Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Hazard czyli derywaty

Posted by Marucha w dniu 2016-11-12 (sobota)

Wróżbiarstwo i hazard

Hazard jest tak stary jak historia człowieka. A nawet dużo starszy, bo historia człowieka to ledwie pięć tysięcy lat od wynalezienia pisma. Według części historyków ponoć już człowiek, czy raczej praczłowiek, paleolitu rzucał kośćmi.

Antropolodzy twierdzą, że tylko bardzo nieliczne kultury nie zetknęły się z hazardem t.j. rdzenne ludy Australii, wysp Pacyfiku, rozproszone ludy pasa subarktycznego Ameryki Północnej, mieszkańcy odległych zakątków Indii i Ameryki Południowej oraz wschodniej części subsaharyjskiej Afryki.

W starożytności wiązano początkowo hazard z wróżbiarstwem. Różnica między wróżbiarstwem a hazardem do dziś pozostaje bardzo wątła – jeśli wynikowy układ przypisujemy woli boskiej wówczas mamy do czynienia z wróżbą, natomiast jeśli liczymy przy tym na własną wygraną to jest to już hazard.

Grecy i Etruskowie stosowali dla celów wróżbiarskich tak dziwaczne sposoby jak hieromancja czyli wróżenie z wnętrzności zabijanych na ofiarę zwierząt, kopromancja i uromancja czyli wróżenie z odchodów i moczu oraz na przykład fyllorhodomancja czyli wróżenie z płatków róż.

Wśród plemion afrykańskich popularna było i pozostaje do dzisiaj wróżenie w formie gry w parzyste-nieparzyste. Polega to na tym, że kapłan lub szaman trzyma w pojemniku drobne kamyki lub inne przedmioty, które następnie wysypuje. Jeśli jest ich parzysta ilość to na zadane pytanie odpowiada „tak”, jeśli nieparzysta – „nie”. Albo odwrotnie.

Wróżono ze wszystkiego m.in. roślin, patyków, kamieni i kości. To ostatnie czyli kleromancja z czasem przerodziło się w rozrywkę czyli grę w kości. Do gry używano najczęściej kości nadpiętowych udomowionych zwierząt (głównie owiec i kóz) zwanych astragalami. Astragale mają cztery niesymetryczne boki: wypukły, wklęsły, szeroki oraz wąski. Każde ułożenie astragala po wykonaniu nim rzutu oznaczało coś innego.

Z czasem astragale zastąpione zostały kośćmi. Najstarsze znalezione kości pochodzą z okresu około 3000 lat p.n.e. z terenów dzisiejszego Iraku. Hazard w bliskim dzisiejszemu znaczeniu znany był już na półwyspie Indyjskim (ok. 4500 r. p.n.e.), w starożytnym Egipcie (ok. 3500 r. p.n.e.) jako wymysł boga Tota, w Chinach począwszy od epoki Shang (ok. 1700 r. p.n.e.) i Mezopotamii (ok. 400 r. p.n.e.) o czym wspomina Plutarch.

Hazard kwitł w najlepsze także w Ameryce Prekolumbijskiej. Hiszpańscy konkwistadorzy, francuscy jezuici i angielscy koloniści pozostawili liczne opisy uprawianych przez tubylców gier hazardowych. Antropolog Stewart Culin (1858-1929) na początku XX wieku skatalogował ponad sto gier hazardowych amerykańskich Indian.

U Indian w jednakowym stopniu grali mężczyźni co kobiety, popularne było nawet powiedzenie: „Mężczyzna, którego żona oddaje się hazardowi chodzi głodny”. W kulturach Mezoamerykańskich religia była amokiem zabijania, toteż grom w piłkę z kauczuku na boisku o wymiarach ok. 36x9m towarzyszyło nierzadko zabicie zawodników drużyny pokonanej (u Majów rocznie zabijano w celach religijnych kilkanaście tysięcy ludzi).


Karty do gry po raz pierwszy pojawiły się wśród Koreańczyków w XIV wieku, tak przynajmniej utrzymuje wspomniany już Culin. Tarot z kolei został najprawdopodobniej wymyślony na początku XV wieku, w jednym z miast północnych Włoch. W XVIII wieku zwolennicy okultyzmu nadali tarotowi znaczenie metafizyczne – służył do przepowiadania przyszłości. Talię taką jaką znamy do dziś wymyślili około 1480 roku Francuzi. Były w nich już i kolory: piques, trefles, coeurs i carreaux, pierwsze dwa czarne, a dwa ostatnie czerwone, i oznaczenia na rogu, i symetryczne figury.

Już w epoce odrodzenia opracowano pierwsze naukowe narzędzia dla okiełznania hazardu. Duże zasługi na tym polu miał Girolamo Cardano (1501-1576), znany chyba bardziej z tego, że dokładnie i z dużym wyprzedzeniem przewidział datę swojej śmierci. Kiedy oznaczonego dnia śmierć nie nadchodziła, wówczas o zachodzie słońca się powiesił. Potwierdził tym samym tezę o nieomylności własnych przewidywań.

Jego wkład do hazardu polegał na położeniu podwalin rachunku prawdopodobieństwa w grach losowych. Kolejną cegiełkę dołożył Galileusz (1564-1642), a po nim Blaise Pascal (1623-1662) i Pierre de Fermat (1601-1665). Ale praktyczne korzyści były dopiero udziałem Woltera (1694-1778). W zorganizowanej w 1729 roku przez ministra finansów Ludwika XV (1710-1774) loterii zgarnął co najmniej 10% wygranych, co wystarczało mu na bardzo dostatnie życie aż do śmierci.

A kiedy już jako tako opanowano podstawy rachunku prawdopodobieństwa, w 1638 roku otwarto w Wenecji pierwsze legalne kasyno – ridotto. Do ridotto wejść mógł każdy, kto tylko miał stosowny ubiór (trójkątny kapelusz, pelerynę, a mężczyźni także maskę), ale z powodu wysokich stawek grali tylko najbogatsi. Z powodu postępującego ubożenia okolicznych arystokratów w 1774 roku rada miasta zamknęła ridotto. Zamknięcie jednego było początkiem nowego, na miejsce legalnego ridotto powstało tysiąc nielegalnych ridotti i cassini.

Ale siedliskiem największego hazardu była Francja. W okresie rządów Ludwika XIV (1638-1715) króla słońce, pałac królewski zyskał sławę jaskini hazardu (ce tripot), a hazard stał się obowiązującą modą i obsesją Francuzów. Nie przerwała jej nawet rewolucja 1789 roku, tyle że karciane postacie królów i dam zastąpiły abstrakcyjna wolność, równość i braterstwo. Pojawiła się nowa gra – ruletka. A wkrótce potem w 1806 roku Napoleon otworzył domy gry. Sam zresztą też był pasjonatem hazardu, szczególnie black-jacka (czyli gry w dwadzieścia jeden). Można powiedzieć, że uspołecznienie hazardu było wspólnym dokonaniem Francuzów i Włochów.

Spekulacje giełdowe
.
Pieniądze można w mniej zawrotnym tempie zdobyć powierzając je na określony czas innym. Temu służy wnoszenie wkładów własnych w nowo powstałe przedsiębiorstwa i inwestowanie na giełdzie. W przedsiębiorstwa (przedsięwzięcia) inwestowano od tak dawna jak długo trwa handel, czyli zawsze. W szczególności, po odkryciu Ameryki przez Kolumba otworzyły się przed Europejczykami niemal nieograniczone możliwości.

Z odkrytych ziem armady przywoziły ogromne ilości srebra czyniąc Hiszpanię największą potęgą Europy. Wkrótce niemal we wszystkich państwach powstały kompanie handlowe dla podboju odkrywanych ziem m.in. Holenderska Kompania Wschodnioindyjska założona – 1602 r., Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska – 1600 r., Duńska Kompania Wschodnioindyjska – 1616 r., Holenderska Kompania Zachodnioindyjska – 1621 r., Duńska Kompania Zachodnioindyjska – 1625 r., Francuska Kompania Wschodnioindyjska – 1664 r., Szwedzka Kompania Wschodnioindyjska –1731 r., Kompania Moskiewska – 1555 r., Kompania Wschodnia – 1579 r., Kompania Lewantyńska – 1588 r., Kompania Wirginijska – 1606 r.,a nawet Kompania Handlowa Polska – 1783 r.


Niektóre z tych przedsięwzięć przeszły do historii w sposób szczególny. W roku 1720 Kompania Mórz Południowych w Anglii i Kompania Missisipi we Francji spowodowały powstanie ogromnych baniek spekulacyjnych na giełdzie. Akcje pierwszej z nich szybko wzrosły za 100 funtów na 1.000 funtów, a drugiej z 500 na 15.000 liwrów. Oba kraje opanowała histeria inwestycyjna. Przebudzenie było jednak bolesne, ludzie potracili majątki jak dzieje się to w jaskiniach hazardu. Nawet Isaac Newton, który stracił 20.000 funtów skarżył się, że: „Może przewidzieć ruch gwiazd, ale nie szaleństwo ludzi.”

