Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czy Gdańsk oderwie się od Polski? „To projekt antypaństwowy”.

Posted by Marucha w dniu 2017-01-24 (wtorek)

Mieszkam w Gdyni. W dobrym miejscu, na obrzeżach i tuż przy lesie, który otacza Trójmiasto. Z domu do centrum Gdańska samochodem mam około 20 minut jazdy. To mniej niż z Ursynowa pod Pałac Prezydenta.

Lecz może wkrótce zabierze to znacznie więcej czasu, bo zostaną ustawione rogatki i jadąc do Gdańska będę musiał mieć paszport, a może nawet wizę. A celnicy skrupulatnie przeszukają moje auto, czy przypadkiem nie wwożę jakichś wywrotowych materiałów.

O co właściwie chodzi z tą nową paranoją? Reanimować Wolne Miasto Gdańsk? Lub bardziej poprawnie – Freie Stadt Danzig?

Od pewnego czasu dochodziły do mnie różne plotki na temat Gdańska. Początkowo uznawałem je za bzdury wypowiadane w pijackim widzie przy suto zakrapianej kolacji. Sam nieraz słyszałem tu, na Pomorzu różne idiotyzmy, gdy alkohol rozwiązywał języki i chwalono się chlubną przeszłością dziadka w Kriegsmarine, albo w AK, co tutaj oznaczało Afrika Korps.

Takie podkreślanie swojej wyjątkowości i modne demonstrowanie, że Polakiem się jest tylko przypadkowo, bo gdyby sytuacja geopolityczna była inna, to z radością można by powrócić do, często wyimaginowanych, korzeni, które nie są polskie, tylko jakieś niemieckie, albo właśnie gdańskie. Bo wiele ludzi, po prawdzie coraz mniej, żyło w Gdańsku, żyło w Polsce, lecz uważali, iż jest to sytuacja tymczasowa i oni są Gdańszczanami.

Ostatni z nich powinni już nie żyć, bo Freie Stadt Danzig zakończył swoje istnienie w momencie wybuchu wojny w 1939 roku. Więc nawet ci, którzy się wówczas urodzili, mają dzisiaj 78 lat. Lecz nie, jest sporo czterdziesto, pięćdziesięcio i sześćdziesięciolatków, czyli cała powojenna generacja, która uważa się za spadkobierców Wolnego Miasta.

Jaki w tym wszystkim jest sens i jaka logika, oprócz emocjonalnych sentymentów, aby odrzucać polskość tego miasta i rozważać utworzenie niezależnego politycznie bytu?

[Jest taki sens i logika, iż Państwo Polskie nie ma w sobie tej atrakcyjności i siły, która w dawnych czasach przyciągała cudzoziemców i skłaniała ich do osiedlania się na naszych ziemiach, a ich dzieci- do polonizacji. – admin]

Nie zajmowałbym się tym tematem, gdyby nie docierały do mnie coraz częściej informacje, że istnieją w Gdańsku koła towarzyskie, ludzi naprawdę znaczących, ludzi z kręgów opiniotwórczych, naukowych i artystycznych, a także polityków różnych opcji, którzy, na razie między sobą, poważnie rozmawiają o możliwości odtworzenia Wolnego Miasta Gdańska i jakiejś secesji od Rzeczypospolitej.

Całkiem poważnie mówiąc, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, któremu chyba się w głowie pomieszało od długotrwałego sprawowania władzy, a buta i arogancja budowana na pochlebstwach dworu, spowodowała jego tęsknotę za Wolnym Miastem. Pewnie codziennie przed snem, marzy sobie ten włodarz ważnego obszaru, co by tu jeszcze uwolnomieścić. Mamy już hotel Wolne Miasto, ba, mamy całą dzielnicę Wolne Miasto. A niedawno nazwę Wolnego Miasta Gdańsk otrzymało ważne rondo po przebudowie ulicy Kartuskiej.

No dobrze, powie ktoś, to są tylko nic nieznaczące fanaberie starzejącego się aparatczyka i lokalnego satrapy. W sumie niegroźne, a właściwie humorystyczne. To ja się zapytam, dlaczego miasto Gdańsk, czyli ludzie władzy, gwałtownie optowali za dokonaniem przekopu Mierzei Wiślanej w lokalizacji Skowronki i nie popierali, teraz już oficjalnie zatwierdzonej, znacznie korzystniejszej lokalizacji Nowy Świat?

