Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Uciekaj, wszystko wykryte!

Posted by Marucha w dniu 2017-02-11 (sobota)

W znakomitej powieści Roberta Penn Warrena „Gubernator” czytamy, jak to Jack Burden, po powzięciu wiadomości, iż adorowana przezeń Anna Stanton została kochanką gubernatora Willego Starka, wsiada w samochód i bez celu rusza na Zachód.

Jadąc na Zachód rozmyśla, w jakich to okolicznościach ludzie ruszają na Zachód. Ano, na przykład, gdy wyschnie studnia, albo, gdy na wprost lufy rewolweru jakiś człowiek nagle pada martwy na ziemię, albo wreszcie, gdy ktoś znienacka dostanie telegram: uciekaj, wszystko wykryte!

Tak, nawiasem mówiąc, wspomniana powieść Roberta Penn Warrena daje więcej wiadomości o polityce, niż podręczniki pisane przez rozmaitych politologów, którzy zresztą w większości są tylko utytułowanymi agitatorami.

Dlatego swoim studentom żadnych podręczników nie polecam, bo lepiej nie mieć żadnych wiadomości, niż fałszywe – natomiast zachęcam ich do czytania dobrej literatury, na przykład takich powieści, jak właśnie „Gubernator”, czy „Mateusz Bigda” Juliusza Kaden-Bandrowskiego, podobnie jak studentów dziennikarstwa, kiedy jeszcze miałem z nimi zajęcia, zachęcałem do czytania dobrej poezji.

Wróćmy jednak do ucieczek na Zachód. Oto podczas realizowania programu rządowej telewizji pan red. Pawlicki podał wiadomość o aresztowaniu pod zarzutem szpiegostwa pana Ryszarda Petru, przewodniczącego partii Nowoczesna.

Uczestniczące w programie osoby nie okazały ani zdziwienia, ani zaskoczenia tą rewelacją i dopiero, gdy pan red. Pawlicki wyjaśnił, że wiadomość była fałszywa i miała na celu sprowokowanie dyskusji, posłanka Nowoczesnej, pani Paulina Henning-Kloska demonstracyjnie wyszła ze studia, zapowiadając złożenie skargi do krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Zastanawiam się, czy to nie tę posłankę spotkałem wiosną ubiegłego roku w Gnieźnie. Przechodząc przez plac w kierunku katedry natknąłem się na pikietę, a pani, która przedstawiła mi się jako posłanka, podsunęła mi do podpisania petycję w sprawie publikacji jakiegoś orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Zapytałem, czy nie ma większych zmartwień, na co odpowiedziała, że to szalenie ważna sprawa, że ona walczy tu o demokrację i praworządność, a wreszcie – że jest „ważnym posłem Nowoczesnej”.

Zapytałem tedy, czy mogę zadać jej osobiste pytanie, a gdy mi pozwoliła, zapytałem, czy jest konfidentem którejś z tajnych służb. Lekko zarumieniona odparła, że nie. – To nie jest pani ważnym posłem – odpowiedziałem i poszedłem w dalszą drogę.

Moje pytanie spowodowane było tym, iż podejrzewam, że Nowoczesna została utworzona przez Wojskowe Służby Informacyjne, gwoli przekonania Naszego Najważniejszego Sojusznika, by starych kiejkutów też wciągnął na listę „naszych sukinsynów”. Wprawdzie ofertę starych kiejkutów żyrowali wobec Naszego Najważniejszego Sojusznika ubecy z Izraela, ale nie jest wykluczone, że Sojusznik mimo to zażądał dowodu, że warto starych kiejkutów na tę listę wciągać.

W tej sytuacji stare kiejkuty z dnia na dzień utworzyły Nowoczesną, która – zanim jeszcze pan Rysio zdążył otworzyć usta – została przez naród polski obdarzona aż 11 procentami zaufania.

Przekonująco wyjaśnić ten fenomen można tylko na gruncie mojej ulubionej teorii spiskowej – że mianowicie konfidenci WSI dostali rozkaz: w prawo zwrot! Do pana Rysia odmaszerować! – i w ten sposób pojawiło się 11 procent zaufania. Tymczasem posłanki Nowoczesnej, przynajmniej niektóre, najwyraźniej myślą, że to wszystko naprawdę.

