Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

W świątecznej nirwanie

Posted by Marucha w dniu 2016-12-27 (wtorek)

Jak to miło robić coś wraz z całym krajem! Rzadko mi się to zdarza, bo nie tylko nie jestem demokratą, ale w ogóle wątpię w autentyczność demokracji politycznej. Rzecz w tym, że w każdym państwie musi być ktoś, kto zapewnia ciągłość państwa.

W państwach o ustroju monarchicznym jest to dynastia. Jeden król jest mądry, odważny, dzielny, sprawiedliwy, wstrzemięźliwy, słowem – ma same zalety. Inny znowu jest głupi, tchórzliwy, zachłanny, podstępny, wiarołomny, słowem – ma same wady. Jeśli przekraczają one poziom krytyczny, któryś z dworzan, albo ktoś z rodziny, ukręca łajdakowi łeb, zaprawia mu wino trucizną, albo dusi go we śnie poduszką, tron obejmuje ambitny kuzyn, dynastia trwa.

Gorzej, gdy dynastia wygaśnie. Państwo może się rozpaść, albo przynajmniej zmienić ustrój polityczny – jak to było w przypadku Polski. Ale często bywa tak, że kiedy dynastia zanika, jakiś ambicjoner-arywista rzuca hasło: „na moją komendę!” – któremu wszyscy dlaczegoś się podporządkowują (naukowcy nazywają to „charyzmą”), zakłada dynastię i na 300 lat znowu jest spokój. Dlatego miedzy innymi doradzałem, by pan prezes Kaczyński poświęcił się dla Polski, poślubił Julię Tymoszenko i założył dynastię, która panowałaby od morza do morza.

Dzięki temu nie tylko polityka rządu w Warszawie w sprawie Ukrainy nabrałaby przynajmniej jakichś pozorów racjonalności, ale i przed nasza biedną ojczyzną otworzyłyby się szersze perspektywy.

Tymczasem nic z tego i na Ukrainie Polskę reprezentuje nie tylko Leszek Balcerowicz, ale w dodatku Sławomir Nowak – co musi skończyć się źle.

Mniejsza zresztą o to, bo chodzi tu o demokrację. Otóż oprócz państw o ustroju monarchicznym są państwa o ustroju republikańskim, w których dynastii nie ma z zasady – a przecież tam też ktoś musi zapewniać ciągłość państwa. Uczeni politologowie prawią duby smalone, że w ustroju republikańskim suwerenem jest „naród”, albo „lud” – ale to oczywiście brednia, bo najlepszą ilustracją tego, że jest inaczej, jest choćby kara śmierci.

Niezmiennie od lat około 70 procent mieszkańców Europy uważa przywrócenie kary śmierci za morderstwa za rzecz nie tylko konieczną, ale i oczywistą. Tymczasem za sprawą jakiegoś „wszechwładnego kretyna” (tak pewien dygnitarz państwowy w pierwszej połowie lat 90-tych określał sytuację kadrową w Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy), kara śmierci została w Unii Europejskiej zniesiona nawet w czasie wojny – co w naszym nieszczęśliwym kraju podpisał – chyba w stanie pomroczności jasnej – prezydent Komorowski.

Od razu widać, że żaden „naród” nie ma w tej sprawie nic do gadania, a skoro nie ma w tej, to jakże może mieć coś do gadania w jakiejkolwiek innej sprawie? No dobrze – ale kto w takim razie zapewnia ciągłość państwa o ustroju republikańskim? Albo armia, albo tajne służby, albo wreszcie i jedni i drudzy. Oczywiście nie u nas, bo nasza niezwyciężona armia, to po prostu urzędnicy – funkcjonariusze publiczni, dla większego efektu komicznego poprzebierani w mundury, no a tajne służby właśnie pokazały, co potrafią.

Na oczach całej Polski groźnie zapowiadający się „majdan” przekształcił się w ciamajdan, a wirtuoz intrygi, czyli prezes Kaczyński, wpędził w dodatku Zasrancen w samołówkę i teraz siedzą w sali plenarnej Sejmu, czekając boskiego zmiłowania – bo przecież nie mogą stamtąd wyjść bez utraty twarzy. Takie są skutki selekcji negatywnej – bo czyż w jakimś normalnym państwie krąg prawodawców narodu mogłaby zająć osoba w rodzaju pani Scheuring-Wielgus?

