Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O wyznaczaniu wzorców narodowych

Posted by Marucha w dniu 2016-11-21 (poniedziałek)

System paradygmatów funkcjonujących w każdym społeczeństwie, bardziej niż cokolwiek innego determinuje jego członków w obliczu pojawiających wyzwań. W przypadku Polski, prawie od zarania, był on niefortunny, co zapewne jest jedną z głównych przyczyn stopniowej Jej degradacji.

Jednym z głównych patronów Polski, a za razem wzorców do naśladowania, jest święty Stanisław ze Szczepanowa [i], biskup krakowski, którego konflikt z królem Bolesławem [ii] spowodował „męczeństwo” pierwszego oraz bunt możnych przeciw królowi i w konsekwencji Jego banicję.

„Uświęcenie” Stanisława, za przeciwstawianie się władzy królewskiej, czyli ewidentne działanie na szkodę Państwa Polskiego, dało zielone światło do podobnych poczynań w przyszłości. Najpierw hierarchia kościelna, uznała się za państwo w państwie, stawiając interesy Watykanu ponad polskie, potem w jej ślady poszło możnowładztwo, a w końcu wszyscy obywatele, doprowadzając tym samym do upadku i rozbiorów. [To trochę nie tak było z rozbiorami… – admin]

W tym momencie warto zwrócić uwagę na współczesną analogię, polegającą na pospiesznym „wyniesieniu na ołtarze” papieża Jana Pawła II, którego działalność polityczna spowodowała ogromne szkody dla Polski i innych post-komunistycznych państw Europy środkowej.

Po rozbiorach, polska zbiorowa świadomość pogrążyła się w romantyzmie i wynikającej z niego obłędnej koncepcji „Polski jako Chrystusa Narodów”. Nic więc dziwnego, że im więcej nieszczęść ściągnął na Polskę dany „przywódca”, tym większą estymą cieszył się wśród społeczeństwa. Patologia ta była i do dziś jest skwapliwie podtrzymywana przez wewnętrznych i zewnętrznych wrogów.

Biorąc pierwszy z brzegu przykład z najnowszej historii; generał Tadeusz Bór-Komorowski [iii], w każdym normalnym państwie, odpowiadając za katastrofę zwaną w polskiej historii jako „Powstanie Warszawskie”, byłby postawiony przed sądem wojennym, zdegradowanym do stopnia szeregowca i powieszonym (w przypadku udowodnienia mu zdrady), lub rozstrzelanym (w przypadku udowodnienia mu zaledwie skrajnej niekompetencji). W Polsce doczekał się jedynie wdzięcznej pamięci, oraz niezliczonych nazw ulic jego imienia.

W miarę stopniowej degradacji honoru Polaka, zaczęła rozrastać się niezwykle niebezpieczna psychoza kompleksu niższości w stosunku do zachodnich sąsiadów, pokrywana i równoważona manią wielkości. Polak upatrywał ostatecznego dowodu wspaniałości na pysznym i bogatym Zachodzie. Żaden wzorzec narodowy nie był wystarczająco dobry, jeśli nie został „zweryfikowany” zachodnią karierą.

Stąd też wynika niewiedza przeciętnych obywateli dotycząca polskiej nauki i kultury. Wybitni naukowcy, tacy jak Ignacy Łukasiewicz [iv], konstruktor pierwszej na świecie rafinerii, czy cała plejada genialnych polskich matematyków, cieszących się poważaniem i renomą nawet wśród butnych Anglosasów, nie znajduje godnego miejsca w polskiej świadomości.

Za to Maria Curie [v] , niewątpliwe największa francuska uczona wszech czasów, cieszy się uwielbieniem polskiej gawiedzi. Jej imieniem zwane są niezliczone place, ulice i instytucje na terenie całego kraju, wbijając w ten sposób w podświadomość każdego przeciętnego Polaka, że szczytem kariery może być jedynie emigracja i służenie obcym. [Gajowy akurat tak tego nie odbierał i nie odbiera – admin].

