Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ppor. Stanisław Grabowski ps. ”Wiarus” – partyzant nazywany ”Szalonym Staśkiem”

Posted by Marucha w dniu 2016-11-21 (poniedziałek)

szalony-stasiek• ”Wiarus” słynął z brawurowych akcji, np. wymierzania kary chłosty komunistom na wiecach

• Grabowski był utalentowanym dowódcą, który wielokrotnie wyprowadzał swoich ludzi z obław

• Najbardziej spektakularną operacją ”Wiarusa” było zajęcie Jedwabnego

• ”Szalony Stasiek” zginął w 1952 r. – był jednym najdłużej walczących Żołnierzy Wyklętych

Stanisław Grabowski urodził się we wsi Grabowo, w powiecie łomżyńskim, w 1921 roku. Niewiele wiadomo o jego młodzieńczych latach – pracował na roli w gospodarstwie rodzinnym i uczył się stolarstwa. W 1943 roku został zaprzysiężony jako żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej i na stałe związał się z podziemiem narodowym. Nosił pseudonim ”Wiarus”. Walczył w szeregach III Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) kpt. ”Burego”, brał udział w jednej z największych bitew polskiego podziemia pod Orłowem na Mazurach w 1946 roku.

Po demobilizacji części brygady wrócił w rodzinne strony i dalej prowadził działalność konspiracyjną. Pomimo młodego wieku dał się poznać przełożonym jako żołnierz zdyscyplinowany, ale często prowadzący walkę w niekonwencjonalny sposób.

Jedyna droga

”Wiarus” ujawnił się w kwietniu 1947 roku w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Białymstoku. Długo jednak nie cieszył się spokojem. W trakcie jednej z wiejskich zabaw został napadnięty przez nieznanych sprawców, najprawdopodobniej nasłanych przez UB. Użył wówczas broni. Z tego powodu był poszukiwany przez milicję, musiał się więc ukrywać. W tym czasie spotkał wielu kolegów z czasów konspiracji, którzy albo nie ujawnili się w ramach amnestii, albo – tak jak on – byli prześladowani przez bezpiekę.

Grabowski na nowo nawiązał współpracę z podziemiem narodowym. Zaczął tworzyć zręby oddziału partyzanckiego i nawiązywać kontakty z miejscową ludnością. Wraz z dziesięcioosobową grupą żołnierzy wstąpił do Pogotowia Akcji Specjalnej NZW (PAS NZW) na powiat wysokomazowiecki. Wtedy stał się postrachem milicji i bezpieki.

Atakował milicjantów i funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa. Nie unikał walki z dużo silniejszymi grupami operacyjnymi UB i KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego). Potrafił w biały dzień zjawiać się na organizowanych przez komunistów wiejskich wiecach i wymierzać ich organizatorom publiczną chłostę. Wraz ze swoimi ludźmi wykonywał też wyroki śmierci wydane przez podziemne sądy.

Niejednokrotnie wyprowadzał swój oddział z obław KBW, mimo kilkunastokrotnej przewagi liczebnej wroga. Parę razy udało się ”Wiarusowi” wyjść z okrążenia, np. w przebraniu kobiety. Jego pomysłowość połączona z zawziętością i determinacją w walce sprawiły, że miejscowi zaczęli nazywać Grabowskiego ”Szalonym” lub ”Szalonym Staśkiem”.

szalony-stasiek-z-kolegami
Jego patrol bojowy PAS NZW systematycznie powiększał się o nowo przybyłych partyzantów – najczęściej byli to spaleni konspiratorzy lub weterani z czasów okupacji niemieckiej, których po ujawnieniu w 1947 roku poszukiwało UB.

Przez oddział Grabowskiego przewinęło się co najmniej 34 partyzantów. Podzielił podległych mu ludzi na kilkuosobowe patrole, które operowały w terenie. Już na początku 1948 roku komendy powiatowe urzędów bezpieczeństwa w Łomży, Wysokim Mazowieckim i w Białymstoku meldowały przełożonym, że oddział NZW ”Wiarusa” należy do jednych z najgroźniejszych i najbardziej aktywnych na terenie województwa.

Jedną z najsłynniejszych operacji oddziałów Pogotowia Akcji Specjalnej ”Wiarusa” było opanowanie Jedwabnego 29 września 1948 roku. Żołnierze podziemia przyjechali zatrzymanym po drodze autobusem PKS do centrum miasteczka. Miejscowa milicja, gdy usłyszała, że do Jedwabnego wkroczył ”Szalony Stasiek”, zabarykadowała się i nie podjęła żadnej interwencji. ”Wiarus” zwołał wiec na rynku i prosił miejscową ludność o trwanie w biernym oporze wobec komunistycznej władzy. Była to najprawdopodobniej ostatnia tego typu akcja w historii polskiego podziemia antykomunistycznego – i to ponad trzy lata po oficjalnym zakończeniu działań zbrojnych.

Posłańcy śmierci

Zajęcie Jedwabnego odbiło się szerokim echem na całej Białostocczyźnie. Po tym wydarzeniu na szczeblu wojewódzkim bezpieki zaczęto przygotowywać przeciwko ”Wiarusowi” operację z udziałem agentów i donosicieli, którzy współdziałali ze specjalnymi grupami pościgowymi sił bezpieczeństwa. Gdy bezpieka próbowała wprowadzić do grupy agenta, ten dotarł do szefa PAS NZW Wysokie Mazowieckie i wyjawił prawdę na temat zleconego mu przez komunistów zadania. Gdy UB zorientowało się, że niedoszły agent przeszedł na stronę partyzantów, postanowiło inaczej rozprawić się z Grabowskim.

Wacław Snarski ps. ”Księżyc” był żołnierzem AK. Po wojnie działał w podziemiu antykomunistycznym na Podlasiu. Po amnestii w 1947 roku został zwerbowany do współpracy przez PUBP w Białymstoku. Miał od wewnątrz niszczyć istniejące jeszcze oddziały podziemia. Podszywał się pod zagubionego lub oderwanego od innej grupy zbrojnej partyzanta. Szukał na wsi kontaktów z ludźmi z lasu, by móc do nich wstąpić i wystawić siłom bezpieczeństwa lub zlikwidować ich członków.

W ten sposób ”Księżyc” w latach 1949-1951 przyczynił się do całkowitego rozbicia oddziałów poakowskich plut. Czesława Czyża ps. ”Dzik”, Franciszka Kisielewskiego ps. ”Sosna” i Gabriela Oszczapińskiego ps. ”Dzięcioł”. Snarski dotarł do ”Wiarusa”. Ten rozpoznał mistyfikację i postanowił zlikwidować agenta. ”Księżyc” uniknął jednak śmierci z rąk partyzantów. Zdawał sobie sprawę, że jest spalony, więc uciekł. Długo nie cieszył się życiem – wraz z innym zabójcą UB zginął w 1951 roku na mokradłach biebrzańskich z rąk mjr. Jana Tabortowskiego ps. ”Bruzda” i kpt. Stanisława Cieślewskiego ps. ”Lipiec”.

”Szalony Stasiek” zrozumiał, że ubecka pętla coraz bardziej zaciska się wokół jego oddziału. Pod koniec 1951 roku bezpieka zwerbowała kobietę z najbliższego otoczenia komendanta PAS NZW Wysokie Mazowieckie, nadając jej pseudonim ”Ewa”. Gdy 22 marca 1952 roku do zabudowań agentki we wsi Babino przybył ”Wiarus”, ta powiadomiła o tym przez radio KBW z Białegostoku. Grupa operacyjna przybyła na miejsce i błyskawicznie otoczyła wieś trzema kordonami.