Wcześniej w latach 1636-1637 miała miejsce w Zjednoczonych Prowincjach Niderlandzkich (Holandii) tak zwana gorączka tulipanowa. Moda na cebulki tulipanów spowodowała ogromny wzrost ich cen. Średni roczny dochód wykwalifikowanego robotnika w Niderlandach wynosił około 150 guldenów holenderskich, a dobry rzemieślnik mógł zarobić nawet 300 guldenów holenderskich.

W roku 1635 miała miejsce transakcja kupna – sprzedaży 40 cebulek tulipanów za 100.000 guldenów. Pojedyncza cebulka odmiany Viceroy zostały sprzedana w barterze za 2.500 guldenów na co składało się (w nawiasach ceny w guldenach): ok. 2 tony pszenicy (448), ok. 4 tony żyta (558), 4 tłuste woły (480), 8 tłustych świń (240), 12 tłustych owiec (120), 600 litrów wina (70), 4 tysiąclitrowe kadzie piwa (32), 2 tony masła (192), ok. 0,5 tony sera (120), kompletne łóżko (100), garnitur (80), srebrny kubek do picia (60). Jednak najdroższy egzemplarz Semper Augustus kosztował aż 6.000 guldenów. Kiedy ceny gwałtownie spadły tysiące ludzi stały się z dnia na dzień bankrutami.

W roku 1830 otwarto pierwszą linię kolejową między Manchesterem a Liverpoolem. Przedsięwzięcie okazało się na tyle opłacalne, że w latach 1845-1846 zapanowała powszechna euforia inwestowania w linie kolejowe. Powstały wówczas przedsięwzięcia na ogólną długość 15.300km linii kolejowych. (Dla porównania obecnie nowoczesna sieć kolejowa Wielkiej Brytanii liczy 18.000km). W spółkach wypłacano dywidendy dla akcjonariusz jeszcze zanim ruszyły budowy. W efekcie wiele z tych przedsięwzięć nigdy nie doszło do skutku, a rentowność zrealizowanych była znacznie mniejsza od przewidywanej.

W 1920 roku wzrosło gwałtownie zainteresowanie gruntami inwestycyjnymi na Florydzie. Powstały duże projekty deweloperskie jak miasto Alladin na 10.000 mieszkańców czy sztuczna wyspa Isola di Lolando w Zatoce Biscayne. Ceny nieruchomości poszybowały w górę. Ale w następnych latach najpierw w październiku 1925 roku kolej nałożyła embargo na dostawy towarów (za wyjątkiem żywności, paliwa i artykułów szybko psujących), potem w styczniu 1926 roku u zamknięcia zatoki zatonął statek Prinz Valdemar blokując do niej dostęp, a w końcu we wrześniu 1926 roku dzieła zniszczenia dopełnił huragan pustosząc Florydę. Ostatecznie przedsięwzięcia zakończyły się krachem deweloperów i ruiną tysięcy małych inwestorów.

Kliknij, aby powiększyć

W 1989 roku na japońskiej giełdzie pojawiły się amerykańskie banki Morgan Stanley i Salomon Brothers z ogromnymi ilościami gotówki. Oferowali derywaty stawiając ogromne pieniądze na wielkie spadki na japońskiej giełdzie. Japończycy pewni siły swojej gospodarki weszli w zakup tych opcji masowo. 29.12.1989 r. index Nikkei osiągnął historyczne maximum 38.915 punktów.

Od 12.01.1990 r. Amerykanie rozpoczęli masową sprzedaż tych opcji na świecie. Powstało ogromne oczekiwanie na realizację zysków przez kupujących i w ciągu miesiąca indeksy giełdowe w Tokio frontalnie runęły w dół. Index giełdy spadł o 70%, ceny nieruchomości leciały przez 14 lat w dół. Straty finansowe tamtego krachu porównywane są ze skutkami II wojny światowej w Japonii, ponoć nawet II wojna światowa mniej kosztowała.

W 1998 roku japońskie banki zniknęły z rankingów największych banków, a osiem z dziesięciu największych pod względem kapitalizacji rynkowej już należało do kapitału amerykańskiego.


Banki, głównie Citi Group i JP Morgan udzielały masowo kredytów hipotecznych. Potem sprzedały te kredyty do banków inwestycyjnych takich jak Goldman Sachs, Morgan Stanley, Lehmann Brothers, Merill Lynch, Bear Stearns. Z kolei banki inwestycyjne pogrupowały te kredyty w pakiety liczące po tysiące sztuk pojedynczych kredytów, nadały im nazwę Obligacji Zabezpieczonych Długiem (Collateralized Debt Obligation) i poddały ocenie Agencji Ratingowych (Moody’s, Fitch, Standard&Poor’s).

Agencje Ratingowe były wynagradzane od wartości not, które wystawiły pakietom, więc otrzymywały one oceny AAA czyli najwyższej wiarygodności. Te pakiety CDO były następnie kierowane na rynki międzynarodowych inwestorów. W ten sposób inwestorzy mieli zarobić na spłatach kredytów przez kredytobiorców (kredytobiorcy spłacali kredyt inwestorom, a nie bankom, które ich udzieliły).

Szanse zarobku wypatrzyły dla siebie towarzystwa ubezpieczeniowe i podmioty finansowe takie jak AIG (American International Group), MBIA (Municipal Bond Insurance Association), MBAC (Mortgage Bankers Association of the Carolinas). Wypuściły na rynek papiery wartościowe (Credit Default Swap), których nabywcy otrzymywaliby rekompensatę w przypadku wystąpienia dekoniunktury rynkowej. Dla zwielokrotnienia zysku ilości wypuszczonych CDS szły w miliony.

W efekcie, kiedy faktycznie kredyty przestały być spłacane przez kredytobiorców i inwestorzy chcieli sięgnąć po gwarancje jakimi miały być dla nich CDS wówczas ich emitenci ogłosili niewypłacalność. Na całym kryzysie wygrały banki oferujące kredyty hipoteczne, wygrały banki inwestycyjne i nabywcy CDS-ów, którzy wcześniej nie nabyli CDO. Szacowano liczbę tych, którzy utracili nieruchomości na 15 milionów.

Derywaty

Jeśli mam dom i chcę się ubezpieczyć od możliwości jego utraty, na przykład w wyniku pożaru, wówczas ubezpieczam go zawierając stosowną umowę z towarzystwem ubezpieczeniowym. W przypadku pożaru i spłonięcia mojego domu zgłaszam się do ubezpieczyciela i otrzymuję sumę gwarancyjną jaka wynika z zawartej umowy (polisy).

Powyższe jest typowym instrumentem ubezpieczeniowym stosowanym przez setki milionów właścicieli nieruchomości, i także ruchomości, poprzez zawieranie umów z towarzystwami ubezpieczeniowymi, w obawie przed nagłą i niespodziewaną utratą dobytku. W efekcie, nawet jeśli w wyniku pożaru utracę dom to otrzymam finansową rekompensatę, która pozwoli mi na zbudowanie nowych marzeń o własnym domu.

Towarzystwa ubezpieczeniowe wymyśliły możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy na tej prostej operacji . Jeśli na jednej polisie na dom Kowalskiego można zarobić tysiąc dolarów to czemu nie wypuścić miliona takich polis (na okaziciela) na zdarzenie jakim jest spłonięcie domu Kowalskiego? Wówczas hipotetyczny zarobek zamiast tysiąca dolarów wyniósłby dla ubezpieczyciela miliard dolarów!

Oczywistym jest, że masowa emisja polis na okaziciela płatnych w wypadku pożaru domu Kowalskiego spowoduje jego spalenie nawet gdyby był zbudowany wyłącznie z kamieni i nie posiadał żadnych elementów palnych. Oczekiwanie realizacji zysku z nabytych na okaziciela polis ze stuprocentową pewnością spowodowałoby pożar domu Kowalskiego. Taki sam mechanizm wystąpił w 1990 roku na giełdzie japońskiej. Do dziś Japonia nie podniosła się z kolan.

Zatem, pozostawało znalezienie takiego zdarzenia (lub zdarzeń), które będą wystarczająco atrakcyjne dla emitenta i nabywcy. Stworzone w ten sposób różne rodzaje transakcji noszą wspólne miano derywatów.

Derywaty stanowią bardzo atrakcyjny instrument dla realizacji wprost niewyobrażalnych wygranych … i oczywiście w podobnym stopniu są naznaczone niebezpieczeństwem równie niewyobrażalnych przegranych. Grają wszyscy, których nęci hazard. Bez przesady można zaryzykować twierdzenie, że gra w derywaty jest największym kasynem na świecie. I podobnie jak w hazardzie nikt nie obnosi się z dużymi wygranymi ani stratami. Wartość rynku derywatów szacowana była w 2010 roku na 12 bilionów (12.000.000.000.000) dolarów w gotówce i 1,2 biliarda (1,200.000.000.000.000) dolarów w wartości referencyjnej.

