Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Gówna w jedwabnych pończochach

Posted by Marucha w dniu 2017-02-10 (piątek)

Dawno, dawno temu, w początkach naszej sławnej transformacji ustrojowej, ministrem przemysłu i handlu w rządzie panny Hanny Suchockiej był Wacław Niewiarowski, ten sam, którego później niezależna prokuratura oskarżyła o przyjęcie rozmaitych „korzyści majątkowych” od sosnowieckiego przedsiębiorcy Krzysztofa Porowskiego, któremu zarzucano korumpowanie również niezawisłych sędziów, między innymi Andrzeja Hurasa, podówczas wiceprezesa Sądu Okręgowego w Katowicach.

Skończyło się to oberkiem, chociaż nie do końca wesołym, bo pan Niewiarowski został wprawdzie uniewinniony, ale co z tego, skoro umarł?

Znacznie lepiej powiodło się panu sędziemu Hurasowi, który przez innych niezawisłych sędziów nie tylko został uniewinniony z zarzutu korupcji, jakby wykąpał się w hyzopie, ale na otarcie łez wylanych z powodu utraty zdrowia, naruszenia godności i złamania kariery dostał od innego niezawisłego sądu 500 tys. złotych.

W ten oto sposób sprawiedliwości stało się zadość i jeśli nawet może to wywołać wrażenie, że niezawisłe sądy też wykonują czyjeś rozkazy (sędzia Lipiński z Warszawy, który panu sędziemu Hurasowi ocierał łzy zauważył, że trwający 10 lat proces toczył się przed niezawisłym sądem nie tylko bez dowodów, a nawet „wbrew nim”, a poza tym ujawnił, iż ABW odmówiła dostarczenia niezawisłemu sądowi dokumentacji operacji „Temida”, dotyczącej werbunku agentury wśród sędziów i prokuratorów), no to wypada rozróżnić, że jedne rozkazy służą trumfowi sprawiedliwości, a inne nie.

A które służą? Ano te, w następstwie których sprawiedliwość triumfuje, to chyba jasne? W przypadku pana sędziego Hurasa sprawiedliwość ewidentnie zatriumfowała, więc jeśli nawet niezawisły sąd czegoś tam posłuchał, to nie dałoby się ukryć, że posłuchał słusznie.

Przypominam o tym wszystkim – a przecież można by na zawołanie dostarczyć wielu innych, podobnych przykładów – na marginesie ostatniego spotkania sędziów, będącego „pokłosiem” Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich, w którym wzięło udział około tysiąca sędziów-ochotników, w związku z czym podejrzewam, iż przynajmniej niektórzy z nich, jeśli nie zdecydowana większość mogła być zwerbowana właśnie w następstwie operacji „Temida” i nie tylko tej – bo przecież jeszcze skuteczniejszy werbunek konfidentów wśród prokuratorów i sędziów mogły prowadzić – a jeśli mogły, to pewnie i prowadziły – Wojskowe Służby Informacyjne, których teraz „nie ma” .

W takiej sytuacji sędziowie, wraz z panem sędzią Waldemarem Żurkiem na czele, mogliby wykazać nieco więcej skromności, a przynajmniej nie wygłupiać się – jak to podczas wspomnianego Nadzwyczajnego Kongresu zrobiła pani sędzia Irena Kamińska, która dopuściła sobie do głowy, iż sędziowie są „nadzwyczajną kastą ludzi”.

Że nasz Kukuniek uważa się za potomka rzymskiego cesarza Walensa – do tego już się przyzwyczailiśmy, ale skąd u szczerych szermierzy demokracji takie przekonania o istnieniu „nadzwyczajnych kast ludzi” – trudno zgadnąć.

Mniejsza jednak o to, bo kiedy tylko wspomniałem o panu Niewiarowskim, zaraz naszły mnie takie skojarzenia. Tymczasem chciałem przypomnieć co innego – jak to pan minister Niewiarowski składał „gospodarską wizytę” w jakiejś fabryce w Gorzowie Wielkopolskim, podczas której tamtejsi związkowcy zaprezentowali mu próbkę tak zwanych „robotniczych wystąpień”.

Robotniczymi wystąpieniami nazywano za komuny uzgodnione z kierownictwem partii szalenie krytyczne opinie tak zwanych „prostych robotników”, przeważnie starannie dobranych i poinstruowanych konfidentów SB. Ostrze robotniczych wystąpień miało porazić towarzyszy przeznaczonych przez odpowiedni komitet do ostrzału.

