Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Co to jest Łódź?

Posted by Marucha w dniu 2017-02-03 (piątek)

Główna synagoga łódzkiej gminy żydowskiej przy ul. Wolborskiej (źródło: wikipedia.org)

Kawałek historii, jaką trudno znaleźć w książkach… – admin

Kominy, kościoły, bóżnice, ludność, teatry, ogrody, ulice. – Łódzkie żydki. – Miejscowi i Litwaki. – Sjonizm łódzki. – Łódzka moralność. – Bohater narodowy Salo Boruch. – Co będzie z Łodzią.

Mało kto z szerokiego ogółu w Galicji, zdaje sobie z tego sprawę, co to jest Łódź – więc kilka słów o tem mieście. Leży ona w gub. Piotrkowskiej o 5 godzin jazdy koleją od stacji Granica Łódź, ma przeszło 400 tysięcy ludności, przeszło 3 tysiące kominów fabrycznych, kilka katolickich i protestanckich kościołów, niezliczoną ilość bożnic żydowskich, z których najwspanialsza na Spacerowej ulicy.

Ludność dzieli się prawie na chrześcijańską i żydowską w połowie. W liczbę Chrześcijan wchodzą Niemcy łódzcy (Lodzermensche). Niektóre parafie katolickie, np. św. Krzyża, mają po kilkadziesiąt tysięcy parafian.

Trzy teatry: polski „Victoria” pod dyrekcją Michała Wołowskiego, niemiecki i żydowski żargonowy. Parę nędznych ogrodów miejskich i jeden bardzo ładny, własność Niemca Auslatta, piwowara, nazwany Helenów, w którym jest staw, wodospady, zwierzyniec, elektryczne oświetlenie, hala koncertowa, tor dla cyklistów i t. p. Wejście za opłatą. Utrzymanie tego ogrodu kosztuje rocznie 100 tysięcy rubli.

Łódź, jako figura, jest to miasto bardzo długie, ponieważ ma przeszło milę długości; za to nie bardzo jest szerokie. Główną ulicą jest Piotrkowska, przez którą przechodzi kolej elektryczna; ma ta kolej również odnogi na boczne ulice a wkrótce ma opasać miasto do okoła i połączyć go ze Zgierzem, Pabianicami i t. d.

Łódź kanalizacji ani wodociągów nie ma, woda jest gwałtowną trucizną i podczas ulewy ulica Piotrkowska zamienia się na rzekę brudnych pomyj, zalewających sklepy parterowe.

Dworzec kolei fabryczno-łódzkiej jest tak urządzony, że np. Kalwarja Zebrzydowska, lub Trzebinia mają dworce lepsze.

Bruki w mieście wogóle haniebne, wyjątek stanowi tylko Piotrkówka, ulica, która ma bruk na przestrzeni kilku wiorst drewniany.

Po tych kilku słowach przejdziemy do łódzkich żydków. Są dwa gatunki żydów w Łodzi, miejscowi, którzy między sobą używają żargonu, a w stosunkach z innymi polskiego języka tak jak i krakowscy, tudzież tak zwane „Litwaki”, to jest przepędzeni z Rosji żydzi, których rosyjski rząd rzucił na nasz kraj jak morową zarazę, siebie równocześnie od niej uwalniając.

Litwaki mówią tylko po rosyjsku i spełniają podwójnie zgubną dla nas rolę, jako wyzyskiwacze sprytniejsi od miejscowych żydów, którzy twierdzą sami, że „Litwakom już wcale wierzyć nie można” i rusyfikatorzy, ponieważ ostentacyjnie wszędzie mówią po rosyjsku. Między Litwakami i miejscowymi żydami istnieje ciągle współzawodnictwo w handlu, w przemyśle, w stowarzyszeniach, wszędzie ; często Litwaki są górą, ponieważ już absolutnie żadnych nie mają zasad etycznych, nawet względem swoich współwyznawców.

