Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Siła symboli

Posted by Marucha w dniu 2016-12-01 (czwartek)

Im mniej dojrzały naród, a na dodatek o niespełnionych aspiracjach do wielkości – tym większe pragnienie kultu nadzwyczajnych postaci. Nieprzeciętnych bohaterów, deifikowanych herosów.

Tak też jest w przypadku dwudziestowiecznych Polaków.

Mimo, że polityczny los w tej dobie tak naprawdę obchodził się z nami dość łaskawie, to w grupowym odczuciu pozostawał jakiś głęboki niedostatek, przeświadczenie o wyjątkowości, szczególnym dramatyzmie polskich dziejów.

Nasza burzliwa historia wyniosła w tych niestabilnych okolicznościach na swojej dziejowej fali wiele politycznych postaci. Niektóre z nich zasłużenie – albo i nie – spoczęły w narodowym panteonie, inne natomiast wylądowały, gdzieś na historycznych mieliznach, by tam wegetować w zapomnieniu, a nawet w niesławie.

Nad tą całą plejadą dominują dwie osobistości: Dmowski oraz Piłsudski. Im właśnie poświęćmy dalszą część tego tekstu.

Można by powiedzieć, że nic ich nie łączyło, a właściwie wszystko dzieliło. Mimo, iż obydwaj byli polskimi politykami, to najbardziej różniła ich właśnie Polska. Myśli i czyny Dmowskiego były w pełni podporządkowane naszej racji stanu, interesowi narodowemu, tak jak on tę sytuację diagnozował oraz pojmował. Natomiast Piłsudski – jak się wydaje– traktował Polskę nie jako ostateczny cel własnych zabiegów, lecz swoiste narzędzie, którym posługiwał się w celu dochodzenia do założonych celów.

Tam duch służby – tu osobisty egoizm. Przywódca endecji mimo, że błyskotliwy erudyta o szerokich horyzontach, imię własnej nacji odmieniał przez wszystkie przypadki; przyszły marszałek o narodzie zaś jeśli mówił, czynił to z niemałą dozą pogardy. Wielbiciel mniejszości narodowych, a nawet ich promotor. Dmowski dążył do państwa jednolitego, hermetycznego; Piłsudski, by nie mówić o narodzie wolał rozprawiać o państwie, który stawiał ponad wspólnotą.

Taki właśnie obraz rysuje się nam dość jednoznacznie. Na tym tle ciekawie przedstawia się jeden znamienny paradoks. Myśl Romana Dmowskiego jest mocno usadowiona w zachodnioeuropejskim racjonalizmie, scjentyzmie, a nawet społecznym darwinizmie. Józef Piłsudski zdaje się być typowym przedstawicielem turańszczyzny, wschodniego pojmowania znaczenia historii. Przywódca i podkomendni, społeczny schematyzm, przesadna wiara w możliwości stygmatyzowanej jednostki, itd.

Mimo takiego zakorzenienia, narodowi demokraci kojarzą się dziś z opcją prorosyjską, piłsudczycy przeciwnie: raczej germanofile i marzyciele. Podjęli wielką batalię o zbudowanie na gruzach Rosji własnego kosmopolitycznego imperium. Przegrani, musieli zadowolić się narodową resztówką, którą też w skandaliczny sposób stracili w 1939 roku.

Ostatecznie ideowo zwyciężyła myśl Dmowskiego. Chociaż on sam uchodzi za przegranego. Taka ironia historii. Dzięki endeckiej koncepcji mamy zwarty naród i skonsolidowane państwo.

Tak jest aż do dzisiaj, lecz na horyzoncie nowe zagrożenia, Dmowski staje się znowu aktualny. I to bardzo! Ludy runęły bowiem do nowej wędrówki. Tamy puściły, a Polskę zalewa ukraińskie morze. Tymczasem nasi politycy, coś sobie ubzdurali o rysującej się własnej wielkości.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, n4 49-50 (4-11.2016)
http://www.mysl-polska.pl

Komentarzy 13 to “Siła symboli”

  1. guła said

    „Ostatecznie ideowo zwyciężyła myśl Dmowskiego. Chociaż on sam uchodzi za przegranego. Taka ironia historii. Dzięki endeckiej koncepcji mamy zwarty naród i skonsolidowane państwo”
    Zaprzeczy ktoś?