”Wiarus” postanowił przebijać się bojem przez kilkudziesięciokrotnie liczniejszą obławę. Nie miał najmniejszych szans. Wraz z nim zginęli dwaj żołnierze z patrolu – ”Żbik” i ”Humorek”. Ubecy nie kryli zadowolenia z tego, że w końcu udało im się dorwać nieuchwytnego ”Szalonego Staśka”.

Tak tamte chwile wspominała po latach Wanda Kalicka: ”Wtedy wszystkie dziewczęta z Babina zegnali, i mnie też, bo chcieli zobaczyć, która zapłacze. Wiadomo: szkoda było chłopców, ale żadna nie płakała. Przynieśli wtedy od gospodarzy brony, postawili je pionowo, poopierali ciała plecami o te brony i zdjęcia im robili. Potem przyjechał duży samochód ciężarowy i za nogi i ręce powrzucali ich na jego skrzynię. ‚Skur…ny, teraz będą w ubikacji w Mazowiecku pływać’, przechwalał się jakiś ubek”.

Pozostałe jeszcze w terenie patrole PAS NZW ”Wiarusa” zostały rozbite do końca 1952 roku. Ciała partyzanta nie wydano rodzinie; obawiano się, że jego mogiła stanie się symbolem oporu przeciw narzuconej władzy. Do dziś, pomimo licznych poszukiwań prowadzonych przez IPN, nie odnaleziono miejsca pochówku ppor. Stanisława Grabowskiego ”Wiarusa”.

Za Facebookiem
Wpisał Jim Kazama

Odpowiedzi: 40 to “Ppor. Stanisław Grabowski ps. ”Wiarus” – partyzant nazywany ”Szalonym Staśkiem””

  1. Moher49 said

    Wielu tych „Szalonych Staśków” zginęło na skutek zdrady. Cześć ich pamięci !, na pohybel zdrajcom !.

  2. wski said

    No jednym słowem bohater wymierzał l sprawiedliwość a kogoż on mordował ależ polaków ,np,z reformy rolnej,no bohater.

  3. Tomek said

    rzytki z IPNu nie próżnują. Czekam na hagiografię Rydza-Śmigłego, Bora-Komorwskiego czy Chruściela.

  4. błysk said

    ad2.Jesteś głupiec i śmieć. Cześć i chwała bohaterom.

  5. Marek said

    wski said
    2016-11-21 (poniedziałek) @ 17:19:46

    No jednym słowem bohater wymierzał l sprawiedliwość a kogoż on mordował ależ polaków ,np,z reformy rolnej,no bohater.
    ===
    proponuję nie usuwać zydka wski.
    dowód, że ubeckie chazarskie qoorwy kolejnego pokolenia – czytają.
    zdychać będziecie wiekami i nie zdechniecie.

  6. Marek said

    czy przypadkiem, mieskańcy Jedwabnego, wspomnieni w artykule, nie płacą do dzisiaj?
    zostali opluci, naznaczeni przez oszczerców.

  7. antek said

    Znowu żymianie bronią swoich prowokatorów a Polacy jak zwykle ogłupieni i w ciemnej d…. .

  8. Siggi said

    Pięć i pół tysiąca przypadkowych osób z ludności cywilnej zginęła z rąk z tzw.”podziemia niepodległościowego”w okresie od 1944-56.
    Między partyzantem a bandytą jest bardzo cienka linia.Bohaterskie czyny z czasu walki z niemieckim okupantem ,z czasem zamieniane w najzwyklejszy bandytyzm;…mordy,grabież,porachunki.Jedni z lasu staneli do odbudowy kraju,inni z lasu grasowali po wsiach,małych miasteczkach,bo do większych miast bali się wchodzić i łupili,mordowali chłopów m.in.za to ,ze przyjął Akt Nadania gospodarstwa rolnego z rąk ówczesnej władzy.
    We Wrocławiu na Cmentarzu Osobowickim przy kwaterach ,gdzie pochowano straconych w okresie powojennym do 1955r.jest specjalna ściana na której jest kilkadziesiąt nazwisk straconych.Są tam dwa nazwiska bandytów,którzy zamordowali 30-to letniego rolnika wracającego z targu,aby zrabować pieniądze za sprzedane prosięta (luty-1949r).Tak „walczyli”o niepodległość.Przed żadnym pomnikiem tzw.”wyklętych” nie zdęjmę kapelusza!

    Uogólnia Pan.
    Bandytów była zdecydowana mniejszość.
    Żołnierze Wyklęci często nie mieli alternatywy: albo dać się zakatować przez UB, albo zginąć z bronią w ręku.
    Admin

  9. Darek said

    Może niektórzy zamiast pisać część i chwała bohaterom, zorientowali by się co o tych ludziach sądzą ci którzy żyli na tych terenach. Moi dziadkowie zawsze mówili o nich bandyci. I nie piszcie mi o chazarskim pochodzeniu, tylko po pytajcie się zwykłych ludzi którzy pamiętają tamte czasy. Wtedy nic nie było białe i czarne. Polak zabijał Polaka i to nie jest czyn godny chwały.

  10. wanderer said

    Bandytow trzeba nazwac bandytami, ale bohaterow – bohaterami. Nie wolno generalizowac ze zolnierze wykleci = bandyci badz na odwrot – sami bohaterowie. Jak wszedzie, byli i tacy i tacy. Byli bohaterowie ktorzy chcieli dobrze, ale taki tryb zycia przyciagal rowniez lazikow, czasami margines ktory w takich warunkach dopatrywal sie mozliwosci „kozaczenia”. Zdazaly sie zwykle bandy rabunkowe jak we wiosce mojego dziadka ktorzy pod plaszczykiem partyzantki szukaly najzwyczajniej mozliwosci rabunku, wyrownania rachunkow badz terroryzowania i pokazywania kto tu rzadzi (ciekawostka jest ze jeden z tych bandytow ktorzy poturbowali i okradli Dziadka mial brata ktory byl bardzo przyzwoitym czlowiekiem, ktory ostrzegal ludzi i pomagal jak tylko potrafil i wychowal swoje dzieci na porzadnych ludzi)

    Ale wracajac do tematu, jesli mielibysmy choc jeden procent takich smialkow z jajami jak „Wiarus” Polska wygladalaby dzis zupelnie inaczej.

  11. Wełna said

    Admin, (8)

    „Bandytów była zdecydowana mniejszość.
    Żołnierze Wyklęci często nie mieli alternatywy: albo dać się zakatować przez UB, albo zginąć z bronią w ręku”.

    Panie Gospodarzu, – Myli pan skutek z przyczyną. Katownie UB powstały 2-3 lata po wojnie, głównie dlatego, że obudowujące się państwo nie mogło sobie w inny sposób poradzić z tymi bandytami. To właśnie oni, nie dawali szans na normalne życie zarówno swoim żołnierzom jak i mieszkańcom.Przykład Inki, nastoletniej dziewczyny otumanionej przez środowisko pseudo patriotyczne jest tego najbardziej wymownym dowodem.

    To tylko m.in. w Syrii na Ukrainie itp. świat pozwala bandytom na walkę z legalnym rządem, czy u nas też tak miało być?
    Czy wierzy Pan w to, że walczyli o wolność???

  12. Marucha said

    Re 11:
    Panie Wełna, „katownie UB” to pewien skrót myślowy. Wiadomo dobrze, że polowania na osoby mało zadowolone z narzuconego im przez żydobolszewię reżymu rozpoczęły się tuż po zakończeniu wojny.
    Ruch oporu był SKUTKIEM, a nie przyczyną prześladowań.
    Ci ludzie z reguły nie mieli wyboru.
    A nam, po 70 latach, łatwo się mądrzyć, potępiać i moralizować…

    Nazywanie narzuconych Polsce rządów „legalnymi” i porównywanie ich z rzeczywiście legalnymi rządami w np. Syrii, jest obrazą tych ostatnich.

  13. Piszę więc jestem said

    Ani jedno, ani drugie!