Na tem tle istnieje tak samo jak wszędzie, gdzie są żydzi obecni, „Sjonizm”, ale ma on charakter zupełnie odrębny wskutek odrębnych warunków. Naprzód, że jest tajny, bo rząd rosyjski sjonizmu nie toleruje, może się w naiwności swojej obawia, żeby przypadkiem żydzi nie opuścili Królestwa Polskiego, zanim nas Polaków i Chrześcijan nie wytępią do szczętu.

Wielka Synagoga w Łodzi, ul.Spacerowa – pocztówka

Wielka Synagoga w Łodzi, ul.Spacerowa – pocztówka

Niestety, nie ma prawdopodobieństwa, aby żydzi opuścili dobrowolnie „ziemię obiecaną”, t. j. Łódź, dla Palestyny, gdzie nie ma ani jednej fabryki perkalu.

Sjonizm łódzki ogranicza się głównie na składkach międzynarodowych na cele żydowskie i na drwinach z Palestyny i Jerozolimy.

Przychodzi n. p. ajent międzynarodowej’ „Aliance Israelite”, albo Sjonistów z kliki Herzla i Nordaua, do wielkiego kantoru, gdzie pracuje kilkunastu, lub kilkudziesięciu, kantorowiczów. Naprzód zwykle subskrybuje szef jaką pokaźną sumę, potem inni koleją. Zwykle kończy się na drwinach.

– Panie, pan, po czemu w tym tygodniu bawełna w Jerozolimie? – pyta jeden.

– Panie od Sjjonu, czy tam Roszkowski też pojedzie założyć cukiernię, bo ja innych ciastek nie jadam – dodaje drugi. (Cukiernia Roszkowskiego najlepsza w Łodzi).

– Słuchaj no pan, powiedz pan Herzlowi, że jak on będzie królem od żydów, to ja chcę być konsulem tutaj w Łodzi, bo mam dobre mieszkanie, to mi się nie chce przeprowadzać. Słyszałem, że Turki nie mają pieniędzy, to jest uważasz pan zły geszeft, załóż pan lepiej agenturę w Łodzi, co pan tam będziesz jechał do tej Palestyny – dodaje inny.

– Panie Morytz, pan jedziesz, to panu zawizuję paszport – drwi przyszły konsul żydowski w Łodzi.

– Tam podobno noszą pejsy w Jerozolimie, ja uważasz pan, potrzebuję nie nosić pejsów, więc jakże będzie? i t. d.

Poziom kultury stoi niesłychanie nisko między żydami łódzkimi, choć cała masa żydów poza bogatymi miljonerami i garścią kantorowiczów, żyje w nędzy i brudzie z ochłapów. Tak oberwanych i brudnych żydów, jak proletarjat żydowski w Łodzi, trudno gdzieindziej zobaczyć. Zjeżdżają się z całego kraju żydowskie żebraki i dziwolągi, rozmaite upośledzone od natury potwory ludzkie i to wszystko łazi i żebrze.

Bardzo wielu żyje z przemytnictwa.

Bogacze stawiają sobie pałace, kapiące od złota. Często można widzieć hałaciarza, jadącego powozem wspaniałym na gumach.

Każdy zresztą bogacz, gotów jest czy to robotnika, czy urzędnika, czy wreszcie rzemieślnika oszukać i okraść, bez względu na to, czy jest żydem lub nie. Mają dobrane sfory najczęściej Niemców pruskich, równie skończonych łotrów i rabusiów jak sami, którym od skradzionych pieniędzy, przedsiębiorcom, stolarzom, malarzom, ślusarzom, pracującym przy budowie pałaców, dają procent.

Bogaty żyd za nic nie płaci odrazu, tylko zwłóczy, wytrzymuje, korzysta z trudnego położenia przedsiębiorcy lub rzemieślnika, żeby, gdy będzie miał nóż na gardle, tem łatwiej go obedrzeć. Najczęściej ustępuje dopiero wobec wyroków sądowych w najsłuszniejszych sprawach, gdzie wątpliwości żadnych nie ma.

Wobec takich stosunków, konkurencja uczciwych przemysłowców polskich jest niemożebna.