Ten kult jest tym bardziej groteskowym, że w świecie madame Curie jest znana jako Francuzka i uznawana za francuską uczoną, a jeśli ktoś wspomina o jej polskich korzeniach, to tylko w kontekście jej zapędów na francuskie rozporki. Czego, jak czego, ale takiego modelu do naśladowania „polskie panie” nie potrzebują, same stanowić mogą w tym wzorzec najwyższej światowej klasy. [Wydaje się, że ważniejszy jest stosunek Marii Curie do Polski, niż to, co głosi niechętny Polsce Zachód – admin]

W obszarze literatury, można przytoczyć przykład Josepha Conrada [vi], polskiego renegata, który świadomie wybrał język angielski, najprymitywniejszy ze wszystkich znaczących języków europejskich, jako swe literackie narzędzie, pomimo władania rodzimym najbardziej wyrafinowanym językiem polskim. Wydawałoby się, że takie postępowanie, wskazujące na nicość charakteru, powinno zniechęcić Polaków do jego twórczości. Nic bardziej mylnego. Cieszy się on znacznie większą popularnością, niż jego „polskojęzyczny” ojciec poeta Apollo Korzeniowski [vii]. [Uważam powyższe za krzywdzące dla Conrada – admin]

Wieki niestrudzonej pracy przez wszelkiej maści wrogów nad narodowymi wzorcami, doprowadził do tego, że fakt odszczepienia się od polskości, w zbiorowej polskiej świadomości i podświadomości „nobilituje” daną osobę, miast jak w każdym normalnym narodzie odstręczać od takowego „wzorca”.

Ta polska patologia ma dziś swój niezwykle materialny wyraz w „miękkiej anihilacji Polaków”, dokonywanej za pomocą masowej emigracji.

Od samego zarania III RP, jej „władcy” robili wszystko co w ich mocy by pozbawić obywateli perspektyw rozwoju na terenie kraju. Udało się im to nadzwyczaj. Niemniej jednak sytuacja w Polsce nie jest tak katastrofalna, by wymagała niekończącej się emigracji en masse praktycznie całego młodego pokolenia.

Przykład emigrujących do III RP milionów Ukraińców, wskakuje na to dobitnie. Gdyby Polacy, miast wyjeżdżać z kraju, starali się za wszelką cenę wkomponować w otaczającą ich realność, to z czasem udawałoby się im zdobywać coraz to nowe „przyczółki” materialne i duchowe, w rezultacie stopniowo „odwojowując” Polskę z rąk zakamuflowanego okupanta. Niestety, wpojone im wzorce postępowania uniemożliwiają takie zachowanie, ze wszystkimi tego tragicznymi konsekwencjami.

[i] https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_ze_Szczepanowa
[ii] https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_II_Szczodry
[iii] https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Komorowski
[iv] https://en.wikipedia.org/wiki/Ignacy_%C5%81ukasiewicz
[v] https://en.wikipedia.org/wiki/Marie_Curie
[vi] https://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_Conrad
[vii] https://en.wikipedia.org/wiki/Apollo_Korzeniowski

Ignacy Nowopolski
http://drnowopolskiblog.neon24.pl

Odpowiedzi: 9 to “O wyznaczaniu wzorców narodowych”

  1. Hubal said

    Może zacznę od kilku słów na temat książki, która jutro idzie do druku. Będzie to książka o Cristiadzie. Napisana przez naszego pierwszego zagranicznego autora – Javiera Barraycoa. Dziełko jest niewielkie, ale wprost paraliżujące. Pamiętacie tę historię o wizycie Josepha Conrada w Krakowie latem 1914, kiedy to razem z Retingerem napisali sztukę teatralną o antykatolickim przewrocie w fikcyjnym kraju Ameryki Południowej? Na pewno pamiętacie. Sztukę zdeponowano w ambasadzie Szwajcarii bo wybuchła wojna i słuch po niej zaginął. Retinger zaś, zanim na dobre z poddanego austriackiego zamienił się w Polaka, został doradcą prezydenta Callesa, a potem Obregona. W Meksyku rzecz jasna, pomagał im tam zwalczać księży katolickich. No więc rzecz ma się tak – musimy rzucić się do bibliotek i znaleźć koniecznie drugi i trzeci akt tej sztuki, bo pierwszy mamy już za sobą. Za chwilę ogłosimy królowanie Chrystusa, dokładnie tak samo jak to zostało zrobione przed Cristiadą. Marsz niepodległości już się wzbogacił o nowych 7 tysięcy sympatyków, gotowych wyjść na ulicę, a wszystko dzięki prostemu zabiegowi zastosowanemu przez pewnego brytyjskiego polityka, który ogłoszony został „cenzurą” i wzbudził święte oburzenie

    A do tego – jak opowiadał Borejsza Słonimskiemu – Conrada już utrącili, ale nie żal go, bo wysługiwał się angielskim armatorom.

