Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jeznach – Acta Diurna (998), piątek 11 listopada 2016

Posted by Marucha w dniu 2016-11-12 (sobota)

Niniejszy serwis informacji i komentarzy ze świata jest w całości poświęcony konsekwencjom wyborów prezydenckich w USA.

* W najbardziej jak dotąd dramatycznych amerykańskich wyborach prezydenckich w historii zwyciężył Donald Trump. To, że wygrał mając przeciw sobie potężny establishment Ameryki i całego zachodniego świata, włącznie z elitą własnej partii republikańskiej, jest krzepiące. Wybory te były bowiem szczególnie ważne nie ze względu na tego, kto je odniósł, ale ze względu na tych, którzy je przegrali. A przegrała partia wojny i mafia metawładzy.

Wygrana Trumpa oznacza również sromotną klęską sondażowni i obnaża ich prawdziwą rolę w manipulowaniu opinią publiczną. Jest także kompromitacją politologów, dziennikarstwa i całej machiny propagandowej, która pracowała na zwycięstwo jego rywalki.

* W swoim zwycięskim przemówieniu Donald Trump powiedział, że najwyższa pora zagoić rany rozdzierające kraj. „Obiecuję wszystkim Amerykanom, że będę prezydentem wszystkich Amerykanów” — powiedział Trump. Republikanin dodał, że pragnie dla Amerykanów „jaśniejszej przyszłości”. Będziemy budować trasy, mosty, tunele, lotniska, szpitale, będziemy odbudowywać infrastrukturę… Zaangażujemy w te prace miliony naszych ludzi” — powiedział Trump, występując przed swoimi zwolennikami w Nowym Jorku. Trump oświadczył, że jako prezydent zamierza pracować nad „odrodzeniem American dream”.

Miliarder obiecał też stawiać ponad wszystko interesy Stanów Zjednoczonych, nie zapominając przy tym, by na arenie międzynarodowej „postępować ze wszystkimi uczciwie”. „Chcę zapewnić cały świat, że stawiając na pierwszym miejscu interesy USA, będziemy postępować uczciwie ze wszystkimi na świecie, ze wszystkimi narodami i nacjami. Opowiadamy się po stronie partnerstwa, a nie konfliktów” — powiedział Trump. Ponadto, w swoim przemówieniu Trump zwrócił uwagę na rolę Hillary Clinton, mówiąc, że Amerykanie mają wobec niej dług wdzięczności za jej zasługi dla kraju. Kampania prezydencka, która zakończyła się zwycięstwem Trumpa nie była — wedle jego słów — zwyczajną kampanią, lecz potężnym ruchem narodowym. Republikanin oświadczył, że jest gotów niezwłocznie przystąpić do pracy.

* Zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa nie zostało w Polsce przyjęte jednoznacznie i raczej powierzchownie. Nawet w tej kwestii widać podziały między Polakami. „Gazeta Wyborcza” daje jednoznacznie do zrozumienia: „Nie wiemy, jakim Trump będzie prezydentem, ale jego dotychczasowe wypowiedzi z kampanii wyborczej nie mogą nastrajać nas optymistycznie”. Redakcja nazwała wybór Amerykanów „kolejną cegiełka wyjętą z muru zachodniej cywilizacji”.

W podobnym tonie wypowiada się TVN24. Stacja od początku kampanii nie kryła poparcia dla Hilarii Clinton. Rozczarowania nie kryła ani Jolanta Pieńkowska, która relacjonowała wybory bezpośrednio z USA, ani Dorota Warakomska, korespondentka radia TOK FM: „Zwycięstwo Trumpa to wyraźny sygnał, że różnorodność i równość nie są akceptowane w takim stopniu jak się nam wydaje. To jest zły sygnał dla kobiet, mniejszości”. TVP Info podchodzi do sprawy sceptycznie. Portal pisze o Trumpie jako o „bezwzględnym biznesmenie i mistrzu autopromocji”. Inny nagłówek: „Staruszka kontra kowboj z osobliwą fryzurą. Najdziwniejsze wybory w historii”. Na Facebooku słychać wiele różnych głosów.

Środowiska feministyczne nie mogą odżałować, że pierwsza kobieta straciła szansę na prezydenturę. Piotr Szumlewicz, publicysta i ekspert OPZZ, jeszcze przed ostatecznym werdyktem wyraził przekonanie, że „Wybór w USA jest prosty — Clinton albo barbarzyństwo”. Argumentował przy tym, że Trump władny jest m.in. „rozwalić ONZ”. Również działacze Partii Razem zwracają uwagę głównie na kwestie obyczajowe: seksizm i ksenofobię Trumpa, a także na jego oszustwa podatkowe.

Z kolei socjaliści (pomimo ciągłej tęsknoty za przegranym Sandersem) stoją tutaj ramię w ramię z konserwatystami, cieszącymi się ze zwycięstwa Trumpa. Podkreślają, że ważne jest dla nich przede wszystkim zahamowanie ekspansji Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, a wybór Trumpa daje taką nadzieję. Najczęściej jednak pada pytanie: „Ciekawe czy w Stanach komentują wyniki naszych wyborów”.

Wydaje się, że wśród „zwykłych” Polaków nastroje rozkładają się pół na pół. Przeciwnicy interwencji USA i NATO na Bliskim Wschodzie, a także wszyscy, którzy liczyli na to, że Obama — pokojowy noblista — nie zawiedzie ich oczekiwań, mają gorzką satysfakcję. Prócz tego Trump oficjalnie mówił o zniesieniu wiz wjazdowych dla Polaków, co dla wielu z tych, którzy mają lokajską mentalność lub przyszłość Polski widzą w emigracji na Zachód wydaje się kuszące.

* Wiadomość o niespodziewanym zwycięstwie Donalda Trumpa i przegranej Hillary Clinton w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w Rosji powitano z nieukrywanym zadowoleniem. Prezydent Rosji Władimir Putin w gratulacjach przesłanych Trumpowi wyraził nadzieję, że uda się wyjść z kryzysu w stosunkach między USA a Rosją. Deputowani Dumy Państwowej na środowej sesji oklaskami powitali wiadomość o zwycięstwie republikańskiego kandydata. Wielu rosyjskich parlamentarzystów uważa, że wraz z przeprowadzką Trumpa do Białego Domu dojdzie do zmian na lepsze w stosunkach pomiędzy Rosją a USA.

Zdaniem Wiaczesława Nikonowa rezultaty wyborów mogą okazać się poważnym sygnałem dla społeczności międzynarodowej, który oznacza, że „mamy całkiem dobrą okazję do rozładowania napięcia na arenie międzynarodowej”. Jego zdaniem wygrana Trumpa jest protestem zwykłych Amerykanów, którzy są niezadowoleni z tego, że „Ameryka ingerowała we wszystko na świecie i nie zajmowała się swoją politykę wewnętrzną”. Część rosyjskich elit politycznych sugeruje, że teraz Trump będzie musiał liczyć się z oczekiwaniami Amerykanów dotyczącymi normalizacji współpracy na linii Waszyngton-Moskwa.

Politolog Michaił Leontiew nazwał Donalda Trumpa przewidywalnym partnerem i oponentem dla Rosji. „W ciągu ostatnich dziesięcioleci nie było w Ameryce prezydenta tak jasno formułującego swoje stanowisko i swoje wartości” — zauważył Leontiew. Natomiast wiceszef komitetu gospodarczego Rady Federacji Siergiej Kałasznikow jest przekonany, że wraz z objęciem przez Trumpa władzy nieokreśloność w polityce zagranicznej USA tylko wzrośnie. „Daliśmy się złapać na niektóre jego ukłony w stronę Rosji, błędnie oceniając, że nam pasuje. Ale każdy prezydent USA jest dobry tylko i wyłącznie dla Stanów Zjednoczonych” — dodał senator. Również inni przestrzegają przed iluzjami, przypominając, że Trump wcale nie jest kandydatem prorosyjskim.

* Członek komitetu do spraw zagranicznych Dumy Państwowej Siergiej Żelezniak wyraził nadzieję, że w polityce zagranicznej przyszły prezydent USA będzie kierować się zasadą poszanowania prawa międzynarodowego oraz że będzie budować relacje ze światem i Rosją, nie zapominając o interesach narodowych wszystkich uczestników dialogu. Jego zdaniem w rzeczywistości to, jak zagłosowali Amerykanie świadczy o tym, że „ludzie są zmęczeni sztucznymi konfrontacjami i narzucaniem globalizacji”. Jak dodał, przebieg i wynik kampanii wyborczej pokazały powszechne rozdrażnienie polityką poprzedniej amerykańskiej administracji.

