Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Prezydentura Trumpa a sprawa polska – (cd. tekstu z 17 grudnia 2016 r.)

Posted by Marucha w dniu 2017-01-23 (poniedziałek)

Część 1 – http://piastpolski.pl/prezydentura-trumpa-a-sprawa-polska/

Wszystko to można by jeszcze jakoś – z wielką biedą – wytrzymać, ale już niektóre zachowania i „popisy” min. Waszczykowskiego zdecydowanie, skrajnie ostentacyjnie wykraczają poza wszelkie – pisane i niepisane – reguły i normy panujące w świecie dyplomacji.

Chodzi tu zwłaszcza o jego pośrednie przyznanie się – w dodatku już po fakcie, czyli już po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich w USA (sic!) – iż on sam, kierowany przez niego resort, i w ogóle cała obecna ekipa rządząca w zasadzie całkowicie bagatelizowały, a nawet w pewnym sensie bojkotowały kandydaturę Donalda Trumpa na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Jakże bowiem inaczej można zinterpretować odpowiedź na postawione mu w trakcie jednego z telewizyjnych wywiadów (przez B. Rymanowskiego) pytanie, czy „Polska ma swojego człowieka w ekipie Trumpa”?

A odpowiedź ta zabrzmiała tak: „Z tego, co wiem, tam są Polacy, związani z Polonią. Trzeba będzie natychmiast uruchamiać wszystkie kanały…”.

Jest to odpowiedź w istocie szokująca. Nie wdając się tu już w dywagacje, czy p. minister wiedział o istnieniu owych „Polaków związanych z Polonią” jeszcze przed rozstrzygnięciem się wyborczego pojedynku, czy też uświadomiono mu to już po fakcie, łatwo – już na podstawie tylko tej jednej, jedynej wypowiedzi – skonstatować, że nie dopuszczał do siebie absolutnie myśli o innym możliwym rozwiązaniu niż gładka i pewna elekcja H. Clinton.

Czy wydedukował to we własnym zakresie, czy szedł do końca ślepo i bezwładnie na pasku gruboskórnie preparowanych sondaży, czy może wreszcie dostawał pewne „cynki” od takich czy innych zakulisowych ośrodków sił ustanowionych – jest tu już kwestią drugorzędną i w zasadzie nie wartą nawet roztrząsania.

P. Clintonowa miała po prostu wygrać i już, z tego chociażby prostego powodu, że p. Waszczykowski i całe jego otoczenie bardzo, ale to bardzo tego chciało, w dodatku owo chciejstwo opierało się na jednym zasadniczym, naprawdę ważnym motywie – mianowicie jej wybór dawał perspektywę dalszej kontynuacji bezrefleksyjnego i beztroskiego szczekania w rosyjską stronę zza – przynajmniej teoretycznie – szczelnej amerykańskiej gardy. Wszelkie inne kryteria i przesłanki tak naprawdę się nie liczyły.

Naturalnie p. Waszczykowski – swoim zwyczajem – nie widzi jednak specjalnego powodu ani do wyrażania zaniepokojenia wytworzoną sytuacją, ani tym bardziej do samokrytyki, i optymistycznie liczy, że problem rozwiąże się sam:

„(…)Jesteśmy na dobrej drodze, bo Amerykanie są w tej chwili u nas, więc my możemy mówić Amerykanom jasno: Polska jest zabezpieczonym krajem. Możemy odejść od tylko wyłącznie kwestii bezpieczeństwa wojskowego i przejść na poważną współpracę gospodarczą…”.

Innymi słowy, wynika z tych słów jasno, że jak dotąd żadnej takiej „poważnej współpracy gospodarczej nie było! A na czym można opierać nadzieje i rachuby na jej zainicjowanie? Niech zgadnę – czy na wdrożeniu CETA?

Zresztą to tylko taka mała przygrywka do głównego akordu. Oto bowiem p. minister bez najmniejszej krępacji wyznaje:

„(…)Mam nadzieję, że Donald Trump skoryguje wyborczą retorykę (wymierzoną w establishment i tzw. poprawność polityczną) i wróci do realizowania interesów amerykańskich…”.

Jedyną zdroworozsądkową reakcją na takie postawienie sprawy może być już tylko całkowite osłupienie. Oto jakiś tam minister podrzędnego kraju wasalnego nie tylko wie najlepiej, w czym i jak mają się wyrażać własne, bezpośrednie interesy hegemona – ale jeszcze deklaruje to zupełnie otwarcie. I to jeszcze w sytuacji, w której tenże prezydent-elekt wygrał wybory, obiecując głównie właśnie powrót do sumiennej i rzetelnej realizacji tychże „interesów amerykańskich”.