Może prawdą jest to, co się mówi, że Skowronki leżą na historycznym terenie Wolnego Miasta Gdańsk, a Nowy Świat już na ziemiach polskich. Więc Gdańsk, gdyby zyskał jakąś tam suwerenność, to mógłby kontrolować ruch na Zalewie Wiślanym i czerpać z tego zyski. Może to bzdurne, ale logiczne i komuś poważnemu z tytułami przyszło do głowy.

A tymczasem komediowy prezydent Gdańska Adamowicz, wraz ze swoim przyjacielem, również komediowym, prezydentem Sopotu, Karnowskim, rozpoczęli akcję wbijania słupów granicznych przedwojennego Freie Stadt Danzig. Przypominam, że Sopot, wówczas Zoppot, był integralną częścią wolnego miasta.

#                      #                      #

Skąd w ogóle takie pomysły usprawiedliwiające tego typu działanie? Musimy pamiętać, że po Pierwszej Wojnie Światowej, Rzeczpospolita odradzała się w ciężkich bólach porodowych. Po latach faktycznego nie istnienia, była bardzo słaba. I każdy sąsiad szarpał dla siebie. Czesi zbrojnie zajęli spory kęs Śląska Cieszyńskiego; Niemcy, było nie było, przegrani w I WŚ, walczyli z determinacją o Śląsk i Wielkopolskę.

A kwestia Gdańska została rozstrzygnięta dopiero w roku 1920, gdy wszystkimi siłami zatrzymywaliśmy nawałę bolszewików.

20 gdańskich guldenów

20 gdańskich guldenów

Wolne Miasto Gdańsk zostało utworzone 15 listopada 1920 roku jako wykonanie postanowień traktatu pokojowego. Art. 100 Traktatu określił granice Wolnego Miasta Gdańska, art. 105 ustanowił obywatelstwo Wolnego Miasta Gdańska dla osób tam zamieszkałych.

Stosunek gdańszczan do odradzającej się Polski był z reguły niechętny, głównie z powodu słabej sytuacji gospodarczej i oderwania Gdańska od Niemiec. I tak już pozostało, aż do wybuchu wojny w 1939, gdy Hitler użył właśnie Gdańska, a konkretnie korytarza przez Polskę, który by połączył Gdańsk z Rzeszą, do usprawiedliwienia ataku na Polskę. Przez okres wojny Gdańsk był ostoją hitleryzmu. Problem zaczął się po wojnie.

„[…] Po zdobyciu miasta przez Armię Czerwoną w marcu 1945 r., do konferencji poczdamskiej miejscowi Niemcy wierzyli, że będą mogli pozostać w Gdańsku, że zostaną przywrócone instytucje Wolnego Miasta, a to pozwoli utrzymać niemiecki charakter Gdańska oraz jego najbliższego otoczenia. Obszar Wolnego Miasta Gdańska został dekretem z 30 marca 1945 przyłączony do województwa gdańskiego, a ustawą z dnia 11 stycznia 1949 razem z poniemieckimi ziemiami scalony z nową polską administracją państwową, do czego przesłanką były postanowienia konferencji poczdamskiej z 2 sierpnia 1945 […].

Postanowienia te nie miały jednak formy umowy międzynarodowej, w dodatku były efektem porozumienia zupełnie innych stron niż te, które podpisały Traktat wersalski, tak więc nie miały mocy zmienić jego postanowień.” [1]

Taka oto sytuacja prawna powoduje, że ludzie, którym marzy się odtworzenie Wolnego Miasta, mają argument, by walczyć, żeby Gdańsk od Polski odłączyć. Co więcej – uciekinierzy przed Armią Czerwoną utworzyli rząd Gdańska na uchodźstwie.

„Dalsze istnienie Wolnego Miasta Gdańska uznaje za fakt de jure środowisko zamieszkałych w Niemczech obywateli WMG. Środowisko to wybrało w 1947 r. istniejącą do dziś Radę Gdańską (niem. Rat der Danziger), pełniącą obowiązki Senatu WMG na uchodźstwie. Rada Gdańska przez cały okres swego działania wywiera naciski na ONZ (jako następczynię Ligi Narodów) celem uregulowania prawno-międzynarodowego statusu WMG.” [1]

Jak zwykle tak bywa, wszyscy entuzjaści Gdańska/Danzig zapominają o jednym, o czym ja dobrze pamiętam, bo widziałem to na własne oczy w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Gdańsk po zdobyciu przez Rosjan był jedną wielką ruiną. Podobną do Warszawy. I ten Gdańsk, z którego tak się dzisiaj cieszymy, został całkowicie odbudowany przez Polskę i Polaków.