Rosyjski polityk powiedział też, że elity polityczne USA i znaczna część społeczeństwa będą musieli uświadomić sobie zachodzące zmiany i zaakceptować je w celu uniknięcia oporu społecznego. Oczywiste jest także to, że Trump będzie musiał działać w warunkach trudnego i sprzecznego systemu amerykańskiego kierownictwa i nie należy się w tym względzie łudzić. Ale sygnał wysłany przez amerykańskich wyborców stanowi istotną podstawę do przeprowadzenia niezbędnych reform w polityce wewnętrznej i zagranicznej – podkreślił Żelezniak. Z kolei przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin chciałby, aby wraz z wybraniem kolejnego prezydenta stał się możliwy bardziej konstruktywny dialog z Rosją, bo „obecnych rosyjsko-amerykańskich stosunków nie można nazwać przyjaznymi”.

* Rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow poinformował, że Kreml ma nadzieję, iż po objęciu przez Trumpa urzędu Rosji i Ameryce uda się zbliżyć stanowiska w sprawie Syrii. Odnośnie oczekiwań Kremla co do zniesienia sankcji i uznania Krymu za rosyjski, Pieskow podkreślił: „To nie nasza sprawa czy zniosą sankcje. USA należy do tych państw, które je wprowadziły. Jak wiadomo, strona rosyjska nie porusza tego tematu”. Krym jest już raz na zawsze jednym z regionów Federacji Rosyjskiej, dlatego uznanie czy nie uznanie tego faktu w żaden sposób nie wpłynie ani na de facto, ani — naszym zdaniem — na de iure – na jego dalsze losy powiedział rzecznik Kremla. Jak dodał, nie oznacza to, że wszystkie sporne momenty między Rosją a USA nagle znikną po zaprzysiężeniu nowego amerykańskiego prezydenta.

* Rosyjski prezydent Władimir Putin, komentując przedwyborcze deklaracje Donalda Trumpa o normalizacji stosunków z Rosją, powiedział, że będzie to trudna droga, bo uległy one znacznemu pogorszeniu, ale Rosja jest gotowa przejść swoją część tej drogi. Podczas ceremonii przyjęcia listów uwierzytelniających od nowych ambasadorów obcych państw Putin skomentował doniesienia o wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Słyszeliśmy przedwyborcze deklaracje wówczas jeszcze kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych o normalizacji stosunków między USA a Rosją. Rozumiemy i zdajemy sobie sprawę, że będzie to trudna droga, jeśli uwzględnimy tę degradację, która niestety miała miejsce w stosunkach między USA a Rosją. I to, jak już wielokrotnie mówiłem, nie z naszej winy relacje rosyjsko-amerykańskie są w takim stanie – powiedział prezydent.

Jednocześnie zapewnił, że jego kraj chce normalizacji relacji między obu krajami i przywrócenia ich „na ścieżkę zrównoważonego rozwoju”. To przyniosłoby korzyści zarówno Rosjanom, jak i Amerykanom, a także miałoby pozytywny wpływ na ogólny klimat na arenie międzynarodowej, biorąc pod uwagę szczególną odpowiedzialność Rosji i USA za utrzymanie globalnej stabilności i bezpieczeństwa – dodał.

* Rosyjska Rada Federacji liczy, że wraz z przejęciem sterów państwa przez Donalda Trumpa amerykańskie elity polityczne przewartościują swoje podejście do roli USA na świecie. Elity polityczne w USA powinny odnowić się i przewartościować swoje podejście, m.in. do roli Stanów Zjednoczonych na świecie. Właśnie na to zagłosowali Amerykanie – powiedział w rozmowie z RIA Novosti szef Komisji Prawa Konstytucyjnego Rady Federacji Andriej Kliszas. Jego zdaniem jest to nieuniknione, bo wyniki głosowania świadczą o tym, że w amerykańskim społeczeństwie królują głosy oburzenia pod adresem obecnych elit politycznych w Waszyngtonie.

Antyrosyjska retoryka konfrontacji nie pomogła Clinton przyciągnąć głosy wyborców. Ludzie są zmęczeni kłamstwem i podwójnymi standardami Waszyngtonu – powiedział senator. Tymczasem wiceprzewodniczący Komisji Obrony Rady Federacji Franz Klincewicz nie wyklucza, że w swoim wystąpieniu na inauguracji Trump zapowie „poważne inicjatywy w polityce zagranicznej, m.in. w Syrii, przy czym najbardziej nieoczekiwane”. Być może będzie nawet mowa o realnej współpracy z Rosją w walce z terrorystami z ISIS. Reakcja na te inicjatywy z naszej strony powinna być bardzo precyzyjna. Myślę nawet, że początkowy etap zadecyduje o wielu kwestiach w dalszym rozwoju rosyjsko-amerykańskich stosunków – powiedział Klincewicz dodając: o wielu, jeśli nie o wszystkich.

* Na świecie w różny sposób reagowano na zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich USA. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz nie krył swojego rozczarowania wynikami amerykańskich wyborów. „Uważam, że system polityczny w USA jest na tyle silny, żeby wytrzymać Donalda Trumpa i go powstrzymywać. Ale oczywistym jest, że stosunki transatlantyckie będą utrudnione” — powiedział w wywiadzie dla stacji WDR. „To można porównać do efektu Brexitu w dziesięciostopniowej skali” — powiedział dyplomata UE korespondentowi Ria Novosti.

Niemcy są zaniepokojone wygraną Trumpa. Wicekanclerz, minister gospodarki i energii RFN Sigmar Gabriel nazwał wyniki wyborów w USA „ostrzeżeniem dla Niemiec”. Oprócz tego niemiecki polityk scharakteryzował nowego amerykańskiego prezydenta jako „pioniera nowego autorytarnego i szowinistycznego ruchu międzynarodowego”. Obawy wicekanclerza podziela również minister sprawiedliwości, socjaldemokrata Heiko Maas. „Świat nie pójdzie na dno, będzie tylko jeszcze bardziej szalony” — napisał na Twitterze.

Z kolei minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier zauważył, że kampania wyborcza w USA zadała stosunkom międzynarodowym „głębokie rany, które będą się długo goiły”. Z punktu widzenia prezydenta Francji Francoisa Hollande’a zwycięstwo Republikanina „rozpoczyna etap nieokreśloności”. Tym niemniej pogratulował Trumpowi wygranej, nazywając swoje zachowanie „naturalnym w stosunkach prezydentów dwóch demokratycznych państw”. Europejczyków zaczął uspokajać minister spraw zagranicznych Łotwy Edgars Rinkēvičs. „Łotwa jest gotowa współpracować z każdą administracją amerykańską. Nie ma sensu panikować” — powiedział dyplomata. Również na Ukrainie reakcje były podzielone. Administracja prezydenta Poroszenki zadeklarowała swoją gotowość do współpracy z Trumpem, przypominając o wielu swoich „przyjaciołach” w Waszyngtonie, natomiast lider Partii Radykalnej Ołeh Liaszko skomentował wygraną Trumpa jako „katastrofę”, wzywając jednocześnie obywateli do zajmowania się swoimi sprawami.

Najgłupszą opinię wyraził Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. „Pani Clinton jako sekretarz generalny była symbolem «resetu» amerykańsko-rosyjskiego. To ona niosła odpowiedzialność za zbliżenie Białego Domu z Kremlem, a na ołtarzu amerykańsko-rosyjskiej współpracy została złożona Polska. To był duży błąd Ameryki, za który odpowiedzialna była Clinton” — powiedział Czarnecki na antenie Telewizji Polskiej. Zdaniem Czarneckiego Trump to „pragmatyczny biznesmen”, który będzie przysłuchiwał się opiniom swoich doradców, a oni są według Czarneckiego „sceptycznie nastawieni wobec Rosji”.

* W wyborach prezydenckich w USA zwycięstwo odnosi najlepszy kandydat. Jedyny, który nie grozi Rosji wojną – uważa szef Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimir Żyrinowski. Republikanin Donald Trump prowadzi w wyścigu do fotela prezydenta po tym, jak odniósł zwycięstwo w kluczowych stanach. „Wyjaśnie wam, dlaczego Ameryka głosowała na Trumpa: trudna sytuacja na świecie, Hillary Clinton, kandydatka Demokratów grozi wojną, dla niej Rosja to wróg numer jeden, a większość Amerykanów chce spokojnego życia” — powiedział Żyrinowski. „Z zadowoleniem stwierdzamy, że w USA zwycięża lepszy z tych dwóch przedstawionych amerykańskim wyborcom kandydatów” — powiedział Żyrinowski, dodając, że niestety rosyjscy politolodzy i dziennikarze nie przewidywali zwycięstwa Trumpa. „Niech babcia Clinton teraz odpoczywa” — dodał rosyjski deputowany.

Lider LDPR wyraził też nadzieję, że z kraju wyjedzie ambasador USA w Rosji John F. Tefft. „On nienawidzi Rosji. W końcu ucichnie na Ukrainie, i sankcje zostaną zniesione, i na Bliskim Wschodzie sytuacja się uspokoi. Wszystko ucichnie. Ludzkość odetchnie pełną piersią” — powiedział Żyrinowski.