Cóż, p. Waszczykowski ma to szczęście, że D. Trump ma teraz moc o wiele ważniejszych spraw na głowie niż tego rodzaju drobnostki, ale niech się skrupulatnie wystrzega kolejnych tego rodzaju kardynalnych nietaktów – chyba, że pragnie jak najszybciej zakończyć swoją ministerialną misję.

Czy zdążono już uruchomić owych „Polaków związanych z Polonią” w sztabie Trumpa (czyżby chodziło np. o Coreya Lewandowskiego?) – niepodobna powiedzieć. Jest (będzie) to wszakże wyzwanie niełatwe – przynajmniej gdyby rozchodziło się nie tylko o samo ich „uruchomienie” ale i o wywarcie za ich pośrednictwem konkretnego wpływu na określone kroki i decyzje nowego amerykańskiego prezydenta.

Trump zechciał się, co prawda, pochylić po polskie, a ściślej mówiąc, polonijne głosy jako pierwszy amerykański polityk czy też osobistość tej rangi od wielu, wielu dziesięcioleci – wszelako nie należy przeceniać wagi i konsekwencji tego faktu. Po pierwsze, był on zmuszony do szukania poparcia, gdzie tylko się dało, a więc także i sięgania do pewnych „nisz”, z takich czy innych przyczyn pryncypialnie ignorowanych przez butną i pewną swego kontrkandydatkę.

A że traktował swą prezydencką kandydaturę nie tylko w kategoriach misji, ale i do pewnego stopnia swego rodzaju przedsięwzięcia biznesowego – miał tym większą determinację i wolę zwycięstwa. Co jednak istotniejsze, pozyskał te polonijne głosy w zasadzie za darmo, a konkretnie za kilka „ciepłych słówek”, co jest też pochodną obecnej kondycji polskiej społeczności w USA – uderzająco rozbitej, słabo zorganizowanej, zwłaszcza od strony politycznej, i pozbawionej wyrazistych, charyzmatycznych przywódców.

Oczywiście sam fakt poparcia kandydata w sposób oczywisty lepszego z polskiego punktu widzenia i w dodatku kandydata, który wygrał, ma oczywiście swoje – większe lub mniejsze, tego jeszcze nie wiemy – znaczenie, a więc naszym rodakom zamieszkałym w USA należą się słowa podziękowania, gdyż zrobili to, co w danym miejscu i czasie zrobić mogli.

Niemniej, ponieważ Trump niczego (poza wizami, które akurat nie leżą w jego bezpośredniej mocy i kompetencjach) konkretnie im nie obiecał, nie zaciągnął też i wobec nich, a za ich pośrednictwem także i Polski, żadnych konkretnych zobowiązań. Zresztą może będzie lepiej, jeśli p. Waszczykowski w ogóle nie będzie próbował nikogo i niczego już „uruchamiać”, bo to może jeszcze przysporzyć Polsce dodatkowych nieszczęść…

Póki co nie ma ku temu raczej większych obaw, jako że praktycznie cały polskojęzyczny establishment najwyraźniej postanowił ograniczyć się do ufnego czekania na rezultaty zmasowanej wojny, jaką cała tzw. partia wojny (War Party), wydała Trumpowi. A są to działania absolutnie bezprecedensowe, robiące jako żywo wrażenie pełzającego zamachu stanu.

Naturalnie bezpośrednie utracenie, czy raczej niedopuszczenie prezydenta-elekta do objęcia urzędu nie wchodzi tu w ogóle grę, niemniej z ogromnym nakładem sił i środków dąży się do maksymalnego związania mu rąk już na samym starcie prezydentury, drastycznego podważenia jego wiarygodności, zwłaszcza poprzez ukazywanie jego wyboru przez pryzmat rzekomej „kreacji Putina”, uprzedzającego zaszachowania jego możliwych posunięć, słowem – do „ucywilizowania” Trumpa i poskromienia jego niesforności.

Ta potężna „partia wojny, poza samym neokonserwatywnym jądrem, połączyła w swych szeregach takie potężne czynniki wpływu, jak m.in. największe amerykańskie massmedia, służby specjalne, lobby zbrojeniowe, różnych wojskowych „jastrzębi”, którzy tak zrośli się z ideą jedynego globalnego hegemona, że wprost nie dopuszczają myśli o możliwości jakiegokolwiek jej umniejszenia – a jej głównym narzędziem jest oczywiście ustępująca administracja Obamy, wdrażająca bezceremonialnie typową politykę faktów dokonanych, i podrzucająca nowemu prezydentowi „kukułcze jaja”, gdzie tylko się da.