Do największych przegranych na tym rynku według ogólnie dostępnej wiedzy zalicza się:
● Morgan Stanley – 9 mld $ – 2008 r.
● Société Générale – 4,9 mld $ – 2008 r.
● Amaranth Advisors – 6,5 mld $ – 2006 r.
● Long Term Capital Management – 4,6 mld $ – 1998 r.
● JPMorgan Chase – 5,8 mld $ – 2012 r.
● Sumitomo Corporation – 285 mld JPY (2,62 mld $) – 1996 r.
● Aracruz – 4,62 mld BRL (2,52 mld $) – 2008 r.
● Orange County – 1,7 mld $ – 1994 r.
● Metallgesellschaft – 2,63 mld DEM (1,59 mld $) – 1993 r.
● Showa Shell Sekiyu – 166 mld JPY (1,49 mld $) – 1993 r.
● Kashima Oil – 1536 mld JPY (1,5 bn $) – 1994 r.
● UBS – 2 bn $ – 2011 mld
● CITIC Pacific – 14,7 mld HKD (1,89 mld $) – 2008 r.
● Barings Bank – 827 mln GBP (1,31 mld $) – 1995 r.
● Deutsche Bank – 1,8 mld $ – 2008 r.
● BAWAG – 1,4 mld EUR (1,29 mld $) – 2000 r.
● Daiwa Bank – 1,1 mld $ – 1995 r.
● Soros Fund – 0,8 mld $ – 1987 r.

Derywaty, inaczej instrumenty pochodne, są finansowym eksperymentem typu „wyobraźmy sobie, że” … Występuje ich bardzo wiele rodzajów jako, że eksperymenty myślowe niewiele mają wspólnego z rzeczywistością gospodarczą. Statystycznie ponad 95% transakcji nigdy nie dochodzi do skutku. Strony zawierają umowę po czym realizują ją przed spodziewanym czasem na jaki została zawarta. Cztery podstawowe rodzaje derywatów to: kontrakty futures, kontrakty swap, opcje i instrumenty hybrydowe. Ilościowo zdecydowanie najwięcej zawiera się swapów.

Jeśli dziś możemy pójść do kasyna spokojni o to, że jeśli wygramy to nagroda zostanie nam wypłacona, jeśli możemy wziąć udział w loterii spokojni o to, że w przypadku szczęśliwego losowania otrzymamy wygraną to stało się tak dlatego, że wymyślono w międzyczasie rachunek prawdopodobieństwa i opracowano podstawy gier losowych. Od kiedy nauka wkroczyła do hazardu można bardzo precyzyjnie przewidywać zyski właścicieli kasyn i organizatorów loterii.

Opracowano także wiele wskaźników z zakresu analizy ekonomicznej pomagających inwestorom w podjęciu decyzji o zakupie akcji przedsiębiorstw na giełdzie. Wprawdzie w przypadku gry giełdowej nadal nieocenioną wartość ma informacja, ale przynajmniej wstępnej selekcji można dokonać za pomocą instrumentów matematycznych.

Wydawało się, że opracowanie podobnych instrumentów, przynajmniej dla wybranej części derywatów jaką są opcje, jest tylko kwestią czasu. Biorąc pod uwagę, że na rynku derywatów zaangażowane są wielokrotnie większe pieniądze niż w hazardzie i na giełdach można było przypuszczać, że naukowcy którzy opracują modele zmiennej wartości opcji w krótkim czasie staną się co najmniej multimiliarderami.

I długo wszystko wskazywało, że tak właśnie historia się potoczy. W roku 1973 Fischer Sheffey Black (1938-1995) i Myron S. Scholes (ur. 1941) opracowali wzór dla wyliczania spodziewanych cen opcji, do dziś nazywany zresztą wzorem Blacka-Scholesa. Akademia noblowska doceniła wkład obu ekonomistów w rozwój nauki i w roku 1997 przyznała nagrody „za nową metodę do określania wartości instrumentów pochodnych”. W 1995 roku zmarł na raka Black. Nagroda w tej sytuacji przypadła Scholesowi i Robertowi Carhartowi Mertonowi (ur. 1944).

W międzyczasie w 1994 r. powstała firma do handlu opcjami pod nazwą LTCM (Long-Term Capital Management). Założyli ją wspomniani nobliści ● Myron S. Scholes oraz ● Robert Carhart Merton, a także ● John William Meriwether (ur. 1947), były wiceprezes i kierownik rynku obligacji Salomon Brothers jako prezes LTCM. Do grupy założycieli należeli także m.in.: ● David Wiley Mullins, Jr. (ur. 1946), wiceprezes Rezerwy Federalnej, profesor Harvard University, ● Eric Rosenfeld, profesor Harvard University i trader Salomon Brothers, ● Dick Leahy, dyrektor Salomon Brothers oraz traderzy Salomon Brothers: ● Victor Haghani, ● Larry Hilibrand, ● William Krasker, ● Gregory Dale Hawkins, ● James McEntee.

Można śmiało powiedzieć, że LTCM była połączeniem najdoskonalszego w historii matematyczno – ekonomicznego geniuszu z najlepszą praktyką na światowym poziomie. Początkowe zaufanie do Spółki było ogromne. Do 24 lutego 1994 r., tj pierwszego dnia działalności zgromadziła ona 1,01 mld dolarów kapitału. Przez pierwsze dwa lata działalności zyski LTCM wynosiły odpowiednio 43% i 41%. We wrześniu 1997 r. kapitał LTCM wynosił już 6,7 mld dolarów.

Ale dalej nie było już tak różowo … W maju 1998 r. fundusz zniżkował o 6,42%, w czerwcu – o 10,14% … 21 sierpnia 1998 r. w ciągu jednego tylko dnia stracił 550 mln dolarów, a przez cały sierpień – 1,8 mld dolarów. W pierwszych trzech tygodniach września kapitał LTCM spadł z 2,3 mld dolarów do zaledwie 400 mln dolarów. Przez niecałe cztery miesiące LTCM stracił 4,6 mld dolarów (m.in. 1,6 mld w swapach, 1,3 mld w akcjach, 430 mln w Rosji i na rynkach wschodzących).

Wówczas nowojorski Bank Rezerwy Federalnej zaangażował się w pomoc dla LTCM, czternaście banków z Wall Street wsparło LTCM sumą 3,625 mld dolarów. Na niewiele to się zdało. Ostatecznie LTCM został zamknięty na początku roku 2000. I w ten sposób rynek zweryfikował połączenie najdoskonalszego w historii matematyczno-ekonomicznego geniuszu z najlepszą praktyką na światowym poziomie.

Kontrakty futures odnoszą się do transakcji w przyszłości. Powiedzmy, że chcę otrzymać 100.000 ton metrycznych ropy naftowej (NYMEX) FOB Rotterdam w dniu 6. maja 2015 roku. (FOB czyli Free On Board tzn. opłacone od strony portu w Rotterdamie, w tym koszty frachtu morskiego). Gotów jestem zapłacić 750 $ za tonę metryczną, czyli w sumie 75 mln $. Jeśli znajdę chętnego, który zechce mi na tych warunkach dostarczyć ropę to transakcja będzie zawarta.

Może się jednak zdarzyć, że cena baryłki ropy zacznie zwyżkować z obecnych 100$/br (luty 2013). W marcu osiągnie pułap 105$, w maju 110$ … w listopadzie 125$ … Sprzedający dostrzega możliwość poniesienia przez siebie znacznych strat, jeśli będzie chciał dotrzymać warunków umowy. Wówczas może w każdym momencie zrezygnować przez zawarcie transakcji przeciwnej. Strata sprzedającego jest proporcjonalna do kursu dnia, ale może go to uchronić przed większą katastrofą.

W kontraktach futures możemy handlować zarówno towarami jak i dowolnymi abstrakcyjnymi pojęciami, o ile strony wyrażą na to zgodę, na przykład zapłacę sumę 100*WIG na otwarciu sesji giełdy w Warszawie; płatność będzie wymagalna 1.10.2014. Albo inny przykład, dostarczę 1.06.2015 polskie obligacje skarbowe o cenie nominalnej 50 mln zł za 46,5 mln zł.
.
Przedmioty obrotu opcjami są identyczne jak w przypadku kontraktów futures. Zamiast jednak rezygnacji przez zawarcie transakcji przeciwnej występuje rezygnacja do terminu zapadalności (lub innego ustalonego terminu) przez zapłatę premii. Oznacza to, że mogę w każdej umówionej chwili zrezygnować z zawarcia transakcji, ale muszę zapłacić umówioną karę.

Nabywca opcji ma prawo, ale nie jest zobowiązany do sprzedaży (w przypadku opcji sprzedaży) lub kupna (w przypadku opcji kupna) do zawarcia umówionej transakcji. W konsekwencji jednak musi zapłacić karę.

● Kontrakty swapowe są nieco bardziej złożone. Wyobraźmy sobie, że Hipster, który wziął kredyt na 8% (stałe oprocentowanie) myśli, że stopy procentowe będą spadać. Hipster zapłaci Depeszowi różnicę jak stopy wzrosną powyżej 9%. Depesz, który wziął kredyt na 9% (zmienne oprocentowanie) myśli, że stopy procentowe będą rosnąć. Depesz zapłaci Hipsterowi różnicę jak stopy spadną poniżej 8%. Obydwaj się asekurują na wypadek niekorzystnej dla siebie sytuacji w zakresie stóp procentowych. Zawierając umowę zminimalizują swoje ewentualne straty.

