Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Na wraku Tupolewa trotylu nie było

Posted by Marucha w dniu 2016-11-10 (czwartek)

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z zastępcą redaktora naczelnego „Przeglądu Lotniczego”, lotnikiem Michałem Setlakiem.

W środę w „Gazecie Polskiej” ukazał się artykuł Doroty Kani, że polski wywiad wiedział o zamienionych ciałach i trotylu na wraku Tupolewa.
I polskie władze nie zrobiły nic z tymi informacjami, bo ponoć ich głównym celem była dobra współpraca z Władimirem Putinem, bez względu na fakty. Jak Pan sądzi, dlaczego ta sprawa wróciła nie tylko do niektórych mediów, rzędu „Gazety Polskiej”, ale i do prokuratury? I właśnie teraz?

— W tym momencie mamy taką sytuację, że prokuratura jest pod wpływem tych samych środowisk, do których należy „Gazeta Polska”, zatem nie ma w tym nic dziwnego.

Jeśli zaś chodzi o rzekome ślady trotylu na wraku, to ta sprawa była bardzo szczegółowo badana przez Naczelną Prokuraturę Wojskową. Badali to specjaliści, o ile dobrze pamiętam, z Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Zostały bardzo szczegółowo przebadane szczątki samolotu w Smoleńsku, jak również przedmioty należące do osób, które znajdowały się na pokładzie. Zostały pobrane próbki — te próbki były przebadane w Polsce w laboratorium przy użyciu najbardziej zaawansowanych metod.

Stwierdzono, że na szczątkach samolotu i przedmiotach pochodzących z samolotu nie ma śladów żadnych materiałów wybuchowych, ani substancji powstających w trakcie eksplozji. Nie ma również śladów działania samej eksplozji. Jest, więc, to sprawa sprawdzona bardzo dokładnie i zamknięta. Oczywiście można to badać ponownie i prawdopodobnie chodzi właśnie o to, by narobić szumu wokół tej sytuacji, żeby stworzyć wrażenie, że nic nie zostało zbadane, wszystko jest otwarte, że nic nie wiadomo.

Jak Pan sądzi, czy ekshumacje mają z tym jakiś związek?

— To jest część tego samego zjawiska. Chodzi o to, żeby stworzyć w społeczeństwie opinię, że sprawa jest nadal otwarta, że w dalszym ciągu należy poszukiwać wątku zamachowego.

Może pamięta Pan publikację w „Rzeczpospolitej” pióra Cezarego Gmyza pod tytułem: „Trotyl na wraku Tupolewa” z 2010 roku. Narobił wówczas dużo szumu. Otóż okazuje się, że redaktor Gmyz nie chciał pisać o trotylu, a tytuł wymusił ówczesny zastępca naczelnego Andrzej Talaga. Zresztą ten pan znowu publikuje swoje artykuły w „Rzeczpospolitej”, lecz jako doradca firm zbrojeniowych. Po co ten temat znowu wraca do opinii publicznej?

— Chodzi o to, by umocnić wśród zwolenników teorii spiskowej przekonanie, że sprawa jest w dalszym ciągu otwarta i trzeba ją badać. Tudzież, ewentualnie wzbudzić wśród osób, które nie są przekonane co do przyczyn i przebiegu wypadku, wrażenie, że jeszcze w dalszym ciągu nic nie wiadomo, i że coś w tych teoriach spiskowych jest.

Jeżeli chodzi o artykuł pana Gmyza, no to tutaj niestety mamy do czynienia z ignorancją dziennikarza, z tym jak potraktował informację o wynikach badań przesiewowych. To takie badania z pomocą, których wskazuje się pewne materiały, dowody, do dalszego badania w celu ich weryfikacji. Wyniki tych badań wykazały, że pewne przedmioty z wraku, z miejsca wypadku mogą zawierać ślady substancji wybuchowych.

Natomiast takie badanie są prowadzone metodą bardzo czułą, ale mało dokładną i dlatego należy je przebadać laboratoryjnie, już metodami bardziej precyzyjnymi. To zostało zrobione, o czym już mówiłem, badania były przeprowadzone w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji i wskazania tych prób przesiewowych zostały zweryfikowane negatywnie.

