Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jak powojenne Niemcy chroniły SS-manów

Posted by Marucha w dniu 2017-02-15 (środa)

Powojenne Niemcy chroniły, jak mogły, byłych członków SS – najbardziej zbrodniczej formacji hitlerowskiej III Rzeszy. Na skutek takich działań, wielu z nich mogło uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w czasie II wojny światowej.

Wiosną 2007 r. prezydent niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) Ernst Uhrlau dał przyzwolenie na zniszczenie akt osobowych 250 funkcjonariuszy podległej mu służby, tych, którzy mieli na koncie służbę w SS w czasach III Rzeszy.

Decyzja Uhrlaua nie była przypadkowa. Zanim zapadła, w BND powołano specjalną wewnętrzną komisję, która miała dokonać przeglądu archiwalnych akt, aby ocenić skalę problemu. Po kilku miesiącach prac tej grupy odbyła się narada z udziałem kierownictwa służby. Problem okazał się bardzo poważny, bowiem dokonane ustalenia dawały podstawę do twierdzenia, że BND było w przeszłości schronieniem dla wielu poszukiwanych nazistów, którzy w czasach II wojny światowej, służąc pod sztandarami SS, dopuścili się licznych zbrodni.

W grę wchodził nie tylko międzynarodowy wizerunek służby, ale również całych Niemiec. Trzeba było zatem zrobić wszystko, aby raz na zawsze wyeliminować to zagrożenie. I wybrano rozwiązanie najprostsze, ale skutecznie likwidujące możliwość dojścia do pełnej prawdy na ten temat, czyli zniszczenie akt wszystkich, którzy mieli za sobą służbę w SS.

O sprawie zniszczenia przez BND akt byłych esesmanów, zrobiło się głośno dopiero na początku 2011 r. , gdy napisały o tym niemieckie gazety. Opiniotwórczy niemiecki „Der Spiegiel” zniszczenie akt esesmanów starał się tłumaczyć tym, że była to w istocie krecia robota pewnych ludzi w zachodnioniemieckim wywiadzie, którym nie podobały się pomysły szefa BND – socjaldemokraty Uhrlaua. Dlatego, jak sugerował „Spiegel”, postanowili oni się go pozbyć, dokonując zniszczenia akt i podsuwając mediom informacje na ten temat.

W końcu grudnia 2011 r. Uhrlau odszedł ze stanowiska, a całą sprawę mocno wyciszono. Tak czy inaczej, nagłośnienie tej sprawy jasno pokazało, że BND od początku swojego istnienia dawała schronienie ludziom SS, którzy mieli udział w zbrodniach Niemców w okupowanej Europie. Nawet jeśli zakończyli swoją służbę w zachodnioniemieckim wywiadzie, to BND nadal ukrywała ten fakt. Mało tego: niszcząc ich akta, zatarła ślady tak, aby już nikt nie mógł dociec pełnej prawdy.

Gestapo boys

O tym, że zachodnioniemiecka BND zatrudniała byłych esesmanów, było wiadomo już na początku lat sześćdziesiątych, kiedy brytyjska prasa, napisała o „Gestapo boys”, zatrudnianych przez niemiecki wywiad.

Na enuncjacje brytyjskich mediów zareagował niemiecki Bundestag, który zażądał od ówczesnego szefa BND i twórcy tej służby gen. Reinharda Gehlena przedstawienia skali problemu. Gehlen nie miał wyjścia i powołał specjalną wewnętrzną komisję, na czele której stanął zaledwie 32-letni Hans Henning Crome. W ciągu dwóch lat Crome przesłuchał 146 funkcjonariuszy BND, którym udowodnił zbrodniczą przeszłość.

Końcowy raport Croma zawierał konstatację, że BND przez wiele lat patrzyła przez place na wojenne losy swoich funkcjonariuszy. Ustalenia raportu nie spodobały się Gehlenowi. W konsekwencji raport trafił do sejfu Gehlena i przez następne pół wieku był jednym z najbardziej skrywanych przez szefów zachodnioniemieckiego wywiadu dokumentów.

Sam Gehlen przedstawił komisji ds. bezpieczeństwa Bundestagu swoją własną informację na temat funkcjonariuszy z nazistowską przeszłością. Zgodnie z nią jedynie 40 pracowników podległej mu służby miało za sobą przeszłość w SS, ale jak zaznaczył, nic mu nie wiadomo o ich zbrodniach.

W ten sposób w zachodnioniemieckim wywiadzie znaleźli się tacy ludzie jak np. Konrad Fiebig, odpowiedzialny za mord 11 tysięcy białoruskich Żydów, czy Walter Kurreck z Einsatzgruppe D, odpowiedzialnej za wymordowanie dziesiątek tysięcy cywilów na terenie Ukrainy. Niektórzy z nich byli nawet szefami wydziałów i najbardziej utajnionych komórek BND, jak np. Alfred Benzinger szef Agencji 114 odpowiedzialnej m.in. za prowadzenie dezinformacji. Ten ostatni miał nawet szczególne zasługi dla całej służby. Wymyślił kłamliwy i bardzo szkodzący Polsce termin „polskich obozów koncentracyjnych” i skutecznie puścił go w obieg informacyjny, dzięki czemu funkcjonuje on do dzisiaj, przeżywając obecnie swój prawdziwy renesans.

Gehlen, oprócz esesmanów, którzy zostali etatowymi funkcjonariuszami, stworzył w podległej sobie instytucji całą armię tajnych współpracowników, rekrutujących się także spośród zbrodniarzy spod znaku SS. Jego ludzie byli rozsiani po całym świecie i pobierali pieniądze za swoją agenturalną robotę na rzecz zachodnioniemieckiego wywiadu. W ich teczkach personalnych zazwyczaj znajdowały się opinie mówiące, że są „zdecydowanymi antykomunistami” o „rdzennie niemieckim światopoglądzie” i oddają bezcenne usługi na rzecz zachodnioniemieckiej republiki.

Jednym z nich był Klaus Barbie – były szef gestapo we francuskim Lyonie, który zyskał w czasie wojny przydomek kata tego miasta. W gruncie rzeczy zatrudnianie takich jak Barbie zbrodniarzy pod kryptonimami tajnych współpracowników było znacznie bardziej bezpieczną formą ich wykorzystywania niż gdyby pracowali jako etatowi funkcjonariusze BND. W końcu były to służby demokratycznego państwa. Samym zbrodniarzom zapewniało to jednocześnie przez wiele lat ochronę zachodnioniemieckiego wywiadu, dzięki czemu mogli unikać odpowiedzialności.

Ilu takich zbrodniarzy ukrył gen. Gehlen pod kryptonimami swoich wywiadowczych źródeł, tego do końca nie wiemy. I chyba się już nie dowiemy, skoro BND kilka lat temu zniszczyło ich akta.

Przypadek Barbiego

Wymieniony wcześniej kat Lyonu hauptsturmführer SS Klaus Barbie, to modelowy przykład ukrywania po II wojnie światowej nazistowskich zbrodniarzy przez tajne niemieckie służby. Przez wiele lat mógł skutecznie unikać odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Miał ich na swoim sumieniu wiele. Był odpowiedzialny m.in. za deportację do obozów zagłady prawie 7,5 tysiąca Żydów, zamordowanie 4342 francuskich cywilów oraz aresztowanie i torturowanie 311 członków francuskiego ruchu oporu, w tym m.in. Jeana Moulina – pierwszego przewodniczącego Krajowej Rady Ruchu Oporu (Le Conseil National de la Résistance, CNR).

Na początku 1947 r. Barbie nawiązał współpracę z Amerykanami, zostając agentem amerykańskiego kontrwywiadu (CIC). To ocaliło mu życie, gdyż już od 1945 r. był poszukiwany przez Francuzów, którzy w 1947 r. skazali go nawet zaocznie na karę śmierci.

Początkowo dostarczał Amerykanom informacji, opierając się na siatkach informatorów hitlerowskiego SD i Gestapo. W grudniu 1950 r. CIC postanowiła nadać Barbiemu nową tożsamość i przerzucić go do Ameryki Południowej. W tym celu, wraz z rodziną został przerzucony do Genui, gdzie miał oczekiwać na dalszą podróż. W marcu 1951 r. otrzymał wizę wjazdową do Boliwii i dokumenty podróżne Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (MCK). Wraz z rodziną wsiadł na pokład statku „Corrientes” i wyruszył do Boliwii.

Amerykańskie służby wyjazd Barbiego z Europy podsumowały w swoim raporcie lakonicznie: „W 1951 r. z powodu francuskich i niemieckich prób aresztowania obiektu, 66 Oddział przesiedlił go do Ameryki Południowej. Obiekt został zaopatrzony w dokumenty na nazwisko Klaus Altmann i wysłany przez Austrię i Włochy do Boliwii”.

Gdy Barbie zamieszkał w boliwijskiej stolicy La Paz, Amerykanie nie chcieli już korzystać z jego usług i przekazali go zachodnioniemieckiemu wywiadowi. W kontaktach z centralą Altmann posługiwał się pseudonimem „Adler” (nr rejestracyjny w ewidencji BND V−43118). Dostarczał ludziom Gehlena ważnych informacji o sytuacji politycznej w Ameryce Południowej. Bardzo szybko zbliżył się do boliwijskich kół rządowych, zostając po jakimś czasie doradcą ministra spraw wewnętrznych. Miał wówczas m.in. torpedować działania walczącej z boliwijskim rządem Armii Wyzwolenia Narodowego – lewackiej organizacji partyzanckiej założonej przez Ernesto „Che” Guevarę, argentyńskiego rewolucjonistę i terrorystę, który został schwytany przez boliwijską armię w październiku 1967 r.