    Formy się zmieniają, nie plany, nie nienawiść . . .

    co najmniej od 1608 zapadła decyzja o likwidacji Narodu Polskiego,

    potem to tylko wypociny sztabu gównego (bez pomyłki)!

    Po co się rozdrabniać na ichnie?

  14. Wełna said

    Panie Gospodarzu,

    „Nazywanie narzuconych Polsce rządów „legalnymi”…” – czy jakieś państwo ich nie uznawało?

    „Ci ludzie z reguły nie mieli wyboru.” – przecież sam autor tekstu napisał, że Wiarus po ujawnieniu cieszył się spokojem. Głupotą jest pisanie, że UB musiało kogoś nasyłać, mieli pewniejsze sposoby. A skoro użył broni to musiał być ścigany.

    „Wiadomo dobrze, że polowania na osoby mało zadowolone z narzuconego im przez żydobolszewię reżymu rozpoczęły się tuż po zakończeniu wojny.” – przecież nie mogli się dać powystrzelać.
    Rządy ówczesne nie były tymi wymarzonymi przez Polaków, ale doprowadziły do odbudowy kraju i jego rozwoju, co teraźniejsze, wybrane demokratycznie zaprzepaściły, robiąc z nas niewolników dla Europy. Warto o tym pamiętać.

  15. Marucha said

    Re 14:
    Tzw. „międzynarodowe uznanie” dla rządów (albo brak tego uznania) nie znaczy prawie nic, panie Wełna.
    Dopiero po 1956 roku PRL zaczął przypominać Polskie Państwo. Pan chyba nie odróżnia tych dwu okresów.
    Historia powojenna pełna jest przykładów ludzi, którzy się ujawnili w naiwnej wierze, że będą mogli dołożyć swą cegiełkę do odbudowy kraju – a którzy skończyli gdzieś w nieznanym grobie.
    Oddając sprawiedliwość osiągnięciom PRL-u (o co sam walczę) nie zapominajmy jednak o drugiej stronie medalu.

  16. Siggi said

    Lp.12
    Nazywanie narzuconych Polsce rządów „legalnymi” i porównywanie ich z rzeczywiście legalnymi rządami w np. Syrii, jest obrazą tych ostatnich.
    —————
    Polska odrodziła się po II WŚ w takim kształcie terytorialnym i z takim systemem społ.politycznym z woli Wielkiej Trójki w Teheranie,w Jałcie w warunkach skrajnie nadzywczajnych powojennych.Wola wielkich tego świata była obowiązującym prawem międzynarodowym.Władza jaka się wtedy pojawiła była w pełni legalna.IIRzeczpospolita zaczyna się od Rady Regencyjnej,a Polska Ludowa od PKWN.Adekwatna analogia.Dzięki pojawieniu się władz naczelnych państwa Polska szybko uzyskiwała uznanie innych państw świata i należy do ekskluzywnego klubu założycieli Organizacji Narodów Zjednoczonych w 1946 w San Francisco.Także szybko wznawiano lub nawiązano stosunki dyplomatycze.Naród miał okazję wyrazić swoje stanowisko wobec nowej władzy .Referendum 3XTAK,wybory do sejmu ustawodawczego,czy pózniejsze kampanie wyborcze do sejmu i rad narodowych miały masowy udział obywateli i bzdurą jest,że ludzi władza gnała do urn.”Wolna Europa”tak szczekała.Mój ojciec nie chodził głosować i nikt mu nie zwracał uwagi z tego powodu.A znam więcej takich przypadków.Propaganda przedwyborcza oczywiście zachęcała do masowego udziału w głosowaniu,ale to jest normalne.Farsy nie było więcej niż obecnie tego widzimy w „starych”demokracjach zachodnich.Demokracja jest też dyktaturą nawet czasem bardzo bolesną.
    Bardzo dobrze,że uniemożliwiono w Polsce powrót do władzy elementom sanacyjnym,które były odpowiedzialne za klęskę wrześniową’39.Po Maju’26 władza nie miała żadnej legalności,a urny z głosami w wyborach do sejmu policja państwowa „wiozła”do liczenia komisji okręgowej nawet do…dwóch tygodni.
    Zbrojne grupy ,które podjęły terrorystyczną walkę z nową władza,przede wszystkim nie uznały zaleceń Londynu o zakończeniu walk i poszły w las.To była ich osobista tragedia.Tak zrobił mój stryj z Zamojszczyzny,który miał za sobą piękną kartę paryzancką AK ,a skończył na szafocie we Wrocławiu w stycz.1950r jak bandyta.A miał kilka okazji zacząć normalne życie ,także w LWP ze stopniem ppor. z partyzantki AK.Na rok przed egzekucją poszedł do wróżki,która mu powiedziała,że czeka go ciężkie ranienie a nawet śmierć.Wykrakała…
    Wielu tym zagubionym w nowej rzeczywistości powojennej partyzantom nikt nie pomógł,nie wyjaśnił,nie wyperswadował,że Polska potrzebuje żywych a nie trupów,którzy giną w walce o wolność i niepodległość.
    Zdecydowana większość Polaków po wyzwoleniu pragneła tylko jednego po wojennym koszmarze;…spokoju,pokoju.Dlatego ci tzw.”leśni” nie cieszyli się zbytnimu względami u ludności,tym bardziej jak mieli na koncie akty rozboju i zabójstw.Ludność żądała od władz zapewniaenia spokoju ,bezpieczeństwa zwłaszcza tam,gdzie miały miejsce działania grup leśnych.Ubarwianie tych „Wyklętych” jakie ma obecnie miejsce ,jest mocno demoralizujące i wcale im nie przydaje chwalebnej sławy.

  17. Marucha said

    RE 16:
    Coś te sentymenty do PRL za daleko się posuwają.
    Władze PRL zostały Polsce narzucone, więc o jakiej, k…a, legalności mówimy?

  18. Piszę więc jestem said

    Już sam wstęp:

    Polska odrodziła się . . .

    Rodzi się coś z . . .

    prawego lub lewego łoża!

    Ile Polski było w tym co uzgodnili judaszyści?!

    Odpowiedzi szukając może się uda nawrócić . . .

    (tyle słów a ile despercjii – tak na imię ma ignorancja).

  19. Wełna said

    „Dopiero po 1956 roku PRL zaczął przypominać Polskie Państwo” – w okresie do 1956 roku żyli moi Dziadkowie i Rodzice i bardzo się cieszyli, ze żyją w spokoju, że skończyła się wojna a nawet, że skończyła się II RP. Poza tym Polacy nie mieli wyboru, mogli się nawzajem wykańczać, albo odbudować ojczyznę.

    Panie Gospodarzu chyba nie muszę Panu przypominać kto stał za tymi „żołnierzami” – czy nie ci sami co za Powstaniem Warszawskim, wplątaniem Polski w II WŚ, przewrotem majowym, powstaniami i rozbiorami – jak długo jeszcze będziemy pozwalać się unicestwiać? Temu służy również kult żołnierzy wyklętych. Pozdrawiam.

  20. Wełna said

    „Władze PRL zostały Polsce narzucone, więc o jakiej, k…a, legalności mówimy?”

    Jeszcze na chwilę – a czy obecne są wybrane przez naród???. Tamte przynajmniej dbały o dobro Polski.

  21. ad 20
    swieta prawda , panie Welna
    mnie do dzis przechodza zimne ciarki po plecach na wspomnienie opowiadan mojego dziadka o glodzie i nedzy w kapitalistycznej przedwojennej Polsce.
    Dopiero za wladzy ludowej nie cierpial glodu i mial pierwsze niedziurawe buty. Nawet rozgrzeszam mojego ojca , ze za zaslyszany , nie zrozumialy , ale jakze do dzis popularny kawal o kacapach , ktory opowiedzialam w domu jako dziecko dostalam w pysk .