#                      #                      #

Gdańsk, Sopot, Gdynia. Czyli Trójmiasto. Naturalna idea, która jakoś od ponad siedemdziesięciu lat nie może się zrealizować. Tak, jakby ktoś bez przerwy rzucał kłody po nogi, a na historycznej granicy Wolnego Miasta istniała niewidzialna bariera.

Szczególnie mocno to widać w ostatnim dziesięcioleciu, gdy Gdańsk i Sopot zostały opanowane przez wybitnie pro-niemiecką Platformę Obywatelską, której reprezentanci: prezydent Gdańska Adamowicz i Sopotu Karnowski stworzyli układ stojący w kontrze do Gdyni i jej prezydenta dr. Szczurka. Żadne zaklęcia tu nie pomogą, taki jest stan faktyczny.

Porty morskie, zamiast pracować w symbiozie, konkurują ze sobą, szkodząc sobie nawzajem. Kolej metropolitalna, nowa dobra inwestycja, nadal nie łączy dzielnic całej aglomeracji. Lotnisko Rębiechowo sypie piasek w szprychy gdyńskiemu lotnisku w Kosakowie, które marnieje bezużytecznie. Fatalny system drogowy od lat nie może być zmodernizowany tak, by służył całemu Trójmiastu. Można podać więcej przykładów tego, co dzieli, niż tego co łączy.

To jest przykre i nierozumne. Nie ma efektu synergii, który uczyniłby z pomorskiej aglomeracji jeden z najsilniejszych obszarów naszego kraju. Czasami ma się wrażenie, że świadomie się niszczy, zamiast tworzyć.

Czy my Polacy i władze naszego kraju, mamy nic nie robić i biernie się przyglądać? Czekać, aż coś samo z siebie się wydarzy?

Niemcy, których podejrzewam o wspieranie takiego stanu rzeczy, są mistrzami długofalowych działań. I jeżeli już postanowili, mimo zawartych w 1990 roku traktatów, że Prusy Wschodnie i Danzig to domena niemiecka, to będą do tego uparcie dążyć.

Nie możemy na to pozwolić. Dosyć już kłopotów jest na Śląsku, gdzie tzw. „mniejszość niemiecką” rozpuszczono jak dziadowski bicz i różne gorzaliki decydują na przykład, jakie mają być granice Opola. Tu w Gdańsku idea secesji dopiero się tli i łatwiej ją opanować. Uważam to za działanie antypaństwowe i jako takie powinno być pod ścisłą obserwacją służb. I to nieważne, czy ktoś jest z PO, czy zwolennikiem PiSu, bo tak się składa, że znam miłośników Freie Stadt i tu i tam.

Nie po to odzyskaliśmy po 123 latach niepodległość, a po II WŚ uzyskaliśmy dosyć marne granice, w sytuacji, jak nie mieliśmy nic do powiedzenia, żeby teraz, gdy wreszcie wybijamy się na autentyczną suwerenność [sic! – admin], różni lokalni kacykowie, pomyleńcy, czy agenci obcych państw, starali się odrywać po kawałku polską ziemię.

Nie mamy Lwowa, Wilna, czy Grodna i Gdańsk, czy Szczecin nam ich nie zastąpią. Lecz w tysiącletniej historii Polski to były bardziej tereny nasze, niż obce. Niemcy szczególnie są w stosunku do nas butni i aroganccy. A my specjalnie ich hołubimy.

W niedalekiej miejscowości Krokowo, gmina Puck, po ustanowieniu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej lepiej nie bywać, bo mile widziani są Niemcy. W stosunku do Polaków takiego podejścia nie zauważyłem. Czy również w Gdańsku, a może ponownie Danzig, Polak znowu będzie raczej niemile widzianym gościem?

——
[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Wolne_Miasto_Gda%C5%84sk

Janusz Kamiński
http://gazetabaltycka.pl

Odpowiedzi: 23 to “Czy Gdańsk oderwie się od Polski? „To projekt antypaństwowy”.”

  1. Grace said

    Moje ukochane miasto. Niech je Bóg chroni! Zawsze wiedziałam że oni nigdy z tego miasta nie zrezygnowali. Widac to bylo w zachowaniu „turystów” zza Berlińskiego muru a także tych którzy w nim mieszkając, mając polskie nazwiska, rozmawiali w domu po niemiecku. Jezu bron nas!

