Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Zaskakujące fakty dotyczące depresji

Posted by Marucha w dniu 2016-12-14 (środa)

W oparciu o A Mind of Your Own (Twój własny umysł), dr n. med. Kelly Brogan.

W Ameryce mamy obecnie do czynienia z ukrytą tragedią współczesnej opieki zdrowotnej, o której się nie mówi. Karmi się nas historyjką o depresji, której przyczyną jakoby ma być brak równowagi chemicznej w organizmie, a lekarstwem – jej przywrócenie za pomocą środków farmakologicznych, czyli recepta.

Ponad 30 milionów Amerykanów zażywa antydepresanty, w tym co siódma kobieta (i co czwarta w wieku reprodukcyjnym). Do tego kolejne miliony osób są skłonne sięgnąć po nie, by położyć kres chronicznemu, nieustępującemu niepokojowi, rozdrażnieniu i niejasnym stanom emocjonalnym – będąc więźniami wyczerpującego wewnętrznego roztrzęsienia, którego nie potrafią się pozbyć.

Nadszedł czas, również według ekspertów w tej dziedzinie, by porzucić ten fałszywy pogląd i spojrzeć świeżym okiem na to, co ma do powiedzenia na ten temat nauka. W reakcjach ludzkiego ciała na wzajemne relacje ze środowiskiem kryje się głęboka mądrość. Istnieją powody, dla których nasz organizm przejawia określone symptomy.

Depresja to ważny objaw, wskazujący na pewnego rodzaju dysharmonię, w sensie biologicznym, związaną ze stylem życia – nasza dieta pozostawia wiele do życzenia, kumulujemy w sobie zbyt wiele stresu, brakuje nam odpowiedniej dawki aktywności fizycznej, coraz mniej czasu spędzamy na słońcu, wystawiamy się na działanie toksyn środowiskowych i połykamy za dużo lekarstw. Poprzez stan zapalny organizm sygnalizuje nam brak równowagi, zachęcając do zmiany. Z reguły wyciszamy te symptomy medykamentami, co porównać można do wyłączenia alarmu przeciwpożarowego, gdy ogień trawi nam mieszkanie.

Przejdźmy zatem do faktów:

1. Bardzo często depresja jest stanem zapalnym w organizmie.

Depresja to często przejaw nieprawidłowości w organizmie, które mogą mieć źródło z dala od mózgu i nie są powiązane z jego tak zwaną „chemiczną nierównowagą”. Literatura medyczna od ponad dwudziestu lat podkreśla rolę stanu zapalnego organizmu w chorobach psychicznych (na nieszczęście potrzeba średnio około 17 lat, by informacje, które wskazują na bezskuteczność lub szkodliwość określonych poglądów, trafiły na biurko twojego lekarza i stały się integralną częścią jego praktyki. Ten problem długiego poślizgu powoduje, że standard opieki medycznej „opartej na dowodach” istnieje jedynie w teorii).

Żadne badanie nie potwierdziło związku pomiędzy depresją a chemiczną nierównowagą w mózgu. Dokładnie tak – żadne z badań na ludziach nie wykazało istnienia związku pomiędzy niskim poziomem serotoniny a depresją. Diagnostyka obrazowa, badania krwi i moczu, sekcje zwłok osób, które popełniły samobójstwo, ani nawet badania na zwierzętach nigdy nie potwierdziły związku między [niskim] poziomem neurotransmiterów a depresją.

Inaczej mówiąc, serotoninowa teoria depresji to mit, niesłusznie podtrzymywany za pomocą manipulacji danymi. W gruncie rzeczy jest wręcz przeciwnie: to wysoki poziom serotoniny powiązany jest z wieloma problemami, jak choćby ze schizofrenią i autyzmem. Jeśli więc myślicie, że pigułka was ocali, wyleczy lub „naprawi”, to jesteście w ogromnym błędzie. Takie podejście można porównać do założenia bandaża na stopę, w którą wbił się gwóźdź, i zażyciem aspiryny. Tracimy wtedy okazję na „usunięcie irytującej drzazgi” i rozwiązanie problemu u jego źródła.