* Również prezydent Chin Xi Jinping składając gratulacje Trumpowi wyraził nadzieję na rozwój i stabilizację stosunków dwustronnych, przy unikaniu konfrontacji, wzajemnym szacunku i w oparciu o zasady win-win. Relacje Chin z USA, łączące największe państwo rozwijające się z największym państwem rozwiniętym, przedstawił jako kluczowe dla rozwoju i stabilności gospodarki światowej. Wcześniej przedstawiciele chińskiego kierownictwa unikali komentarzy na temat kandydatury Trumpa i wypowiadali się jedynie w kluczowych kwestiach. Skrytykowali jego zapowiedź nałożenia na chiński import ceł w wysokości 45%, a także retorsji za manipulacje kursem chińskiej waluty, uznając je za „nieracjonalne”. Ich wdrożenie miałoby doprowadzić do utraty przez USA „światowego przywództwa”, a także przynieść obopólne straty gospodarcze.

Z krytyką ze strony Chin spotkała się również zapowiedź Trumpa dotycząca odstąpienia od wypracowanej w Paryżu umowy dotyczącej przeciwdziałaniu globalnemu ociepleniu – wspólne stanowisko Chin i USA wskazywane jest jako jeden z największych sukcesów relacji dwustronnych ostatnich lat. W Pekinie panuje oczekiwanie, że skupienie Trumpa na problemach wewnętrznych USA zmniejszy amerykańską presję strategiczną na Chiny. Wybór Trumpa wskazywany jest jako wariant korzystniejszy od wyboru Hillary Clinton, uznawanej za autorkę nakierowanej na powstrzymywanie Chin amerykańskiej polityki w Azji. Oficjalny przekaz chiński daleki jest jednak od hurraoptymizmu, podkreślana jest duża niepewność co do przyszłości relacji z USA.

* Istotne z punktu widzenia Chin były wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczące zmiany polityki bezpieczeństwa USA w rejonie Azji i Pacyfiku. Zapowiedział on zmianę relacji przede wszystkim z Koreą i Japonią: państwa te mają przejąć większą odpowiedzialność za własną obronność – obecnie stacjonuje tam ok. 80 tys. żołnierzy amerykańskich. Realizacja tej zapowiedzi może oznaczać niekorzystne dla Pekinu przyspieszenie militaryzacji Japonii.

Krytyka Trumpa wobec strategicznego zwrotu Obamy w stronę Azji przedstawiana jest często – również w prasie chińskiej – jako potencjalna szansa dla Chin. Jednak niektóre wypowiedzi doradców nowego prezydenta (m.in. Petera Navarro) mogą sugerować niekorzystne dla Chin zmian w polityce USA. Krytykuje on bowiem przesuniecie Obamy jako nadmiernie deklaratywne, za którym nie poszło realne zwiększenie obecności USA w Azji, również militarnej.

* Groźby wprowadzenia zaporowych ceł na chińskie produkty, a także ukrócenia chińskich manipulacji kursem walutowym przedstawiane są w chińskiej prasie jako puste obietnice wyborcze, o małym prawdopodobieństwie realizacji. Ich wprowadzeniu mają przeszkodzić spodziewane obustronne straty wynikające z wojny handlowej, a także ograniczenie prerogatyw prezydenta USA. Tarcia ekonomiczne wskazywane są jednak jako główne pole konfliktu z USA w najbliższym czasie. Jednocześnie korzystne z punktu widzenia Pekinu jest krytyczne podejście Trumpa do międzynarodowych umów handlowych, jak TPP czy TTIP, które postrzegane są jako narzędzie izolowania Chin na polu gospodarczym, a także rozpoczęcie procesu budowy nowej globalnej architektury handlu bez ich udziału.

W chińskich mediach kontynuowana jest narracja budowana podczas kampanii wyborczej, przedstawiająca drogę do zwycięstwa Donalda Trumpa jako dowód na chorobę amerykańskiej demokracji i słabość tamtejszego systemu politycznego. Wskazuje się na brak zabezpieczeń przed wzrostem populizmu, zawodność systemu partyjnego i brak konsensusu w kwestiach kluczowych dla państwa, a także stronniczość i selektywność mediów amerykańskich. Przedstawianie USA w tym świetle ma służyć obniżaniu ich legitymizacji jako wzorca demokracji, a także dyskredytować jako kluczowego gracza na arenie międzynarodowej.

* Zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA jest kontynuacją historii głosowania w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, napisał były minister finansów Rosji Aleksiej Kudrin na swoim mikroblogu w Twitterze. Amerykańskie wybory pokazują, że obecna dynamika globalnych procesów wielu ludziom już nie odpowiada. To dalszy ciąg Brexitu — zaznaczył Kudrin. Dodał również, że mimo pewnych wypowiedzi Trumpa dotyczących zagadnień ekonomicznych jest on jednak silnie zależny od istniejącego systemu. „To «wygładzi» jego niejednoznaczne intencje” — stwierdził Kudrin.

* Były ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie Michael McFaul pogratulował posłowi do Dumy Państwowej Władimirowi Żyrinowskiemu, redaktor naczelnej RT Margaricie Simonian i agencji Sputnik zwycięstwa Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach. Wymieniona we wpisie amerykańskiego dyplomaty Margarita Simonian odpowiedziała z ironią na komentarz McFaula.

Wcześniej były ambasador USA w Rosji oskarżył rosyjskiego lidera Władimira Putina o jakoby udaną ingerencję w wybory na prezydenta USA. „Putin wmieszał się w nasze wybory i to mu się udało. Zuch z niego” napisał McFaul na Twitterze. Dyplomata później usunął swój wpis. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zwróciła uwagę na to, że z początku administracja Baracka Obamy „mianowała różnych «mcfaulów» na odpowiedzialne stanowiska (…), a potem, kiedy sytuacja stała się patowa, zaczęła krzyczeć, że winę za wszystko ponosi Moskwa”. Służby specjalne USA niejednokrotnie sugerowały, że Rosja wspiera kandydaturę Trumpa. Kreml natomiast nie raz zauważał, że wszystkie oskarżenia Waszyngtonu są metodą walki politycznej i manipulacji opinią społeczną.

* FBI wywierało na rosyjskich dyplomatów bezpośrednie naciski, aby nie wpuścić ich do lokali wyborczych w dniu głosowania 8 listopada – oświadczyła rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa. Co się dzieje z Waszyngtonem? Ręka Moskwy wszędzie, „kremlowscy hakerzy”, wycieki informacji niejawnych, zakaz zbliżania się rosyjskich dyplomatów do lokali wyborczych. Doszło do otwartego zastraszania pracowników placówek dyplomatycznych. Departament Stanu za pośrednictwem noty rekomendował rosyjskim przedstawicielom, by „samodzielnie nie zbliżali się do lokali wyborczych”, a władze niektórych stanów posunęły się jeszcze dalej, grożąc postępowaniem karnym. Czyli nawet procedury głosowania nie można obserwować – napisała Zacharowa w Facebooku.

Rzeczniczka dodała, że agenci FBI „otwarcie grożąc” dali do zrozumienia, by Moskwa nie interesowała się wyborami w Ameryce. Przeprowadzono operację specjalną w hollywoodzkim stylu łącznie z blokowaniem na drodze samochodów pracowników naszego Konsulatu Generalnego. Zatrzymali samochody i zaczęli „sugerować”, że na głosowanie nie można nie tylko patrzeć, ale nie wolno o nim nawet myśleć. Właśnie tak: po co myślicie o naszych wyborach. To nie pojedynczy przypadek – dodała Zacharowa.

Przedstawicielka rosyjskiego MSZ zastanawia się, „co takiego mógł zobaczyć zagraniczny dyplomata w amerykańskim lokalu wyborczym, że do akcji wkroczył „Mr. Smith” i dlaczego monitorowaniem wyborów w ogóle zajmowało się FBI”. Wcześniej przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Rosji Ełła Pamfiłowa poinformowała, że rosyjscy obserwatorzy nie będą uczestniczyć w monitorowaniu procesu wyborczego w USA. Według jej słów to kolejny dowód na to, że Rosja nie próbowała wpłynąć na wynik głosowania.

* Nie trzeba było długo czekać na pierwsze efekty elekcji Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. W reakcji na jego przedwyborcze zapowiedzi o wypowiedzeniu umów o wolnym handlu, kanadyjski rząd wyszedł z inicjatywą renegocjacji Północnoatlantyckiej Umowy o Wolnym Handlu (NAFTA), aby w ten sposób odwieść amerykańskiego przywódcę od całkowitego odrzucenia traktatu. O tej decyzji poinformował David MacNaughton, kanadyjski ambasador w Waszyngtonie.„Oczywiście każda umowa handlowa może być poprawiona do stopnia akceptowalnego dla obu stron, dlatego chętnie zasiądziemy do negocjacji” – powiedział dyplomata dziennikarzom CBS News Network.

