Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Odgrzewane kotlety

Posted by Marucha w dniu 2017-02-03 (piątek)

Instytut Pamięci Narodowej ujawnił część Zbioru Zastrzeżonego, w którym znajdowała się dokumentacja wprawdzie przekazana do IPN, ale do której pracownicy IPN nie mieli dostępu, właśnie ze względu na „zastrzeżenia”, jakie przeciwko ich ujawnianiu przedstawiały tak zwane „służby”, to znaczy – zarówno Urząd Ochrony Państwa (od 1990 do 2002 roku), jak i Wojskowe Służby Informacyjne (1991-2006), jak i te, które następnie z nich wypączkowały (ABW i Agencja Wywiadu) oraz SKW i SWW.

W książce „Długie ramię Moskwy” dr Sławomir Cenckiewicz podaje, że w roku 1990 wywiad wojskowy dysponował siecią 2500 agentów. Ale przecież na tym nie poprzestał, bo cóż to za wywiad, wszystko jedno – RAZWIEDUPR, czy WSI, który nie rozbudowuje agentury? Wszak agentura, to uszy i oczy każdego wywiadu, zatem im więcej tych uszu i oczu, tym więcej informacji.

Ale – jak to pięknie wyjaśnia Stanisław Lem w „Bajce o trzech maszynach opowiadających króla Genialona”, a konkretnie – w opowieści o zbóju Gębonie – informacja informacji nierówna. Zbój Gębon na przykład musiał czytać „różne opisy smaku piwa grzybkiem nadpsutego”, które oczywiście były prawdziwe, ale nie tego przecież od Demona Drugiego Rodzaju oczekiwał. Tak samo i w wojsku – jak zwykł kończyć każdą poruszaną kwestię major Czeżowski ze Studium Wojskowego UMCS za moich czasów studenckich.

Czy to RAZWIEDUPR, czy to WSI – wszyscy oni pożądają informacji o określonym ciężarze gatunkowym, no i nie tylko informacji, ale i działań – bo agentura, to również agentura wpływu. Z tego powodu agentury raczej nie lokuje się w środowisku gospodyń domowych, tylko tam, gdzie rozmaite pomysły przekształcają się w obowiązujące prawo, a więc – w konstytucyjnych organach państwa, następnie tam, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, tam, gdzie decyduje się o śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu nie, tam, gdzie wydaje się wyroki, czyli w niezawisłych sądach i wreszcie tam, gdzie kształtuje się masowe nastroje, a więc w niezależnych mediach głównego nurtu, przemyśle rozrywkowym i innych środowiskach opiniotwórczych.

Dysponując tak uplasowaną agenturą można nie tylko ręcznie sterować wszystkimi segmentami państwa, ale nawet wszystkimi segmentami życia publicznego. Skoro takie rzeczy wiemy nawet my, biedni felietoniści, to cóż dopiero bitne generały, które tymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi kierowały?

Toteż jestem pewien, że podaną przez pana doktora Cenckiewicza (ostatnio Kukuńkowi wylęgła się w głowie kolejna „koncepcja” – że mianowicie Cenckiewiczów jest Legion – bo obwieścił, że jego syn popełnił samobójstwo za przyczyną „Cenckiewiczów”) liczbę 2500 agentów bez obawy przesady można pomnożyć co najmniej przez 10, a może nawet – przez 15.

Ta agentura nie podlega już żadnej lustracji, bo nawet gdyby dokumenty dotyczące jakiegoś konfidenta znalazły się w Zbiorze Zastrzeżonym, to Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która ma ostatnie słowo w sprawie ich ujawnienia pod pretekstem dbałości o „bezpieczeństwo państwa”, z całą pewnością do ujawnienia tych dokumentów nie dopuści.

Oczywiście „bezpieczeństwo państwa” to tylko taki pretekst, bo tak naprawdę chodzi o utrzymanie i umocnienie wpływu bezpieczniackich watah na struktury państwa, o utrwalenie okupacji państwa przez bezpieczniackie watahy.

O tym, jak dokazuje ABW i co warte są jej usługi, świadczy choćby sławna Operacja „Menora” z roku 2012, w ramach której udaremniła ona straszliwy spisek trójki antysemitników: prof. Jerzego Roberta Nowaka, Waldemara Łysiaka i niżej podpisanego. Okazało się, że planowaliśmy jakiś straszliwy spisek – tak straszliwy, że nawet sami przed sobą go nie ujawniliśmy – ale dopiero energiczna akcja ABW położyła kres temu zagrożeniu.

Nie potrzebuję dodawać, że jedynym prawdziwym elementem w tej całej awanturze były pieniądze, którymi funkcjonariusze ABW podzielili się między sobą w ramach nagrody za udaremnienie straszliwego spisku.

