Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Holokaust czy “99-procentowy” mit?

Posted by Marucha w dniu 2017-01-27 (piątek)

Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło w 2005 roku “Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu”, ustanawiając go na dzień 27 stycznia. Celem tego Dnia Pamięci jest, jak stwierdza popularna i politycznie poprawna encyklopedia Wikipedia: “uczczenie pamięci ofiar pomordowanych w czasie II wojny światowej przez reżim hitlerowski”.

Z powyższego wynika wprost, że jedynymi “ofiarami pomordowanymi w czasie II wojny światowej przez reżim hitlerowski” byli Żydzi, co jest oczywiście nieprawdziwe i już na poziomie samego tłumaczenia genezy zjawiska Dnia Pamięci stawia pod znakiem zapytania wiarygodność podstaw, którymi się kierowano oraz intencje, jak również ukazuje uzurpację i monopolizację cierpienia.

Poniżej przypominamy tekst z 2010 roku, dający inne spojrzenie na ten niemalże teologicznie strzeżony dogmat nowej religii – Religii Holokaustu.

Holokaust czy “99-procentowy” mit?

Profesor Robert Jan van Pelt, człowiek określany jako jeden z największych współczesnych specjalistów historii obozu KL Auschwitz, w zupełnie przemilczanym przez główne media wywiadzie dla dziennika wydawanego w Toronto [1] wypowiedział słowa, które wskazują na zasadniczy zwrot w oficjalnie promowanej, martyrologiczno-mitologicznej wersji wydarzeń II Wojny Światowej określanej mianem Holokaustu, a szczególnie w dotychczasowej, wysoce zideologizowanej historiografii obozu Auschwitz.

Van Pelt, który przyczynił się do słynnego zwycięstwa Deborah Lipstadt, żydowskiej profesor historii z uniwersytetu Emory w Atlancie – zwycięstwa sądowego, acz nie merytorycznego – jako kluczowy ekspert w rozprawie sądowej wytoczonej w 1996 roku przez brytyjskiego historyka Davida Irvinga o zniesławienie, zaproponował w swoim najnowszym wywiadzie iście rewolucyjną myśl.

Otóż według prof. Van Pelta należy: porzucić dbałość o obóz KL Auschwitz, pozbyć się dotychczasowych jego szczątków i w praktyce zapomnieć o jego istnieniu, a wszystko to argumentowane jest – uwaga! – brakiem wystarczających dowodów wspierających oficjalnie głoszoną wersję funkcjonowania obozu KL Auschwitz, głównie aspektu związanego z jego wielkimi liczbami ofiar.

W wywiadzie dla dziennika The Star, na pytanie: “Dlaczego zaproponował Pan aby Birkenau zostało zamknięte i aby natura zrobiła swoje?“, profesor Van Pelt odpowiada:

“Mamy problem z konserwacją, zachowaniem Auschwitz. Miejsce, które jest dobrze zakonserwowane, to tam, gdzie znajduje się obecnie Muzeum, jednak miejsce [gdzie był obóz] Birkenau, kilka kilometrów dalej, tam gdzie te morderstwa miały miejsce – rozpada się.”

Van Pelt opowiada następnie z jakich to nietrwałych materiałów obozowe budynki były wybudowane, których “żywotność miała wynosić zaledwie dwa do trzech lat”, jak to po zakończeniu wojny baraki “rozebrano – a było ich 500 – załadowano na pociągi i wysłano do Warszawy“, i jak to baraki te, wybudowane z tandetnej cegły, już w 1948 roku rozpadały się. Van Pelt zauważa następnie, że “każdy z tych baraków miał w środku dwa piece z dwoma murowanymi kominami, które jednak nie zostały wysłane do Warszawy“.

Van Pelt kontynuuje wywiad i wyjaśnia, że mamy więc obecnie:

“bardzo dziwny widok: małe, prymitywne ceglane kominy wyrastające na trzy metry ponad ziemię. […] Oczywiście same kominy – a jest ich razem setki – tworzą silny symboliczny obraz, ponieważ Birkenau kojarzony jest z kominami krematoriów. Krematoriów tych już nie ma – zostały wysadzone przez Niemców […] – a ponieważ pozostały tam tylko ruiny krematoriów, a ludzie spodziewają się tam kominów, to pole wypełnione małymi kominami, które są pozostałością baraków, tworzą obraz, który ludzie w jakiś sposób kojarzą z zabijaniem i paleniem zwłok ofiar.”

Kluczowe stwierdzenie

W tym miejscu wywiadu następuje kluczowa konkluzja Van Pelta, który na pytanie: “Poprzez pozwolenie aby natura zrobiła swoje z tym miejscem, czy nie ryzykujemy tego, że ludzkość zapomni co się wydarzyło i czy nie przygotuje to warunków do podważania w przyszłości Holokastu?“, profesor odpowiada:

“99-procent tego co wiemy, nie bazuje na fizycznych dowodach aby to poprzeć. [To co wiemy] jest częścią naszej wiedzy, którą przejęliśmy od poprzedniego pokolenia.” [2]

Dalej rozwija swoją myśl, na pierwszy rzut oka, w niemalże rewizjonistycznym stylu:

“Nie wydaje mi się, aby Holokaust był w tym sensie czymś nadzwyczajnym. W przyszłości, pamietając o Holokauście, będziemy [go] postrzegali w ten sam sposób, jak większość rzeczy z przeszłości. Będziemy pamiętali [go] w literaturze i poprzez wspomnienia świadków. Funkcjonujemy bardzo dobrze w ten sposób, pamiętając wydarzenia przeszłości. W ten sposób wiemy, że Cezar został zabity w marcowym dniu Id. Aby jednak umocować Holokaust w jakiejś specjalnej kategorii i domagać się tego aby tam pozostał, jest właściwie daniem za wygraną negacjonistom Holokaustu, którzy domagają się jakiegoś rodzaju specjalnych dowodów.” [3]

Wobec tak wyrażonego nowego, aby wręcz nie powiedzieć – rewolucyjnego spojrzenia na Holokaust i na obóz KL Auschwitz jako jego symbol, dziennikarz pyta dalej: “Dlaczego zatem miejsce nie zostało jeszcze zamknięte?”, na co Van Pelt odpowiada zdradzając niemal nieznany fakt:

“W 1959 roku była propozycja porzucenia obozu, tak aby natura zrobiła z nim swoje. Muzeum obozu chciało zabezpieczyć bramy i zezwolić na to, aby wszystko się rozpadło. Myślą, która proponowała takie rozwiązanie, było przyznanie, że jest to miejsce, w którym ludzkość tak monumentalnie zawiodła, że właściwie nie powinniśmy go utrzymywać. W tym czasie jednak ocaleni [byli więźniowie] sprzeciwili się takiej propozycji. […] Jednak pięćdziesiąt lat później stajemy w obliczu końca epoki ocalałych – wieku świadków – i wydaje mi się, że […] my jako gatunek ludzki powinniśmy to zaznaczyć.”

Na problem zawarty w pytaniu: “Co się stanie gdy nikt nie przekaże funduszy na zabezpieczanie tego miejsca?”, Van Pelt mówi:

“Moja odpowiedź na tę kwestię brzmi: ‘No to co z tego? Może to nie jest taki zły pomysł, aby to miejsce zostało wymazane.’”

Van Pelt tłumaczy następnie logikę swojej propozycji, opierając się na decyzji Przewodniczącego Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej (którą to funkcję, warto przypomnieć, pełni pan Władysław Bartoszewski, zwany “profesorem”, chociaż w rzeczywistości jedynie maturzysta), który miał powiedzieć, że “decyzja ta powinna być pozostawiona tym, którzy zginęli w Auschwitz”. W takim razie jednak, zauważa Van Pelt w dość pokrętny sposób:

“Czy mamy jakiś wgląd na ich [ofiar] życzenia co do tego miejsca, poprzez jakieś zarejestrowane zeznania zanim oni zginęli? Ci co przeżyli mają w jakimś stopniu do tego prawo, ale gdy i oni odejdą nie wydaje mi się aby naszą rolą było decydowanie o tym. To jest decyzja, która należy do żyjących. Ziemia należy do żywych. To żyjący muszą podejmować trudne decyzje.”[4]

Wnioski

Wobec powyższej wypowiedzi profesora Van Pelta, którą można śmiało nazwać przełomową, można pokusić się na następujące wnioski:

1. W środowisku głównych ideologów propagujących obowiązującą wersję Holokaustu oraz w grupach związanych z wykonywaniem programu Przemysłu Holokaustu, dokonuje się zmiana taktyki wspierania tejże ideologii, wynikająca z coraz poważniejszego nacisku niezbitych dowodów, od wielu lat odważnie przedstawianych przez niezależnych historyków i badaczy. Napór ten uniemożliwia dalsze funkcjonowanie dotychczasowej kompozycji ideologiczno-pseudohistorycznej, w której niemiecki obóz koncentracyjny KL Auschwitz wraz z podobozami eksponowany jest jako „największy obóz śmierci”.

Szczegółowo dokumentowane prace, nieznane szerszej opinii, niezależnych badaczy dotyczące m.in. liczby ofiar niemieckich obozów czy też zastosowania w nich komór gazowych, od wielu lat przedstawiają bardzo konkretne fakty, wskazujące w tym przypadku na znacznie mniejsze od podawanych liczby ofiar oraz na brak dowodów na masowe ludobójcze wykorzystanie komór gazowych. Między innymi ta właśnie siła argumentów doprowadziła do wycofania się na przełomie lat 90. z propagowanej liczby “4 milionów ofiar” obozu KL Auschwitz i umieszczenie jej na dzisiejszym poziomie “miliona”.

Jak jednak niezależni badacze wskazują od wielu lat, historycy wspierający oficjalną wersję Holokaustu nie posiadają żadnych dowodów ponad dobrze udokumentowaną liczbę ofiar, również i tych żydowskich, obiektywnie określaną dla kompleksu obozowego Auschwitz na poziomie 120-170 tysięcy. Jak widać, liczba ta znacznie odbiega od początkowych 10 milionów, później od funkcjonującego przez kilkadziesiąt lat mitu 4 milionów, czy też obowiązującej obecnie liczby „około 1 miliona”, zresztą ze stałą tendencją spadkową.

Chcąc forsować liczby większe od niezbicie udokumentowanych, ideolodzy oficjalnej wersji zmuszeni są do zastosowania elementów z pogranicza religii, z nienaruszalnymi dogmatami, w które można tylko wierzyć, lecz których nie wolno kwestionować. Muszą też zastosować terror intelektualno-prawny, odstraszający od prowadzenia badań w tym zakresie.