Minister Niewiarowski, który w PZPR zdobywał ostrogi, miał takie rzeczy w małym palcu, więc kiedy jakiś „prosty robotnik” zaczął mu klarować, jak to wy dygnitarze, wyrośliście na naszych plecach, plecach robotników, którzy tutaj ciężką pracą wyrabiają… – bez ceregieli mu przerwał uwagą, że „gówno robicie”. Chodziło o to, że ta cała fabryka wegetowała na budżetowych dotacjach, więc w tym kontekście robotnicze wystąpienia nie były specjalnie fortunne. Nawiasem mówiąc, z „gospodarskimi wizytami” zaczyna jeździć wicepremier Morawiecki i pani Szydło, więc tylko patrzeć, jak znowu pojawią się i „robotnicze wystąpienia”.

Na razie mamy wystąpienia utrzymanek i utrzymanków państwa tworzących grono tak zwanych „ludzi kultury”. Wśród nich do pierwszego szeregu bojowników o demokrację jednym susem wskoczyła pani Janda Krystyna, właścicielka teatrzyku piątej klepki, w którym jakoby realizuje „misję”, taką samą, jaką we wrocławskim teatrze realizował obecny poseł Nowoczesnej sprytnego pana Rysia Krzysztof Mieszkowski, a w telewizorze – pani Paulina Młynarska, co to ostatnio zasłynęła z korespondencji z Pierwszą Damą Stanów Zjednoczonych, co prawda jednostronnej, niemniej jednak.

Podobnie w „Cyruliku Warszawskim” śpiewano o pewnej damie pisującej o Józefie Piłsudskim: „Zgoda z Dziadkiem znakomita! Ja codziennie o nim piszę, on – nie czyta.”

Wracając do pani Jandy Krystyny i do „misji” jaką realizuje w swoim teatrzyku piątej klepki, niepodobna nie wspomnieć o słynnym spektaklu z udziałem „Rafalali”. Rafalala, trzeba nam wiedzieć, tak naprawdę nazywa się Rafał, podobnie jak opisywany przez Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima w skeczu o procesie cyrkowców fakir Ben Buja Nago Bramaputra, co to stawiał horoskopy i zdrowoskopy na dworze króla Wigwama Starego, naprawdę nazywał się Myrdzik Antoni i mieszkał w Warszawie na Solcu.

Otóż „Rafalala”, która prezentuje się jako kobieta, ale za to „z penisem”, w ramach „misji” wystąpiła w teatrzyku Krystyny Jandy w monodramie „I Bóg stworzył tranwestytę”, wyreżyserowanym przez panią Monikę Powalisz, autorkę „Rapsodu dla krowy”.

Hmm. Pamiętam, że w epoce „propagandy sukcesu” Edward Gierek podczas swoich gospodarskich wizyt podobno rozmawiał również z krowami, ale żeby zaraz pisać dla nich „rapsody”? Podobnie oceniał pisanie o wojnie Janusz Głowacki. W jednym ze swoich opowiadań przedstawił taki oto dialog: „ – O czym pisze ten Maks F.? – O wojnie. – O wojnie? Mnie też raz Niemcy postawili pod ścianą; zesrałem się oczywiście, ale żeby to zaraz opisywać?”

Inna rzecz, że dzisiejsi pisarze nie mają łatwo, zwłaszcza, jeśli chcą dostawać rządowe subwencje. Kiedyś taki jeden z drugim pisarz pisał co tylko chciał i jak chciał, a tymczasem dzisiaj postępie geometrycznym z roku na rok przybywa tematów tabu, których albo w ogóle nie wolno poruszać, a jeśli już – to tylko w sposób dozwolony przez panią wychowawczynię. W takiej sytuacji nawet sam penis, bez kobiety może dla „ludzi kultury” stanowić łakomy kąsek, a cóż dopiero „kobieta z penisem”?

To jasne – natomiast już nie jest jasne, dlaczego na taki Scheiss ministrowie kultury dawali pani Jandzie ponad milion złotych rocznie. Myślę, że powinna te pieniądze zwrócić na zasadzie bezpodstawnego wzbogacenia, podobnie jak pan redaktor Adam Michnik powinien zwrócić kolację, jaką zjadł za pieniądze zdefraudowane z Komitetu Obrony Demokracji przez pana Mateusza Kijowskiego.

Franciszek Fiszer powiedział kiedyś, że nie będzie w Polsce dobrze, dopóki nie rozstrzela się siedmiuset tysięcy łajdaków. Na uwagę, że może nie być aż tylu łajdaków Fiszer odpowiedział, że to nic nie szkodzi, że w razie czego dobierzemy z uczciwych.

Teraz nie byłoby problemu ze zgromadzeniem siedmiuset tysięcy łajdaków; wystarczyłoby zgromadzić uczestników ruchów społecznych w obronie demokracji i beneficjentów repolonizacji gospodarki – ale nie o to chodzi. Chodzi o to, aby de lege ferenda – żeby jakaś praworządna Schwein nie postawiła mi zarzutu nawoływania do wstecznego stosowania prawa – wyposażyć podatników w prawo żądania zwrotu publicznych subwencji – właśnie na zasadzie bezpodstawnego wzbogacenia.