Czyli biegli stwierdzili, że na szczątkach samolotu i przedmiotach z miejsca katastrofy nie ma śladów żadnych substancji wybuchowych, ani śladów działania wybuchu.

https://pl.sputniknews.com

Odpowiedzi: 12 to “Na wraku Tupolewa trotylu nie było”

  1. panMarek said

    cyt. za:
    „~Kierwiński – 15 min temu

    Czerwiec 2024!…W zatęchłych kanałach ciepłowniczych, gdzieś pod ulicami Warszawy, rozległo się miarowe, metaliczne stukanie. Wszyscy z oddziału, w skupieniu odliczali… siedem, osiem, dziewięć. Potem trzy sekundy ciszy i jeszcze dwa miarowe kling, kling. To było umówione hasło. Odetchnęli z ulgą. To ktoś ze zrzutów, z samej Brukseli. Kierwiński, jako, że dowódca, do tego najsilniejszy, ze stęknięciem ciężarowca, szarpnął żeliwną pokrywę.

    Do kanału wpadło powietrze przesycone spalonym prochem. Znów bojówki PIS, z Kibolami i Narodowcami, dokonywały czystek KODeinowców, bezpośrednio na ulicy. Już chciał się rzucić do walki, ale zacisnął tylko z wściekłości pięści. Wiedział, że musi być odpowiedzialny. Obiecał to przecież Schetynie, jak ten, udawał się na ostatnią akcję pod Belweder, z której nigdy nie powrócił.

    Kierwa szybko jednak przywołał się do porządku. Partyzantka to nie zabawa! Uniósł właz i powoli by nie ściągnąć skanerów MPWiKu, przeczesujących kanały w poszukiwaniu rebeliantów, odłożył go na stary pamiętający, chyba jeszcze 80 rok, styropian. Potem, dla bezpieczeństwa, ale bardziej z ciekawości, kogo przysłali z Centrali, stanął w wejściu wpatrując się w czeluść śluzy.

    W bladym świetle dostrzegł znajomo wyglądający cień. Zmarszczył powieki by wyostrzyć wzrok, gdy cień potknął się o niedokładnie spasowane betony i odruchowo rzucił k…hhwa. Napięcie sięgnęło zenitu, tak, że powietrze można było kroić, bo wszyscy doskonale znali to „erh”! Na chwilę wstrzymali oddech.

    Blade światło lampy naftowej zadrgało raz i potem jeszcze raz. Wszyscy bezwiednie wstali. Wzruszenie ścisnęło im gardła. To był On. Donald. W uniformie Bundeswehry, z parabellum przy pasie, wyglądał wyśmienicie. Kierwa, który nosił w podziemiu, pseudonim „Igła” powstrzymując łzy, rzucił komendę „baczność”. Sanitariuszki, Hanka i Ewka zaintonowały, a po chwili już wszyscy, nie zważając na skanery, zaśpiewali pełną piersią… O, radości, iskro Bogów, kwiecie Elizejskich Pól, święta, na twym świętem progu staje nasz natchniony chór. Jasność twoja wszystko zaćmi, złączy, co rozdzielił los. Wszyscy ludzie będą braćmi tam, gdzie twój przemówi głos!

    Ledwie, wybrzmiały ostatnie słowa hymnu, rzucili się sobie w objęcia. Trzaskowski wyciągnął butelkę Palikotówki, pamiętającą jeszcze stare przedreżimowe czasy. Siedli na skrzynkach po amunicji, a każdy wziął w dłoń musztardówkę z wódką. Za Unię! Wzniósł toast, Donald. Za Unię! Odpowiedział chórem oddział. Wypili! Nikt nie zakąsił. Partyzantka nie zakąsza.

    Igła sięgnął po drugą butelkę, ale Donald powstrzymał go wzrokiem.

    – Nie teraz Igła! Jutro zaczynamy, musimy mieć jasne umysły.

    Sprawnym ruchem zsunął ulotki z powielacza, by na jego pokrywie rozłożyć mapę. Ktoś przysunął lampę. Pochylili się, a Donald niczym Napoleon wskazał palcem cel….. Żoliborz.

    – Kaczyński? Tak, Marszałek Kaczyński!

    Igła przełknął głośno ślinę. Wiedział, że wielu nie wróci. Odkąd, Kaczyński został marszałkiem i zapuścił wąsy, Żoliborz został ufortyfikowany, obsadzony najlepszym wojskiem, a każda Babcia, robiła tam dla służb, co łatwo można było poznać po dużych torebkach obciążonych zwykle VIS em……

    – Igła, jak zaopatrzenie?
    – Parę kilo trotylu, siedem granatów, trzy Kałachy i jeden rewolwer..
    – Mało! Choleha mało! A wsparcie?
    – Załatwione! Chłopaki od Kosiniaka, kosy przekuli. Kijowski. Zandberg. Chłopcy od Millera też!
    – Zuchy! Wyregulujmy zegarki. 23:13. Zaczynamy 10:30. A teraz odpoczynek.