Odmianą kontraktów swapowych są swapy walutowe. Jeśli eksportuję w sposób w miarę stały usługi i towary to wówczas zazwyczaj otrzymuję płatności w walucie odbiorcy (na przykład euro). Obserwując kursy walut wywnioskowałem, że wartość euro może w dłuższej perspektywie czasowej spadać. Podpisuję zatem z bankiem swap walutowy na na przykład 6 miesięcy na wymianę co miesięczną powiedzmy 1.000.000 euro po kursie 4,25PLN/EUR. Jeśli euro stanieje wówczas zyskam, jeśli zdrożeje – stracę.

Instrumenty hybrydowe w największym stopniu przypominają grę hazardową. Wyobraźmy sobie, że towarzystwo reasekuracyjne emituje papiery wartościowe o wartości 100.000$ każdy. Nabywcy tych papierów mogą liczyć na zysk 50 centów od każdego dolara. Data wykupu ustalona została na 30. listopada 2014. Jednakże jest warunek dodatkowy. Jeśli przed dniem wykupu wystąpi na Hawajach tsunami o sile 8 stopni w skali Richtera wówczas towarzystwo reasekuracyjne jest zwolnione z wypłat a nabywcy pójdą z torbami. Decydujesz się kupić papiery towarzystwa?

Oczywiście, prawdopodobieństwo wystąpienia tsunami na Hawajach można w tym wypadku zastąpić każdym innym zdarzeniem losowym. Może to być śmierć prezydenta Władimira Putina lub wypadek na nartach kanclerz Angeli Merkel połączony ze złamaniem miednicy. Pozornie są to zdarzenie mało prawdopodobne, ale inwestor, który zainwestuje w zakup wystarczająco dużo środków zacznie mieć interes w śmierci Putina lub wypadku Merkel. I niewykluczone, że przez „czysty przypadek” do tych zdarzeń dojdzie.

[ciąg dalszy nastąpi] [Gajowemu nie udało się odnaleźć dalszego ciągu – admin]

http://dylewski.com.pl/

Odpowiedzi: 22 to “Hazard czyli derywaty”

  1. veri said

    Hazard ( wszelkiego autoramentu ) to taka gra, ktora jednemu zabierze a drugiemu da ! 🙂

  2. AlexSailor said

    Co ma wspólnego inwestowanie z hazardem????
    Jedynie ryzyko.

    Ktoś bardzo chce, by ludzie myśleli, że inwestowanie i hazard to to samo.

    Jeśli kupuję mieszkanie na wynajem dziś za 100 tys. wiedząc, że mogę zarobić na czynszu 8 tys. rocznie, to jest to inwestowanie obarczone ryzykiem.
    Bo.
    Mieszkanie za rok może być do nabycia za 80 tys. albo za 150 tys., a zarobić mogę na nim 10 tys., a mogę jeszcze stracić, bo nikt nie będzie chciał za 8 tys. nająć, a w końcu wynajmie je cwaniak, który nie dość, że zapłaci mi tylko za 3 miesiące, to jeszcze będę musiał za niego ponosić opłaty i wyrzucać go z komornikiem przez niemal rok, co przyniesie stratę 10 tys., bo jeszcze muszę naprawić wszystko po demolce.

    Jest ryzyko i to duże.

    Mogę też nie inwestować ale trzymać pieniądze w skarpecie (zeżre mi je inflacja) albo roztrwonić na przyjemności.

    I o tą ostatnią opcję chodzi właśnie w zrównaniu hazardu z inwestowaniem.

  3. JerzyS said

    Przypowieść o talentach: Biblia i przedsiębiorcy
    Przypowieść o talentach: Biblia i przedsiębiorcy

    Autor Ks. Robert A. Sirico | Dodano 23 kwietnia 2010 komentarze 22
    Kategorie: O duszpasterstwie, Pismo Święte, Życie duchowe | Tagi: chrześcijanin, Pismo Święte, powołanie przedsiębiorcy, zarządzanie

    Przypowieści Chrystusa uczą wiekuistych prawd, jednocześnie jednak udzielają nam niezwykle praktycznych nauk o doczesnych przedsięwzięciach. W Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 25, 14-30) znajdujemy przypowieść o talentach. Tak jak wszystkie biblijne przypowieści ma ona wiele znaczeń. Jej istota odnosi się do tego, w jaki sposób korzystać mamy z Bożych łask. W odniesieniu do świata materialnego jest to opowieść o kapitale, inwestycji, przedsiębiorczości i właściwym używaniu bogactwa i środków gospodarczych. Jest też ona jawnym obaleniem zapatrywań ludzi widzących sprzeczność między prosperowaniem w interesach a przykładnym życiem chrześcijanina.

    Pewien bogacz przed wyruszeniem w długą podróż przywołał do siebie swych trzech służących. Zażądał, aby podczas jego nieobecności opiekowali się oni jego majątkiem. Krytycznie ocenił osobiste cechy każdego ze sług, tak że dał jednemu z nich pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden — każdemu według zdolności. Po czym wyruszył w drogę.

    Przed sługami otworzył się świat możliwości dla ich przedsiębiorczości i inwestycji. Ten sługa, który otrzymał pięć talentów został przedsiębiorcą i zarobił pięć następnych. Ten, który otrzymał dwa, postąpił podobnie i zarobił dwa następne talenty. Trzeci sługa, który otrzymał jeden talent, zakopał własność swego pana w ziemi.

    Kiedy pan powrócił, pierwszy podszedł do niego ten, który otrzymał pięć talentów. „Panie,” — rzekł on — „przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”.

    „Dobrze, sługo dobry i wierny” — odpowiedział pan. — „Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana.”

    Następnie zbliżył się do pana sługa, który otrzymał dwa talenty. „Panie,” — rzekł on — „Przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Pan nagrodził go w podobny sposób.

    Wreszcie podszedł do pana ten, który otrzymał jeden talent. „Panie,” — powiedział on — „wiedziałem żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność”.

    Odpowiedź pana była szybka i surowa: „Sługo zły i gnuśny! Widziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność.”

    Pan rozkazał odebrać talent leniwemu słudze i dać temu, który miał ich dziesięć. „Każdemu bowiem, kto ma,” — powiedział pan — „będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz — w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”

    Nie jest to przypowieść, którą byśmy często słyszeli z ambony. W naszych czasach wciąż myśli się w kategoriach etyki socjalistycznej, według której przedsiębiorczość i odnoszenie zysku są podejrzane i nie zasługują na pochwałę. Tymczasem owa przypowieść całkiem jasno łączy znaczenia i nauki etyczne z pojmowaniem odpowiedzialności człowieka w sprawach gospodarki.
    Bliższe spojrzenie

    Słowo ,,talent” w omawianej przypowieści ma dwa znaczenia. W węższym znaczeniu oznacza ono jednostkę monetarną o największej wartości dla wszystkich czasów. Biblista John R. Donovan SI podaje, że jeden talent równał się 15-letniemu wynagrodzeniu przeciętnego robotnika. Stąd wiemy, że suma dana każdemu słudze była znaczna.

    W szerszym znaczeniu pojęcie talent odnosi się do wszystkich darów, jakie Bóg nam dał dla naszego użytku. Definicja ta obejmuje wszystkie dary naturalne, duchowe i materialne. Zaliczają się do nich i nasza natura i dane nam środki — zdrowie, inteligencja i wykształcenie, pieniądze, mienie i szanse.

    Jedną z prostych nauk wynikających z przypowieści o talentach jest to, że odnoszenie korzyści z naszych zasobów, rozumu i pracy nie jest niemoralne. Co więcej, w przeciwieństwie do osiągania zysków ponoszenie strat, czyli marnotrawstwo bogactwa, szczególnie z powodu braku inicjatywy, jest postępowaniem złym.

    Chrystusowa przypowieść według św. Mateusza implikuje ówczesne rozumienie właściwego sposobu gospodarowania pieniędzmi. Prawo rabiniczne traktowało zakopywanie pieniędzy jako najlepszy sposób zabezpieczenia ich przed kradzieżą. Jeżeli osoba obdarowana pieniędzmi zakopała je zaraz po ich otrzymaniu, była wolna od odpowiedzialności za nie, cokolwiek by się z nimi stało. Przeciwnie było z pieniędzmi zawiązanymi w chusty. Kto pieniądze powierzone zawiązał w chustę, musiał pokryć straty, poniesione z powodu niewłaściwego dbania o depozyt. Jednak w powyższej przypowieści pan sług całkowicie zmienił rabiniczny sposób rozumowania. Uznał on nieużywanie talentu, a więc transakcję o wyniku zerowym pod względem korzyści, za stratę, gdyż uważał, że kapitał winien przynosić zysk. W tym sensie uznał on, że ,,czas to pieniądz (lub korzyść)”.