Jego zdaniem NAFTA przyczyniła się do rozwoju całego kontynentu poprzez czterokrotny wzrost wolumenu wymiany handlowej, ale dalsze poprawki zawsze są możliwe. MacNaughton na razie nie ujawnił konkretów, ale zaznaczył, że proponowane zmiany nie zaszkodzą tym elementom, które w jego opinii przyczyniły się do rozwoju gospodarczego regionu. „Oceniając NAFTA z perspektywy Kanady i USA, udało nam się zintegrować łańcuch dostaw naszego przemysłu. Istnieje silna współpraca naszych gospodarek na wszystkich poziomach, zatem nie sądzę, aby ktokolwiek życzył sobie zerwania umowy” – ocenił ambasador.

Obietnica zreformowania lub zniesienia NAFTA była kluczowym elementem kampanii wyborczej Donalda Trumpa i stanowiła odpowiedź na rosnące niezadowolenie z powodu gospodarczych i społecznych skutków działania umów o wolnym handlu. Jednym ze skutków był wzrost bezrobocia wśród amerykańskich robotników, a także szczególnie krytykowany przez prezydenta-elekta napływ na amerykański brzeg Rio Grande bezrobotnych obywateli Meksyku. Wkrótce ma dojść do pierwszych rozmów Donalda Trumpa z premierem Kanady Justinem Trudeau.

* Niemieckie elity polityczne nie kryją wściekłości i paniki po wyborczym zwycięstwie Donalda Trumpa. Trump jest pionierem nowego autorytarnego i szowinistycznego ruchu międzynarodowego. On jest również ostrzeżeniem dla nas. – obwieścił wicekanclerz Sigmar Gabriel. Minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier po ogłoszeniu wyniku wyborów prezydenckich wezwał do zwołania na 13 listopada nadzwyczajnego posiedzenia Rady Unii Europejskiej w składzie ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich. To niewątpliwie trudny moment pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Unia Europejską. (…). Jego wypowiedzi z kampanii wyborczej są zaprzeczeniem tego, co my uważamy za wartości, za rzeczy słuszne. – powiedział Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Emocjonalnie zareagowała również tzw. opiniotwórcza prasa. To polityczna katastrofa dla Ameryki, ale i dla świata. (…). Prostacki populizm zwyciężył z rozsądkiem. – napisał Roland Nelles w gazecie „Der Spiegel”. Ten kandydat nie powinien wygrać w cywilizowanym społeczeństwie. Kłamał w kampanii wyborczej, aż się kurzyło. Groził swojej rywalce, że wsadzi ją do więzienia, i – co jest bez precedensu w historii Ameryki – groził, że nie uzna wyniku wyborów. (…). Który młody Chińczyk czy Rosjanin będzie walczył o demokratyczny system, który pokazał tak straszne oblicze? – rozdzierał szaty Matthias Müller von Blumencorn na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Jego rasizm, jego nacjonalizm, jego ksenofobia i pogarda dla konstytucji są atrakcyjne i zaraźliwe. – bije na alarm Heribert Prantl w „Süddeutsche Zeitung”. Wszyscy niemieccy komentatorzy zgodnie przewidują, że zwycięstwo Donalda Trumpa wzmocni i zmobilizuje antysystemową prawicę w całym bloku zachodnim.

* Według sondażu zdecydowana większość Amerykanów (60%) chce wprowadzenia zmian do systemu wyborczego USA. Ponadto prawie połowa badanych (45%) uważa, że należy całkowicie przejść na system „jeden człowiek – jeden głos”. Sondaż przeprowadziła firma badawcza TNS UK na zlecenie agencji informacyjnej i radia Sputnik. Respondenci odpowiedzieli na pytanie czy zgadzają się z funkcjonującym w USA systemem wyborczym. 15% badanych twierdzi, że należy wprowadzić nowy algorytm uwzględniający zasadę „jeden człowiek – jeden głos”. Jedynie 22% mieszkańców Stanów Zjednoczonych nie chce zmian. 16% nie ma wyrobionego na ten temat zdania, a 2% zaproponowało inne rozwiązanie.

Obecnie prezydenta Stanów Zjednoczonych wybiera 538-osobowe Kolegium Elektorów. Liczba elektorów z każdego stanu równa się ogólnej liczbie senatorów i członków Izby Reprezentantów amerykańskiego Kongresu. Ponadto do tego grona należą też trzej elektorzy z Dystryktu Kolumbii. 270 głosów gwarantuje kandydatowi zwycięstwo. Sondaż został przeprowadzony na zlecenie agencji informacyjnej i radia Sputnik przez firmę badawczą TNS UK w dniach 3-7 listopada 2016 roku. W badaniu uczestniczyło 1012 osób w wieku 18-64 lata. Maksymalny błąd próby dla kraju wynosi 3,1% przy prawdopodobieństwie 95%.

* Tygodnik Newsweek musiał wycofać nakład poświęcony Hillary Clinton jako pierwszej kobiecie na stanowisku prezydenta USA, donosi brytyjska prasa. Klęska Hillary Clinon zaskoczyła polityków i ekspertów na całym świecie i przyniosła poważne straty finansowe. Newsweek musiał wycofać ze sprzedaży wydrukowany już nakład w ilości 125 000 egzemplarzy, zatytułowany „Madam President” i poświęcony niby pierwszej kobiecie-prezydentowi w historii USA. Piszą o tym brytyjskie gazety Telegraph i Guardian.Sami zarządzający Newsweekiem usprawiedliwiają się tym, że tak naprawdę przygotowane były dwie wersje okładki, ale przez przypadek wydrukowana została tylko ta z Clinton.

* Deputowany do rady miejskiej Kijowa, członek partii „Swoboda” Aleksander Aroniec oświadczył, że zwycięzca w wyborach prezydenckich Donald Trump musi przyjechać do Kijowa i spotkać się z ukraińskimi nacjonalistami. O tym w środę, 9 listopada, Aroniec napisał na swoim profilu na Facebooku. „Naszym obowiązkiem jest zmusić Trumpa, by przyjechał do Kijowa i zakrzyczał «Sława Ukrainie!»” — napisał Aroniec. Ukraiński polityk dodał, że prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powinien niezwłocznie zadzwonić do triumfatora, pogratulować mu zwycięstwa i „wymodlić odpuszczenie grzechów, za które Trump złości się na Ukrainę”.

Media przypomniały wcześniej o ubliżających Donaldowi Trumpowi wypowiedziach, które padały z ust kijowskich polityków. Szczególnie zapadła w pamięć wypowiedź Arsena Awakowa, który 31 lipca nazwał Republikanina niebezpiecznym człowiekiem z marginesu. Były premier Ukrainy, lider „Frontu Ludowego” Arsenij Jaceniuk oświadczył, że Trump rzuca wyzwanie wolnemu światu, porządkowi cywilizacyjnemu i prawu międzynarodowemu. Deputowany do Rady Najwyższej z ramienia frakcji „Blok Petra Poroszenki” Wadim Denisenko nazwał Trumpa „idiotą, który mówi cokolwiek, byleby tylko utrafić w nastroje tłumu”.

* W „Ukraińskiej Prawdzie” ukazał się artykuł Anatola Marcynowskiego, który pisze, że zwycięstwo Donalda Trumpa to istne geopolityczne trzęsienie ziemi, którego wstrząsy będą odczuwalne w wielu częściach świata, w tym także na Ukrainie. Aby zrozumieć jego możliwe następstwa dla Ukrainy, autor proponuje obejrzeć się za siebie. 5 czerwca 2000 roku, na placu Michajłowskim w Kijowie wystąpił Bill Clinton. „Walczcie a zwyciężycie!” — apelował do zgromadzonych na placu, wywołując wybuch pozytywnych emocji wśród tysięcznego tłumu z ukraińskimi i amerykańskimi flagami. Ponad 13 lat później zastępca sekretarza stanu USA Victoria Nuland rozdawała na zimnym Majdanie sławetne ciasteczka. I choć nie wołała „Walczcie a zwyciężycie”, to jej gest mówił sam za siebie. Ukraińcy znowu wybuchają optymizmem. Można krytykować USA za określone rzeczy w polityce względem Ukrainy, ale nie zmienia to faktu, że przez wszystkie te lata niezależności, to właśnie Stany Zjednoczone były naszym kluczowym zachodnim sojusznikiem — twierdzi autor artykułu.

Wszyscy amerykańcy prezydenci wspierali Ukrainę w jej dążeniu do tego, by wyrosła do rangi współczesnego państwa europejskiego i nie wróciła pod rosyjskie wpływy. USA zawsze odgrywały ważką rolę w polityce Ukrainy, co nie zawsze było zauważalne dla szerokiej społeczności. Za to krajowa elita i oligarchowie byli w pełni świadomi możliwości i wpływów Waszyngtonu i bali się Amerykanów — pisze autor. Przedwcześnie mówić o tym, jak dalece zmieni się polityka Waszyngtonu po zwycięstwie Trumpa, w tym polityka względem Ukrainy.