    W pełnym rynsztunku porozkładali się po kątach. Donald, nie mógł jednak zasnąć. Wpatrywał się w stare numery Wyborczej, którymi oklejone były ściany. Bartoszewski, Michnik, Wałęsa, spoglądali na niego i zdawali się mówić, Donald! Tyś Europy nadzieją! Dumny, przymknął powieki. Zmęczenie lotem i skok ze spadochronem uczyniło swoje. Zasnął.

    – Tusk! Z wozu!

    Wściekły, że ktoś go śmie budzić po nazwisku, otworzył oczy i zobaczył znajomą gębę klawisza.

    – Ruchy Tusk! Tu Wronki, a nie Ciechocinek! Szoruj na kuchnię, dyżur masz!”

    ——-
    Gajowy pozwolił sobie połamać tekst na akapity, co ogromnie ułatwia jego czytanie.
    Admin

  2. panMarek said

    Brak zainteresowania
    Wydawać by się mogło, że długo oczekiwana konferencja prokuratorów przyciągnie uwagę i mediów, i szczególnie dziennikarzy śledczych, a tu nie dość, że ledwie ją dostrzeżono[1], to jeszcze w jej trakcie wykazywano „brak zainteresowania” wieloma kwestiami. Co najciekawsze zaś, mimo że prokuratorzy zapowiedzieli, iż czas spotkania z przedstawicielami masowych środków przekazu jest praktycznie nieograniczony, to TVP Info (było nie było rządowa obecnie telewizja) przerwała po paru pytaniach transmisję i wróciła do… „analizowania” wyników wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, jakby konferencja prokuratorów nie była wydarzeniem większej wagi dla Polski. O ile więc do dnia owej konferencji media niezależne i zależne, pokorne i niepokorne podgrzewały nastroje społeczne związane z zapowiadanymi ekshumacjami, o tyle gdy już do konferencji rzeczywiście doszło, nigdzie nie ukazała się „relacja minuta po minucie”, choć przynajmniej parę kwestii (sygnalizowanych na konferencji) powinno niejednego żurnalistę postawić na równe nogi.

    O jakie kwestie chodzi? Takie np. jak brak dokumentacji fotograficznej i filmowej z „miejsca katastrofy”. Nie wiadomo, czy chodzi o całkowity brak czy częściowy, dość że nikt z dziennikarzy nie spytał: to jak to, panowie, po tak długim czasie (6 i pół roku od „katastrofy”) prokuratura nie dysponuje zapisami „wydobywania ciał” i „składania ich do trumien” na „miejscu upadku tupolewa prezydenckiego”? Podobnie, zdaniem prokuratorów, sprawa się ma z dokumentacją foto- i wideo jeśli chodzi o przeprowadzane (rzekomo) sekcje zwłok w Moskwie w pierwszych dniach po „lotniczym wypadku”. Gdyby i tego było mało, to Federacja Rosyjska odmawia przesłuchania (na polski wniosek) rus. biegłych, którzy mieli brać w rozmaitych czynnościach procesowych udział. Ten zagadkowy (jak na tego rodzaju Zdarzenie) stan rzeczy jakoś nie zaintrygował naszych zdolnych i bystrych dziennikarzy. TVP Info, nawiasem mówiąc, okraszała relację z konferencji moonfilmem S. Wiśniewskiego, ale nikt (przynajmniej podczas telewizyjnej transmisji) nie zapytał o to, co w takim razie z materiałami filmowymi sporządzonymi w Smoleńsku przez polskiego montażystę i czy on sam zostanie ponownie przesłuchany przez prokuraturę; wszak miałby wiele do opowiedzenia[2].

