Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Chwilowe zawieszenie broni

Posted by Marucha w dniu 2017-01-15 (Niedziela)

Trwający od 16 grudnia protest opozycyjnych posłów, polegający na zablokowaniu mównicy sejmowej i fotela marszałka, 12 stycznia został „zawieszony” – taką „suwerenną decyzję” ogłosił przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna.

Oczywiście z tą „suwerennością”, to przesada i to do kwadratu. Po pierwsze dlatego, że PSL wycofał się z blokowania mównicy już po ogłoszeniu decyzji o przywróceniu poprzednich zasad pobytu w Sejmie dziennikarzy, a Nowoczesna romansowego pana Ryszarda odstąpiła od protestu już poprzedniego dnia.

Ale chyba nie to zdecydowało o „suwerennej decyzji” Grzegorza Schetyny, podobnie jak wcześniej – o decyzji romansowego pana Rysia. Zdecydowały o tym te same przyczyny, które 16 grudnia doprowadziły do gwałtownej eskalacji politycznej wojny w Polsce. Nasza Złota Pani w Berlinie najwyraźniej musiała wówczas już ochłonąć ze zdumienia i zaskoczenia po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA i przypuszczam, że BND dała starym kiejkutom sygnał, by rozpoczęli realizację operacji politycznego destabilizowania Polski.

Toteż stare kiejkuty zmobilizowały nie tylko swoje politycznej ekspozytury do paraliżowania Sejmu, ale też w trybie alarmowym zaczęły z całego kraju ściągać pod Sejm konfidentów, by udawali tam „zagniewany lud”.

Jednak wirtuoz intrygi w osobie prezesa Kaczyńskiego wyprowadził rządową większość do Sali Kolumnowej, gdzie uchwalili ustawę budżetową, likwidując w ten sposób prawny pretekst, który w przeciwnym razie umożliwiłby skrócenie kadencji Sejmu i rozpisanie nowych wyborów. Wprawdzie opozycja i wynajęci przez nią utytułowani krętacze zaraz zaczęli kwestionować legalność ustawy budżetowej, ale inni utytułowani krętacze tę legalność z naciskiem podkreślali, co oznaczało, że ewentualne ustalenie przez niezawisły sąd, jak było naprawdę, może potrwać baaardzo długo.

Wprawdzie pod Sejmem pojawił się nawet Najstarszy Kiejkut III Rzeczypospolitej w osobie pana generała Marka Dukaczewskiego, na którego widok konfidenci prześcigali się w gorliwości „w obronie demokracji”, zaś do Wrocławia zjechał Donald Tusk, któremu Nasza Złota Pani – jak przypuszczam – musiała powiedzieć: chcesz frędzlu zostać prezydentem, to jazda! Uwijaj się! Pilnuj interesu! – ale kiedy wobec uchwalenia budżetu odpadła nawet namiastka legalności całego przedsięwzięcia, stare kiejkuty okazały się bezradne.

W tej sytuacji inicjatywę przejęła Nasza Złota Pani, nakazując Janowi Klaudiuszowi Junckerowi zwołanie posiedzenia Komisji Europejskiej, poświęconego ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej. Termin ultimatum, jakie w lipcu Komisja wystosowała wobec Polski upłynął bezskutecznie 27 października. I kiedy wydawało się, że siekiera została już do pnia przyłożona i stare kiejkuty dostaną nowe rozkazy w sprawie destabilizowania tubylczego państwa, czyjaś Mocna Ręka wcisnęła hamulec tak gwałtownie, że rozpędzona machina zatrzymała się niemal w miejscu.

Posiedzenie Komisji Europejskiej, zamiast zakończyć się stanowczymi decyzjami, zakończyło się sformułowaniem jakichści „rekomendacji” wobec Polski z dwumiesięcznym terminem ich realizacji. Okazało się, że do Polski z krótką wizytą przybył z USA Rudolf Giuliani, który z prezesem Kaczyńskim odbył dwugodzinną rozmowę, w trakcie której obydwaj rozmówcy dogadali się do wspólnych znajomych, a konkretnie jednego, ale za to reprezentującego ogromny ciężar gatunkowy. Mam oczywiście na myśli pana Lejba Fogelmana, z którym prezes Kaczyński chodził do szkoły, a Rudolf Giuliani zna go skądinąd, ale też od najlepszej strony. Ile i w jakiej formie Polska będzie musiała zapłacić za to wciśnięcie hamulca, to inna sprawa, ale hamulec został wciśnięty.

