Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Złamana Strzała

Posted by Marucha w dniu 2017-02-14 (wtorek)

Komunikat „Broken Arrow” (złamana strzała) w amerykańskiej armii, to czarna wiadomość dla generałów i polityków. Oznacza on wypadek z udziałem ładunku nuklearnego, taki jak uszkodzenie go, czy… zgubienie. Wydaje się to niewiarygodne, ale USA przyznają się aż do trzydziestu dwóch takich incydentów.

Pierwszy wypadek miał miejsce w roku 1950. 13 lutego bombowiec strategiczny B-36 Peacemaker po pokonaniu długiej trasy miał wykonać symulowany atak na San Francisco w ramach rutynowych ćwiczeń. Miały to być warunki zbliżone do tych, z jakimi spotkałaby się załoga wykonująca naloty na terytorium ZSRR.

Na pokładzie maszyny znajdowała się 16-osobowa załoga i zgodnie z planem ćwiczeń, samolot miał zaliczyć 24-godzinną misję w powietrzu. Jednak po kilku godzinach lotu trzy z sześciu silników uległy awarii, a na pozostałych bombowiec nie był w stanie lecieć i maszyna zaczęła tracić wysokość. Na pokładzie znajdowała się bomba jądrowa Mark 4, według oficjalnego komunikatu − nieuzbrojona w konieczny do detonacji plutonowy rdzeń. Załoga zrzuciła ładunek nad brzegiem kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska i wyskoczyła na spadochronach.

W czasie opadania eksplodował konwencjonalny ładunek wybuchowy o masie 227 kilogramów, służący do wywołania detonacji głowicy jądrowej. Bomby, która spadła do oceanu, nigdy nie odnaleziono, a samo miejsce upadku samolotu, w trudnym górskim regionie, Kanada i USA przez kilkadziesiąt lat utrzymywały w tajemnicy.

Niemal dwa miesiące później nad Nowym Meksykiem rozbił się bombowiec B-50 przewożący bombę atomową tego samego typu, co B-36. Sama bomba została zniszczona w wyniku uderzenia o ziemię, lecz głowica z materiałem nuklearnym, która również znajdowała się na pokładzie, ocalała.

Bombowe lata 50.

Sześć lat później, 10 marca 1956, Boeing B-47 Stratojet, z dwoma bombami termojądrowymi na pokładzie, w trakcie przelotu z lotniska MacDill AFB na Florydzie do Europy, zaginął na Morzu Śródziemnym. Mimo intensywnych poszukiwań nigdy nie odnaleziono nawet śladu załogi, samolotu czy ładunków, jakie przewoził.

Wypadki w latach 50. powtarzały się cyklicznie. W lutym 1958 roku bombowiec B-47 zderzył się w powietrzu z myśliwcem F-86 Sabre. Myśliwiec spadł do Atlantyku, a B- 47 − choć poważnie uszkodzony − zdołał awaryjnie wylądować. Wcześniej piloci dostali rozkaz zrzucenia trzyipółtonowej bomby jądrowej, która trafiła do oceanu. Poszukiwania trwały miesiące. Nigdy jej nie odnaleziono.

Do kolejnego groźnego incydentu doszło już w kolejnym miesiącu. 11 marca 1958 roku z bazy w Georgii wystartował B-47 Stratojet. W ramach operacji „Snow Flurry” wyruszył w transoceaniczny lot patrolowy do Wielkiej Brytanii, mając na pokładzie uzbrojoną bombę jądrową Mark 6. Już nad Południową Karoliną w kokpicie zapaliła się kontrolka sygnalizująca problem z zaczepem bomby. Do komory bombowej, w celu usunięcia usterki, udał się nawigator, kapitan Bruce Kulka.

Niestety, podczas eliminowania problemu przez przypadek pociągnął za uchwyt do awaryjnego zrzutu bomby. Zwolniony z zaczepów ładunek spadł na drzwi komory bombowej, które pod ciężarem ważącej 4 tony bomby się otworzyły. Bomba spadła z impetem do ogródka Waltera Gregga w miasteczku Mars Bluff. Pod wpływem siły uderzenia znacznej masy i wybuchu służącego do detonacji ładunku konwencjonalnego, powstał krater o średnicy 23 metrów. Nikt nie zginął, ale zbombardowanie własnego terytorium zakończyło się hospitalizacją kilku rannych osób.