  22. Siggi said

    lp.17,
    RE 16:
    Coś te sentymenty do PRL za daleko się posuwają.
    Władze PRL zostały Polsce narzucone, więc o jakiej, k…a, legalności mówimy?
    ————————
    Pan prowokuje…proszę się przyznać.
    Jakoś nie zauważyłem wcześniej,żeby pod adresem PRL „sadził” Pan jakieś joby.Wręcz przeciwnie.
    Ja ur.24 lipca 1944 na Zamojszczyżnie ,a więc jestem rocznik Polski Ludowej i z tego powodu nie wypada,żebym „sadził” jakieś joby,a sentymentów mam więcej niż za kilku.
    Wyrastałem z niżin społecznych,w sporym niedostatku,Władza Ludowa do mnię:…idż dziecię ,my ci uczyć się każem.Tak i zrobiłem posłusznie „sterroryzowany” przez dyktature proletariatu i dzięki temu doszedłem nie tylko do technika zootechnicznego ,ale nawet do margrabiego(mgr),ku własnej chwale i chwale Polski Ludowej.Nigdy sądownie nie karany,lojalny obywatel,miłujący ziemię ojczysta,który coś tam wniósł w ogólny dorobek choćby w zootechnice.
    Im nam dalej do zamachu magdalenkowego tym coraz lepiej wypada czas Polski Ludowej i można tu dać wiele porównań.Ks.dr hab.Piotr Natanek w jednym ze swoich mocnych wystąpień w swojej Pustelni powiedział:…Okres komunizmu w Polsce to „złoty” okres dla Kościoła i Narodu,jeszcze będziemy im pomniki stawiać.Ważne słowe i powiedziane z głębokim namysłem.
    Kto komu narzucił władzę,system ,jak się powybierali kto z kim i po co,to ma drugorzędne znaczenie.Ważne jak funkcjonujemy jako społeczność i nasze państwo jako nasza organizacja.Teraz z nami jest dużo gorzej niż w PRL,a będzie jeszcze gorzej,będzie tragicznie.

  23. wanderer said

    Teraz z nami jest dużo gorzej niż w PRL,a będzie jeszcze gorzej,będzie tragicznie.

    Juz gorzej byc nie moze. Juz jestesmy na poziomie krajow kiedys wymienianych jako „trzeci swiat”, Panie Siggi. Teraz czas na lepsze. A taki czas teraz nadchodzi. To ostatnie podrygi hydry. Zobaczy Pan.
    Malo tego, to hydra bedzie robila dobrze zeby sie przypodobac i dluzej utrzymac. Takie czasy nadchodza bo nie ma innej mozliwosci zeby utrzymala wladze. Bedzie probowac..

  24. semperparatus said

    W latach 1944-56 Polską rządził „desant”antypolskiej,syjonistycznej agentury…i wszelki opór wobec tej agentury był całkowicie uzasadniony…Dzisiaj naszym krajem rządzą dzieci i wnuki tych „desantowców”…i rezultaty są widoczne gołym okiem…
    PRL stała się w miarę normalnym krajem dopiero po 1956 roku…na fali „października”…kiedy to władzę przejęli „komuniści narodowi”…z Władysławem Gomułką na czele…moim zdaniem-jednym z najwybitniejszych polskich polityków XX wieku…z wielkimi.niezaprzeczalnymi zasługami dla naszego narodu…

  25. błysk said

    Różne sigi i wełny. Ja także trochę pamiętam czasy PRL. A więc studia ,gdzie uczono mnie bzdur , i dopiero sam złapałem przedwojenna literaturę. A wioska ,gdzie przebywałem i gdzie ” Młot ” był bohaterem i gdzie partyzanci antykomunistyczni byli także bohaterami/pamiętam jak ubowcy butami zamordowali rannego partyzanta/.Nikt nie był za tzw. władzą ludową . I pisanie bzdur ,że „katownie UB” powstały 2-3 lata po wojnie; mój ojciec siedział w takiej katowni w roku 1945.”Moi rodzice i dziadkowie cieszyli się ,że żyją w spokoju ” ,jak poddani – dodajmy. A moi nie cieszyli się , bo byli prześladowani , ja zresztą także , bo bylem wyrzucony ze szkoły za poglądy . Po prostu ta część narodu ,która pogodziła się z sowietyzacją ,żyła sobie spokojnie ,a nawet w PZPR i przybudówkach miała rozliczne przywileje .Trzeba zdawać sobie sprawę, że partyzanci tkwili w partyzantce często po kilka lat,że musieli się ciągle ukrywać ,walczyć ,żyć w brudzie ,w niedostatku ,a mimo to istnieli , bo kochali Polskę. A „dziadkowie” żyli sobie spokojnie ,chwalili istniejący stan rzeczy ,głosowali jak im kazano /przy okazji -zarówno referendum z 1946r. jak i wybory z 1947 zostały sfałszowane,dziś wie o tym nawet dziecko /. Dziś Polska o bohaterach walki z komuna ,zdaje się pamiętać, tak jak oni wykrzykiwali przed śmiercią,ale różnym sigom i innym wełnom to się nie podoba , bo im się podobają czasy PRL włącznie z żydowską okupacją ZSRR.Dużo muszą sobie poczytać ,jeśli mają trochę uczciwości i nie zabierać pochopnie głosu na tematy ,na których się nie znają.

  26. Marucha said

    Re 19:
    Każdy ma swoje wspomnienia. Inne rodzina Brystygierowej, inne moja, a jeszcze inne rodzina Pileckiego.
    A „Żołnierze Wyklęci” nie byli na tyle liczącą się grupą, by za nimi musiał ktoś stać.
    Za mną też nikt nie stoi, przeprosiwszy za porównanie.

    Re 20:
    Obecne władze są niestety wybrane w wyborach powszechnych. Polacy na nich głosowali. Oczywiście byli otumanieni żydowską propagandą. ale cóż? Nie trzeba było dać się otumanić…

    Re 21:
    Nie sadzę jobów pod adresem PRL, zwłaszcza tego po 1956 roku. I doceniam jej osiągnięcia, co wielokrotnie podkreślałem.
    Co mnie bardzo dołuje, to świadomość, że tak niewiele było potrzeba, aby zrobić z niej bardzo przyzwoity kraj, coś w rodzaju Jugosławii i wytrącić Wolnej Europie, czy Głosowi Ameryki broń z ręki.

    A teraz synowie i wnukowie tych, którzy łamali Polakom kości i strzelali w tył głowy, rządzą polityką i mediami. I jest w sumie chyba gorzej, jak za PRL. Na pewno jest mniej Polski, choć towarów w sklepach mamy zatrzęsienie,

  27. Wełna said

    Panie (b)łysku,

    dzięki takim błyskom, nie potrafiącym zrozumieć sytuacji, wtedy ludzie bezsensownie się zabijali, a teraz stali się niewolnikami i mięsem armatnim.

    Ci ludzie ginęli bo tak pasowało bandycie Churchillowi i jego następcom, naiwnie wierzyli, że będą bohaterami a byli zwykłymi głupcami.(a w sporej części również pospolitymi zbrodniarzami)

  28. Wełna said

    Panie Gospodarzu,

    Będę z uporem przekonywał do sprawiedliwej oceny tamtych lat, bez tego nie widzę przyszłości. Nie da się o wydarzeniach tamtych lat myśleć wybiórczo, porównywać z innymi krajami, oceniać je bez odniesienia do ówczesnych warunków. Byliśmy najbardziej zniszczonym krajem na świecie, gdzie zachodnie s…syny próbowały naszym kosztem, walczyć ze Stalinem.

    I dlatego, że dajemy się ogłupiać m.in żołnierzami wyklętymi, obecnie idziemy na „wojnę” z Rosją dla „ratowania ” Ukrainy.