2. Siły nadrzędne, kontrolujące świadomość społeczeństw w tym zakresie, zaczynają propagowanie nowego modelu tzw. Shoah, w którym obóz KL Auschwitz zostaje zdegradowany w swej wielkości i staje się „jednym z tysięcy obozów nazistowskich”, cały czas jako znaczący symbol, być może i najważniejszy symbol, lecz niewiele ponadto. Ramowe założenia tego nowego modelu zaprezentowane zostały w książce opracowanej przez centralne Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie pt “Encyklopedia Obozów i Gett: 1933-1945″ (The United States Holocaust Memorial Museum Encyclopedia of Camps and Ghettos: 1933-1945), wydanej w czerwcu 2009 roku przez wydawnictwo Uniwersytetu Indiana.

Jak profetycznie stwierdza prof. Steven Katz, dyrektor wydziału Studiów Żydowskich im. Elie Wiesela na uniwersytecie w Bostonie, w wyniku publikacji tej encyklopedii: „Zamiast myśleć kategoriami głównych obozów śmierci, ludzie zrozumieją, że było to powszechne zjawisko na całym kontynencie [europejskim]“.

Tak więc, z pięciu tysięcy znanych dzisiaj historykom obozów – lepiej lub gorzej opisanych, z mniejszą bądź większą domieszką niedopowiedzeń, przekłamań, zwykłych kłamstw oraz innych ideologicznych nieczystości – rewolucjoniści i inżynierowie społeczni z Muzeum Holokaustu, ku konsternacji profesjonalnych historyków rozszerzyli tę liczbę do 20 tysięcy. Tym łatwiej będzie można kontrolować dyskurs publiczny, dając kolejnym pokoleniom zajęcie i zadanie udowadniania rzeczy niemożliwych. W przypadku zaś jakichś trudności natury obiektywnej, w odpowiedniej chwili wstrzyma się prace ekshumacyjne – przerabialiśmy to w Jedwabnem – i zatrudni bajkopisarzy w rodzaju Jana Tomasza Grossa.

3. Tym, jak twierdzi prof. Katz „powszechnym zjawiskiem”, ma być obciążenie wszystkich, a szczególnie tych żyjących w najbliższej geograficznej styczności – czyli głównie Polaków – realnymi zbrodniami Niemców i wyimaginowanymi astronomicznymi ofiarami, które summa summarum muszą w ekwilibrystyce arytmetycznej dać niepodważalną liczbę “6 milionów”.

Niedawno opublikowany tekst na łamach izraelskiego serwisu internetowego YnetNews, pióra prof. Zee Tzahora, który w najdobitniejszych, jakże kłamliwych i wściekle obelżywych słowach obciąża Polaków za dokonywanie morderstw Żydów (a Polacy ci według prof. Tzahora “Pod względem poświęcenia w prześladowaniu Żydów, wydawaniu ich nazistom, ich aktywnej roli w przemyśle eksterminacyjnym, byli drudzy jedynie po Niemcach, a czasami nawet bardziej oddani w działalności eksterminacyjnej.”), jest bardzo jasnym sygnałem do rozpoczęcia kolejnego, bardziej zaawansowanego etapu ataku na Polaków i samą Polskę, jako „zbrodniarzy wojennych” znacznie gorszych od Niemców.

Wpisuje się to doskonale w model “rozprzestrzenienia winy” i odciążenia Niemców, których dzisiejsze państwo w uległy sposób spełnia kolejne żądania Przemysłu Holokaustu, i które chętnie podzieli się swoją winą z innymi.

Artykuł prof. Tzahora nie jest zatem żadnym “wypadkiem przy pracy”, żadną “wpadką” wydawnictwa “Jedijot Achronot” – jak niektórzy próbują sugerować – i niewiele pomogą tutaj kurtuazyjzne i niemrawe protesty polskiej ambasady. Tekst został niewątpliwie wydrukowany z pełną wiedzą o zawartych w nim prowokacyjnych kłamstwach i ma służyć przyjętemu modelowi, o którym będzie niestety słychać coraz częściej.

4. Jeśli wiele zbrodni dokonanych przez Niemców i współdziałające z niemieckimi służbami jednostki kolaboracyjne (jak np. ukraińskie oddziały SS), może być w jakimś stopniu poddana mniej lub bardziej rzetelnym badaniom historycznym opierającym się na konkretnych dowodach – raportach wojskowych, zapiskach dowódców, zeznaniach wiarygodnych świadków, itp. – to w przypadku oficjalnych, wielokrotnie powiększonych liczb ofiar głównych obozów koncentracyjnych jest to niemożliwe i wobec tego wygodne i konieczne dla podtrzymania ideologicznego obrazu Holokaustu jest terytorialne rozprzestrzenienie zbrodni na Żydach.

Jak twierdzi prof. Steven Katz, nowa Encyklopedia Obozów zrewolucjonizuje myślenie o Holokauście. “Każdy kto myśli, że to [czyli Holokaust] wydarzyło się w sposób niezauważony przez przeciętnego człowieka, zburzy tę mitologię. Był jeden Auschwitz i jedna Treblinka, ale było również 20 tysięcy innych obozów rozlokowanych w całej Europie.”

Jednak jeśli przez 65 lat nie potrafiono w przekonywający sposób – a niekiedy w żaden logiczny sposób – udowodnić podawanych liczb ofiar głównych niemieckich obozów, to jakże historycy poradzą sobie z czterokrotnie większą liczbą nowych obozów i zaproponowanych żydowskich miejsc kaźni? Jeśli na przykład do tej pory trudno o rzeczowe i nie graniczące z fantasmagoriami wyjaśnienia przyczyny śmierci “milionów ofiar” obozów Bełżec, Sobibór czy Treblinka, to cóż dopiero mówić o możliwościach manipulacyjnych nowych “20 tysięcy obozów” w Europie?

W jaki sposób zginęły ofiary w obozach Bełżec, Sobibór, Treblinka?…

Po dziś dzień trudno bowiem o rzeczową odpowiedź na pytanie w jaki sposób zginęły ofiary w tychże obozach (Bełżec, Sobibór czy Treblinka), jeśli największe żydowskie encyklopedie i najtęższe głowy historyków ortodoksyjnych (np. Hilberg) do tej pory twierdzą, że główną przyczyną śmierci w tych obozach były… spaliny silników dieslowskich (chodzi o tlenek węgla, który jednak w tychże gazach występuje w znikomych ilościach – o czym za chwilę).

Nie tylko brak podstawowych badań fizykochemicznych mogących potwierdzić samą możliwość masowego uśmiercania spalinami dieslowskimi, ale nawet we współczesnej światowej literaturze medycznej znany i udokumentowany jest jak do tej pory zaledwie jeden jedyny przypadek śmierci od gazów spalinowych silników dieslowskich[5]. A cóż dopiero mówić o “milionach ofiar”, na dodatek przy braku jakichkolwiek dowodów – poza sprzecznymi ze sobą i konfabulacyjnymi zeznaniami zaledwie kilku wątpliwych “świadków”. No i na jakiej podstawie ci historycy szacują swoje liczby, jeśli mamy do czynienia z tak ogromnym rozrzutem?

Zajrzyjmy do oficjalnych książek: Tregenza twierdził w roku 2000, że w Bełżcu zginęło milion Żydów, lecz w tymże samym roku Jean-Claude Pressac pisał, że zginęło tam “poniżej 150 tysięcy”. W Sobiborze podobnie: Zimmerman mówi o “350 tysiącach”, Pressac – “poniżej 35 tysięcy”, czyli dziesięciokrotnie mniej. W przypadku Treblinki, propaganda sowiecka i powojenna “oficjalna historiografia” mówią nawet o “7 milionach ofiar”, żydowski “świadek” Rajzman wylicza “3 miliony ofiar”, van Pelt mówi o 750 tysiącach, a Pressac już o “poniżej 250 tysiącach”.

Gdzie zatem leży prawda przy tak wielkich rozrzutach? A przy tym warto podkreślić, że są to badania historyków nurtu wspierającego oficjalną wersję Holokaustu, bez dopuszczenia do głosu ich kontestatorów, bez przeprowadzenia np. szerokich badań fizyko-chemicznych, niezbędnych nawet przy pojedynczym morderstwie, a cóż dopiero przy milionach ofiar.

Oprócz masy artykułów w głównych mediach, które uważają, że w dyskusji na te najbardziej kontrowersyjne tematy II Wojny Światowej nie trzeba posilać się faktami, a wystarczą zwykłe inwektywy (zob. np. niedawne [2010 rok] teksty w tygodniku Newsweeka Polska: „ Irving! Won, kłamco!” Aleksandra Kaczorowskiego i „Patrzmy Irvingowi na ręce” Tomasza Stawiszyńskiego), warto w tym miejscu wspomnieć o postawie tzw. strony przeciwnej, mającej balansować te media głównego nurtu.

Warto wspomnieć tutaj o wystąpieniach w Radio Maryja np. prof. Józefa Szaniawskiego [6], choćby z tego względu, że wypowiedź tę można zakwalifikować jako przykład stanu świadomości historycznej pewnej ponadprzeciętnej kadry naukowej. Na pytanie prowadzącego audycję ojca, który wspomniał o “4 milionach” ofiar obozu Auschwitz, liczbie serwowanej nam w czasach komunizmu, prof. Szaniawski nie raczył ustosunkować się do tejże, obowiązującej przez kilkadziesiąt lat liczby – a wpajanej wszystkim, wyrytej na tablicach, przed którymi klękał m.in. Jan Paweł II – lecz przywołał nową liczbę ofiar: “około 800 tysięcy”.

Na jakiej podstawie odrzucił on oficjalnie podawaną liczbę (określaną na “milion do milion-sto tysięcy”) nie wyjaśnia już, natomiast z dziurą edukacyjną niegodną historyka wyraźnie przerósł on nawet ortodoksyjnych historyków wypowiadając się na temat obozu w Treblince. Prof. Szaniawski twierdzi bowiem, że “w Treblince zamordowano około miliona Żydów”.

Czyżby zatrzymał się on w swoich badaniach na lekturach sowieckich propagandystów, swego czasu serwujących nam te – i jeszcze większe – astronomiczne liczby, czy też zechciałby sięgnąć po prace np. J. C. Pressaca – było-nie-było żydowskiego historyka nurtu oficjalnego – podającego liczbę “poniżej 250 tysięcy”. Jeśli jednak byłby bardziej wnikliwy, być może zainteresowałby się stanem dowodowym dotyczącym tego właśnie obozu – a jest on w całej zideologizowanej wersji Holokaustu najbardziej wstydliwym punktem, gdyż przypadek Treblinki jest piętą achillesową Holokaustu – gdyż tak naprawdę to brak jakichkolwiek dowodów na potwierdzenie tak wielkich liczb ofiar.