    Przypowieść ta również zawiera lekcję na temat jak powinniśmy używać zdolności i środków danych nam przez Boga. Według Księgi Rodzaju Bóg dał Adamowi ziemię, aby ten po wkładzie pracy korzystnie jej używał. Podobnie w omawianej przypowieści pan oczekiwał, że jego słudzy szukać będą materialnych korzyści: zamiast pasywnego zabezpieczenia otrzymanych pieniędzy mieli je inwestować. Gnuśność sługi, który otrzymał jeden talent, rozgniewała pana. A więc Bóg nakazuje nam używanie naszych talentów do celów produktywnych. Przypowieść ta podkreśla potrzebę pracy i tworzenia jako przeciwieństwo gnuśności.
    W poszukiwaniu zabezpieczenia swej przyszłości

    W ciągu całej historii ludzkości ludzie próbowali tworzyć instytucje, które miały ich chronić przed wysiłkiem i ryzykiem, tak jak próbował tego niefortunny sługa. Wysiłki takie znane są od czasów starożytnych Grecji i Rzymu o rozbudowanych systemach opieki społecznej, aż do totalitaryzmu sowieckiego i do komun luddytów [52] lat 1960-tych. Od czasu do czasu wysiłki te były przyjmowane jako chrześcijańskie rozwiązania problemu niepewnej przyszłości. Jednak w przypowieści o talentach dzielność pierwszego sługi w obliczu nieznanej przyszłości została wynagrodzona poprzez otrzymanie przez niego największej sumy. Zaryzykował on powierzone mu pięć talentów w interesach i przez to zyskał pięć następnych. Byłoby dla niego bezpieczniej zainwestować te pieniądze w banku i zarobić procent od kapitału. Za wiarę w swego pana pozwolono mu zatrzymać to co zostało mu powierzone i to co zarobił oraz zyskał część zadowolenia swego pana.

    Omawiana przypowieść implikuje moralny obowiązek stawiania czoła niepewności na drodze przedsiębiorczości. Nikt nie jest w tym lepszy niż przedsiębiorca. Dużo wcześniej niż dowie się, czy uzyska coś ze swej inwestycji czy pomysłu, ryzykuje swój czas i własność. Musi wypłacić wynagrodzenia swym pracownikom zanim jest w stanie upewnić się co do tego, czy właściwie przewidział przyszłe wydarzenia. Tworząc nowe przedsiębiorstwo otwiera on przy tym swoim pracownikom drogę do zarobku i do zdobywania kwalifikacji zawodowych.
    Obraz przypowieść o talentach

    Przypowieść o talentach

    Dlaczego więc przedsiębiorcy często bywają piętnowani jako niegodni słudzy Boga? Wielu duchownych myśli i postępuje tak, jak gdyby używanie przez biznesmenów posiadanych środków i talentów w celu realizowania zysku było niemoralne, choć w świetle przypowieści o talentach takie nastawienie do ludzi interesu nie powinno mieć miejsca. Leniwy sługa uniknąłby ponurego losu będąc choćby nieco przedsiębiorczym. Gdyby spróbował zainwestować dane mu pieniądze i nawet stracił część inwestycji, nie zostałby potraktowany tak surowo, gdyż wykazałby się działalnością dla swego pana.
    Przedsiębiorczość a chciwość

    Religia winna zacząć rozpoznawać w przedsiębiorczości to, czym ona jest — powołaniem. Zdolność osiągania powodzenia w handlu, przemyśle, inwestycjach bankowych itp. jest talentem. Tak jak i innych Bożych darów nie należy go marnotrawić, ale w pełni używać ku chwale Boga. Krytycy często łączą kapitalizm z chciwością. Jednak podstawą natury powołania kapitalisty jest koncentrowanie się na potrzebach konsumentów. Aby osiągnąć powodzenie, przedsiębiorca musi służyć ludziom.

    Chciwość jest pokusą duchową grożącą wszystkim, bez względu na stan materialny, zawód czy powołanie. Owo określenie zawiera w sobie element proporcjonalności i oznacza nieumiarkowaną lub nienasyconą żądzę materialnego zysku niezależnie od naszej zamożności. Żądza ta jest nieumiarkowana, gdy bierze górę nad moralnymi i duchowymi sprawami człowieka. Przypowieść o talentach bardzo wyraźnie mówi, że bogactwo jako takie nie jest niesprawiedliwe: przecież pan obdarzył jednego sługę większym bogactwem niż pozostałych. Gdy celem używania zdolności przedsiębiorczych jest osiąganie zysku, to nie jest to przejaw chciwości, lecz właściwe użycie talentów.

    Aby potępić zysk, wielu duchownych faworyzuje różne państwowe redystrybucje i wyrównywania dochodów wśród społeczeństwa. Powszechna opieka lekarska, większe wydatki na cele opieki socjalnej, wyższa stopa opodatkowania bogatych, wszystko to promowane jest w imię etyki chrześcijańskiej. Ostatecznym celem takich redystrybucji jest równość materialna, tak jak gdyby nierówności istniejące pomiędzy ludźmi były z gruntu niesprawiedliwe. A przecież Chrystus nie tak mówi w przypowieści o talentach. Pan powierzył każdemu ze swych sług talenty według ich zdolności. Jeden sługa otrzymał pięć talentów, podczas gdy inny otrzymał tylko jeden. Ten, który otrzymał najmniej, nie zyskał uznania pana z powodu nie wykorzystania tego, co dostał, w przeciwieństwie do pozostałych sług.

    Z przypowieści tej wynika wniosek, że wyrównywania finansowe lub redystrybucja środków materialnych nie są moralnie właściwe. Indywidualne talenty i środki, które każdy z nas posiada nie są wrodzoną niesprawiedliwością. Nierówności pomiędzy ludźmi zawsze będą istniały. Moralny system to taki system, który potrafi te nierówności rozpoznać i pozwala każdej osobie na pełne używanie swoich talentów. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wykorzystywanie zdolności, którymi zostaliśmy obdarzeni.

    Naukę płynącą z omawianej przypowieści możemy również odnieść do polityki socjalnej. W istniejącym u nas systemie praca ludzi jest opodatkowana w celu zapewnienia pomocy tym, którzy nie pracują. Często słyszymy, że ,,nie ma pracy” dla wielu biednych. Jednakże praca zawsze jest. Człowiek z dwiema zdrowymi rękoma może znaleźć pracę za niską stawkę, podejmuje jednak — w naszym systemie pomocy socjalnej — decyzję, że nie będzie pracował. Nasz system pomocy socjalnej zniechęca do pracy i stwarza zachęty do ubiegania się o pomoc — chyba że jest do podjęcia praca, która daje odpowiednio więcej dochodu niż oferuje pomoc państwowa. Bóg nakazuje wszystkim ludziom używanie talentów, które otrzymali, jednak pomimo tego, w imię wsparcia biednych i bezrobotnych, system pomocy socjalnej zachęca ludzi, aby pozwalali zanikać swym wrodzonym zdolnościom, a nawet skłania do ich ukrywania.

    W powyższy sposób popieramy grzech. Przypowieść o talentach implikuje, że bezczynność lub marnowanie zdolności przedsiębiorczych pobudza gniew Boga. Ostatecznie, trzeci sługa nie roztrwonił pieniędzy swego pana, lecz po prostu ukrył je w ziemi, jak na to zezwalało prawo rabiniczne. Szybkość reakcji jego pana jest więc zaskakująca. Nazwał tego sługę ,,złym i gnuśnym” i wygnał go na zawsze. Najwidoczniej nie tylko lenistwo sługi ściągnęło gniew na jego głowę; sługa ów przecież nie okazał skruchy, a za swą nieudolność obwiniał pana. Jego wymówką było to, że uważał swego pana za twardego i wymagającego człowieka, pomimo iż ten obdarzył go poważnymi funduszami. Biblista John Meir wyjaśnia: ,,bojąc się porażki, nawet nie spróbował odnieść sukcesu”.

    Przypowieść ta również mówi nam coś o gospodarce w ogóle. Pan wyruszył w podróż pozostawiając osiem talentów; po jego powrocie było ich piętnaście, nie jest to więc przypowieść o zysku zerowym. Mimo że jeden zyskuje, inny nie traci. Zysk pierwszego sługi nie zmniejsza możliwości zysku trzeciego, co jest prawdziwe i w dzisiejszej ekonomii. W przeciwieństwie do tego, co niekiedy bywa głoszone z ambony, sukces bogatego nie odbywa się kosztem biednego.

    Gdyby sługa, któremu się najlepiej powiodło, skrzywdził innych, jego pan by go nie pochwalił. Mądre użycie środków na inwestycje i na zarobek w postaci procentów od kapitału nie tylko jest słuszne z punktu widzenia jednostki, pomaga również innym w gospodarce rynkowej. Jak mawiał John Kennedy: ,,fala przypływu podnosi wszystkie łodzie”. Podobnie bogactwo narodów rozwiniętych gospodarczo nie powstało kosztem narodów rozwijających się. Przypowieść Jezusa o talentach odnosi się do otwartej i wolnej gospodarki.

