nie ujął (no chyba, że Wielomski właśnie…).

Jaki kapitał?

Historycznie reforma rolna, w jakiejkolwiek by się nie zdarzyła formie – była z jednej strony socjal-ekonomiczną koniecznością Międzywojnia. Szczególnie dotkliwą wobec rosnącej pauperyzacji wsi, ponoszącej nie tylko wszystkie niemal ciężary kryzysu – ale i główne koszty prób wydobycia się z niego (i od zarówno w dobie Grabskiego, jak i pod rządami sanacji).

Uzależniona od zagranicznych kredytów, z jednej strony niby to „klasyczna” (czyli monetarystyczna) na polu polityki walutowej, z drugiej przeregulowana i zarządzana bardzo chaotycznie gospodarka II RP generowała przede wszystkim niewyobrażalną dziś biedę wiejską, zwłaszcza na terenach wschodnich.

Nie miała też bądź nie umiała wykorzystać nielicznych posiadanych instrumentów rozwoju, w tym zwłaszcza potencjału demograficznego. Jak słusznie zauważa na marginesie swych rozważań prof. Wielomski – nie czyniono właściwie starań na rzecz akumulacji kapitałów krajowych, tam zaś, gdzie występowały, czyli zwłaszcza na Śląsku – traktowano je nieufnie czy wręcz wrogo, jako element obcy, co pod rządami naprawiackiego wojewody Michała Grażyńskiego doprowadziło do absurdalnej wojny ekonomicznej z miejscowymi, było nie było przedsiębiorcami, których próbowano zastępować wprawdzie patriotycznym, ale nieudolnym zarządem przymusowym. (nawiasem mówiąc – zdecydowanie odmienne stanowisko w tej sprawie zajmowało śląskie środowisko narodowe, skupione wokół Korfantego, którego nikt – poza sanacyjnymi neofitami o pro-niemieckość nie mógł chyba posądzać).

Z kolei w rolnictwie i gospodarce okołorolnej specyficzne warunki występowały np. w Wielkopolsce, gdzie będące tradycyjnym motorem nowoczesnych metod gospodarowania ziemiaństwo było uzupełniane znaczącą warstwą średnio-rolnego chłopstwa, którego tworzeniu sprzyjała (co trafnie zauważył kol. Ronald Lasecki) pruska droga reform włościańskich.

Inaczej zaś było na Kresach, gdzie folwarki i klucze w rękach Żubrów były nie tylko promieniującymi ośrodkami polskości, ale często i jedynymi ogniskami cywilizacji technicznej. Państwowa akcja kolonizacyjna i repolonizacyjna na tych terenach dawała tylko ograniczone efekty i już w latach 30-tych bardzo wyraźny był regres polskości, tak na polu wychowawczym, jak i socjal-ekonomicznym, co m.in. zauważył i boleśnie dla całej II RP opisał podczas swojej podróży do województw południowo-wschodnich generał Józef Haller.

Sytuacja różniła się więc w istotnych detalach w różnych częściach kraju, jednak głównym katalizatorem problemów takich jak głód ziemi, postępujące rozdrobnienie (a więc i spadek produktywności) gospodarstw rolnych, nacisk emigracyjny czy podatność na radykalne hasła polityczne – był przede wszystkim czynnik etniczny.

Krótko mówiąc – wskutek błędów (czy mówiąc łagodniej – konkretnych wyborów) kolejnych rządów II RP nie była w stanie sama udźwignąć ciężaru rozbudowanej polityki inwestycyjnej (wyciągane dziś z upodobaniem mapy zaplanowanych autostrad czy ekscytowanie się niedoszłymi osiągnięciami potrójnej piati-letki Kwiatkowskiego są tylko wyrazem typowo polskiego marzycielstwa, że „hoho, już za chwileczkę góry byśmy przenosili – ale wrogowie jak zwykle nie dozwolili!”).

Adamowy [?? – admin] akumulacji kapitałów krajowych w wyniku reformy rolnej za odszkodowaniem grzeszy może nadmiernie optymistycznym automatyzmem, nadal grzesząc zbyt wysoką oceną ekonomicznego i obywatelskiego wyrobienia ówczesnej klasy ziemiańskiej.

