Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Łagowski: Kłótnia sług wielkiego pana

Posted by Marucha w dniu 2016-11-25 (piątek)

Pamiętam Romana Kuźniara jako interesującego analityka stosunków międzynarodowych, mającego swoje zdanie, nieraz niebanalne i obiektywne. Gdy międzynarodowe dziennikarstwo okrzyknęło monachijskie wystąpienie prezydenta Rosji Władimira Putina (rok 2008) jako wrogie wobec Zachodu i niemalże zapowiadające powrót zimnej wojny, Roman Kuźniar słusznie uznał je za „krzyk rozpaczy”.

Niestety, nie ma już takiego Kuźniara; gdy został doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego, zaraz potem Komorowski stał się jego doradcą.

W artykule „Zachód? A po co nam to?” („Gazeta Wyborcza” 25 października) zarzuca rządom PiS odwracanie się od Zachodu, lekceważenie Zachodu, a nawet wrogość do niego.

Rządy pisowskie mają wiele wad, w niektórych dziedzinach jest to operetka z elementami horroru, ale nie są wrogie wobec państw zachodnich, naszych sojuszników. W ogóle jest nie do wyobrażenia utrzymanie się w Polsce rządu antyzachodniego z tej syntetycznej przyczyny, że nie miałoby to sensu.

Zachód nie jest tak doskonałą jednością, za jaką może w Polsce uchodzi, dzieli się na część – mówiąc krótko – demoliberalną i konserwatywną. Dlaczego zwolennikom zachodniego konserwatyzmu przypisuje się intencje antyzachodnie? To pytanie nasuwa następne: czy partia obecnie rządząca jest konserwatywna? Czy może jest prawicowa?

Ani jedno, ani drugie. Przedstawia ona sobą polityczną jakość typowo polską, połączenie anarchii z autorytaryzmem, z dodatkiem religijności z piekła rodem, nie mieści się w zachodnioeuropejskim podziale na lewicę i prawicę. Określanie jej nazwą „endecja” także jest błędne, ponieważ nie ma w niej nic z realizmu Romana Dmowskiego.

Połączenie wzniosłości i podłości jest zdumiewająco podobne do tego zespołu poglądów, emocji i stereotypów działania, jaki ukształtował się już w połowie XIX w., zwłaszcza w latach poprzedzających powstanie styczniowe, i który później okresowo się odradzał.

Obserwatorzy zachodni nie mogli zrozumieć, czy ruch kulminujący w 1863 r. jest rewolucją socjalną, czy konserwatywnym narodowym powstaniem w imię przeszłości, i bp Feliński zabierał głos, żeby oddalić podejrzenie o socjalizm. Z całą pewnością jednak był to ruch prozachodni i przez niektóre rządy zachodnie wykorzystywany.

Nie mówię, że to będzie analogia doskonała, ale przy swojej ideologicznej nieokreśloności partia PiS jest prozachodnia, zwłaszcza oddana Ameryce, i w swoim proamerykańskim serwilizmie nie da się wyprzedzić platformersom.

Roman Kuźniar staje na głowie, żeby wykazać, że PiS jest prorosyjskie, albo że zaraz takie będzie. Przytacza na to różne niedorzeczne argumenty. Na przykład taki: charakterystyka rosyjskiej tradycji politycznej, jaką daje Richard Pipes, „jak ulał pasuje do mentalności i sposobu sprawowania władzy przez obecny obóz rządzący u nas”. Skąd się to wzięło w Polsce? Zabory wyjaśniają wszystko.

Jestem prawdopodobnie jedynym autorem, który reaguje na twierdzenia w rodzaju: „gen samodzierżawia przejawia się nie tylko w postaci Jarosława Kaczyńskiego doktryny państwa i prawa, ale też w mentalności kierownictwa PiS – postpeerelowskiej, tkwiącej korzeniami w moskiewskiej Europie”. Propagandyści i inni obrońcy partii rządzącej nie reagują na takie twierdzenia, słusznie sądząc, że ośmieszają tych, którzy je głoszą.

Kuźniar stosuje tzw. łańcuszek utożsamień: Kaczyński spotyka się z Orbánem, Orbán jest przyjacielem Putina, ten trzyma wrak tupolewa, podkomisja Macierewicza „wprasza się do Anodiny”, a więc będzie sojusz z Moskwą.

Taki poziom rozumowania do tej pory znajdowali ludzie w „Gazecie Polskiej” i słyszeli w Radiu Maryja. Zaraza mentalna przeszła na doradzających i doradzanych w obozie rzekomo liberalnym.