Główne pytanie brzmi, czy USA pozostaną kluczowym sojusznikiem Ukrainy na Zachodzie. Autor artykułu nie wyklucza, że po objęciu przez Trumpa władzy Waszyngton zrewiduje znaczenie Kijowa dla USA. Czas pokaże, w jaki sposób i jak bardzo. W każdym razie, amerykańskie wybory to kolejna po wyborach prezydenckich w Polsce lekcja dla Ukrainy — uważa Anatolij Marcynowski. Widzimy jak szybko może dojść do istotnej zmiany czegoś, co zdawało się wieczne i trwałe. Warszawa zrezygnowała z kultywowanej przez dziesięciolecia polityki bezwzględnego wspierania Ukrainy, choć trudno było w to uwierzyć — utyskuje „Ukraińska Prawda”. Musimy być przygotowani do podobnej zmiany ze strony Waszyngtonu. Możliwe jednak, że nowe okoliczności w polityce zagranicznej poskutkują kryzysem, który otworzy nowe możliwości — uważa autor artykułu.

Coraz wyraźniej widać, jak bardzo potrzebne są Ukrainie wewnętrzna mobilizacja, wzmocnienie, rozwój, a nade wszystko świadomość elit że nie można podkopywać państwa od wewnątrz ani sabotować reform, mając za sąsiada silnego wroga, ani też liczyć na niezmienne wsparcie zagraniczne w konfrontacji z nim — podkreśla dziennikarz. A przed nami jeszcze 2017 rok, który przyniesie wybory prezydenckie we Francji, parlamentarne w Niemczech, które napawają równie dużym niepokojem i które mogą stać się kolejną lekcją dla Ukrainy. Musimy być przygotowani — pisze autor artykułu w „Ukraińskiej Prawdzie”.

* Były przewodniczący amerykańskiej Izby Reprezentantów Newt Gingrich jest jednym z głównych kandydatów na stanowisko sekretarza stanu w nowej administracji prezydenta elekta Donalda Trumpa, informują amerykańskie media. „Wśród kandydatów na stanowiska sekretarzy i doradców Trumpa są przedstawiciele jego najbliższego otoczenia” — pisze gazeta New York Times, powołując się na anonimowych współpracowników wybranego szefa państwa. Według gazety mowa o senatorze ze stanu Alabama Jeffie Sessions — kluczowym doradcy Trumpa w kwestiach politycznych, byłym burmistrzu Nowego Jorku Rudolphie Giuliani, gubernatorze New Jersey Chrisie Christie i byłym przewodniczącym Izby Reprezentantów Kongresu Newtie Gingrichu.

Z kolei gazeta Politico, nazywając Gingricha „kluczowym zwolennikiem Trumpa”, uściśla, że jest on jednym z głównych kandydatów na stanowisko sekretarza stanu. W Stanach Zjednoczonych Gingrich uważany jest za konserwatystę, on opowiadał się przeciwko aborcji, a także wyodrębnianiu dodatkowych funduszy na ochronę środowiska i opiekę społeczną. W polityce międzynarodowej polityk trzyma się twardego kursu wobec „zbójeckich państw”. On również ostro krytykował politykę administracji Baracka Obamy, nazywając go „najbardziej radykalnym prezydentem w historii USA”. W wyborach w 2012 roku Gingrich brał udział w republikańskich prawyborach, ale ustąpił Mittowi Romney’owi.

Wśród innych pretendentów na stanowisko szefa amerykańskiej dyplomacji wymieniany jest szef senackiej Komisji Spraw Zagranicznych Robert Corker i były stały przedstawiciel USA przy ONZ John Bolton. Jak przypomina gazeta sam Corker mówił, że jest gotowy „poważnie rozważyć” taką możliwość. Według Politico głównym kandydatem na sekretarza obrony jest Sessions. Wraz z nim rozpatrywany jest wariant z byłym doradcą prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego Stephenem Hadley’em i byłym senatorem Jamesem Talentem.

Kolejnym kandydatem na stanowisko szefa Pentagonu jest były dyrektor wywiadu Ministerstwa Obrony emerytowany generał Michael Flint. Jednak z jego nominacją mogą być problemy. „Dla niego będzie potrzebne specjalne pozwolenie Kongresu, ponieważ prawo wymaga, aby emerytowani wojskowi czekali siedem lat, zanim zostaną cywilnymi kierownikami Pentagonu” — czytamy w materiale. Powołując się na bliskie Trumpowi osoby, Politico zaznacza, że Giuliani może dostać stanowisko prokuratora generalnego. Innym wymienianym kandydatem na to stanowisko jest Christie. Ponadto wspominany jest również prokurator stanu Floryda Pam Bondi. Christie również jest na liście kandydatów na stanowisko sekretarza handlu — wraz z miliarderem Wilburem Rossem i byłym szefem Nicor Corp Danielem Dimikko.

Nowa amerykańska administracja z Donaldem Trumpem na czele wejdzie do gabinetu po jego inauguracji 20 stycznia 2017 roku. W nocy z wtorku na środę po wygranej w wyborach Trump przedstawił zwolennikom tych, którzy wspierali go w czasie kampanii wyborczej. Podczas swojego przemówienia w sztabie w Nowym Jorku on wymienił byłego burmistrza Nowego Jorku Rudolpha Giuliani, gubernatora New Jersey Chrisa Christie, byłych kandydatów na prezydenta Bena Carsona i Mike’a Huckabee, generała Michaela Flynna.

* Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama zwolni szefa FBI Jamesa Comeya po wyborach nowego przywódcy państwa – podało „Daily Mail”, powołując się na swoje własne źródła. Z udostępnianych danych wynika, że dymisję Comeya zaproponowała Obamie jego starsza doradczyni Valerie Jarrett. Razem przez kilka dni zastanawiali się nad legalnymi sposobami usunięcia ze stanowiska aktualnego dyrektora FBI za jego „nieprzemyślaną, nierozsądną ingerencję w wybory prezydenckie” — pisze periodyk. Przy tym doradczyni Obamy przekonała go, że taki krok spotka się z akceptacją ze strony obu partii w kongresie.

Dokładna data zwolnienia Comeya jest nieznana. Jednakże nie dojdzie do tego, dopóki nie zakończą się wybory — pisze periodyk. W lipcu 2016 roku FBI powiadomiło o zawieszeniu dochodzenia w sprawie poczty elektronicznej eks-sekretarz stanu Hillary Clinton, przechowywanej na prywatnym serwerze. Dziesięć dni przed wyborami na serwerze małżonka doradczyni Clinton agenci znaleźli nowe listy. 6 listopada James Comey oświadczył, że te dokumenty nie zmieniły stanowiska zajmowanego przez biuro, co de facto oznacza zawieszenie spawy wszczętej przeciwko Clinton.

Dyrektor generalny Centrum Informacji Politycznej politolog Aleksiej Muchin uważa za sprawę oczywistą ingerencję na szczeblu administracyjnym w przebieg aktualnej kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych. „Barack Obama w ostatnim czasie bardzo często ingerował w przebieg kampanii wyborczej. Oświadczał, na przykład, że nie odejdzie z Białego Domu w przypadku zwycięstwa Donalda Trumpa, wywierając w ten sposób bezpośrednią presję administracyjną i wyrażając poparcie dla Hillary Clinton.

Informacja dotycząca możliwego usunięcia ze stanowiska dyrektora FBI Jamesa Comeya choć na razie nie została potwierdzona, ma bardzo charakterystyczną wymowę. Wykazuje bowiem, że kampanią wyborczą w Stanach Zjednoczonych kieruje sektor administracyjny. Sytuacja wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza na ich końcowym etapie, jest tak absurdalna, że już teraz, mówiąc uczciwie, nie wydaje się możliwe wypracowanie oceny tych wyborów jako przejrzystych, przeprowadzonych bez żadnych wykroczeń” — powiedział Aleksiej Muchin w wywiadzie dla radia Sputnik. Jego zdaniem szanse na odniesienie zwycięstwa przez kandydata niemającego poparcia amerykańskich władz są minimalne.

Politolog uważa, że sens aktualnej kampanii wyborczej polega na maksymalnym osłabieniu przyszłego prezydenta. „Aktualna kampania wyborcza nastawiona jest na to, że następny prezydent USA ma być skrajnie słabą postacią na scenie politycznej, skrajnie uzależnioną od grup finansowo-przemysłowych, od Pentagonu, od Kongresu. Czyli w rzeczywistości niezależnie od tego, jakie otoczenie on ukształtuje, jego wpływ na procesy polityczne wewnątrz kraju i na arenie międzynarodowej będzie minimalny. Na kandydatów wylano tyle brudów, że gdy nowy prezydent będzie usiłował ukształtować swój własny model postępowania, nikt na niego po prostu nie będzie zwracał żadnej uwagi” — konkluduje Aleksiej Muchin.

Dowodem tego, że wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych przebiegają nie tak, jak powinny, jest również fakt, że FBI wywiera bezpośredni nacisk na rosyjskich dyplomatów, by nie dopuścić ich do lokali wyborczych podczas głosowania. Jeden z takich przypadków miał miejsce w Huston, gdy agenci zablokowali samochód pracownika konsulatu generalnego. Z informacji znajdującej się w posiadaniu MSZ wynika, że Departament Stanu USA wystąpił z „apelem” do rosyjskich przedstawicieli, aby „nie zbliżali się samodzielnie do lokali wyborczych”.