    Brak zainteresowania za strony mediów pozostających obecnie w opozycji do rządu i instytucji „przejętych” przez PiS, jawi się nawet jako zrozumiały (im szybciej „zapomnimy o wszystkim”, tym lepiej). O wiele bardziej zastanawiająco wygląda postawa mediów prorządowych. Parę dni temu bloger Propatrian[3] przypomniał tekst opublikowany w styczniu 2015 na stronie portalu wPolityce[4], który dotyczył „taśmy prawdy” nagranej na pokładzie PLF 031, czyli jaka-40 (lecącego z dziennikarzami), a który to tekst w niczym nie stracił na aktualności, atoli przedstawiciele tygodnika młodych rybaków, jak choćby dzielny red. M. Pyza, co zabierał przecież głos na konferencji, nie wrócili do wątku tejże „taśmy prawdy” (przechowywanej ponoć wtedy, tj. w styczniu 2015, w wojskowej prokuraturze). Zagadnienie „spadku” po NPW w ogóle się nie pojawiło podczas konferencji, choć byłoby o co i o kogo pytać. Jak np. wyglądała dokumentacja pracy polskich prokuratorów wojskowych oraz innych specjalistów, którzy pojawili się jak nie w Smoleńsku to później w Moskwie? Kogo prokuratorzy cywilni już przesłuchali, a kogo zamierzają wezwać na przesłuchanie? I tak dalej. Być może wyjaśnienie tej „pozbawionej zainteresowania” (konferencją) postawy mediów prorządowych leży w tym, iż prok. M. Pasionek już na początku zastrzegł, że prokuratorzy nie będą poszukiwać trotylu (w ciałach ofiar), by udowodnić zamach ani dążyć do tego, by w przypadku niewykrycia trotylu wykluczać zamach.

    Bez większego echa przeszła więc konferencja prokuratorów, a już w ogóle bez echa przechodzi najnowszy wywiad udzielony przez L. Misiaka[5] (ex-GP) L. Pietrzakowi dla „Warszawskiej Gazety”[6]. Misiak mówi w nim: Przykro to stwierdzić, ale wciąż mamy do czynienia z ukrywaniem kluczowych informacji, które mogłyby pomóc w ustaleniu prawdy. Mam na myśli zwłaszcza wiedzę Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale nie tylko. Do dziś na przykład nie ujawniono, że dwa miesiące przed katastrofą Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego uznała za niezbędne uzyskanie przez tą służbę dostępu do bieżącej kontroli radarowej lotów z Okęcia i w ogóle nad Polską. To zastanawiający zbieg okoliczności. Czyżby powodem były słowa Bronisława Komorowskiego wypowiedziane w 2009 r. w RMF FM „prezydent gdzieś będzie leciał i wszystko się zmieni”? Nigdy w historii nie zdarzyło się, by ta służba żądała dostępu do radarów lotniczych. Od 2 lutego 2010 r. ABW miała dostęp do „wtyczek” radarowych. Co takiego się stało, że nagle ta wiedza stała się dla ABW niezbędna? I kto personalnie kazał podjąć taką decyzję? ABW jest wykonawcą polityki rządu, premiera i jego najbardziej zaufanego otoczenia, w tak istotnych sprawach z pewnością działa za jego wiedzą, być może nawet z jego nakazu. Może coś na ten temat wie Jacek Cichocki, sekretarz kolegium ds. służb specjalnych w kancelarii premiera Donalda Tuska?

    Ta historia to tylko jeden z wątków poruszonych w rozmowie. Misiak opowiada też szczegółowo o systemie ACARS („prezydenckiego tupolewa”), którego sprawa powinna być wyjaśniona już dawno przez MON, tymczasem: [i]nformacje na temat ACARS wciąż są przez MON z niewiadomych przyczyn utajnione. Znają je też amerykańscy producenci awioniki jaka była zainstalowana w Tu-154 M 101. 17 października 2012 r. Antoni Macierewicz w „Rozmowie niezależnej” na vod.gazetapolska.pl pogratulował mnie i mojemu koledze ujawnienia informacji o istnieniu na pokładzie Tu-154M 101 systemu ACARS, który, jak wyraził się, „śledził lot i pracę urządzeń samolotu oraz na bieżąco informował stronę polską o przebiegu lotu i działaniu poszczególnych elementów samolotu. Rząd pana Donalda Tuska musi dysponować pełnym zapisem przebiegu wydarzeń. Oni wiedzą co się stało i ukrywają tę prawdę. To jest rzecz nieprawdopodobna i wstrząsająca, że z kamienną twarzą ci ludzie kłamią od rana do wieczora. Kłamali, kłamią i nadal chcą kłamać, mając w ręku wszystkie dowody w tej sprawie”.