Warto dodać, że prace niezależnych historyków odrzucają możliwość masowego uśmiercania przy pomocy spalin silników dieslowskich – a oficjalna wersja mówi właśnie o tym środku śmiercionośnym, a nie o np. Cyklonie-B – oraz oceniają liczbę ofiar na poniżej 80 tysięcy. To bardzo dużo, to o 80 tysięcy za dużo, ale jak liczba ta ma się do wtłaczanych przez lata społeczeństwom milionów?

Należy ponadto podkreślić, że w powszechnej świadomości zakorzeniona wersja o produkcie występującym pod nazwą Cyklon-B jako sprawcy ludobójstwa w komorach gazowych niemieckich obozów koncentracyjnych, jest w świetle nawet ortodoksyjnej literatury żydowskiej nieprawdziwa, choćby dlatego, że – biorąc statystyki ofiar, opracowne przez tychże historyków – niemal 2/3 wszystkich ofiar żydowskich zginęła nie od Cyklonu-B, lecz od tlenku węgla.[7]

Pora uświadomić sobie niestabilność oficjalnej wersji, w której zmową milczenia pomija się ten aspekt. Niemal wszyscy autorzy oficjalnej literatury “holokaustycznej” nie odnoszą się do tej kluczowej kwestii – sposobu morderstw 2/3 ludności żydowskiej – nie tylko nie przedstawiając argumentów za jej poparciem, ale często nawet ani słowem nie odnosząc się do niej, nie mówiąc już o braku jakichkolwiek analiz fizykochemicznych mogących potwierdzić tak brzemienną w skutkach hipotezę. Z naukowego punktu widzenia stanowisko takie jest niedopuszczalne i choćby tylko ten jeden fakt świadczy o ideologizacji nauk historycznych.

Treblinka, czyli problem uśmiercania gazami silników wysokoprężnych

Zajmijmy się zatem zagadnieniem uśmiercania przy pomocy gazów silników dieslowskich, bowiem niemal zupełnie nikt z tzw. największych autorytetów oficjalnej wersji Holokaustu, nawet nie zdaje sobie sprawy z ważności i wielkości zagadnienia. Owszem, kilku z nich cytuje zeznania Kurta Gersteina, członka SS, określanego jako “naoczny świadek masowych mordów w Bełżcu i Treblince”, który w Raporcie (zeznaniach złożonych w podejrzanych okolicznościach podczas więzienia przez Aliantów we Francji), opisywał gazowanie spalinami silników dieslowskich. Jednak poza cytowaniem tego raportu i kilku innych świadków, brak jakiegokolwiek poparcia ze strony weryfikacji naukowej.

Zatem, czy było możliwe masowe uśmiercanie więźniów przy pomocy gazów silników dieslowskich? (Przy czym jednostkowe przypadki uduszenia oczywiście mogą mieć miejsce, nawet w wyniku bardzo nieskutecznych pod tym względem spalin silników wysokoprężnych.) Czy miałoby sens wprowadzanie tak nieskutecznych metod masowego uśmiercania, jeśli o wiele prostsze, łatwiejsze i efektywniejsze byłoby przeprowadzenie tego przy pomocy silników benzynowych, albo jeszcze lepiej – przy użyciu szeroko dostępnych silników na gaz generatorowy (Holzgas)?

Aby odpowiedzieć na te pytania należy zdać sobie sprawę, że tych ostatnich, czyli silników na gaz generatorowy, Niemcy hitlerowskie miały w nadmiarze (wyprodukowano ich ponad pół miliona) i, w przeciwieństwie do cennego i reglamentowanego paliwa płynnego, zużywały powszechnie dostępne paliwo w postaci np. drewna. Przy tym produkowały gaz zawierający aż 35 procent tlenku węgla, podczas gdy spaliny silników Diesla zawierają w praktyce maksimum 0,5% CO, i to przy pełnym obciążeniu silnika, czyli dopiero przy niemal 100% obciążeniu – co jest trudne do osiągnięcia bez dodatkowego, kosztownego osprzętu – o którego istnieniu Raport Gersteina zresztą nie wspomina, a samo przyciśnięcie pedału “gazu” w silniku wysokoprężnym, bez jego maksymalnego obciążenia, nie wpływa niemal zupełnie na zwiększenie się zawartości CO w spalinach.

Mało tego, silniki generatorowe przed wojną były używane nawet do tępienia szczurów, a więc pragmatyczni Niemcy, na dodatek w czasie wojennych permanentnych braków surowców, powinni bez zastanowienia zastosować znane i sprawdzone rozwiązanie. Tym bardziej, że o groźnym stężeniu CO w gazie generatorowym tych silników wiedział niemal każdy niemiecki mechanik, gdyż ogólnokrajowy program szkolenia każdego kierowcy kładł szczególny nacisk na występowanie niezwykłego niebezpieczeństwa tlenku węgla produkowanego przez te generatory.

Na dodatek, III Rzesza od początku wojny wprowadzała stopniowo nakaz używania samochodów z tego rodzaju napędem, by w 1943 roku wprowadzić obowiązek używania tylko samochodów z silnikami na gaz generatorowy i zakaz używania samochodów z silnikami benzynowymi, do celów niemilitarnych. Niewątpliwie wielu więźniów przewożono tego rodzaju samochodami, które mogły być skutecznie wykorzystane do zabójczych celów, lecz na temat ich zastosowania do tych celów temat literatura milczy, nie przytaczając ani jednego raportu, zalecenia, protokołu wykonania, zeznań świadków, sprawców, itp.

Nic, absolutnie żadnych śladów historycznych mogących wskazać na ludobójcze zastosowanie samochodów wytwarzających gaz generatorowy, niemalże idealnie przystosowanych do uśmiercania ludzi. Ani jednego przypadku użycia choćby jednego z tych setek tysięcy niemieckich groźnych pojazdów nie przytacza literatura żydowska.

Mamy więc sytuację następującą: silniki Diesla mogące wytwarzać maksimum 0,5% CO, powszechne silniki benzynowe, normalnie wytwarzające około 7% CO, a przy odpowiednim nastawieniu nawet 12% CO, oraz gazy silników generatorowych, zawierające od 18% do 35% CO. Każdy myślący człowiek, a tym bardziej tak zorganizowany i zdeterminowany system niemiecki czasów III Rzeszy niewątpliwie wybrałby do ludobójczych celów właściwe rozwiązanie.

Niestety, literatura promująca oficjalną wersję Holokaustu niezmienne i z uporem godnym jakiegoś masochisty i intelektualnego samobójcy uważa, że stosowano właśnie silniki dieslowskie. Nawet najnowsza encyklopedia Yad Vashem (zob. Concise Encyclopedia of the Holocaust – Treblinka)* dalej twierdzi, że ludobójstwa dokonano przy użyciu spalin silników dieslowskich.

W tym miejscu należy dodać fakt, iż wspominany Kurt Gerstein był z zawodu inżynierem górnictwa i jeśli spisywał on swoje zeznania, znane później jako Raport Gersteina – a wiele świadczy, że spisywał je pod przymusem we francuskim więzieniu – to musiał on zdawać sobie sprawę z absurdalności stosowania gazów silników Diesla jako metody masowego uśmiercania ludzi. Być może Gerstein w swoich zeznaniach – tak jak np. Rudolf Höss gdy wyliczał liczbę ofiar obozu KL Auschwitz na 3 miliony, liczbę całkowicie dziś skompromitowaną i zarzuconą – celowo umieścił takie a nie inne “narzędzie zbrodni”, w nadziei, że nadejdzie kiedyś czas na zasadniczą korektę.

Dlaczego niemal wszyscy historycy pomijają milczeniem kwestię rozpatrywania technicznych możliwości sposobu uśmiercania z wykorzystaniem gazów silników dieslowskich? Hilberg w 1300-stronicowym opracowaniu o Holokauście, wspomina o tym w jednym paragrafie, Lipstadt, Shermer, Stern i inni w swoich książkach zupełnie nawet nie wspominają o tym sposobie zabijania. Z czego bierze się taka bojaźń przed otwartą debatą na to kluczowe zagadnienie? Zagadnienie mające przecież dotyczyć śmierci 2/3 obozowych ofiar żydowskich!

Sprawą weryfikacji możliwości uśmiercania ludzi przy pomocy gazów silników wysokoprężnych zajął się m.in. Friedrich Rudolf Berg, wykształcony w Stanach Zjednoczonych (Uniwerstytet Columbia) inżynier górnictwa. Fakt ten ma tym większe znaczenie, że wypowiada się specjalista od spraw górniczych, a właśnie w górnictwie od prawie stu lat stosowane są powszechnie silniki wysokoprężne w kopalniach, nawet na dużych głębokościach, niekiedy w niemal szczelnych korytarzach. Dlaczego? Bo nie produkują gazów mogących realnie uśmiercić! (Oczywiste zagrożenie dla zdrowia wynika głównie z uciążliwości tych spalin, nieprzyjemnej sadzy oraz długofalowego narażenia na kancerogenne i mutagenne związki, które nie mają jednak żadnego znaczenia w rozpatrywaniu oficjalnej wersji Holokaustu.)

Szczegółowa analiza silników wysokoprężnych, składu spalin, warunków ich zmian, ich wpływu na organizmy żywe, ich toksyczności, itp, powinny być podstawą do dalszego dialogu na temat możliwości technicznych – i możliwości w ogóle – masowego uśmiercania ludzi przy pomocy tychże gazów. Niestety, strona utrzymująca oficjalną wersję Holokaustu nie odważyła się do tej pory podjąć tej dyskusji, nie wydała żadnego kontr-opracowania, traktuje temat jakby nie istniał, a osoby usiłujące przedstawiać rzeczowe argumenty oskarża o “antysemityzm” i “negowanie Holokaustu”.

Jedynym wyjątkiem jest mini-opracowanie pt “Holokaust przed sądem” (Holocaust on Trial) umieszczone na stronie internetowej znanego uniwersytetu Emory University w Atlancie (Georgia), na którym pracuje Deborah Lipstadt. Uczelnia ta, po procesie Lipstadt-Irving, zajęła się próbą odpierania tez wysuwanych przez niezależnych historyków, nazywanych też pejoratywnie “negacjonistami”, albo “rewizjonistami”.

Odnośnie do pracy inż. Berga, na stronie internetowej “Holocaust On Trial – There is Not Enough Carbon Monoxide In Diesel Exhaust To Kill“, podjęto się próby ustosunkowania się do, jak z konieczności przyznano, “robiącego wrażenie naukowości” opracowania inż. Berga. Niestety, nawet mierny student jakiejkolwiek Politechniki będzie w stanie śmiało podważyć przytoczone przez podopiecznych prof. Lipstadt zdawkowe odpowiedzi i nieudolne próby zanegowania oczywistych faktów.