2. Antydepresanty mogą w sposób nieodwracalny unicestwić naturalne mechanizmy leczenia ciała.

Wbrew temu, w co kazano wam wierzyć, długoterminowe badania naukowe wielokrotnie wykazały, że antydepresanty pogarszają przebieg choroby psychicznej, nie wspominając już o ryzyku uszkodzenia wątroby, krwawieniach, tyciu, zaburzeniach seksualnych oraz pogorszeniu funkcji poznawczych. Najpodlejszym sekretem jest fakt, że antydepresanty to związki, które jest najtrudniej odstawić, trudniej niż alkohol i opiaty. Można to nazywać wprost „objawami odstawienia”, jednak my, medyczni profesjonaliści, mamy używać określenia „zespół dyskontynuacji leków przeciwdepresyjnych”, który można scharakteryzować jako gwałtowne osłabienie fizycznych i psychicznych funkcji. Na domiar złego antydepresanty mają dobrze udokumentowaną historię poważnych skutków ubocznych, z samobójstwami i zabójstwami włącznie.

3. Antydepresanty nie leczą

Nawet jeśli przyjmiemy, że niektórym ludziom tego rodzaju leki pomagają (z czego według doktora Irvinga Kirscha 82% tych przypadków jest niczym innym jak efektem placebo), to ekstrapolacja takich medycznych przypadków byłaby jak utrzymywanie, że powodem nieśmiałości jest brak alkoholu albo że ból głowy wywołany jest brakiem kodeiny.

A co z podatnością genetyczną? Czy istnieje coś takiego jak gen depresji? W 2003 roku w magazynie „Science” opublikowano badanie, które sugerowało, że u osób ze specyficzną wersją genu odpowiedzialnego za kodowanie białka, będącego transporterem serotoniny, istnieje trzykrotnie większe prawdopodobieństwo pojawienia się depresji. Jednak sześć lat później obalono ten pogląd dzięki meta analizie na próbce 14000 pacjentów, opublikowanej w magazynie „Journal of the American Medical Association”, które nie potwierdziło istnienia takiego związku.

[Są jednak przypadki, kiedy ciężka depresja ciągnie się w rodzinie przez kilka pokoleń, są też takie, w których antydepresanty zdają się być jedynym wyjściem, dającym człowiekowi możliwość w miarę normalnego funkcjonowania. Rzecz w tym, żeby odwołanie się do inwazyjnej chemii było ostatecznością, a nie pierwszą i jedyną reakcją – przyp. tłum.]

4. Większość recept na antydepresanty przypisują nie psychiatrzy, a lekarze rodzinni.

Siedem procent spośród wszystkich wizyt u lekarzy pierwszego kontaktu kończy się przepisaniem antydepresantów, a prawie trzy czwarte recept wypisuje się bez odpowiedniej diagnozy. Co więcej, gdy sytuacji rozpowszechniania się zaburzeń psychicznych przyjrzał się Wydział Zdrowia Psychicznego na uczelni Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health okazało się, że większość osób zażywających antydepresanty nigdy nie spełniała medycznych kryteriów diagnostycznych zaburzeń depresyjnych.

Dodatkowo, wiele osób, którym przypisuje się tego rodzaju leki w celu leczenia takich zaburzeń, jak zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, zaburzenia lękowe, fobie społeczne i stany lękowe, również nie spełnia kryteriów dla tych zaburzeń.

5. Wiele fizycznych objawów przypomina symptomy zaburzeń psychicznych.

Wiele różnych stanów zdrowia fizycznego wyraża się w postaci symptomów psychicznych, które jednak nie mają podłoża psychicznego. Dwa główne przykłady to zaburzenia tarczycy i zaburzenia poziomu cukru we krwi. Myślimy (bo tak uważają nasi lekarze), że należy „wyleczyć” mózg, podczas gdy w rzeczywistości powinniśmy spojrzeć na cały fizyczny ekosystem ciała: stan naszych jelit, zależności hormonalne, system odpornościowy i zaburzenia autoimmunologiczne, równowagę w poziomie cukru we krwi i stopień ekspozycji na toksyny.