Jak bywało naprawdę – opowiadał mi potomek jednego z takich rodów ziemiańskich, wraz z bratem i gronem przyjaciół skierowany na jedynie odpowiednie w tym środowisku studia agronomiczne. Aleksander Bocheński, bo o nim mowa – ani szczególnej woli rozwoju, ani chęci inwestowania w ziemianach Międzywojnia nie dostrzegał. Przeciwnie – bliższe prawdzie było obserwacje Kadena, opisującego lamenty hrabiego Lachowskiego, uskarżającego się na to, że jego oficjaliści będą „siedzieć w ogrzewanych biurach i rozbijać automobilami” – czyli prowadzić działalność, o której on sam nie miał przecież pojęcia, podczas gdy to on i tylko – Właściciel i Dziedzic wszystkiego był predestynowany do bezwysiłkowego konsumowania natychmiastowych profitów.

I tak też bywało – obok ziemian – znakomitych gospodarzy, wchodzących śmiało także do sektora przemysłowego – masa była zarządców typu ekstensywnego, dążących wyłącznie np. do zniesienia ograniczeń związanych z istnieniem historycznych ordynacji i stopniowego wyzbywania się, przejadania majątków. Przede wszystkim jednak państwo nie rozwiązało problemu, który bezdyskusyjnie zależał tylko od woli politycznej. II RP nie pozbyła się ze swego terytorium wyraźnego nadmiaru ludności żydowskiej.

Trzy problemy rozwiązane za nas

To banalne spostrzeżenie jest jednak jedną z odpowiedzi na pytanie o prawdziwe przyczyny klęski II RP – i względnego, czasowego, ale jednak sukcesu PRL. Oczywiście, można się spierać o to, „czy Żydów faktycznie było w Polsce za dużo”, na ile szczelny był ich oligopol w handlu, rzemiośle i drobnej wytwórczości – podobnie jak i można twierdzić, że w sumie w sprzyjających warunkach z półmorgowego „gospodarstwa” jakoś dawało się wyżyć.

Historia jednak sfalsyfikowała te poglądy – bo w istocie II RP od początku miała w sobie geny upadku, nie tylko geopolityczne (sprowadzające się do fałszywego przekonania o trwałości rzekomego „ładu wersalskiego” i wynikającego z niego polskiego obowiązku obrony tegoż), ale właśnie wewnętrzne – tak etniczne, jak socjal-ekonomiczne. I wszystkie one skumulowały się w latach 1939-45.

Problem żydowski rozwiązał za Polaków Hitler (nie, nie jest to pochwała „holocaustu”, tyko proste stwierdzenie faktu). Pozostałe kwestie etniczne – mniejszościowe rozstrzygnął najpierw Stalin przesuwając nasze granice, a potem marszałek Rola-Żymierski i gen. Mossor skutecznie przeprowadzając operację „Wisła”.

Jak jednak poradzono sobie z kwestią społeczną?

Fakty są brutalne. Wszyscy ci „przedwojenni inteligenci”, tęskniący za zachowaniem (przeniesieniem do III RP) dziedzictwa sanacji – powinni dziękować Armii Czerwonej, że zdążyła wejść zanim dotknięci 20-(a na wsi nawet 40-)procentowym analfabetyzmem i upodlającą skrajną nędzą chłopi i robotnicy zrobili użytek z pozyskanej w realiach okupacyjnych broni. Rabacja byłaby przy tym majówką.

A tak – jest się do czegoś odwoływać, zwalając wszystko na „komunę i Sowiety”. Jak się okazało – to właśnie przedwojenna inteligencja okazała się ówczesnymi „lemingami” – wychowała bowiem swe następne pokolenie na samobójców, walczących w „Burzy”, powstaniu warszawskim itp.

Jeśli więc jakaś klasa/grupa/środowisko* – sama, w istocie nie zmuszana przez nikogo, postanawia się unicestwić – to widać nie była potrzebna, ni zdolna do dalszej egzystencji. Nie ma więc za kim/za czym tęsknić.