    Z tym Conradem to ciekawa sprawa, Słonimski twierdzi, że swoją powieść „Zwycięstwo” Conrad zerżnął wprost z „Dziejów grzechu” Żeromskiego. Kiedy był tu w Krakowie i konferował z Rettingerem, a potem uciekał, bo wybuchła wojna, zabrał sobie egzemplarz tego gniota i przepisał pod zmienionym tytułem. Jak pamiętamy obaj – Conrad i Rettinger – napisali w Krakowie sztukę o zwycięstwie rewolucji w nierozpoznanym kraju południowoamerykańskim. Potem rękopis złożyli do depozytu w ambasadzie czy też konsulacie szwajcarskim. Zaginął on w czasie wojny. Rettinger zaś pojechał do Meksyku robić prawdziwą rewolucję. Rozumiem, że w myśl recept zawartych w tym zaginionym dramacie. Aha, Rettinger to dla Słonimskiego Recio. Tak więc Recio z Józiem wysmażyli przepis na rewolucję, ale im zginął.

    Wróćmy jednak do drugiej ważnej informacji z wczorajszego tekstu o Rettingerze. Oto tuż przed wybuchem I wojny światowej Rettinger przebywa w Krakowie wraz z Josephem Conradem i jego rodziną. Obaj panowie wybierali się włąśnie do majątku Goszcz leżącego już za granicą, a sławnego z tego, że coś tam ogłosił słynny dowódca powstańczy Langiewicz. (Symbol ten nie jest z pewnością bez znaczenia). Bohaterowie nasi do Goszczy nie dojechali, bo ogłoszono mobilizację, a Conrad jako obywatel wrogiego państwa, w dodatku agent tajnych służb musiał uciekać za granicę Austro- Węgier. Warto jednak wspomnieć czym zajmowali się obaj panowie, zanim ta cała wojna wybuchła. Otóż oni pisali wspólnie sztukę teatralną na temat przyszłej rewolucji w Meksyku. Sztuka ta powstawała na motywach powieści „Nostromo”, którą Conrad wydał w roku 1904. I już, już mieli ją skończyć, kiedy wybuchła ta cholerna wojna, co za pech. Rettinger przekazał rękopis do depozytu w ambasadzie Szwajcarii i rękopis ten przepadł potem w tak zwanej zawierusze dziejowej. Czy już widzicie drodzy czytelnicy do czego służy literatura? Czy jeszcze nie. Opowiem teraz o tym co robił Rettinger zanim wyjechał, będąc w skrajnej biedzie, do Meksyku, żeby robić tam prawdziwą rewolucję, której plan zarysowali wcześniej obaj z najwybitniejszym angielskim pisarzem polskiego pochodzenia. Otóż zajmował się on negocjacjami mającymi doprowadzić do wyłączenia z wojny Austro-Węgier i podpisania separatystycznego pokoju, którego efektem byłoby osamotnienie Niemiec. On sam – Józef Hieronim Rettinger – nie był pewien, czy miał w tym jakiś udział istotny, przypuszczał, że był tylko przykrywką dla działań innych graczy, a Korona, która go wynajęła do tej roboty, ma w rzeczywistości innych rozgrywających. Ten sposób myślenia dobrze świadczy o naszym bohaterze, bo tylko idiota mógł myśleć inaczej. Ostatni cesarz z dynastii habsbursko lotaryńskiej – Karol I, był do końca swych dni pod opieką brytyjskich oficerów, czyli pod opieką Churchilla. Rettinger zaś nie reprezentował w Wiedniu interesów Churchilla, tylko interesy Labour Party i socjalistów z USA, o tym jednak nie napisał w pamiętniku, skromnie przyznając się do tego, że został wykorzystany przez rząd brytyjski. Do żadnego porozumienia Wiednia z Anglikami i Francuzami nie doszło jak pamiętacie. Francuzi opublikowali całą korespondencje cesarza dotyczącą tych spraw, czym skompromitowali go na dobre. Cesarz, nie abdykując, wyjechał na Maderę, gdzie dopełnił się jego los. Pilnujący go oficer brytyjski musiał się gdzieś akurat zagapić, bo jego wysokość dostał nagle, w tych cholernie wilgotnym i ciepłym klimacie, zapalenia płuc i umarł w tempie ekspresowym. Prawie tak szybko, jak Morel.
    http://coryllus.pl/?s=conrad&searchsubmit=