Elementem tej polityki faktów dokonanych jest bez dwóch zdań również i zainstalowanie wojsk USA na terytorium Polski, powitanych tu przez sfery oficjalne z wielką pompą jako „najlepsza i najwspanialsza armia świata”. Co prawda, był to krok ustalony i przesądzony już uprzednio, na ostatnim warszawskim szczycie NATO, a więc także i nowa administracja byłaby – chcąc, czy nie chcąc – zmuszona wdrożyć go w życie. Ale mogła go przecież wdrożyć w innym, mniejszym, skromniejszym, być może zupełnie symbolicznym wymiarze – należało więc takiej możliwości zapobiec.

Można i należy w całej rozciągłości zgodzić się z posłem Robertem Winnickim (RN), który stwierdził:

„(…) »rosyjska agresja« ma być kluczem do wyjaśnienia całej złożoności sytuacji międzynarodowej, w której ważą się interesy rozmaitych podmiotów. Tymczasem, napędzanie tego typu histerii nie ma żadnych walorów poznawczych. Najbardziej martwi mnie jednak całkowite uprzedmiotowienie Polski przy aplauzie wszystkich głównych sił politycznych. Obama wysyła tu wojska pod koniec swej kadencji, wiedząc, że Trump zamierza zmienić charakter dotychczasowych relacji z Rosją. Terytorium Polski jest więc narzędziem rozgrywania odchodzącej ekipy rządzącej w USA przeciwko swoim następcom z przeciwnego obozu, jest miejscem harców amerykańskiej „partii wojny” z kręgów globalistycznych celem zachowania wpływów. (…)

Przede wszystkim jednak amerykańscy żołnierze w Polsce to czytelny sygnał dla świata, że polskie sprawy nie rozstrzygają się w Warszawie, lecz w Waszyngtonie. Peany na część Amerykanów wygłaszane przez premier Szydło to także cios w morale naszej własnej armii. Widocznie niepodległa Polska wykracza poza horyzonty myślowe znacznej części polskiej klasy politycznej, skoro nie możemy funkcjonować inaczej niż „wschodnia flanka” czy „przedmurze…”:

>http://www.kresy.pl/wydarzenia,bezpieczenstwo-i-obrona?zobacz/robert-winnicki-strach-przed-rosja-napedzaja-srodowiska-ktore-zlikwidowaly-niepodleglosc-na-rzecz-Brukseli-i-Waszyngtonu

Trzeba tu tylko dodać refleksję, że te wiernopoddańcze, „wasalne” peany mają, przy braku oznak publicznego sprzeciwu na większą skalę, najpewniej dopomóc do wytworzenia propagandowego obrazu w samej Ameryce, że Polacy jak jeden mąż z niezwykłym wprost utęsknieniem wyczekiwali owych amerykańskich wojsk i aż wprost promienieją ze szczęścia, widząc je u siebie – a tym samym wpłynąć na utrzymanie w jak największym stopniu dotychczasowej linii polityki Stanów Zjednoczonych względem całego regionu.

Tymczasem zanosi się wyraźnie na jej duże korekty, i to wcale nie idące bynajmniej w poprzek elementarnym polskim interesom narodowym. Jeśli bowiem np. D. Trump w swoim ostatnim słynnym wywiadzie dla „The Times” i „Bild” odnosi się mocno ambiwalentnie, a nawet wprost krytycznie wobec Unii Europejskiej w obecnym jej kształcie, jeśli wyraża się w tonie nadzwyczaj przychylnym i optymistycznym o Brexicie, jeśli – najzupełniej w zgodzie z faktami – określa ją „instrumentem (wehikułem) niemieckiej dominacji (w Europie)”, wchodzącym w kolizję z interesami USA – to można – naturalnie z polskiego punktu widzenia – tylko temu przyklasnąć.

Przecież jest to jakby uchylenie pewnej furtki dla działań idących nie tylko w kierunku pewnego upodmiotowienia samych relacji polsko-amerykańskich, ale i rewizji obecnej niemieckiej hegemonii, zwłaszcza gospodarczej, w UE i całej Europie, swego rodzaju przyzwolenie, a nawet zachęta dla wyrwania się spod tak mocno duszących i krepującą naszą energię i nasz potencjał obcęgów Mitteleuropy.

A tymczasem reakcją obecnej ekipy rządzącej i w ogóle całej kasty politycznej jest grobowe milczenie – i to w sytuacji, gdy ekipa ta uchodzi za najbardziej proamerykańską z proamerykańskich. J

akże zresztą może być inaczej, skoro już wcześniej zdążono złożyć – i to kilkakrotnie – swoiste wyrazy solidarności, a nawet hołdy lenne względem mocno krytykowanej przez Trumpa A. Merkel, niezależnie od pewnych „zastrzeżeń” co do kształtu jej polityki imigracyjnej.