  2. Marta1973 said

    To zależy od mądrości etapu.

    Dwa tematy w górę, w tekście o Chinach, możemy przeczytać takie odkrywcze tezy.Oczywiście, napisane przez najczystszych Polaków, a nawet przez superPolaków i nadPolaków 🙂

    „Na terenie III RP mieszka 10% mniejszość polska otoczona morzem polaczków.”

    „Muszę cię zmartwić. Na terenie Judeopolonii żyje około 15-25% Polaków. Większość to menażeria polskojęzyczna pochodzenia polskiego, żydowskiego, a teraz też ukraińskiego.”

    Itp., itd…

    ——
    Możemy się tylko spierać, czy owa mniejszość to 10%, 15% czy 25%.
    Ale jest to mniejszość. Bez najmniejszych wątpliwości.
    Admin

  3. Boydar said

    „… chociaż on sam uchodzi za przegranego …”

    Nie tyle uchodzi co jest uchodzony, z koszernie pobożnym życzeniem w tle.

  4. Mariusz said

    Dmowski to gigant polskości, patriotyzmu, inteligencji, dyplomacji i kunsztu. Wywalczył i wynegocjował Polskę o wiele większa niż mamy teraz. Stworzył 100 tysięczna polska armię we Francji i doskonale wyszkolona i uzbrojona wysłał do Polski już w 1919 r.

    Piłsudzki to szkopski i austriacki szpicel, śmieć, bandyta, filosemicka suka i antypolski knur. Stworzył komunistyczne bojówki przebierańców i bandytów opłacanych z napadów, rabunków oraz szkopów i austriackie glizdy. Zniszczył Polskę w zalażku, wprowadził zamordyzm, katował polskich patriotów w kaźniach i obozach! Prowokował zamieszki i jego parchaty reżim strzelał do ludzi na ulicach. Mnóstwo ludzi likwidowano po „cichu”. Wybory notorycznie fałszowano.

    Bełgotliwy tekst który komentuje jest szkodliwy społecznie i moralnie! Stawia prawie na równi bohatera narodowego z pospolitym bandziorem, kanalia i szpiclem.

  5. Jacek2 said

    .http://stopnop.com.pl/polska-kraj-w-ktorym-za-petycje-mozesz-trafic-do-wiezienia/
    Może poza tematem ale sprawa ma dużo wspólnego z wiarą w autorytety. Jak ktoś jest z Poznania i ma trochę wolnego czasu niech się pofatyguje na rozprawę. Nie zawracałbym głowy Gajówkowiczom gdybym sam nie był ofiarą tego sk……twa.

  6. Greg said

    Panie Mariuszu.
    Pojechał Pan bo bandzie, i dobrze.
    Całkowicie się zgadzam.

  7. Jacek2 said

    Re. 5, 6
    Ameryki tutaj nie odkryję jak przypomnę o gen. Tadeuszu Rozwadowskim. Propaganda dobrze działa, ilość wyznawców „kultu Dziadka” daje duźo do myślenia.

  8. NICK said

    Czy Pan Guła, wreszcie, się ‚zweryfikował’?

  9. Mariusz said

    @Greg, Jacek
    Warto zapoznać się z opracowaniami ś.p. Dariusza Ratajczyka (zamordowanego parę lat temu przez żydo-postkomunę) na temat bandyty, obleśnego szczura Piłsudzkiego i zwyrodniałego, żydosanacyjnego szamba i zgnilizny.

    Pozwolę sobie załaczyć fragment o szlachtowaniu gen. Zagórskiego (ojca polskiego lotnictwa):

    Zagórski osobiście poznał Piłsudskiego dopiero po wybuchu wojny, gdy został z ramienia Austriaków szefem sztabu Komendy Legionów, czyli de facto przełożonym skromnego brygadiera. Panowie znienawidzili się. Uczucie to przeniosło się na I połowę lat dwudziestych z jednego podstawowego powodu: Zagórski nie wyzbył się pamięci, jak inni polscy oficerowie z dawnej armii austro-węgierskiej. Wiedział o Piłsudskim dużo, za dużo, a Marszałek – o czym milczą jego wielbiciele, chciał o niekoniecznie chlubnej przeszłości zapomnieć.