Np. nie mając wyjścia i przyznając rację niepodważalnemu faktowi, że silnik dieslowski pracujący w zakresie przewidzianym przez producenta nie wytwarza śmiertelnych dawek CO (jak przyznano: “produced only a small amount of carbon monoxide, not enough to be quickly lethal“), ratowano się ucieczką w fikcję twierdząc, że przecież SS-mani tak zręcznie nastawiali silnik, aby można było z niego uzyskać wystarczający poziom śmiertelnych gazów.

Zatem zamiast przedstawiania solidnych kontragumentów, mamy dalsze zanurzanie się w domysłach i fikcji. Sugeruje się, iż wiedza SS-manów obsługujących silniki Diesla była tak olbrzymia, że znali oni szczegółowe wykresy pracy silnika, charakterystyki zadymienia, zawartości poszczególnych związków w spalinach w zależności od obrotów silnika, obciążenia, itp. Przecież nawet wielu inżynierów nie zna tych parametrów, zresztą innych dla każdego typu silnika. I nawet jeśli teoretycznie można uzyskać nieznacznie zwiększoną dawkę CO poprzez tzw. dławienie zasysanego powietrza do silnika (a należy zastosować dławienie prawie 98%, zostawiając zaledwie 2% prześwitu), to jest to możliwe tylko na bardzo krótką metę i kończyć się może jego destrukcją, a do tego czasu znacznie utrudnić normalną, stabilną pracę silnika.

W silnikach dieslowskich nie ma też, jak się sugeruje, jakiejś magicznej śrubki (jak w gaźnikach silników benzynowych wkręt regulacji skład mieszanki), za pomocą której można sobie dowolnie dobierać parametry pracy poza te, ściśle wyznaczone przez producenta, parametry mogące wpływać na realny wzrost zawartości CO w spalinach.

Biorąc pod uwagę te nieudolne wyjaśnienia, należy podkreślić, że aby możliwe było wytworzenie niebezpiecznych (niekoniecznie: śmiertelnych) dawek CO, co miałoby przekładać się na morderstwa miliona – i więcej – osób, trzeba było operować sprzętem w jego ekstremalnym zakresie przez długi okres czasu. Byłoby to w praktyce niemożliwe, a w celu realizacji “założonych celów” mających polegać na wymordowaniu tak wielkiej grupy ludzi, po prostu wysoce nierozważne z uwagi na możliwość częstych awarii silnika, a przecież w warunkach wojennych trudno było o części zamienne.

Sprawa się tym bardziej komplikuje, że “świadkowie” twierdzą, iż w obozach Bełżec-Sobior-Treblinka stosowano do celów uśmiercania nie silniki niemieckie – które w warunkach wojennych mogły choćby teoretycznie liczyć na części zamienne i fachową obsługę – lecz… silniki wymontowane z sowieckich czołgów. Niektórzy “świadkowie” twierdzą nawet, że stosowano w obozach silniki… z łodzi podwodnych. Jak widać, co krok natrafiamy na kolejny absurd.

Należy przy tym uzmysłowić sobie, że te wszystkie dywagacje o możliwościach silników dieslowskich odbywają się nie biorąc pod uwagę faktu, że obok spokojnie pracowały sobie silniki wytwarzające gaz generatorowy z 35% zawartością tlenku węgla…

W innym miejscu skandalicznie interpretuje się wyniki znanych eksperymentów naukowców brytyjskich, przeprowadzone w latach 1950. na zwierzętach poddanych wpływowi tlenku węgla. W wyniku głównego eksperymentu z przeprowadzonej serii, podczas którego zwierzęta poddane były spalinom silnika dieslowskiego przez okres pięciu godzin, wszystkie zwierzęta przeżyły, bez żadnego efektu ubocznego. Dopiero w kolejnych eksperymentach, w których poddano je znacznie zwiększonymi dawkami, zwierzęta nie przeżyły, ale i w tym przypadku dopiero po 3 godzinach i 20 minutach. A przecież, jak mówi Raport Gersteina, cały, mierzony dokładnie zegarkiem w ręku, proces gazowania więźniów trwał dokładnie 32 minuty. To kilkukrotnie za mało aby uśmiercić ludzi spalinami silników dieslowskich i jedyne co mogli oni doświadczyć to ból głowy.

Odpowiedzią obrońców oficjalnej wersji Holokaustu jest stwierdzenie, że “nie można porównywać rzeczy nieporównywalnych”, że nie można ekstrapolować wyników badań na zwierzętach nad realnymi warunkami gazowania więźniów. Może i jest to trudne, może niewygodne, może łatwiej jest odrzucić takie niepokojące porównania, ale zaprzeczając im i stosując tego rodzaju tok rozumowani, można wszystko tłumaczyć, nawet i twierdzenie, że Ziemia jest płaska. Czy jednak mamy wtedy do czynienia z nauką, szczerymi próbami naukowego wyjaśniania zdarzeń historycznych i rzetelnym dialogiem na argumenty, czy też akceptujemy zacieranie oczywistości interpretacjami ideologicznymi?

W sumie, opracowanie uniwersytetu Emory jest dosyć typowe w “dialogu” na drażliwe tematy o Holokaście: na trzech stronach zawarto nieudolną próbę odparcia rzeczowych argumentów inż. Berga, który przedstawił je w kilkudziesięciostronicowym opracowaniu, pełnym wykresów i wyliczeń i wspartym licznymi artykułami w wielu pismach oraz szczegółową prelekcją dostępną w formie video. Zamiast rzeczowych kontr-argumentów, skorzystano z miałkiej merytorycznie riposty, dość typowej w tego rodzaju “dyskusji”, posilanej za to bogatym słownikiem inwektyw.

Problem świadków

Problem świadków jest kluczowy we wszystkich opisach działalności obozów koncentracyjnych, natomiast w przypadku obozów Sobior-Belzec-Treblinka przyczynia się do konieczności zupełnego odrzucenia prezentowanej przez nich wersji wydarzeń.

Weźmy bardzo nagłaśnianego “świadka” – żydowskiego fryzjera w obozie Treblinka, Abrahama Bombę, którego zaprezentował żydowski reżyser Claude Lanzmann w antypolskim, ponad dziewięciogodzinnym paszkwilu, filmie Shoah. Bomba stwierdza, że jako fryzjer golił żydowskich więźniów w komorze gazowej, pomieszczeniu o wymiarach “4 metry na 4 metry”, w którym pomieściło się – uwaga – “140 do 150 kobiet z dziećmi”, a w tymże małym pomieszczeniu było miejsce dla “16 lub 17 fryzjerów” oraz “dwóch lub trzech niemieckich strażników”.

Fryzjerzy opuszczali tę “komorę gazową” na “pięć minut”, po czym więźniów gazowano, a następnie opróżniano ją z ciał, co trwało “jedną minutę” (sic!) i fryzjerzy wracali do następnej partii więźniów. Tak oto wyglądają zeznania “świadków” – Bomby i wielu innych – które stanowią podstawę obowiązującej wersji Holokaustu z “milionami ofiar żydowskich” obozu Treblinka oraz innych obozów niemieckich.

To tylko pierwszy z brzegu przykład świadków, na podstawie których imaginacji i absurdalnych zeznań, wspomnień i literatury buduje się arytmetyczne proporcje obowiązującej wersji Holokaustu i mówi się o naukowych jego podstawach. Do pełnego obrazu należałoby w tych obozach dodać zupełny brak szczątków tak wielkiej liczby zamordowanych i skremowanych, brak nie tylko dowodów ale i samej technicznej możliwości dostarczania niewyobrażalnie wielkiej masy paliwa, węgla czy drewna, potrzebnych do skremowania ciał, itd, itp.

W wolnym państwie na te tematy należałoby spodziewać się setek prac doktorskich udowadniających fałsz funkcjonującej przez kilkadziesiąt lat propagandy, lecz zamiast tego mamy zagłębianie się w bezdenne opary ideologii.

5. W teorii prof. Katza, edytora wspomnianej wyżej Encyklopedii, KL Auschwitz dalej pozostaje wyjątkowym obozem, tak jak Treblinka („był jeden Auschwitz i jedna Treblinka”), lecz przecież nic nie stoi na przeszkodzie aby równocześnie wspierać symboliczność obozu KL Auschwitz, a z drugiej strony iść torem rozumowania prof. Van Pelta.

Oprócz czysto propagandowego symbolu obozu KL Auschwitz, będzie można zezwolić w pewnym momencie na kontrolowany rozkład przeważającej jego części. Nienaruszalny symbol pozostanie, a pozostałości materialne ulegną dewastacji. Muzeum pozostanie – kierowane przez wiadome gremia – lecz najbardziej kontrowersyjne części obozu (np. odbudowane po wojnie przez Rosjan komory gazowe, bowiem to co dzisiaj jest prezentowane turystom, to rekonstrukcja powojenna[8]) – już niekoniecznie. Mit wyjątkowości, unikalności i wyłączności cierpienia Żydów pozostanie i będzie pączkował, zaś nawet marne dowody materialne świadczące o niezaprzeczalnym bestialstwie nazistowskiego systemu obozowego skupiającego się przecież głównie na nie-żydowskich więźniach – zniknie.

Chyba, że… Chyba, że pewne siły będą dążyły do utrzymania dotychczasowego wizerunku obozu, nawet poprzez preparowanie bądź też korzystanie z nadarzającej się okazji nagłośnienia potrzeb obozu, co miało miejsce z niedawną, wielce podejrzaną kradzieżą obozowego napisu “Arbeit Macht Frei”. Wydaje się, że ten ostatni incydent, w ważnym dla egzystencji obozu momencie, spełnił swoją rolę i przysłużył się do zdobycia dodatkowych międzynarodowych funduszy na utrzymanie obozu. Być może był w jakiś sposób skorelowany z wcześniejszą wypowiedzią prof. Van Pelta, ukazującą nowe podejście do resztek obozowych.

6. Wiele do myślenia – wszystkim, lecz przede wszystkim apologetom obowiązującej ideologii Holokastu – powinno dać stwierdzenie prof. Van Pelta, który jasno wyraził się, iż 99-procent tego, czym operuje ta ideologia, nie opiera się na faktach, nie opiera się na dokumentach, innymi słowy – jest swego rodzaju narracją quasi-historyczną zmieszaną z mitomanią, czyli tym co Żydzi określają mianem Haggada.

Prof. Van Pelt być może zdaje sobie sprawę, choć trudno mu to wyrazić w jeszcze jaśniejszych słowach, że wiele kluczowych elementów obowiązującej ideologii Holokaustu opiera się na pamiętnikowych wspomnieniach, czyli obszernej literaturze Holokaustu, która jednak poddana rzeczowej krytyce literacko-historiograficznej zostałaby – i tak niewątpliwie osądzi ją Historia – porzucona we wstydliwy kąt propagandy ideologicznej epoki syjonizmu, obok stosów literatury stalinizmu.