    Popularyzacja nigdy nie jest zjawiskiem lokalnym, zawsze przychodzi z zewnątrz i sprzedawana jest jako szansa. Podobnie jak rzekomo niskooprocentowany kredyt bankowy. W Polsce ma to wymiar szczególny, jak nadmieniłem. Pokładamy bowiem szczerą wiarę w to, że widzę pozyskuje się w wyniku kolejnych wtajemniczeń, dokonywanych przez kapłanów nauki, w miejscach zwanych uniwersytetami. Wierzymy, niczym Rosjanie za Piotra I, że tylko najlepsi z nas zdolni są pojąć swoimi umysłami, poważne zagadnienia i ci robią kariery w świecie, słabsi zaś muszą kontentować się popularyzacją wiedzy wśród maluczkich. To ostatnie nazywane jest często pracą u podstaw i stanowi narodową świętość dla wszystkich opcji politycznych. To są oczywiście głupstwa. I teraz pora na drugie kłamstwo, które leży na samym dnie. Czy jest ta cała popularyzacja? To werbunek. Mogą go dokonywać siły poważne, te które dały szansę Marii Skłodowskiej na początku XX wieku, ale mogą go też dokonywać siły z istoty trywialne i niczego nie rozumiejące takie jak Jacek Kurski szef telewizji. Nie ma w Polsce człowieka, który poddałby krytycę oświatę szerzoną wśród kobiet na początku XX wieku, cały ten latający uniwersytet i jego konsekwencje. Ja tego też tutaj nie zrobię, umieszczę to w nowej Baśni jak niedźwiedź. Uważam, bowiem, że to konieczność, że trzeba się rozprawić z tymi socjalistycznymi bredniami, bo nie wyjdziemy z tego domu wariatów, do którego nas zapędzono.

    Rekapitulujmy więc – popularyzacja wiedzy to kult formatu plus werbunek nowych sił. I to widzimy również dzisiaj, w postaci tych różnych programów Erasmus, Comenius itp…

    Jak w każdej poważnej herezji, w ten która rozpoczęła swój triumfalny pochód na przełomie stuleci XIX i XX ręce i umysły dziewcząt były jedną z poważniejszych jakości do pozyskania. W dodatku nie była to jakość kosztowna, bo za udział w tym przedsięwzięciu adeptki wiedzy tajemnej musiały płacić wykładowcom. System tych opłat omówię w książce, dziś dajmy temu spokój. Najlepsze z uczestniczek kursów zostały studentkami, a Maria Skłodowska ukończyła Sorbonę i dostała Nobla. Cóż za cudowne zrządzenie losu!!! Bez popularyzacji wiedzy na zajęciach latającego uniwersytetu nie mielibyśmy pierwiastków promieniotwórczych! Nie byłoby radu i polonu, a imię Polski nie byłoby tak sławne w świecie jak dziś….To jest szczytowy moment kultu cargo, który uprawiamy. Nie mamy bowiem nadal, żadnego radu i polonu, poza tym gramem co go tam kiedyś była miłośniczka wiedzy Skłodowska podarowała Polsce. Nie korzystamy jako grupa z żadnych dobrodziejstw wynikających z dokonań naszej rodaczki. Ona sama zaś jest w świecie uważana za Francuzkę. Nie ma to z mojego punktu widzenia żadnego znaczenia, może być nawet Chinką. Kwestie, którym oddaje się w Polsce hołd, a które tutaj wymieniłem, nie mają żadnego wpływu na poprawę jakości naszego życia i na nasze bezpieczeństwo. Popularyzacja zaś wiedzy jest jedynie sposobem na odsysanie stąd jednostek do czegoś się nadających i stwarzanie im tak zwanych warunków. Jak ktoś chce sobie poczytać o tych warunkach, niech sięgnie do wspomnieć Ewy Curie. Popularyzacja wiedzy to jeden ze sposobów pozyskiwania tanich wyrobników, bardzo podobny do chwytania niewolników przez czambuły tatarskie. Tamci też byli sprzedawani przez żydowskich pośredników, tyle, że ich rola była inna niż studentki Skłodowskiej.