    Misiak nie kryje swojego rozczarowania działaniami A. Macierewicza i „podkomisji”. Zwraca zresztą uwagę, że Macierewicz: unika ostatnio jak ognia słowa zamach, coraz częściej natomiast w jego wypowiedziach słyszymy słowo usterka, a przy tym podkreśla, że samolot uległ destrukcji w powietrzu. Na wersję „usterkową” pierwszy zwrócił uwagę Sławomir M. Kozak w swojej książce pt. „Operacja terror”, która ukazała się właśnie na rynku. Misiak dodaje też: Na dobrą sprawę nadal nie wiemy – bo nie przedstawiono nam na to przekonywujących dowodów m.in. zapisów radarowych – gdzie, o której godzinie, w jakich okolicznościach zaginął samolot Tu154 M 101. Zapisy radarowe posiadają SKW, prokuratura, która przejęła je z Okęcia zaraz po katastrofie i ABW, która przed katastrofą uzyskała dostęp do radarów. Niech te źródła upublicznią zapisy wszystkich wylotów 10 kwietnia 2010 r. z Okęcia od godz. 5 do 9 i lotów na kierunku wschodnim między godzinami 5 i 9 czasu polskiego, bo w tym czasie rozegrał się dramat. Jeśli zapisy nie zostały zmanipulowane, punkty nawigacyjne, nad którymi przelatywał polski samolot pozwolą odtworzyć czas i dokładny przebieg lotu z Okęcia aż do momentu krytycznego. Wrak dotąd nie został Polsce przekazany i w Polsce zbadany, nie znamy więc, mam na myśli opinię publiczną, żadnych dowodów. Na zwrot wraku wpływu nie mamy, ale zapisy radarowe są w Polsce.

    Jedną z ciekawostek, które w wywiadzie podaje Misiak jest ta informacja: Ciekawe, czy prokuratura przejęła całą dokumentację Pułku, m.in. dotyczącą obowiązkowych lotów komisyjnych maszyn przed wykonaniem lotu VIP-owskiego oraz wylotów wojskowych samolotów: Tu-154 M, Jak-40, CASA, 10 kwietnia 2010 r., pism z rozkazami o wymontowaniu boi ratunkowych z Tu-154 M 101 czy innych urządzeń etc. Ciekawe, czy czegoś nie brakowało i jakie wnioski wyciągnęli z tej wiedzy prokuratorzy. Nic o tym nie wiemy, bo prokuratura milczy. Chodzi mi oczywiście o wzmiankę o samolocie CASA. Czyżby Misiak dotarł do jakichś śladów po locie CASY z poranka 10-04[7], czy też chodzi mu tu o wykorzystanie CASY w dniu 7-04-2010? I kolejna warta odnotowania (choć w dyskusjach blogerów było to zagadnienie uwzględniane od kilku już lat) rzecz w wywodzie Misiaka: nie podnosi się, że w Smoleńsku są dwa lotniska, na tym drugim, Smoleńsk-Jużnyj, w czasie, gdy wydarzyła się katastrofa, panowała piękna słoneczna pogoda, tak wynika z komunikatów pogodowych, dostępnych w Internecie. Jest tam nowoczesna, nie siermiężna jak na Siewiernym, wieża kontroli lotów. Jużnyj ma krótszy pas niż Siewiernyj, ale Tupolew bez problemu by na nim wylądował, jak twierdzą specjaliści.

    Możliwe, że pytania stawiane przez Misiaka są zbyt trudne, by wzbudziły zainteresowanie niezależnych i/lub zależnych mediów. Zdumiewające jednak jest to, jak – mimo upływu lat – zrekonstruowanie faktycznego przebiegu wydarzeń z 10-04 jest cały czas uniemożliwiane – przez różne środowiska i instytucje.

  3. Leszek Karpinski said

    AD1 . Brawo , Panie Marku, lubię Sci Fi, a koniec jeszcze lepszy.

  4. Maćko said

    Trotyl… czyli zamachu dokonaliby górnicy chalupniczo? Kto uzywa dzisiaj trotylu do zamachów na prezydentów? Bzdety z tym trotylem….

  5. awkzim said

    Ad 2
    Kilka wyjaśnień a następnie pytań. Rzeczywiście jest lotnisko Smoleńsk Jużnyj. Opisane jest jako niewielkie lotnisko które obsługiwało ruch lokalny a obecnie ruch samolotów sportowych. Posiada asfaltowy pas startowy o długości 1.800. Przyjmowało samoloty typu: An-24, An-2, Jak-40 oraz czeskie L-410. Nie mogłem znaleźć długości drogi lądowania oraz drogi startu dla Tu-154. Dla porównania przytoczę dane masy startowej dla Tu 154 – 100 t (max) oraz dla Jak-40 – 16.100 Kg (max). Czyli różnica ponad 6 razy. W opisie jest stwierdzenie że nie mogły tam lądować duże samoloty pasażerskie ze względu na długość pasa startowego.
    Tyle wyjaśnień teraz pytanie: Proszę podać źródło o stanie pogody, w dniu katastrofy, na lotnisku Smoleńsk Jużnyj.