Opowiadają, że jeden z najbogatszych miljonerów łódzkich P., kradł gaz z gazowni miejskiej lat kilkanaście, zrobionym w tym celu podkopem. Sprawa się wydała, ale zatarto kilkudziesięcioma tysiącami robli, a P. zarobił miljony. Podpalanie własnych fabryk w celu spekulacji jest rzeczą codzienną, i straszna była konsternacja, gdy niespełna dwa lata temu, skazano Salo Barucha na Sybir za podpalenie własnej fabryki. Uważany jest za bohatera narodowego ten Salo Baruch, i ma szczere współczucie u swoich współwyznawców.

Podpalają zwykle w sobotę wieczorem po wyjściu robotników, lub też w niedzielę rano. Są specjaliści, którzy podejmują się podpalania za wynagrodzeniem, a właściciel zwykle wyjeżdża i urządza sobie alibi.

Kilka razy się spalić w Łodzi, znaczy zrobić duży majątek, nie tak, jak u nas – stracić. Podczas wybuchu pożaru, daje się fałszywe sygnały, mylne telefoniczne wiadomości, aby pożar miał czas zniszczyć to, co ma być zniszczone.

Oczywiście, asekurują w kilku to warzystwach naraz, i operacja jest bardzo prosta.

Wobec władz, zachowują się służalczo i bez godności; nawet najbogatsi. Jeden inteligentny żyd opowiadał mi, że u miljonera S. rewirowy (urzędnik policji, w randze podoficera) więcej znaczy i lepiej jest przyjmowany, aniżeli najbardziej wybitny żyd.

Jaką przyszłość Łódź będzie miała to trudno, przewidzieć; ci którzy dawno tam mieszkają, widzą zmianę na korzyść żywiołu polskiego, może kiedyś za bardzo długi szereg lat coś pracą i pilnością zrobią tam Polacy i Chrześcijanie, ale to będzie bardzo krwawa i ciężka praca.

omikron.
http://retropress.pl

Pod oryginalnym artykułem znajdują się ciekawe linki na tematy żydowskie.
Admin

Komentarzy 16 to “Co to jest Łódź?”

  1. marrkerr said

    Perełka

  2. Isreal said

    ad 1 cymesik

  3. Boydar said

    No, i jakby tak dzieciom w podstawówce kazać się na pamięć tego nauczyć, to może by coś i drgnęło w kalesonach.

    A tak w ogóle, to coś się zmieniło ?

  4. Przemko said

    rewelacyjnie napisane. grosgliki, mendelsohny i reszta tej swołoczy w pałacach kipiących złotem. a w zalanych gównem suterenach umierali masowo ich rodacy…

  5. Maciejasz said

    Ad. 3 No zmieniło się to, że takich artykułów w prasie nie uświadczymy.

  6. Boydar said

    Karta nie świnia … 🙂

  7. Bardzo interesujący tekst, a przy tym poszerzający wiedzę odnośnie pewnych, skomplikowanych zagadnień.

  8. Waclaw-L said

    „A tak w ogóle, to coś się zmieniło ?”
    Nic.
    Przebieramy chłopczyków w sukienki a dziewuszki w kalesonki. I wyjaśniamy równość. Kochamy cały świat.

  9. otto hak said

    Ciekawostka

    Charakterystyczną cechą wymowy w Łodzi jest pomijanie zmiękczeń w końcówkach czasowników w I osobie liczby pojedynczej: ja robe (zamiast ja robię), ja kompe se (zamiast ja kąpię się), ja sype (zamiast ja sypię), itp. (z pejsbuka)
    Kilka przykadw słów typowo łódzkich