Jak wykazało dziennikarskie śledztwo Herberta Matthewsa z amerykańskiego „New York Timesa”, w operacji tej ważną rolę odegrał właśnie Klaus Barbie. Jego spokojna kariera w Boliwii zakończyła się w 1971 r., gdy został wytropiony przez poszukiwaczy nazistowskich zbrodniarzy wojennych, małżeństwo Serge’a i Beate Klarsfeldów, którzy nagłośnili jego zbrodniczą działalność w czasie II wojny światowej, usiłując w ten sposób wywrzeć presję na boliwijskie władze, aby wydały go Francji.

Dopiero po wielu latach boliwijski rząd zgodził się na jego aresztowanie, do którego doszło 18 stycznia 1983 r. Jednak nawet wtedy boliwijskie władze nie od razu przekazały go Francuzom. Ostatecznie Barbie trafił do Francji dopiero po kilku latach. 11 maja 1987 r. zaczął się jego proces przed sądem miejskim w Lyonie. Opinia publiczna wiele razy została poruszona informacjami, jakie docierały z sali lyońskiego sądu. Niektóre z nich mogły wręcz szokować, jak np. wtedy gdy Barbie zaczął opowiadać w jaki sposób wydostał się z Europy po wojnie i kto mu w tym pomógł. Jeszcze bardziej szokujące było, gdy okazało się, że zachodnioniemieckie służby przez wiele lat suto opłacały zbrodniarza za jego wywiadowcze usługi.

Francuski sąd 4 lipca 1987r. skazał Barbiego na karę dożywocia i zbrodniarz na ostatnie cztery lata swojego życia trafił do więzienia (zmarł 25 września 1991 r.). Tak czy inaczej, sprawa Klausa Barbie pokazała całemu światu, że zachodnioniemiecki wywiad pomagał zbrodniarzom z SS w uniknięciu odpowiedzialności za ich bestialstwa z czasów II wojny światowej. Jak się po latach okazało, to, co robił Gehlen z nazistowskimi zbrodniarzami nie było wcale poza wiedzą i przyzwoleniem władz zachodnioniemieckiej Bundesrepubliki.

Przyzwolenie państwa na bezkarność

Nie tylko BND była schronieniem dla byłych esesmanów. Mogli oni liczyć na opiekę całego zachodnioniemieckiego państwa, którego polityka wobec przeszłości okazała się najlepszą gwarancją ich nietykalności. Zachodnioniemiecki wymiar sprawiedliwości wykazywał ślepotę w poszukiwaniu zbrodniarzy z SS nawet wtedy, gdy z prośbą o ich wydanie zwracały się inne kraje. Powojenne losy trzech innych esesmanów dobrze ilustrują te procesy.

Pierwszy z nich, to Heinrich Boere pochodzący z niewielkiego Eschweiler w Nadrenii Północnej – Westfalii, który w czasie wojny był dobrowolnym członkiem holenderskiego komanda Waffen-SS „Silbertanne”. Komando operowało na terenie okupowanej Holandii i miało na sumieniu co najmniej kilkadziesiąt morderstw cywili, podejrzanych o udział w holenderskim ruchu oporu, bądź udzielanie pomocy jego ludziom.

Boere po wojnie zrzucił esesmański mundur i pozostał w Holandii, skąd zresztą pochodziła jego matka. Liczył, że Holandia będzie znacznie spokojniejszym miejscem, niż okupowane przez aliantów Niemcy i początkowo tak było. Jednak po paru latach został rozpoznany i zajęła się nim holenderska prokuratura, stawiając mu zarzuty popełnienia zbrodni na terenie Holandii. Jedną z nich było osobiste rozstrzelanie przez Boerego trzech członków ruchu oporu.

Przed aresztowaniem i procesem uchroniła go udana ucieczka do Niemiec. Holenderski sąd w 1949 r. skazał zaocznie Boerego na karę śmierci, ale zamieniono ją później na dożywocie. Władze holenderskie od początku podejrzewały, że Boere uciekł do swojej ojczyzny i dlatego skierowały do Niemiec Zachodnich wniosek o ekstradycję. Ten jednak został rozpatrzony negatywnie. Zachodnioniemiecki wymiar sprawiedliwości nawet nie pokusił się o to, aby Boerego przesłuchać w sprawie zarzucanych mu zbrodni. Boere mieszkał sobie spokojnie w swoim rodzinnym Eschweiler koło Akwizgranu, gdzie cieszył się sporym szacunkiem. Podobnie jak wielu jego dawnych kolegów, również i on w latach sześćdziesiątych otrzymał wojskową emeryturę.

Boere znajdował się na liście poszukiwanych za wojenne zbrodnie nazistów, więc nic dziwnego, że zainteresowało się nim Centrum Szymona Wiesenthala . O jego roli w czasie wojny poinformowano niemiecki wymiar sprawiedliwości, który tym razem wszczął postępowanie. W 2009 r. zaczął się jego proces przed sądem w Aachen, w którego trakcie 88-letni wówczas Boere, przyznał się do zarzucanych mu czynów, zaznaczając jednak, że wykonywał wówczas „tylko rozkazy przełożonych” , a zastosowane przez niego środki represji uważał za konieczne. Sąd skazał go na karę dożywocia i Boere trafił do więzienia we Fröndenbergu, gdzie zmarł w 2013 r.

Drugim SS-manem, którego powojenne losy przytoczę, jest urodzony w Holandii Klaas Carel Faber. W czasie wojny był członkiem SS, a potem gestapo. W 1947 r. holenderski sąd skazał go za zamordowanie 22 holenderskich Żydów na karę śmierci, jednak ostatecznie karę tę zamieniono na dożywocie. Faberowi udało się w 1952 r. zbiec z holenderskiego więzienia do Niemiec, gdzie bardzo szybko potwierdzono jego niemieckie obywatelstwo (otrzymał je z rak samego Adolfa Hitlera jeszcze w czasie wojny).

Władze RFN odrzuciły wniosek holenderskich władz o ekstradycję. Odmówiły również wydania go Wielkiej Brytanii, która także taki wniosek wystosowała. Przez lata Faber znajdował się na piątej pozycji listy najbardziej poszukiwanych przez Centrum Szymona Wiesenthala zbrodniarzy. Już wtedy wydawało się, że uniknie odpowiedzialności za swoje zbrodnie z czasów II wojny światowej.

Jego spokój zakłócił wydany po niemiecku „Dziennik Anny Frank” – 16-letniej holenderskiej Żydówki, która, zanim została aresztowana przez gestapo, pisała swoje przejmujące notatki.  [Dziennik Anny Frank to najprawdopodobniej  fałszerstwo – admin]. Dziewczyna, wraz ze swoją rodziną, dzięki pomocy zaprzyjaźnionych ludzi ukrywała się w jednej z kamienic w Amsterdamie. Wskutek denuncjacji do gestapo wszyscy zostali 4 sierpnia 1944 r. aresztowani i trafili do obozu przejściowego w holenderskim Westerbork, a potem do obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen, gdzie zmarła na tyfus.

Pisany przez nią dziennik przetrwał wojenną zawieruchę, a po wojnie został wydany w różnych wersjach językowych, szybko zdobywając popularność i wchodząc do światowego kanonu literatury Holocaustu. Gdy jej zapiski ukazały się w Niemczech, Faber kupił dla siebie egzemplarz. Chciał sprawdzić, czy Anna Frank przypadkiem nie napisała o nim, miał z nią bowiem do czynienia, gdy trafiła do obozu przejściowego w Westerbrok. O sprawie zrobiło się głośno dopiero kilka lat temu, gdy historię Fabera opisali dziennikarze.

Faber umarł w maju 2012 r., mając prawie 90 lat w bawarskim Inglostadt, w którym mieszkał od lat. Nigdy nie dosięgła go sprawiedliwość. Zawdzięcza to przede wszystkim zachodnioniemieckiej polityce ochrony nazistowskich zbrodniarzy.

Trzecia z postaci zdecydowanie wyróżnia się spośród wszystkich esesmanów, gdy chodzi o ich powojenne losy. To postać Heinza Reinefartha – dowódcy oddziałów, które w czasie II wojny światowej tłumiły powstanie warszawskie i dopuściły się wielu masowych zbrodni na mieszkańcach stolicy. Jego powojenne losy potoczyły się inaczej, niż innych mieszkających w Niemczech Zachodnich esesmanów.

Gruppenführer SS Heinz Reinefatrth zaliczał się do pierwszej ligi niemieckich zbrodniarzy. W ciągu zaledwie kilku początkowych dni powstania warszawskiego oddziały podległe Rainefarthowi bestialsko wymordowały 50 tysięcy mieszkańców warszawskiej Woli. Zapewne ofiar byłoby znacznie więcej, ale, jak komunikował w swoich raportach Reinefarth, nie miał już amunicji do przeprowadzania dalszych rozstrzeliwań.

To nie był jednak koniec jego zbrodniczych wyczynów. W kolejnych tygodniach trwania powstania bezwzględnie pacyfikował Stare Miasto, Powiśle a potem Czerniaków. Oprócz mordowania cywilów, jego oddziały zajmowały się także likwidacją jeńców i rannych schwytanych w powstańczych szpitalach. W sumie polscy historycy szacują, że liczba ofiar tych zbrodni mogła wynosić nawet 100 tysięcy.

Gdy wojna dobiegła końca, poszukiwały go polskie władze. Po jakimś czasie Reinefarth został nawet aresztowany przez amerykańskie władze okupacyjne i wydawało się, że dosięgnie go wreszcie ręka sprawiedliwości, ale tak się nie stało. Sąd w Hamburgu ostatecznie zwolnił go z aresztu z powodu braku wystarczających dowodów jego winy. To otworzyło mu drogę do politycznej kariery w powojennych Niemczech Zachodnich.