Ale nie o to przede wszystkim chodzi, bo trzon aktualnej agentury WSI został zwerbowany już w „wolnej Polsce”, zatem dotycząca jej dokumentacja jest poza wszelkimi „Zbiorami Zastrzeżonymi” i poza Instytutem Pamięci Narodowej, który w związku z tym zaoferował nam odgrzewane kotlety. Nie przeczę, że i nimi można się pożywić i jeszcze długo opinia publiczna będzie skwapliwie zbierać każdy okruszek – ale one nie mają już większego, a być może nawet żadnego wpływu na okupację państwa przez starych kiejkutów.

Tymczasem czy stare kiejkuty występują pod szyldem Wojskowych Służb Informacyjnych, czy pod jakimś innym – to przecież zwerbowana przez nich agentura pozostała na swoich miejscach. Nie tylko pozostała, ale w dodatku ci wszyscy agenci doskonale pamiętają, kto postawił ich na tych eksponowanych miejscach, komu zawdzięczają pozycję społeczną, polityczną i materialną i jako ludzie inteligentni, spostrzegawczy i sprytni, zdają sobie sprawę, że dalsze pozostawanie na tych miejscach, a nawet możliwość przekazania pozycji społecznej swemu potomstwu, zależy od przetrwania fundamentu, na którym ta cała misterna konstrukcja się opiera.

Dlatego, chociaż zmieniają się szyldy, agentura wie, komu winna lojalność i posłuszeństwo. Mogliśmy obejrzeć to sobie na własne oczy 16 grudnia ub. roku, kiedy to w kulminacyjnym momencie puczu, kiedy to konfidenci w Sejmie próbowali zablokować uchwalenie w przepisanym terminie ustawy budżetowej, a zwołani w trybie alarmowym z całej Polski konfidenci pod Sejmem mieli odegrać rolę „zagniewanego ludu”, na miejscu zjawił się Najstarszy Kiejkut III Rzeczypospolitej w osobie pana generała Marka Dukaczewskiego.

Jego obecność świadczyła o randze zadania, jakie starym kiejkutom wyznaczyła Nasza Złota Pani, a nadzieja na pomyślne przeprowadzenie tego politycznego przesilenia sprawiła, że nawet zaryzykował dekonspirację, podobnie, jak w roku 2010, kiedy to publicznie zapowiedział, że w razie zwycięstwa Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich otworzy sobie z radości butelkę szampana. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie trzeba było nawet rysować obrazka, bo zadbały o to niezależne stacje telewizyjne, z panią Pochanke i „Kasią” Kolendą-Zaleską.

Dlatego właśnie teraz, kiedy zostaliśmy poczęstowani odgrzewanymi kotletami, warto wrócić do pytania, czy częściowe ujawnienie Zbioru Zastrzeżonego stanowi dowód odejścia od niepisanej zasady konstytuującej III Rzeczpospolitą: „my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych” – czy też nową formę starego kopania się po kostkach – ale nie wyżej!

Sprawa wydaje się warta zastanowienia tym bardziej, że chociaż powołani na świadków przez sejmową komisję badającą sprawę Amber Gold prokuratorzy i sędziowie są niezwykle małomówni i jeszcze mniej spostrzegawczy, to jednak z tych przemilczeń i z tej niewiedzy wyłania się wyraźny obraz, że jakieś Moce musiały te wszystkie sądowe marionetki wprawiać w ruch i nagle zatrzymywać w bezruchu.

Najwyraźniej jednak Komisja zauważenie tych Mocy ma surowo zakazane, skoro na liście świadków nie ma ani jednego generała, ani nawet – żadnego pułkownika.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Odpowiedzi: 10 to “Odgrzewane kotlety”

  1. Joannus said

    ‚W książce „Długie ramię Moskwy” dr Sławomir Cenckiewicz podaje, że w roku 1990 wywiad wojskowy dysponował siecią 2500 agentów.”’

    dalej
    ”liczbę 2500 agentów bez obawy przesady można pomnożyć co najmniej przez 10, a może nawet – przez 15.”

    I wszystko jasne i wiadome, kto nam majątek ”sprywatyzował” dla niepoznaki poprzez podstawione słupy nazywane dla kolejnej niepoznaki ”inwestorami strategicznymi”.
    Łapy agentów z Moskwy nie pozostawały bezczynne, po zorganizowaniu transformacji ustrojowej,wyprowadziły gospodarkę powyżej poziomu UE, by w przyszłośc i łup obfitszym stał się.
    Teraz knują napaść zbrojną, bo jak Lech Kaczyński odkrył, po Gruzji, następnie Ukrainie i Litwie przyjdzie kolej na Polskę.
    Niedoczekanie, bo najwspanialsza armia świata na to nie pozwoli.

  2. leo69 said

    ad 1 – KAŻDY DUREŃ NA SWÓJ SPOSÓB Z ROZUMU UCHODZI..