Ale dość już tych dygresji, bo istotne jest to, że rewelację podaną przez pana red. Pawlickiego, telewizyjna publiczność początkowo potraktowała, jako rzecz zwyczajną.

Ale czyż może być inaczej, skoro pierwszym prezydentem „wolnej Polski” po transformacji ustrojowej był generał Wojciech Jaruzelski, według dokumentów będący konfidentem Informacji Wojskowej o pseudonimie „Wolski”, skoro kolejnym prezydentem był nasz Kukuniek, będący w latach 70-tych tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”, a który – jak podejrzewam – w 1976, a najdalej w 1977 roku został przejęty od SB przez wywiad wojskowy, gdzie otrzymał zadanie przeniknięcia do wolnych związków zawodowych, dzięki czemu w 1980 roku można było uczynić z niego przywódcę Solidarności, a potem – prezydenta „wolnej Polski” – skoro kolejnym prezydentem i to przez dwie kadencje był Aleksander Kwaśniewski, zarejestrowany przez SB – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody”, podobnie jak niektórzy biskupi, w charakterze tajnego współpracownika o pseudonimie „Alek”, skoro ostatni szef WSI, Najstarszy Kiejkut III Rzeczypospolitej, czyli pan generał Marek Dukaczewski w 2010 roku publicznie deklarował, że jeśli tylko wybory prezydenckie wygra Bronisław Komorowski, to on z radości otworzy sobie szampana?

To wszystko skłania do postawienia retorycznego pytania, czy w ogóle można być w Polsce skutecznym politykiem nie będąc niczyim agentem? Ale skoro nie można, to jakże podważać moją ulubioną teorię spiskową, według której naszym nieszczęśliwym krajem rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie – obecnie zepchnięte do głębokiej defensywy [Gajówka!- admin] – Stronnictwo Pruskie, którego polityczna ekspozytura utraciła stanowisko lidera politycznej sceny oraz Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, na skutek wciągnięcia starych kiejkutów na listę „naszych sukinsynów”, zmuszone do rywalizowania z nimi o względy Naszego Najważniejszego Sojusznika?

Ponieważ w związku z energicznymi działaniami amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, na międzynarodowej scenie politycznej zapanował niespotykany od dawna zamęt, warto by w tych okolicznościach przeprowadzić eksperyment polegający na wysłaniu do naszych Umiłowanych Przywódców SMS-a o treści: „uciekaj, wszystko wykryte!” Ciekawe, ilu natychmiast ruszyłoby na Zachód, przy czym oczywiście „Zachód” jest tu pojęciem umownym, bo po otrzymaniu takiej wiadomości mogliby oni z pełną szybkością pruć w kierunku najbliższego przejścia granicznego, byle dalej od tego zapowietrzonego kraju.

Obawiam się, że nikt się na to nie zdecyduje, więc dobrze, że chociaż pan red. Pawlicki zaryzykował, dzięki czemu przekonaliśmy się, że nic zaskoczyć nas już nie może.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

komentarzy 12 to “Uciekaj, wszystko wykryte!”

  1. Joannus said

    ”naszym nieszczęśliwym krajem rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie – obecnie zepchnięte do głębokiej defensywy….” itd.

    Głos ze starej płyty puszczanej non stop dla rozjaśnienia umysłow oraz pokrzepienia serc i dusz obywateli ” nieszczęśliwego kraju”.

  2. Rafal C. said

    Pan Michalkiewicz jest bez watpienia erudyta i czlowiekiem o wiedzy historycznej nieczesto spotykanej
    wsrod dziennikarzy. Bedac prawnikiem jest tez wyposazony w znajomosc (w jakim stopniu, tego
    nie wiem) jezyka nie tylko cezarow,- laciny. Wiekszosc jego wpisow, komentarzy, filipik (bo takowe sie zdarzaja) konczy sie tak jak pewien senator rzymski zwykl konczyc kazde swoje przemowienie slowam: ” A Katargine nalezy zburzyc”. Nie jestem rzymskim senatorem. Ale moja odpowiedz i jednoczesne pytanie „Katargina zburzona senatorze, zatem na czym bedzie pan budowal to co mimo zaistnien nigdy
    nie istnialo?!”