W grudniu 1954 r. Reinefarth został wybrany burmistrzem miasteczka Westerland, położonego na wyspie Sylt w Szlezwiku-Holsztynie. W 1958 r. wybrano go również do Landtagu w Szlezwiku – Holsztynie. Reinefarth przez blisko 12 lat pełnił urząd burmistrza Sylt i był deputowanym Landtagu w Szlezwiku- Holsztynie. Cieszył się wielkim poważaniem lokalnej społeczności, która dobrze wiedząc kim jest, nigdy nie zadawała mu pytań o jego przeszłość z czasów wojny.

Strona polska wielokrotnie ponawiała swoje wnioski o ekstradycję zbrodniarza, jednak władze RFN konsekwentnie odmawiały. Bez znaczenia były tutaj międzynarodowe konwencje o ściganiu zbrodni i przepisy międzynarodowego prawa. Reinefarth dalej mieszkał sobie spokojnie w Sylt, pobierając wysoką generalską rentę wypłacaną mu przez władze RFN. Nigdy nie czuł się winny za zbrodnie, których dopuścił się w Warszawie. Gdy zmarł w 1979 r. wystawiono mu okazały grobowiec z kamienia, na którym obok jego nazwiska wyryty został krzyż rycerski z liśćmi dębu, który Reinefarth otrzymał od Hitlera za utopienie we krwi powstania warszawskiego.

Leszek Pietrzak
http://www.bezc.pl

Odpowiedzi: 12 to “Jak powojenne Niemcy chroniły SS-manów”

  1. JerzyS said

    Włodzimierz Bonusiak

    Kto zabił Profesorów Lwowskich?

    Krajowa Agencja Wydawnicza Rzeszów 1989
    ISBN 83-03-02876-6, Wydanie I.

    Rozdział IV.

    Mordercy i ich ofiary

    Wywiad Armii Krajowej sugerował, że „profesorów aresztowało gestapo na skutek donosów ukraińskich”1. Pierwsze opublikowane relacje i wspomnienia pochodzące z 1944 r. również jako autorów zbrodni podawały tę najbardziej znienawidzoną przez okupowane narody jednostkę policyjną. W. Bielajew pisał obrazowo: „krwawe łapy gestapo wyrywają wybitnych uczonych spośród świata medycznego”2. Ten sam autor w grudniu 1944 r. konstatował na łamach „Czerwonego Sztandaru”, że „ogólnie znanym jest fakt, że oddziały gestapowców wdarłszy się do miasta, miały na długo jeszcze przed wojną 1941 r. gotową listę wybitnych działaczy nauki i sztuki podlegających natychmiastowej likwidacji”3. W miarę upływu lat zarówno publicyści, jak i historycy przestali się kontentować samym określeniem — „gestapo” i zaczęli poszukiwać odpowiedzi na pytania: jaka konkretnie jednostka policyjna dokonała mordu i kto stał na jej czele. W. Bielajew pisał, że już jesienią 1944 r., kiedy zaznajomił się ze znalezionym w jednym ze schronów UPA dokumentem-instrukcją pt. „Walka i działalność OUN podczas wojny” pojął, że daje mu ona klucz do wykrycia morderców. S. Bandera nakazywał w instrukcji swym współpracownikom „Zbierać personalne dane o wszystkich wybitnych Polakach i zestawiać czarne listy. Zrobić spis wybitnych Ukraińców, którzy w określonym momencie mogliby próbować realizować swoją politykę”4. W sposób pośredni potwierdzony został więc współudział nacjonalistów ukraińskich w wymordowaniu lwowskich uczonych. W swoich trzech kolejnych książkach W. Bielajew konsekwentnie stawiał tezę, że listy profesorów przygotował banderowski odłam OUN, a oddział „Nachtigall” brał udział w samym morderstwie. Jego opinie podzielali liczni radzieccy historycy w swych pracach dotyczących okupacji hitlerowskiej na terenie Ukrainy.

    Tezę W. Bielajewa potwierdził Sąd Najwyższy NRD, który w dniu 29 kwietnia 1960 r. po zaocznym procesie skazał Theodora Oberländera (ówczesnego ministra w rządzie RFN) na karę dożywotniego ciężkiego więzienia i utratę obywatelskich praw honorowych na zawsze. W sentencji wyroku stwierdzono,: że batalion „Nachtigall” został przez Oberländera zorganizowany, wyszkolony i pod jego dowództwem użyty podczas agresji na ZSRR. Zgodnie z ustaleniami Sądu Najwyższego NRD Oberländer był komendantem batalionu „Nachtigall”, co zostało ustalone na podstawie zeznań świadków i dokumentów przedłożonych Sądowi podczas rozprawy. Ukraińskim dowódcą batalionu „Nachtigall” był Szuchewycz, który stale towarzyszył Oberländerowi i przekazywał do wykonania jego rozkazy. Zaraz po zajęciu Lwowa z batalionu wydzielono specjalny oddział w liczbie około 80 osób, który użyty został do masowych mordów. Według świadków zeznających na procesie, a należących do batalionu „Nachtigall”, ich koledzy, którzy należeli do wspomnianej 80-osobowej grupy twierdzili po powrocie do batalionu, że otrzymywali od Oberländera i Szuchewycza imienne listy osób, które należało rozstrzelać5. Theodor Oberländer był uważany w okresie II wojny światowej przez część osób z kierowniczych kół III Rzeszy za niekwestionowany autorytet w sprawach polskich i całej Słowiańszczyzny. Jego życiorys predestynował go zresztą w pełni do tej opinii. Piastując od października 1940 r. funkcję profesora zwyczajnego na niemieckim Uniwersytecie im. Karola w Pradze (do końca wojny) oraz od stycznia 1941 r. dziekana Wydziału Nauk Politycznych i komisarycznego zarządcy zamkniętego Wydziału Prawa, miał już za sobą rozległe doświadczenia w politycznej, propagandowej i organizatorskiej walce z polskością.

    Od czasu pierwszej podróży-praktyki — do ZSRR w 1928 r. podjął współpracę z placówkami „Ostforschung”, pełniąc w latach 1933—1937 kierownicze funkcje w Bund-Deutscher Osten — organizacji podlegającej zastępcy führera — Hessowi, mającej za zadanie prowadzenie na wschodnich terenach pogranicznych Rzeszy walki narodowościowej, walki pogranicznej, propagowanie problematyki wschodniej, zajmowanie się osadnictwem i kierowanie pracą ziomkostw byłych osadników i urzędników niemieckich, którzy po 1918 r. znaleźli się w Niemczech. W tym samym czasie zajmował się również organizowaniem siatki wywiadu politycznego wśród mniejszości słowiańskich na wschodnim pograniczu Niemiec. W 2 połowie 1937 r. służył w centrali Abwehry w Berlinie, a w 1939 r. w Abwehrstelle Breslau — głównym ośrodku działalności sabotażowo-dywersyjnej niemieckiego wywiadu wojskowego przeciw Polsce. Od listopada 1940 r. służył w Abwehrstelle Krakau jako oficer odpowiedzialny za sprawy ukraińskie. Wtedy przebywał również kilkakrotnie we Lwowie w związku z repatriacją Niemców z tego miasta.

    Zimą 1940/41 brał udział w rokowaniach między przedstawicielami Abwehry i OUN-B, by od marca 1941 r. wrócić do czynnej służby wojskowej w Abwehrze i brać udział w przygotowaniach agresji na ZSRR, a zwłaszcza gospodarczej eksploatacji okupowanych terenów Kraju Rad. To ostatnie zagadnienie wiązało się z jego zainteresowaniami naukowymi, które zawsze oscylowały wokół problemów polityki ludnościowej, osadnictwa i polityki rolnej. Miał także ścisłe kontakty z Nord-und Ostdeutsche Forschungsgemeinschaft — tajną agendą ministerstwa spraw zagranicznych i ministerstwa spraw wojskowych oraz z SS w ramach tzw. SS-Umsiedlungskommando, czyli specjalnego sztabu do przygotowania planowanych wielkich akcji osiedleńczo-przesiedleńczych na terenach okupowanych.

    T. Oberländer, były profesor nadzwyczajny w Politechnice Gdańskiej i Uniwersytetu w Królewcu, człowiek ściśle współpracujący z dużą liczbą placówek zajmujących się Wschodem, oberleutnant Abwehry, nadawał się doskonale na reprezentanta interesów niemieckiego wywiadu w Zachodniej Ukrainie6. Ambitny, przekonany o własnej wartości i swego rodzaju misji do spełnienia, usiłował pogodzić realizację swych własnych planów — awansu w hierarchii III Rzeszy — z zadaniami zleconymi przez Abwehrę oraz z dążeniami nacjonalistów ukraińskich.

