Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Trzysta lat od sejmu niemego. Trzy wieki niewolniczego myślenia o Polsce.

Posted by Marucha w dniu 2017-02-02 (czwartek)

Chociaż z perspektywy dynamicznej oraz pełnej zwrotów i dramatów historii Polski wieków XVIII-XX sejm niemy uznać można jedynie za incydent, to jednak rok 1717 z całą pewnością był przełomowy.

Właśnie wtedy myślenie o Polsce jako o „służebnicy cudzej” zatryumfowało w rodzimych umysłach a wewnętrzny spór okazał się ważniejszy niż niepodległość państwa.

Początki XVIII stulecia w Rzeczypospolitej to okres bardzo dziwny. Wiek XVII zakończył się kolizją litewską, czyli de facto wojną domową w jednej spośród części składowych państwa.

Z kolei w początek nowego stulecia wkraczaliśmy z toczoną na naszym terytorium wielką wojną o zasięgu europejskim. Pod panowanie Szwedów wpadały kolejne polskie miasta. Skandynawski najeźdźca miał w naszym kraju swojego pretendenta do tronu i własne zaplecze polityczne, mimo iż przez kilka lat formalnie udział w wojnie brała nie Rzeczpospolita, a Saksonia, skąd pochodził król August II.

W państwie w końcu doszło na tej niwie do wojny domowej między stronnikami Sasa a zwolennikami lgnącego ku Szwecji Stanisława Leszczyńskiego (obranego nawet królem). Tymczasem zawierając sojusz z Rosją monarcha rodem z Niemiec wciągnął nas na krótki okres do wojny.

Zawierucha nie tylko podkopała i tak krwawiącą narodową jedność oraz monarszy autorytet, ale również miała fatalne skutki gospodarcze i społeczne – pleniąca się zaraza dziesiątkowała Rzeczpospolitą. Na wielkiej wojnie północnej, w której nasz udział był incydentalny, straciliśmy bodaj najwięcej spośród wszystkich uczestników.

Zanim główni rozgrywający zawarli w roku 1721 pokój w Nystad – kończący erę szwedzkiej świetności i umożliwiający Rosji niebywały wcześniej awans – zamieszanie w Polsce doprowadziło do kilku przełomowych momentów. Ich znaczenie wykracza poza wiek XVIII.

Mediator z Petersburga

Nastroje antykrólewskie oraz klęski nieurodzaju spowodowały napięcia między Augustem II a szlachtą. Naród polityczny szybko przystąpił do antysaskiej samoorganizacji. Przerodziła się ona w roku 1715 w konfederację tarnogrodzką przeciw monarsze oraz jego znienawidzonym saskim oddziałom przebywającym na terytorium Rzeczpospolitej i stosującym niemalże okupacyjne praktyki aprowizacyjne.

W końcu mediatorem w sporze o znamionach wojny domowej został – za zgodą zarówno szlachty jak i króla – rosyjski car Piotr I Wielki. Na terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego wkroczyły moskiewskie oddziały. Mediację carskiego posła zatwierdził jednodniowy Sejm Rzeczpospolitej z 1 lutego roku 1717. Przeszedł on do historii jako sejm niemy.

Na owo miano zapracował panującym na nim swoistym milczeniem. W obawie przed zerwaniem (poprzez mechanizm liberum veto) posiedzenia, które miało zatwierdzić rozejm między Augustem II a szlachtą, nie mógł zabierać głosu nikt poza będącym istotną stroną w sporze marszałkiem sejmu Stanisławem Ledóchowskim (wcześniejszym marszałkiem konfederacji tarnogrodzkiej) oraz wybranymi do odczytywania uchwał posłami.

Mediacja obcego władcy w wewnętrznym polskim sporze i uciekanie się stron konfliktu do zagranicznego ośrodka, radykalnie umniejszyły międzynarodową pozycję Rzeczpospolitej. Natychmiastowo sprowadziły nas do pozycji rosyjskiego protektoratu, co zresztą utrwaliły przeprowadzone na linii Prusy-Rosja późniejsze zakulisowe ustalenia dotyczące gwarancji dla polskiego ustroju.

Oto obcy umówili się, że Polacy bez ich zgody nie zmienią niczego w swoim systemie politycznym. Dalej było już tylko gorzej, zarówno pod względem politycznym jak i mentalnym. Kolejne pokolenia traktowały odwoływanie się w naszych wewnętrznych sporach do obcych jako rzecz naturalną. Tak jest do teraz.