  3. Vladimir said

    Jest absolutnie bez znaczenia kto bedzie wybrany na prezydenta i jaki bedzie rzad poniewaz to nie on spawuje prawdziwa wladze w panstwie, czy to w Polsce czy gdziekolwiek indziej. Nie bardzo rozumiem Michalkiewicza i ta jego ( chybiona ) prowokacje. Prowokatorow mamy, zreszta, w brod, jedni paraja sie nia zawodowo inni amatorsko, cele sa rozne, oczywiscie.

  4. Boydar said

    Zupełnie nie rozumiem, dlaczego standardowe twierdzenie Mojego Ulubionego Stanisława – „… naszym nieszczęśliwym krajem rotacyjnie (?) rządzą trzy stronnictwa: Ruskie /…/ Pruskie/…/ oraz Amerykańsko-Żydowskie …/” każdorazowo budzi zupełnie nieumotywowane emocje PT Czytelników. Uważam mianowicie, że zacząć trzeba od wyjaśnienia pojęcia „rządzić” a w uzupełnieniu koniecznie uwzględnić „czym”. W tej bowiem materii zachodzi główne niezrozumienie zjawisk obserwowanych na scenie.

    O tym, że pruskie i amerykańsko – żydowskie (czy nie wystarczyłoby samo „żydowskie sterowane z Ameryki” ?) to wiemy od dawna, żadna nowość. Pozostaje dylemat z „ruskim”. Dowodów, po wycofaniu Krasnej Armii, właściwie nie ma. Jeżeli mówić o kradzieży majątku narodowego czy decyzjach politycznych też nic na nie (ruskie oddziaływanie) nie wskazuje, co wielokrotnie w Gajówce udowadniano. Skąd więc to podejrzenie ?

    Ja myślę, że Drogi Stanisław żadnych podejrzeń nie ma, On po prostu wie. Wrodzona genetyczna skromność oraz nabyta przez lata praktyki ostrożność procesowa skłania Go jedynie do oględnego wyrażania myśli, zwłaszcza w formie pisemnej.

    Bowiem uważam i ja, że wpływ „stronnictwa ruskiego” istnieje, istnieje od dawna, a ostatniemi czasy przeważać w pozytywnych skutkach zaczyna nad doraźnymi objawami rządów dwóch pozostałych. Nie ma on (ten wpływ) miejsca w obszarach fizycznie namacalnych (ciepła woda w kranie, junkersy, aldiki czy inne DPD) a w ukrytym zapleczu powyższych zjawisk, który to wpływ ujawni się (a częściowo już ujawnia gdy uważnie popatrzeć) w niedalekiej jak domniemam przyszłości. Ruscy mają czas. Nie ludzie, Imperium. I Imperium swego dopnie, bo taka jest sprawiedliwość i dziejowa i Boska.

    A Drogiego Stanisława trzeba czytać przez podwójny filtr polaryzacyjny. Choć nie wszystkich na to stać; zarówno z braków zadowolenia z majątku jak i różnych innych takich.

  5. a!, napisze said

    A propos stronnictw pruskich, ruskich, zydo-amerykanskich…
    Ciekawi mnie, czy pan Stanislaw czyta Coryllusa. A w szczegolnosci, czy podziela poglad C. co do dominujacej roli W. Brytanii w ksztaltowaniu polityki w Europie Wschodniej i Centralnej na przestrzeni wiekow – od sredniowiecza po dzien dzisiejszy.
    Zatem chce sie zapytac – co z obecnoscia stronnictwa brytyjskigo?
    Czyzby nieobecnosc tegoz, w publicystyce p. Stanislawa, byla wyzsza forma obecnosci?