Jest także już „oczywistą oczywistością”, że – pomimo najbardziej nawet uroczystych zaklęć – sytuacja zmierza wyraźnie i nieubłaganie ku wyraźnemu odprężeniu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. Będzie to zapewne proces trudny i żmudny, o trudnych, wprost niemożliwych do przewidzenia efektach, które mogą okazać się ostatecznie równie dobrze bardzo znaczące i wymierne, jak i znikome, a nawet wprost żadne – zwłaszcza że obydwie strony występują wyraźnie z pozycji siły.

Niemniej, i Moskwa i nowa administracja w Waszyngtonie będą się starały, i to szczerze, osiągnąć znaczącą poprawę wzajemnych relacji z tego prostego powodu, że obecny ich stan i poziom nie służy ich obiektywnie rozumianym interesom, pomimo ewidentnych sprzeczności, występujących w wielu polach i płaszczyznach.

Najlepszym potwierdzeniem faktycznej woli i intencji Kremla w tym zakresie jest choćby jego nadzwyczaj powściągliwa reakcja względem mających jawnie prowokacyjny podtekst ostatnich decyzji B. Obamy o wydaleniu znacznej liczby rosyjskich dyplomatów z terytorium Stanów Zjednoczonych, a także o dalszym zaostrzeniu amerykańskich sankcji gospodarczych i tzw. personalnych.

Rosjanie nie liczą przy tym wcale na jakiś przełom, ani nawet na znaczące amerykańskie ustępstwa, ale po prostu na równe miejsce przy negocjacyjnym stole i zwykły, można by rzecz, biznesowy pragmatyzm Trumpa, z którym będzie można się dogadać na zasadzie: „coś za coś”, w miejsce trwających dotąd ideologicznych krucjat i ciągłego mieszania się w ich sprawy wewnętrzne.

Druga strona zdaje się rozumować podobnie, czego wyrazem wydaje się być choćby nominacja Rexa Tillersona, dotychczas dyrektora generalnego potężnego giganta paliwowego Exxon Mobil, a więc typowego menedżera, a nie zawodowego polityka – na nowego sekretarza stanu.

Co znamienne, tenże Exxon Mobil zainwestował w Rosji całkiem spory kapitał w okresie tzw. resetu, rozpoczętego w 2008 r., a zakończonego definitywnie odpaleniem kijowskiego Majdanu, i poniósł następnie dotkliwe straty wskutek wzajemnych sankcji i konieczności zwinięcia większości interesów w tym kraju. Zdążył jednak w międzyczasie, w kooperacji z rosyjskim państwowym koncernem Rosnieft, rozpocząć m.in. eksploatację wysokooktanowej ropy naftowej, inwestując w platformy wydobywcze umiejscowione na rosyjskim szelfie polarnym na Morzu Karskim.

Forsowanie właśnie tej kandydatury (musi być ona jeszcze formalnie zatwierdzona przez amerykański Senat, jednakże, mimo wszelkich związanych z nią kontrowersji, trudno zakładać, żeby republikańska większość chciała rzucać Trumpowi otwarte kłody pod nogi ot tak już na samym starcie prezydentury), mimo zdecydowanego sprzeciwu większości prominentnych przywódców zarówno republikanów, jak demokratów – najlepiej oddaje priorytety nowego amerykańskiego prezydenta.

Ciekawe w tym kontekście, kiedy obecna ekipa rządząca uzna w końcu konieczność choćby jakiego takiego unormowania i załagodzenia relacji polsko-rosyjskich? Czy dopiero wtenczas, kiedy zrobi to uprzednio pomajdanowa Ukraina i tym samym nie będzie już „obowiązku” jej obrony? Całkiem możliwe – tyle tylko, że w takim wypadku grozi nam stoczenie się do pozycji kompletnego zaścianka i swoistego politycznego skansenu, pomimo geograficznego położenia w samym centrum Europy…

Janusz Włodyka
http://piastpolski.pl/

Odpowiedzi: 24 to “Prezydentura Trumpa a sprawa polska – (cd. tekstu z 17 grudnia 2016 r.)”

  1. Dyplomat said

    Waszczu, „kfiat polsko-jezycznej duplomacji”.

  2. Dziadzius said

    -“Protest is not enough to stop Trump”- I wonder what she means- surely not calling for assassination
    .http://www.spiegel.de/international/world/anne-applebaum-interview-about-president-donald-trump-a-1130988.html#ref=nl-international

  3. Stan said

    Niektóre świry nawet rozumieją język angielski, ale nie nie wiedza co się w świecie dzieje.
    Skłóceni z sąsiadami zostaną sami w śmierdzącym szambie, a inni będą dalej się bogacić i rozwijać.
    Hańba na całej linii obojętnie z której strony by nie spojrzeć.