    http://coryllus.pl/?s=sk%C5%82odowsk&searchsubmit=

    Pierwsza odpowiedź jaka się nam nasuwa, jest prosta. Ochronę Korczaka zbudowano z funduszy syjonistycznych i była ona przeznaczona dla dzieci, które po wstępnym okresie edukacji miałby wyjechać do Palestyny i tam rozpocząć kolonizację terenów przyszłego państwa żydowskiego. To jest oczywistość z gatunku najbardziej oczywistych oczywistości, ale ja – z racji słabego zainteresowania Korczakiem – do wczoraj nie zdawałem sobie z tego sprawy. Z czasem instytucja prowadzona przez Korczaka została rozbudowana, powstała bursa, gdzie mieszkali starsi wychowankowie i szkoła, gdzie kształcono przyszłych wychowawców dzieci. Jak pamiętacie metody Korczaka wzbudzały wielkie emocje i wiele osób się z nimi nie zgadzało. Należała do nich na przykład żona Józefa Piłsudskiego. W swoich pamiętnikach pisze ona wprost, że Korczak namawiał dzieci, by donosiły na nauczycieli. Ja nie wiem czy można w ten sposób opisać tę metodę, ale zajrzyjcie do wspomnień Aleksandry Piłsudskiej, bo tam to jest tak przedstawione. We wczorajszej recenzji zaś stało jak byk, że w tej ochronce była specjalna skrzynka życzeń i zażaleń i dzieci wrzucały do tej skrzynki karteczki z prośbami, żalami i skargami. Pani Stefania Wilczyńska zaś czytała je wszystkie.

    Przejdźmy teraz do samej Wilczyńskiej. Kończyła ona tę samą pensję co Maria Skłodowska i studiowała nauki przyrodnicze w Szwajcarii oraz Belgii. W ochronce Korczaka była osobą najważniejszą, która potrafiła żelazną ręką narzucić dyscyplinę. Była przy tym jeszcze aniołem dobroci i dzieci biegły do niej, kiedy było im smutno i źle. Myślę, że było trochę inaczej, bo sam mieszkałem w internacie i wiem jak to jest, ale niech im tam będzie….

    Czar Alexander II preferred to wear a military uniform. When the Czar was assassinated by revolutionary students in 1881, Manya Maria Sklodowska Curie and her best friend Kazia celebrated by dancing around the desks in their classroom.
    http://history.aip.org/history/exhibits/curie/polgirl1.htm

  2. Hubal said

    Czym sekretarz różni się od hagiografa
    51 Odpowiedzi »

    Wszyscy pamiętamy jak katowano nas w szkole opowieściami o Tadeuszu Kościuszce i jego geniuszu. Były czytanki, były apele, były akademie ku czci. Kościuszko urastał w nich do roli jakiegoś półboga, który gdyby chciał, zmiótłby wrogów jedną ręką. O ile pamiętam mało kto w te brednie wierzył i mało kto się nimi przejmował, bo przecież jasne było, że Kościuszce się nie udało. Pamiętam jak mozoliłem się nad jakimś referatem na jego temat, jeszcze w szkole podstawowej i bardzo się irytowałem, że muszę się tym zajmować, choć przecież ten facet niczego realnie nie osiągnął. Kościuszko był lubiany wśród komunistów, był też lubiany w Ameryce, stanowił pewnego rodzaju wytrych do serca prostego Polaka, który nie zastanawia się wiele nad historią, ale lubi sobie pośpiewać „góralu czy ci nie żal” przy wódeczce i zakąskach. Można właściwie zaryzykować, że z Wałęsy próbowano zrobić taki sam wytrych, bo tamten już się nieco zużył, no ale nie do końca się udało, bo czasy są trochę inne.