6. Proste zmiany w stylu życia mogą ułatwić potężnym mechanizmom samoleczenia się ciała pozbycie się depresji.

Zmiany w diecie (więcej zdrowych tłuszczów, mniej cukru, nabiału i glutenu); naturalne suplementy, takie jak witaminy z grupy B i probiotyki, na które nie potrzebne są recepty, a nawet można je dostarczyć organizmowi z odpowiednio dobranym pożywieniem; ograniczenie do minimum kontaktu z zaburzającymi naszą biologię toksynami, takimi jak fluor w wodzie pitnej, związki chemiczne w najczęściej zażywanych lekarstwach, jak na przykład Tylenol i statyny oraz związki zapachowe w perfumach; czerpanie korzyści płynących z odpowiedniej ilości snu i aktywności fizycznej oraz korzystanie z programów behawioralnych wspomagających odprężenie.

7. Depresja jest dla nas wiadomością i szansą.

To dla nas znak, by zatrzymać się i zastanowić, co powoduje istniejącą nierównowagę, zamiast ukrywać i tłumić symptomy, czy szukać ich przyczyn gdzie indziej. To okazja do wzięcia się za radykalną zmianę, wybrania nowej wizji siebie i nowych doświadczeń życiowych.

Komentarz Sott:
Więcej o tym, jak podchodzić do depresji, żeby stała się okazją do zmiany w artykule „Załamanie nerwowe na masową skalę – pandemia stresu dziesiątkuje społeczeństwo, miliony amerykanów na krawędzi załamania” (ang.)

GreenMedinfo
Artykuł na SOTT: Facts about depression that will blow you away.

Tłumaczenie: PRACowniA
https://pracownia4.wordpress.com

Komentarzy 14 to “Zaskakujące fakty dotyczące depresji”

  1. Marek said

    Dieta jest ważna.
    Człowiek, stworzenie Boże, to nie tylko ciało, ale dusza.
    Głodzona, karmiona śmieciami i toksynami, choruje i obumiera. Człowiek zdala od łaski Bożej, od Boga samego, „nie ma pokoju Bożego”, choruje duchowo, staje się „człowiekiem o rozdwojonej duszy, chwiejnym w całym swoim postępowaniu.” Depresyjnym. „Zbiera, co posiał”.

  2. Marek said

    Dlatego trzeba się nawracać nieustannie, pokutować, błagać Boga o przebaczenie, starać się żyć po Bożemu.
    Dzień za dniem.

  3. marian said

    antykoncepcja wraca czkawką

  4. Sowa said

    Big Pharma ma sprzedawać, coraz więcej sprzedawać i zarabiać góry forsy. A bydło? Cóż, goim niech zdycha, od tego jest.

  5. Yah said

    Odpadnięcie od Boga i tyle. Nie ma co się rozwodzić. Robisz źle, nawet jak usprawiedliwiasz się, że robisz dobrze podświadomie czujesz popełniany błąd stąd smutek – depresja. Niestety przedstawiona przeze mnie przyczyna raczej nie znajdzie wielu zwolenników, tym bardziej , że wielu chorych na depresje „chodzi ” do kościoła , ba nawet uczestniczy w sakramentach. W takim razie coś jest nie tak. Co? Pisałem wielokrotnie …..

