Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Profanacja w Bykowni

Posted by Marucha w dniu 2017-01-26 (czwartek)

W nocy z 24 na 25 stycznia 2017 roku sprofanowano cmentarz ofiar totalitaryzmu w Bykowni (dzielnica Kijowa), na którym spoczywa 3435 polskich ofiar zbrodni katyńskiej. Na pomniku z nazwiskami polskich ofiar figurujących na ukraińskiej liście katyńskiej wymalowano czerwoną farbą ogromny napis „SS Hałyczyna”.


Napis „SS” pojawił się też na jednej z kolumn u wejścia do polskiej części cmentarza, która została podważona łomem. Natomiast w ukraińskiej części cmentarza pojawiły się napisy „OUN-UPA” i „k…” [1].

Tak jak w przypadku wcześniejszej o dwa tygodnie profanacji i dewastacji w Hucie Pieniackiej zwraca uwagę wstrzemięźliwość komentarzy tzw. mediów głównego nurtu w Polsce. Z kolej w mediach ukraińskich nie pojawiła się żadna poważniejsza wzmianka o incydencie.

Tym razem jednak głos zabrała premier polskiego rządu. Beata Szydło powiedziała m.in.: „Musimy przede wszystkim, muszę się dowiedzieć, czy była to prowokacja, jakie te działania miały charakter (…)” [2].

A więc mamy kontynuację wątku „rosyjskiej prowokacji”, którym przykryto w Polsce medialnie i politycznie wcześniejszą o dwa tygodnie profanację i dewastację pomnika Polaków zamordowanych w Hucie Pieniackiej. W ten sposób niepodzielnie panujący na polskiej scenie politycznej Klub Przyjaciół Ukrainy, do którego należy zarówno rządząca partia PiS jak i jej liberalni oraz lewicowi oponenci, będzie tłumaczył każde antypolskie wystąpienie ze strony ukraińskiej.

Nie mam wątpliwości, że gdy siły neobanderowskie doprowadzą na końcu do ponownego rozlewu polskiej krwi, to ze strony postsolidarnościowego Klubu Przyjaciół Ukrainy usłyszymy, iż jest to „rosyjska prowokacja”.

W zasadzie można byłoby już nic więcej nie pisać, ale mimo to napiszę. Profanacja w Bykowni jest konsekwencją braku zdecydowanej reakcji władz w Warszawie na profanację i dewastację w Hucie Pieniackiej, a w szerszym spojrzeniu jest konsekwencją antypolskiej polityki wschodniej prowadzonej przez Klub Przyjaciół Ukrainy od 1990 roku (symboliczną datą jest tutaj uchwała Senatu o potępieniu operacji „Wisła”).

Należy zwrócić uwagę, że niemal w przededniu profanacji w Bykowni Klub Przyjaciół Ukrainy dał kolejny płomienny dowód niezmienności swoich przekonań. 23 stycznia szef MSZ Witold Waszczykowski, sekretarz stanu Krzysztof Szczerski i ambasador Polski (a raczej Ukrainy) w Kijowie Jan Piekło zainaugurowali Polsko-Ukraińskie Forum Partnerstwa, które będzie pełnić rolę „konsultacyjno-doradczą” przy MSZ.

Przewodniczącym Forum został kierownik Studium Europy Wschodniej UW Jan Malicki, który podkreślił, że wszyscy jego członkowie są „miłośnikami Ukrainy”. To nie ulega najmniejszej wątpliwości, jeśli spojrzy się na kształt personalny Forum, w którym oprócz Malickiego i Piekły zasiadają m.in. Zygmunt Berdychowski, Sławomir Dębski (dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych), Adam Eberhardt (dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich), Aleksandra Hnatiuk, Grzegorz Motyka, Maria Przełomiec, Jarosław Szarek (prezes IPN) oraz Przemysław Żurawski vel Grajewski.

W przemówieniu inaugurującym działalność Forum minister Waszczykowski powiedział m.in.: „Na Ukrainie przenikają się dwa kompletnie przeciwne paradygmaty społeczno-polityczne: europejski, czy też zachodnioeuropejski, i rosyjski. Celem politycznym Europy jest przekształcenie Ukrainy w stabilne europejskie państwo”. Jego zdaniem Rosja działa na zahamowanie tego procesu [3].

Każdy kto zna historię i jest wolny od propagandowego schematu w spojrzeniu na rzeczywistość pomajdanowej Ukrainy wie, że to co Waszczykowski nazywa „paradygmatem zachodnioeuropejskim” na Ukrainie jest w istocie odrodzonym nacjonalizmem [szowinizmem , szowinizmem! – admin] ukraińskim w wersji banderowskiej. Innych sił prozachodnich (proniemieckich i proamerykańskich) poza banderowcami na Ukrainie nigdy nie było i nie ma.