  6. Listwa said

    Prokurator Pasionek na ostatniej konferencji powiedział, że poważni naukowcy nie chcą z nimi współpracować.
    I to im pasuje.

    Ha ha ha!
    Admin

  7. Izaurus said

    Może ktoś ze znawców rozważy takie pytania:
    1. Dlaczego obraz rozpadu prezydenckiego Tupolewa jest tak podobny do rozpady podobnego Tupolewa rozbitego ładunkiem bomby w czasie lotu nad Synajem?
    2. Dlaczego podobne typy Tupolewów lądowały w lasach i obywało się bez nadzwyczajnego uszczerbku samego samolotu, jak i wśród pasażerów.
    3. Dlaczego zwłoki pasażerów naszego Tupolewa był pozbawione ubrań?
    4. Dlaczego wrak Tupolewa był pozbawiony foteli w przedziale pasażerskim?
    5. Dlaczego ręce i twarze u zwłok pasażerów naszego Tupolewa nosiły ślady nadpalenia, a na pozostałych częściach ciał (pozbawionych ubrań) śladów opaleń nie było?
    6. Czy na pewno świadkowie mówili o dwóch wybuchach w czasie końcowej części lotu Tupolewa? Pamiętam, że czytałem o takim fakcie w wypowiedziach polskiego i rosyjskiego świadka.
    7. Czy jest prawdą, że wybuch ładunku termobarycznego (izobarycznego) wytwarza w ułamku sekundy niezwykle wysoką temperaturę i bardzo wysokie ciśnienie? Gdyby tak było, to opalenia rąk i twarzy i brak opaleń na częściach ciał (okrytych ubraniem w momencie wybuchu, który te ubrania zerwał) można byłoby wytłumaczyć.
    8. Czy choćby w jednym opisie sekcji wspomniano o stanie płuc zabitych pasażerów Tupolewa? Gdyby doszło do wybuchu ładunku termobarycznego, to olbrzymia temperatura spaliłaby płuca przy jednym wdechu; płuc by nie było.
    9. Na jakiej przestrzeni rozrzucone zostały zwłoki pasażerów? Wypchnięte, wraz z fotelami, olbrzymim ciśnieniem mogły być rozrzucone z dala od wraku.
    To są moje wątpliwości i po prostu dzielę się nimi.

    ——
    10. Dlaczego pilot lądował mimo wyraźnej informacji z wieży, że nie było warunków do lądowania?
    Admin

  8. Alina said

    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19092&Itemid=100

  9. panMarek said

    Ad. 7. p.10. odpowiadam: dlatego, że mu bomba termobaryczna odpaliła za plecami. Warunki do lądowania były – w tym przypadku – bez znaczenia.

    Nie wiem jeszcze, co Panu i gdzie odpaliło, ale był to niewątpliwie jakiś punkt newralgiczny…
    Admin

  10. WI42 said

    #7 I
    Ad. 1
    Trzeba mieć dużo bezczelności aby tak kałamać. Nad Synajem zginęło 224 osoby, zatem ten kto zabiera głos w temacie musi wiedzieć, że to nie był Tu-154. Był to A320. Fantazje I. w podobnym stylu są też w następnych punktach. Proszę poczytać link poniżej i wycofać swój wpis – jeżeli ma Pan trochę honoru.
    .https://en.wikipedia.org/wiki/Metrojet_Flight_9268

  11. awkzim said

    Szanowny Panie Kierowniku oraz pozostali uczestnicy forum, lecz zawsze mnie wq..wia radosna tfurczość pseudonaukowa dotycząca poważnego nieszczęścia.
    i tak ad 8 – w wywiadzie jest podawane bardzo dużo danych nie wiadomo skąd wziętych. Brak możliwości weryfikacji. I to koniec.
    Teraz ad.7 – pytania od 1 do 9, proszę o podanie źródła informacji. Wiarygodnego.
    I na koniec pytanie perełka: Proszę oświecić mnie poczciwego idiotę i opisać jak działa bomba termobaryczna.

    ——
    Elvis Presley wciąż żyje…
    Admin

  12. Alina said

    Informacje dla „poczciwego idioty”
    http://www.se.pl/technologie/nauka/bomba-prozniowa-co-jest-jak-dziala-kto-takie-stosuje_180496.html

Sorry, the comment form is closed at this time.