Ostatecznie nowej rabacji zatem nie było między innymi dlatego, że „weszły Ruskie”, a w ojczyźnie są rachunki krzywd itd.

Nb. Rosjanie zarówno podczas wojny domowej, jak i DWS zachowywali się tak samo – tzn. najpierw wyrzucali obcych. My tego zrobić nie byliśmy w stanie, więc zakonserwował się u nas układ nieco patologiczny, tzn. reformę rolną, ale także np. industrializację, i deanalfabetyzację dostaliśmy poniekąd z cudzych rąk, zatem były one „skażone” z punktu widzenia samozwańczych dziedziców „przedwojennej inteligencji”.

Oczywiście, jak to w Polsce – co mogło pójść źle – to poszło, więc i sam przebieg reformy rolnej (podobnie jak i nacjonalizacji) był znacznie gorszy niż mógł. Dekrety i litera prawa były od razu i z założenia łamane, zaś ostateczna efektywność uzyskanych w ten sposób gospodarstw (zwłaszcza na Ścianie Wschodniej) oraz państwowych zakładów była mniejsza przede wszystkim od ogromnych potrzeb kraju. Nie mniej stworzone zostały podstawy dalszego rozwoju – i awansu społecznego nie to, że nie znane, tyle że nie osiągnięte przez II RP, pomimo ostrzeżeń Baryki.

W trakcie, a zwłaszcza u schyłku DWS nie było w Polsce siły politycznej, która negowałaby konieczność przeprowadzenia reform społecznych, rozwiązania sprawy żydowskiej i pozostałych kwestii mniejszościowych. Oczywiście, proponowane rozwiązania różniły się (w tym ostatnim temacie tak bardzo, że aż zwolenników „strategicznego sojuszu z Ukrainą” sami Ukraińcy rozrywali końmi) – nie mniej z samą diagnozą kryzysu nie było większych problemów. I trzeba było upływu 70 lat, by m.in. dzieci chłopów folwarcznych i bezrolnej szlachty zaściankowej nagle rzucały się bronić rozwiązań społeczno-ekonomicznych martwych już w chwili upadku II RP. I to dopiero czyni cały temat – niczym w tytule – groteskowym.

Konrad Rękas
Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych – ZZR „Ojczyzna” i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
http://www.prawica.net

Odpowiedzi: 12 to “Stringi rolne”

  1. Isia said

    … myślę, że temat artykułu … przez autora chyba niezbyt doprecyzowany (poruszono wiele wątków, do tego mocno dyskusyjnych) … został potraktowany w sposób ogólnikowy i powierzchowny … krótko mówiąc, dużo słów, mało treści … tytuł jest mylący (dla czytelnika), aczkolwiek chwytliwy … do tego powoływanie się p. Rękasa, m.in., na słowa (swego redakcyjnego kolegi, przełożonego) prof. nauk społecznych A. Wielomskiego w kwestii reformy rolnej … w której to dziedzinie (prof. Wielomski) znawcą, ani tym bardziej autorytetem nie jest, podważa wiarygodność treści tej publikacji … jednym słowem artykuł miałki …

  2. Boydar said

    Pani Isiu, czy Pani ma Rękasa za grafomana z nadmiarem wolnego czasu ?
    Wszystkie Pani spostrzeżenia są słuszne; nie uwzględnia jednak Pani samego faktu użycia pewnych figur, oraz nie mniej istotnej okoliczności – Pan Gajowy nie publikuje nic bez sensu. Pan Rękas szmugluje rowery, nie diamenty.

  3. NICK said

    Stringi Rękasowe.
    Wszystko widać.
    Nawet gaci nie trza spuszczać.