    Ja, po raz pierwszy, uslyszalem o przebieglej i podstepnej, czy wrecz perfidnej, polityce brytyjskiej wobec calej Europy od mojego profesora licealnego w latach 1971/72. I to nie tylko w kontekscie nie wywiazania sie z umow sojuszniczych wobec Polski w ’39 r., ale wlasnie i w kontekscie wczesniejszych i innych wydarzen.

    Poszlaka co do znajomosci pogladow blogera Coryllusa przez red. Michalkiewicza:
    Red. Michalkiewicz wystepowal publicznie z rezyserem G. Braunem (dowod na YT). Braun zna Coryllusa i jego teorie (dowod na YT), a z ktorych szeeeeroko czerpie do swoich wywodow historycznych (YT – powstania listopadowe i styczniowe). Wiec podejrzewam, ze poza kamera panowie B. i M. powiedzieli sobie wiecej na poruszane tematy niz przed kamera.

    Zatem co z obecnoscia stronnictwa brytyjskiego w publicystyce p. Stanislawa?

  6. Boydar said

    A jeśli nie podziela, to co, po środzie nagle będzie piątek ?

  7. a!, napisze said

    Slusznie, Boydarze, zauwazyles – czwartek moze wypasc z tygodnia!

  8. Boydar said

    Się staram, czujnie rozglądać.

  9. a!, napisze said

    Boydarze!
    Nie rozumiem tej zadziornosci!
    Ja tylko uprzejmie zapytalem o role W. Brytanii w ksztaltowaniu stanow szczesliwosci-nieszczesliwosci na kontynencie europejskim.
    A ze w odniesieniu do I-szego piora polskiej publicystki, to chyba dobrze?
    No bo u kogo szukac odpowiedzi jak nie u p. Michalkiewicza?
    U Coryllusa – ma wstretny charakter?
    U mojego licealnego profesora ( WIELKA OSOBOWOSC!) po latach- juz nie zyje?

  10. Boydar said

    O żadnej zadziorności nie może być mowy. To są zasady tylko gry. Jeżeli Nasz Znakomity Publicysta nic o przedmiocie nie wspomina, znaczy się sprawa jest wysoce delikatnej natury. Daje nam do zrozumienia, że musimy przyjrzeć się sprawie na własną rękę bo Jego kompetencje mają swoje granice i nic na to poradzić nie sposób.

    Jeżeli w tekście, obojętne czyim, pominięto elementy oczywiste, to jakaś przyczyna tego być musi. Pan Gajowy uważa, że można i trzeba tłumaczyć to casusem „umów śmieciowych”, o których również wielokrotnie się nie wspomina.

    A Coryllus, to względnie świeże piórko, pewności jeszcze nie ma, skąd wyrasta.

  11. otto hak said

    A jeśli nie podziela, to co, po środzie nagle będzie piątek ?

    Na Milłokach w Chicagówku stoją Icek i Mosiek, obydwaj w cywilnym przebraniu, ale z gęby i tak widac co oni zacz. Przyszli kupić sobie po cichu wybornej kaszaneczki u Mikołajczyka, tylko się na siebie wzajemnie nadziali i sie czajnikuja jeden przed drugim, bo przecież kaszanka to szczególnie nie kaszere.

    Nagle obydwaj równocześnie zauważyli stówę leżąca na krawężniku. Sto nowiutkich zielonych dolców w jednym papierku. Zaraz jeden przykrył butem i obydwaj się zastanawiają co robić, bo akurat sobota i schylać się to jest praca i nie wolno. I tak sobie stoją i patrzą sie jeden na drugiego, wreszcie Icek nie wyrobił normalnie, schylił sie, podniósł i wsadził do kieszeni. Na to oburzony Mosiek: Ty Icek. Ty żes zrobil wieeelki grzech. Ty żes pracował w szabas. Spokojnie, Mosiek, odpowiada Icek. Ja nie zrobił żaden grzech. Ja żem sie pomodlił i na chwilę dookoła mnie zrobiła się środa.

  12. Boydar said

    No, no właśnie.

Sorry, the comment form is closed at this time.