    Na pewno pamiętacie fragment Pamiętników Juliana Ursyna Niemcewicza, który był zamieszczony w podręczniku do pierwszej klasy szkoły średniej. Niemcewicz opisuje tam klęskę Maciejowicką, którą widział na własne oczy. Po bitwie próbował uciekać do lasu, ale zatrzymał go kozak, który zobaczył, że Julian Ursyn ma na palcu złotą obrączkę. Zażądał tej obrączki, ale że Niemcewicz był ranny i ręka mu spuchła, nie dało się jej ściągnąć. No i klops, co robić? Kozak pomyślał chwilę i na migi dał Niemcewiczowi znać, że gotów jest odgryźć mu palec razem z obrączką. Wtedy wilk będzie syty i owca cała, a palców ma przecież jeszcze kilka. Nasz bohater się nie zgodził i jakoś wspólnymi siłami tę obrączkę ściągnęli. Potem są jeszcze inne opisy, między innymi znoszenia i oglądania obdartych trupów, śmierci resztek pułku Działyńskich, zarzuconego granatami w piwnicach maciejowickiego pałacu. Same straszne rzeczy. Gdzie jest Kościuszko? Leży gdzieś na polu, zleciał z konia w czasie ucieczki, próbował strzelić sobie w usta, ale pistolet nie wypalił, zemdlał więc, bo był ranny i dostał się do niewoli. Jak mogło dojść od takiej katastrofy? Takie pytanie zadał sobie każdy przynajmniej raz w życiu. Armia, nie mała przecież, bo licząca około 60 tysięcy żołnierzy została przez Kościuszkę celowo rozproszona. Dziejopisowie tłumaczą to tym, że taki był sposób wojowania w tamtych czasach i zmienił to dopiero Napoleon. No, ale nikt nie rozpraszał tej armii na aż tak małe grupki. To wojsko było właściwie rozsmarowane po kraju, a nie rozproszone. Jak pamiętamy insurekcja została przyspieszona poprzez decyzję carycy, o redukcji wojska z 60 tysięcy do jakiejś śmiesznej liczby.
    http://coryllus.pl/?s=ko%C5%9Bciuszk&searchsubmit=

  3. Hubal said

    Przedziwnie wśród tych tendencji wygląda misja brata Alberta. Malarza, który nagle malarstwo porzucił i zajął się pomaganiem biednym. To jest dość niesamowite, zważywszy na fakt, że wszyscy uważali go za najzdolniejszego artystę w całym pokoleniu. I co? Nagle trzask i zostawiamy wszystko….a co na to hierarchia? Ponoć z niejakim trudem pogodzono się z misją Chmielowskiego. No, może i się pogodzono, ale jezuici się ponoć nie pogodzili i przez to Chełmoński przyjaciel Chmielowskiego bardzo ich nie lubił.

    Teraz słów kilka o różnicach programowych i niechęciach oraz chęciach towarzyskich. Ktoś może mi wyjaśnić, jak to się stało, że członkini Wielkiego Proletaryatu, pani Maria, pierwsza żona Ziuka Piłsudskiego, była jednocześnie kochaną Dmowskiego? To znaczy, że ci ludzie spotykali się w jakichś silnie magnetyzujących okolicznościach. Nie jest łatwo bowiem uwieść kobietę, nawet socjalistkę, która ma na sobie te wszystkie, noszone w XIX wieku fatałaszki. To jest, można śmiało rzec, wyczyn. No więc, żeby do czegoś takiego doszło, muszą być silnie sprzyjające okoliczności towarzyskie. Magnetyzm osób działać musi z niezwykłą mocą, a przede wszystkim wszyscy muszą mieć o czym rozprawiać. No to o czym rozprawiał pan Roman ze zdeklarowaną komunistką, wierzącą w ruch robotniczy, koleżanką Waryńskiego? I kto oraz gdzie im te spotkania organizował? Czy aby nie Władysław Zamoyski w Zakopanem? Ja nie wiem, tak tylko pytam, bo wiem, że są tu znawcy i wielbiciele wszelkich opcji politycznych.