Wraz z sejmem niemym rozpoczęła się haniebna epoka politycznego podporządkowania Rzeczypospolitej budowanemu właśnie Imperium Rosyjskiemu. Kolejne elekcje, wbrew nazwie, nie były już wolne, a warunki i wyniki dyktowały Polakom i Litwinom moskiewskie oddziały posłuszne carom oraz carskim ambasadorom. W ten sposób wybrano na króla Polski w roku 1733 syna Augusta II Mocnego – Augusta III Sasa, a w roku 1764 Stanisława Augusta Poniatowskiego, niegdysiejszego kochanka wszechwładnej carycy Katarzyny II.

Trzy rozbiory były w pewnym sensie efektem chęci podzielenia się przez Rosjan władzą nad Rzeczpospolitą, która to podejmując pewne reformy stawała się zbyt trudnym terenem do zarządzania przez tylko jeden ośrodek nadzorczy. Natomiast działające w kraju u schyłku wieku XVIII grupy polityczne, niezależnie od ich stosunku do ustroju państwa, niezwykle chętnie szukały możnego protektora na obcych dworach. Nawet walczący o odrzucenie rosyjskiej dominacji barszczanie spoglądali z nadzieją w kierunku osmańskiej Turcji.

Fatalne geopolityczne położenie sprawy polskiej w wieku XIX niejako w sposób naturalny umocniło tendencję do oglądania się w naszych narodowych dążeniach na innych graczy, co zresztą nie zawsze było kwestią wyboru. Obce interesy wpływały na decyzje o rozpoczęciu powstań a insurekcyjne rządy sporo uwagi poświęcały zdobyciu międzynarodowego uznania. Także w okresach względnej stabilizacji różne stronnictwa, chcąc uzyskać, zachować lub umocnić swoje wpływy, musiały splatać swoje dążenia z interesami zaborczych dworów.

Uzależnienie od siły lub słabości obcych doprowadziło w końcu do wykrystalizowania się prostej prawdy: Polska tylko wtedy odzyska niepodległość, gdy zaborcy staną ze sobą do walki. Taka sytuacja nastąpiła dopiero w roku 1914 a naród w spoglądaniu na ośrodki zagraniczne podzielił się na ufających w państwa centralne oraz liczących na wsparcie Ententy.

Nagła wolta i papierowi sojusznicy

Wtedy, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, spoglądanie na innych okazało się działaniem trafnym. Zgoła inaczej było jednak 21 lat po zakończeniu I wojny światowej, gdy od zachodniego wsparcia, a nie własnych narodowych sił, uzależniliśmy naszą państwową bytowość.

Nagły geopolityczny zwrot sanacyjnej dyplomacji z kursu proniemieckiego na antyniemiecki odbył się zresztą nie bez wpływu czynnika wewnętrznego. W roku 1939 alianci zawiedli a my najpierw wykrwawiliśmy się na wszystkich frontach II wojny światowej, a potem – kolejny raz – wpadliśmy na długie dekady pod panowanie wschodniego sąsiada, tym razem działającego pod czerwonym, a nie carsko-imperialnym sztandarem.

Niczego nie nauczyły nas przemiany wewnętrzne oraz międzynarodowe z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Polskie „elity”, zarówno polityczne jak i kulturowe, od razu po uzyskaniu faktycznej (lub często wyłącznie formalnej) swobody, od razu poczęły szukać kolejnego protektora, zamiast myśleć o umacnianiu i upodmiotowieniu Ojczyzny. Wyborowi takiej drogi sprzyjał oczywiście głód kapitału, którego nie można było zastąpić patriotycznym frazesem o niepodległości.

Niemniej jednak każdy, kto wspominał o budowie własnego potencjału w miejsce proponowanego nam podczepiania się pod międzynarodowy rydwan „końca historii”, nie mógł odnaleźć się w głównym nurcie polskiej polityki i zostawał, niemal urzędowo, uznany za szaleńca.

Służalcy z przyzwyczajenia

Ostatnim, najświeższym akordem zapoczątkowanego w roku 1717 służalczo-niewolniczego myślenia o Polsce, jest ogólnonarodowy i wręcz zadekretowany entuzjazm z powodu przyjazdu nas Wisłę garstki amerykańskich żołnierzy, którzy w żaden sposób nie zwiększają naszego bezpieczeństwa. Jednak ponowna obecność w Polsce zagranicznych sił zbrojnych w sposób symboliczny stawia nas na pozycji lennika USA, co rządzący próbują zresztą ukazać jako największy sukces polityki zagranicznej Rzeczpospolitej od czasu wejścia do NATO.

Nie lepsza od sprawców amerykańskiej obecności militarnej w naszym kraju, czyli rządzących, jest liberalna opozycja. Co ciekawe, jeden z jej czołowych przedstawicieli próbował swego czasu w swojej „błyskotliwej” wypowiedzi nawiązać do sejmu niemego. Niestety, lotny umysł ekonomisty o niewątpliwym historycznym zacięciu pomylił go z sejmem głuchym, o którym to podręczniki historii głucho milczą.

