Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Leninowska rusofobia i jej dzisiejsze skutki

Posted by Marucha w dniu 2017-01-06 (piątek)

W polityce polskich rządów wobec Rosji z pewnością istnieje element racjonalnej kalkulacji, niewiele jednak on waży w porównaniu z tym, co nazywamy rusofobią, pewnym stanem umysłów przypominającym świadomość pierwotnej wspólnoty plemiennej.

Służy raczej umacnianiu jedności niż oświecaniu, nie poddaje się krytycznemu rozważaniu, wzmaga panikę, gdy ta się pojawi, lub budzi nastrój bojowy, gdy niebezpieczeństwa nie widać.

Nie jesteśmy oczywiście w pełni wspólnotą plemienną, lecz zróżnicowanym społeczeństwem, które w znacznej swojej części jest przyzwyczajone do myślenia w kategoriach abstrakcyjnych, i rusofobia występuje też w formie politycznego światopoglądu, który systematyzuje wszystkie informacje dotyczące Rosji, sprowadzając je do tezy głównej.

Głównym źródłem rusofobii – co do tego nie ma wątpliwości – jest realna historia, zwłaszcza okres kilkudziesięciu lat powojennych, gdy Rosja radziecka panowała nad Polską za pomocą komunizmu.

Należałoby wyjaśnić, dlaczego wzmaga się, w miarę jak oddalamy się od tego okresu. Te przyczyny są trywialne, warto tylko odnotować zaostrzający się konflikt między Stanami Zjednoczonymi i Rosją, w którym Polacy chcą uczestniczyć po stronie Ameryki, jak kiedyś przyłączyli się z entuzjazmem do wyprawy Napoleona na Rosję.

Zasadnicza treść światopoglądu rusofobicznego została wyrażona w podniosłej i płomiennej formie przez poetów romantycznych, zwłaszcza przez Mickiewicza. Skrajniejszy był Zygmunt Krasiński, który do nienawiści plemiennej dodawał jeszcze przepowiednie o komunizmie jako kierunku działań Rosji (co bardzo dziwiło studentów, gdy się o tym dowiadywali w czasach PRL), ale pod względem siły wyrazu nie może on się równać z Mickiewiczem, jak zresztą nikt nie może.

Kto chodził do szkoły, pamięta treść lub przynajmniej uczucia nienawiści, jakimi przeniknięta była jego patriotyczna poezja, „Dziady, część III”, a nawet ewangelicznie wystylizowane „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego”, które papież Grzegorz VII nazwał „dziełkiem pełnym złości i lekkomyślności”.

O Królestwie Polskim z czasów Aleksandra I, gdy było jednym z bardziej liberalnych krajów w Europie, miało polskie wojsko, polskie szkolnictwo, wybieralny Sejm, polską administrację i rozwijającą się gospodarkę, Mickiewicz pisze w przedmowie do „Dziadów, części III”: „Całą administrację nakręcono jako jedną wielką Polaków torturę, której koło obracali carewicz Konstanty i senator Nowosilcow”.

Mickiewicz wiedział, że jego pisma mogą się nie podobać także rosyjskim opozycjonistom, z którymi się zaprzyjaźnił podczas pobytu w Rosji, toteż swój pełen hipokryzji wiersz „Do przyjaciół Moskali” kończy perfidnie: kto z was będzie się skarżył na to, co piszę o Rosji, „dla mnie jego skarga / Będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży / Do cierpliwie i długo noszonej obroży, / Że w końcu gotów kąsać – rękę, co ją targa”.

Interesujące jest, że to, co Mickiewicz pisał o Rosji, było całkowicie sprzeczne z tym, co tam osobiście przeżył. W zmitologizowanej i niesamowicie wyolbrzymionej sprawie prześladowań filomatów i filaretów śledztwem objęto niewiele ponad 100 osób, a na więzienie (12 i 6 miesięcy) skazano dwie osoby.

Podręczniki historii podają, że pozostałych „dwudziestu zesłano w głąb Rosji”. Temu „zesłaniu w głąb” warto poświęcić parę zdań. Mogli oni wybrać sobie dowolne miasto na osiedlenie i starać się o posadę w dowolnej instytucji państwowej. Były wówczas dwie uczelnie, dwa licea o najwyższym poziomie i najsławniejsze: jedno w Carskim Siole, drugie w Odessie, założone przez księcia Richelieu.

