Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Musimy patrzeć na realne, a nie pobożne życzenia

Posted by Marucha w dniu 2016-11-20 (niedziela)

Karol Popiel w Londynie (pierwszy z prawej)

Karol Popiel w Londynie (pierwszy z prawej)

W chwili opuszczenia przez ludowców rządu w Londynie oraz deklaracji opuszczenia przez nich RJN, Stronnictwo Pracy zaczęło odgrywać rolę siły integrującej polską scenę polityczną, wciąż mając jednak nadzieję, iż za cenę ustępstw terytorialnych uda się uratować niepodległość kraju.

Na emigracji w obrębie SP zarysował się rozłam na tle stosunku do polityki Mikołajczyka. Karol Popiel i jego grupa uznawały linię Stanisława Mikołajczyka za właściwą, natomiast gen. Haller oraz ministrowie SP w nowym rządzie opowiadali się za linią polityczną premiera Arciszewskiego.

Nadal łudzono się, iż postulaty rządu emigracyjnego uzyskają poparcie mocarstw zachodnich, licząc przy tym na wybuch konfliktu pomiędzy państwami zachodnimi oraz ZSRR.

Tymczasem Popiel oraz większość spośród liderów emigracyjnego SP – takich jak ks. Kaczyński czy gen. Modelski – zdecydowało się na powrót do kraju. Jakkolwiek Popiel nie został zaproszony na konferencję moskiewską dotyczącą powołania nowego rządu w kraju, to jednak naciski amerykańskiego ambasadora – Harrimana oraz Mikołajczyka spowodowały, iż Popiel został tam zaproszony „do pracy państwowej” w Polsce.

Uznano iż istnieje potrzeba funkcjonowania w przyszłej Polsce „partii ludzi chodzących do Kościoła”. Równolegle władze SP w kraju rozpoczęły działania zmierzające do zalegalizowania działalności stronnictwa. Wsparcie dla działań legalizacyjnych pochodziło od strony Kościoła, który domagał się utworzenia w Polsce partii o obliczu katolickim. Rolę takiej partii odgrywać miało właśnie Stronnictwo Pracy.

Kardynał Hlond gotowy był zaakceptować przemiany społeczne i „ludową formę rządów” (co jednak nie było tożsame z akceptacją państwa komunistycznego) pod warunkiem pozostawienia Kościołowi sfery duchowego rozwoju społeczeństwa. Karol Popiel pozostaje w tym czasie w bieżącym kontakcie z arcybiskupem metropolitą krakowskim Sapiehą. W czerwcu 1945 r. reprezentanci PPR, PPS oraz SL uzgodnili wciągnięcie do współpracy SP.

Od czasu zjazdu SP w VII 1945 r. Popiel uznał politykę wrogości wobec ZSRR jako oderwaną od rzeczywistości. W pełni zdawał sobie sprawę z geopolitycznych konsekwencji nowego położenia. Tym samym powracał do starej narodowo-demokratycznej koncepcji oparcia się o Rosję, jako jedynej możliwej w zaistniałej sytuacji [1].

SP uznało Rząd Jedności Narodowej, wkrótce też działalność stronnictwa została zalegalizowana. Członkowie partii uczestniczyli w pracach KRN. Władze SP podjęły działania na rzecz rzeczywistej realizacji postanowień umowy jałtańskiej.

Przewidywano, iż pomimo siły ludowców, w dalszej perspektywie kształtować się zacznie w Polsce układ dualistyczny, w którym komuniści staną naprzeciw siłom katolickim, ruch zaś agrarny przejdzie na pozycje chrześcijańsko-społeczne. Uważano iż formuła PSL-u ma przejściowy charakter, nie ma przed sobą przyszłości, w związku z czym SP powinno wpływać na załagodzenie konfliktu pomiędzy ludowcami i komunistami, jako stymulującego niekorzystną dla kraju konfrontację polityczną.

Zdawano sobie jednak sprawę, iż w aktualnej sytuacji konieczne jest podejmowanie działań służących podtrzymywaniu politycznej siły ludowców oraz łagodzenie politycznego napięcia. Linia tak wymagała lawirowania pomiędzy partiami blokującymi się w tzw. Bloku Demokratycznym oraz PSL-em.