W ramach operacji „Chrome Dome”, w latach 60., nad północnym Atlantykiem i Oceanem Arktycznym, permanentnie latały bombowce strategiczne, uzbrojone w bomby nuklearne gotowe, by w każdej chwili na rozkaz z Pentagonu obrać kurs na ZSRR. Przy takim natężeniu lotów o wypadki nie było trudno.

Tylko w 1961 roku doszło do trzech zderzeń z udziałem bombowców z ładunkami jądrowymi na pokładzie, w okolicy Yuba City i Savage Mt. Do najgroźniejszego doszło nocą, z 23 na 24 stycznia 1961 roku. Z bazy sił powietrznych pod Goldsboro w Karolinie Północnej wyruszył bombowiec B-52. Nagle z jednego skrzydła zaczęło wyciekać paliwo. Brak zbalansowanej wagi sprawił, że pilot stracił kontrolę nad B-52, i maszyna wreszcie rozpadła się w powietrzu. Załoga wyrzuciła dwie bomby termojądrowe Mark 39o mocy 3.8 megatony każda (bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę miała 0,01 megatony) − 5 członków załogi przeżyło, jedna osoba zginęła przy lądowaniu na spadochronie, a dwie nie zdążyły wyskoczyć.

Przez lata zapewniano, że ładunki były zabezpieczone, dopiero kilka lat temu Departament Obrony USA odtajnił dokumenty. Prawda okazała się inna. Na skutek niekontrolowanych ruchów samolotu i nagłego zrzutu wytworzyła się sytuacja zbliżona do celowego ataku. W obu ładunkach prawdopodobnie automatycznie zainaugurowana została reakcja termojądrowa (w ładunkach przełączniki bezpieczeństwa były włączone na arm switch, a nie safe), w jednej z bomb nie otworzył się spadochron, więc z całą siłą uderzyła o ziemię niszcząc prawdopodobnie urządzenia detonacyjne, co zatrzymało eksplozję, druga swobodnie opadła na czaszy spadochronu na ziemię. Pierwsza nigdy nie została odnaleziona, wojsko odkupiło teren bagien od właściciela i go ogrodziło.

Eksperci Air Force stwierdzili, że w drugiej bombie, pięć z sześciu układów zostało aktywowanych w czasie spadania. „Przez margines błędu, dosłownie braku zetknięcia się dwóch kabli, uniknęliśmy eksplozji nuklearnej” − pisał w tajnym raporcie do prezydenta Kennedy’ego (w chwili wypadku był prezydentem od 3 dni), ówczesny sekretarz obrony Robert McNamara. Gdyby nie awaria drobnego elementu układu zabezpieczającego − z Goldsboro i okolic nie zostałyby nawet zgliszcza… Konsekwencje polityczne w USA po eksplozji nuklearnej i śmierci tysięcy Amerykanów, trudno nawet sobie wyobrazić.

17 stycznia 1966 roku doszło do najsłynniejszego wypadku z udziałem amerykańskiego samolotu. W pobliżu hiszpańskiej Kartageny samolot pilotowany przez majora Charlesa Wendorfa rozpoczął pobieranie paliwa z powietrznego tankowca. Podczas manewru podajnik paliwa uderzył mocno w bok bombowca, co spowodowało zapłon. Zniszczeniu wraz z załogą uległ powietrzny tankowiec KC-135. Uratowała się część załogi bombowca.

Kadłub samolotu spadł do oceanu, ale zanim to nastąpiło, zerwały się mocowania przenoszonych na pokładzie czterech bomb termojądrowych MK28FI. Bomby zaczęły opadać na spadochronach, które w przypadku zrzutu bojowego miały zapewnić samolotowi czas na oddalenie się od miejsca eksplozji. Trzy z nich spadły w pobliżu wioski Palomares, gdzie eksplodowały klasyczne ładunki detonujące. Na szczęście zadziałały bezpieczniki i nie została zainicjowana reakcja. Jednak wybuchy konwencjonalne rozrzuciły po okolicy radioaktywny pluton. Czwarta z bomb spadła do morza. W rejon upadku bomby ściągnięto 30 okrętów VI Floty Stanów Zjednoczonych. Po kilku miesiącach udało się ją odnaleźć i wydobyć.