W takich warunkach w autentyczność demokracji politycznej może wierzyć tylko człowiek bardzo mało spostrzegawczy, prawdę mówiąc – tylko idiota. Zatem nie tylko moralną, ale i intelektualną powinnością człowieka rozumnego, jest trzymanie się na dystans od tego, co robi „cały naród”. Taka postawę Kazimiera Iłłakowiczówna trafne, choć pewnie „bez swojej wiedzy i zgody” co do wagi swego wynalazku nazwała „ścieżką obok drogi”.

Bywają jednak momenty, kiedy można zejść ze ścieżki na główna drogę i wraz z całym narodem pogrążyć się w świątecznej nirwanie. To znaczy – niezupełnie z całym, bo do przynależności do narodu roszczą sobie prawa również osobnicy w rodzaju pana Pieczyńskiego, który – jak sobie wyobrażam – na widok nirwany, w jaką cały naród pogrąża się z okazji Bożego Narodzenia, musi odczuwać irytację graniczącą z jednostką chorobową, którą infirmerzy określają mianem „irritabilis”, a więc rodzajem wścieklizny.

Jeśli dobrze rozumiem pana Pieczyńskiego – bo z aktorami jest ten problem, że dopóki mówią teksty napisane, dajmy na to, przez Szekspira – to wszystko jest w porządku i nawet wywołują wzruszenia. Kiedy jednak zaślepieni pychą zaczynają recytować teksty własne, to wygląda to już zdecydowanie gorzej – a to niestety zdarza się coraz częściej. Więc jeśli dobrze rozumiem pana Pieczyńskiego, to z pewnością uważa on, że się urodził.

Co do tego nie ma on, zdaje się, żadnych wątpliwości, a z zagadkowych powodów nie chce uznać, że Jezus też się urodził. Gdybym nie miał pogodnego usposobienia, to podniósłbym alarm, że pan Pieczyński dopuszcza się antysemickich wybryków, negując fakt narodzin Potomka Króla Dawida, ale po pierwsze – brzydzę się donosami, a po drugie – szkoda z powodu pana Pieczyńskiego przerywać sobie nirwany.

Trudno powiedzieć, skąd u pana Pieczyńskiego taka zapamiętałość – ale mniejsza z tym, bo jestem pewien, że on w żadnej nirwanie się nie pogrąża, przeciwnie – zgrzyta zębami w takt do kompozycji Nergala, który uchodzi za delegata Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na województwo pomorskie.

Pozbawia się w ten sposób poczucia wspólnoty, na co ja mogę sobie bezpiecznie pozwolić nie tylko pogrążając się w nirwanie, ale w dodatku odczuwając Schadenfreude na samą myśl o „obrońcach demokracji”, którzy zabarykadowali się w sali plenarnej Sejmu i podobno nie wychodzą stamtąd nawet do toalety – żeby podstępny marszałek Kuchciński nie wykorzystał tej naturalnej potrzeby do wyparcia obrońców demokracji z tej Grenady.

Co tam się musi dziać, jakie cudne wonie muszą unosić się nad salą plenarna Sejmu, za sprawą podjudzonych przez starych kiejkutów obrońców demokracji przekształcającą się ze Świątyni Praw w Świątynię Dumania – tego nie opisze żadne pióro.

Trwam tedy w nirwanie wraz z narodem, przypominając sobie zdanie, którym Leopold Tyrmand scharakteryzował swój nastrój po opuszczeniu przyjęcia u Pani Gieni na Powiślu: „z przyjemnością nienawidziłem komunistów.”

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Odpowiedzi: 7 to “W świątecznej nirwanie”

  1. Mis z Okienka said

    Panie Michalkiewicz,

    Nie ma potrzeby aby pisac takie dlugie artykuly.

    Czy zna pan znaczenie slowa „kakistocracy”?

    Te slowo dokladnie okresla ludzi obecnie rzadzacych we wszystkich „demokratycznych” krajach.

  2. Boydar said

    Dlaczego „antysemickich”, panie Stanisławie; czyżby jako Polak i katolik, uważał pan, że Chrystus nie był Galilejczykiem ? A może zapomniał pan w nawale zajęć, jak scharakteryzowano Galileę ? A może stanowisko powyższe wywodzi pan od „po matce” ? Może i tak być, tylko Maryja też nie była Żydówką. I czy nie dziwi pana, że jeśliby i to miało leżeć koło prawdy, a z drugiej strony „Pismo jest autorstwa Żydów”, to wszystkie rodowody podawane są wyłącznie „po ojcu”.

    Taki stary, a taki durny; i jeszcze myśli, że durniejszych znajdzie.

  3. @ Mis z Okienka, 1

    (1)
    Wystosował Pan pod adresem Stanisława Michalkiewicza uwagę, cyt. dosłownie: „Nie ma potrzeby aby pisac takie dlugie artykuly”.
    Mam nadzieję, że zogdzi się Pan z moim spostrzeżeniem, że nie ma obowiązku ich czytania.