Wprawdzie obdarzeniu kogoś publiczną subwencją z reguły towarzyszy powołanie się na jakąś podstawę prawną, ale wszystkie one mają charakter pozorów legalności, bo tak naprawdę spełniają wszystkie znamiona kradzieży zuchwałej, tyle, że dokonanej z udziałem pośredników w osobach funkcjonariuszy publicznych.

Ale skoro mamy zasadę równości obywateli wobec prawa, to pośrednictwo funkcjonariusza publicznego, podobnie jak sprokurowanie pozorów legalności gwoli utrudnienia, a nawet zablokowania pociągnięcia sprawców kradzieży do odpowiedzialności, wcale nie usuwa przestępczego charakteru samego czynu. Bez wyposażenia podatników w możliwość żądania zwrotu takich subwencji przynajmniej do budżetu państwa, albo budżetu samorządowego, niechby nawet na zasadzie odpowiedzialności solidarnej z urzędnikiem, który w takiej kradzieży publicznych pieniędzy uczestniczył nie będzie żadnej „dobrej zmiany”, tylko jedne hieny będą zastępowane przez inne.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Odpowiedzi: 13 to “Gówna w jedwabnych pończochach”

  1. Ante Portas said

    {Że nasz Kukuniek uważa się za potomka rzymskiego cesarza Walensa – do tego już się przyzwyczailiśmy, ale skąd u szczerych szermierzy demokracji takie przekonania o istnieniu „nadzwyczajnych kast ludzi” – trudno zgadnąć.}

    Panie Stanisławie!, odpowiedź jest banalnie prosta, sytuowanie siebie w nadzwyczajnej kaście ludzi bierze się z braku pokory, czyli pychy.

  2. RomanK said

    Wybranstwo jest nierozdzielna i wyjatkowa cecha Judaizmu…i talmudystycznych sekt judaistycznych.

    POnadty o polecam program dzisiejszy z Pospieszalskim , a w szczegolnosci wypowiedzi pana Michalkiewicza.
    Warto…to jedyny polski komentator ,ktory widzi to co jest w gestym dymie.

  3. czik£oczento+ said

    czyli dobra zmiana na drzewie.

    „To nie wypadek, to znak”
    ALBO:
    „Nie ma przypadkow – sa znaki”

    Ide o zaklad, ze nastepny felieton pana Stanislawa tak sie zacznie!

  4. Mietek Wieciechowski 604 174 889 said

    Mietek
    W takiej sytuacji sędziowie, wraz z panem sędzią Waldemarem Żurkiem na czele, mogliby wykazać nieco więcej skromności, a przynajmniej nie wygłupiać się – jak to podczas wspomnianego Nadzwyczajnego Kongresu zrobiła pani sędzia Irena Kamińska, która dopuściła sobie do głowy, iż sędziowie są „nadzwyczajną kastą ludzi”.
    Że nasz Kukuniek uważa się za potomka rzymskiego cesarza Walensa – do tego już się przyzwyczailiśmy, ale skąd u szczerych szermierzy demokracji takie przekonania o istnieniu „nadzwyczajnych kast ludzi” – trudno zgadnąć.-

    – Panie Stanisławie nie trudno zgadnąć , przecież oni w większości wywodzą a się z narodu wybranego , a my dla nich to
    „GOJE” – tzn. bydlaki , zwierzęta .

  5. Dziadzius said

    Od czasow Biblijnych czlowiek z czlowiekiem nie mogl sie zgodzic gdy chodzilo czy o dobro materiajne czy o dobro postway wlasnej i juz od tych dawnych czasow ustalono urzad sedziego . Na pocztku sedziowie to byli ludzie bogobojni i szalchetni ktorzy w milosci do Boga i wedlug jego prawa rozpatrywali spory . Demokracja przyjela te urzedy sedziowskie i nadala im swoja „szlachetnosc” miedzy innymi niezaleznosc od Rzadow. Demokracja pozostwila jednak jedna parszywa wade w tym systemie sedziowskim a to to ze sedziowie nie sa WYBIERANI a mianowani – to znaczy ze ten co mianuje to i sedziego kupuje. Ta ustawa dala kazdemu obywatelowi ta illuzje ze sady sa po to by bronic kazdego obywatela od wyzysku innych obywateli a szczegolnie obywateli bogatych i dala im ta illuzje ze sady sa SPRAWIEDLIWE i NIE PRZEKUPNE. Niestety sedziowei to ludzie i im dalej od boga tym blizej do diabla a wiec jako ludzie sa ofiarami [ chetnymi] przekupstwa. I dzis mamy niezliczone dowody ze nasze sady w jakimkolwiek panstwie sa gniazdem polityczno ekonomicznym to znaczy za gruba ” ekonomie” ma sie grube sady.
    Najlepsze dowody to sa dzis w USraelu gdzie sedzia dyktuje prezydentowi jakie moze wziasc kroki do obrony panstwa (( i gdzie byl ten sedzia kiedy *Regin zabroni immigracji 5 razy- *Clinton 12 razy a *hussein suerto obama 19 razy zabronil immigracji z kraji mululmanskich)) i jak sie District Court #9 opisal „nie mozna brac takich krokow ktore by zmniejszaly dochody poszczegulnych przedsiebiorstw” [[ tu zdaje sie ze chodzi o uniwersytety (oplata za nauke) i sanktuaria imigracyjne ( tani robotnik) ]]