    „A „Żołnierze Wyklęci” nie byli na tyle liczącą się grupą, by za nimi musiał ktoś stać.” – a jednak udało im się doprowadzić (tym co za nimi stali) do wielu tragedii, które obecnie wykorzystują do skłócania nas wewnątrz i na zewnątrz a w tamtych latach były przekleństwem dla słabego państwa.

    ——
    Panie Wełna, to chyba ja pierwszy zacząłem w gajówce przekonywać do sprawiedliwej oceny tamtych lat (za co doczekałem się np. różnych epitetów). Więc do czego chce mnie Pan przekonać?

    Oceńmy je więc sprawiedliwie. Także biorąc pod uwagę działalność takich osób, jak Berman, Fejgin, Brystygierowa, Różański, Hummer, Szechter czy takich organizacji, jak NKWD, UB etc. Nie potrzeba było jakichś mistycznych „ktosi” podburzających do walki z nimi.

    Nie widzę związku między przypominaniem tragicznej historii Żołnierzy Wyklętych a Ukrainą czy rusofobią. Takie skojarzenia mogą powstać tylko w głupich umysłach.

    Admin

  29. JerzyS said

    Gestapo dzieliło partyzantkę na tych nastawionych antyrosyjsko i tych skłonnych do ugody.
    Tych skłonnych do ugody od AK do AL i BCh likwidowało, a tych o poglądach wrogich osłaniało i ułatwiało kariere i awanse.

    Dlatego terż po wojnie pozostawili głównie tych którzy byli wrogo do Rosji nastawieni
    .Ulokowani w UB agenci Gestapo dokonali reszty.
    Po wojnie zamiast zmniejszać sie liczba partyzantów to rosła.
    Dezerterzy z 1939 sprzedali polskie podziemie podczas Afery Berg oferując materiały szpiegowskie zdobywane poprzez struktury ruchu oporu

    =============================================
    „Afera” Bergu (1)

    Ujawnienie w styczniu 1953 roku przez komunistyczne władze PRL sprawy tzw. Bergu,
    zapoczątkowało długotrwały kryzys polityczny wśród polskiej emigracji,
    a komunistom pozwoliło zintensyfikować oszczerczą kampanię propagandową przeciwko polskim politykom w Londynie.

    W miarę wzmagania się „zimnej wojny” Waszyngton poszukiwał nowych form i instrumentów oddziaływania
    – jednym z nich miały stać się emigracje z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

    Organizatorem oficjalnej współpracy emigracji był utworzony w czerwcu 1949 roku Komitet Wolnej Europy z siedzibą w Nowym Jorku.
    Podstawowym zadaniem Komitetu było szerzenie antykomunistycznych nastrojów wśród mieszkańców krajów za żelazną kurtyną.
    Najważniejszym przejawem tej akcji było utworzenie Rada Wolna Europa.

    Jednocześnie Amerykanie penetrowali środowiska emigracyjne,
    widząc tam możliwości poprawy swoje działalności wywiadowczej skierowanej przeciwko Kremlowi i jego satelitom.

    Rolę tę spełniał Wydział Operacji Zachodnio-Europejskich wspomnianego Komitetu Wolnej Europy.

    W polskim Londynie wszystkie stronnictwa polityczne zabiegały o uzyskanie wsparcia Waszyngtonu,
    będąc świadomymi, iż Stany Zjednoczone były kluczowym partnerem dla polskich starań niepodległościowych.
    Także jedną z przyczyn powołania w grudniu 1949 roku Rady Politycznej

    była chęć nawiązania ściślejszych kontaktów z amerykańskimi władzami.

    Jeszcze wcześniej, polskie MSW, zdominowane przez członków Stronnictwa Narodowego,
    od połowy 1948 roku zainicjowało rozmowy z Amerykanami na temat współpracy w dziedzinie łączności z Polską.
    Należy zgodzić się z Rafałem Habielskim, iż „Legitymacją dającą emigracji
    prawo do występowania na scenie międzynarodowej była sytuacja w Polsce.
    Chcąc jednak ważność tej legitymacji przedłużać, emigracja musiała choć w ograniczony sposób być obecna w kraju”.
    Amerykanie mieli pomóc w rozbudowie łączności z okupowanym przez komunistów krajem w zamian za informacje z kraju.

    Konieczność utrzymania łączności z rodakami w kraju tak uzasadniał jeden z pracowników Wydziału Krajowego Rady Politycznej – Kazimierz Tychota :
    „Potrzeba utrzymania łączności z Krajem wynika z obowiązków wobec Kraju, ciążących na emigracji. Nie można reprezentować narodu i jego poglądów bez łączności z nim.
    By móc pracować nad wyzwoleniem Kraju i narodowi w Kraju służyć, trzeba znać dokładnie i bieżąco położenie Kraju, jego potrzeby (…).
    Wobec hermetycznego odcięcia Kraju od kontaktów ze światem zewnętrznym na normalnej drodze,
    da się spełnić tylko poprzez przeniknięcie z zewnątrz do Kraju, co nie da się zrealizować inaczej, jak przez tajną akcję łączności z Krajem.
    Żaden bowiem tak zwany „mandat krajowy” nie ma wartości bez oparcia go o bieżący kontakt z narodem w Kraju”.

    Rozmowy z Amerykanami nie przyniosły początkowo efektów, a kryzys w rządzie RP wiosną 1949 roku doprowadził do jego opuszczenia przez polityków SN,
    którzy tworzą z innymi opozycyjnymi wobec rządu partiami wspomnianą wcześniej Radę Polityczną.

    W tej sytuacji dalsze rozmowy z Amerykanami prowadzono już pod szyldem Stronnictwa Narodowego oraz Rady Politycznej.

    Ostatecznie pertraktacje sfinalizował na wiosnę 1950 roku w Niemczech Kazimierz Sójka.
    Choć umowę zawarto z Departamentem Stanu,
    to jednak nie ulegało wątpliwości,

    iż głównym partnerem w realizacji tej umowy była CIA.

    Na mocy umowy Rada Polityczna zobowiązała się do:
    „ – współdziałania z akcją zimnej wojny Stanów Zjednoczonych,
    – podtrzymywania w Kraju ducha oporu,
    – rozbudowania w Kraju sieci rezydentów i informatorów,
    – przygotowania sieci radio-nadawczych w Kraju,
    – przesłuchiwania uciekinierów z Kraju”

    W zamian za to strona amerykańska miała dostarczyć funduszy na:

    „ – utrzymywanie aparatu łączności z Polską,
    – rozbudowę i utrzymywanie grup informacyjnych,
    – podtrzymywanie ducha oporu w kraju przez akcje ulotowe, afiszowe oraz zasilanie ludzi
    pomocą pieniężną,
    – utrzymywanie centrali w Londynie,
    – pomoc materialną akcjom podziemnym”

    Umowa gwarantowała jednak zupełną samodzielność polskiej akcji na Kraj, Amerykanie mieli jedynie ofiarować pomoc techniczna i materialną dla jej przeprowadzenia.

    W wyniku umowy założono dwie bazy – jedna, zwana placówką ”Północ”, funkcjonowała w strefie brytyjskiej z siedzibą w Oerlighausen, a potem w Mulheim-Ruhr; druga, zwana „Południe”, miała swoją siedzibę w Monachium, a potem w Bergu koło miasta Starnberg. Na czele placówki „Południe” stał najpierw Stanisław Kolendowski, a następnie Władysław Furka (z SN). Natomiast kierownikiem placówki „Północ” został Kazimierz Tychota, a po nim Wiktor Zdrzałka (z SN). …..

    całość: http://blogpress.pl/node/13624
    http://blogpress.pl/node/13648

  30. JerzyS said

    Niemcy wycofując się w 1945 na pewno nie ewakuowali swojej agentury
    Ona miała pozostać i pracować nadal dla nich!