A polityka, którą firmuje Waszczykowski – czy szerzej Klub Przyjaciół Ukrainy – jest podwykonawstwem polityki niemieckiej i amerykańskiej w Europie Środkowej i Wschodniej. Ze względu na to, że banderyzm zawsze był i będzie antypolski jest to polityka antypolska, godząca w bezpieczeństwo narodowe, czyli polską rację stanu.

Spójrzmy tylko na przykłady „paradygmatu zachodnioeuropejskiego” na Ukrainie z ostatniego tygodnia. 24 stycznia deputowany Partii Radykalnej Jurij Szuchewycz – wielokrotnie promowany przez „Gazetę Wyborczą” – przedłożył projekt ustawy, która przewiduje karanie grzywną i więzieniem za negowanie „zasadności walki o niepodległość Ukrainy w XX wieku”, czyli za krytykę OUN i UPA. Indywidualni krytycy mają być karani grzywną 850 hrywien lub sześcioma miesiącami więzienia, a krytycy działający w „grupie zorganizowanej” (np. redakcja gazety) lub w warunkach recydywy grzywną 170 tys. hrywien lub karą pięciu lat pozbawienia wolności4.

22 stycznia prezydent Poroszenko odznaczył wysokim ukraińskim odznaczeniem, Orderem Wolności, Wasyla Kwasnowskiego – autora publikacji, które na euroatlantyckiem obszarze geopolitycznym są ścigane prawnie jako antysemityzm i mowa nienawiści.

Kwasnowski jest autorem m.in. dzieła pod wymownym tytułem „Z ciemności do światła. Moskiewsko-żydowski syndrom ukraińskiego Holokaustu”, gdzie propaguje tezę, że zbrodnie stalinowskie zostały popełnione przez Żydów [5] [bo, swoją drogą, były! – admin]. Co ciekawe, uhonorowanie takiego autora przez prezydenta Ukrainy nie wzbudziło jakiejkolwiek reakcji „Gazety Wyborczej” oraz pokrewnych jej ośrodków w Polsce, Europie Zachodniej i USA, tak czułych na punkcie ścigania domniemanego antysemityzmu. Czyżby pomajdanowa Ukraina dostała od George’a Sorosa koncesję na antysemityzm?

Przy okazji obchodzonego 22 stycznia święta państwowego o nazwie Dzień Jedności Ukrainy (rocznica zjednoczenia URL i ZURL w 1919 roku) na ulice ukraińskich miast ponownie wyszły pochody neobanderowców z czerwono-czarnymi flagami i pochodniami. Ich przywódca – Ołeh Tiahnybok – powiedział podczas publicznego wystąpienia, że terytorium Ukrainy było w przeszłości 1,6 razy większe niż obecnie i że poza granicami kraju znalazły się, oprócz Krymu i Donbasu, również inne „odwieczne, etnicznie ukraińskie ziemie” [6].

Te „odwieczne” i „etnicznie ukraińskie” terytoria to m.in. tzw. Zakerzonie, czyli obecna południowo-wschodnia Polska. Takie słowa nie padają po raz pierwszy. Wystąpienia o podobnym charakterze ze strony reprezentantów „paradygmatu zachodnioeuropejskiego” na Ukrainie powtarzają się od wielu lat.

Klub Przyjaciół Ukrainy nie zmieni swoich poglądów i swojej polityki. Będzie przy niej nieugięcie trwał bez względu na to, co zrobią epigoni Stepana Bandery. Profanacje w Hucie Pieniackiej i Bykowni były z ich strony testem na to, jak daleko mogą się posunąć w antypolonizmie. Od Klubu Przyjaciół Ukrainy dostali sygnał, że mogą przekraczać kolejne bariery. Bykownia nie będzie zatem ich ostatnim słowem.

Na zmianę polityki obozu postsolidarnościowego wobec Ukrainy szans nie ma. Ta część społeczeństwa polskiego, która wykazuje się polityczną odpowiedzialnością musi się w tej sprawie wyzbyć złudzeń. Chociaż może wydawać się to niemożliwe, trwałe odsunięcie od władzy Klubu Przyjaciół Ukrainy staje się pilną koniecznością. Inaczej prędzej czy później padną polskie ofiary, bo z epigonami Stepana Bandery i Romana Szuchewycza żartów nie ma.

Bohdan Piętka

[1] „Ukraina: sprofanowano polski cmentarz w Bykowni”, http://www.kresy.pl, 25.01.2017; Napisy „SS Galizien”, „OUN-UPA k…” na cmentarzu w Bykowni, http://www.polsatnews.pl, 25.01.2017.
[2] „Premier Beata Szydło komentuje wydarzenia w Bykowni”, http://www.wiadmosci.onet.pl, 25.01.2017.
[3] Powstało Polsko-Ukraińskie Forum Partnerstwa. „Jesteśmy miłośnikami Ukrainy”, http://www.kresy.pl, 25.01.2017.
[4] http://112.ua/politika/shuhevich-predlozhil-vr-nakazyvat-za-nepriznanie-pravomernosti-borby-za-nezavisimost-ukrainy-v-xx-veke-367303.htm, 24.01.2017.
[5] http://izrus.co.il, 23.01.2017.
[6] „Poza granicami Ukrainy są nasze odwieczne, etnicznie ukraińskie terytoria”, http://www.kresy24.pl, 23.01.2017.