  4. Stan said

    Wszystkie kundle szczekali w jednym kierunku, a tu sytuacja się dramatycznie zmieniła.
    Szok. Najlepszym wyjściem byłoby wymienić wszystkie kundle na owczarki.
    Ciekawy jest ten świat.

    Dzisiaj 23.01.2017 jest pierwszym dniem, kiedy to nowa administracja amerykańska zaczęła
    współpracować z Rosja w walce z terroryzmem.
    Brawo. Czekaliśmy na ta chwile zdecydowanie za długo.
    A ja tak bardzo pragnę żyć w spokojniejszym świecie.

    Skompromitowana administracja „bamby” nie dała jeszcze za wygrane, ale są to tylko ostatnie podrygi.
    Bambo w ciągu ostatnich 8 lat zwiększył zadłużenie USA z 10.69 trylionów $ w 2008 roku po objęciu
    prezydentury do 19,57 trylionów $ w styczniu 2017 po zakończeniu.

    Wszystko kosztem amerykańskiego podatnika i o zgrozo w dużej części zwiększenie
    zadłużenia było przeznaczane na wojenki to tu to tam.
    A co niektórzy się bogacili i otrzymywali dodatkowe premie za zakup szabelek.

    http://finance.yahoo.com/news/heres-much-debt-us-government-111000046.html

  5. Yagiel said

    no trudno, akurat w tej sprawie PiS nie różni się od PO – z jakiego powodu? Chyba z takiego, że PO już lata temu zmarnowała wielkość Solidarności i popularność aż światową – także przecież w USA: przemówienie w Kongresie – Wałęsy. Nie mogę pojąć, dlaczego… A to znaczy, że niemal cała klasa polityczna III RzP niegodna jest właśnie RzeczyPospolitej, zadowalając się jakąkolwiek Polską. Ale żeby az tak denną, jak w wykonaniu MSZ/Waszczykowskiego? Tolerowanie czy raczej ignorowanie go i w Kremlu, i w Białym Domu świadczy o tym, że nie szanuje się tam państwa, które samo siebie nie szanuje…
    Jako RzeczPospolita Solidarności/Wałęsy mieliśmy swoje 5… 2 minuty dziejowe, Armia Czerwona wycofana… gospodarcza armia niemiecka wprowadzona bez sprzeciwu Białego Domu – dlaczego? Teraz BD ma obiekcje co do Deutsch/UE? Za co: za uległość Merkel wobec Putina, gdy sami chcą z nim dobrze? Merkel trzyma sankcje jednak – zależy jej na Ukrainie: dlaczego Stanom nie? Nie było i nie będzie wojny o Krym, ok, ale o Ukrainę w ogóle? Wyraźnie Ukraina jest ważniejsza od Polski – gdyby nadal była RzP/Solidarność, byłoby inaczej?odwrotnie? Czy niemiecka UE+MittelOjrop+Ukra mogą być choć w przybliżeniu tak ważne dla BD/biznesu USA tak ważne, jak Chiny?? Nie sądzę – więc?
    O jakiej podmiotowości/niepodległości P o l s k i można mówić? Można – było – mówić o podmiotowości III RzP/Solidarności, wtedy budować nie tyle Słowianię, ile Jagiellonię, gdy Litwini i Węgrzy to Bałtowie; Węgrzy zresztą zgermanizowani już za Jagiełły…
    Podoba mi się rzeczowośc, choć ograniczona, tego artykułu, lecz jakie on ma znaczenie, jaki cel? Przy tezie, że zupełnie nie od nas zależy, czy w Polsce! są czy nie są Amerykanie w czołgach i rozrzucają po szosach pociski do nich… Równie dobrze możemy dyskutować o naszym wpływie na to, czy La Ligę wygra Real, Barcelona czy…?