Choć media w Hiszpanii, rządzonej wówczas przez generała Franco, wyciszyły problem, o niebezpieczeństwie skażenia zaczęły donosić media francuskie. Aby uspokoić opinię publiczną, amerykański ambasador w asyście obserwujących go dziennikarzy wykąpał się w morzu w pobliżu Palomares. Incydent miał długofalowe następstwa – prezydent Francji, Charles de Gaulle, wykorzystał go jako jeden z pretekstów do wystąpienia jego kraju z wojskowych struktur NATO, a wiele europejskich krajów paktu, zakazało nad swoim terytorium lotów z bronią atomową na pokładzie.

Gwoździem do trumny stałego parasola powietrznego okazało się zgubienie bomby atomowej nad Grenlandią. Należąca do Danii wyspa, położona na trasie najkrótszej drogi powietrznej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim, była strategicznie niezwykle istotna podczas zimnej wojny. 3 stycznia 1968 roku „New York Times” na pierwszej stronie głosił: „Bombowiec B-52 Sił Powietrznych USA przewożący cztery bomby wodorowe rozbił się wczoraj w lodach u wybrzeży Grenlandii podczas próby awaryjnego lądowania w bazie Sił Powietrznych w Thule”.

Choć jak zwykle w takich przypadkach nie doszło do reakcji łańcuchowej, eksplodowały konwencjonalne ładunki wybuchowe, powodując radioaktywne skażenie lodowca. Skutki były bardzo poważne. Część skażonego lodu udało się usunąć, ale co najmniej czterech mieszkańców okolicznych terenów zapadło na chorobę popromienną. Co więcej, po latach okazało się, że odnaleziono szczątki tylko trzech bomb Mark 28. Czwarta, o numerze seryjnym 78252 i mocy 1,1 megatony, jest albo w morzu, albo przebiła wieczną zmarzlinę i znajduje się gdzieś pod ziemią.

Próby ukrycia katastrofy sprowokowały wielkie demonstracje antyamerykańskie w wielu krajach zachodnioeuropejskich. Wypadek w grenlandzkiej bazie zakończył w 1968 roku wieloletnią praktykę utrzymywania w powietrzu samolotów z bombami atomowymi na pokładzie.

Zguby w oceanach

Problemów nie ustrzegła się też marynarka wojenna. W grudniu 1965 roku, podczas wojny w Wietnamie, po odbyciu dyżuru bojowego do bazy w porcie Yokosuka w Japonii, wracał lotniskowiec USS „Ticonderoga”. Gdy okręt znajdował się około 110 kilometrów od wyspy Ryukyu z windy numer 2 stoczył się samolot myśliwsko-szturmowy A-4E „Skyhawk”. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że miał podwieszoną pod kadłubem bombę termojądrową B-43. Samolot zatonął gdzieś na głębokości około 5 kilometrów. Ani on, ani jego ładunek nigdy nie został odnaleziony.

W tym samym 1968 roku, gdy rozbił się amerykański bombowiec na Grenlandii, 21 maja okręt podwodny USS „Scorpion” (SSN-589) wysłał do dowództwa w Norfolk radiogram z informacją o swojej pozycji około 50 mil na południe od Azorów. Sześć dni później okręt uznano za spóźniający się, w związku z czym podjęto akcję poszukiwawczą, 5 czerwca okręt i jego załogę uznano za „prawdopodobnie stracone”. Okręt zatonął wraz z 99-osobową załogą około 650 km na południowy zachód od Azorów. Na pokładzie znajdowały się dwie torpedy z głowicami jądrowymi typu Mk. 45 Astor.

W październiku udało się odnaleźć część wraku na głębokości 3600 metrów. Nie stwierdzono eksplozji i do dziś nie wyjaśniono przyczyny katastrofy. Jednostka wraz z załogą i atomowym ładunkiem nadal spoczywa na dnie Atlantyku. [Zobacz artykuł „Samobójstwo Scorpiona?” w tym numerze HBC].