Oprócz słownych przytyków zamieniających się często we wpadki, wrogowie PiS-u, nie potrafiąc realnie zagrozić władzy, uciekają się do najpodlejszych form donosów i denuncjacji własnej Ojczyzny u międzynarodowych macherów, gotowych – w interesie własnym, nie naszym – do podjęcia rozmaitych, krzywdzących nas ruchów.

Zapoczątkowany przez XVIII-wiecznych polskich polityków zwyczaj donoszenia na swoich do obcych, oczekiwanie od międzynarodowych ośrodków interwencji w nasze wewnętrzne sprawy, obcy wkład w naszą politykę oraz niezdolność elit i „elit” do podmiotowego myślenia o relacjach Polski i zagranicy, trwa w najlepsze. Co więcej, zgubny trend wcale nie zamiera, a kolejne pokolenia polityków zdają się brnąć w niego coraz głębiej.

Trzy wieki fatalnego sposobu myślenia o Ojczyźnie są głęboką raną i trudno się łudzić, że zabliźni się ona w kilka lat. Trzeba jednak kiedyś rozpocząć narodowy proces leczniczy, gdyż bez niego na zawsze pozostaniemy jedynie pionkiem na szachownicy wielkich mocarstw.

Michał Wałach
http://www.pch24.pl

Komentarzy 13 to “Trzysta lat od sejmu niemego. Trzy wieki niewolniczego myślenia o Polsce.”

  1. Lajkonik said

    TYLSKO IDIOCI I DURNIE JAK tzw POLACTWO polska szlachta mogly wybrac na swojego krola tzw. SASA, drania i swinie niemiezka NAZI, ktory okradl Polske do reszty. NIC tamtejszach idiotow nie nauczylo rozumu NIC. Co to za kraj idotow gdzie rodzony POLAK CHLOP pracowal jak niewolnik na szlachciure PAN i jego ARENDZIARZA servijacego mo okowite no i na tlustego PLEBANA. KRAJ SKONCZONYCH IDIOTOW DNO.

  2. Lajkonik said

    IROKEZI znad Wisly tak nas nazywala NAZI PRUSKA SWINAI Fryderyk wielki (oszust, lajdak i bezwzgledny morderca i barbarzynca). POLSCY idioci nie obudzili sie z tragedii po POTOPIE. Wszyk czesc tych idiotow walczyly po stronie szwedzkiego bandzira i wybrali na krola NAJGORSZEGO LAJDAKA jaki kiedykolwiek zyl ZBOCZENCA SASA. Dziwny to kraj ZUZU-land nad Wisla.

    Były wtedy dwie opcje: proszwedzka i antyszwedzka, skrótowo mówiąc.
    Nie wiem, czy zwycięstwo tej pierwszej byłoby aż tak złe dla Polski…
    Admin

  3. Co już niejako typowe dla pch24, tekst napisany jest w wyraźnej konwencji antyrosyjskiej. Nie byłoby oczywiście w tym nic złego, gdyby autor trzymał się ściśle i rzetelnie faktów historycznych, a nie – w wielu wypadkach – dopasował je do z góry obranych tez, notabene w najogólniejszym zarysie mniej więcej słusznych.

    Jest prawdą, że to nacisk rosyjski przesądził w praktyce o elekcjach Augusta III Sasa i St. Augusta Poniatowskiego (w tym wypadku w stopniu wybitnym), a w pewnej mierze przyczynił się też do zdobycia polsko-litewskiego tronu przez Augusta II Sasa, który był w istocie królem-uzurpatorem.
    Nie odpowiada natomiast stanowczo prawdzie np. następujące twierdzenie p. Wałacha: „Trzy rozbiory były w pewnym sensie efektem chęci podzielenia się przez Rosję władzą nad Rzplitą, która to podejmując pewne reformy stawała się zbyt trudnym terenem do zarządzania tylko przez jeden ośrodek nadzorczy”. Jest to stwierdzenie co najmniej nieścisłe, jeśli nie wprost celowo mylące. Aż do wybuchu konfederacji barskiej obowiązywała bowiem w polityce rosyjskiej zasada utrzymania w stanie zależności Rzplitej całej i niepodzielnej, w myśl tzw. systemu północnego N. Panina, wbrew rozbiorowym podszeptom i usiłowaniom pruskim, a co więcej podobnym knowaniom samego Augusta II Sasa, który to w zasadzie jako pierwszy wprowadził w obieg międzynarodowej dyplomacji postulat (częściowego) rozbioru kraju, nad którym sam panował !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Do czasów wybuchu onej konfederacji St. August Poniatowski wprowadził niemało reform, które specjalnie Rosji nie przeszkadzały. Dopiero nie prowadząca do żadnego skonkretyzowanego politycznego celu konfederacka ruchawka w połączeniu z knowaniami prusko-austriackimi stworzyła odpowiednie podłoże do obalenia tegoż systemu Panina na gruncie polityki rosyjskiej, zwłaszcza, że na rosyjskim tronie siedziała akurat Niemka.
    Ale i po I rozbiorze St. August Poniatowski, kimkolwiek by nie był i co by o nim nie mówić, przeprowadził, wbrew pozorom, ogrom pożytecznych reform, znowu bez zasadniczego sprzeciwu, a w wielu wypadkach nawet z poparciem Rosji.
    Są podstawy do przypuszczeń, że przeprowadziłby on skutecznie i reformy zawarte w konstytucji 3 maja (jeśli nie w postaci całościowej ustawy zasadniczej, to drogą uchwalenia szeregu odrębnych aktów szczegółowych), włącznie z poważnym wzmocnieniem wojska, gdyby poruszał się dalej konsekwentnie w systemie polityki prorosyjskiej. Niestety kontrolę nad Sejmem Czteroletnim przejęła masoneria i w konsekwencji stało się, jak się stało.