Minister oświaty Szyszkow skierował Mickiewicza do tego liceum na stanowisko profesora, mimo że jego kwalifikacje pozostawiały nieco do życzenia. Akurat nie było wówczas wolnego etatu, ale mimo to Mickiewicz mieszkał i żywił się na koszt liceum. Poprosił o posadę w stolicy i ten rzekomy czy rzeczywisty konspirator, „zesłaniec”, tylko dlatego nie został urzędnikiem w archiwum ministerstwa spraw zagranicznych, ponieważ płace były tam bardzo niskie.

Jego utwory, „Konrad Wallenrod” i inne, ukazywały się drukiem i były omawiane z wielkimi pochwałami w prasie polskojęzycznej. Moskiewskie salony i kręgi literackie przyjmowały go z życzliwością. Senator Nowosilcow przeczytał „Konrada Wallenroda” i sporządził raport dla cara, podkreślając, że wprawdzie utwór ma wymowę niemoralną – pochwala zdradę – i cenzura nie powinna była na publikację pozwolić, ale o jakimkolwiek pociąganiu autora do odpowiedzialności nie może być mowy. Car tym się nie zainteresował, ale z jego polecenia powołano trzyosobową komisję złożoną z samych zwolenników Mickiewicza, nic dziwnego, że opinia, jaką wydali, była laudacją.

Poeta podczas pobytu w Odessie i na Krymie był podobno szpiegowany, ale proszę uważać na słowo „szpiegowanie”. Życzyłbym sobie być tak szpiegowany. Tajną agentką była piękna hrabina Karolina z Rzewuskich Sobańska, skądinąd kochanka Mickiewicza. O tym też warto pamiętać, oglądając „Dziady” w teatrze.

Utwory Mickiewicza z ich antyrosyjską treścią nigdy nie były tak masowo czytane jak w PRL, gdy były lekturą obowiązkową w całym szkolnictwie, bo też scholaryzacja nigdy przedtem nie była tak masowa i nie trwała tak długo.

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Sowieci i polscy komuniści na to się godzili. Jak wiadomo, ci ostatni, jeśli nie wszyscy, to w znacznej części, nie mieliby nic przeciw temu, aby Polska została wcielona do Związku Radzieckiego na prawach Ukrainy czy Białorusi. Nie taki jednak był plan Stalina; nakazał on komunistom polski patriotyzm, zaczynając od nazwy Związku Patriotów Polskich. Nie zgodził się na zmianę hymnu i przypuszczam, że orzełek w koronie także by mu nie przeszkadzał.

Tu trzeba sięgnąć do zagranicznej uczonej, żeby rzecz nieco wyjaśnić, bo polscy autorzy w sprawach tak rosyjskich, jak radzieckich są niewiarygodni. Hélène Carrère d’Encausse pisze (w książce „Eurazjatyckie imperium. Historia Imperium Rosyjskiego od 1552 do dzisiaj”), że władza radziecka na początku swego panowania dokonała zdumiewającego aktu „skruchy” wobec narodów i narodowości podbitych przez Imperium Rosyjskie.

Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do takich aktów „skruchy” wyrażanych przez byłe państwa kolonialne wobec swoich byłych poddanych, ale początek zrobili komuniści rosyjscy. Bolszewicy potępili totalnie historię Rosji przedrewolucyjnej. Jeżeli Rosja carska była absolutnym złem, to narody przez nią uciskane słusznie się buntowały i ich powstania były słuszne. Tym buntującym się narodom należy dać satysfakcję i uhonorować ich bohaterów. Do tej rewizji historii i „skruchy” wzywał przede wszystkim Lenin, który – jak skądinąd wiadomo – wytykał Dzierżyńskiemu i Stalinowi, że jako nie-Rosjanie za bardzo chcą być Rosjanami i przyjmują rosyjski punkt widzenia.