    Podczas agresji III Rzeszy na ZSRR najpierw współdziałał z oddziałami ukraińskich nacjonalistów, później z oddziałami „ochotników” złożonymi z jeńców mieszkających uprzednio na Kaukazie, a upadek Rzeszy obserwował wspólnie z własowcami. W 1946 r. T. Oberländer powrócił z obozu jenieckiego w Wielkiej Brytanii, przybrał pozę opozycjonisty wobec „Ostpolitik” Himmlera i rozpoczął działalność polityczną. Zmieniając przynależność partyjną, na stałe związał się z organizacjami przesiedleńczymi. Z ramienia „Bund der Heimatrertriebenen und Entrechten” (BHO — partia przesiedleńców) zdobył w 1953 r. mandat do Bundestagu i od października tego roku wszedł w skład rządu kanclerza K. Adenauera jako minister federalny do spraw przesiedleńców. Koniec lat pięćdziesiątych przyniósł jednak kres kariery politycznej T. Oberländera. Opinia publiczna została poinformowana o jego udziale w eksterminacji ludności okupowanych obszarów, co w rezultacie doprowadziło do jego ustąpienia z rządu w 1960 r. Udzielając wywiadu boń-skiemu korespondentowi gazety „The Guardian”, Oberländer odrzucił oskarżenia kierowane przeciw niemu w sprawie zamordowania profesorów lwowskich mówiąc: „Nie tylko nie brałem udziału w żadnych aktach gwałtu, ale nie widziałem niczego w tym rodzaju w ciągu siedmiu dni, które spędziłem we Lwowie. Nie słyszałem ani jednego wystrzału w mieście (…). Admirał Canaris (…) rozkazał, aby oddziały policji ukraińskiej zachowywały się w sposób wzorowy. Oddział »Nachtigall« wykonywał w ciągu swego tygodniowego pobytu we Lwowie tylko funkcje wartownicze”7.

    T. Oberländer wykazał tutaj — zresztą nie on jeden spośród niemieckich zbrodniarzy — zadziwiająco słabą pamięć. Zarówno przewód sądowy przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze, jak i zeznania tych, którzy przeżyli, przechowywane w Archiwach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich i Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, całkowicie podważają wiarygodność jego wypowiedzi. A oto przykładowe relacje na temat pobytu we Lwowie batalionu „Nachtigall”.

    … u bramy więziennej (…) stał podwójny szpaler składający się wyłącznie z Ukraińców ubranych w niemieckie mundury. Mieli oni karabiny z nasadzonymi bagnetami. Przez ten szpaler pędzono nas na podwórze więzienne. Bito nas przy tym i kłuto, nie zważając czy trafiało to w kobiety, mężczyzn czy dzieci. Tylko niewielu przeżyło to wejście i wielkie więzienne podwórze było pokryte niezliczoną ilością trupów”8.

    „Nazwy »Ptasznicy« używano w stosunku do oddziału Ukraińców w mundurach Wehrmachtu; powstała ona wkrótce po wejściu tej grupy do akcji na terenie miasta. Nie wiem dlaczego właśnie tak nazywano tę grupę, ale domyślam się, że ze względu na symbole ptaków wymalowane na wozach i motocyklach tej grupy. „Ptasznicy” tworzyli zwarte kompanie w mundurach niemieckich i z niemieckimi oznakami stopni. Mówili po ukraińsku, a do rękojeści bagnetów mieli uczepione tasiemki z guzami koloru niebiesko-żółtego… Egzekucje masowe (pogromy Żydów i Polaków) trwały mniej więcej do 2 lipca. Później trwały egzekucje poszczególnych osób i grup. Ludzie później mówili, że »Ptasznicy« zabijali w cztery różne sposoby. Mianowicie: rozstrzeliwali, zabijali młotem, bagnetem lub bili do zabicia”9.

    Relacje te, oraz wiele innych umieszczonych w pracy A. Drożdżyńskiego i J. Zaborowskiego, wymownie zaprzeczają słowom T. Oberländera, jakoby „Nachtigall” pełnił tylko funkcje wartownicze. Trudno zresztą się dziwić, że człowiek, który był instruktorem i współpracownikiem (jeśli nie zwierzchnikiem) tego „krwawego oddziału” starał się przedstawić go z jak najlepszej strony, zwłaszcza że pełnił wówczas wysokie odpowiedzialne stanowisko w rządzie RFN.

    W 1960 r. ukazała się w Polsce wspomniana już książka A. Drożdżyńskiego i J. Zaborowskiego pt. Oberländer. Przez „Ostforschung”, wywiad i NSDAP do rządu NRF. Autorzy udowadniali w niej, że T. Oberländer był nie tylko dowódcą batalionu „Nachtigall”, ale faktycznie zwierzchnikiem całej grupy operacyjnej, w skład której wchodziły następujące jednostki: I batalion pułku „Brandenburg” pod dowództwem mjra Heinza (odpowiedzialnego równocześnie za wojskową stronę operacji), batalion ukraiński „Nachtigall” dowodzony przez por. dra Herznera (dowódca ukraiński Roman Szuchewycz), jednostka Geheime Feldpolizei pod dowództwem kpt. Krügera oraz Abwehrtruppe II kierowana przez ppor. prof. Mittelhaure. Cywilną część grupy Oberländera stanowiła sześcioosobowa grupa członków kierownictwa OUN-B. Autorzy twierdzą, że Oberländer jako „osobisty przedstawiciel admirała Canarisa” (szefa Abwehry — WB) jest bezpośrednio odpowiedzialny za zbrodnie dokonujące się we Lwowie podczas swego pobytu w tym mieście (do nocy z 6 na 7 lipca), gdyż dokonywały się „tylko na jego rozkaz lub za jego zgodą”10. Autorzy uzyskali również oświadczenie o rozpoznaniu Oberländera przez jednego ze świadków egzekucji. Wspomniana już uprzednio Helena Kucharowa zrelacjonowała dalsze szczegóły egzekucji i wydarzeń, które nastąpiły bezpośrednio po niej. Jak pamiętamy z jej poprzedniej relacji, po egzekucji pod jej blokiem stała grupa oficerów. A oto dalszy ciąg jej relacji: „Ci oficerowie, którzy stali za siatką pod domem (nasze bloki były oparkanione siatką) to byli ci, którzy przyglądali się egzekucji i zaraz po egzekucji. Kształt i ruchy sylwetki oficera, który przyglądał się nieco z boku grupy oficerskiej również dobrze zapamiętałam i gdy ten stojący pod balkonem spojrzał na mnie, od razu doszłam do wniosku, że to ten sam… Widziałam go bardzo wyraźnie… Oficer ten, w którym rozpoznaję dziś Teodora Oberländera był wzrostu niższego od pozostałych. Nieco starszy. Jakieś trzydzieści lub trzydzieści kilka lat. Cera na twarzy była dość blada. Wzrost raczej niżej średniego… To była chwila, w której rysy twarzy tego człowieka szczególnie utkwiły mi w pamięci”11. Oczywiście relacja ta nie stanowi dowodu rzeczowego w sensie prawnym, tym niemniej stanowiła w cytowanej książce potwierdzenie tezy o bezpośredniej odpowiedzialności T. Oberländera za zamordowanie profesorów lwowskich.

  2. JerzyS said

    W dniu 30 marca 1961 r. nadprokurator przy Sądzie Krajowym w Bonn umorzył śledztwo przeciw T. Oberländerowi w związku z jego działalnością w batalionie „Nachtigall” z braku dowodów winy. Prokuratura w Bonn przyjęła następujący stan faktyczny:

    Dowódcą batalionu „Nachtigall” był por. Herzner (do lata 1942 r.). Dowódca I batalionu pułku „Brandenburg” mjr Heinz, któremu podlegał również „Nachtigall”, wysłał specjalnego gońca do Canarisa, aby go powiadomić o wyczynach jednostek specjalnych (a więc SS, a nie Abwehry — WB).
    Żołnierze batalionu „Nachtigall” od swych niemieckich przełożonych nie otrzymywali żadnych rozkazów wzięcia udziału w pogromach, ale nie można wykluczyć, że część z nich samowolnie to uczyniła wspólnie z nacjonalistami ukraińskimi. Dowództwo niemieckie o tym jednak nie wiedziało12.

    W rezultacie w przeciwieństwie do Oberländera, który negował nawet fakt pogromów, prokuratura bońska nie uznała odpowiedzialności Abwehry i uzależnionych od niej jednostek za wydarzenia we Lwowie w pierwszych dniach lipca 1941 r. Sugerowano równocześnie winę samych ukraińskich nacjonalistów i Einsatzkommanda SS. Umorzenie śledztwa nie przywróciło Oberländerowi utraconego stanowiska, ale dało mu podstawę do wytaczania procesów tym wszystkim, którzy na łamach prasy zachodniej zajmowali stanowisko odmienne od bońskiej prokuratury. Posługując się sformułowaniami prokuratury występował Oberländer jako oskarżyciel prywatny twierdząc w kolejnych pozwach, że: „nie był nigdy dowódcą jednostki „Nachtigall” tylko oficerem łącznikowym do tej ukraińskiej ochotniczej formacji i na podstawie jego szczegółowej znajomości stosunków ukraińskich, doradcą i pośrednikiem między członkami cudzoziemskiej jednostki i przełożonymi niemieckimi. Nie mógł więc oskarżyciel prywatny prowadzić tę jednostkę do Lwowa i rozkazać wykonanie zarzucanych zbrodni… Poza tym jest pewne, że nazwana jednostka w ogóle nie brała udziału w masowych mordach, lecz o ile te czyny nie zostały dokonane jeszcze przed zajęciem Lwowa (czyli przez Rosjan! — WB), obciążają grupę skierowaną tam przez służbę bezpieczeństwa państwa względnie członków ukraińskiej milicji”13.