    Często chrześcijanie o lewicowych skłonnościach cytują słowa Jezusa: ,,Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”. Wypowiedź ta przeraziła Jego uczniów i zastanawiali się oni ,,któż więc może się zbawić?”. Jezus odpowiedział na ich obawy: ,,U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe”. Nie oznacza to, że nasz sukces materialny będzie przyczyną niedopuszczenia nas do nieba, ale implikuje to konieczność uporządkowania naszego życia tak, aby sprawy materialne nie zajmowały w nim pierwszego miejsca. Nasza troska odnośnie Boga winna być podobna do tej jaką przejawiali dobrzy słudzy w sprawach swego pana, gdy gospodarzyli dla zysku jego mieniem. Prawdą pozostaje to, że bez względu na wszystkie nasze ziemskie dobra i czyny, polegamy całkowicie na Bogu w uzyskaniu zbawienia.

    W gospodarce jest inaczej. Tu, by osiągnąć dobrobyt, zależymy prawie całkowicie od przedsiębiorczości, inwestycji i podejmowania ryzyka. Powinniśmy spojrzeć krytycznie na to, w jaki sposób nasza kultura odnosi się do przedsiębiorczości. Prasa zajmująca się gospodarką i finansami wciąż pisze o sukcesach różnych przedsiębiorców. Bohaterem często bywa myślący o przyszłości, dzielny i sympatyczny przedsiębiorca, w pewnym stopniu przypominający wspomnianego sługę, który otrzymał pięć talentów. Jednocześnie jednak część duchowieństwa kontynuuje bronienie i promowanie postaw właściwych leniwemu słudze, który został potępiony przez swego pana.

    Chrześcijaństwo bywa obwiniane za niepowodzenia socjalistycznych mrzonek. W wielu przypadkach wprowadzeni w błąd lub błądzący chrześcijanie włączali się w budowanie socjalizmu. I tu powinniśmy zrozumieć jeszcze jedną naukę płynącą z przypowieści o talentach. Otóż idee socjalizmu nie są moralne. Instytucjonalizują one potępione zachowanie złego sługi. Podczas gdy Bóg nakazuje twórcze działanie, socjalizm promuje próżniactwo. Gdy Bóg żąda od nas wiary i nadziei w przyszłość, socjalizm oferuje nędzną formę zabezpieczenia bytu. Podczas gdy przypowieść o talentach wskazuje na moralność wolności handlu, inwestycji i zysku, socjalizm temu zaprzecza.

    Chrześcijanie winni pracować nad zasypaniem przepaści między religią a ekonomią. Przypowieść Jezusa o talentach jest dobrym punktem wyjścia do rozpoczęcia włączania wartości takich jak przedsiębiorczość i moralność wolnego rynku w etykę chrześcijańską.

    Tłumaczyli Teresa Lovejoy i Jan M. Małek

    Artykuł pochodzi z książki: Nowak Grzegorz (red.), Moralność kapitalizmu, Instytut Liberalno-Konserwatywny, Lublin 1998, s. 114-123
    http://www.duszpasterstwotalent.pl/przypowiesc-o-talentach-2/

  4. JerzyS said

  5. JerzyS said

    Order nadawano za waleczność i zakończone powodzeniem śmiałe czyny podjęte z własnej inicjatywy,

    także

    wykonane bez rozkazu lub wbrew rozkazowi.

    Order taki posiadał gen Rozwadowski!

    =========================================================================
    Wojskowy Order Marii Teresy

    Militär-Maria-Theresien-Orden

    Wojskowy Order Marii Teresy (niem. Militär-Maria-Theresien-Orden, skrót: MMTO) – ustanowione 18 czerwca 1757 po bitwie pod Kolinem najwyższe odznaczenie wojenne i drugi w kolejności starszeństwa order nadawany w Monarchii Habsburgów (Arcyksięstwa Austriackiego do 1804, następnie Cesarstwa Austrii do 1867 i Austro-Węgier do 1918) i jako jej kontynuacji regencji Królestwa Węgier do 1945.

    Spis treści

    1 Historia
    2 Opis odznaki
    3 Odznaczeni
    3.1 Polacy uhonorowani OMT
    4 Bibliografia

    Historia

    Order ustanowiła cesarzowa Maria Teresa. Order Marii Teresy był pierwszym nowoczesnym orderem wojskowym.
    Na statucie tego Orderu, ustanowionego 12 grudnia 1758 roku, wzorowali się m.in. twórcy Virtuti Militari.

    Order nadawano za waleczność i zakończone powodzeniem śmiałe czyny podjęte z własnej inicjatywy, także wykonane bez rozkazu lub wbrew rozkazowi.

    Początkowo order składał się z dwóch klas. Po wstąpieniu na tron, cesarz Józef II w 1765 utworzył pośrednią klasę:

    Krzyż Wielki (Großkreuz),
    Komandor (Commandeurs/Kommandeure),
    Kawaler (Ritter).

    Po rozpadzie Austro-Węgier w 1918 cesarz Karol I Habsburg przekazał swoje prerogatywy kapitule orderu, która nadawała go dalej w latach 1919-1931, a po tym okresie uznała jego przyznawanie za zakończone. Do tego momentu łącznie order nadano 1243 razy.

    4 listopada 1938 regent Królestwa Węgier admirał Miklós Horthy wznowił order (Węgry były już wówczas jedyną legalną kontynuacją monarchii habsburskiej po wcieleniu Austrii do III Rzeszy), ustanawiając siebie jako regenta jego wielkim mistrzem.

    Do momentu zmiany węgierskiego ustroju w 1946 odbyło się tylko jedno nadanie, a odznaczonym był generał major Kornél Oszlányi, który otrzymał klasę Kawalera 24 stycznia 1944 za nadzwyczajny heroizm w bitwie pod Woroneżem w 1942 przeciwko sowietom.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Order_Marii_Teresy
    ====================================================
    Polacy uhonorowani OMT

    Na przestrzeni lat 1757–1931 Orderem Marii Teresy odznaczono jedynie 1240 oficerów w tym 12 Polaków. W tej liczbie znajdowali się:

    płk. Andrzej Poniatowski – (za bitwę pod Gabel 14 lipca 1757 r., 1. promocja z 7 marca 1758 r.)
    mjr. kirasjerów Sylwiusz Aleksander Bojanowski (za bitwę pod Kolinem 18 VI 1757 r., 1. promocja z 7 marca 1758 r.)
    kpt. Krzysztof Rogowski herbu Kornic (za bitwy pod Valenciennes i Beaumont w 1793 r., 34. promocja z 7 lipca 1794 r.),
    rtm. Tadeusz Brochowski (za bitwę pod Savoną 23 czerwca i Loano 23 listopada 1795 r., 42. promocja z 11 maja 1796 r.),
    ppor. Władysław Wielowieyski (za bitwy pod Papą 12 czerwca i Raab 14 czerwca 1809 r., 73-86. promocje z lat 1809-1810),
    gen. broni Karol Gorzkowski (za obronę Mantui w 1848 r., 151. promocja z 27 listopada 1848 r.)
    kpt. Józef Jabłoński (za Vincenzę 10 czerwca 1848 r., 151. promocja z 27 listopada 1848 r.).

    I wojna światowa:

    kpt. Emil Prochaska, (za bitwę o pasmo Gučevo, na froncie serbskim, 5 listopada 1914 r., 180 promocja z 17 sierpnia 1917 r.),

    gen. dyw. (Feldmarschalleutnant) Tadeusz Jordan Rozwadowski,
    (za akcję pod Borowem 5 na 6 września 1914 r.,
    184. promocja z 17 sierpnia 1918 r.)

    por. Mieczysław Skulski, (za zajęcie i utrzymanie wzgórza Mt. Mosciach w Alpach Lessyńskich w rejonie obronnym fortu Asiago, 25 maja 1916 r., 187. promocja z 10 czerwca 1921 r.
    kpt. Stanisław Wieroński, (za działania w rejonie Medeazza w czasie 10 bitwy pod Isonzo, po 25 maja 1917 r., 189. promocja z 27 czerwca 1922 r.)
    kom. ppor. (Korvetten-Kapitän) Jerzy Zwierkowski, (za dowodzenie Oddziałem Min Rzecznych na Dunaju, w działaniach przeciw Rumunii i Rosji na przełomie lat 1916/1917, promocja z 27 VI 1922)

  6. glos z nikad said

    Pan Jerzy w cytowanym felietonie porusza całą masę problemów, także związanych z sterowaniem umysłami mas. Przyjęło się na przykład, że człowiek musi pracować i to bardzo ciężko i być niedopłacany, w przeciwnym razie kompinator albo wręcz złodziej. Przecież osiedla domków jednorodzinnych w Polsce nazywano złodziejówkami. Tak powiada społęczna opinia. Następna sprawa, to zachęta do lokowania funduszy na procent. Czy nie jest to zwyczajna lichwa? (ja sie tylko pytam).

    Także wiele innych aspektów poruszanych w artykule nakłania do zadumy.