W rezultacie okupacja plenarnej sali Sejmu utraciła cel polityczny. Dopóki kraj pogrążony był w świątecznej nirwanie, można było ten „Muppet Show” kontynuować, ale po „sześciu królach” nastąpił bolesny powrót do rzeczywistości, co pozwoliło prezesowi Kaczyńskiemu zastosować wobec opozycji linię „porozumienia i walki”, jaką generał Jaruzelski stosował wobec podziemia w latach 80-tych.

W rezultacie okazało się, że romansowy pan Rysio nie jest aż tak nieprzejednany, na jakiego wygląda i że stare kiejkuty, które wystrugały z banana Nowoczesną, są zadaniowane trochę inaczej i przez inną centralę, niż stare kiejkuty dyrygujące Platformą Obywatelską.

W rezultacie Nowoczesna odstąpiła od protestu już 11 stycznia, podczas gdy stosowne rozkazy do przewodniczącego Schetyny dotarły dopiero dnia następnego, dzięki czemu mógł on podjąć swoja „suwerenną decyzję” o „zawieszeniu protestu”. Ten brak koordynacji zaznaczył się również w tym, że nawet kiedy Nowoczesna już od blokowania sejmowej mównicy odstąpiła, inny oddział starych kiejkutów nie tylko zmobilizował konfidentów do solidarnościowego demonstrowania pod Sejmem, ale nawet ściągnął posła Niesiołowskiego i fartuszkowego strategosa Janusza Onyszkiewicza, by asystowali alimenciarzowi-malwersantowi w jego występach.

Kto by przypuszczał, że Janusz Onyszkiewicz, mąż wnuczki Józefa Piłsudskiego, Joanny nee Jaraczewskiej, skończy jako klakier Mateusza Kijowskiego i to już po ujawnieniu afery fakturowej? Bo że poseł Niesiołowski tak się stoczy, to można było przewidzieć już dawno, podobnie jak i to, że opętanie na tle prezesa Kaczyńskiego postępuje u niego równolegle z wiekiem w postępie geometrycznym.

W rezultacie mamy w polskiej wojnie politycznej wymuszone okolicznościami zawieszenie broni. Ponieważ Nasza Złota Pani nie jest pewna ani najbliższych decyzji Donalda Trumpa, ani rozwoju sytuacji w USA, gdzie ostatnio doszło do kolejnego zaognienia politycznego konfliktu między zwolennikami demokracji kierowanej i demokracji spontanicznej, stare kiejkuty dostały rozkaz czasowego wygaszenia dotychczasowych operacji i pozostawania w pogotowiu w momencie, gdy nadejdą nowe rozkazy.

W międzyczasie mogą być trenowane przepychanki na frontach pobocznych, które właśnie otworzył pan prezydent Duda podpisując ustawę o reformie edukacji. Przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego pan Broniarz zapowiedział w związku z tym ogólnopolski strajk nauczycieli, a „studenci” – podobnie zakrojony „strajk studentów”. O jakichś demonstracjach („poproszę pieczywko!”) przebąkują również przebierańcy z niezawisłych sądów – ale czy do tego dojdzie – trudno powiedzieć, bo podczas niedawnego przemówienia prezes Kaczyński pokazał kij w postaci zapowiedzi egzekwowania odpowiedzialności – również karnej, w przypadku „łamania prawa”.

Na razie jednak przez prawie miesiąc byliśmy świadkami, jak sto kilkadziesiąt osób wodziło za nos całe państwo, które demonstruje wobec Europy ambicję powstrzymania złego Putina.