  6. GonDar said

    http://bibsy.pl/YaSD4iuY/kazimierz-dabrowski-genialny-polski-psycholog-ktory-opracowal-teorie-dezintegracji-pozytywnej-ktora-calkowicie-zmienia-definicje-zdrowia-psychicznego-wedlug-tej-teorii-istnieje-5-etapow-rozwoju-psychicznego-a-taka-depresja-czy

  7. wlascicielom i monopolista produkujacym te trucizny biega nie o pieniadze!!! nie o pieniadze!! ale o …redukcje masy ludzkiej na matce ziemi .a dotego… dodac nalezy trucizny w wodzie pitnej (glownie pod maska! wydobycia gazow lupkowych ! tam sie wstrzykuje kilkanascie substancji silnie trujacych !! a ….. wystarczy tylko woda pod wysokim cisnieniem:):)) potem ,chemikalja walone tonami z samolotow na nasze glowy. . Nastepnie szczepionki wstrzykiwane pod lufami karabinow:) itp .Slowem jednym!:) gdyby porownac zycie ludzi obozoach chitlerowskich czy nawet w bolszewickich do tej naszej obecnej „wolnosci ” i demokracji 🙂 to ..obozy okaza sie …uzdrowiskami ,sanatoriami 🙂 jko dowod: ilez milionow ludzi juz w wieku 90 lat ciagle trzyma sie swietnie 🙂 i zada odszkodowan z niemal calej europy !

  8. towarzysz0 said

    Psychiatria, jedna z najbardziej zakłamanych specjalizacji. Choć, należy przyznać, psychiatrzy prywatnie są całkiem przyjemni w rozmowie.

    A swoją drogą powrót do życia wiejskiego XIX wiecznego z całym bagażem (pobożność, jedzenie, praca, swieże powietrze i słońce przywróci równowagę psychiczną u większości pacjentów.

  9. Maćko said

    Witaminy B (szczególnie B12 – kwas foliowy ) moga pomóc.
    W piwie jest ich duzo…
    😉
    Piwowarze? Leczymy depresje piwem czy sie nie da?

  10. piwowar said

    Da się. Tam jest pochodząca z chmielu lupulina, która odpowiada za przyjazne stosunki międzyludzkie i czyni piwo napojem towarzyskim. I cały kompleks witamin rozpuszczalnych w wodzie włączając witaminę C, dodawaną jako konserwant (przeciwutleniacz). Nie zaleca sie przy tym piw mocnych ze względów zrozumiałych. Lupulinę stosuje sie na uspokojenie niezdrowych emocyj.

  11. Maćko said

    PAnie Adamus – pan z jakiego azylu pisze? Grozny moze pan nie jest fizycznie dla innych ale umyslowo to tak. Same bzdety. OMG!

    I te widly w gravatarze….

  12. poinformowany said

    Panie Macko- a tak konkretnie co u pana Adamusa nie pasuje-moze to pan pisze bzdety??

  13. Maćko said

    Pan sie poinformuje i przeczytaten wpis #7 Adamussa, ok? Powinno wystarczyc.

  14. eremita Maksymilian said

    Jak już kiedyś napisałem na Gajówce, że na depresję i choroby psychiczne, prawie że nie zapadają niewidomi, ociemniali, głusi, niemi, głuchoniemi, okaleczeni, osoby z nizin społecznych, domów dziecka czy w więzieniach. Statystyki to potwierdzają.

    Depresja nie istnieje, jest to tylko zaburzenie psychiczne, urojenie na punkcie ważności swojej osoby w szerokim znaczeniu, czyli „co to nie ja”. W konfrontacji z życiem, urojenia te rozbijają się o prawdę i stąd powstaje załamanie psychiczne i frustracja, nazywana hucznie depresją. Innymi słowy – obraziłem się na otaczający mnie świat i zamykam się w sobie na tak długo, aż mnie docenią. A jak nie docenią, to może się zabiję, aby zrozumieli kogo super ważnego dla świata stracili. Niech wtedy żałują nad moim grobem, że mnie nie doceniali.

    Co innego jest zmęczenie biologiczne organizmu spowodowane ciągłym stresem, uciążliwą pracą albo bezsilnością w codziennym życiu, spowodowane patologiczną sytuacją rodzinną, zawodową czy środowiskową. Wtedy można takie „opuszczenie rąk” a w niektórych przypadkach nieuzasadnioną agresje, nazwać stanem depresyjnym, czyli obniżeniem aktywności psychofizycznej. Ale o tym psychiatrzy nawet się nie zająkną.

Sorry, the comment form is closed at this time.