Kolejny przypadek miał miejsce 22 listopada 1975. Amerykański lotniskowiec USS, John F. Kennedy, zderzył się z krążownikiem USS „Belknap” podczas ćwiczeń w pobliżu Sycylii. Kraksa spowodowała szereg pożarów i eksplozji na obu okrętach. Kapitan lotniskowca wysłał do dowództwa komunikat „Broken Arrow” informujący o „wysokim prawdopodobieństwie, że broń atomowa na krążowniku USS „Belknap” została uszkodzona w wyniku pożaru i eksplozji”. Ostatecznie pociski nuklearne nie uległy uszkodzeniom, lecz ogień udało się opanować, gdy był zaledwie pół metra od magazynu, gdzie były składowane.

Obok lotnictwa i floty do tragedii mogły doprowadzić też wojska rakietowe.

18 września 1980 r. w bazie rakietowej w miasteczku Damascus w stanie Arkansas dwaj technicy dokonywali przeglądu w silosie rakiety Titan II o wysokości dziesięciu pięter (około 30 m) i wyposażonych w głowicę termojądrową W53 o mocy 9 megaton (odpowiada to sile wszystkich bomb użytych w wojnach w historii ludzkości). Kiedy znajdowali się w silosie na poziomie dziewiątego piętra, jednemu z nich wypadł żelazny klucz, który uderzył w zbiornik paliwa rakiety i przebił go. Zaczął się pożar. Kilka godzin później całe paliwo zdolne wynieść rakietę na odległość 10 tys. kilometrów eksplodowało. Wybuch był tak potężny, że zniszczył kilkusettonową pokrywę silosu. Na szczęście i tym razem zabezpieczenia zadziałały i głowica nie eksplodowała.

Całość w najnowszej „Historii Bez Cenzury”.

Jakub Mikołajczuk
http://www.bezc.pl

Odpowiedzi: 3 to “Złamana Strzała”

  1. snag said

    Tu chcialbym spytac a ile w Sojuzie czy Chinach ? Zero, czy nie ma danych ? ,…

  2. peacelover said

    MIle zabawy naszych milych przyjacol !!!

  3. @1
    Jeśli chodzi o ZSRS, to warto zapoznać się z postacią Stanisława Pietrowa, który w latach 80. nie odpalił sowieckich rakiet balistycznych w USA, mimo, że sowiecki system ostrzegania wskazywał, że ze strony USA takowe rakiety zostały już odpalone w kierunku ZSRS. Później okazało się, że sowiecki system ostrzegania wadliwie zareagował ze względu na jakieś błyski na Słońcu (o ile dobrze pamiętam) zdarzające się raz na ponad 100 lat (więc gdy był konstruowany, jego twórcy nie mogli takiej anomalii uwzględnić i na owe błyski reagował tak samo, jak na wystrzelenie wrogich rakiet przeciwnika). Powstały 2 polskie filmy dokumentalne o Pietrowie:
    http://www.filmweb.pl/film/Bohater+naszych+czas%C3%B3w-2005-305105
    http://www.filmweb.pl/film/Czerwony+guzik-2011-644124
    Oglądałem jakiś czas temu na TVP Historia pierwszy z nich. Najlepsze są jego losy Pietrowa w okresie tzw. Drugiej Smuty, czyli rządów Jelcyna, a tak naprawdę żydowskich oligarchów powiązanych z Wall Street – City of London. Pietrow żył w rozsypującym się bloku. Opiekował się żoną chorą na raka, która po jakimś czasie zmarła. Żył w nędzy, bo w okresie jelcynowsko-oligarchicznym w Rosji nie wypłacano pensji i świadczeń socjalnych a służba zdrowia była na skraju upadku. Dorabiał jako nocny stróż na budowie, siedząc w metalowej budce, także w mroźne noce. Pijani robole po pijaku dla zabawy rzucali w tę budkę butelkami po wódce. W końcu na Zachodzie ktoś poznał jego rolę w uratowaniu świata przed prawdopodobną zagładą atomową i dostał nagrodę World Citizen Award w wysokości tysiąca dolarów.
    Jeśli gdzieś te filmy dokumentalne są w necie lub będą emitowane, to polecam zapoznać się z historią tego człowieka. Los świata wisiał na włosku, a prawie nikt o tym nie słyszał.

Umieść kropkę albo > bezpośrednio przed linkiem do obrazka lub filmu, aby go na razie nie wyświetlać. Rób akapity w dlugich tekstach. Zobacz też https://marucha.wordpress.com/cenzura/ odnośnie cenzury, pisania komentarzy etc.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s