A literatura holokaustyczna, rozrastająca się w fenomenalnym tempie, potrafiła dokonać trwałego wyłomu w świadomości społeczeństw, odciągając najbardziej nawet zdolnych historyków od wnikliwego przyjrzenia się tematowi, który przecież – jak się wmawia – został już dostatecznie zbadany, opisany, i którego nie wolno dotykać z niertodoksyjnej strony bez narażenia się na stygmę medialną i zainteresowanie wymiarem sprawiedliwości.

Warto w tym momencie przywołać statystyki pokazujące skalę tejże ideologicznej masakry świadomości społecznej. Np. gdy w latach 1960. wydawano około 30 angielskojęzycznych, znaczących pozycji o Holokauście, to w dekadę później – 140 pozycji, w latach 1980. – 346 pozycji, by w latach 2000-2007 (a jest to niecała dekada) dojść do liczby ponad 900 pozycji rocznie. Jeśli uwzględnić inne media – filmy, CDs, itp. – to liczba ta urasta do grubo ponad 5000 pozycji rocznie, czyli każdego dnia, każdego roku, tylko w świecie angielskojęzycznym, powstaje 15 kolejnych produktów propagandy Holokaustu.

Razem z atmosferą “Dni Holokaustu”, oddziaływaniem setek muzeów i pomników Holokaustu, spotkań, sympozjów, studiów, programów szkolnych, monstrualną ilością artykułów prasowych, programów telewizyjnych, internetowych stron, a także zgubnego dla Kościoła i Jego wiernych “dialogu katolicko-żydowskiego” – otrzymujemy obraz zasięgu tego socjotechnicznego działania. Jak widać ulegają jemu nawet najbardziej uczciwi naukowcy, którzy jednak z jakichś względów boją się wyjść poza ramy wyznaczone przez establishment poprawności politycznej i historycznej.

Konkluzja

Uczestnicząc w dyskusji na ten jeden z najbardziej zideologizowanych tematów, czy jak określił to prof. Arthur Butz w tytule swojej, wydanej jeszcze w 1976 roku, książki – “Przekręt XX wieku”[9], warto podkreślić, że w sporze o detale dokonanych zbrodni nie wolno zapominać o rzeczywistym cierpieniu milionów ofiar wojny, w tym wielu, wielu setek tysięcy ofiar żydowskich. To przeciwko Żydom obłędny system socjalistyczny ugruntowany w mitomanii niemieckiej skierował się w pierwszej kolejności, to Żydzi w znaczny i szczególny sposób doznali upokorzeń, krzywd, prześladowań. (Czy i na ile antysemityzm niemiecki miał uzasadnione i sprowokowane podłoże, to kwestia godna osobnych rozważań.)

Jednak przy całym szacunku do najczęściej niewinnych ofiar żydowskich – gdyż żydowscy gracze polityczni, gospodarczy i finansjera nie interesowali się losem swoich pomniejszych braci – przy całym szacunku dla o wiele większej liczby nieżydowskich ofiar, nie wolno zapominać o konieczności poznania prawdy i o prawdziwych konsekwencjach socjalizmu narodowego. A ten, tak jak każdy system socjalistyczny skierowany przeciwko Bogu i porządkowi moralnemu, musi produkować takie a nie inne owoce.

II Wojna Światowa była bowiem niczym innym tylko kulminacją dwóch bezbożnych i antyludzkich totalitaryzmów – narodowego i międzynarodowego socjalizmu, które najpierw wspólnie przygotowywały się do podboju Europy, by później poróżnione zgotować światu piekło. To wtedy też zatriumfowała i wydała swe owoce obłędna uzurpacja różnych grup do miana nadludzi.

Każda reforma, w tym i uporządkowanie sfery dochodzenia do prawdy historycznej, badania minionych zdarzeń, weryfikowania informacji, musi być zapoczątkowana przywróceniem właściwego nazewnictwa. Wiedział już o tym Konfucjusz stwierdzający, że pierwszym krokiem do prawdziwych reform politycznych – choć oczywiście nie tylko tych – musi być nazywanie rzeczy po imieniu, musi być właściwe zredefiniowanie funkcjonujących pojęć.

W przypadku pojęcia “Holokaustu”, które stało się nieprecyzyjnym hasłem w sensie historycznym, za to wybuchowym w ideologicznym, należy zaznaczyć, że nie chodzi o negowanie cierpienia Żydów, że nie chodzi o zaprzeczanie funkcjonowania niemieckich obozów koncentracyjnych, że nie chodzi o łapanki, rozstrzeliwania, wywózki, getta, że nie chodzi o całą antyżydowską politykę III Rzeszy. Temu wszystkiemu nikt obiektywnie analizujący wydarzenia nie może zaprzeczyć.

Chodzi natomiast o przywrócenie właściwych proporcji tych zjawisk; chodzi o zdanie sobie sprawy z wpływu i celów różnych światowych sił pragnących dzisiaj utrzymać status quo obowiązujących wersji, z których czerpią one materialne i pozamaterialne korzyści i wykorzystują je do niecnych celów; chodzi o przeciwstawienie się uzurpacji i monopolizacji cierpienia; chodzi o przyznanie, że ofiary wojny rozpętanej przez socjalistyczną utopię, to nie tylko Żydzi, że w sumie stanowią oni kilka procent wszystkich jej ofiar i że w wojnie tej chodziło o ważniejsze cele niż prześladowanie Żydów czy też usunięcie ich z Europy.

Poznanie prawdziwej skali wydarzeń i ich przebiegu, pozwoli na ustalenie czy mamy do czynienia z liczebną wyjątkowością zdarzenia określanego mianem Holokaustu – co próbuje się wykorzystać nawet w sensie teologicznym – czy też uczestniczymy w serwowanej nam fikcji o groźnych konsekwencjach dla całej ludzkości.

W każdej publikacji i wypowiedzi na te tematy należy zachować obiektywizm i rozpatrywać racje obu stron chcących zaprezentować swoje argumenty. Stanowisko strony oficjalnej znane jest każdemu, jednak aby rzetelnie zrozumieć losy wydarzeń wojennych i naprawdę oddać hołd wielu niewinnym ofiarom wojny, należy poważnie pochylić się nad wszystkimi dokumentami, odrzucić ideologiczną ich interpretację, pozbyć się pozamerytorycznych nacisków. Aby służyć Prawdzie i nie kpić z prawdy historycznej należy pozbyć się cenzury, autocenzury, penalizacji wypowiedzi, należy przyznać się do słabości głoszonych oficjalnie tez, jako pierwszego kroku do pisania rzetelnej historii.

Wypowiedź prof. Van Pelta chciałoby się widzieć właśnie w tej ostatniej kategorii – przyznania się do porażki, przyznania się do tego, że znaczna część, czy jak to woli prof. Van Pelt – “99-procent” oficjalnej teorii nie opiera się na weryfikowalnych faktach. Van Pelt przyznaje śmiało, że “Holokaust” w formie obecnie nam wpajanej nie może pozostać tam gdzie jest dotychczas, że nie można “umocować Holokaustu w jakiejś specjalnej kategorii i domagać się tego aby tam pozostał”, bowiem byłoby to przyznaniem racji dokumentom, rzetelnym świadkom oraz zwykłej logice, nade wszystko zaś byłoby przyznaniem się do porażki, byłoby, jak twierdzi “właściwie daniem za wygraną negacjonistom Holokaustu, którzy domagają się jakiegoś rodzaju specjalnych dowodów”.

Tak, niezależni badacze historii, domagają się dowodów, domagają się po prostu dowodów i wcale nie żądają “specjalnych dowodów”, lecz wołają o otwartą debatę naukową. Czy i w jakim stopniu przyznanie o słabości oficjalnej wersji Holokaustu będzie wykorzystane, czy nie zostanie ono wprzęgnięte w budowę jeszcze bardziej zmitologizowanej wersji żydowskiej Haggady, pozbawionej nawet szczątków obozowych – czas pokaże. Póki co należy przyjąć to stwierdzenie w nadziei, że pozwoli otworzyć oczy wątpiącym, zdezorientowanym, zagubionym i umożliwi wolne i bezkompromisowe badanie historii.

Lech Maziakowski
Washington, DC | 17 września 2010 | http://www.bibula.com

Przypisy:

[1] The Star, published On Sun Dec 27 2009. “A case for letting nature take back Auschwitz. This leading Holocaust scholar argues that there would be dignity in death camp’s neglect”, http://www.thestar.com/News/Insight/article/742965

[2] “Ninety-nine per cent of what we know we do not actually have the physical evidence to prove . . . it has become part of our inherited knowledge.”

[3] “I don’t think that the Holocaust is an exceptional case in that sense. We in the future – remembering the Holocaust – will operate in the same way that we remember most things from the past. […] To put the holocaust in some separate category and to demand that it be there – to demand that we have more material evidence – is actually us somehow giving in to the Holocaust deniers by providing some sort of special evidence.”

[4] “No. So when you call on the victims to some way indicate what happened at the site we can only talk about the survivors. But can survivors really represent those who died? The survivors can do that to a degree, but once they are dead I don’t think it’s our place to interpret. This is a decision that we have to take as the living. The earth belongs to the living. It is the living that have to make the tough decisions.”

[5] Jako swoistą ciekawostkę polecam informację o procesie przed amerykańskim sądem w sprawie tajnego programu rządowej Agencji Ochrony Środowiska (EPA), która prowadziła niebezpieczne eksperymenty z udziałem ludzi, w tym dzieci, chorych i osób starszych. Eksperymenty polegały m.in. tym, że: “Grupę badanych zamykano w szczelnym pomieszczeniu szkoły medycznej. Pod budynek podjeżdżała ciężarówka z silnikiem diesla. Do jej rury wydechowej podłączano przewód. Spaliny odpowiednio rozcieńczano i mieszano z innymi substancjami, aby wyeliminować zapach. Ochotnicy mieli oddychać trucizną przez dwie godziny.“
Co z tego wynika? Owszem, ludzie narażeni byli na trujące czynniki, pyły, itp, groźne dla zdrowia przy długofalowym wdychaniu. lecz oczywiście podczas eksperymentu nikt nie umarł nawet po kilkugodzinnym narażeniu na te spaliny.
Więcej – tutaj

[6] Wypowiedź w Audycji “Aktualności Dnia”:

Prowadzący audycję (P) -Jakie są liczby, o jakich liczbach możemy mówić wobec tych, którzy zostali zamordowani w obozie Auschwitz-Birkenau?
Prof. J. Szaniawski (JS): -W sumie podaje się w tej chwili około 800 tysięcy ofiar – i w Auschwitz i w Birkenau. W sumie. Natomiast…
P -Bo komuniści, ja pamiętam jeszcze za czasów szkolnych, mówili: 4 miliony. Wyczytałem teraz niedawno też dane, że niecałe półtora miliona.”
JS -Nie, dużo mniej: 800 tysięcy. Natomiast trzeba powiedzieć wprost, że dużo większa była liczba ofiar obozów na Majdanku pod Lublinem, w Sobiborze i w Treblince. W Treblince zamordowano około miliona Żydów.