„Moskwa uważa za niedopuszczalną sytuację przewidującą ograniczenie dostępu do lokali wyborczych w Stanach Zjednoczonych rosyjskim dyplomatom. Wnioski zostały wyciągnięte i sformułowane w nocie przekazanej do rąk strony amerykańskiej” — oświadczył w wywiadzie dla agencji informacyjnej RIA Novosti zastępca szefa MSZ Federacji Rosyjskiej Siergiej Riabkow. Oświadczył on również, że odpowiedź Moskwy będzie miała charakter lustrzany, i że obecność amerykańskich dyplomatów w lokalach wyborczych w Rosji nie będzie pożądana, jeśli nie będą oni należeli do składu uzgodnionych misji międzynarodowych do spraw obserwacji wyborów.

* Po nieoczekiwanym zwycięstwie kandydata Partii Republikańskiej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA wyłonieni zostali zarówno zwycięzcy, jak i przegrani na arenie światowej, pisze „The Guardian”. Do pierwszych gazeta odnosi prezydenta Władimira Putina i syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada. Co dotyczy Putina, to Trump wykazywał już „niezwykłą słabość” wobec niego, choć nigdy się nie spotkali. Jeszcze w okresie kampanii przedwyborczej Trump powiedział, że w odróżnieniu od prezydenta Baracka Obamy, on mógłby porozumieć się z rosyjskim liderem i mówił o tym, że rozpatrzy kwestię uznania Krymu. Ponadto, Trump nie oskarżał Rosji o ataki hakerskie, jak czyniły to władze Stanów Zjednoczonych, a także „przestraszył” sojuszników NATO w Europie Wschodniej tym, że wcale nie musi im przyjść z pomocą w razie „rosyjskiego zagrożenia”, przypomina „The Guardian”.

Co dotyczy Baszara al-Asada, to Trump już oświadczał, że zamierza walczyć w Syrii z Państwem Islamskim, a nie z władzami tego kraju. Republikanin odmówił także potępienia kampanii wojskowej Rosji w Syrii i praktycznie nic nie mówił na temat tego, że lotnictwo rosyjskie rzekomo ostrzeliwuje „umiarkowaną” opozycję. Jednocześnie Trump podkreślał, że Moskwa walczy z dżihadystami, pisze gazeta.

Do grona zwycięzców można zaliczyć także chińskiego lidera Xi Jingpinga. Przywódca Chin prawdopdodbnie „dobrze się czuje” i nie będzie martwić się z powodu „nieprzewidywalności” Trumpa. Ponadto, Xi Jingpingowi podoba się krytyka Trumpa pod adresem kursu politycznego Obamy w Azji, który zagraża interesom Pekinu. Jeśli USA przy nowym prezydencie zmniejszą swoją obecność w regionie, to Chinom będzie to na rękę, pisze autor artykułu.

Wobec takiego rozkładu sił w grupie „przegranych” znajduje się inny azjatycki sojusznik Stanów Zjednoczonych – Japonia. Trump już zapowiadał, że Japonia i Korea Południowa powinny samodzielnie troszczyć się o swoje bezpieczeństwo, w tym i związane z zagrożeniem jądrowym ze strony Korei Północnej. Chwieje się także porozumienie z Iranem. Po podpisaniu go w zeszłym roku jest ono stale krytykowane przez konserwatystów – zarówno w USA, jak i w samym Iranie. Trump nazwał je jednym z najgorszych porozumień i powiedział, że zerwie je, jeśli zostanie prezydentem.

Na liście przegranych znalazł się również najbliższy sąsiad Stanów Zjednoczonych – Meksyk, od którego republikanin zaproponował odgrodzić się murem, przypomina „The Guardian”. Unia Europejska, szczególnie po Brexicie, również straciła w związku z wyborem Trumpa. W wielu europejskich stolicach wiadomości o zwycięstwie Trumpa przyjęto z rezerwą: republikanin wywołuje w Unii Europejskiej „zarówno ideologiczną, jak i polityczną antypatię”.

Niemieccy politycy, którzy zwykle są bardzo wstrzemięźliwi w wypowiedziach, powiedzieli, że to nie najlepszy wynik wyborów w USA. Prezydent Francji Francois Hollande powiedział, że po zwycięstwie Trumpa stało się jasne, że Europa powinna troszczyć się o siebie sama. Wraz z przyjściem republikanina zagrożone zostały liczne związki Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych – poczynając od handlowych, a kończąc na wojskowych, zauważa gazeta.

* Mieszkańcy Kalifornii nawołują do rozpoczęcia kampanii w celu wyjścia ze składu Stanów Zjednoczonych. Takie oświadczenia zaczęły się pojawiać w sieciach społecznościowych po tym, jak pojawiła się wiadomosć o zwycięstwie Donald Trump – pisze RT. Na Twitterze coraz większą popularność zyskuje hasztag #Calexit (przez analogię do Brexit, British Exit). Mieszkańcy Kalifornii nawołują do utworzenia własnego państwa. Ktoś na przykład żartuje sobie, że w UE zwolniło się akurat miejsce, które rozmiarowo i foremnie odpowiada stanowi Kalifornia (powierzchnia amerykańskiego stanu wynosi 424 tys. m2, Wielkiej Brytanii, 242 tys. m2). Inna użytkowniczka pisze, że przestała uważać się za Amerykankę i od teraz czuje się wyłącznie Kalifornijką. Inna osoba zauważa, że jeśli Kalifornia będzie istnieć jako suwerenne państwo, to zajmie szóste miejsce na świecie pod względem wielkości gospodarki. „Dlaczego by nie #Calexit? Jedna historyczna chwila nie miałaby być warta innej?. Wszystko lepsze niż Hitler jako prezydent” – zauważa autor wpisu.

Jak podaje kanał CNN, w momencie napisania wpisu Trump, kandydat z ramienia Republikanów zebrał 289 elektorskich głosów, a jego rywalka zebrała ich 218 (w Kalifornii elektorskie głosy zagarnęła Clinton). W styczniu Trump „przejmie sztafetę” od obecnego prezydenta USA Baracka Obamy. Kalifornia jest najgęściej zaludnionym stanem w USA (prawie 40 mln osób) i zajmuje pierwsze miejsce wśród wszystkich stanów pod względem wielkości PKB.

* Zbytnia pewność siebie – oto główna przyczyna, dla której Hillary Clinton przegrała z Donaldem Trumpem w wyborach prezydenckich w USA. „Powody, dla których Clinton odniosła porażkę będą przedmiotem dyskusji przez wiele lat. Bez głębszych analiz, najbardziej oczywistą przyczyną wydaje się jej pewność siebie. Dużo pewności siebie. Wiele lat pewności siebie. Dodałbym jeszcze, chroniczny przypadek pewności siebie” — twierdzi autor artykułu Todd Purdum. Jego zdaniem, w czasie wyścigu do fotela prezydenckiego Clinton popełniła te same błędy co osiem lat temu, kiedy walczyła z innym „nowicjuszem-buntownikiem” — Barackiem Obamą. Zgubił ją wówczas nonszalancki stosunek do rywala, który ograł ją w rezultacie, już na etapie prawyborów Partii Demokratycznej. W przypadku z Trumpem było tak samo — zwłaszcza po zwycięstwie w prawyborach.

Pewna siebie, Clinton zrezygnowała z podróży do tych stanów, które tradycyjnie głosują za Demokratów, takich jak Wisconsin i Michigan, a ze słów Trumpa, który mówił, że może przerobić „mapę wyborczą” USA, tylko sobie drwiła. Zbytnie poczucie bezpieczeństwa w niektórych „demokratycznie” nastawionych stanach obróciło się przeciwko byłej sekretarz stanu. Clinton nie zauważyła też pewnych symptomów, które powinna była zauważyć po prawyborach, w których zmierzyła się z Bernie Sandersem. Wówczas stało się jasne, że bynajmniej nie wszyscy Demokraci pałają do Clinton sympatią — zauważa autor materiału. Koniec końców, jej czas jeszcze nie nadszedł, i zmiany, które mogłaby zaoferować swoim wyborcom będą musiały poczekać na lepsze czasy — reasumuje autor. [Gdy Hilaria skończy 80 lat? – admin]

* Prezydent elekt Donald Trump pochwalił protestujących przeciwko jego prezydenturze Amerykanów za aktywną postawę obywatelską. Bardzo podoba mi się to, że te maleńkie grupy, które protestowały ubiegłej nocy, kochają nasz wielki kraj. Zjednoczymy się i będziemy dumni! – napisał polityk w Twitterze.Ubiegłej nocy ponad tysiąc osób wyszło na ulice Nowego Jorku, Waszyngtonu, Chicago, Seattle, Los Angeles, Phoenix, Filadelfii, Portland oraz innych amerykańskich miast, by zaprotestować przeciwko zwycięstwu w wyborach prezydenckich republikańskiego kandydata. Protesty w Portland przekształciły się w zamieszki, podczas których aresztowano prawie 30 osób.