    Dlatego już jesienią 1925 r. mobilizuje przeciwko utalentowanemu organizatorowi polskiego lotnictwa opinię publiczną, wikłającą go w aferę Frankopolu (kompletna, ale nośna społecznie bzdura), czy oskarżającą o brak patriotyzmu w latach Wielkiej Wojny. W tym wypadku ogarem okazał się, podług celnego określenia Stanisława Cata-Mackiewicza, nieuk o psychologii łobuza, frazes pozbawiony wszelkiej treści,
    czyli Wojciech Stpiczyński – nie bez kozery twórca nic nie znaczącego hasła sanacja. Oczywiście nienawiść wzrośnie, gdy w maju 1926 r. Zagórski – szef Departamentu Lotnictwa – stanie po stronie prawowitych władz Rzeczypospolitej, broniąc Warszawy przed rebeliantami.

    Zagórski został aresztowany przez zwycięskich buntowników w Wilanowie w dniu 16 maja 1926 r. Po kilku dniach, wraz z innymi generałami (m.in. właściwym zwycięzcą Bitwy Warszawskiej – Tadeuszem Rozwadowskim) przewieziono go do więzienia na wileńskim przedmieściu Antokol. Siedział tam do sierpnia roku następnego. To wiemy na pewno.

    Gdzie jest generał? (wersja reżimowa)

    Podług oficjalnej wersji Zagórskiego zwolniono z aresztu w Wilnie 6 sierpnia 1927 r. Generał w towarzystwie żandarmów przyjechał pociągiem do Warszawy i prosto z dworca kazał się zawieść autem do… Łaźni Fajansa na Krakowskim Przedmieściu. Pożegnał się z obstawą i … wyparował – najpewniej uciekł, czyli zdezerterował z wojska. Później uzupełniano ją o inne elementy, np. oświadczenie niejakiego Dawida Erdkracha (homoseksualisty, oszusta i podwójnego szpiega; już niewiadomo od kogo dostał czapę podczas II wojny światowej), że ten widywał go dość często w wiedeńskich kawiarniach. Sanacyjna propaganda nie popisała się: wszystko to było prymitywne, naciągane i nielogiczne.

    Gdzie jest generał? (wersja nieoficjalna)

    Przedstawiona poniżej wersja generalnie, przynajmniej w moim odczuciu, odpowiada prawdzie. Rzecz jasna pewnych szczegółów nie da się już jednoznacznie ustalić.

    Podaję ją według źródła, które ujawnię każdemu, kto o to poprosi.

    A zatem, co się stało z nieszczęsnym generałem? Przede wszystkim powróćmy do antokolskiego więzienia. W przeciwieństwie do innych uwięzionych generałów przechodzących rodzaj załamania psychicznego lub też podupadających gwałtownie na zdrowiu (Rozwadowski), Zagórski jest w dobrej formie. Odgraża się, że ujawni kompromitujące papiery z przeszłości, że jego uwięzienie to skandal itd. Słowem – nie daje się zmiękczyć. W nocy z 5/6 sierpnia, na podstawie pisemnego rozkazu, zabierają go z kazamatów kapitanowie Miładowski i Myśliszewski (w asyście żandarmów). Wcześniej ubierają w cywilne ubranie, w tym umyślnie za duży kapelusz. Wszyscy podążają na dworzec.

    Zagórski podróżuje do Warszawy w szczelnie zasłoniętym przedziale pociągu. W stolicy na peronie dodatkowo czekają (w cywilu!) kapitanowie Płaskowski, były szef Oddziału II z D.O.K. Grodno, Włoskowicz oraz organizator ówczesnego „Strzelca”, słynny Łokietek. Dworzec pustoszeje, piłsudczycy prowadzą generała do czekających w pobliżu aut. Jedno z nich miało numer rejestracyjny W-6141. Zapisał go jakiś kolejarz.
    [