Bolszewicka „skrucha” miała służyć integracji narodów znajdujących się wewnątrz Związku Radzieckiego i sprzyjać ogólnoradzieckiemu patriotyzmowi, ale w rzeczywistości doprowadziła do wzmocnienia narodowej samowiedzy nie-Rosjan, a w dalszym następstwie do nacjonalizmów mniejszości i rozpadu ZSRR.

Z inspiracji, a niekiedy nakazów Lenina granice republik wytyczano ze szkodą Rosjan. Dziś neobanderowska Ukraina raczej wybierze wojnę z Rosją, niż da sobie odebrać terytoria przyznane jej przez „skruszonych” bolszewików, Lenina, Stalina i Chruszczowa.

W okresie przygotowań do wojny, a zwłaszcza podczas wojny ojczyźnianej, Stalin skorygował nihilistyczne potępienie całej historii Rosji i zaczęła się rehabilitacja rosyjskiego imperium. Jednak w Polsce po wojnie Sowieci zastosowali bolszewicki schemat „skruchy” za krzywdy wyrządzone nam przez Rosję carów; nurt powstańczy został podniesiony do poziomu, na jakim postawiła go poezja romantyczna. Nurty ugodowe, konserwatywne w polskiej polityce czasów PRL były potępiane i stąd pochodzi komiczne zjawisko, że „antykomuniści”, zwłaszcza młodszego pokolenia, przyjmują konserwatyzm jako decorum, a politykują jak radykałowie insurekcjoniści, apologeci powstań.

Okres PRL charakteryzował się ideologiczną dwuwładzą: „przyjaźń” ze Związkiem Radzieckim i naśladowanie jego ustroju z jednej strony i systematyczne podtrzymywanie antyrosyjskiej tradycji powstańczej.

Po upadku ZSRR pozostał tylko monopol rusofobicznej ideologii powstańczej.

Bronisław Łagowski
https://www.tygodnikprzeglad.pl

komentarzy 18 to “Leninowska rusofobia i jej dzisiejsze skutki”

  1. Korab said

    Papież Grzegorz VII zmarł w 1085 r, więc na temat dzieł Mickiewicz raczej nie mógł się wypowiadać..

  2. no i cóż tu dodać ?.
    Dobrze że jest choć jeden profesor który się nie boi , idzie
    pod prąd i stara się Polakom
    pokazać prawdziwą Ich historie i obnażyć pewne stereotypy.
    Ale ilu to pozna ,ilu czyta Gajówke i PRZEGLAD ?.
    Tymczasem legiony A.M zapełniają polskie lasy i tam się
    dzieje i rodzi prawdziwa , nowa Polska .

  3. RomanK said

    O Chazarach ..pan Lagowski nie slyszal wogole:-))))
    Dokad beda na tematy pisali tzw naukowcy sovieccy i „polscy”/// o czasach kiedy- cyt: „gdy Rosja radziecka panowała nad Polską za pomocą komunizmu.””

    No i jak nie kopnac w dupe????

  4. Boydar said

    Tylko Pan Roman może prawdę „profesorom” bezkarnie w pysk rzucać.

  5. NICK said

    ?

  6. Boydar said

    Kto dużo pyta, dostaje dużo odpowiedzi …

  7. Maćko said

    Czy autor zasugerowal, ze „rusofobizm” byl i jest finansowany przez Niemcy?

    Czy autor wspomina gdzies o wplywie interesów Thy City, czyli, tzw. brytyjskich, na zycie polityczne i gospodarcze Polski?

    Nie?

    Aha….

    Wiki: Przez blisko 10 lat (dwie kadencje) był Członkiem Komitetu Nauk Filozoficznych PAN. W pracy naukowej i dydaktycznej koncentrował się na historii idei, historii myśli społecznej, filozofii politycznej, filozofii prawa, filozofii historii.

    Autor m.in. Filozofii politycznej Maurycego Mochnackiego[1], Listu otwartego do trzydziestolatków (1991) oraz zbiorów esejów Co jest lepsze od prawdy? (1986), Liberalna kontrrewolucja (1994), Szkice antyspołeczne (1997), Łagodny protest obywatelski (2001), Duch i bezduszność III Rzeczypospolitej. Rozważania (2007).