  2. semperparatus said

    Na szczęście dla nas dzisiejsze Niemcy to tylko cień tej dawnej Rzeszy…Ich udział w produkcji światowej to dzisiaj tylko 4% w porównaniu do 10% w 1913 roku…są niszczone islamistami…ideologią gender…prawie zupełnie rozbrojone…trzymane za twarz przez USA…Ale to wszystko nie znaczy,że są zupełnie niegrożne…są tylko MNIEJ grożne niż kiedyś…
    Ale największym zagrożeniem dla Polski jest teraz jej słabość wewnętrzna…i opanowanie rządów przez antynarodową agenturę…a także niskie morale społeczeństwa…Gdyby nasz Kraj był wewnętrznie zdrowy to Niemcy nie byłyby dla nas grożne…A tak…to niestety-mamy czego się obawiać…

  3. Zdravko said

    Myślę, ze pora przywrócić karę śmierci. Jak nie przez państwo, to przez podziemie. Szybko rozwiązano by problem kolaborantów i banderowców

  4. Jacek2 said

    .https://parezja.pl/do-kogo-nalezy-gdansk/
    Re.1
    Niedawno wybrałem się na wycieczkę po gdańskiej starówce, faktycznie częściej było słychać rozmowy w j. niemieckim niż polskim. Jedno z drugim może nie ma nic wspólnego ale w trakcie wcześniejszej wycieczki po gdyńskim porcie jedna rzecz mnie mocno zdziwiła: całkowita cisza i bezruch, żaden dźwig portowy nawet nie drgnął.

  5. Jacek2 said

    Re.3
    Kto niby ma przywrócić tą karę śmierci? Jedyni w tym władni przecież sami kwalifikują się pod topór więc nigdy tego nie zrobią.

  6. ENKI said

    Tusk królem Pomorza i wolnego miasta Gdańsk?

    Donald Tusk 13 czerwca 1992 r. na Kongresie Kaszubskim przedstawił swój program pełnej autonomii
    dla Pomorza (Kaszub), z własnym rządem, wojskiem i finansami.
    /Zaświadcza o tym Albin Siwak, obecny na owym Kongresie Kaszubów/.

    Z brukselską emeryturę byłby tu oligarchą, a może nawet „królem Pomorza”?
    Co znamienne dla niemiecko-języcznych mediów w Polsce, długo (w latach 1992-2017) nie dopytywały Tuska,
    czy zmienił swój „apetyt” polityczny. Może teraz wreszcie polscy dziennikarze dopytają o to.
    Warto przypomnieć, że córka Tuska, po jego awansie do Brukseli nazywała ojca: „królem Europy”.

  7. PiotrR said

    „Myślę, ze pora przywrócić karę śmierci.”

    Dlaczego przywrocic. Nigdy nie byla zikwidowana tylko jej nie wykonywano.

  8. Zdravko said

    RE: 3 pan Jacek2

    Dlatego wspomniałem o podziemiu, w sumie sami mozemy tu na gajówce założyć własne podziemie.

    Myśle, ze wstępnie możemy już obsadzić stanowiska w rządzie podziemnym

    Premier – Mordka Rosenzweig
    minister finansów – Rysio
    minister do spraw moralności – JO
    minister obrony narodowej – AniaK

  9. bałwan ze śniegu said

    Panie Zdravko, niech pan w ogóle nie pisze takich rzeczy.

    Poza tem, skoroś już pan bąknął, to nie ma mowy o żadnym podziemiu.

    Falstart.

    Trzeba mysleć (czasami).

  10. Peryskop said

    Jerzy Jaśkowski Czyj jest Gdańsk?
    Aktualizacja: 2010-01-21 8:33 am
    http://www.bibula.com/?p=17525

    Przed ponad 6 laty napisałem artykuł pod powyższym tytułem. Praktycznie nie było żadnej reakcji tak zwykle agresywnych mediów. Żaden z posłów nawet nie próbował udzielić odpowiedzi na to pytanie. Dwóch ministrów, goszczących na otwartych spotkaniach np. w Domu Technika w Gdańsku, zmieniło szybko temat. To – niestety – także jest odpowiedzią. A sprawa jest niezwykle poważna, szczególnie w świetle podpisania konstytucji Unii Europejskiej i prowadzonej konsekwentnie polityki niemieckiej.