    (2)
    Co do kategorycznego stwierdzenia, że wszystkimi „demokratycznymi” krajami rządzi najgorszy element (kakistocracy), to straciłem dobrą minutę na szukanie w pamięci krajów „niedemokratycznych”, zarządzanych przez element lepszy. Nic mi nie przyszło do głowy. A Panu?

  4. Majster said

    Pan Stanisław powinien te rady zachować dla siebie. Podąża śladem swojego kompana Korwina Mikke w dążeniu do efekciarstwa i oderwania od rzeczywistości. Z Julią pomimo jej pierwszorzędnych korzeni żadnej dynastii założyć się nie da,nawet teoretycznie, bo urodziła się w 1960. Jest to możliwe z jej córką, która jest z roku 1980, a i poświęcać nie trzeba by się za bardzo. Ostatecznie mógłby namówić do tego Korwina, który już to udowodnił. Stary człowiek i może.

  5. Mis Z Okienka said

    re 3

    Panie Rozpuszczalnik,

    re 1: Nie zalapal Pan.

    re 2: Jest Rosja i Syria. Kiedys byla Libia.

    ——
    Pan Rozpuszczalnik doskonale skwitował Pana wypowiedź. Nikt nie ma tu obowiązku czegokolwiek czytać.
    Jeśli zaś miał Pan zamiar przekazać coś innego, to Panu to chyba nie wyszło.
    Admin

  6. Ad 5 Mis z Okienka
    re 2

    Moja ciekawość miała postać:
    „Co do kategorycznego stwierdzenia, że wszystkimi „demokratycznymi” krajami rządzi najgorszy element (kakistocracy), to straciłem dobrą minutę na szukanie w pamięci krajów „niedemokratycznych”, zarządzanych przez element lepszy. Nic mi nie przyszło do głowy. A Panu?”

    W odpowiedzi podał Pan przykład Rosji, Syrii i Libii (kiedyś). Wiem, co miał Pan na myśli, ale mam ochotę ponudzić następująco:
    Rosja: Jest to jednak kraj demokratyczny i może się zdarzyć, że jej prezydent (którego podziwiam i szanuję), teoretycznie rzecz biorąc, może nie zostać w przyszłości wybrany. W tym samym ustroju, jeszcze nie tak dawno, przewodził Rosji niejaki Jelcyn i tego zaliczyłby Pan, jak podejrzewam, do kakistocracy.

    Syria: Prezydent Syrii jest godzien wielkiego respektu. Prowadzi jedynie słuszną, jak się wydaje, politykę, ale nie da się ukryć – wybrano go zgodnie z zasadami demokracji i nie mam podstaw, aby ten jego wybór o cokolwiek podejrzewać.

    Libia: Tu muszę przyznać Panu rację. Kaddafi sięgnął po władzę w zgodzie z najlepszymi lokalnymi tradycjami i rządził z wielkim poczuciem odpowiedzialności (w dodatku mądrze z punktu widzenia interesów Europy, a na myśli „regulację” migracji przez morze). Ci którzy zdestabilizowali Maghreb i Bliski Wschód, a jego samego tchórzliwie zabili, powinni wisieć, ale szansa, że zadyndają po czymś sprawiedliwszym od Norymbergi nie wydaje się wysoka.

    Bardzo sprawny w rządzeniu krajem wydaje się kolejny szef Korei Północnej, ale jemu świadomie nie wystawię żadnej opinii i nikt nie wymusi na mnie deklaracji, że chciałbym zostać jego poddanym.

    Anegdota: O ojcu Bashara al-Assada, Hafezie al-Assadzie, tak lata temu wyraził się Henry Kissinger: „Pewnie Bóg mnie skarze za to, co powiem, ale uwielbiam tego sukinsyna”.
    (Wynikałoby z tej wypowiedzi, że Hafez al-Assad był politykiem znakomitym, a w dodatku odpornym na wszelkie próby zabójstwa, ponawiane przez pewien kraj sąsiedni, którego nazwy przezornie nie wymienie, ale dla ułatwienia podam, że ma stolicę w Tel-Awiwie, a wolałby ją mieć w Jerozolimie).

    * * *

    Co do „re 1”, to pozwolę sobie zgadzać się z drugim z dwóch zdań Pana Admina, pozdrawiając przy okazji obu Panów.

  7. Kronikarz said

    Mamy za tyle wieków tolerancji.

Sorry, the comment form is closed at this time.