    Zarówno w pracy naukowej jak i publicystycznej wyróżniał się niezależnością i odwagą głoszenia niepopularnych opinii[2]. Był członkiem PZPR[3]. Powszechnie znany był jego krytyczny stosunek do oficjalnej ideologii i polityki władz[4]. Jego wykłady poświęcone były tradycjom myślowym krytycznym wobec komunizmu i uczyły kolejne generacje studentów samodzielności w myśleniu o sprawach społecznych i dobru publicznym. Na seminariach czytał z zaawansowanymi studentami m.in. Arona, Bierdiajewa, Schumpetera, Hayeka, Kołakowskiego, Ortegę y Gasseta, Poppera, Schmitta, Webera, romantyków polskich, 19-wiecznych chrześcijańskich millenarystów, teologów wyzwolenia, encykliki papieży i klasyków myśli społecznej, od Platona poprzez Hobbesa, Rousseau i Kanta, Hume’a i Adama Smitha po Burke’a, Constanta, de Maistra i Tocqueville’a. W czasach PRL był jednym z nielicznych pracowników uniwersytetu, którym – pomimo spełnienia wszelkich wymogów naukowych – PZPR zablokowała nominację na stanowisko docenta[5][6].

    Nie był bezkrytycznym zwolennikiem opozycji lub „Solidarności”[7]. Wcześniej niż inni dostrzegał i piętnował słabości tych ruchów, w szczególności podejmowane przez ich członków i liderów próby wywierania środowiskowej presji moralnej i stosowanie mechanizmów konformizmu normatywnego w celu wymuszenia sztucznej jednomyślności i eliminowania opinii niezależnych i konkurencyjnych. Łagowski potrafił w sposób zaskakujący wykorzystywać okazje i sytuacje niezależnie od ich oficjalnego charakteru do wypowiadania poglądów, które uważał za słuszne i ważne a jednocześnie tłumione lub nieobecne w dyskursie publicznym: druzgocącej krytyce poddał iluzje polityczne zarówno rządzących jak i opozycji w eseju Filozofia rewolucji czy filozofia państwa, który zaprezentował – ku zdziwieniu jednych i oburzeniu innych spośród zebranych w auli Collegium Novum oficjeli – w czasie uroczystej akademii zorganizowanej w UJ z okazji obchodów święta 1 maja w 1982 r.[8], przekształcając pustą formę rytualnej ceremonii w publiczne forum obywatelskiej krytyki politycznej. Profesor Andrzej Walicki docenił oryginalność i wyjątkowość myśli Łagowskiego i nazwał go „najbystrzejszym analitykiem PRL”[9].

    Łagowski reprezentuje w spojrzeniu na politykę stanowisko realistyczne i racjonalistyczne[10], wywodzące się z tradycji oświeceniowej[11]. Nie jest ograniczony w swoich wyborach światopoglądowych ani konformizmem towarzyskim, ani dogmatyką ideologiczną[12]. Jego wizja jest synkretyczna, lecz w sposób spójny i przekonujący łączy elementy liberalizmu[13], konserwatyzmu[14] i świeckiej, lewicowej myśli społecznej[15].

    W jego pisarstwie widoczna jest błyskotliwa inteligencja, wszechstronne wykształcenie i wybitna erudycja. Jednocześnie język jego esejów i felietonów, choć bardzo elegancki i kulturalny, może nawet lekko staroświecki, jest bezpośredni, ekonomiczny, celny, czasami dobitny, wolny od zbędnych ozdobników i zaciemniających znaczenie pozornych głębi i fachowego żargonu[16]. Łagowski jest autorem niepowtarzalnym nie tylko dzięki swoistemu idiomowi stylistycznemu, ale również za sprawą oryginalnego i przemyślanego filozoficznego ugruntowania spojrzenia na politykę[17]. Publicystyka Łagowskiego, daleka od jakiejkolwiek politycznej stronniczości czy poprawności, jest bardzo wyrazista i bezkompromisowa. Wskutek tego wywołuje niekiedy kontrowersje[18] i diametralnie skrajne oceny w odbiorze, które oparte są niekiedy na nieporozumieniach, nadinterpretacji lub nieżyczliwej interpretacji, zwłaszcza ze strony publicystów reprezentujących stanowiska skrajne[19]