* Były oficer amerykańskiego wywiadu Edward Snowden powiedział, że wysiłki prezydenta elekta USA Donalda Trumpa powinny koncentrować się na kwestiach społecznych. „Chociaż jestem oczywiście zaniepokojony tym, co się ze mną stanie, jestem najmniej istotną częścią tego całego systemu. To nie dotyczy mnie, lecz nas. Powinniśmy skoncentrować się na szerokim zakresie zagadnień społecznych, a nie na indywidualnych przypadkach” — cytuje agencja Sputnik słowa Snowdena.

Snowden przypomniał, że prezydent Barack Obama podczas swojej kampanii obiecał położyć kres masowej inwigilacji w kraju, ale swoich słów nie dotrzymał. Były pracownik służb specjalnych powiedział również, że sam w sobie nadzór ze strony państwa jest dopuszczalny, ale tylko wtedy, gdy jest on poparty przez nakaz sądowy i skierowany na konkretny cel. „To, przeciwko czemu ja najbardziej protestuję, to masowy nadzór, bezładna obserwacja, kiedy wszystkich obserwują. Docelowe śledzenie, poparte nakazem sądowym, jest najmniejszym środkiem ingerencji w celu osiągnięcia celów dochodzenia bez naruszania czyichkolwiek praw w wolnym społeczeństwie” — dodał.

* Rusofobiczne nastroje nadal będą obecne w amerykańskim społeczeństwie po wprowadzeniu się do Białego Domu Donalda Trumpa, lidera wyborów prezydenckich w USA – uważa szef Centrum Stosunków Rosyjsko-Amerykańskich Instytutu USA i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk Paweł Podleśny. Obecnie elity polityczne są nastawione pojednawczo: prowadźcie w stosunku do Rosji dorosłą politykę. Rusofobia, straszny obraz Rosji, demonizacja rosyjskiego prezydenta nigdzie nie znikną. Przynajmniej nie szybko – powiedział Podleśny na konferencji prasowej w Moskwie.

Z kolei politolog, profesor Wyższej Szkoły Ekonomii Oleg Matwiejew uważa, że Rosja nie powinna oczekiwać od Trumpa prezentów, „ale istnieje określony zapas”. – Nawet jeśli wyobrazimy sobie, że Trump ma jak najlepsze intencje wobec Rosji, będzie musiał złamać całe państwo, nawet swoją partię, w której jest wielu zagorzałych rusofobów – powiedział Matwiejew. — Demokraci mają wspólne podejście: co jest dobre dla Ameryki, to jest dobre dla wszystkich. Przy takim nastawieniu ludzie nie zagłębiają się w szczegóły, Trump będzie się w te szczegóły zagłębiał – dodał.

Jego zdaniem stanowisko USA w sprawie Syrii może ulec złagodzeniu. Na przykład, Stany Zjednoczone mogą przestać domagać się ustąpienia syryjskiego prezydenta Baszara al-Assada. Docent Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych Andriej Bezrukow wyraził przekonanie, że stosunki z Rosją mają drugorzędne znaczenie dla Trumpa. – Będzie miał dobrą pozycję, by zacząć wprowadzać te zmiany, o których mówił – ocenił. Według niego dla kandydatki Demokratów Hillary Clinton po przegranej w wyborach nie ma przyszłości w polityce.

* Moskwa z ostrożnym optymizmem podchodzi do deklaracji kolejnego prezydenta USA Donalda Trumpa wygłaszanych w trakcie kampanii wyborczej – powiedział rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow. Deklarował gotowość do rozmów. Deklaruje. To ważne – powiedział Pieskow dziennikarzom w Nowym Jorku. Jak podkreślił, rozbieżności między Rosją a Stanami Zjednoczonymi są nieuniknione, ale najważniejsze, by była wola polityczna i chęć do rozwiązywania problemów poprzez dialog. — Musimy poczekać na jakieś konstruktywne sygnały – dodał przedstawiciel Kremla, odpowiadając na pytanie, co należy zrobić, by za rządów nowego prezydenta USA powstał klimat wzajemności. Pieskow wyjaśnił, że na razie nie poruszano tematu zaproszenia Trumpa do Rosji; Moskwa nadal współpracuje z obecną amerykańską administracją.

* Warto przypomnieć szczegółowy plan działania na pierwsze 100 dni rządów, jaki jeszcze w czasie kampanii Donald Trump przedstawił w Gettysburgu w Pensylwanii, gdzie w 1863 roku prezydent Abraham Lincoln wygłosił historyczne przemówienie w czasie wojny secesyjnej. „System jest zepsuty. Obserwowałem ten system z bliska przez wiele lat. Byłem jego częścią. Wiem, jak pracuje Waszyngton i Wall Street. Wiem, jak przeinaczali zasady gry przeciwko zwykłym Amerykanom” – mówił Trump, przypominając o problemach społecznych w Stanach Zjednoczonych. Republikanin potępił „awantury militarne” USA w innych krajach, które „trwają wiecznie i nie mogą być wygrane przez tych, którzy prowadzą je teraz”. Nie potrafią wygrywać wojen – ocenił. I dodał: „Zmiany muszą przyjść do tego zepsutego systemu z zewnątrz”.

Fakt, że Waszyngton i jego establishment tak starali się powstrzymać naszą kampanię, świadczy o tym, że przyniesie ona te zmiany, które są możliwe tylko raz w życiu – zapewnił. Donald Trump wypowiedział się też na temat fałszowania wyborów w Stanach Zjednoczonych. Powołał się na badania ośrodka Pew, z których wynika, że dane o 24 milionach amerykańskich wyborców są nieważne lub niedokładne. Przede wszystkim dlatego, że 1,8 miliona uprawnionych do głosowania Amerykanów, zarejestrowanych przez komitety wyborcze, już nie żyje.

Jego zdaniem sam udział Hillary Clinton w wyścigu do Białego Domu jest niezgodny z prawem. FBI i Departament Sprawiedliwości ukrywały jej przestępstwa, m.in. składanie fałszywych zeznań w FBI i Kongresie – powiedział. Według niego do skorumpowanego systemu należą też „nieuczciwe media mainstreamowe”. Są skorumpowane. Kłamią i wymyślają historie, aby kandydat, który nie jest dla nich przychylny, wyglądał jak najgorzej i jak najbardziej niebezpiecznie – wyjaśnił Trump. Dodał, że wiodące media zaniżają dane o liczbie uczestników na jego spotkaniach z wyborcami i zawyżają ich liczbę na wiecach z udziałem Hillary Clinton. Poskarżył się również, że mass media podają tylko te rankingi, w których wiedzie prym kandydatka Demokratów.

Zdaniem republikańskiego kandydata problemów Stanów Zjednoczonych politycy, którzy stali się ich przyczyną, nie rozwiążą. – Osuszymy to błoto w Waszyngtonie – zapewnił. Trump przedstawił w Gettysburgu swój program reform gospodarki, systemu rządów oraz walki z korupcją. Zaproponował przede wszystkim ograniczenie kadencji kongresmenów i wprowadzenie dożywotniego zakazu lobbowania interesów zagranicznych firm dla urzędników wyższego szczebla. Obiecał też, że zajmie się nieudanymi inicjatywami Baracka Obamy, m.in. programem opieki zdrowotnej. Ponadto na początku swej prezydentury przystąpi do budowy muru na granicy z Meksykiem i rozpocznie deportacje nielegalnych imigrantów. Cofnie też fundusze dla miast udzielających schronienia nielegalnym imigrantom w Stanach Zjednoczonych. Trump chce tymczasowo zablokować wjazd do USA cudzoziemcom z państw uważanych za wylęgarnie terroryzmu. Za jego rządów wprowadzone zostaną kary więzienia od 3 do 5 lat dla imigrantów nielegalnie znajdujących się w USA, przyłapanych na próbach ponownego przekroczenia granicy.

Jeśli chodzi o reformy gospodarcze, to Trump zapowiedział renegocjację układu NAFTA o wolnym handlu z Meksykiem i Kanadą oraz wycofanie się z negocjacji z krajami regionu Pacyfiku w sprawie TPP. Ponadto w programie reform przewidziano zmniejszenie podatków od korporacji z 35 do 15%, zniesienie ograniczeń na produkcję energii, sankcje dla firm przenoszących swoje zakłady za granicę, a także obniżenie i uproszczenie systemu podatkowego.