  31. JerzyS said

    Wydział Zarządzania i Administracji
    Wyższej Szkoły Pedagogicznej
    im. J. Kochanowskiego w Kielcach
    Józef Kossecki
    TOTALNA WOJNA
    INFORMACYJNA
    XX WIEKU A II RP

    https://socjocybernetyka.files.wordpress.com/2010/08/totalna-wojna-informacyjna.pdf

  32. JerzyS said

    „Teczek byłych agentów gestapo, SD oraz abwery nikt nie badał.”

    „Wojna informacyjna. W obronie prawdy.
    Mar 05, 2016
    Polska kolebką agentury Niemieckiej

    Józef Kossecki o infiltracji państwa podziemnego przez III Rzesze
    Przed walką z komunizmem, niezbędne jest zweryfikowanie byłych agentów gestapo,
    SD oraz abwery, ponieważ nie może być tak, aby PRL,
    który defakto był częścią państwa polskiego weryfikowali byli agenci Niemieccy.

    Teczek byłych agentów gestapo, SD oraz abwery nikt nie badał. ”

    Ciekawe , że tak pozostało do dziś.

    IPN nie jest zainteresowany żadnymi badaniami pozostawionej w Polsce niemieckiej agentury

    =========================================================================
    https://f6862.wordpress.com/2016/03/15/infiltracja-polskiego-panstwa-podziemnego-przez-sluzby-iii-rzeszy/

    Infiltracja Polskiego Państwa Podziemnego przez służby III Rzeszy

    Rewelacyjny wywiad z Śp. prof. Pawłem Wieczorkiewiczem – Dlaczego Rzeczpospolita czekała 2 lata z publikacją?

    Napiszmy historię Polski od nowa

    – Najnowsza historia Polski przyzwoicie nie została opisana w ogóle – czytamy w niepublikowanym dotąd wywiadzie z prof. Pawłem Wieczorkiewiczem.

    Czy najnowsza historia Polski została już w całości opisana? Nie ma już w niej nic do odkrycia?

    Wręcz przeciwnie. Właściwie przyzwoicie nie została opisana w ogóle. Jest w niej nadal wiele niewyjaśnionych zagadek i tajemnic. Wiele poglądów i teorii, w które wszyscy głęboko wierzymy, nie ma nic wspólnego z prawdą. W dużej mierze to wina polskich historyków, o których – mówię to z bólem – mam bardzo złe zdanie.

    Dlaczego?

    To grupa osób o bardzo zachowawczym sposobie myślenia. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że w rzeczywistości mogło być inaczej, niż im się wydaje. A poglądy i teorie wyrabiali sobie, czytając prace swoich poprzedników pracujących w warunkach komunistycznego zniewolenia. Polscy historycy to grupa skostniała intelektualnie. Oskarżam polskich historyków o brak wyobraźni i elastyczności, o niemożność oderwania się od schematów. A w pokoleniu 60-latków są to schematy wypracowane w PRL. Wszyscy jesteśmy ich więźniami. Powtarzamy w kółko stereotypowe, błędne sądy i przekazujemy je naszym wychowankom. Środowisku polskich historyków potrzebny jest silny, ozdrowieńczy wstrząs. Może byłby nim proces lustracyjny.

    To jaki powinien być dobry historyk?

    Powinien być otwarty na nowe koncepcje. Powinien do badanych problemów podchodzić na nowo, odrzucając wszystko, co napisano w PRL. Powinien stawiać najbardziej szalone tezy i pytania, bo w szaleństwie jest zalążek geniuszu. Praca historyka polega na zadawaniu pytań, a nie powtarzaniu w kółko tych samych odpowiedzi. Mój postulat jest następujący: wymażmy całkowicie całą pisaną historię Polski po 1939 roku i napiszmy ją od nowa!

    Panie profesorze, czym powinni się zająć historycy II wojny światowej?

    Przykład pierwszy z brzegu. Grot-Rowecki i jego aresztowanie. Grono historyków zajmujących się Armią Krajową ze względów patriotyczno-dżentelmeńskich do dziś nie ujawnia prawdy o tym, jak generał wpadł w ręce gestapo. A są ślady, które wskazują na osobę bliską córce Grota, jej narzeczonego, który miał to zrobić dla pieniędzy. Mało tego, najrozsądniejsi z oficerów gestapo wcale nie byli zadowoleni z tego aresztowania. To wcale nie był dla nich – tak jak my twierdzimy – „wielki sukces”. Zatrzymanie dowódcy AK, a co za tym idzie zamęt i reorganizacja ugrupowania, burzyło bowiem cały system kontroli, jaką Niemcy sprawowali nad podziemiem.

    Kontroli?

    Mamy dwie legendy podziemia niepodległościowego. Podziemie podczas II wojny światowej i podziemie solidarnościowe podczas stanu wojennego. Przykra prawda jest jednak taka, że jedno i drugie było w 80 procentach rozpracowane przez policje polityczne.

    Dlaczego więc w obu przypadkach nie zlikwidowano tych organizacji?

    Bo każda dobra policja polityczna – a zarówno w SB, jak i gestapo byli wysokiej klasy fachowcy – uważa, że rozpracowany przeciwnik jest mniej niebezpieczny, bo niczym nie może zaskoczyć. Można go kontrolować, a czasami nawet inspirować jego działania poprzez wkręconą w jego szeregi agenturę (w przypadku „Solidarności” armia TW, których ujawniono w ostatnich latach, to tylko wierzchołek góry lodowej). Rozbicie istniejącej struktury podziemnej poprzez masowe aresztowania powoduje zaś, że przeciwnik podejmuje działalność samorzutną, nieprzewidywalną. A więc z punktu widzenia służb specjalnych bardziej niebezpieczną. Z czasem zaś założy nowe struktury, które trzeba będzie na nowo rozpracowywać. Po co zadawać sobie tyle trudu?

    Tak rozumowali Niemcy w okupowanej Polsce?

    Owszem. Poza tym w gestapo znajdowali się też rozsądni ludzie – co nie zmienia faktu, że byli zbrodniarzami – którzy uważali, iż prędzej czy później, gdy do Europy zacznie się zbliżać sowiecki walec, trzeba się będzie z Polakami jakoś dogadać. Pewne niepisane porozumienia i układy zawierano zresztą i wcześniej. Sprowadzały się mniej więcej do tego, że obie organizacje robią swoje, ale od pewnego poziomu nie robią sobie krzywdy.

    A jak wyglądała kwestia infiltracji AK przez Sowiety?

    Obawiam się, że jeszcze gorzej. Sowieccy agenci w szeregach polskich władz i polskiej armii podziemnej mieli wielkie wpływy. Wykorzystywali to, że AK z czasem zaczęła skręcać mocno w lewo. Polskie podziemie ostatecznie nie podjęło w końcu działań zgodnych z niemieckimi interesami, ale z sowieckimi. Choćby nieszczęsna operacja „Burza” z powstaniem warszawskim na czele. Na powstaniu zyskała tylko jedna strona – Sowiety. Należy sobie zadać pytanie, czy Stalin mógł, a jeżeli tak, to w jaki sposób, wpłynąć na to, że Warszawa akurat 1 sierpnia 1944 roku stanęła do walki. Odpowiedź na to pytanie mogłaby się okazać szokująca.

    Wstydliwą dla podziemia sprawą jest chyba również kwestia jego budżetu.

    O tak, to bardzo niewygodny temat. Z Londynu szedł do kraju strumień pieniędzy. Znaczna ich część była jednak wydawana na cele prywatne, czyli po prostu defraudowana. Kolejna część trafiała zaś do kas rozmaitych partyjek, koterii i grupek. A kto w podziemiu miał pieniądze – rozdawał karty.

    W Polsce mamy również tendencję do robienia bohaterów z ludzi, którzy na to nie bardzo zasługują.