Jako zupełnie bezsensowne uznano spekulacje dotyczące III wojny światowej. Słusznie podkreślano zwycięstwo w Stanach Zjednoczonych realistycznej linii politycznej Roosevelta, której wyrazem była chęć uniknięcia globalnego konfliktu. Co więcej, uznawano ewentualny konflikt za szkodliwy dla Polski, bowiem oznaczający powrót do Niemiec nowo uzyskanych Ziem Zachodnich, przy pozostawianie Lwowa sojusznikom Zachodu – Ukraińcom.

Stronnictwo reprezentowało konsekwentnie stanowisko antyniemieckie, wskazując na możliwość odrodzenia się Niemiec. Podkreślano przy tym konieczność odbudowy gospodarczej kraju w warunkach pokoju trwającego przynajmniej 20-30 lat.

Warunkiem przetrwania sił niezależnych od komunistów było jednak wypracowanie formuły kompromisu w zakresie podziału wpływów politycznych. Władysław Gomułka zaproponował w październiku 1945 r. powołanie przez legalnie działające ugrupowania wspólnego bloku wyborczego. W skład bloku wejść miały, jako najważniejsze ugrupowania PPR, PPS, SL i PSL oraz SD i SP.

W odpowiedzi na to PSL wysunęło zupełnie nierealistyczny postulat 75 % mandatów dla reprezentantów wsi (w tym 70 % dla PSL-u) oraz partycypacji w zakresie piastowania najwyższych urzędów państwowych. Kolejne propozycje adresowane do PSL-u dawały tej partii 25 % mandatów – tyle samo co PPR, przy 22 % dla PPS-u oraz 8 % dla SP (Stalin w końcu godził się nawet na 20 % dla PPR-u). Ostateczną ofertą ze strony PSL-u było jednak domaganie się dla siebie 40 % mandatów [2].

Mikołajczyk nie był zainteresowany porozumieniem, ponieważ liczył na wygraną w wyborach. Popiel usiłował zdystansować się nieco od PSL-u, pragnąc umocnić wizerunek stronnictwa propaństwowego. Rolę SP widział bowiem jako formacji stawiającej na zdrowy rozsądek, formacji przeciwdziałającej „rozjątrzeniu plebiscytowemu” i pacyfikującej nastroje. Uważał iż dla kraju konieczne jest wypracowanie opartego na realistycznych złożeniach modus vivendi, przy zdecydowanym odrzuceniu wszelkich pobożnych życzeń i politycznych fikcji. Negatywnie oceniał też wpływ emigracji wywołującej w społeczeństwie „mistykę wyborczą” i niepotrzebnie stwarzającej nerwowy nastrój” [3].

Wypracowanie kompromisu pomiędzy PSL-em oraz Blokiem Demokratycznym stało się podstawowym celem stronnictwa, jak bowiem podkreślał Popiel „nikt nam nie pomoże”. Popiel liczył na możliwość uratowania ograniczonego pluralizmu politycznego. Jego przetrwanie dawało szanse na wykorzystanie współpracy PSL-u, SP oraz pragnącego zachować samodzielność PPS-u do wyhamowania procesu wdrażania rozwiązań komunistycznych w Polsce, ograniczenia terroru, a przede wszystkim zachowania zdrowych czynników budowy państwa, co w dalszej perspektywie, po śmierci Stalina, stwarzało możliwość szybszej detotalitaryzacji i unarodowiania państwa.

Popiel negatywnie oceniał zatem taktykę polityczną zastosowaną przez Mikołajczyka. Linia Popiela wyrażała się także w krytycznym stosunku wobec próby nadania referendum formuły konfrontacyjnej. SP starało się nadać planowanemu referendum wymiar techniczny. W swoich wystąpieniach Popiel dążył do wyprania pytań referendalnych z politycznej treści.