Skąd Roman Kuźniar wie, że Orbán jest przyjacielem Putina? Nie tak łatwo zaprzyjaźnić się z Putinem, jak się politologom wydaje. Premier Japonii chciał się zaprzyjaźnić i zwracał się do Putina po imieniu, ale odwzajemnienia nie było. Orbán jest przyjacielem interesów gospodarczych swojego kraju. Wicepremier Mateusz Morawiecki też próbuje być przyjacielem interesów swojego kraju i z taką intencją pojechał do Mińska. Kuźniarowi oczywiście to się również nie podoba. Brnąc w absurd, widzi w tym nową zapowiedź orientacji prorosyjskiej Kaczyńskiego.

Dlaczego nie widzi rzeczy tak oczywistej, jak kompletne fiasko dotychczasowej polityki rządów warszawskich w stosunku do Białorusi? Nie jestem pewien, czy ta nowa polityka nie skończy się tak samo, bo jej nieeksponowanym, ale też nieukrywanym celem jest próbowanie odciągnięcia Białorusi od Moskwy.

Nie wchodząc w sprawy ciemne, widoczną stronę tej nowej polityki trzeba jednoznacznie uznać za słuszną. Białoruś, nawiasem mówiąc, to najbardziej przyjazny z krajów, które nas otaczają, jako byłe Wielkie Księstwo Litewskie przyznaje się chętnie do wspólnej z nami przeszłości w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czego nie czyni Litwa.

Sprzeczki Platformy Obywatelskiej i PiS o to, kto jest bardziej prozachodni i kto więcej zrobił dla sprowadzenia wojskowych baz, przypominają spory lokai w dawnych czasach o to, kto jest sługą większego pana.

Bronisław Łagowski
Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Tygodnika „Przegląd”.
http://konserwatyzm.pl/

Odpowiedzi: 8 to “Łagowski: Kłótnia sług wielkiego pana”

  1. NICK said

    Eureka.

    ——
    Eureka, czy nie Eureka – ważne, że takie informacje docierają do naszego mądrego społeczeństwa także innymi kanałami, których nie można zakwalifikować jako faszystowskie.
    Admin

  2. Peryskop said

    Nie sądzę, żeby były dyplomata prof. Roman Kuźniar zapadł na „zarazę mentalną”.

    Raczej (jak syn) świadomie robi osłonowy zamęt.

    A co do Białorusi i Litwy – pełna zgoda (z autopsji).

  3. pokrzywa said

    Postawione pytanie: czy partia obecnie rządząca jest partią konserwatywną, prawicową, czy może „endecją”? I odpowiedź, że żadną z nich bowiem łączy jedynie w sobie polską anarchię z autorytaryzmem z dodatkiem „religijności z piekła rodem” w skrótowej formie oddaje jej istotę. Zastrzeżenie budzi jedynie uwaga profesora, że określenie jej nazwą „endecja, także jest błędne, ponieważ nie ma nic z realizmu Romana Dmowskiego”. Tylko dlatego? To zestawienie jest dla Endecji po prostu obraźliwe. PiS to antyendecja, to gracz na instrumentach strzelistego patriotyzmu i pokazowego katolicyzmu realizującego antypolskie (a więc i antyendeckie) amerykańskie cele.

  4. Bardzo dobry i celny tekst prof. Łagowskiego, nie pierwszy zresztą.

  5. RomanK said

    W chwili obecnej staje sie realnym utrzymanie pozycj POlski- jako niezalezneho podmiotu politycznego. Z oslabieniem Europy i predzej czy pozniej rozpadem Unii..osadzenie sie interesow Ameryki w Polsce wraz z kontyngentem wojskowym ..daje Polsce unikalna pozycje. Pozycje jezyczka na wadze…z poteznymi silami dmuchajacymi na niego…
    To wymaga naprawde madrej polityki madrych ludzi i o tym wie prof Kuzniar. ON doskonale wie ze przwyczajemni do calowania zadu…kiedy jeden sie oddali zaraz wesza za drugim do lizania….Artykul jakby wachluje dla zgubienia zapachu:-)))

  6. Czesław z prowincji said

    teksty Łagowskiego sa zawsze trafne a przy tym bardzo mądre i wyważone -sama prawda .
    Czytam prof. Łagowskiego od zawsze i podobnie jak u gospodarza czerpie swoja wiedze o
    polskich niuansach życia politycznego – o prawdzie – o kłamstwie i zaprzaństwie których jest najwięcej .
    Powiem tak nie mam nadzieli ze cos się zmieni w naszej historii ,naszej doli .

  7. Czesław z prowincji said

    ad 3 ; jak się zostało szogunem ;to do śmierci trzeba być wiernym swojemu Panu .

  8. markglogg said

    A tak przy okazji. Roman Kuźniar (z lewej) i Jacek Kranz w Żeleznovodsku, po zejściu z Elbrusa (Kaukaz). 22 lipca 2011.

Sorry, the comment form is closed at this time.