  6. Yagiel said

    Zresztą czy jest to tekst spójny logicznie? Z jednej strony Trump olewa UE, tj. większość Europy „naszej” oraz Ukrainę, olewa czy karci Markel/NIemcy, a z drugiej strony ważność walki z terroryzmem islamistów, który groźny jest tylko dla Europy? Co Trum[owi wadzi islamizacja Europy? Prędzej Putinowi, ale każda Europa kupi gaz i ropę: zimy mamy! I jeszcze z tej drugiej strony ważność tego, co „w samym środku Europy”?? Tzn. w samym środku NICZEGO ! (Wyspa/Brytania to nie Europa, to Wyspa.) No to albo się ma świadomość NIC-miejsca na Globie/Ziemi, albo się zna jakiś powód, dla którego „sam środek Europy” jest ważny… Ja nie znam, pomijając mą dumę z bycia Polakiem-Jagiellonidą (mentalnym drużynnikiem króla).
    Raczej nie dlatego wstyd za Waszcza, że kompromituje sam środek Europy, że przed Ameryką czy Kremlem wstyd, tylko dlatego, że my sami go tolerujemy, cierpliwie jak masochiści! Sami siebie nie szanujemy – w samym środku Europy? W samym środku siebie. Sami z siebie głupi jesteśmy demokratycznie i chyba nie najgorzej, że wymieramy wraz z całą Europą krzyży…
    Bo co jest w samym środku X (krzyża)?

  7. Odsrodek said

    Scisle kierownictwo PISU podlegalo I podlega pod scisla kontrole Syjonistycznych Demokratow z Rockefeller , Rotchild , I ich zbrojne ramiona (Soros – Clinton) I Polskie pododzialy…Polscy Syjonisci z PIS – u byli swiecie przekonani Ze ich mocodawcy z Ameryki (demokraci ) wygraja wybory I dalej beda mogli kontynuowac polityke ,,zdrady I zaprzanstwa,, … a tu TRUMP ( sa w szoku …)

  8. Dziadzius said

    @6, Yagiel,
    Usrael ma tez powazny problem z muzumanska immigrcja – Sa juz [n.p w Minesota] tak jak w szwecji czy francji miejsca gdzie
    bialy nie wchodzi bo ostatni prezydent muzulmanin wpuszczal swoich braci bez lustracji a znow setki i setki przychodzily z meksyku. Isalm ma specjalna uraze [ i nie bez przyczyny za te miljony ton o roznych bomb co USrael rzucil na nich] do USraela bo dla nich to czerwony diabel podczas gdy JEwropa dla muzulmanow to miejsce wypoczynku i dobrej poje**ki z chetnymi i wdziecznymi feminazi.

  9. gosc said

    Prezydent Donald TRUMP odwolal 80-ambasadorow -NOW!- a pan min-MSZ ilu?

  10. peacelover said

    add 9 Gosc

    …odwolaja ! …odwolaja !, a potem pojada razem ze swoimi szefami na wycieczke nonreturn do israHella !!

    A to wszystko sie odbedzie, gdy projekty : POLIN, ZYDOBANDERA i GREATER ISRAEL juz beda w fazie kompletnego unicestwienia !!

    Pomimo ciaglych przeszkod i sabotazu

    „AMERICA FIRST” jest haslem , ktore potwiedza to, co powyzej !!! A i Putin chyba przystanie do spolki !!

  11. Stan said

    Panie Prezydencie Duda – Polacy czekają, aby pan również zaczął od priorytetów dla Polaków i Polski,
    a nie wizytował na zmianę w Izraelu po wskazówki i stosowanie się do nich.

    Koniecznie proszę pogłębić wiedzę historyczną i nie obrażać Narodu Polskiego wieloma
    wypowiedziami do przedstawicieli żydowskich i wcale się nie cieszymy z pańskiej bliskości z tym państwem.

    Naród cieszył się na zmianę, ale ta zmiana brnie coraz bardziej w bliskość naszych wrogów.
    Nie informowanie rodaków o rozmowach w Izraelu niepokoi nas.

    Czy rząd i pan wizytuje tam z własnej woli, czy na ich wezwanie?
    Co pan obiecał Żydom?
    Pora działać dla dobra Polski i Narodu.

  12. Yah said

    Ad 11

    „Czy rząd i pan wizytuje tam z własnej woli, czy na ich wezwanie?
    Co pan obiecał Żydom?
    Pora działać dla dobra Polski i Narodu.”

    Panie Stan to Pan ma jeszcze jakieś złudzenia ? Miał Pan jakieś ? Ja już od dawna nie mam.

  13. Stan said

    Ad: 12 Yah
    Ja już od dawna nie miałem złudzeń.
    Pisze, to aby inni co mają jeszcze złudzenia (a takich jest dużo) przejrzeli na oczy
    i wszystko było jasne dla kogo oni pracują i jaki mają cel.
    Więcej dowodów nie trzeba mieć.
    Wszystko jasne no i co?
    Wasale brną dalej w cuchnące szambo z którego będzie trudno wyjść i się pozbierać.