    Opierając się na umorzeniu śledztwa przez bońską prokuraturę T. Oberländer uzyskał pozytywne dla siebie wyroki w procesach przeciw „Die Tat” we Frankfurcie, „Die Volkstimme” w Wiedniu, prezesowi Związku Literatów Niemieckich Berntowi Engelmannowi i Seppowi Barankowi w Monachium14. Inną tezę o odpowiedzialności za mord uczonych lwowskich przedstawił w 1964 r. Zygmunt Albert. W artykule zamieszczonym w „Przeglądzie Lekarskim” twierdził, że mord uczonych nastąpił na skutek rozkazu Himmlera, a: „grupa Słowików Oberländera była wykorzystana do tej haniebnej roboty, ale panem życia i śmierci profesorów pamiętnej nocy lipcowej był Krüger, późniejszy kat inteligencji polskiej w Stanisławowie… Nie ulega wątpliwości, że otrzymał on bezpośrednio odpowiedni rozkaz od Himmlera”15. Swe tezy Z. Albert precyzował na podstawie artykułów K. Lanckorońskiej.

    W 1948 r. emigracyjna gazeta „Orzeł Biały” w numerach 45—47 opublikowała duży artykuł zatytułowany Niemcy we Lwowie. Jego autorką była hr. Karolina Lanckorońska, przed wojną docent Uniwersytetu Lwowskiego, w czasie wojny aktywna działaczka Rady Głównej Opiekuńczej (RGO). Była to legalna organizacja, na której działalność wyraziły zgodę władze niemieckie. Posiadała prawo udzielania pomocy finansowej i materialnej osobom znajdującym się w trudnej sytuacji. Oczywiście efekty jej pracy były tylko przysłowiową „kroplą w morzu potrzeb” polskiego społeczeństwa. K. Lanckorońska przyjechała do Lwowa w styczniu 1942 r. z mandatem RGO zorganizowania w woj. stanisławowskim filii RGO, zwanej Komitetem Polskim16. Podczas wykonywania tego zadania w maju 1942 r. została aresztowana w Stanisławowie przez gestapo.

    Szefem gestapo w Stanisławowie był kpt. Hans Krüger. Podczas przesłuchania K. Lanckorońskiej Krüger pewien, że aresztowana nie wyjdzie na wolność pochwalił się jej, że brał udział w likwidacji profesorów lwowskich, że to jego dzieło17. Twierdził, że gdy „Feldgestapo” wkraczało na nowo zdobyte tereny, posiadało gotowe spisy osób, które miały być aresztowane. Krüger na ich podstawie wymordował profesorów we Lwowie, a następnie inteligencję polską w Stanisławowie. Feldgestapo nie zatrzymywało się na dłużej w jednej miejscowości, posuwało się za linią frontu, wykonując zadania porównywalne tylko do wypełnianych przez „Einsatzkommando SS”. Po pięciu tygodniach pobytu w więzieniu stanisławowskim K. Lanckorońską w dniu 8 lipca zawieziono do Lwowa i osadzono w więzieniu na Łąckiego. W następnych dniach przesłuchiwał ją w urzędzie gestapo przy ulicy Pełczyńskiej komisarz do spraw politycznych — Walter Kutschmann. Powiedział on K. Lanckorońskiej, iż jej krewni z włoskiej rodziny panującej interweniowali u H. Himmlera i dzięki temu została ona przywieziona do Lwowa mimo gwałtownych sprzeciwów Krügera. K. Lanckorońska wyczuwając u Kutschmanna niechęć do Krügera zdecydowała się opowiedzieć o okrucieństwie i wręcz patologicznym sadyzmie, który cechował stanisławowskiego „szefa gestapo. Podczas przesłuchania powiedziała również o wymordowaniu przez niego lwowskich uczonych. Zdumiony tym oświadczeniem K. Lanckorońskiej, po upewnieniu się, że mówił jej o tym sam Krüger, potwierdził słowa szefa gestapo w Stanisławowie mówiąc: „Przecież ja byłem przy tym. Służyłem pod nim. Kazał mi owej nocy przyprowadzić drugą grupę profesorów według spisu, który mieliśmy od Ukraińców studiujących w Krakowie. Powiedziałem Krügerowi, że nikogo nie zastałem w domu, dlatego ci ludzie nie zostali zamordowani”18.

    Zamieszana w rozgrywkę między dwoma gestapowcami Lanckorońska złożyła obszerne zeznania i czekała na dalszy rozwój wypadków. Dopiero w listopadzie 1942 r. Kutschmann wrócił z Berlina i oświadczył, że wygrał batalię o Krügera i Lanckorońska wyjedzie do Berlina jako świadek w rozprawie przeciw szefowi gestapo w Stanisławowie oskarżonemu o to, że zdradził jej tajemnicę zamordowania uczonych lwowskich. Do rozprawy jednak nie doszło. W styczniu 1943 r. K. Lanckorońska została przewieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrueck, skąd 5 kwietnia 1945 r. została zwolniona dzięki interwencjom w jej sprawie czynionym przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Po wojnie w początkach 1946 r. K. Lanckorońska przesłała byłemu rektorowi Uniwersytetu Lwowskiego Stanisławowi Kulczyńskiemu, z którego rodziną była zaprzyjaźniona, swą opowieść-raport o przeżyciach w latach 1941 — 1945. Żona rektora — Maria Kulczyńska — zdecydowała się go opublikować łącznie ze swymi wspomnieniami i uwagami w 1977 r. Od tej pory tzw. Raport Karli Lanckorońskiej jest częściej niż artykuły Lanckorońskiej w prasie emigracyjnej wykorzystywany w różnorodnych publikacjach i opracowaniach. Wartość Raportu polega na ujawnieniu nazwisk dwu hitlerowców bezpośrednio odpowiedzialnych za zamordowanie lwowskich uczonych, a równocześnie wyjaśnia również sprawę gotowych list, którymi posługiwali się gestapowcy.

    Wydarzenia z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych potwierdziły wiarygodność Raportu w dość nieoczekiwany sposób. W 1967 r. odbywał się w Münster proces przeciwko esesmańskim ludobójcom ludności Stanisławowa. Jednym z głównych oskarżonych był Hans Krüger, który — jak się okazało — przeżył wojnę i w RFN uchodził za antyfaszystę. W czasie przewodu sądowego H. Krüger przyznał się, że należał do SS i przebywał w Stanisławowie, ale już w 1942 r. został ukarany za wydanie tajemnic gestapo pewnej Polce. Niestety osoba ta została w 1943 r. wywieziona do Ravensbrück i tam zmarła. Pewien, że Lanckorońska nie przeżyła obozu, podał sądowi jej imię i nazwisko. Prokuratura RFN stosunkowo łatwo odnalazła we Włoszech przebywającą tam Lanckorońska i wzięła ona udział w procesie jako świadek. Redaktor Marian Podkowiński, który relacjonował ten proces w „Trybunie Ludu” pisał, że konfrontacja ze świadkiem, który zjawił się jakby duch zza grobu, wywarła wstrząsające wrażenie. Oskarżony stracił pewność siebie, załamał się i zrezygnował z prób przekonania sądu o swej niewinności. W rezultacie udowodniono mu, wg M. Podkowińskiego, zbrodnie w Stanisławowie oraz skazanie na śmierć i uczestniczenie w egzekucji uczonych lwowskich19.

    Faktycznie jednak Sąd Przysięgłych w Munster uniewinnił H. Krugera od zarzutu popełnienia zbrodni zabójstwa na profesorach lwowskich z braku dostatecznych dowodów winy. Dając wiarę zeznaniom K. Lanckorońskiej sąd nie wykluczył, że Krüger mógł się przed nią przechwalać twierdząc, że jest sprawcą zbrodni we Lwowie, a to w celu, by wzbudzić w niej strach albo zyskać w jej oczach na znaczeniu. Krüger w sierpniu 1942 r. został usunięty ze stanowiska szefa gestapo w Stanisławowie, zdegradowany i skazany na 1 rok aresztu za ujawnienie tajemnicy państwowej. W lipcu 1943 r. Krüger w stopniu zaledwie Unterstumführera został przeniesiony do Chalon we Francji. Wojnę zakończył w Holandii w stopniu Hauptsturmführera (kapitana). Władze brytyjskie zwolniły go z obozu w 1948 r. z braku dowodów winy. Osiadł w miejscowości Luedingshaussen koło Munster (Westfalia) i stworzył wokół siebie legendę antyfaszysty. Otoczony szacunkiem współmieszkańców został wybrany do zarządu ziomkostwa brandenburskiego, a następnie został przewodniczącym tej organizacji w Nadrenii-Westfalii i kandydował nawet do parlamentu krajowego. Zgubiła go zbytnia pewność siebie, został rozpoznany jako kat ludności polskiej i żydowskiej Stanisławowa, a proces sądowy pośrednio wykazał jego związek ze zbrodnią lwowską20.