* Jak wynika z opublikowanej w poniedziałek na portalu WikiLeaks korespondencji Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej(DNC), w czasie kampanii wyborczej kanał telewizyjny CNN uzgadniał wspólnie z pracownikami DNC pytania do wywiadu z Donaldem Trumpem. Demokraci zostali zawczasu poinformowani przez kanał CNN o nadchodzącym wywiadzie z Donaldem Trumpem i brali nawet udział przy opracowywaniu pytań, które padły potem w rozmowie. Tak wynika z korespondencji, które fragmenty publikuje Ria Novosti. „Na wtorek zaplanowany jest wywiad Wolfa Blitzera z Donaldem Trumpem, przed środowym wystąpieniem kandydata na temat polityki zagranicznej. Przyślijcie mi proszę pomysły do 10:30. Dziękuję!” — czytamy w liście pracownika DNC Dillana Laurena wysłanym 25 kwietnia.

Przygotowane przez Demokratów pytania dotyczyły wyprowadzenia amerykańskich wojsk z Korei Południowej, zmniejszenia finansowania ONZ przez Waszyngton, a także speechwriterów Trumpa piszących dla niego przemówienia na tematy z zakresu polityki zagranicznej. Demokraci podjęli próbę wpędzenia w pułapkę ekscentrycznego kandydata miliardera, wykorzystując jego wypady pod adresem Er-Rijadu. Wcześniej, w jednym z przedwyborczych wystąpień Trump oskarżył Arabię Saudyjską o zorganizowanie zamachów z 11 września 2001 roku, a także wypowiedział się na korzyść „uderzenia prewencyjnego” na Koreę Północną.

* Najbogatsi ludzie na świecie w ciągu jednego poniedziałku powiększyli swoje majątki o 35 miliardów dolarów dzięki wzrostowi na rynkach spowodowanemu czekaniem na zwycięstwo w wyborach prezydenckich w USA kandydatki Demokratów Hillary Clinton – poinformowała agencja Bloomberg. Globalne rynki finansowe i towarowe w poniedziałek ożywiły się po poinformowaniu przez FBI o zakończeniu śledztwa w sprawie używania przez Clinton prywatnej skrzynki mailowej w celach służbowych, gdy była ona sekretarzem stanu.

W wyniku łączna wartość netto majątków miliarderów według indeksu Bloomberg Billionaires Index zwiększyła się od piątku o 0.8% do 4,4 biliona dolarów. Przede wszystkim założyciel Microsoft Corp Bill Gates, zajmujący pierwsze miejsce na liście miliarderów, w ciągu dnia zwiększył swój kapitał o 1,5 miliarda dolarów. Podobnie było w przypadku inwestora Warrena Buffetta (4. miejsce). A założyciel i prezes Amazon.com Jeff Bezos (3. miejsce) zarobił 2,6 miliarda dolarów. Kandydatura Clinton jest postrzegana jako bardziej przewidywalna dla biznesu i handlu międzynarodowego w przeciwieństwie do jej rywala, Republikanina Donalda Trumpa. Wielu inwestorów uważa, że zwycięstwo Clinton będzie wspierać dolara i spowoduje wzrost stóp procentowych amerykańskiego Systemu Rezerw Federalnych w grudniu. Amerykańscy miliarderzy też postawili na Clinton, jak pisze agencja.

* Na Arlington Memorial Bridge w Waszyngtonie, zlokalizowanym w odległości jednej mili od Pentagonu, wywieszono baner z napisem „Żegnaj, morderco” i wizerunkiem ustępującego prezydenta USA Baracka Obamy. O akcji poinformowali użytkownicy portali społecznościowych i sami organizatorzy. W taki sposób zdecydowaliśmy się na pożegnanie mordercy Baracka Obamy, który już niedługo ustąpi ze stanowiska. Jest on odpowiedzialny za śmierć tysięcy cywilów w Libii, Syrii, Iraku, Jemenie i Ukrainie. Podczas swojej prezydentury doprowadził do wielu krwawych wojen. Nie zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla. Prawdziwa „nagroda” czeka go na ławie oskarżonych w Trybunale w Hadze – napisał jeden z uczestników akcji w Twitterze. O banerze poinformował też Reddit. Kolejny internauta donosi, że ogromny baner na moście utrudnia ruch pojazdów.

http://jeznach.neon24.pl

Odpowiedzi: 9 to “Jeznach – Acta Diurna (998), piątek 11 listopada 2016”

  1. SHREK said

    Można mu życzyć spełnienia planów i oczekiwań nie tylko Ameryki ale i całej reszty normalnego Świata !

    Oby przy tej robocie zatryumfował, w całej swej mocy, mając po temu wszelkie dane, i oby nie przyszło
    fatum Kennedych i poprzednich US bohaterów, walczących z ta przerażająca bestia naszych czasów.

  2. Leszek Karpinski said

    Żadnego dramatu nie ma, wybory są ustawione , wszyscy w tym samym klubie a lemingi się cieszą, „dobra zmiana!!!”, ale nic , mają temat do dyskusji .

  3. revers said

    Neokoni, jastrzebie z Bob, Davidem, Robertem Kaganem w rozterce

    http://nationalinterest.org/feature/neocons-kagan-love-hillary-does-hillary-love-them-back-16700

    a tyle mokrej roboty bylo do zrobienia wylacznie z wprowadzeniem no fly zone w Syrii, i wprowadzenie demokracji w Iranie.

    http://thehill.com/sites/default/files/styles/article_full/public/blogs/kaganrobert_getty.jpg?itok=JzceWSno

    Cos za duzo tych wplywowych kaganow, odpoweidnik polskiego kagana Macierewicza.

    Pisze sie o klanie kaganow z Faszington DC a stawka jest zadluzenie usraela przekraczajace 140% PKB i wynoszace 34 trylionow $ w 2026 roku.

    http://www.zerohedge.com/news/2016-05-22/dreadful-kagan-clan-hillarys-warmongers-waiting

  4. revers said

    http://thehill.com/sites/default/files/styles/article_full/public/blogs/kaganrobert_getty.jpg?itok=JzceWSno

    Cos za duzo tych wplywowych kaganow, odpoweidnik polskiego kagana Macierewicza.

    Pisze sie o klanie kaganow z Faszington DC a stawka jest zadluzenie usraela przekraczajace 140% PKB i wynoszace 34 trylionow $ w 2026 roku.

    http://www.zerohedge.com/news/2016-05-22/dreadful-kagan-clan-hillarys-warmongers-waiting

  5. revers said

    Neokoni, jastrzebie z Bob, Davidem, Robertem Kaganem w rozterce

    http://nationalinterest.org/feature/neocons-kagan-love-hillary-does-hillary-love-them-back-16700

    a tyle mokrej roboty bylo do zrobienia wylacznie z wprowadzeniem no fly zone w Syrii, i wprowadzenie demokracji w Iranie.

    http://thehill.com/sites/default/files/styles/article_full/public/blogs/kaganrobert_getty.jpg?itok=JzceWSno

  6. revers said

  7. watazka said

    Troche przydlugi ten opis kija w mrowisku.
    Moim zdaniem nie bylo na kogo glosowac, zwlaszcza po tym jak bardzo brutalnie pozbyli sie Sandersa.
    Cala ta kampania wyborcza w USA – to jeden wielki wstyd i skandal: jaskiniowcy.

    W Rosji odbyly sie wybory parlamentarne dwa miesiace wczesniej i jakos obylo sie bez skandali, Holywoodu – woodoo, histerii,, puderniczki i wyzwisk. Nawet nikt sobie nie przerywal pracy. Widac USA nie doroslo jeszcze do demokracji.
    A po wyborach to dopiero sa wrzaski i podpalanie smietnikow, wybijanie szyb- a wszystko za pieniadze Sorosa

    Hilary opowiadala, ze murzynom najbardziej do twarzy z lancuchem wokol szyji:

    Hillary says „Blacks Look Better with Chains Around Their Necks” (She’s Done Pt 1) – 12160

    http://12160.info/video/hillary-says-blacks-look-better-with-chains-around-their-necks

    Trumpowi sie marzylo przeniesienie stolicy Izraela do Jerozolimy:

    Ciekawe gdzie jest stolica Izraela- pewnie tam gdzie konstytucja.

    Trump vows to announce Jerusalem as capital of Israel – Libyan Express

    http://www.libyanexpress.com/trump-vows-to-announce-jerusalem-as-capital-of-israel/

    Rozpacz narodu, ktory ukochal sobie lesbije i oszustke:

    Butt-Hurt Crying Hillary Voters Compilation – YouTube
    funny

  8. Realist Maleńkij said

    A ze współpracownikami Włodzimierza Katechona Putina ?
    Abramowicz, Birsztejn, Żyrinowski, Wekselberg, Fridman, Ławrow, Lebiediew, Galicki, Prochorow, Mordasow, bracia Rotenberg,Abramow, Igor Albertowicz Kesajew,Czubajs, Mosze Kantor,Blawatnik i przede wszystkim szef sekty Chabad Lubawicz Berl Lazar przyjaciel od serca.

    … no i właśnie widać, jak ogromne wpływy mają koczownicy na rząd Rosji…
    Admin

  9. NICK said

    Stwierdzam.
    Jest pozwolenie na Polin.

Sorry, the comment form is closed at this time.