  14. Yagiel said

    Ładnie-pięknie, panowie, ale czy emocje wystarczą na USrael? Pokrzykujecie, jak Zbyszko w gospodzie, że teraz zabije każdego krzyżaka z pawim piórem – on następnego ranka zaatakował Lichtensteina, posła Zakonu, itd. Wy idziecie dalej: zablokowani przez Powałę krzyczycie: Jedzie odebrać nam dziecko Jadwigi! Mówi, że to nie Jagiełły tylko NIemca dziecko! Zabij go, Powała, zabij łobuza! (Kto widział tę noworodkę – do kogo podobna? do końca zycia patrioci wawelscy twierdzili, że żadne dziecko Jagiełły nie było Jagiełły)
    Teraz twierdzicie, że PAD/PiS to Lichtenstein/Zakon, który na wezwanie grzecznie zgłasza się na Wawel… Myślicie, że bez wezwania poseł Zakonu by nie przybył na poród/święto? Wiem, PAD to nie poseł a, formalnie, prezydent III RzP, ale realnie to ktoś znacznie mniej niż Lichtenstein w Zakonie – i co z tego? Zakon grzeczniutko tuptał na Wawel, bo tak trzeba w polityce na poziomie: z równie silnym trzeba się liczyć, a z wrogiem rozmawiać (aż do wojny, wtedy)!
    Zresztą, będąc mądrzejsi od Zbyszka, atakowalibyście tych z pawimi piórami krzyżaków, czy tych nieco dyskretniejszych? Dlatego pytanie: o czym rozmawiali? jest podstawowe. Musimy rozmawiać, oby mądrze, więc – o czym?
    A wy już wiecie, że „wasale brną w szambo” – w każdej królewskiej rezydencji jest wychodek, lecz mam nadzieję, że w innym miejscu PAD rozmawiał i nie o tym, który papier podać… To, co wy „wiecie”, co wy piszecie, to pisz-maluj Zbyszko, 17-latek cięzkawy na umyśle za to chętny prać, stryjku?! – to może pogadajcie najpierw z jakimś stryjkiem? W tym stylu jesteście nawet ne wasalami USraela. Miłego dnia!

  15. Yagiel said

    A swoją drogą ciekawi mnie, czy Trump/cesarz USraela zechce kontynuować protektorat nad Zakon/Izraelem? kto do kogo posła pośle? Zabawne, jak bardzo układ USA-Izrael przypomina układ Cesarz Rzymski Narodu Niemieckiego-Zakon. Pamiętacie, jak wtedy Jagielło rozegrał (bo nie rozerwał) ten związek? Pozbawił cesarza-NIemca prawa dysponowania ziemiami „pogan”, na soborze w Konstancji odmówił mu i odebrał „prawo” LEGIZMU – jaki by dziś był odpowiednik tamtego majstersztyku?
    No ale wy wiecie, że to Zakon wymachuje cesarzem, tj. Izrael Białym Domem – co zapewne bardzo peszy Trumpa i spowoduje, że was poprosi na doradców albo ambasadorów USA (tyle że bez pawich piór)

  16. Yah said

    Ad 13

    Któryś z panów napisał w Gajówce, że mamy wybór – utonąć w czystej wodzie, albo pływać w szambie.

    Pozdrawiam Pana

  17. Joe said

    Panie Yah…nikt na swiecie nie chcial byc chory i Narod Polski tez nie chcial.Bolszewizm zaifekowal,a Solidarnosc miala byc lekarzem i atybiotykiem w tym „leczniu” ,ale nastapily manipulacje.Dzis PO latach widac jak na filmie Rentgena…
    My starsi sluzymy swoja pamiecia,ale Wy mlodzi musicie strery brac w swoje silne i zdrowe rece….Bo Ocean Zycia nie jest dobry ani zly…tylko nie toleruje ,naiwnych i glupich.

  18. VA said

  19. RASIZM i nienawiść kolorowych "demokartów" w USA się GWAŁTOWNIE nasila w kierynku rozpętania WOJNY domowej ! said

    Po przegranych prezydenckich i parlamentarnych „demokratycznych wyborach” w listopadzie 2016 roku w USA przez PRZESTĘPCZY gang polityczny tzw. „partię demokratyczną” ATYWIŚCI tego gangu dostali „kolorowej gorączki” i otwarcie ZAJADLE atakują BIAŁYCH ludzi zwłaszcza w stanach północnych – zimniejszych stanach, gdzie jest zdecydowana przewaga białych ludzi.

    Skutki napędzania retoryki RASISTOWSKIEJ przez żydo-komunistyczne centralne media w USA i na Świecie jak CNN, MSNBC, ABC, FAX … i im podobne, które kreowały siebie za NAJWIĘKSZĄ siłę oraz faktyczną WŁADZĘ z „tylnego siedzenia” jako mentorzy „partii demokratycznej” nie mogą się w żaden sposób pogodzić ze swoją PRZEGRANĄ 2016r w polityce amerykańskiej.