Zob. 12 minuta wypowiedzi prof. Józefa Szaniawskiego – plik Audio:
65. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau (2010-01-28) – Radio Maryja, Aktualności Dnia

[7] Oto podawane liczby ofiar żydowskich w poszczególnych, tzw. głównych obozach, określanych też mianem obozów śmierci, oraz sposób dokonania w nich ludobójstwa – dane w Wikipedii, zbieżne z danymi podawanymi przez literaturę holokaustyczną:

Auschwitz-Birkenau 960 000 – Cyklon-B
Treblinka 920 000 – CO (tlenek węgla)
Belzec 600 000 – CO
Sobibor 250 000 – CO
Kulmhof (Chełmno) 250 000 – CO
Lublin (Majdanek) 59 000 – Cyklon-B i CO
Razem: 3 039 000 Żydów uśmierconych w głównych obozach, z czego ok. 69% stanowią ofiary tlenku węgla

Cytowana Wikipedia sama nie potrafi jednak podliczyć podawanej przez siebie liczby ofiar żydowskich. Pod hasłem “Obozy niemieckie 1933-1945” stwierdza, że “W sumie wymordowano w takich obozach ponad 2,5 mln osób. Najważniejszymi były Birkenau, Kulmhof, Treblinka, Sobibor i Belzec.” Jeśli podliczymy jednak podawane pod poszczególnymi hasłami liczby, to zaczyna brakować grubo ponad pół miliona ofiar, tym bardziej, że Wikipedia mówi o szerszej grupie ofiar (“osób”), niż samych Żydów. Czyli: zginęło ponad 3 miliony czy też 2,5 miliona? Być może dla Wikipedii pół miliona osób to drobnostka. A może, w ślad za historykami propagującymi oficjalną wersję Holokaustu, sama gubi się w mnogości teorii?

Jako przykład lekceważącego stosunku do historii mającej posilać się udokumentowanymi źródłami i operować faktami, może również służyć hasło “Lublin (KL)”, w którym to Wikipedia pisze, że:

“Przez obóz [KL Lublin] przeszło 300.000 – 360.000 osób. Dotychczas uważano, że zginęło prawdopodobnie ok. 230.000, w tym ok. 100.000 to byli Żydzi. Ostatnie badania wskazują jednak, że ofiar mogło być mniej – wedle ostatnich publikacji Tomasza Kranza – 78.000 osób, z czego 59.000 to Żydzi”.

Tak samo jak w innych obozach gdzie przez dziesięciolecia funkcjonowały wzięte z sufitu (czytaj: wymyślone przez propagandę sowiecko-syjonistyczną) astronomiczne liczby ofiar, tak i w przypadku KL Lublin dokonano korekty, i z 230 tysięcy, “ostatnie publikacje” zniżyły tę liczbę do “78 tysięcy”. A przecież zapewniano nas przez kilkadziesiąt lat, że tamte liczby są dokładne i nieskazitelnie obliczone, jak zatem można wierzyć liczbom podawanym nam dzisiaj, jak można wierzyć “ostatnim publikacjom”, tym bardziej, że wprowadzone zostało prawo zabraniające wszelkiej merytorycznej dyskusji na te tematy.

[8] W 1992 roku b. kierownik Działu Historyczno-Badawczego Muzeum Auschwitz-Birkenau Franciszek Piper, przyparty do muru przyznał, że:

“[…] Zatem po wyzwoleniu obozu, [ta] była komora gazowa wyglądała jak schron przeciwlotniczy. Celem przywrócenia wcześniejszego wyglądu […] tego obiektu, ściany wewnętrzne zbudowane w 1944 roku zostały wyburzone, a otwory w suficie zostały stworzone na nowo. […] Dzisiejsza komora gazowa [czyli ten obiekt pokazywany turystom] jest bardzo podobna do tej, która istniała w latach 1941-42, ale nie wszystkie detale zostały odtworzone, zatem nie ma w nich, na przykład, gazoszczelnych drzwi, a dodatkowe wejście od strony wschodniej [pozostało] tak jak to było w 1944 roku. Zmiany te zostały dokonane po wojnie celem odtworzenia wcześniejszego wyglądu tego obiektu.”

[9] The Hoax of the Twentieth Century, Arthur R. Butz, ISBN 091103823X. Książka dostępna m.in. w księgarni amazon.com

* Concise Encyclopedia of Holocaust – encyklopedia online była w roku 2010 dostępna na stronie Yad Vashem, lecz obecnie (stycznień 2016) jest już niedostępna.

http://www.bibula.com

komentarzy 31 to “Holokaust czy “99-procentowy” mit?”

  1. Siggi said

    W okresie Polski Ludowej wystarczająco sporo było poważnych publikacji I materiałów,których kłamliwe media Zachodu nie mogły przemilczać.Nadanie muzealnego charakteru miejscom niemieckich zbrodni ludobójstwa z kompetentnym ,merytorycznym opisem sprawiło,że w owym czasie poważnie traktowano bezmiar niemieckiego ludobójstwa,zagraniczne wycieczki zwykle uwzględniały te miejsca jako punkt program poznawania Polski.W Warszawie już w l.50-tych specjalnymi tablicami z piaskowca zaznaczano miejsc zbiorowych rozstrzeliwań mieszkańców informując ile osób i date zbrodni.
    Polityka wrabiania Polaków w współudział w zbrodniach niemieckich jest celowa i potwierdza słabość państwa polskiego.Tego nie było w latach Polski Ludowej.

    https://wrealu24.pl/polityka/4033-bbc-bez-polakow-holocaust-bylby-niemozliwy-mega-skandal-w-dniu-wyzwolenia-auschwitz

  2. Birton said

    ku przestrodze: lepiej przyznać, że zginęło 7 mln Żydów albo nawet 70 milionów niż pomylić się w dół – że 5 milionów i być posądzonym o antysemityzm

  3. NICK said

    Bezpieczniej by było gdyby Admin przywołał linki.
    Odpowiednie.

  4. amaranth said

    Sorry, tylko test.

  5. Nemo said

    @Artykuł

    „Jak twierdzi prof. Steven Katz, nowa Encyklopedia Obozów zrewolucjonizuje myślenie o Holokauście. “Każdy kto myśli, że to [czyli Holokaust] wydarzyło się w sposób niezauważony przez przeciętnego człowieka, zburzy tę mitologię. Był jeden Auschwitz i jedna Treblinka, ale było również 20 tysięcy innych obozów rozlokowanych w całej Europie.”

    Naoczni świadkowie ( więźniowie tacy jak, np. Stanisław Grzesiuk) twierdzili, że w porównaniu np. z KL Mauthausen-Gusen (przepraszam za brak oryginalnych znaków) to KL Auschwitz był obozem rekreacyjnym.
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/237681/piec-lat-kacetu

  6. Franek said

    .https://www.youtube.com/watch?v=2j1V878kWPg

  7. Bajt said

    Najsłynniejsze zdjęcie Holocaustu – sfałszowane?

    http://semperfidelisetparatus.blogspot.com/2013/01/najsynniejsze-zdjecie-holocaustu.html

  8. Yah said

    Biwaki w ciepłych krajach były na kanwie prawdziwych skautowskich Obozów Króla Śniegu. Ten sam scenarzysta i reżyser.

    Skauci zginęli,
    aktorzy na kanwie tylko ci, którzy mieli,
    a ci którzy nie, to się rozpłynęli
    po teatrach gdzie grają – Króla Ducha.

  9. Dziś w TV (chyba w Wiadomościach) podano, że w Auszwic zginęło ponad milion…

  10. EyWey said

    Maszynka do wymuszania pieniędzy;

    „, że jedynymi “ofiarami pomordowanymi w czasie II wojny światowej przez reżim hitlerowski” byli Żydzi,„

    chcesz prawdy to patrz na historie odwrotnie niż uczą to cosi zajrzysz !

  11. Plausi said

    Tysiącletnia tradycja holokaustu

    „“Nie wydaje mi się, aby Holokaust był w tym sensie czymś nadzwyczajnym.”, ma zresztą swą tradycję wielu tysiącleci. Naziści byli jedynie naśladowcamii, zresztą nie tylko odnośnie lagrów, także koncepcję „narodu panów” skopiowali z „ludu wybranego”, tak dobrze znanego z biblii. Tradycja holokaustu jest zrestzą utrzymywana w środowisku święta Purim do dziś wobec Gojów, praktykowna jest też od dziesięcioleci na BW.

    Jak skwakpliwie „ofiary” przystąpiły do realizacji holokaustu omawiano wyczerpująco w tym forum.

    Niemieckie przysłowie mówi: „żyd kłamie nawet jak sIę modli”, dlaczego miałoby być inaczej w przypadku ich histroii o holokauście.

    Pojęcie „obóz koncentracyjny” wprowadził do obiegu hiszpański generał w XIX w. na Kubie. Pierwszymi obozami tego typu były brytyjskie „concetration camps” dla cywilów burski w Afryce Południowej, istonie koncepcja się sprawdziła, śmiertelność wyniosła w tych obozach ok. 30%. Naziiści skorzystali z tych doświadczeń.

  12. EyWey said

    „naziści„ i „naród panów„ również bardziej pasuje do schematu zmyślnych wybranych.

  13. Oboto said

    # 9 “Dziś w TV (chyba w Wiadomościach) podano, że w Auszwic zginęło ponad milion…”

    Jutro bedzie 2 a po jutrze ze 20 milionow. Oni wciaz licza i doliczyc sie nie moga.

  14. Rosomak said

    KL Auschwitz – Process in Krakow 1948, 300.000 victims:

    .https://www.youtube.com/watch?v=bRpxabn1StI

  15. swiadek said

    Ja mysle, ze czasami wazniejsze jest to, o czym sie NIE pisze.
    Osobiscie odwiedzilem muzeum w Auschwitz WIELE razy. Jako uczen szkoly podstawowej bylem uczestnikiem programowych wycieczek szkolnych do Auschwitz – bo to od Krakowa niedaleko.
    Jako uczen liceum, odwiedzilem muzeum w Auschwitz obowiazkowo przynajmniej 2 razy.
    No i jako nauczyciel… mialem obowiazek urzadzac takie wyprawy…

    Z moich wspomnien moge tylko dolozyc.
    Niemal za kazdym razem opowiadali nam „cos nowego”.
    O ile z pierwszych wizyt pamietam szkolne wypracowania na temat: Martyrologii narodu polskiego w niemieckim obozie zaglady w Oswiecimiu” – o tyle do konca swoich studiow nie pamietam, zeby ktokolwiek w Polsce uzywal slowa „holokaust”.
    Grzebie w roznych pamietnikach Churchilla, De Gaula, szczatkowej juz teraz literaturze obozowej – nie moge znalezc holokaustu zydowskiego. Choc nikt nigdzie nie zaprzecza, ze gineli tez zydzi.