    Wiem, do czego pan pije – Sikorski. Rzeczywiście nie był to mąż stanu. Sytuacja, w której się znalazł, znacznie go przerosła. Abstrahując od tego, kto i dlaczego go zabił, jako premier i naczelny wódz nie zdał egzaminu. Ale i wcześniej miał poważne grzechy na sumieniu. Mam o nim bardzo negatywne zdanie. Myślę, że w okresie międzywojennym był agentem francuskim, a przynajmniej tak się zachowywał, jakby nim był. Działał na szkodę państwa polskiego i jako taki powinien zostać prawomocnie skazany. Udzielał Francuzom bardzo wyczerpujących informacji o polskim wojsku, w 1938 roku skłonny był te same informacje przekazać Czechom. Naciskał na Francuzów, żeby żądali dymisji Becka. Zachowywał się niezbyt pięknie.

    A Anders?

    Anders również nie był postacią bez skazy i mało nadaje się na bohatera narodowego. W 1941 roku na Łubiance mówił NKWD wszystko, co chciała usłyszeć…

    Sugeruje pan, że był agentem Stalina lub szedł mu na rękę?

    No cóż, po owocach ich poznacie. Anders zrobił trzy rzeczy. Najpierw wyprowadził we właściwym momencie wojsko z Sowietów. Proszę sobie wyobrazić, że armia Andersa bije się na froncie wschodnim w kwietniu 1943 roku. Niemcy ogłaszają przez radio, że odkryli masowe groby w Katyniu. I co, Polacy nadal biją się u boku bolszewików? Oczywiście nie. Armia Andersa natychmiast przeszłaby na stronę Niemiec. Wyobraża pan sobie taki zwrot? To by mogło storpedować plany Stalina. Potem Anders bezsensownie skrwawił wojsko pod Monte Cassino, najbardziej ideowy, antysowiecki element. A na końcu zrobił wszystko, żeby nikt z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie wrócił do kraju.

    Ale w ten sposób ocalił ich przed kazamatami UB.

    Oczywiście. Ale to było także na rękę komunistom i Stalinowi. Bo gdyby mieli w okupowanej Polsce ze 150 tysięcy żołnierzy z polskiej armii na zachodzie, to sowietyzacja naszego kraju mogłaby natrafić na znacznie większe problemy. W roku 1956 żywioł ten – zakładam, że co najmniej połowa by przetrwała – mógł się okazać decydujący. Nacisk z ich strony na konfrontację z Sowietami mógłby być tak silny, że Chruszczow by się jednak zawahał i nie przysłał do Polski Armii Radzieckiej. W takiej sytuacji być może już w 1956 roku mielibyśmy rok 1989. Przecież kadra niepodległościowa była w Polsce tak przetrzebiona i wyczerpana, że rok 1956 robili właściwie komuniści. Plus niedobitki AK, które nie były w stanie opracować własnej koncepcji politycznej.

    Gdyby do akcji wkroczyli andersowcy, historia mogłaby się potoczyć inaczej.

    Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?

    Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.

    W Polsce także?

    Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku…

    Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?

    Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo: socjalizm z ludzką twarzą.

    Jakie tajemnice kryją dzieje służb specjalnych PRL?

    Tysiące tajemnic! W tej sprawie naprawdę mało wiemy. Choćby — wydawałoby się szalona — sprawa tak zwanych matrioszek, czyli agentów podstawianych do armii Andersa czy później Berlinga. To jest mniej więcej to samo, co pokazano w „Stawce większej niż życie”. Zamiana Kowalskiego na podobnego do niego Iwanowa. Uczono faceta języka polskiego oraz biografii osoby, którą miał zastąpić. Sprawę tę pierwszy raz poruszył Piotr Jaroszewicz. Zaraz potem został zamordowany. Niewykluczone, że dotknął problemu, który jeszcze w 1992 roku był tak newralgiczny dla rosyjskiego wywiadu, że trzeba go było uciszyć.

    Kto mógł być taką matrioszką?

    Być może Bierut, a może nawet Jaruzelski. Nic pewnego na ten temat nie wiadomo. Są tylko pewne przesłanki.

    Brzmi to mało prawdopodobnie.

    No cóż, warto by to jednak zbadać. 30 lat temu jeden z najważniejszych generałów Wojska Polskiego,
    zastępca szefa Sztabu Generalnego, na spotkaniu z elewami szkoły oficerskiej po kolejnym toaście zaczął przemawiać płynnie po rosyjsku.
    To wzbudziło pewną konsternację.
    Generał zauważył, co się stało i się zmieszał:
    „Wiecie, ja z żoną tak rozmawiam w domu i zapomniałem się”
    – zaczął się tłumaczyć.
    Nigdy nie poznamy w pełni historii PRL – zwracał na to uwagę Edward Ochab w rozmowie z Teresą Torańską – dopóki nie będziemy wiedzieli,
    kto w kierownictwie politycznym, jak się wyraził Ochab,
    był „ich”, a kto był „nasz”.

    Myślę, że wszyscy – niezależnie od tego, jakim językiem mówili – byli „ich”…

    To prawda. Ale mimo wszystko polscy komuniści mieli jakąś większą lub mniejszą – na ogół mniejszą – przestrzeń do samodzielnego działania. Ciekawe jest, jakie były relacje między sowiecką a polską bezpieką. Jakie wzajemne zależności. Czy UB, a potem SB było bezpośrednio, niemal z urzędu, podporządkowane NKWD i KGB, czy też polecenia wydawano jakimiś nieformalnymi kanałami. Jaką rolę w tym procesie odgrywała partia? Czy służby ją omijały, czy też miała coś do powiedzenia? To bardzo ciekawa siatka wzajemnych zależności, o której wiemy bardzo mało. A przecież policja polityczna odegrała główną rolę w spektaklu zwanym PRL. Niewykluczone, że wszystkie tak zwane wydarzenia, do których dochodziło w PRL, były prowokacjami służb. Poznań ’56, Grudzień ’70, Czerwiec ’76, a wreszcie Sierpień ’80. W każdym z tych wypadków jest to bardzo prawdopodobne. My teraz budujemy wokół tamtych wydarzeń patriotyczne ołtarze, a rzeczywistość mogła być zupełnie inna. Tak samo można zresztą postawić hipotezę, że powstanie listopadowe było prowokacją, a powstanie styczniowe to już z pewnością.

    Czy są na to jakieś dowody?

    Jest mnóstwo przesłanek. Na przykład Radom ’76.
    Rozmawiałem ostatnio z jednym z wysokich radomskich funkcjonariuszy partyjnych z tego okresu. I on nagle zadał mi takie pytanie:

    czy nie zwróciło pańskiej uwagi to, że trzonem wystąpień była załoga Waltera, zakładów produkujących sprzęt wojskowy,
    w których 25 procent ludzi było na etatach kontrwywiadu,

    a cała reszta była w zasadzie zmilitaryzowana?
    Cała kadra tych zakładów, łącznie ze zwykłymi robotnikami, składała się z najbardziej zaufanych ludzi! I oni by się nagle zbuntowali?
    Mój rozmówca przeglądał potem wraz z radomskimi milicjantami zdjęcia z zamieszek i okazało się,
    że najbardziej agresywni przywódcy tłumów to były osoby w Radomiu nigdy wcześniej niewidziane.
    To samo powtórzyło się później w Gdańsku.

    Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?

    Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.

    Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?

    KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni – próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później Chruszczow potrafili się jednak obronić.

    Jeżeli przyjąć pana tezę, to jak ta operacja przebiegała w Polsce?