    Ale nie o to mi dziś biega. Pomądralkuję się w sprawie talentu. Talent to miara ilości kruszcu. Może być talent złota albo srebra. Talent waży tyle ile woda w jednej amforze, czyli sto funtów rzymskich. Około 30 kg na jednostki dzisiejsze. Talent złota w czasach Chrystusowych wart był trochę więcej jak 75 tys, denarów. Ubranie nowe kosztowało 2,5 denara, używane o wiele mniej, np. do jednego denara, wynajęcie farmy 30 den miesięcznie, płaca robotnika niewykwalifikowanego może sestercję, czyli ćwierć denara na dzień. Dobry pracownik mógł wyciągnąc denara za dzień. Setnik, oprócz wielu przywilejów, od 5 tys do 10 tys denarów rocznie (w pretorii więcej). Niewolnik taki zwykły kosztował 2500 sestercji, a taki o specjalnych walorach więcej, albo dużo więcej. Koń pociągowy od 400 denarów w górę, wierzchowy nawet do tysiąca, osioł sto. Chleb był za darmo w ilości jednego funta dziennie na obywatela Rzymu. Wstęp do łaźni publicznej symbolicznego asa. Chyba już nie było mniejszej monety.

    Dla porównania – fara w Aleksandrii wybudowana została kosztem 800 talentów w złocie. Patron i sponsor rzymskiej kuchni Apicjusz posiadał początkowo 300 talentów, ale jego hobby pochłonęło tyle, że pozostało mu tylko 30 talentów, po czym popełnił samobójstwo z obawy przed śmiercią z głodu.

  7. Zerohero said

    Na akcjach dobrze wybranych spółek zyskałem. Niedużo, ale miało być więcej niż na lokacie. Na kombinowaniu z dźwigniami, zakładami itp. straciłem. Straciłem b.mało bo to był tylko eksperyment. Zostaję przy akcjach rozumianych b.konserwatywnie: jako udział w części firmy a nie spekulacja.

  8. glos z nikąd said

    Obiecałem kiedys troche wiadomości jak sie kupuje metale. Złoto jest poza rozważaniami, ponieważ po pierwsze jest już teraz nadmuchane, po drugie, jest manipulowane, po trzecie w każdej chwili posiadanie złota moze być zdelegalizowane (precedensy były, nawet nie tak dawno). Mówimy o fizycznym metalu, to znaczy diler bierze papier i daje nam do ręki srebro. Nikt jeszcze nie zdążył pomyśleć o delegalizacji srebra.

    Wiadomości pochodzą sprzed trzech tygodni.

    Srebro wystepuje w trzech zasadniczych rodzajach. Srebro rządowe w formie monet, srebro z prywatnych mennic, i do tej kategorii zaliczmy tez sztabki, a to dla uproszczenia, generic i złom.

    Srebro rządowe kosztuje w sprzedaży 4 dolary za uncję troy powyżej ceny spot. Cena spot to aktualna cena która sobie można znaleźć na komputerze, nie wgłębiajmy się za bardzo, nazwijmy to ceną giełdową. Cena monety z liściem to 3 dolary powyżej spot.

    Cena srebra z prywatnych mennic i sztabek to 2 dolary powyzej spot za uncję. Dane dotyczą jednouncjowych monet i sztabek. Mniejsze nominały są nieco droższe.

    Cena starych US monet (bez wartości numizmatycznej) to im mniejszy nominał, tym wyższa prowizja.

    Jesli chcemy zamienić srebro na gotówkę, wtedy srebro rządowe płaci od 1 dolara do 2 dolarów ponad spot. Prywatne srebro w skupie idzie po cenie spot, a złom i stare monety po cenie o dolara mniejszej od spot.

    Złoto w sztabkach kosztuje 84 dolary za uncję ponad spot.

    Dla porównania, w Polsce, w przeliczaniu na dolary. Srebro kosztuje od 22 dolarów do 27 dolarów, a skup od 13 dolarów do 17 dolarów za uncje Troy – w czasie gdy spot wynosił ok, 20 dol.

    W czasie pozyskiwania danych z US złoto spot wynosiło 1270 US $, a srebro $17,50. za uncję.

    Srebro oscyluje dość ostro, parę lat temu uncja szła po 9 dolarów, a niedługo potem cena dochodziła blisko 50 dolarów.

    Metali nie nabywa się w celach spekulacyjnych, tylko dla zaparkowania walorów.

    Ciekawie zachowuje sie platyna, której cena spot jest o wiele niższa od złota. Nie umiem tego wytłumaczyć.

    O głębszą wiedzę w tej materii odsyłam do fachowców.

  9. semperparatus said

    Re.8 Od razu widać się nie masz pojęcia o PM(metalach szlachetnych).”Złoto jest teraz nadmuchane”…-to twierdzenie jest całkowitym nonsensem…cena złota-już od wielu lat-jest sztucznie utrzymywana(przez złodziejskie lobby banksterskie)…na ekstremalnie niskim poziomie…A to w celu ochrony produkowanego przez tych lichwiarzy bezwartościowego papierowego pieniądza…głównie dolara amerykańskiego…
    Od lat na całym świecie…tzw.”banki centralne”drukują ogromne ilości „pustego pieniądza”…Gdyby nie manipulacja derywatami PM-ów…czyli „papierowym złotem”i „papierowym srebrem”to oba te metale(oczywiście w postaci fizycznej)osiągnęłyby ceny wielokrotnie wyższe niż te dzisiejsze:złoto-nie mniej niż $11.000/Oz…a srebro-$400-500/Oz…
    Ale taka manipulacja może się prędzej czy później skończyć…czy to w wyniku międzynarodowego porozumienia(takiego jak np.w Bretton Woods w 1944 roku),czy też-załamania obecnego systemu finansowego…Co jest bardzo prawdopodobne…i to w niedługim już czasie…

  10. Maćko said

    Szanowni, widze ze marze na handlu srebrem sa bardzo wysokie. Jest interes!😉
    Ktos pomyslal o drucie ze srebra którego, jak slyszalem, uzywa sie do produkcji bizuterii? Albo jakies inne srebro przemyslowe? Co z zakupami srebrnych monet na szarym rynku? Bylo wiele monet bitych ze srebra na rózne okazje, sam mam ich pare gdzies w jakiejs puszce po zupie pomidorowej.
    Tylko, Szanowni, jak juz ktos sie skusia na komentarz, to, bardzo prosze, niech bedzie przydatny pozytywnie. Np: aby nie dac sie oszukac próbe srebra mozna sprawdzic tak…
    Bo pisac negatywnie, ze tak sie nie da, ze oszukaja, ze to bzdury bez podania rozwiazania jest na prawde malo przydatne. Ok? ZGD!

    Semper – czy cena zlota nie jest wysoka, gdyz BC wielu krajów je kupuja, wiec jest go malo na rynku do sprzedazy i malo ktos chce sie go pozbyc?

  11. Maćko said

    …. Jeśli kupuję mieszkanie na wynajem dziś za 100 tys. wiedząc, że mogę zarobić na czynszu 8 tys. rocznie, to jest to inwestowanie …

    Alex, lepiej kupic powierzchnie handlowa, lokal czy nawet biuro.
    – firmy placa wiecej – 10% rocznie albo i wiecej
    – jak plajtuja to sie same wynosza
    – wynajmuje sie tylko mury, firmy same naprawiaja podlogi czy sciany
    – kazdy nowy lokator urzada sobie sam wynajata powierzchnie wedlug zapotrzebowania😉

  12. głos z nikąd said

    Prosze pana Semper. Oczywiście, że sie nie znam, a zapodaję tylko to, czego dowiedziałem się od dwóch konkurencyjnych miejscowych dilerów, co zresztą już żem deklarował poprzednio. Każdy się na czymś zna, nieprawdaż. Powiem panu, na czym się znam. Na technologii emulsyfikacji tłuszczów (w obydwie strony) i jeśli w tej materii są jakieś pytania, to zawsze jestem gotów. A jaka jest pańska specjalizacja? Ale niezależnie od dziedziny ekspertyzy każdy chce się zabezpieczyć materialnie na złe czasy więc rozgląda się za rozmaitymi opcjami.

    Do rzeczy. W normalnych warunkach ekonomicznych cena złota powinna być około 16 razy wyższa niż cena srebra. To znaczy że albo zloto jest nadmuchane, albo srebro z jakichś przyczyn trzymane nisko I prosze porównać dziwne zachowanie platyny, która też jest metalem przemysłowym, jak srebro. A może to właśnie platyna utrzymuje realną wartość a złoto jest manipulowane?

    Tak, niektórzy twierdzą, że spodziewana jest dalsza podwyżka cen złota, ale to może być po prostu eskalacja tego nadmuchania, albo odzwierciedlenie dalszego spadku wartości papieru. (kilka lat temu cena złota wynosiła mniej niz czterysta dolarów za uncję)

    Publikuje sie dwa scenariusze, jeden zakłada utrzymywanie sie cen zlota na w miare stalym poziomie, a drugi prorokuje dużą podwyżkę. Zniżki raczej sie nie przewiduje, bo za dużo tego metalu juz wykupiły czynniki znaczące. Dlatego spekulanci powiadają, że wkrótce srebro osiągnie cenę 74 dolarów za uncję. I jeśli złoto nie będzie w międzyczasie dalej zmanipulowane, to będzie własnie owe mniej więcej jeden do szesnastu.