    W latach 70. XX wieku publikował w „Tygodniku Powszechnym” pod pseudonimami Jan Demboróg i Piotr Myszkowski[20]. Jest autorem kilku książek i licznych artykułów naukowych opublikowanych w wydawnictwach fachowych („Studia Filozoficzne”, „Reports on Philosophy”, „Universitas”) a także olbrzymiej ilości esejów ogłoszonych w czołowych periodykach kulturalnych („Twórczość”, „Polityka Polska”, „Europa. Tygodnik Idei”, „Res Publica Nowa”, „Przegląd Polityczny”), felietonów i wywiadów drukowanych w tygodnikach opiniotwórczych i prasie codziennej („Tygodnik Powszechny”, „Zdanie”, Życie Gospodarcze”, Nowe Życie Gospodarcze”, „Kapitalista Powszechny”, „Przegląd Tygodniowy”, „Polityka”, „Gazeta Wyborcza”, „Przegląd”, „Krytyka Polityczna”). Obecnie jest stałym felietonistą tygodnika opinii „Przegląd”.

  8. Głos Prawdy said

    bardzo wiele artykułów stąd ja rozeslałam swoim znajomym polakom. Milczenie albo sprzeciw. Coś umieścić z Gajówki na innych blogach jest problematyczne z powodu ataków, który powoduje sama nazwa bloga.

  9. Maćko said

    GP. Trzeba siac. Bez zasiewu nie ma zbioru, chyba ze chwasty.
    Jesli siejemy prawde, czyli zgodne z obserwowana rzeczywistoscia opnie czy fakty, to u normalnych ludzi ziarna pozostaja i kielkuja.

    Pan ( no i ja ) bijemy sie z GWnem, Jesweekiem, Przeqrvajem, Metrem, radiami czy telawizjami.
    Stad male efekty – ale karawana idzie dalej.
    Powodzenia.

    P.S. Byle czego nam nie siac, ok? 😉

  10. Boydar said

    Panie Macka, skąd u Pana taki nagły ciąg do prawdy ?!? Czyżby sprawy się miały znacznie gorzej niż wyczytać można z mediów ?

  11. RomanK said

    Pani Mcieju….. jezeli hagiografia opiera sie na niezliczonych przymiotnikach… wyraznie widac, ze cos jest na rzeczy:-)))))

  12. Maćko said

    11. Panie Romanie, to do 9 czy do 7?

  13. RomanK said

    Do 7..oczywiscie…i wie pan Niemcy nie sa Rusofobami….oni sie ich poprostu po ludzku boja…ale..zreszta neich pan to sobie poczyta..stare ale aktualne:

    http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/rosja/bij-moskala.htm

  14. Maćko said

    Swietny tekst, Panie Romanie!

    …profesor Igor Roscislawowicz Szafarewicz świetny matematyk, głęboko wierzący chrześcijanin, który z niebywałą matematyczna precyzja i uczciwością człowieka oddanego pryncypiom chrześcijaństwa dal im najlepsza odprawę w swej niewielkiej książeczce, która zatytułował „Russofobia” – [Russisher Nationaler Verein (RNV)e.V, Munchen (1989)]. Polemizując otwarcie z wymienionymi autorami naraził się na ich wściekle, denuncjujące go ataki wybitnych rosyjskich intelektualistów, zwłaszcza „szczególnie wrażliwego” Roja Miedwiediewa.

    Otóż prof. Szafarewicz cierpliwie wyłuskał spośród pseudonaukowego słowotoku, ze zasadniczym motywem owej propagandowej intektualnej agitacji, jest nienawiść i strach autorów i ich pryncypałów przed (???) nacjonalizmem.

    Stad ich demonizowanie nacjonalizmu i demonizowanie Narodu – jako świadomej swej wspólnoty i solidarnej grupy społecznej – uosabianie go z sama esencja zła, a bezpośrednim celem bezpardonowa z nim walka! I co jest ciekawe nie chodzi tu o żaden inny nacjonalizm, lecz o nacjonalizm rosyjski, o rosyjski Naród – jakoby inne narody nie miały poczucia narodowości i nie miały problemu z nacjonalizmem. Przez pośledniejszych naśladowców w krajach ościennych- te same zarzuty rozszerzane są na inne słowiańskie narody w tym, a raczej głownie na Polaków…chciałoby się zapytać dlaczego????