    Długo nie były znane losy drugiego gestapowca — Waltera Kutschmanna. Według Raportu Lanckorońska prosiła o ochronę jego życia generała Bora-Komorowskiego w tajnym meldunku wysłanym do Warszawy z więzienia we Lwowie21, ale nie było wiadomo, czy przeżył wojnę. Szymon Wiesenthal, kierownik żydowskiego ośrodka dokumentacyjnego w Wiedniu, rozpoczął intensywne poszukiwania W. Kutschmanna, które zakończyły się powodzeniem. Ustalił, że były gestapowiec lwowski mieszka w Argentynie pod nazwiskiem Ricardo Olmo. Twierdząc, że jest on odpowiedzialny za zbrodnię lwowską domagał się od władz prokuratorskich RFN, by wystąpiły o ekstradycję W. Kutschmanna i wytoczyły mu proces sądowy. Starania jego zakończyły się niepowodzeniem, mimo zatrzymania W. Kutschmanna przez policję argentyńską22. Zbigniew Kustosik, korespondent PAP, w sierpniu 1975 r. przekazał depeszę z Berlina, która wyjaśniła losy Kutschmanna. Jej treść była następująca: „… sąd zachodnioberliński uchylił wydany w 1967 r. (czyli po procesie Krugera — WB) nakaz aresztowania byłego oficera SS Kutschmanna, który został ostatnio rozpoznany w Buenos Aires. Decyzję tę wytłumaczono przedawnieniem nakazu w wyniku zmiany kodeksu karnego. Na Kutschmannie ciąży m. in. zarzut współudziału w zamordowaniu profesorów lwowskich 4 lipca 1941 r.”23. Pomijając tutaj zwyczaje zachodnioberlińskiego sądownictwa, uznającego zbrodnię ludobójstwa za przedawnioną, należy stwierdzić, że i drugi gestapowiec bezpośrednio zamieszany w likwidację lwowskich uczonych przeżył wojnę i żył spokojnie na kontynencie, który stał się oazą poszukiwanych przez sądy europejskie zbrodniarzy hitlerowskich. W 1974 r. siostrzeniec zamordowanego profesora W. Boya-Żeleńskiego — Władysław Żeleński wspólnie z kilku innymi uczonymi polskimi na Zachodzie rozpoczął tzw. „Akcję lwowską”. Była to kolejna próba wyjaśnienia śmierci uczonych w oparciu o prywatne dochodzenia i informacje, które spodziewano się otrzymać po opublikowaniu apelu w prasie. Adwokat Robert Kempner, znany z publikacji o procesie norymberskim, pozyskany do prowadzenia sprawy domagał się ponownego postawienia w stan oskarżenia Hansa Krugera, ale władze niemieckie nie wyraziły na to zgody motywując to tym, że już jest skazany na najwyższą karę — dożywotniego więzienia. W sumie „Akcja lwowska” przyniosła nikłe rezultaty i nie spełniła oczekiwań, jakie pokładali w niej jej inicjatorzy24.

    Reasumując nie można obecnie ustalić, kto był bezpośrednio winny mordu uczonych lwowskich. Materiał, którym obecnie dysponujemy, pozwala jedynie ustalić pośrednich sprawców morderstwa oraz hipotetycznych morderców bezpośrednich. Przypomnijmy w tym momencie cytowaną już wypowiedź Hansa Franka w sprawie profesorów krakowskich, jak również fakt, że w 1940 r. okupowane przez hitlerowców ziemie polskie objęła tzw. akcja AB, w wyniku której zamordowano ponad 3 tysiące polskich inteligentów — głównie nauczycieli25. Wkraczające na teren ZSRR oddziały Wehrmachtu oraz „specjalne” jednostki SS ściśle współdziałały ze sobą w eksterminacji ludności na podstawie licznych, wydawanych od marca 1941 r. dyrektyw Hitlera, Himmlera, Keitla i dowódców poszczególnych armii. Mordy nie były wynikiem ekscesów — działań niezdyscyplinowanych oddziałów, oficerów czy żołnierzy. Ta rzeź była z góry obmyślana i zaplanowana26. Uznając za głównego przeciwnika komisarzy politycznych, komunistów i Żydów nie zapominano także o polskiej inteligencji. Wydawane przez RSHA meldunki z ZSRR informując o „sukcesach” w działaniach „Einsatztruppen” przypominały równocześnie, że „inteligencję polską należy bezwarunkowo natychmiast likwidować, a formalne wyroki śmierci zostaną wydane w terminie późniejszym”27. Sądzę, że te właśnie „wskazówki” są wytłumaczeniem pośpiesznych, często nawet przypadkowych mordów polskiej inteligencji, żyjącej na zajmowanych przez Niemców terenach ZSRR. Sądzę także, że w konkretnej sprawie morderstwa lwowskich profesorów można przyjąć jako udowodniony współudział ukraińskich nacjonalistów, autorów „czarnych list”, podobnie jak na ziemiach „wcielonych do Rzeszy” w 1939 r. autorami takich list byli Niemcy mieszkający w Polsce.

    Przyznaje to zresztą nawet Borys Łewycki (banderowiec) w artykule pt. Sprawa Oberländera, opublikowanym w paryskiej „Kulturze”, pisząc: „Niektórzy naoczni świadkowie będący w tym czasie we Lwowie (…) są zdania, że przy ustalaniu list polskich intelektualistów pomagali hitlerowcom Ukraińcy z nacjonalistycznych kół w Krakowie, którym chodziło o depolonizację Lwowa. Relacja ta na pewno niedaleka jest od prawdy”28.

    Wskazując równocześnie na jednostkę Schöngartha jako sprawców śmierci profesorów lwowskich, Łewycki sugeruje, że melnykowcy jako związani z SS, a nie banderowcy — związani z Abwehrą, -ponoszą odpowiedzialność za tę zbrodnię. Tę samą myśl rozwinął Z. Palyński, który w artykule Wse nakłepy i nakłepy napisał, że „… już nawet polscy komunistyczni historycy przyznają, że batalion „Nachtigall” nie ma absolutnie nic wspólnego z likwidacją polskich naukowców we Lwowie w sierpniu (sic—WB) 1941 roku”29.

  3. JerzyS said

    Edward Prus w swej książce Herosi spod znaku tryzuba wydanej w 1985 r. z kolei autorytatywnie (choć nie ujawnia na podstawie jakich źródeł — WB) stwierdza: „Wszystkich aresztowano według z góry ustalonej listy, którą osobiście układali na podstawie przedwojennej książki telefonicznej Wreciono i Łehenda — członkowie obu frakcji OUN. Ponieważ opuścili oni Galicję jeszcze przed klęską wrześniową, przeto na liście znaleźli się też ci profesorowie, którzy w międzyczasie pomarli lub zmienili adresy zamieszkania”30. Wątpiąc osobiście w książkę telefoniczną sądzę, iż nie można wykluczyć udziału przedstawicieli obydwu frakcji w sporządzeniu listy (czy nawet list), które przecież mogły być ostatecznie ustalone w samym Lwowie w ciągu trzech dni, które upłynęły od zajęcia Lwowa do śmierci profesorów. Przypomnę w tym miejscu, że grupa, która aresztowała profesora R. Longchampsa de Beriera, dysponowała nawet datami urodzenia jego i synów. Wszystkie wymienione dotąd osoby związane były z jednostkami Abwehry i bez względu na to, który z wymienionych do tej pory oficerów był bezpośrednio odpowiedzialny za zamordowanie profesorów lwowskich, obciążał swą ewentualną winą „rycerski Wehrmacht”. Ciekawą informację udało się odnaleźć w aktach Komendy Obszaru AK we Lwowie. W miesiącach kwiecień — maj 1943 r. wywiad AK- podjął ściśle tajne rozmowy z OUN, chcąc między innymi ustalić możliwości zahamowania mordów Polaków na Wołyniu oraz możliwości porozumienia się z Ukraińcami wobec zbliżania się Armii Czerwonej. Rozmowy te prowadzono z niejakim „Dnieprem” z OUN-B. W jednym z raportów z rozmów poruszona była sprawa profesorów lwowskich. Raport ujmował ją następująco: „Zwraca uwagę (»Dniepr« — WB), że ich stanowisko w stosunku do lwowskiego ciała profesorskiego było stale pozytywne, potrafili bowiem przeszkodzić w lipcu 1941 r. aresztowaniu i zlikwidowaniu lwowskiego ciała profesorskiego, co było zamierzone. Dzięki nim wielu wówczas aresztowanych Polaków i Polek zostało zwolnionych. Może podać na żądanie nazwiska”31. Niestety w późniejszych meldunkach, które przekazywano do KG i Delegatury tematu tego już nie podjęto. Jest to jednak kolejny, choć oczywiście tylko pośredni ślad świadczący o związku OUN-B z eksterminacją profesorów lwowskich, a równocześnie to kolejna poszlaka obciążająca melnykowców. Ci ostatni jednak mają zawsze możliwość odparcia zarzutów pod swym adresem stwierdzeniem, że we Lwowie po prostu ich wówczas nie było, a w każdym razie nie odgrywali żadnej znaczącej roli w odbywających się tam wówczas wydarzeniach. Dla nas raport ten jest cenny jednak również z tego powodu, iż potwierdza, że banderowcy wiedzieli o zamiarach eksterminacji zanim jeszcze ją przeprowadzono, czyli albo uczestniczyli w jej planowaniu, albo też udało im się dotrzeć do strzeżonych przez Niemców spraw określanych w żargonie nazistowskim jako „ściśle tajna sprawa Rzeszy”. Dając wiarę twierdzeniu „Dniepra”, że to właśnie banderowcy ochronili pozostałych profesorów przed eksterminacją, trzeba by było równocześnie przyjąć, że to oni, a nie Niemcy faktycznie rządzili Lwowem przez pierwsze dni okupacji, co z kolei pociąga za sobą stwierdzenie, że to właśnie oni są winni wymordowania profesorów.

    Komenda Obszaru AK też nie potrafiła rozwiązać tej zagadki; przesyłając do Warszawy raport „Stan polskiego posiadania kulturalnego we Lwowie” w maju 1943 r. stwierdzała w analizowanej tu sprawie: „Poważne dane każą tu widzieć rękę ukraińską, nie tylko dla pozbycia się żywiołu polskiego, ale także dlatego, aby zająć wakujące stanowiska”32. Nieco inaczej interpretowało to wydarzenie tzw. Biuro Wschodnie („Granica”), stanowiące organ Delegatury. W meldunku z końca 1943 r. podając straty osobowe wyższych uczelni Lwowa i Wilna pisano o zbrodni lwowskiej następująco: „Większość powyższych osób była aresztowana na skutek denuncjacji ukraińskich w dniu 3 lipca 1941 r., tj. bezpośrednio po wejściu do Lwowa wojsk niemieckich i wszelki słuch o nich zaginął, wobec czego nie ma wątpliwości, że zostali zamordowani przez Gestapo”33.