    http://coryllus.pl/?p=3204

  4. Hubal said

    Zacznę znowu od Stefana. Zajrzałem do wiki i doznałem olśnienia. Oto powieściom takim jak „Rodzina Połanieckich” czy „Wiry” docent wiki poświęca jedną linijkę. Na Stefana i jego „Dzieje grzechu” zarezerwowano cały akapit. Jeśli przyłożymy niehistoryczną twórczość Henryka do twórczości Stefana łatwo zauważymy, że są to dwie strony medalu. Ci, którzy są podli i podstępni oraz godni potępienia u Henryka, urastają do rangi tytanów męstwa, intelektu i wrażliwości u Stefana i na odwrót. Dla Henryka zakonnica jest prawie aniołem, dla Stefana to potencjalny łup, który można korzystnie sprzedać w zaprzyjaźnionym burdelu. Człowiek starający się o swoje aktywa i radzący sobie w życiu daleko ponad przeciętne możliwości ludzkie, jest dla Henryka bohaterem, może trochę grzesznym, ale jednak bohaterem. Dla Stefana to jest osobnik godny śmierci w męczarniach i niczego więcej. Stefan aspiruje do tak zwanej erudycji, czyli solowych towarzyskich popisów, których nikt nie jest w stanie zweryfikować lub też nie chce ich zweryfikować, bo cała sytuacja jest ustawką. Henryk jest zwolennikiem bezwzględnego sukcesu tu i teraz, sukcesu z którym się nie dyskutuje. Stefan podejmuje rzecz jasna taką dyskusję za pomocą różnych podstępów, a jeśli mu ich brakuje to za pomocą browninga lub strzykawki z cyjanowodorem włożonej w ręce kreowanych przez siebie postaci. I tak to się plecie.

    Wróćmy jednak do tego opisu w wiki. Oto jedna ze znajdujących się w nim informacji.

    Dzieje grzechu – powieść Stefana Żeromskiego, która ukazała się w 1908 r. w wersji książkowej. Wcześniej powieść ukazywała się w „Nowej Gazecie” w odcinkach

    Co to była ta Nowa Gazeta? Proszę bardzo oto stosowne wyjaśnienie z tego samego źródła:

    Nowa Gazeta – dziennik polskiej mniejszości żydowskiej, wydawany w Warszawie w latach 1906–1918. „Nowa Gazeta” miała dwa wydania: poranne i wieczorne. Założyciel i redaktor Stanisław Kempner nadał jej kierunek asymilatorski, rzadko zamieszczając publicystykę na tematy żydowskie
    http://coryllus.pl/?p=3659

  5. Tekst Nowopolskiego: oto rzeczy, które budzą mój sprzeciw albo wzruszenie ramion (wybór najjaśniej świecących):

    (1) Najpierw hierarchia kościelna, uznała się za państwo w państwie, stawiając interesy Watykanu ponad polskie, potem w jej ślady poszło możnowładztwo, a w końcu wszyscy obywatele, doprowadzając tym samym do upadku i rozbiorów.

    (2) (…) wbijając w ten sposób w podświadomość każdego przeciętnego Polaka, że szczytem kariery może być jedynie emigracja i służenie obcym.

    (3) … a jeśli ktoś wspomina o jej [Marii Curie-Skłodowskiej] polskich korzeniach, to tylko w kontekście jej zapędów na francuskie rozporki.

    (4) a jeśli ktoś wspomina o jej polskich korzeniach, to tylko w kontekście jej zapędów na francuskie rozporki.

    (5) W obszarze literatury, można przytoczyć przykład Josepha Conrada, polskiego renegata, który świadomie wybrał język angielski…

    (6) język angielski, najprymitywniejszy ze wszystkich znaczących języków europejskich (Gdyby ten prostak Szekspir znał opinię Nowopolskiego, napisałby swoje sonety po niemiecku.)