    Jaka role w tym „Ichnim projekcie” ma spełnić Polska?, jej mieszkańcy?, terytorium na którym mieszkają Polacy?, cały nasz polski dorobek pokoleń????? na te pytania chciałbym żnąc odpowiedz……. a Wy?

    Roman Kafel
    Listopad 1998

    Copyright (c) 2000 Fundacja Antyk. Wszelkie prawa zastrzeżone
    strona główna

  15. Shrek said

    Rosja Niemcy z Polska po środku, żyd-ki przejęli i po mataczyli, to za nimi wielu się ślini `w dzień i w nocy`.

    .https://www.youtube.com/watch?v=lEDPOPr7qiY

    nap

    [ Chazar=Aszke-nazi bojce Sefar-dim=arystokracja ] reszta jak mason i inne ruchy jak np. Syjon to przykrywka do dekla żydowskiego kotła szatańskiego.

  16. Shrek said

    Gajowym i wycieczkowiczom,

    .https://www.youtube.com/watch?v=kB67HO8tkQs

    .https://www.youtube.com/watch?v=Qt2FWAbXinY

  17. Ożdżyński said

    @1 Korab said: „Papież Grzegorz VII zmarł w 1085 r, więc na temat dzieł Mickiewicz raczej nie mógł się wypowiadać..”

    A to prawda Korabie, ale szkoda, że nie poszukałeś dalej, aby poprawić autora.

    Być może papież Pius IX nie uznałby za konieczne wciągnięcie ich na indeks, gdyby nie to, że cztery lata później wieszcz zawitał u niego. Poeta marzył, by Ojciec Święty wsparł ideę polskiego legionu, który miał wziąć udział we wstrząsającej Europą Wiośnie Ludów. Pierwsza audiencja 5 marca 1848 r. nie przyniosła sukcesu, ale uparty wieszcz wymógł drugą. Papież musiał wówczas przeżyć ciężkie chwile. Mickiewicz mówił podniesionym głosem przez godzinę, nie pozwalając sobie przerwać. Napomnienia Piusa IX, rzucane po włosku i francusku, typu: „Nie zapominaj, miły mój synu, do kogo mówisz”, puszczał mimo uszu. „A w końcu chwyciwszy Papieża za rękę, wstrząsnął nią gwałtownie i zawrzasnął: »Wiedz, że Duch Boży jest dzisiaj w bluzach paryskiego ludu!«” – wspominał ojciec przedstawiciel zmartwychwstańców, który towarzyszył wieszczowi.

    Po audiencji papież nie mógł dojść do siebie, Mickiewicz zaś ogłosił, że błogosławieństwo otrzymał, czym wprawił Piusa IX w jeszcze większą konfuzję. Wyjście z trudnej sytuacji znalazł ojciec Jełowicki. Pod jego wpływem papież zgodził się pobłogosławić sztandar legionu, lecz jednocześnie potępił nauki Towiańskiego i wciągnął „Prelekcje paryskie” na indeks. „Jutro wam przyszlę drukowany dekret del Santo Officio, który mu [Mickiewiczowi – przyp. aut.] poszlij, aby już więcej nie bruździł” – polecił Pius IX na koniec spotkania Jełowickiemu.

    I tak „Prelekcje paryskie” znalazły się na indeksie obok książek Wiktora Hugo, Honoré de Balzaca czy Émila Zoli, na trwałe zaznaczając swą obecność w kulturze europejskiej. Niestety po reformach wprowadzonych w Kościele przez Pawła VI już żadne inne dzieło Polaka takiego zaszczytu nie dostąpi.

    Dr Andrzej Krajewski

  18. NICK said

    Brak odpowiedzi jest odpowiedzią .(6).

    Zwłaszcza w kontekście: „Tylko Pan Roman może prawdę „profesorom” bezkarnie w pysk rzucać.”
    Teraz, to może… .

Sorry, the comment form is closed at this time.