    Wbrew bowiem ciągle powtarzanym twierdzeniom polityków, posłów i mass mediów w Polsce, a w szczególności GWybiórczej, o konieczności odcinania się od Jałty i Poczdamu, sprawa nie jest taka prosta. Jak wiadomo, sprawa polskich granic została „załatwiona” dopiero w dniu 2 sierpnia 1945 roku w zabytkowym dworku Cecilienhof w Poczdamie. Tam i w owym czasie ustalono los Ziem zwanych później Odzyskanymi. Ustalono także, że obszar Wolnego Miasta Gdańska, anektowanego przez Rzeszę Niemiecką we wrześniu 1939 roku, na okres 50 lat zostanie poddany pod jurysdykcję Polsce.

    Układ Poczdamski wygasł, jak powszechnie wiadomo, w 1995 roku. I co? I nic!!!, cisza. Ta cisza jest bardzo niepokojąca dla Polaków zamieszkałych na obszarze byłego Wolnego Miasta Gdańska.

    Niemcy nigdy i nigdzie nie uznały Układu Poczdamskiego, nazywając obszary położone na wschód od linii Świnoujście – Odra – Nysa Łużycka jako: „terytorium niemieckie pod administracją polską” dodając pojęcie – czasową. Ostatnie uzgodnienia pomiędzy stronami niemiecką i polską nie dotyczą sprawy Wolnego Miasta Gdańska.

    Inna jest bowiem sytuacja prawna Gdańska. Otóż 15 czerwca 1980 roku w Koblencji odbyły się rozmowy z udziałem ponad dwu tysięcy osób, w ramach federalnego spotkania Zrzeszenia Gdańszczan. Podczas spotkania wybrano Radę Wolnego Miasta Gdańska [Rat der Freien Stadt Danzig] (za Die Tat z 27 czerwca 1980 r.). Uprawnieni do wyboru zostali wszyscy mieszkańcy Wolnego Miasta Gdańska i ich potomkowie. Faktycznie więc wyłoniona Rada stała się wybranym Parlamentem Wolnego Miasta Gdańska na uchodźstwie.

    Uchwalono, że powstały Senat przejmuje polityczną reprezentację obywateli Wolnego Miasta Gdańska i przygotowuje się do działań, kiedy będzie można w przyszłości uregulować – „problem Gdańska”.

    Zgodnie z prawem niemieckim obywatelstwo niemieckie jest dziedziczne, to znaczy, że przechodzi automatycznie z rodziców na dzieci. Tak więc roszczenia prawne posiadają wszyscy potomkowie mieszkańców Wolnego Miasta Gdańska.

    W dniach od 7 do 10 lutego 1980 roku doszło do tajnej narady w Popowie pomiędzy przedstawicielami Niemiec i Polski. Niemcy były reprezentowane przez profesorów Rudolfa Bernharda, Joachima A. Froweina, Wilhelma A. Keweninga i Karla Doehringa. Stronę polską reprezentowali „profesorowie” Adam Łopatka, Krzysztof Skubiszewski [TW ksywa Kosk], Tadeusz Walichnowski i Lech Janicki.

    Nie uzgodniono żadnego wspólnego stanowiska. Niemcy pozostali przy swojej tezie „otwartego problemu ziem wschodnich a w szczególności Gdańska”.

    Senat „Wolnego Miasta Gdańska” uznaje Rząd Polski za kolejnego okupanta [po III Rzeszy], który nie liczy się z istniejącym legalnie Rządem Wolnego Miasta Gdańska. Rząd ten rezyduje we Frankfurcie nad Menem, a w czerwcu 1998 roku wystąpił do ONZ z postulatem przyjęcia go w poczet członków Narodów Zjednoczonych.

    Jest to szczególnie poważna sprawa ponieważ np. jeden z ministrów na zadane publicznie pytanie: Czyj jest Gdańsk? odpowiedział cyt.: “Trzeba mieć nadzieję.”

    W świetle faktów dokonanych, szczególnie w okresie ostatnich kilku lat, sprawa jest naprawdę poważna. Wykwaterowano w minionym okresie Garnizon Wojska Polskiego z Gdańska i przeniesiono do Gdyni. Ostatnie polskie oddziały [lotnictwo] z Pruszcza Gdańskiego zostały wysiedlone we wrześniu 2009 roku. Przeniesiono dyrekcję Poczty Polskiej do Lublina.

    Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że w bardzo dziwnych okolicznościach państwowa spółka niemiecka przejęła Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, posiadające monopol na ogrzewanie miasta. Zlikwidowano polską prasę w Gdańsku, a jedyny tytuł jaki pozostał Dziennik Bałtycki – dawniej pismo Stronnictwa Demokratycznego – przejęli Niemcy.

    Przed kilku laty pod pretekstem naprawy carillonu na ratuszu przy ulicy Długiej zlikwidowano, regularne odgrywanie Roty Marii Konopnickiej.

    W serii znaczków Miast Polskich nie ma Gdańska, a jest np. Elbląg. Sprawa ta jest bardzo poważna w świetle ostatnich orzeczeń sądownictwa krajowego, także w Gdańsku, na temat własności materialnej na tych terenach i zupełnej bierności legislacyjnej przez ostatnie 20 lat – polskiego rządu i Sejmu.

    dr Jerzy Jaśkowski

    CZYTAJ RÓWNIEŻ:
    [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Niemieckich pozwów jest coraz więcej
    Erika Steinbach w Polsce
    Rafał Ziemkiewicz: Polska jest kolonią Niemiec
    Niemiecka prasa: Wrocław należy do Niemiec, “nie jest za granicą”
    Polska przeciw doktrynie wypędzenia
    Józef Beck przyczynił się do klęski Hitlera – Iwo Cyprian Pogonowski
    Niemcy fałszują miejsca urodzenia
    Przybywa niemieckich “wypędzonych”. Steinbach: Wypędzenie Niemców największą tragedią w historii ludzkości

  11. watazka said

    W przyrodzie nic nie ginie. Tylko zmienia wlasciciela.

    Pomoglismy Niemcom zabrac Serbom Kosowo?
    Zobaczymy jak to smakuje, jak nam te same Niemcy odbiora Gdansk i Slask.
    Teraz pomagamy jankesom zniszczyc Polske.
    No to bedzie rozbiorka.

    Bo w przyrodzie nic nie ginie.

  12. Kasia said

    Żydowska łajza Adamowicz, ten to ma pomysły. Wielki szkodnik niech prędko dopadnie go sprawiedliwość, żeby już nic nie zdążył sknocić.

  13. P. Semperparatus już podsumował jak należy, nie ujmując niczego pozostałym komentarzom.

  14. Boydar said

    Zanim doczytałem do komentarzy Panów Zdravko i Jacka (3 i 5), przyszło mi na myśl, że właśnie wyrwanie kilku chwastów znakomicie poprawiłoby wygląd tej pięknej grządki.

    Tylko warunkiem estetycznym jest właśnie klarowne upublicznienie intencji oraz w pewnym sensie tożsamości ogrodnika. Żeby wszystkim było wiadomo, że to nie jest żaden porzucony ugór.

  15. Sebastian said

    Przecież nie pozbyliśmy się forpoczty niemców posługująca się językiem jidysz, oni dla niemców nie chcą odrywać Gdańska tylko dla siebie

  16. Maćko said

    10. Peryskop – podobnie kiepska jest stuacja Szczecina – miasto zapomniane w Polsce

  17. Kar said

    …jak to mowia angole: „no worries”..Latina niedługo radosnie otworzy swoje podwoje..i Watykan wspomoze/namasci polskiego petenta-podroznika do kontynuacji…”koziołek matołek” z tobołem na kiju w swiat