Co tu ukrywać; dobrze to nie wygląda, ale jednocześnie pokazuje, ze rząd jak ognia unika wszystkiego, co mogłoby narazić go na oskarżenie o stosowanie „terroryzmu państwowego”, jakie nieuchronnie pojawiłoby się w przypadku użycia siły wobec fajdanisów. Również fajdanisowie mają tego świadomość, więcej – do tego właśnie próbowali rząd sprowokować, by Naszej Złotej Pani dorzucić kolejnych argumentów, ułatwiających ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej w ramach „pogłębiania integracji” w Unii Europejskiej”.

Na razie do tego nie doszło, bo chyba i Niemcy, zwłaszcza przed uzyskaniem lepszego rozeznania co do poczynań Donalda Trumpa, nie życzą sobie aż takiej ostentacji, by musieli oficjalnie cofnąć demokratyczną legitymację rządowi pani Beaty Szydło i uznać alternatywny ośrodek władzy w postaci wydmuszek starych kiejkutów: Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej.

Taka ostentacja bowiem mogłaby podziałać jak lodowaty prysznic nawet na najgłupsze i najmniej spostrzegawcze kraje członkowskie UE i położyć kres niemieckiej hegemonii w Europie, a każdym razie w dotychczasowej formie. Dzięki temu nasz nieszczęśliwy kraj zyskał kolejny okres „pieriedyszki”.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

komentarzy 5 to “Chwilowe zawieszenie broni”

  1. NICK said

    Hucpa z hucpą współpracuje.
    Hucpę poganiając.
    Polskę zniewalając.
    Ostatecznie.

    Mają sukcesy i sukcesje.

  2. Delikatnie wynurzam głowę zza krzaka said

    Przed chwilą PiSowskie TVP wyemitowało dokument pt. „Pucz”. Ukazano tam palantów z PO i KOD robiących zadymy pod sejmem. Pokazano też protest Zmiany, którą zaliczono do KODu! Piskorskiego nazwano agentem Putina. Kurwa!

    To jest już nie do wytrzymania! Naród sztucznie podzielony na zwolenników KOD i PiS. Dwie bandy tego samego masoństw skłóvają Polaków. Moi krewni i znajomi znów się kłócą jak przed kilku laty za rządów Tuska. Wszystko to wina żydów. To jest jakaś zaraza!

  3. panMarek said

    Nitras – kierownik puczu i spec od penetracji cudzych rzeczy osobistych.
    Wsparcie: Kolenda-Zalewska i Krysia Jandzia ze swoim „teatrzykiem piątej klepki”.
    Nic dodać – nic ująć.
    Sądzę, że stare kiejkuty już tylko podrygują. Zaplecze im trochę się przerzedziło – wymarło po prostu. Jaruzelski, Kiszczak … I dlatego, po raz pierwszy bezpieka Kaczyńskiego okazała się lepsza od bezpieki „starych kiejkutów” w sprawie „ryśka i mateusza”.
    Już samo usadowienie autora słynnego zdjęcia w samolocie świadczy o dużej precyzji działania i dalekosiężnym planowaniu bezpieczniaków p. Kaczyńskiego. Tych zasrańców filmowano w podróży i wybrano „najciekawsze” miłosne zdjęcie. To nie był przypadek. Poza tym PiS dysponuje nasłuchami z komórek i e-maili. To jest bezcenne źródło informacji. Tacy jak „mazguła” są bez szans z nowoczesną techniką, co obserwujemy przez ostatnie miesiące.
    Myślę, że teraz będzie z górki p. Jarosławowi. Dwa dobre ruchy w czasie nirwany świątecznej i po „przeciwniku”. Schetyna się trochę zapiera raciczkami ale i na niego przyjdzie kolej.
    Kaczyński przyjął dobrą metodę konfrontacji poprzez ośmieszenie (np. Wtylewizji).
    Bezkrwawo i klawo.

  4. Kazek said

    Szzcuneczek dla pana Marka

  5. Siggi said

    http://wpolityce.pl/polityka/323507-top-5-fragmentow-wywiadu-siostry-kijowskiego-dla-wsieci-jak-zostal-szefem-kod-ktos-go-musial-wypchnac-z-szeregu

Sorry, the comment form is closed at this time.