    Inny trop wskazała prokuratura w Hamburgu. Badając sprawę zamordowania profesorów lwowskich na skutek skargi dr Heleny Krukowskiej zawiadomiła ją w maju 1966 r., że śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, ponieważ:

    W dniu 2 lipca „Einsatzgruppe C” przystąpiła we Lwowie do planowej likwidacji ludności żydowskiej, komunistów i tzw. wrogów państwa;
    niezależnie od tego, także od 2 lipca działało we Lwowie tzw. kommando dra Schöngartha, które miało za zadanie policyjno-polityczne oczyszczenie terenu przed ustanowieniem tam niemieckiej administracji cywilnej;
    odpowiedzialny za aresztowanie i rozstrzelanie profesorów lwowskich jest SS-Brigadeführer dr Schöngarth, który na mocy wyroku Brytyjskiego Sądu Wojskowego z 16 marca 1946 r. został powieszony;
    egzekucji profesorów w dniu 4 lipca dokonał mały oddział dowodzony przez esesmana i składający się z 6 — 7 Hilfspolizisten, którzy byli Ukraińcami, chodzili w niemieckich mundurach i pełnili funkcję tłumaczy;
    pozostali współsprawcy mordu profesorów lwowskich także już nie żyją34.

    W wyniku dochodzenia prowadzonego przez OKBZH we Wrocławiu oraz GKBZH w Polsce ustalono, że jednostka Schöngartha liczyła około 200 ludzi rekrutowanych spośród funkcjonariuszy policji politycznej, kryminalnej i pomocniczej głównie z dystryktów krakowskiego i radomskiego. W szeregach „Einsatzkommando Galizien” była również grupa folksdojczów i Ukraińców. SS-Brigadeführer Eberhard Schöngart został powieszony przez Anglików za rozstrzelanie lotników brytyjskich zestrzelonych nad Hamburgiem. Podczas jego procesu w ogóle nie poruszano sprawy zamordowania profesorów lwowskich. Szefem sztabu kommanda był Standarterführer Franz Heim, który zmarł na raka w 1943 roku. Pośrednio o związku komanda Schöngarta z zabójstwem profesorów świadczą sprawy Felixa Landaua i Petera Mentena. Felix Landau, SS-Hauptscharführer, był funkcjonariuszem gestapo w Radomiu. W końcu czerwca zgłosił się do oddziału specjalnego („Einsatzkommando”) i jako jego członek przybył w dniu 2 lipca do Lwowa. Swe przeżycia opisywał w pamiętniku, którego treść przyczyniła się do skazania go w 1962 r. przez sąd przysięgłych w Stuttgarcie za zbrodniczą działalność na karę dożywotniego więzienia. Pod datą 5 lipca 1941 r. zapisał, że nad ranem jego oddział rozstrzelał 52 polskich inteligentów i pogrzebał ich w pobliżu ich domów35.

    Co prawda Landau wypierał się podczas procesu sądowego swego bezpośredniego udziału w zanotowanym w dzienniku morderstwie, ale notatka ta potwierdziła fakt udziału jednostki, w której służył, w likwidacji polskiej inteligencji. W jednostce tej w charakterze tłumacza znajdował się również Peter Nicolas Menten. Przed II wojną światową od 1923 r. przebywał we Lwowie w charakterze konsula holenderskiego. Był znanym w tym mieście kolekcjonerem dzieł sztuki. Wiadomo z zeznań Zofii Tyszki — siostrzenicy profesora Jana Greka oraz córki pani Grekowej — Anny Michałowskiej, że mieszkania profesorów Ostrowskiego i Greka zostały od razu zapieczętowane, a następnie wywieziono z nich meble, obrazy i inne dzieła sztuki. Przypomnijmy, że wyjątkowo tylko właśnie po domowników tych dwu profesorów, znanych we Lwowie jako wybitnych kolekcjonerów dzieł sztuki, wróciło gestapo i przetransportowało ich do Bursy Abrahamowiczów. Profesor Groër zeznał, że widział świadectwo zgonu Tadeusza i Jadwigi Ostrowskich, wydane przez gestapo dla Mentena, który na tej podstawie kupił rzeczy i meble Ostrowskich od „zarządu powierniczego”. Wiadomo również, że Menten zakupione dzieła sztuki przewiózł do swego mieszkania w Krakowie36. Prokuratura w Hamburgu potwierdziła także, iż do Sonderkommando Schöngartha należeli dwaj podoficerowie, którzy aresztowali prof. Groëra, a później nachodzili go wyłudzając różne cenniejsze przedmioty. Profesor Groër twierdził, że nazywali się oni Hacke i Kóller (lub Köhler). Prokuratura hamburska ustaliła ich nazwiska jako Hacker i Köhler, podając równocześnie, że prawdopodobnie zginęli podczas wojny37. Wysunięto również przypuszczenie, iż likwidację profesorów zlecono Sturmbannführerowi Kurtowi Stawizkiemu (zmarł w 1959 r.), także należącemu do oddziału Schöngartha38.

    Jeszcze inną koncepcję odpowiedzialności za wymordowanie profesorów, a konkretniej za sporządzenie list przedstawił w 1974 r. wiceprokurator wojewódzki w Warszawie Jan Traczewski. Opierając się na aktach procesu dra Buhlera (sekretarza stanu w Generalnym Gubernatorstwie) przytoczył on zeznanie inż. Romana Dawidowskiego (profesora AGH) z 1946 r., który zeznał co następuje: „… do aresztowania profesorów lwowskich przyczynił się przede wszystkim niejaki Watzko (faktycznie dr Adolf Watzke — WB) — sekretarz stanu Nauki i Wiedzy w rządzie GG (faktycznie kierownik oddziału — WB). Natychmiast po zajęciu Lwowa przyjechał do miasta i zjawił się u rektora Krukowskiego żądając nazwisk profesorów Politechniki. Notował nazwiska w notesie…” Informację o powyższym fakcie R. Dawidowski miał uzyskać od E. Perdirowicza — Ukraińca, który został komisarycznym rektorem Politechniki39. Oczywiście, nawet uznając wiarygodność tej informacji nie uzyskujemy odpowiedzi na żadne z nurtujących nas pytań. Dalej nie wiadomo, czemu Watzke wybrał właśnie tych, a nie innych profesorów Politechniki, no i dlaczego i skąd wśród wymordowanych profesorów znaleźli się uczeni z Uniwersytetu, a przede wszystkim tak wielu lekarzy.

    Nadprokurator przy Sądzie Krajowym w Bonn umarzając śledztwo przeciwko T. Oberländerowi sugerował równocześnie, że zamordowanie profesorów lwowskich dopuściła się prawdopodobnie tzw. „Einsatzgruppe C” działająca pod dowództwem dr. Ottona Racha (oczywiście już nieżyjącego), a rozstrzeliwań miały dokonywać „Einsatzkommanda” 5 i 6. Ta sugestia prokuratora nie jest nieprawdopodobna, ale niestety nie była poparta żadnymi konkretnymi danymi. Co prawda sama technika przeprowadzenia egzekucji była typowa dla „oddziałów specjalnych SS”, ale przecież po „doświadczeniach” na ziemiach polskich zdążyła się już ona upowszechnić wśród wszystkich oddziałów niemieckich, przeprowadzających „akcje oczyszczające”. Dowódca „Einsatzgruppe” dr Otto Ohlendorf podczas przesłuchania w Norymberdze podkreślił, że Himmler zwolnił od odpowiedzialności za realizację rozkazu o likwidacji wszystkich dowódców i żołnierzy biorących udział w tej akcji, a masowe egzekucje przeprowadzano zawsze następująco: „Miejscem egzekucji były z reguły rowy przeciwczołgowe lub naturalne wgłębienia terenu. Ofiary przed rozstrzelaniem ustawiano w pozycji stojącej lub klęczącej. Dowódcy poszczególnych jednostek mieli obowiązek dopilnowania, czy ofiary nie żyją i w razie konieczności sami dobijali… Do wiosny 1942 r. wszystkie ofiary były zabijane w ten sam sposób”40.

    Tak więc i sposób przeprowadzenia egzekucji nie pozwala nam wnioskować, która z wymienionych dotąd jednostek dokonała zbrodni na profesorach lwowskich.

    Podczas procesu tzw. „Einsatzgruppen”, który odbył się w okresie od 25 września 1947 do 10 kwietnia 1948 r. przed Amerykańskim Trybunałem Wojskowym w Norymberdze, między innymi sądzono Erwina Schultza — dowódcę „Einsatzkommando 5”. Według ustaleń Sądu przybył on ze swym oddziałem do Lwowa w pierwszych dniach lipca 1941 r. Tam powiedziano mu, że przed wycofaniem się ze Lwowa wojsk rosyjskich zgładzonych zostało 5000 mieszkańców i że należy zastosować środki odwetowe. Oskarżony przyznał, że aresztowano 2500 — 3000 osób i po kilku dniach rozpoczęły się egzekucje. Jego kommando rozstrzelało podobno pod jego dowództwem tylko 90 — 100 osób. Oskarżony przyznał, że przeprowadzał egzekucję osób, które mu przekazywano bez jakichkolwiek dowodów ich winy i twierdził, że nie otrzymał nawet żadnego wykazu osób przeznaczonych do egzekucji41. W sumie więc zeznanie E. Schultza niewiele wnosi do interesującej nas sprawy, choć pośrednio świadczy, że to jednak nie „Einsatzkommando 5” dokonało egzekucji lwowskich profesorów. Proces ten stał się później podstawą do wypracowania przez różnych reprezentantów prawa w RFN swoistej formy obrony osób oskarżanych przez Polaków. Prokurator hamburski dając wiarę dwóm świadkom niemieckim (Kammererowi i Draheimowi) jak pamiętamy, odpowiedzialnością za egzekucję profesorów obarczył dra Schöngartha, który wraz ze swym pomocnikiem Heimem wydał rozkaz rozstrzelania uczonych. Uczynić to miał „tytułem odpłaty” za pomordowanych przez Rosjan aresztantów, którymi według niego mieli być ukraińscy nacjonaliści42. Zatem osób wskazanych przez prokuraturę hamburską i tych, które udało się ustalić bez jej udziału, a związanych z „Sonderkommando” Schöngartha, nie można było pociągnąć do odpowiedzialności, ani nawet przesłuchać.