http://mysl-polska.pl

Odpowiedzi: 4 to “Profanacja w Bykowni”

  1. GonDar said

    Dobrze, że jest to zdjęcie. Otóż oglądałem program na Infotvp i był tam koleś(ukrainiec-z małej), który także opowiadał, że jest to prowokacja. Dziennikarz, który czytał na temat tej profanacji z ekranu wiadomości na ten temat, powiedział, że sprofanowano również część ukraińską a napisy były w języku Polskim. Więc, gdzie też Q U R W A jest ten język Polski!!!

  2. Maciuś said

    A rząd PiSu nadal będzie udzielał im bezzwrotnych kredytów, zapomóg, i nadal wysyłał broń przeciw powstańcom z DRL I ŁRLudowej.

  3. Plausi said

    Jązyk polski i spotkanie z rodakami

    @GonDar, 1

    za granicą. Ostatnio mieliśmy dla radosne spotkania z rodakami za granicą, jak poznają się Polacy za granicą: Hasło: „Q U R W A “, odzew: „Q U R W A “.

    Ogarnęło nas wręcz rozrzewninie latarnika, kiedy w jednym z obcych kraików usłyszeliśmy jak młoda dziewczyna ok. 20 lat swobodnie qurwowała do swej koleżanki. Zwróciliśmy jej uwagę, że język polski ma więcej do zaoferowanie jak „q u r w ę“, ale to rozwinięte intelektualnie polskie dziecię wyjaśniło nam, że jest słowo międzynarodowe, tak dalece udało się Polakom na obczyźnie je spopularyzować, wielu obcokrajowców je zna i rozumie.

    W tym miesiącu spotkaliśmy dwóch Polaków, w wieku lat 30-tych, tych co to opuścili kraj aby we Francji zarabiać na utrzymanie rodziny w kraju, takie samo wzruszenie, taka sama przyczyna.

    Nie jesteśmy histerykami językowymi, ale dbałość o język wydaje się nam dość ważna, jego popularyzacja na świecie powinna dotyczyć nieco większych osiągnięć polskiej kultury niż słowo „q u r w a“. Więcej na temat języka

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/slowni/

    Naszym zdaniem nie należy wypuszczać z rąk władzy nad językiem i oddawać ją w ręce okupanta czy prymitywów. W końcu jest język wizytówką narodu.

    Być może uszło to uwadze szanownych czytelników, ale wprowadzeniu do Polski tzw. tzw. demokracji towarzyszyło masowe schamienie kultury, prostytucja, gangsterstwo, rabunek mienia społecznego i wiele innych dość mało pozytywnych zjawisk.

    Jeśli chodzi o administrację w Polsce, to trzeba przyjąć do wiadomości, że stanowi ona rodzaj atrapy, na którą wielu się dało i daje nabrać, tak jak byka nabiera się na atrapę krowy, kiedy chce się mu ściągnąć spermę. Czyżbyśmy my Polacy nie mieli więcej rozumu jak to zwierzę ?

    Polska jest pod zarządem władz imperium, a tzw. rząd „polski“ jest jedynie zarządem kraju z polecenia tych władz. Nie powinniśmy być zbyt zaskoczeni, skoro nawet wicekanclerz RFN Gabriel dosłownie mówi:

    https://www.youtube.com/watch?v=-PX8Jyp7cRk

    „My nie mamy żadnego rządu, pani Merkel jest kierowniczką organizacji nierządowej (tzw. NGO)”, to jak się to będzie przekładać na sytuację w Wolnej Polsce, tak dzielnie wywalczonej przez NSZZ ?

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/06/kolonia-usa/

    Polska Armia z kolei to kontyngent, jaki tzw. rząd „polski“ oddaje do dyspozycji władz imperium.

    Postępowanie administracji w Warszawie jest ścisłą realizacją poleceń władz imperium, które od lat traktują krainę U, w przeciwieństwie do Polski, jako ważny sworzeń Eurazji, niezbędny od opanowania wschodniej części Europy. Określanie tej administracji, tych parobków, jako „rząd polski“ jest równie słuszne jak uznać admnistrację Franka z Generalnej Guberni za rząd polski. Aby to zrozumieć, trzeba się jednak postarać lepiej opanować semantykę języka polskiego i języka okupanta.

    My podejrzewamy, że władze imperium kuszą parobków z Warszawy „gruszkami na wierzbie“, że w przypadku podziału krainy U też im się dostanie kąsek, stąd też taka wielkie zaprzaństwo w tych kręgach, gotowych sprzedać wszystkie narodowe wartości i interesy.

    Myślimy, że powyższe jest godne zastanowienia.

  4. Nie s-coś tam Panie Plausi, tylko nasienie.

Sorry, the comment form is closed at this time.