    angielka – bułka paryska
    aplikować się – zalecać się
    august – błazen, klaun cyrkowy
    bajzel – bałagan
    bałuciarz – mieszkaniec Bałut, ale też chuligan
    bateryjka – latarka
    bałuciara – mieszkanka Bałut, ale też prostaczka
    betka, betki – drobna sprawa
    brecha – łom
    brzuszek – surowy boczek (element mięsny)
    baba – papierowy latawiec
    chechłać – kroić, ciąć tępym narzędziem
    cieć – kontroler biletów w środkach komunikacji miejskiej (w innych rejonach Polski oznacza dozorcę)
    czarne – rodzaj krwistej kiełbasy,
    cztujda – gęsta zupa
    chałka – bułka słodka pleciona
    chęchy – krzaki
    ciekać – biegać
    drygle – zimne nóżki (garmażeryjne)
    dudy – płucka (podroby)
    dulawka – lufka do papierosów
    dziad – kapuśniak z ziemniakami
    ekspres – zamek błyskawiczny
    galanty – duży, ładny, dobry
    gołda – wódkaK
    kontrol – kontrola biletów w środkach komunikacji miejskiej
    krańcówka – pętla linii tramwajowej lub autobusowej
    kole godzina – około godziny
    kijowo – fatalnie od kija, którym dostawało się lanie
    kulosy – nogi
    lebera – wątrobianka (wyrób garmażeryjny)
    leberka – kiełbasa pasztetowa
    migawka – bilet okresowy komunikacji miejskiej
    naród – zmiana znaczeniowa słowa, ograniczająca się do grupy np. z danej dzielnicy.
    podchlipek – lizus
    po prosty – często używane, zamiast po prostu?
    prażoki, prażuchy – potrawa z ziemniaków i mąki
    przylepka – piętka chleba (krańcowa)
    schódki – typowo łódzkie określenie dla schodów złożonych tylko z kilku stopni
    siajowe – podłej jakości, niewiele warte (utworzone od nazwiska fabrykanta, produkującego na przełomie XIX i XX w. tkaniny miernej jakości Szai Rosenblatta)
    spinacz – spinka do włosów
    sznytka – kromka chleba
    towar – tkanina
    tytka – papierowa torebka, kawałek papieru spiralnie zwinięty; opakowanie na cukierki; zapożyczenie z niemieckiego (die Tüte = torba), znane również na Śląsku i w poznańskiem
    wodzianka – zupa dziadowska z surowej cebuli, kiełbasy i czerstwego chleba
    zalewajka – zupa kartoflana z białym barszczem/ żur ugotowany razem z kartoflami(ziemniakami)
    z miasta Łodzi – konstrukcja składniowa przestrzegana przez łodzian starszej daty, zamiast wyrażenia z Łodzi – nasuwającego skojarzenie ze złodziejem
    żulik – chleb turecki z rodzynkami

  10. Boydar said

    zalewajka, przylepka, kontrol, dudy, chałka, chechłać, betka, bateryjka, bajzel – to nie są typowo łódzkie słowa. Spotykałem je w całej Polsce. Także w literaturze. Poza tym, np. ‚kontrol’ jest skłonnością językową powiązaną z brakiem staranności (podobnie z ‚poszłem’ zamiast poszedłem) a nie szczególną naleciałością regionalną czy kulturową.

  11. Pan Boydarus to chyba stale w tych kalesonach łazi, skoro o nich tak często pisze.

  12. Boydar said

    To jest cytat z wczesnego Gierka, Panie Przemysławie. Wówczas autentycznie chodziło o wzrost podaży na rynku tekstyliów.

  13. Miet said

    Pan Otto Hak, podając szereg słów typowych dla regionu łódzkiego pisze prawdę – nigdzie nie zastrzega, że to słownictwo nie było używane w innych regionach Polski.

    Odnośnie wpisu – zaraz przyszła mi na myśl licealna lektura „Ziemia obiecana” Reymonta i oczywiście najlepszy film Wajdy pod tym samym tytułem.

    Łódź jest mi bardzo bliska – urodziłem się 30 km od niej, tam studiowałem i parę ładnych lat mieszkałem.
    Tam prawie cała, bliższa i dalsza moja rodzina. Mam ogromny sentyment dla Łodzi.

  14. Lara said

    Układ ulic jest regularny, parki i parczki, skwery – były zawsze mocną stroną Łodzi. Także z określeniem: nędzne ogrody miejskie – na pewno bym się nie zgodziła.
    Ale reszta super.
    I pomysł na stronę świetny.

  15. Zdziwiony said

    L I T W O K

    Co mi herby! człek nie liźnie
    Pałek, tarcz ni szczerb;
    Ten z walutą w gotowiznie
    To najlepszy herb!