Działania te szły w zupełnie innym kierunku, niż dążenia zdecydowanego na konfrontację Mikołajczyka, który pragnął przekształcenia referendum w narodowy plebiscyt. Równocześnie jednak wezwania Popiela do umiaru i spokoju służyć miały osłabieniu ataku na PSL prowadzonego przez rządzący reżim. W samym referendum stanowisko SP było jednak zbieżne ze stanowiskiem PSL-u, aczkolwiek dopuszczano także głosowanie „3 x tak”.

Referendum przyniosło konsekwencje przewidywane przez Popiela. O ile jeszcze w maju 1946 r. Stalin wyrażał zgodę na przyznanie PSL-owi 25 % mandatów oraz zalecał utrzymanie ministrów tej partii w rządzie, o tyle po referendum wyraził zgodę na całkowite wyeliminowanie PSL z polskiego układu sił politycznych [4].

Popiel uważał taktykę Mikołajczyka za samobójczą. Żądania lidera ludowców były zupełnie nierealistyczne, wiara w uznanie wyników zwycięskich dla PSL wyborów była dla niego polityczną naiwnością. Z drugiej jednak strony działania na rzecz kompromisu wyrastały z dążeń prezesa SP do przeciwdziałania pacyfikacji PSL-u w nowym układzie politycznym. Zdawał sobie sprawę, iż eliminacja PSL-u ze sceny politycznej oznaczać będzie przejęcie niczym nieskrępowanej władzy przez komunistów. Co więcej podobne myślenie można było zauważyć w przypadku tworzących z PPR-em blok wyborczy polityków PPS-u.

Liderzy tej partii zdawali sobie sprawę, iż pacyfikacja PSL-u oznaczać będzie utracenie przez nich politycznego pola manewru oraz pełne poddanie się supremacji PPR-owców. Stąd np. Szwalbe uzasadniał istnienie na scenie politycznej PSL-u (oraz SP). Twierdził zarazem, iż zgoda na wspólny blok nie musi być równoznaczna z akceptacją przez wzmiankowane stronnictwa socjalizmu [5].

Próba utrzymania samodzielności politycznej spowodowała, iż PPS interweniował na rzecz PSL-u nawet u Stalina. Co więcej władze partii próbowały (do pewnego momentu skutecznie) eliminować w swoich strukturach kryptokumunistów. Podejmowane przez liderów PPS-u próby rozmów z Mikołajczykiem nie przyniosły jednak rezultatów [6].

Jako charakterystyczną dla Popiela opinię, niejako podsumowującą jego sposób myślenia należy uznać następującą wypowiedź:

„Wydaje się Wam (delegatom na zjazd wojewódzki SP w Krakowie – TM), że skoro drzwi są zamknięte, to możecie wszystko mówić, ale tak nie jest, łatwo wygadać się tu, żądać by Prezes walczył i opanował rząd i Ministerstwo Bezpieczeństwa. Polityka polega jednak czasem na tym, ażeby z dwóch złych ewentualności wybrać mniej złą. Społeczeństwo jest tymczasem niecierpliwe, chciałoby zaraz widzieć zrealizowane ideały, stawia na pewnych faworytów, zapomina niektóre błędy i nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji wypadków. Dzisiaj opowiada się za Mikołajczykiem i nie wie ile on popełnił błędów, na przykład będąc w Londynie zabiegał o względy Stanów Zjednoczonych, przyjął od Roosevelta papier bez wartości, natomiast zaniedbał sposobności porozumienia się z Rosją. Gdy ambasador Lebiediew szukał go po całym Londynie, by zawrzeć z Polską korzystny układ, to on nie uprzedzając nikogo, odleciał do Stanów Zjednoczonych.