    Obecnie, wielu skrajnych BIAŁYCH ultra liberałów INDAGUJĄ murzynów i kolorowych ludzi, członków ruchu LGBT, homoseksualistów … itp. do stawienia czynnego ZBROJNEGO oporu przeciw BIAŁYM ludziom, którzy wg obecnych centralnych mediów są prawie WSZYSCY rasistami, oraz wg opinii np. aktywistki Sally Boynton Brown szefowej „partii demokratycznej” w Stanie Idaho(Executive Director of the Idaho Democratic Party), gdyż ci biali ludzie nie chcą USTĄPIĆ miejsca ze stanowisk władzy kolorowym ludziom, którym według „demokratów” ta władz BARDZIEJ się należy niż białym ludziom.

    Biała rasistka Sally Boynton Brown ma męża murzyna, a jej faktyczne panieńskie nazwisko jest Sally Ann Wilson.

    Ta „biała” RASISTKA, liberalna aktywistka o nazwisku Sally Boynton Brown, która została wybrana na SZEFOWĄ gangu politycznego „partia demokratyczna” w Stanie Idaho w USA, oficjalnie publicznie twierdzi, że Stan Idaho jest zbyt „białym stanem” gdyż tam mieszka za DUŻO białych ludzi, a za mało kolorowych ludzi, wiec TRZEBA to koniecznie zmienić. . .

    Wczoraj 23 stycznia 2017 roku ta RASISTKA Sally Boynton Brown oficjalnie publicznie oświadczyła, że białych ludzi w Stanie Idaho, którzy są zdecydowaną WIEKSZOŚCIĄ w tym stanie trzeba ODEPCHNOĆ lub nawet ZDMUCHNĄĆ(np. wybuchem) od władzy w USA, a jak ci biali ludzie będą się dalej pchać do władzy to należy zacząć strzelać ponad głowami tych ludzi, aby ich tym sposobem powstrzymać …

    To Burak Obama razem z ŻYDAMI i jego murzyńskimi klanami w Waszyngtonie oraz murzyńskimi klanami, którzy dostali się na centralne MIANOWANE stanowiska władzy w administracji amerykańskiej w całym USA za czasów rządów murzyna Obamy, uważają że pokojowa zmiana SKORUMPOWANEJ murzyńskiej władzy w USA na bardziej UCZCIWĄ i obiektywną władzę jest ZAMACHEM na tych zdeprawowanych murzynów, którzy są aktualnie przy władzy.

    Aktywistka Sally Boynton Brown – Executive Director of the Idaho Democratic Party zaapelowała do zbrojnej OBRONY swoich stołków władzy kolorowego/murzyńskiego całego ZASIEDZIAŁEGO estabłyszmentu w Waszyngtonie i całej Ameryce, aby NIE dopuścić do mianowania na stanowiska w państwowej administracji amerykanskiej „białych” obywateli, gdyż JAKOBY wszyscy biali ludzie” to RASIŚĆI … gnębiciele murzynów i kolorowych ludzi …

    W USA media opanowane przez żydowską rasistowską mafie jak CNN, MSNBC, ABC, FAX … zagrzewają do siłowego OBALENIA białego BLONDYNA obecnego prezydenta USA Donalda Trampa, który jest białym BLONDYNEM wiec dlatego jest „RASISTĄ”.

    „Sally Boynton Brown blasts white people” :

    lub tutaj:

    DNC Candidate: Sally Boynton Brown Democrat elites applaud shutting up white people. Scary stuff.
    https://www.c-span.org/video/?c4651471/dnc-candidate-sally-boynton-brown

    W USA za czasów rządów murzyna B.Obamy prawo zostało „zmodernizowane” w ten sposób, że jest w INTERESIE kolorowych, murzynów i daje znaczne PRZYWILEJE prawne, FAWORYZUJE murzynów, kolorowych i tzw. „mniejszości” czyli zboczeńców jak homoseksualistów, feministki czy LGBT.

    Te „zmienione” prawa przez tzw „mniejszości” czyli żydo-murzyńskie władze B.Obamy właśnie powodują OTWARTE ataki na białych mieszkańców Ameryki, co doprowadzi w prostej linii do autentycznej WOJNY domowej w USA.

  20. SAP said

    Jacek Kaczmarski – z XVI-wiecznym portretem trumiennym rozmowa (Amor Patriae Suprema Lex Esto)
    .https://www.youtube.com/watch?v=qFpCb27-Khg

  21. , said

    POŻYJEMY ZOBACZYMY – wstępnie zmiana korzystna

  22. , said

  23. , said

  24. , said

Sorry, the comment form is closed at this time.