    (7) o Conradzie: …nicość charakteru…

    (8) Od samego zarania III RP, jej „władcy” robili wszystko co w ich mocy by pozbawić obywateli perspektyw rozwoju na terenie kraju. (Ciekawe, gdzie Nowopolski nauczył się pisać i zrobił „techniczny” doktorat?)

    Co nie oznacza, że w moich oczach całe wypracowanie nerwowego pisarza Nowopolskiego jest do kitu.
    Rozumiem jego intencje, a bardzo mi się podobał ten oto fragment:

    Po rozbiorach, polska zbiorowa świadomość pogrążyła się w romantyzmie i wynikającej z niego obłędnej koncepcji „Polski jako Chrystusa Narodów”. Nic więc dziwnego, że im więcej nieszczęść ściągnął na Polskę dany „przywódca”, tym większą estymą cieszył się wśród społeczeństwa. Patologia ta była i do dziś jest skwapliwie podtrzymywana przez wewnętrznych i zewnętrznych wrogów.

    * * *

    (Uwaga, jeśli komuś przyszłoby do głowy dyskutować ze mną na temat moich powyższych opinii, niech mu to z głowy wyjdzie, a z moimi opiniami niech on sobie zrobi co zechce, naturalnie w ramach dobrych obyczajów.)

  6. wiosna said

    Oto powyzsze komentarze zainspirowaly mnie do wyswietlenia Wikipedii, by sprawdzic dane o Marii Salomei Sklodowskiej, jak i dane Jozefa Korzeniowskiego.Oboje w/w urodzeni w roku 1857 oboje z rodow szlacheckich (szlachectwo zobowiazuje) herbu Nalecz J.C.Korzeniowski,
    herbu Dolega M.S.Sklodowska ze strony ojca, a ze strony matki herbu Topor.

    Zaangazowanie w Powstanie Stycziowe Apollina Korzeniowskiego zostalo ukarane konfiskata majatku i zsylka w glab Rosji. Po powrocie szybko bo w 1865 r.zmarla zona, i i w 1969 r. maz Apollin Korzeniowski. Mlodziutki Jozef byl
    juz sierota i dobrze. ze zamozna byla rodzina matki, i wyplacala mu pensje, ze mogl zaczac ukladac swoje sieroce zycie, poczatkowo we Francji.cd.proponuje zobaczyc w Wikipedii.

    Maria S.Sklodowska z rodziny nauczycielskiej byla chetna do nauki, do studiow i udala sie do
    renomowanej uczelni we Francji. Dalej prosze
    poczytac w Wikipedii, by wyobrazic sobie minione niedawno wieki XIX i XX, ich wplyw na
    emigracje polskiej szlachty na Zachod.

    I badzmy dumni z ich osiagniec i slawy w Swiecie.

  7. Cybersecurity said

    @5 i autorowi polecam, m.in: http://wolnelektury.pl/media/book/pdf/lord-jim.pdf

  8. @ Cybersecurity , 7

    Dlaczego poleca Pan „Lorda Jima” mnie, który jestem amatorem i (chwilowym tutaj) obrońcą Józefa Conrada Korzeniowskiego?

    Na marginesie, Lorda Jima czytałem.

  9. watazka said

    Czy Pana Nowopolski przyjmie z powrotem 8 milionow Polakow?
    Z dziecmi?
    Czy pan Nowopolski wie dlaczego tylu Polakow wyemigrowalo?
    A dlaczego Ukry emigruja do Polski?
    Bo w 2013 roku Polacy w kraju obiecali Ukrom Zachod.
    Niczym Merkelowa w Niemczech naspraszala gosci – tak Solidarnosciowe ‚demokraty’ naobiecywali Ukrom zycie ponad stan w Unii . Zapomnieli popatrzec na mape, ze najblizej z Ukrainy na Zachod przez … Polske i poki co – do Polski.
    No to niech teraz Kukizy i Kaczory nakarmia bratnia nacje.. I ci wszyscy, ktorzy tak wspolczuli Ukraincom pod batem Janukowicza.

Umieść kropkę albo > bezpośrednio przed linkiem do obrazka lub filmu, aby go na razie nie wyświetlać. Rób akapity w dlugich tekstach. Zobacz też https://marucha.wordpress.com/cenzura/ odnośnie cenzury, pisania komentarzy etc.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s