  18. karlik said

    Ad.7 „Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o ratyfikacji przepisów znoszących karę śmierci we wszystkich okolicznościach. Polska jest jednym z ostatnich państw członkowskich Rady Europy, w których kara śmierci dozwolona była podczas wojny. Polska podpisała sporządzony w Wilnie Protokół nr 13 do Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, dotyczący zniesienia kary śmierci we wszystkich okolicznościach 3 maja 2002 roku. Dotychczas jednak go nie ratyfikowała. Gowin rozpoczyna walkę o „izolację zwyrodnialców” Jarosław Gowin w… czytaj dalej » W drugiej połowie zeszłego roku Rada Europy zaczęła naciskać na państwa, które jeszcze tego nie zrobiły. 10 października 2012 r. Komitet Delegatów Rady wezwał państwa członkowskie do przyjęcia Protokołu 13. W przypadku Azerbejdżanu i Rosji chodziło o jego podpisanie, a Polski i Armenii o ratyfikację. Pod koniec lipca 2013 roku Sejmu uchwalił ustawę o ratyfikacji Protokołu nr 13. Na początku sierpnia Senat skierował ją do podpisu prezydenta. Bronisław Komorowski podpisał ustawę we wtorek 27 sierpnia. Protokół nr 13 znosi karę śmierci we wszystkich okolicznościach i wyłącza możliwość skazania na taką karę i wykonania jej wobec kogokolwiek, również za czyny popełnione w czasie wojny lub w okresie bezpośredniego zagrożenia wojną. Drugi Protokół Fakultatywny Także we wtorek, prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o ratyfikacji Drugiego Protokołu Fakultatywnego do Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych w sprawie zniesienia kary śmierci, przyjętego w Nowym Jorku dnia 15 grudnia 1989 r. Protokół wprowadza zakaz stosowania kary śmierci i stanowi, że nie może ona zostać wykonana wobec żadnej osoby podlegającej jurysdykcji państwa będącego stroną Protokołu. Zakaz ten ma charakter niemal bezwzględny – Protokół zawiera generalny zakaz składania zastrzeżeń, z jednym wyjątkiem: państwo w momencie ratyfikacji lub przystąpienia może zastrzec, iż jego przepisy krajowe będą dopuszczały wykonywanie kary śmierci w czasie wojny, lecz tylko za najpoważniejsze przestępstwa o charakterze wojskowym. Polska takiego zastrzeżenia nie będzie składała. ”
    za (http://www.tvn24.pl)

  19. watazka said

    17
    Kar
    Angole nie mowia „no worries”! To bardzo brzydki slang.

  20. Kar said

    jasniej Panie Watazka(?)..bo ja slysze na codzien od Angoli i w ogolnym tlumaczeniu British and New Zealand English meaning;.. „do not worry about that”…doslownie po polsku: nie ma klopotu, problemu, nie martw sie..wszystko w porzadku..

    – podaj pan slang..slucham ciekawie..

  21. Germanie niech lepiej zrobią porządek u siebie i przywrócą wolność swoim miastom: Hamburgowi, Ulmowi i Augsburgowi.

  22. Grace said

    Re:4 Serce mnie się kraje Panie Jacku! Takie wiersze pisal kiedys moj stoczniowy kolega, spawacz, zakochany w naszej stoczni. Tak byliśmy dumni i nikt tam nie szwargolil po niemiecku.

    Z Pokladu

    Najpierw są tylko oczy świateł
    Jasne placyki pod latarniami,
    kontury rusztowań i stale wiatr
    Zimny, cholernie zimny
    Niebo jaśnieje, bledna światła,
    widac juz fale i bryły kadłubów
    Te fale są lodowate
    Przez parę chwil niebo ożywia,
    plamkami lecących gawronów
    Dalekie kominy i bliższe dźwigi,
    a dalej, dalej nieśmiała purpura
    Jaśnieje, ładnieje, wyostrza stal
    Wychodzi słońce, czerwone
    spuchnięte
    z zimna i wiatru..

    Rano z Daleka
    Rano statki są ciemne
    Spozniajac sie mozna zobaczyc
    Romantyke ciężkiego przemysłu
    Kombinacje żarówek na wietrze
    błyski spawania
    Przedziwne sploty dymu
    Czerwone plomienie palników
    Nosy żurawi – jak zawsze ciekawskie
    Kiedy patrzę z daleka
    wszystko tak prosto wygląda
    Ciekawie..
    z daleka!

  23. Piszę więc jestem said

    Obszerny fragment, który jescze mocniej konkretyzuje ukryte dno:

    . Jak wiadomo, sprawa polskich granic została „załatwiona” dopiero w dniu 2 sierpnia 1945 roku w zabytkowym dworku Cecilienhof w Poczdamie. Tam i w owym czasie ustalono los Ziem zwanych później Odzyskanymi. Ustalono także, że obszar Wolnego Miasta Gdańska, anektowanego przez Rzeszę Niemiecką we wrześniu 1939 roku, na okres 50 lat zostanie poddany pod jurysdykcję Polsce.
    Układ Poczdamski wygasł, jak powszechnie wiadomo, w 1995 roku. I co? I nic!!!, cisza. Ta cisza jest bardzo niepokojąca dla Polaków zamieszkałych na obszarze byłego Wolnego Miasta Gdańska.
    Niemcy nigdy i nigdzie nie uznały Układu Poczdamskiego, nazywając obszary położone na wschód od linii Świnoujście – Odra – Nysa Łużycka jako: „terytorium niemieckie pod administracją polską” dodając pojęcie – czasową. Ostatnie uzgodnienia pomiędzy stronami niemiecką i polską nie dotyczą sprawy Wolnego Miasta Gdańska.
    Inna jest bowiem sytuacja prawna Gdańska. Otóż 15 czerwca 1980 roku w Koblencji odbyły się rozmowy z udziałem ponad dwu tysięcy osób, w ramach federalnego spotkania Zrzeszenia Gdańszczan. Podczas spotkania wybrano Radę Wolnego Miasta Gdańska [Rat der Freien Stadt Danzig] (za Die Tat z 27 czerwca 1980 r.). Uprawnieni do wyboru zostali wszyscy mieszkańcy Wolnego Miasta Gdańska i ich potomkowie. Faktycznie więc wyłoniona Rada stała się wybranym Parlamentem Wolnego Miasta Gdańska na uchodźstwie.
    Uchwalono, że powstały Senat przejmuje polityczną reprezentację obywateli Wolnego Miasta Gdańska i przygotowuje się do działań, kiedy będzie można w przyszłości uregulować – „problem Gdańska”.
    Zgodnie z prawem niemieckim obywatelstwo niemieckie jest dziedziczne, to znaczy, że przechodzi automatycznie z rodziców na dzieci. Tak więc roszczenia prawne posiadają wszyscy potomkowie mieszkańców Wolnego Miasta Gdańska.
    W dniach od 7 do 10 lutego 1980 roku doszło do tajnej narady w Popowie pomiędzy przedstawicielami Niemiec i Polski. Niemcy były reprezentowane przez profesorow Rudolfa Bernharda, Joachima A. Froweina, Wilhelma A. Keweninga i Karla Doehringa. Stronę polską
    reprezentowali „profesorowie” Adam Łopatka, Krzysztof Skubiszewski [TW ksywa Kosk], Tadeusz Walichnowski i Lech Janicki.
    Nie uzgodniono żadnego wspólnego stanowiska. Niemcy pozostali przy swojej tezie „otwartego problemu ziem wschodnich a w szczególności Gdańska”.
    Senat „Wolnego Miasta Gdańska” uznaje Rząd Polski za kolejnego okupanta [po III Rzeszy], który nie liczy się z istniejącym legalnie Rządem Wolnego Miasta Gdańska. Rząd ten rezyduje we Frankfurcie nad Menem, a w czerwcu 1998 roku wystąpił do ONZ z postulatem przyjęcia go w poczet członków Narodów Zjednoczonych.
    Jest to szczególnie poważna sprawa ponieważ np. jeden z ministrów na zadane publicznie pytanie: Czyj jest Gdańsk? odpowiedział cyt.: „Trzeba mieć nadzieję.”
    W świetle faktów dokonanych, szczególnie w okresie ostatnich kilku lat, sprawa jest naprawdę poważna. Wykwaterowano w minionym okresie Garnizon Wojska Polskiego z Gdańska i przeniesiono do Gdyni. Ostatnie polskie oddziały [lotnictwo] z Pruszcza Gdańskiego zostały wysiedlone we wrześniu 2009 roku. Przeniesiono dyrekcję Poczty Polskiej do Lublina.
    Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że w bardzo dziwnych okolicznościach państwowa spółka niemiecka przejęła Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, posiadające monopol na ogrzewanie miasta. Zlikwidowano polską prasę w Gdańsku, a jedyny tytuł jaki pozostał Dziennik Bałtycki – dawniej pismo Stronnictwa Demokratycznego – przejęli
    Niemcy.
    Przed kilku laty pod pretekstem naprawy carillonu na ratuszu przy ulicy Długiej zlikwidowano, regularne odgrywanie Roty Marii Konopnickiej.
    W serii znaczków Miast Polskich nie ma Gdańska, a jest np. Elbląg. Sprawa ta jest bardzo poważna w świetle ostatnich orzeczeń sądownictwa krajowego, także w Gdańsku, na temat własności materialnej na tych terenach i zupełnej bierności legislacyjnej przez ostatnie 20 lat – polskiego rządu i Sejmu.
    dr Jerzy Jaśkowski http://www.Frech.pl

    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1656&Itemid=47

Sorry, the comment form is closed at this time.