Ludzie nie rozumieją konieczności dobrych stosunków z Sowietami. Patrzę z niepokojem na nastroje społeczeństwa, które liczy na trzecią wojnę. Jakaż byłaby tego konsekwencja? Państwa zachodnie złączyłyby się z Niemcami, a Polska straciłaby wolność i zostałaby straszliwie spustoszona. Już raz w czasie ubiegłej wojny przegraliśmy skutkiem złej orientacji granice wschodnie. (…) Stronnictwa Komitetu Lubelskiego wzięły władzę i twierdzą, że jej nie wypuszczą. Błąd był popełniony w Moskwie. Mikołajczyk zgodził się na blok już wtedy w Moskwie (…) widocznie popełniono w ustaleniach jakiś błąd, nie umówiono się dokładnie i stąd dziś wzajemne oskarżenia. (…)

PSL nie liczy się z następstwami swej polityki, która nie prowadzi do zgody. Trzeba rozumieć, że jak długo Rosja stoi nad Łabą każda działalność organizacji podziemnych leśnych, różnych wystąpień szkodzi Polsce, bo Rosja nie ustąpi i jeszcze silniej nas skrępuje.(…). Sprawa referendum została wadliwie rozegrana przez PSL (…) Mamy obowiązek stosować się do życzeń naszych członków i mas, ale musimy patrzeć na realne, a nie pobożne życzenia” [7].

Wobec odmowy ze strony Mikołajczyka pójścia do wyborów w bloku, stało się jasne, iż utrzymanie przez SP pozycji środka stało się niemożliwe. Z kolei jednoznaczne opowiedzenie się przez stronnictwo za którąś ze stron wikłałoby w bardzo niekorzystną sytuację Kościół Katolicki. Mimo podjęcia prób zdystansowania się teraz od określenia „partia katolicka”, w powszechnym odbiorze SP było uznawane za partię działającą pod patronatem hierarchii kościelnej.

Wejście do bloku podkopałoby w konsekwencji autorytet Kościoła w społeczeństwie, z kolei wystąpienie przeciw blokowi pogorszyłby sytuacje na linii Kościół- państwo. Z bardzo niekorzystnych konsekwencji zaistniałej sytuacji zaczął zdawać sobie sprawę Episkopat. Wplątanie Kościoła w konfrontację mogło okazać się niezwykle groźne. W tych okolicznościach Popiel po raz kolejny decyduje się na rozwiązanie najbardziej realistyczne. Zdając sobie sprawę, iż nie jest już w stanie krajowi pomóc, wybiera rozwiązanie, dzięki któremu nie będzie przynajmniej szkodził. Decyduje się zatem na zawieszenie działalności SP.

Tadeusz Matuszkiewicz

Tekst stanowi fragment publikacji T. Matuszkiewicza „Karol Popiel i dylematy polityczne polskiego ruchu chrześcijańsko-społecznego” zawartej w książce: „Popiel Karol (1887-1977). Polityk z Galicji”.

[1] W. Bujak, „Historia Stronnictwa Pracy 1938-1946-1950”, Ośrodek Dokumentacji i Studiów Społecznych, Warszawa 1988, s.128.
[2] L. Mażewski, „Solidarnościowe rozrachunki”, Dom Wydawniczy Ostoja, Krzeszowice 2005, s.51.
[3] ibidem, s.167.
[4] A. L. Sowa, „Historia polityczna Polski 1944-1991”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011, s. 89.
[5] S. Szwalbe, „O właściwą ocenę stosunku PPS do PSL i SP”, „Robotnik” z dn. 24.05.1946, za: W. Bujak, op. cit., s. 175.
[6] A. L. Sowa, op. cit., s.90.
[7] W. Bujak, op. cit., s.170-171.

Myśl Polska, nr 47-48 (20-27.11.2016)
http://mysl-polska.pl

Jedna odpowiedź to “Musimy patrzeć na realne, a nie pobożne życzenia”

  1. Bronisław said

    Myśl wyrażona przez Popiela: „musimy patrzeć na realne, a nie pobożne życzenia”, nie była i nie jest dominująca Naszemu Polskiemu Myśleniu już „chyba” od I pierwszej połowy XVII wieku, względem naszych niby (fałszywych) sojuszników, a obecnie dla rządzących, każdy nam sojusznik, kto jest przeciwny Rosji?!!! Jest to – myślę – główna przyczyna naszego obecnego, nędznego państwowego położenia!!!

    Króluj Nam Chryste!!!

Sorry, the comment form is closed at this time.