    Rezydent sowieckiego wywiadu w Polsce gen. Pawłow – notabene jeden z najmądrzejszych ludzi w KGB – w swoich pamiętnikach pisał, że już w połowie lat 70. dostał polecenie z Moskwy, żeby nie budować już agentury sowieckiej w partii władzy. Nie miało to już sensu. Kazano mu wziąć się do opozycji, która być może kiedyś przejmie władze. Agentura umieszczona wewnątrz „Solidarności” zostaje odpowiednio poinstruowana, służby rozgrywają swoją partię. A potem już idzie samo: Okrągły Stół, wybory, wyprowadzenie sztandaru PZPR i utworzenie nowego układu. Z ludźmi bezpieki na górze, a właściwie w cieniu. Czyli to, o czym mówiłem: fasadowa historia i prawdziwe ośrodki decyzyjne, o których zwykły śmiertelnik nic nie wie. Dzisiejsze partie polityczne mogą być nie tylko zinfiltrowane, ale nawet stworzone przez sowiecki, a później rosyjski wywiad. I nie muszą to być partie lewicowe.

    Czyli służby naszego wschodniego sąsiada nadal działają na wielką skalę w naszym kraju?

    To były i są najlepsze, najbardziej sprawne służby na świecie. Służby, które łączą bezwzględność z wielkimi koncepcjami i potrafią patrzeć daleko do przodu. Jak pisał Bułhakow: dokumenty nie płoną. Wszelkie palenie akt to zwykły teatr. Niszczy się zawsze jakieś duplikaty, bezwartościowe kwity administracyjne i tym podobne rzeczy. To co najważniejsze, to co ma prawdziwe znaczenie – zawsze się zachowuje. W przypadku PRL – w Moskwie. Nie jest tajemnicą, że kopie akt polskiej bezpieki szły do Moskwy. Oni mają wszystko i dzięki temu do dziś kontrolują wielu agentów. Agentury tej prędko nie odkryjemy. Dopiero teraz, po 60, 70 latach z trudem dokopujemy się do prawdy o agenturze sowieckiej w II RP. Ale warto mieć świadomość, że tacy ludzie u nas działają. I to na najwyższych szczeblach. Należy o tym pamiętać zawsze, gdy dochodzi do jakichś konfliktów czy sporów polsko-rosyjskich. Należy wówczas uważnie wsłuchać się w debatę publiczną: artykuły prasowe, wypowiedzi polityków. Od razu widać, kto reprezentuje rosyjski punkt widzenia.

    Komentarz ŁŁ: jestem wdzięczny, że Rzeczpospolita opublikowała ten wywiad (chociaż całość była w gazecie lecz tylko na http://www.rp.pl/plusminus (link is external) ) ale pytam: Dlaczego szanowna redakcja czekała z tą publikacją aż 2 lata?
    Jest to pytanie raczej retoryczne.

    Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/229/rewelacyjny-wywiad-z-sp-prof-pawlem-wieczorkiewiczem-dlaczego-rzeczpospolita-czekala-2-lata

    Zobacz na:
    Werwolf

    Totalna Wojna Informacyjna XX wieku a II RP

  33. Piskorz said

    re 3..”Czekam na hagiografię Rydza-Śmigłeg”..CO BY SIĘ O NIM NIE RZEKŁO, to jedno pewne…został otruty w mieszkaniu żony oficera na Mokotowie..żadne z objawów nie świadczyło o- zapaleniu płuc /wersja oficjalna/. Mówiła to osoba u której mieszkał..i że objawy wskazywały na działanie trucizny../b. szybki zgon/… W pewnej książce jest pełna /?/ lista osób , które odwiedziły gen. w czasie Jego tak krótkiej tam bytności..JEŚLI /SIC!/ jeśli ta lista t nikogo nie pomija..tzn. jest na niej morderca generała..!

  34. Piskorz said

    re 15 Popieram..Nic dodać, nić ując..Mam nadzieję, że do łbów wątpiących dotrze ta treść..

  35. Siggi said

    lp.33,Piskorz
    —————
    A może było to wykonanie wyroku sądu polowego za …dezercję we Wrześniu’39.
    W warunkach ekstermalnych(okupacja) robi się to „po cichu”.W XXw jest więcej przykładów,kiedy potrzebne były „długie ręce”,aby sprawiedliwości stało się za dość.
    Rydz,dezerter w pełni tego słowa znaczeniu.Jest opis jego zachowania na moście granicznym z Rumunią,kiedy officer mu zwrócił uwagę:…Panie Marszałku ,jak pan tak może?Ten go odepchnł I pojechał dalej.Oficer powinien go zastrzelić.
    Dziś wiele ulic ,placów,zapaskudzone są jego nazwiskiem m.in. w moim miasteczku w 50% wojewódzkim.

  36. Marucha said

    Re 35:
    Rydz-Śmigły starał się odkupić swój grzech. W październiku 1941 r. wrócił potajemnie do okupowanej Polski, gdzie przebywał w konspiracji do śmierci w grudniu 1941 r.

  37. NICK said

    Alert!
    To, mi-sie, zaraz włącza
    gdy, na mych, prostych, łączach
    widzę. To nazewnictwo.
    Jakże tu nazwać „ulictwo”?

    Tym ulic ‚właścicielom’,
    piszę: precz! Do cieląt.

    Zatem une.
    Swym rozumem:
    [Boście biedni.
    Niepotrzebni.
    Upojni.
    Ubojni.]

    Plac. Szkoła. Ulica. Miasto… .
    Ha! Imiona! Jakże zasnąć… .

    Spokojnie?
    Upiornie!

    Zatem? Imienia:
    JP II (Katz’a), Piłsudskiego (selmana), Wałęsy (Kohne), Wyszyńskiego (…)-przeszłość mało znana… .Et consortes.

  38. Siggi said

    Lp.36…
    To nie ta kategoria grzechu,gdzie odkupienie miało jakiś sens naprawczy.
    W KG AK ścierały się dwie tendencje: piłsudczyki i sikorszczyki.Kiedy dowiedzieli się ,że Rydz wrócił(uciekł Węgrom),zdawano sobie sprawę,że będzie mieszał i chciał odzyskać wiodącą pozycję.Dezercja Wodza naczelnego,porzucenie wojska w najgorszym momencie,było występkiem niewybaczalnym i dawało oficerom konspiracji carte blanche ,aby on zamilkł na zawsze.Na wojnie nie ma sentymentów, i nie tylko na wojnie.

    Dezercja była oczywiście występkiem niewybaczalnym, ale powrót z dość bezpiecznego schronienia do okupowanej Polski dowodzi, iż jednak Rydz coś próbował.
    Admin

  39. Piskorz said

    re 38 1.” ale powrót z dość bezpiecznego schronienia do okupowanej Polski dowodzi, iż jednak Rydz coś próbował.
    Admin ” JESTEM TEGO SAMEGO ZDANIA..I dlatego Go otruli.. A NIE Z ZEMSTY ZA IX 1939..!!
    2. On nie uciekł Węgrom…tam miał pomoc aby dostać się na Słowację a potem pod Zakopane./Zakopane.
    3. TEŻ GDZIEŚ CZYTAŁEM, ŻE MIAŁ JAKIEŚ PLANY…I DLATEGO WŁAŚNIE, GDY BYŁ NA MOKOTOWIE JAKO ZNAJOMY Z PROWINCJI PANI OFICEROWEJ…NACISKANO NA NIEGO, ABY OPUŚCIŁ POLSKĘ.!!

  40. NICK said

    P. JerzyS. (32). I tylko wyrywek:
    „Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?

    Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami.”

    Kto zatem JEST agentem?
    Ten co podpisał, zobowiązał się, brał kasę?
    Pewnie tak.

    A, jeżeli „Michnik” tego nie czynił? Czyli jakiś „G. Soros” go nie wspomagał, to co?

    Nie był agentem?

    No, dobrze. A, jeżeli jest IDEOWCEM?
    To lepiej niż agent czy gorzej?
    Pozdrawiam.

Sorry, the comment form is closed at this time.