  3. Joannus said

    Fakt, zauważyłem to w 2

  4. Zerohero said

    Dysponując tak uplasowaną agenturą można nie tylko ręcznie sterować wszystkimi segmentami państwa, ale nawet wszystkimi segmentami życia publicznego. Skoro takie rzeczy wiemy nawet my, biedni felietoniści, to cóż dopiero bitne generały, które tymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi kierowały?

    a jak się ma to sterowanie do pobytu w Unii Europejskiej i oddania zachodnim inwestorom kontroli nad gospodarką? Polska to jednak daleko niesuwerenny kraj, WSI musi nie tylko liczyć się z CIA. Musi być jego ramieniem.

  5. Zerohero said

    PS. Polska należy do najmniej niezależnych krajów, tzn. jego miejscowe kacyki nie mają nawet cienia ambicji na lekką autonomię. Porównajmy sobie pozycję III RP z Węgrami albo Turcją. Wychodzi na to, że WSI to nie wasale, ale bezpośredni namiestnicy Zachodu.
    Ramię Moskwy okazało się zbyt krótkie.
    Z resztą….gdyby było nawet średnio długie, to by się ZSRR nie rozpadł. Mieli kontrolować sytuację w Polsce, skoro nie kontrolowali u siebie? Może Cenckiewicz to wyjaśni. Tak dobrze wyedukowano:

    Dwukrotny stypendysta Polonia Aid Foundation Trust w Londynie (2000 i 2004)[1]. W 2000 otrzymał grant Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku[1]. Od 2005 do 2007 był stypendystą Free Speech Foundation w Chicago[4][1].
    https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82awomir_Cenckiewicz

    KTO płaci na te fundacje które płaciły Cenckiewiczowi? Dobre duszki? 😀

  6. Jacek2 said

    Re.4
    100/100
    Pokaż mi jeden ruski bank, jedną ruską korporację, jedną ruską sieć handlową, jedną ruską spółkę energetyczną, jedną ruską gazetę, jedną ruską telewizję, jedną ruską sieć telekomunikacyjną. Nikt nie pokaże ale jeden dureń z drugim będzie święcie przekonany że to Ruscy nami rządzą.

  7. Boydar said

    Panie Jacku, z całym szacunkiem, ale czy oprócz wyliczenia czego Ruscy właścicielami nie są, byłby Pan skłonny wskazać nieco bardziej skomplikowane własności ? Np. kto jest właścicielem BRD GmbH … ?

  8. Krisent said

    W urzędach Wojska Polskiego nawet w oddziale wojsk NATO w Polsce – CEK NATO – znajdują się na biurkach (rosyjskich szpiegów udających polskich wojakow) ściśle tajne POLSKIE dokumety wojskowe oraz wiszą GODŁA Rosyjskich Spec SŁUŻB – SZPIEGÓW ROSJI zamiast Godła POLSKIEGO ….cytat z MON … „Bardzo ciekawym jest fakt, że gdy weszliśmy do biura dyrektora płk. Duszy, to godło polskie było za żaluzjami, a w centralnym miejscu wisiał herb Federacji Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. To bardzo ciekawa informacja. Zabezpieczyliśmy dokumenty o klauzul od zastrzeżonej, przez poufne, po tajne i ściśle tajne, które tam nigdy nie powinny się znaleźć” ….

    Bezczelne te ruskie szpiegi. Wręcz się afiszują ze szpiegostwem.
    Admin

  9. awkzim said

    A czy któryś z moich Szanownych Uprzednio Występujących wpadł na prosty pomysł. Wywiad lub kontrwywiad który ujawnia swoje aktywa ( praktycznie większość informacji na temat swoich zasobów ludzkich i metod działania ) wypada z obiegu na jedno pokolenie. W tym kontekście te dwie polskie instytucje mogą zacząć bawić się w piaskownicy. Dla przeciwników nie można było zrobić nic lepszego.

  10. Kojak said

    TEn Cenckiewicz to zwyczajny gnoj ,smiec i lump ! Ta gnida jest takim ,,nadwornym ,,naukowcem bandytow i zbrodniarzy od ktorych dostal glejt na tzw niezaleznosc i ,,uczonosc ,, ! Nawet jego kolega Gontarczyk ostrzega przed ta pluskwa Cenckiewiczem Ta odrazajaca gnida i smiec ujawnil swoja twarz w calej krasie kiedy oplul prof . Kiezuna na zleconu mu zamowienie rzadzacych Polska bandziorow i zlodzieji ! Jakos ta odrazajaca gnida Cenckiewicz nie chce zainteresowac sie Kwasniewskim – Stolcmanem,ps z SB ,,kAT czy Komorowskim -Szczynukowiczem agentem WSW , tyle ciazy na nim zarzutow kryminalnych ze juz dawno powinien byc doprowadzany z wiezienia na sale rozpraw do sadu ! ! ! Ale tu gnida CEnckiewicz nawet nie pisnie ,byloby to koniec jego wszawej kariery,, pseudonaukowca,, a byc moze trafilby nawet do piachu z tego ziemskiego padolu !

Sorry, the comment form is closed at this time.