  4. Isia said

    … (2) Panie Boydarze …

    … nie posądzam p. Rękasa o grafomanię, ale to nie jest, delikatnie mówiąc, najlepszy tekst … powiem wprost … autor potraktował temat „po łebkach” … nie wiem, czy z braku czasu … czy, być może, nie mając należytej wiedzy w, szeroko rozumianych, sprawach dot. reformy rolnej … czy też z innych powodów … do tego „podpierając się” wątpliwym, w tej dziedzinie, autorytetem (prof. A. Wielomskiego) …
    … nota bene p. Rękas porusza wiele spornych wątków … oto jeden z wielu, przykładowo, twierdzenie, że … gdyby nie przeprowadzono po wojnie reformy rolnej, to chłopi (analfabeci) urządziliby „panom” taki pogrom, przy którym rabacja byłaby majówką … jest, według mnie, co najmniej, ryzykowne … w innym wątku … dot. przedwojennej inteligencji, cyt. „okazała się współczesnymi „lemingami” – wychowała bowiem swe następne pokolenie na samobójców, walczących w „Burzy”, powstaniu warszawskim itp.” … autor mocno „przeholował”… etc. …

    … Panie Boydarze … ja rozumiem lokalny patriotyzm, ale oceniajmy, w miarę, obiektywnie … zaś, co do, wspomnianych przez Pana, figur … jeśli uważa Pan, że były konieczne … powiem sobie let it be …

    … co do ostatniej pańskiej uwagi … bardzo szanuję Pana Gajowego, za ogrom pracy, bezsporną wiedzę … za bezcenne (jakże celne i pomocne dla nas) komentarze … oczywiście, wiem, że „Pan Gajowy nie publikuje nic bez sensu” … ale wiem też, że czasami, celowo, zapodaje teksty kontrowersyjne (których treści, w jakiejś mierze, nie aprobuje), i w trakcie pisania tego komentarza miałam to na uwadze … pozdrawiam

  5. Boydar said

    Pozostanę przy swoich odczuciach. Pozdrawiam Panią.

  6. NICK said

    Pani Isiu. Niepokoi mnie: „let it be”.
    Co to znaczy? I dlaczego po francusku?

  7. Isia said

    … (6) Panie Nick’u …

    … ależ z pewnością Pan wie, że to zwrot (idiom) z języka angielskiego i jego znaczenie, jak myślę, jest Panu znane … jednak, na wszelki wypadek, wyjaśnię, że użyłam go w znaczeniu „daj temu spokój”… w odniesieniu do podtekstu w wypowiedzi Pana Boydara … natomiast przyznaję, że, w zasadzie, nie powinno stosować się makaronizmów w języku ojczystym, mnie samej zdarza się to raczej wyjątkowo … tak więc, słuszna uwaga … pozdrawiam Pana …

  8. Maćko said

    ad 1 – Pani Isiu, na szczescie przeczytalem Pani wpis, zanim sie zabralem do komentoania, bo napisalbym to samo, choc na pewno nie tak dobrze jak Pani.
    Co do autora i Maruchy, to nikt nie jest nieomylny, wszyscy popelniamy bledy. Nawet jesli Marucha jest zespolem zgranym speców to i tak bywa, ze nie maja natchnienia, czasu albo robia eksperymenty.
    Pan R. mial moze swój zly dzien a termin pilil.

  9. Isia said

    … (8) Panie Maćku … dziękuję za życzliwe słowa i … za wsparcie … serdecznie pozdrawiam …

  10. Maćko said

    Uszanowania!
    http://s6113.chomikuj.pl/ChomikImage.aspx?e=-SfZkD3y-gJuRQM-Qv2Rkc-XkIygfDjSsbOTOuyPv02YBtvI2PB8hNn84SzY718iaDMzKyVQ4V4booNAjDwtVdDkSwvY7zHq7P98EVNwDIg&pv=2

  11. Isia said

    … (10) Panie Maćku …

    … moje ulubione róże, dziękuję (z uśmiechem) za ten piękny bukiet kwiatów, sprawił mi Pan tą niespodzianką wielką przyjemność … jeszcze raz najcieplejsze pozdrowienia z Polski 🙂 …

  12. Maćko said

    🙂 tak myslalem, ze sie Pani spodobaja. Cieszy mnie bardzo ze Pani sie cieszy. Win-win.
    Uklony.

    Jako dobry biznesmen, czekam z duzym zainteresowaniem na kolejne Pani komentarze. 😉

Sorry, the comment form is closed at this time.