  6. Po prostu Polak said

    Ukraina to kupa gowna !

  7. Joannus said

    Piękny tytuł artykułu, podziwiać godzinami finezję autora wypada

    Nawet zwykle eleganckiego redaktorów puszczają czasem nerwy.
    Admin

  8. Jemen said

    Dotad beda nas niszczyc Jak im pozwalamy.Gdy rozum ;;spi;;;;;;;;;;;budza sie ;;;;;;;upiory.
    K……a wiec POWSTANIMY I NIE MIALCZMY ZE KTOS NAS .W h………a robi.To jest wszystko nasza wina.

  9. , said

    Hmm…Niewiarowski-kilku których znałem mieszkali w małej wsi Krasewicze CZEREPY-ale to zwykli rolnicy.-tylko z „Czerepachem” coś nie tak

  10. Bogaty Miś said

    ad 7.
    Red. Michalkiewicz, prawdopodobnie z pośpiechu, zapomniał wyjaśnić, że Napoleon powiedział do swego ministra Talleyranda, (o którym wiedział, że się sprzedaje wszystkim i intryguje ze wszystkimi przeciw wszystkim): „jest pan gównem w jedwabnych pończochach”. Talleyrand był, i do dziś jest, synonimem sprzedajności i cynizmu.

    Już teraz wszystko jasne…
    Michalkiewicz znów ma rację.
    Admin

  11. tomek said

    Ta nadzwyczajna kasta ludzi to nowa szlachta jerozolimska Panie Stanislawie niech sie pan przyjrzy salci kaminskiej

  12. Bogaty Miś said

    właśnie skończyłem przypominać sobie podstawowe info o Talleyrandzie (Wikipedia). Znalazłem tam następujące zdanie: „Twierdził w nim {chodzi o napisany przez Talleyranda memoriał}, że najlepszym sposobem osiągnięcia dobrobytu jest liberalizm polityczny i ekonomiczny”.
    Ponieważ red. Michalkiewicz jest podobnego zdania, zachodzi jednak obawa, że pominął wyjaśnienie w sprawie „gówna w jedwabnych pończochach”, z powodu dysonansu pomiędzy łajdactwem Talleyranda, a jego w|w poglądem na temat liberalizmu, który wg red. Michalkiewicza jest poglądem słusznym.
    Lubię bardzo czytać i szanuję wiedzę i rzeczowość redaktora Michalkiewicza, ale jak wiele razy już wspominałem, w sprawie liberalizmu w ekonomii nie do końca się z nim zgadzam, a na pewno nie zgadzam się z jego kolegą Korwinem, który jest darwinistą społ-ekon.
    Na usprawiedliwienie red. Michalkiewicza podaję, że liberałem ekonomicznym i politycznym jest również prof. Walicki Andrzej, którego cenię niezwykle, a który mimo swego wybitnego dorobku, został zmarginalizowany za swój zdroworozsądkowy stosunek do Rosji (prof. jest wybitnym znawcą Rosji i ideologii rosyjskich). Prof. Walicki napisał również świetną monografię o marksizmie pt. „Marksizm i skok do Królestwa Wolności”, w której istota (sedno ideologii Marksa), została ujęta jaśniej i precyzyjniej niż u Kołakowskiego. Niemniej prof. Walicki nie mógł sobie poradzić (moim zdaniem) ze swym liberalizmem; podobnie zresztą jak prof. Marcin Król („Bezradność liberałów”). Są oni chyba wszyscy ofiarami „ukąszenia liberalnego”, które tylko pozornie jest alternatywą „ukąszenia heglowskiego”. W rzeczy samej (wg. mnie) oba ukąszenia się dopełniają – są komplementarne.

  13. kail1410 said

    Apropos „gówna w jedwabnych pończochach”, jego przebogatą biografię w książce „Talleyrand, droga Mefistofelesa.” barwnie opisał niezrównany Waldemar Łysiak.

Sorry, the comment form is closed at this time.