    JAK ZOSTAĆ UCZONYM.
    Reb Jojna Szczypior miał syna, wielkiego nieuka;
    on się potrzebował bardzo zmartwiać i mówił do syna:
    — Icie, ty potrzebujesz powiedzieć, czem ty będziesz?
    — Ja będę uczonym.
    — Co? ty będziesz uczonym? kiedy ty się nic nie uczysz.
    — Tateleben! czy to potrzeba się uczyć, żeby zostać uczonym?
    I on powiedział prawdę. Jak Icek dorósł, to on zaczął pisywać do gazety i cłwalić nasze żydki. Za to on został redaktorem od jednego wielkiego pisma. Jemu wszyscy szanowali i mówili o nim „nasz znany uczony”.

    MIĘDZYNARODOWY.
    — Tatysie, powiedz mi, co to znaczą te międzynarodowe socjalisty?
    — Ny, uni muszą być tak, jak nasze żydki… Uni w Rosji to są rosjanami, w Niemczech — niemcami, w Francji—francuzami, w Anglji—anglikami, tylko w jednej Polsce to uni są międzynarodowi.

    STATYSTYKA.
    Przy obliczeniu statystycznem jednego z miast radny, Litwok, podał tylko połowę ilości swych współwyznawców…
    — A gdzie reszta?—pyta go się przewodniczący – czyżby umarli?…
    — Niet, nu oni siedzą w więżeniu…
    — No, to jednak żyją…
    — Czyż to można nazwać życiem?… — odrzekł na to litwok…

    ZAWSZE TEN SAM.
    Pewien litwok, gdy miał pokierować sobą dalej, obrał medycynę, jako zajęcie bardzo zyskowne.
    Razu pewnego przyszła do niego pacjentka i przystąpił on do mierzenia jej pulsu.
    Z powagą wyciągnął z kieszeni złoty chronometr, i trzymając chorą za rękę, liczyć zaczął…
    — …dziewianosto piat’, dziewianosto szest’, dziewianosto siem’, dziewianosto wosiem’, dziewianosto dżewiet i rubl zakończył z tryumfem.

    TO NIE TOWAR.
    Litwoka zapytano, co to jest honor?
    — Ny—odrzekł on na to—kakoj eto towar?… Czy go gdzie sprzedają?… Czy można za niego co dostacz?…
    A kak eto towar bez wartości, to ja nie potrzebuję nawet o nim gadacz…

    KTO TO?…
    Z arogancji wszędzie znany,
    I z czelności wszędzie słynie,
    Za to zewsząd wypędzany
    Tkwi w polskiej krainie.

    I choć z Rosji wyganiany,
    O niej ciągle marzy,
    A nas wzamian nienawiścią
    I złodziejstwem darzy.

  16. awkzim said

    Urodziłem się na Bałutach a wychowałem w Śródmieściu, niedaleko Dworca Fabrycznego. Łódź wprawdzie jest dość starym miastem ( prawa miejskie otrzymała w XV w ale potem je straciła ), jej rozwój nastąpił w połowie XIX wieku – w okresie Królestwa Polskiego. Przyśpieszyło go zniesienie barier celnych z Imperium Rosyjskim. Rosjanie mieli dość specyficzne poczucie humoru. Taka łódzka powiastka. Łódzki przemysłowiec Poznański ( ładne polskie nazwisko ale to żyd ) wpadł na pomysł aby jedną ze swoich sal wyłożyć złotymi 5-rublówkami. Chciał pokazać swoją zamożność.Problem był tylko jeden, którą stroną – rewersem czy awersem. Napisał zatem do Cara. Po pewnym czasie przyszła odpowiedź: ” Na sztorc”. Sala nie została ozdobiona. A przy okazji – najbliżej miejsca zamieszkania moich Rodziców była bożnica ( na Piramowicza ), następnie przepiękna cerkiew na rogu Kilińskiego i Narutowicza a najdalej kościół katolicki Po Wezwaniem Św. Krzyża na rogu Tuwima i Sienkiewicza. No i wspaniałe spotkania w salce katechetycznej z tyłu za kościołem. Przepraszam za takie sobie wspomnienia starszego pana.

Sorry, the comment form is closed at this time.