    Początkowo uwolnionego więźnia zawieziono do Walerego Sławka na ulicę Chopina 1. Zagórski znał przyszłego prezesa BBWR z działalności szpiegowskiej na rzecz Austro-Węgier pod pseudonimem Stefan Pierwszy (Stefanem Drugim był sam Piłsudski: panowie brali pieniądze w HK-Stelle Krakau), miał odpowiednie raporty, kwity itd. Teraz Sławek zaklina go, by je wydał, a Piłsudski wszystko wybaczy. Generał w ostrych słowach odmawia. Wtedy Sławek przekazuje ofiarę osławionemu majorowi Zygmuntowi Wendzie (wtedy szefowi ochrony Piłsudskiego, po wybuchu wojny kierownikowi Obozu Zjednoczenia Narodowego) – dla zmiękczenia uporu. Ten przewozi nieszczęśnika do lokalu Strzelca przy ulicy Dobrej 2.

    Na Dobrej oprawcy związują Zagórskiemu ręce na plecach, obrzucają wyzwiskami, biją po twarzy, kopią i okładają szablami – zrazu płazem. Generał nie chce współpracować, zatem przypalają mu skórę papierosami, cygarami oraz kłują sztychem szabli. W torturowaniu Zagórskiego uczestniczyli (trudno ustalić, kto biernie, a kto czynnie): ppłk. Piątkowski i Józef Beck, major Wenda, kapitanowie Kowalski, Miładowski, Myśliszewski, Płaskowski oraz Łokietek.

    Na pewno, wbrew pogłoskom, wśród egzekutorów nie było Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. Można mu wierzyć na słowo – niekoniecznie trzeźwe. To był wprawdzie człowiek nie pozbawiony wad, ale niezdolny do takiego świństwa. Zagórskiego dręczono w ten sposób przez kilka dni. Podczas jednej z tych szczególnych sesji generałowi udało się uwolnić i zdzielić krzesłem dwóch oprawców (trafili do szpitala). Wersja, tym razem niepotwierdzona, głosi, że w wynikłym zamieszaniu ofiara podbiegła do samego Piłsudskiego (a dyktator dyskretnie nocą odwiedził lub odwiedzał lokal Strzelca), policzkując go.

    Wtedy miał paść rozkaz: skończyć z nim…, niech zabierze swą tajemnicę do grobu. Jak było w tym konkretnym momencie – trudno powiedzieć, faktem natomiast jest, że śmierć Zagórskiego była straszna, rzeźnicza. Były dowódca lotnictwa został dosłownie rozsiekany szablami – do tego stopnia, iż ręce, którymi zasłaniał głowę wisiały na rękawach. Konającego dobił z pistoletu – strzał w tył głowy – major Wenda? Beck? Któryś z kapitanów?. Zmasakrowane zwłoki najpierw przewieziono do Fortu Legionów przy szosie Grójeckiej, a następnej nocy do Wilanowa, gdzie zaszyte w worek obciążony kamieniami rzucono do Wisły.

  10. Jerzy Habdas said

    Sz.Panie Antoni!
    A może by tak bez kompromisów,
    o tym ;marszałku;,dezerterze Bitwy Warszawskiej
    coś tam ,kiedyś tam ,Pan uroni…JH-USA

  11. Re: 4 Mariusz.
    Krotko I na temat.
    Nic wiecej nie potrzeba dodawac. Swietny wpis.
    =======================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

  12. Jerzy Habdas said

    Sz.Panie Antoni!
    Nie widzi Pan różnicy pomiędzy Izbą Lordów,a Izbą Wytrzeźwień???
    Ps .Pytanie retoryczne.JH-USA

  13. Mmaniek said

    bardzo mi się podoba stwierdzenie-
    10,15,25% Polaków u nas mieszka
    oczywiście,stwierdzenie poparte rzetelnymi badaniami,
    weryfikowalne,sprawdzone
    to już teraz wiem,kto pisał na mnie donosy
    kto wrzuca mi śmieci przez płot
    czyje zacięte mordy mijam codziennie na ulicy
    kto zajebał mi wycieraczki z auta
    właściwie,jak sam sobie się przyglądam,to kto wie
    niby papiery na osiem pokoleń trzymam w domu
    ale,kto wie!

Sorry, the comment form is closed at this time.