  4. Joannus said

    Ad 3
    Dziękuję za dobry a ciekawy komentarz. Szkoda, iż pominął Pan rolę propruskiego stronnictwa patriotycznego

  5. Maćko said

    A masoneria jest tajnym ramieniem interesów „brytyjskich” 😉 które sa sterowane z Niemiec? hmm….

  6. Re: Joannus (kom nr 4) : Faktycznie nie dotknąłem (nie doszedłem) do tego zagadnienia, ale temat jest tak obszerny, że nie sposób zmieścić się z nim całościowo w (z natury rzeczy) krótkich komentarzach. Mogę jednak polecić całkiem niezłą lekturkę na ten własnie temat:
    http://npwmag.p/archiwum/2011/4-5-6.pdf

    S. 2-=37, blok artykułów o konstytucji 3 maja.

  7. Swoim brzydkim „zwyczajem” jestem zmuszony do poprawienia podanego powyżej linku:
    http://www.npwmag.pl/archiwum/2011/4-5-6.pdf

    S. 20-37.

  8. Joannus said

    Ad 6
    To nie był czysty wytyk z mojej strony, Powiem co miałem na myśli.
    Wyobraźmy sobie coś takiego. Przodkowie nasi idą z Rosją na wojnę krymską, uzyskują gwarancje bezpieczeństwa, a nie przyjmują oferty podstępnych Prus i spóły. Historia wygladałaby inaczej, włacznie z dalszymi skutkami do czasów wspólczesnych.

  9. Re: Joannus: Ależ ja nie brałem tego wcale w kategoriach jakiegoś wytyku, po prostu został zasygnalizowany pewien temat, należało się więc jakoś odnieść.
    Oczywiście, że mogło być tak, jak Pan pisze, tzn. z tego co mi wiadomo, Rosja ostatecznie odrzuciła ofertę polskiej pomocy w wojnie z Turcją, niemniej owocem rokowań toczonych w tej kwestii przez St. Augusta Poniatowskiego była cicha rosyjska zgoda na powiększenie polskiej armii, oczywiście w pewnych „rozsądnych” granicach. A więc polityka tego „cioty”, którą to inwektywą tak ochoczo obrzuca się tegoż króla w pewnych środowiskach, była w ogólnym zarysie całkiem zdroworozsądkowa, dając nadzieję realnego wzmocnienia państwa i zachowania dalszych dążności rozbiorowych.
    Niestety bracia masoni mieli już przemożny wpływ na sprawy polityczne i w ogóle publiczne i skrzętnie czuwali, by do tego nie doszło.
    Ale tego już w tego rodzaju propagandowych artykulikach czytelnik nie uświadczy.

  10. er said

    Szlachta to obca rasa pasożytująca na Polsce wraz ze swoimi zdolnymi pomocnikami, którzy szlachtę podmienili.

  11. er said

    Ad 4: ,,propruskie stronnictwo patriotyczne” ?…Co na to lingwiści i logicy oraz historycy?

  12. SAP said

    Panie Er.
    Gdyby nie ta szlachta, to nie pisałbyś pan dziś w języku polskim, szlacheckim, tylko gadał jakąś koślawą, prymitywną gwarą jak ukraińcy albo Czesi.

  13. Joannus said

    Ad 9
    ‚Rosja ostatecznie odrzuciła ofertę polskiej pomocy w wojnie ”

    Miałem sposobność przcśledzić teksty oficjalnych korespondencji prusaków, z której wynika postępujący zwrot sejmu i króla ze wschodu na zachód, jak i dla czego to Rosja odrzucuła ostatecznie..

    10,11 * wyrwał się znafca oświecony jak filip z konopii

Sorry, the comment form is closed at this time.