    Ale jeszcze raz powtarzam, po głębsze informacje odsyłam do fachowców. Od złota w każdym razie należy moim zdaniem trzymać się z dala, a to przede wszystkim ze względów politycznych, ale i praktycznych.

    Jeszcze jest pallad, ale tę opcję malo kto docenia, więc mogą być kłopoty z upłynnieniem.

    Na złe czasy dobrą walutą mogą się okazać inne powszechne dobra (commodities), ale o tym chwilowo rozmawiać nie jest politycznie poprawnie.

  13. głos z nikąd said

    Panie Maćko, żeby zajmowac się srebrnym złomem, trzeba być fachowcem. Nie znam sposobu na sprawdzenie zawartości srebra w złomie, ale niewątpliwie takowe istnieją. Tak samo jeśli chodzi o numizmaty – trzeba w tym siedzieć. Na to nie każdy ma czas, więc racaej koncentrowałbym się na małych sztabkach (na przykład do 5 oz) i monetach od prywatnych firm. Tego nikomu się nie opłaca fałszować.

    Ale w pewnym wieku cały temat i tak robi tylko za ciekawostkie przyrodnicze. Po co w ogóle zamrażać fundusze, skoro kto wie, ile pozostało zycia?

  14. Maćko said

    GZN – pisze: „niektórzy twierdzą, że spodziewana jest dalsza podwyżka cen złota” …. niektórzy twierdza, ze pod Jeloustoun jest wulkan, ze ziemia sie grzeje, asfalt topi, wydziela sie siarkowodór a diabel ma dlugi ogon😉 .

    Jesli jest popyt na zloto, to ono nie stanieje, chyba ze Rotszyld zrobil w wuja Chinczyków. Ale ze zlotem jest trudno robic w wuja, bo jest go tylko tyle ile jest i nie da sie, na razie, syntetyzowac przemyslowo ani chalupniczo. To nie wegiel krystaliczny😉 który mozna robic ladny i blyszczacy „tasmowo” o ile sie zabezpieczy przez mordercami z De Beer’s. Swoja droga, Rosjanie czy Chinczycy jesszcze o tym nie pomysleli – brylanty dla kazdego… i kupa pasozydów traci weglowe oszczednosci.

    Nie pisalem o zlomie srebra, tylko o rolce drutu jaki moze kupic sobie u dostawcy byle jubiler. Najlepiej grubego. Nie przeszkada mi zakup sztabek czy monet, przeszkadza mi wysoka marza jaka pobieraja od takich oficjalnych operacji. Nie lubie placic wiecej niz to wypada i nie place, chyba ze musze. Np, dewizy kupuje na gieldzie i biora ode mnie 0,15% prowizji. A nie 15%. Trzeba kombinowac. Koszule Brooks Brothers tez mozna kupic taniej jak sie dobrze poszuka.

    Po co miec oszczednsci jak zycie krótkie?

    No zeby nie bylo za krótkie. NA emeryturze leczenie konieczne moze byc problematyczne, warto miec cos pod materacem. Ktos chce pracowac zarobkowo majac 80 lat? A wiadomo, ze do setki to nam sie nalezy i ze potem mozna negocjowac…😉

  15. Maćko said

    15. GZN – Pan mysli, ze ktos podrabia srebrne monety z …???… nie pamietam co na nich bylo.. Pilsudski? Chrobry? JPII?

  16. głos z nikąd said

    Jak sie nie pracuje na emeryturze to przeciętna życia wynosi 7 (siedem) lat. Jak sie pozostaje aktywnym, to o wiele dłużej, nie ma statystyk. Nie wiem jeszcze, co robić…

    Ile kosztuje srebrny drut spawalniczy czy jubilerski (wprzeliczeniu na 32 gramy) i ile jest tam srebra w srebrze?
    Problem także leży w tym, ze nie ma certyfikatu na drut ani próby wybitej.
    Można kupować monety niekoniecznie od dilera. Wszystkim się może to opłacać (oprócz dilera).

    Technologia węgla krystalicznego wymaga wysokich temperatur i ciśnień. Na diamenty przemysłowe może sie opłacać. Na diamenty do posiadania, nie bardzo. Ponadto, ceny diamentów na pewno są mocno zawyżone i w każdej chwili mogą spaść, jeśli ludziska się otrząsną i przestana kupować. (ale sie chyba nie otrząsną, bo jakby byli tacy otrząśliwi, to już dawno przestali by kupować koka kolę i harleje dawidsony).

    Markowe rzeczy kupuje się w Hong Kongu. Naszyją albo nakleją każdą etykietkę, a wyprodukują nie do rozpoznania. Kolega kupował tam sprzęt do przetwórstwa żywności z blaszkami najlepszych firm. Znaczy się bez blaszek, ale powiedzieli, że jak chce to mu moga nabić a nikt nie pozna. Fajni ludzie te Kitajce. Mam gitarę Manuel Rodriguez, jak będę zmieniał struny to zdejmę naklejkę i będzie hecho en Toledo, Spain.

  17. Maćko said

    No to wracamy do zaufania. Jak bedzie ktos mial srebrne monety w kieszeni i zaplaci nimi za leczenie a lekarz za naprawe samochodu to czy one beda 100% prawdziwne czy nie malo bedzie istotne.😉
    Jak bedzie mial GWno w kieszeni to nie zaplaci za leczenie i nie dozyje do 100 lat aby móc negocjowac.

    Pan pamieta film z Marylin i dwoma pjacami? Konczy sie dialogiem zakochanego w przebranym za babe chlopie:
    – .. Kocham pania!
    – Ale ja jestem chlopem!
    – Nikt nie jest doskonaly!

    Rozumie pan mój punkt widzenia? Lepiej miec monety srebrne w domu niz dlugi.
    Zbyt dlugo czekac na doskonalosc skonczy sie zjesciem przed jej znalezieniem.
    Albo koncem dolara i zmiana na renmimbi po bardzo niekorzystnym kursie.😉
    A gitara jak peka to sie na naprawic czy juz nie? Nie wiem… lepiej sie znam na hamulcach.

  18. głos z nikąd said

    Nie, ta pękająca to jest Cordoba, istne cacko. Oryginał z Barcelony. Da się naprawić, ale trzeba mieć rękę jak chirurg. Rodriguez natomiast jest (powiem w sekrecie) z fabryki Rodrigueza w Chinach Kontynentalnych.

    Nie pamiętam tego filmu. Dialog znamiennie dwuznaczny na nasze czasy.

    Żyjemy w epoce długu. Niespłacalnego. Długi to sie ma jak sie ma skrupuły. Jak sie ich nie ma, to długi mogą się zrobić nieściągalne. Bierzmy przykład z wierchuszki.
    Oczywiście że trzeba mieć w domu jakiś metal. Ale to trzeba także wytłumaczyc Żonie, która na słowo metal reaguje wymawiając fonetycznie chemiczny symbol złota.

  19. Maćko said

    HAHAHAHA!
    Trudno jest przecietnemu zjadaczowi chleba nie splacac dlugów. Gestapo na uslugach pasozytuf takie sciaga i sciga. Nie dla mnie…
    Pozostaje kawalek ziemi z woda.
    Kolekcja broni.
    Wiedza i umiejetnosci.
    Lekarz zje poledwice albo i lylknie kwasu chlebowego
    Milego

  20. głos z nikąd said

    Lekarz zje poledwice albo i lylknie kwasu chlebowego

    O. Teraz to co innego.

    Nie będę się uzewnętrzniac publiczne w sprawach długu, szczególnie tego wymuszanego na wydry.

  21. Maćko said

    co to jest „dlug wymuszany na wydry”?😦

    ——
    „Na wydrę” znaczy mniej więcej „na chama”.
    Robić na wydrę – kraść, wyrywając przedmioty z ręki ofiary.
    Admin

  22. głos z nikąd said

    Dług zaciągany przeciw woli dłuznika. Na przykład należności nie uwzględniane we wstępnej wycenie i nie uzgodnione. Także długi, w które kredytor celowo wpycha ofiarę, na przykład w niedawnej przeszłości agresywne wmuszanie pożyczek hipotecznych na które pozyczkobiorca w normalnych warunkach nie mógł się dochodami zakwalifikować. (i balon hipoteczny wreszcie strzelił z hukiem). Tak samo mozna traktowac pozyczki frankowe w Polsce, które literalnie wciskano na siłę. Akurat przebywałem wtedy w Starym Kraju i miałem permanentną chrypkę od bezustannego wyjaśniania na prawo i lewo na czym polega podstęp, ale niestety aby zasługiwać na jakąkolwiek uwagę, trzeba być kimś. Tak, panie Maćko, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Szkoda jęzora i strun głosowych.

    Powyższe przykłady to długi na wydry. Na wydarcie.

Sorry, the comment form is closed at this time.