    Od jakiegos czasu polskie ofiary obozow koncentracyjnych zniknely z kart plastykowej historii.

    Nie wiem kto i po jaka cholere stworzyl ten zasrany IPN, ktory sie nawet nie pofatygowal o pozbieranie dokumentow o Polakach w obozach np. na terenie Niemiec!
    Dokumenty sa przeciez dostepne. Wiem, bo mam.

    Chodzi mi o to, ze ktos specjalnie od dawna probuje zmiesc pamiec i dowody o wszystkich Polakach, ktorzy zgineli w kacetach i w Polsce i na terenie np. Niemiec.
    A przecietny Polak ma to w dupie.
    Albo sie boi poruszac tego tematu, bo to w obecnej post-komunistycznej, demokratycznej i wyzwolonej spod moskiewskiego buta Polsce – grozi karcerem lub smiercia!

  16. matirani said

    PAnie Swiadek, jesli Pan uczy, to ilu ma Pan uczniów wybitnych?
    Podobnie jest ze spoleczenstwem kazdym.
    Moze i 70% nie zastanawia sie nad sprawami, a elity to dobrze jak sa pod 2%.
    Przecietny Czlowiek ma historie w doopie, niestety, tym bardziej, ze jest „wytresowany” wedlug programów majacych na celu tworzenie „workers, not thinkers”
    Uklony

  17. snag said

    Spokojnie, ladies and gentleman, w dzisiejszym króciutkim przesłaniu/oświadczeniu z okazji dnia pamięci holohoaxu Prezydent Trump nie tylko nie podkreślił ofiar żydów ale zapomniał ich wspomnieć co w jew mediach potraktowano niemal jako zaprzeczenie że holohoax miał miejsce … za co w jewropie czeka 3 Jahre z Haken minimum, wilczy bilet jeśli chodzi o pracę i publikacje i furę Geltu do spłaty na raty po odsiadce ‚kary’ – Wygląda że genie (dżin?) wymknął się z flachy, 6 milionów przekręt kaput i po dojnej krowie ,…

    Oy vey gevalt ,…

    Trump Doesn’t Mention Jews in Holocaust Remembrance Day Message
    ———————————————————————————————————————————–
    http://forward.com/fast-forward/361425/trump-doesnt-mention-jews-in-holocaust-remembrance-day-message/

    https://pbs.twimg.com/media/C3MXwNjUoAEtvxD.jpg:large

  18. strach na wruble said

    Znam piastowski Oświęcim doskonale. Tam juz po wojnie mieszkała moja Babcia, a Dziadek przcował w Zakładach jako zaopatrzeniowiec kontroli jakości. Może ta dygresja jest niepotrzebna.

    Obóz Auschwitz był przeznaczony dla więźniów narodowosci głównie polskiej. Nieopodal położony Birkenau dla innych.

    Najwięcej w kompleksie zginęło Rosjan, a Żydów do dzis właściwie nie wiadomo, ilu. Od kilku milionów w dół, zaleznie od wersji, najniższa podawana liczba to około stu tysięcy.

    Obama twierdził, ze jego przodek wyzwalał Auschwitz (wczoraj była rocznica tego wydarzenie). Ostatnimi czasy Ukraińcy przypisują swojej armii te zasługę. Gdyby nie wzgląd na powagę sytuacji, napisałbym przypuszczenie, jakoby przodek prezydenta na czele ukraińskiej armii wyzwolił obóz.

    Obawiam się, ze będziemy natrafiać na coraz więcej przekłaman i manipulacji w historii obozu i sprawie ludobójstwa dokonanego przez Niemców na ludności polskiej.

    Bo historia tworzona jest przez tych, którzy mówią głośno, dużo i szybko.

  19. swiadek said

    16
    Matirani
    Please…
    Ja juz dawno nie jestem nauczycielem, a w obecnych programach szkolnych – w tej wspanialej, wolnej, wyzwolonej post-komunistycznej Polsce- nie ma polskiej historii. Jest wylacznie zydowska.
    Dlatego nie ma obowiazkowych wycieczek do Oswiecimia.

    A nas juz nikt nie slucha.
    Ile razy ktos z nas, starych Polusow chce cokolwiek powiedziec o swojej biografii, zyciorysie z czasow PRL, o czasach, ktore pamietamy – jestesmy traktowani jak bydlo bezrozumne, sierotki komusze, ruskie agenty, ktorzy musza byc regularnie pouczani ( i wyzywani) przez tych, ktorzy w latach 80-tych srali w pieluchy.. gora – byli w pierwszej klasie szkoly podstawowej i teraz maja nieprzebrana wiedze (tyle, ze nie ma w czym przebierac) o tamtych czasach.
    Te niedouczone ubeckie tworki wiedza lepiej.
    Bo zaprogramowala ich ubecka literatura zydowska.

    W PRL-u trzeba bylo sie bardzo postarac, zeby byc nauczycielem. Teraz, kazdy osiol moze nauczac.
    Gina narody, ktore z historii narodu robia sobie wycieraczke do butow.

  20. Vladimir said

    Oto fragment dokumentu ONZ ktory dotyczy tego szzegolnego dnia : „Odrzucając jakąkolwiek zaprzeczenie Holocaustu jako wydarzenia historycznego, w całości lub w części, Walne Zgromadzenie podjęło uchwałę (A / RES / 60/7) w drodze konsensusu potępiającej „bez zastrzeżeń” wszelkie przejawy religijnej nietolerancji, podżeganiu, molestowania lub przemoc wobec osób lub społeczności ze względu na pochodzenie etniczne lub przekonania religijne, ilekroć występuje.” Nie wynika z tresci ze,dzien 27 Stycznia dotyczy tylko i wylacznie Zydow co jest przynajmniej logiczne jako ze, w wyniku IIWS wywolanej przez Niemcow zginelo w ich obozach smierci i wszedzie indziej miliony Polakow, Rosjan, glownie ! Sa to fakty historyczne ktorym nikt zaprzeczyc nie moze.

  21. Wimar said

    Razi mnie bierność wielu narodów w tej kwestii. Przecież do rangi holocaustu urasta rzeź ludności Wandei 1793r ok. 300 000 ofiar ; eksterminacja Ormian 1915r 1 500 000 ; straty Polski w czasie II WŚ ok. 6 000 000 ze szczególnym uwzględnieniem rzezi wołyńskiej ok. 200 000 ; ofiary czerwonych Khmerów w Kambodży (Kampuczy) lata 80-te – 1 500 000; ludobójstwo w Rwandzie 1994 ok. 1 000 000 . Te listę można by poszerzyć ale monopolista w kwestii holocaustu jest tylko jeden.

  22. Bodzio said

    W kwestii szczegółowej.

    Zawartość tlenku węgla w różnych rodzajach spalin nie ma nic do rzeczy i służy wyłącznie ogłupianiu czytelnika.
    Istotna jest natomiast zawartość tlenu w spalinach, która wynosi zaledwie około 2%.
    Spaliny tłoczone do prawie szczelnego pomieszczenia szybko wypierają powietrze atmosferyczne zawierające około 21% tlenu.
    Ofiary były po prostu duszone a nie trute tlenkiem węgla. Trucie tlenkiem węgla jest procesem względnie powolnym w porównaniu z uduszeniem z braku tlenu. Czas trwania takiej egzekucji jest zgodny z relacjami świadków. Silniki dieslowskie mogły być użyte, bo produkują dużą ilość spalin w krótkim czasie.

    Nie dajmy sobie wciskać byle „pruskich fekaliów” jako argumentów w dyskusji. One służą wyłącznie wybieleniu Niemców.

    O składzie spalin:
    http://intercars.com.pl/pliki/PLK/wiadomosci28_dodatek.pdf
    tabela na stronie 9.

  23. Plausi said

    «Gina narody, ktore z historii narodu

    robia sobie wycieraczke do butow. « 
    Świadek

    @Świadek, 15

    Na Zachodzie używa się nawet do dziś, acz coraz mniej, terminów
    Grancja – genocide
    RFN – Judenvernichtung
    Termin „holokaust“ został wprowadzony później przez tzw. anglosaksońskie kręgi decyzyjne, było to niezbędne dla stowrzenia nowego przemysłu, tzw. przemysłu holokaustu. Przemysł holokaustu, termin pochodzi znowu od Żyda Finkelsteina: „holocaust industry“, przynosi rocznie miliardy trybutu takim znanym firmom tego przemysłu jak „Jewish Agency for Israel“.

    „za kazdym razem opowiadali nam „cos nowego”. “

    Początkowo utrzymywano o kompleksie Oświęcimia-Brzezinki, tzn. wraz z podobozami, że tam zlikwidowano 4 miliony ludzi, ta liczba stanowiła ważny składnik dla kanonicznej liczby ofiar żydowskich 6 milionów, nawiasem ustanowionej wg. niektórych wypowiedzi już w 1946 roku. Obecnie zredukowano tę liczbę na 1,1 milionów,

    http://auschwitz.org/

    jednakże liczba kanoniczna 6 milionów nie została skorygowana Gorzej, istotnie obóz w Oświęcimiu, gdzie znajdowało się też kierownictwo kompleksu Auschwitz-Birkenau, był miejscem kaźni jedynie obywateli Polski, zarówno więźniowie sowieccy jak i żydowscy trafiali do lagru Birkenau (Brzezinki). Przemysłowi holokaustu udało się jednak obóz w Oświęcimiu wydrzeć z rąk Polaków i uczynić go głównym obiektem kultowym tego przemysłu. Zabroniono wówczas (2005) przy wsparciu zresztą ich papieża JP II. Polakom ustawić krzyż dla polskich ofiar lagru Auschwitz. Na usługi JP II. na rzecz jego „starszych braci“ zwracaliśmy uwagę wielokrotnie.

    „Nie wiem kto i po jaka cholere stworzyl ten zasrany IPN “
    „ktos specjalnie od dawna probuje zmiesc pamiec i dowody o wszystkich Polakach, ktorzy zgineli w kacetach “

    Są to ważne elementy działalności gospodarczej przemysłu holokaustu, ten przemysł „grozi karcerem lub smiercia “.

    Głównym zadaniem IPNu jest poza tym szczucie jednych Polaków na drugich. Jakże łatwo jest kierować motłochem, który żre się wzajemnie.

    Na te poczynania w/w przemysłu zwróciło uwagę wielu publicystów, n.p. żydowskiego pochodzenia Roger Garaudy w swej książce „Mythes fondateurs de la politique israélienne.“ (Założycielskie mity polityki izraelskiej). Został ukarany poważną grzywną przez sąd francuski, jak też osoby, które usiłowały jego książkę sprzedawać n.p. w Szwajcarii. Warto dla porównania przytoczyć, że od niedawna znajduje się w oficjalnej sprzedaży książka A. Hitlera p.t. „Mein Kampf“, ale ona nie podważa interesów przemysłu holokaustu.

    Ostatnio coraz częściej padają pomysły, aby skończyć wreszcie z tym historią holokaustu i.t.d. My jesteśmy wszakże za tym, aby tę historię w końcu opracować, zaczynając od zbrodni żydowskich na Żydach (por. Plausi,11 drugi link w tekście). Daleko ważniejsze jest opracowanie historii ofiar II Wojny, liczba ofiar tej wojny jest szacowana na 52-60 milionów ofiar, ofiary żydowskie stanowią zaledwie maleńki procent, przy czym żołnierze są też naszym zdaniem ofiarami wojny. Lwia część tych ofiar przypada na mieszkańców ZSRR, w samym Leningradzie mówi się o ok. 1 milionie zagłodzonych i zabity, a więc porównywalna liczba z tą z kompleksu Auschwitz-Birkenau.

    Jak z powyższych liczb wynika, obok kreacji „ludu wybranego“ dorobiliśmy się kolejnej „ofiar wybranych“.

    Giną narody, które nie mają własnej historii i posługują się obcą, im narzuconą, także giną, który nie mają swego języka, tylko używają języka okupanta.

  24. Astron said

    # 15 Swiadek “Nie wiem kto i po jaka cholere stworzyl ten zasrany IPN, ….”

    IPN to zydowska skladnica hakow pod zydowskim nadzorem. Jedni szantazuja drugich jesli tamci sie wylamuja z “koszer nostra”.
    PiS = PO = KOD = Nowoczesna = wszystkie inne stare i nowe gudlajskie gangi.

    Auszwic to miejsce kazni Polakow ktore zydostwo, jak zwykle, przejelo i zawlaszczylo dla siebie robiac z tego geszeft.

  25. peacelover said

    add 15,19 Swiadek

    Znam realia PRLu i calowicie potwierdzam pana Swiadka uwagi !
    W moich szkolnych czasach nie znano czegos takiego jak „holokoust” , a to bylo gdzies w latach 50tych !
    Mowiona nam, ze te buty, wlosy, czy okulary zostaly po wymordowanych ludziach z calej Europy 6 mln, ale krematorium bylo
    jedno, a reszta ponoc zbombardowana i „niedostepna” dla zwiedzajacych., piec byl taki jak w zwyklej kotlowni !
    Pytalismy ile bylo tych innych piecow… Odpowiedzial nam oprowadzajacy, ze jeszcze byly cztery…!

    Po powrocie z wycieczki liczylismy ilu ludzi Niemcy palili na dzien w tych pieciu piecach i to byla makabreska
    z tym liczeniem, az wreszcze nasz nauczyciel tlumaczyl nam, ze Niemcy nie tylko palili ludzi,
    ale ich tez gdziec wywozili. Na tym skonczyly sie nasze szkolne dociekania !

  26. Marek said

    polecam doskonały filmik na temat magicznej liczby 6 milionów:
    .https://www.youtube.com/watch?v=OtAnuXl5VZY
    że też jeszcze nie został usunięty z YT

  27. matirani said

    19 Swiadek – zgoda.

    Drobny drobiazg ino:
    Gina narody, ktore z historii narodu daja sobie robić wycieraczke do butow.

    No i wracamy do rozkladu Paretto: 80% nie interesuje sie historia, 20 % tak. Z tych 20% to 80% nic nie robi a 20% cos robi. Czyli 4%.. za malo, nie damy rady. Powodzenia mimo wszystko.

  28. nie jestem profesorem (bo to dopiero kretyni), ale ile zginęło żydów, to bardzo łatwo określić (jeżeli ma się mózg)…i nie potrzeba nawet marnować tyle „tuszu” co autor artykułu…
    we wszystkich obozach KL w Polsce mogło zginąć tylko 200.000 Polskich żydów…przed II WŚ w Polsce było ok. 3 mln żydów, 2 mln na Kresach (sowiecka strefa okupacyjna) i 1 mln w tzw. Generalnej Guberni (GG). Z tego miliona do 1941 roku do sowietów czmychnęło ok. 200.000 żydów z rodzinami (głównie komuniści). Kolejne 200.000 żydów zostało po aryjskiej (Polskiej) stronie… więc w gettach zgromadzono jedynie 600.000 żydów. W gettach do 1942 roku zginęła połowa żydów (przeważnie dzieci i starsi) z powodu głodu, chorób i zimna…więc do wszystkich obozów KL w Polsce mogło trafić jedynie 300.000 żydów…jeżeli 50-100.000 żydów przeżyło obozy, to z „prostej matematyki” wychodzi, że we wszystkich obozach w Polsce zginęło niewiele ponad 200.000 żydów…a na Kresach w latach1941-1942 niemczochy zamordowali z 1 mln żydów (a może i mniej), bo przynajmniej połowa czmychnęła na wschód przed frontem…więc z „prostej matematyki” wychodzi, że w tzw. holokauście „zginęło” ok. 1,2 mln Polskich żydów, czyli 40 % przedwojennej populacji…”graficznie”: ok. 1 mln żydów (na Kresach ) niemczochy z u-kraińcami, Białorusinami i Litwinami po prostu zastrzelili i do dołów…następne 300-400.000 zmarło zwyczajnie w gettach (przy kompletnej obojętności tych żydów, którzy żyli)…no i we wszystkich obozach (KL) mogło ich zginąć jedynie ok. 200.000…bo więcej ich w Generalnej Guberni nie było…i raczej z wycieńczenia przy pracy (którą musieli wykonywać)…niż w jakiś okrutny sposób jak, to rozgłaszają…i jeszcze ważna rzecz, że żydzi do gett poszli chętnie i dobrowolnie, a na czele ich szli rabini…

  29. watazka said

    28
    Zygmunt Jakubowski

    Bardzo pieknie pan to wyliczyl ale i tak sie pomylil.
    Otoz liczba tych, ktorzy przezyli oboz w Auschwitz ciagle jeszcze rosnie.
    Wobec tego ilosc tych, ktorzy zgineli, powinna zdecydowanie zmalec.
    Natomiast prawda jest, ze i w obozach i w miastach i wsiach wymordowano glownie polskich zydow, ktorzy byli polskimi obywatelami.
    I byli to przewaznie biedniejsi zydzi. Bogaci siedzieli w Anglii i USA i przygladali sie zdarzeniom. Moze nie tylko przygladali.
    Nie przypominam sobie, zeby gdzies pisali, ze w obozach gineli zydowscy bankierzy.

  30. Peryskop said

    A tropy prowadzą do sejfu : AUSCHWITZ = AUS + SCHWITZ

    Dlaczego Oświęcim nazywa się Auschwitz?

    List od anonimowego Czytelnika. Redakcja.
    Zadawałem sobie od dziecka pytanie „dlaczego” i nikt nie potrafił mi odpowiedzieć. Dość niedawno pomogli mi wpaść na właściwy trop kibice reprezentacji Szwajcarii w piłce nożnej. I kto to mówi, że kibicowanie to bezproduktywne hobby?

    Auschwitz-–-Birkenau-

    Jest wszystkim znane, że z powodów historycznych wiele miejscowości w Polsce ma dwie nazwy – polską i niemiecką.

    Polsko-niemieckie nazwy miejscowości w Polsce posiadają specyficzną charakterystykę:

    1) Obie nazwy mają podobne brzmienie:

    Gleiwitz – Gliwice

    Stettin – Szczecin

    Posen – Poznań

    Zoppot – Sopot

    Kattowitz – Katowice

    Thorn – Torun

    2) Mają to samo znaczenie: Grünberg = Zielona Góra

    3) Mają to samo znaczenie i brzmienie: Birkenau = Brzezinka

    Więc dlaczego Oświęcim stał się Auschwitz? Nie mają tego samego brzmienia. Oświęcim znaczy “poświęcony” (wodą święconą). Auschwitz nic nie znaczy w normalnym, klasycznym niemieckim (tzw. Hochdeutsch)

    ALE, gdy ktoś zna szwajcarski dialekt (który nie ma pisanej, oficjalnej formy, czyli pisownia jest otwarta do interpretacji), ten wie, że Szwajcaria jest po niemiecku „Schweitz”, ale jest „Schwitz” w szwajcarskiej formie. Śmieszne, że ogólnie przyjęta forma SCHWITZ jest od drugiej wojny usilnie zamieniana na formę SCHWIIZ. Dlaczego?

    Kilka linków z oficjalnych mediów wciąż używających tradycyjnej pisowni SCHWITZ:

    https://reader.ringier.ch/schweizerillustrierte/20150706/44

    http://www.blick.ch/sport/tennis/hopp-schwitz-stans-deja-vu-mit-nadal-in-melbourne-id3406290.html

    http://www.zeit.de/entdecken/reisen/2015-11/bikini-berge-schweiz-fs

    Dla wyjaśnienia: “Hopp Switz” to typowe patriotyczne zawołanie tłumaczone jako “Naprzód Szwajcario” i używane, na przykład, przez kibiców piłki nożnej.

    Pozostaje wytłumaczyć słowo “AUS”. Dla nieznających niemieckiego – znaczy to “z” w odniesieniu do pochodzenia, jak w poniższych przypadkach:

    „Aus Holz gemacht” = „Zrobione z drewna”

    „Ich komme aus Polen” = „Pochodzę z Polski”

    „Ich komme aus Schwitz” = „Pochodzę ze Szwajcarii” (tak odpowie każdy Szwajcar gdy go spytasz skąd jest).

    Więc teraz dodajmy te dwa słowa razem:
    AUS + SCHWITZ = AUSCHWITZ

    Dlaczego Niemcy użyli w nazwie obozu śmierci coś co ma znaczenie podobne do „Made in Switzerland” lub „Model Szwajcarski”?

    Co ma Szwajcaria wspólnego z Holocaustem?

    Doprawdy nie wiem. Co jest nawet bardziej intrygujące to dlaczego ten fakt jest do dzisiaj ukrywany?

    Dlaczego ten fakt nie jest gdzieś wytłumaczony na tablicy przy bramie z napisem „ARBEIT MACHT FREI”?

    Proszę się odezwać jeśli ktoś z czytających ma odpowiedź na tę zagadkę.

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/dlaczego-oswiecim-nazywa-sie-auschwitz-2016-02

  31. krolewnascieszka said

    „Jedynim obozem koncentracyjnym na terenie okupowanej Polski był KL Warschau.
    Pozostałe to były obozy pracy”
    JJ

Sorry, the comment form is closed at this time.