    Na podstawie zeznań żon, członków rodzin i służby pomordowanych profesorów należy przyjąć, że aresztowań dokonywali Niemcy przy asyście Ukraińców, służących im za przewodników i tłumaczy. Odmienność zachowania się poszczególnych grup dokonujących aresztowań wskazuje na prawdopodobny udział w nich członków dwóch, a może nawet więcej formacji. Na pewno jednak dokonywali ich zarówno członkowie „Einsatzkommanda”, jak i Feldgestapo. Sądzę, że bezpośrednią odpowiedzialność za zamordowane profesorów lwowskich ponoszą Schöngart, Krüger i Oberländer. W przeciwieństwie do decyzji o wykonaniu wyroku śmierci na prof. K. Bartlu, która obciąża H. Himmlera, decyzja o likwidacji pozostałych profesorów została podjęta na miejscu we Lwowie. W atmosferze sukcesu militarnego oraz wspomnianych rozkazów „O oczyszczeniu zaplecza” dowódcy oddziałów specjalnych byli pewni swej bezkarności, a nawet spodziewać się mogli pochwał i awansów. O tym, że nie jest to teza pozbawiona racji, świadczy awans H. Krugera na szefa policji bezpieczeństwa i SS w Stanisławowie i przeprowadzona tam przez niego „czystka” wśród polskiej inteligencji. Generał Eberhardt Schöngart z kolei został dowódcą policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Generalnej Guberni, a pułkownik Franz Heim oficerem łącznikowym Sipo i SD przy Wyższym Dowódcy SS i Policji w GG. Czas działał w wypadkach lwowskich na korzyść morderców. Z akcji krakowskiej nie tylko H. Frank, ale i pozostali funkcjonariusze aparatu okupacyjno-policyjnego wyciągnęli wniosek, że nie należy w wypadku osób znanych, cieszących się uznaniem w świecie, dawać możliwości na podjęcie akcji interwencyjnej czy nawet protestacyjnej. I znów historia K. Lanckorońskiej potwierdza tę opinię. Gdyby została ona zlikwidowana przez H. Krugera, jej sprawa skończyłaby się co najwyżej na wyrazach ubolewania albo — co bardziej prawdopodobne — w ogóle pozostałaby nieznana. Uznaję także, że winę za mord lwowskich uczonych ponosi prof. T. Oberländer. Człowiek, który był „specjalnym przedstawicielem admirała Canarisa”, jeśli nawet nie wydawał rozkazów — jak twierdzi prokuratura RFN — to posiadał możliwość przeciwstawienia się morderstwu, albo chociażby jego odsunięciu w czasie do otrzymania rozkazów z Berlina. Nawet sam T. Oberländer nie twierdzi, że takie kroki podejmował, ale zawiadomił Canarisa o wyczynach „Nachtigalla” i oddziałów specjalnych we Lwowie nie on, lecz mjr Heinz.

  4. JerzyS said

    Zapoznaliśmy się z osobami, które ponoszą bezpośrednią lub pośrednią odpowiedzialność za zamordowanie lwowskich profesorów. Spróbujmy teraz przybliżyć postacie ich ofiar43.

    Antoni Cieszyński, urodził się 31 maja 1882 r. w Oleśnicy Śląskiej. Studia lekarskie, dentystyczne i filozoficzne odbywał we Wrocławiu i Monachium. Profesor UJK od 1913 r. Członek honorowy Towarzystw Stomatologicznych w Waszyngtonie, Buenos Aires, Pradze i Wiedniu. Był kierownikiem Katedry Dentystyki Uniwersytetu Jana Kazimierza i Lwowskiego Państwowego instytutu Medycyny. Dziekan Wydziału Lekarskiego w roku akad. 1927/28: Autor ponad 370 prac naukowych i popularnonaukowych. Twórca reguły izometrii w radiologii, opracował technikę zdjęć rentgenowskich zewnątrzustnych, wydawca i redaktor czasopism „Kwartalnika Stomatologicznego”, „Polska Dentystyka” i „Słowiańska Stomatologia”. W 1936 r. na międzynarodowym kongresie w Brukseli za pionierskie zasługi w światowej stomatologii został nagrodzony wielkim złotym medalem im. Millera i dyplomem uznania. Posiadał niekwestionowany w świecie autorytet naukowy. Był przewodniczącym Komitetu Narodowego Międzynarodowego Związku Dentystycznego, honorowym przewodniczącym Związku Słowiańskich Stomatologów. Znany we Lwowie ze swych humanitarnych i liberalnych poglądów, utrzymywał dobre stosunki także z metropolitą cerkwi greckokatolickiej Andrzejem Szeptyckim. Ten ostatni, kiedy żona profesora poszła do niego po aresztowaniu męża z prośbą o interwencję, odmówił jej mówiąc, że „cerkiew nie miesza się do czynów świeckich władz”.

    Władysław Dobrzaniecki, urodzony w 1897 r. w Zielińcach, autor ponad dwudziestu prac naukowych, ordynator oddziału chirurgicznego Państwowego Szpitala Powszechnego, od 1938 r. profesor chirurgii Uniwersytetu Jana Kazimierza. Jego główne prace dotyczyły chirurgii plastycznej oraz przetaczania krwi. Ogłosił m.in. prace: Sympatektomia periarterialna pod względem klinicznym, Przetaczanie krwi w świetle doświadczeń klinicznych, Multilocular cyst of the Spleen produced by Infercta.

    Jan Grek, urodzony w 1875 r., dr medycyny, habilitował się w 1921 r., docent i profesor tytularny szczegółowej patologii i terapii chorób wewnętrznych, profesor Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Lwowskiego. Prezes Lwowskiego Towarzystwa Lekarskiego w 1926 r., a następnie jego stały sekretarz. Określano go, że w wykonywaniu obowiązków jest akuratny i sumienny, w wypowiadaniu sądów ostrożny. Ważniejsze prace: Endocarditis lenta, Sepsis meningococcica. Znany kolekcjoner dzieł sztuki.

    Jerzy Grzędzielski, urodzony 17 maja 1901 r., dr medycyny od 1925 r., habilitował się w 1934 r. na Uniwersytecie Lwowskim na podstawie pracy Badania doświadczalne nad oderwaniem siatkówki. Był doskonałym operatorem. Ważniejsze prace: Przypadek miedzicy i srebrzycy rogówki, Krwotoki siatkówki w ostrej białaczce szpikowej, Lokalizacja rentgenograficzna ciał obcych oka. Uwagi krytyczne i własne doświadczenia. Był członkiem Towarzystwa Lekarskiego we Lwowie i Towarzystwa Okulistycznego w Polsce. Pracował jako docent w Klinice Okulistycznej Uniwersytetu Lwowskiego. Autor 25 prac naukowych. Był uczniem i współpracownikiem zmarłego niedawno prof. Adama Bednarskiego, który — jak wspominałem — również znajdował się na liście.

    Edward Hamerski, urodzony w 1897 r., ukończył studia rolnicze i weterynaryjne, od 1933 r. dr nauk weterynaryjnych na podstawie rozprawy o zaburzeniach przewodnictwa przedsionkowo-kómorowego na tle bloku zupełnego. Habilitował się w Akademii Medycyny Weterynaryjnej z zakresu chorób wewnętrznych zwierząt.. Od października 1939 r. pracował jako profesor chorób wewnętrznych i zakaźnych zwierząt w Instytucie Weterynaryjnym we Lwowie. Epidemiolog, profesor, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych Zwierząt Małych Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie. Autor 8 prac naukowych.

    Henryk Hilarowicz, urodzony w 1890 r. w Warszawie, był synem znakomitego przyrodnika. Dr medycyny, docent i profesor tytularny chirurgii od 1939 r. Habilitował się w 1929 r. z chirurgii. Od 1929 r. członek Międzynarodowego Towarzystwa Chirurgicznego w Brukseli. Ważniejsze prace: Z badań nad chyżością opadania krwinek, Zasady znieczulenia miejscowego, Badania doświadczalne nad wpływem zespolenia żołądkowo-jelitowego na gojenie się ubytków ściany żołądka. Spokojny i zrównoważony, niewielkiego wzrostu, nie sprawiał wrażenia profesora chirurgii i uczonego, Często pacjenci brali go za studenta. Był bardzo dobrym chirurgiem. „Gdybym się musiał operować, dałbym się krajać tylko Hilarowiczowi” — mówili jego koledzy lekarze. Do operacji wybierał nieszablonowe przypadki. Wiele uwagi poświęcał pracy laboratoryjnej, wypróbowując często na samym sobie nowe preparaty.

    Włodzimierz Krukowski, urodzony 19 września 1887 r. w Radomiu, inżynier elektryk. Był m. in. kierownikiem laboratorium elektrotechnicznego Zakładów Siemens-Schuchert w Norymberdze. Stopień dra inżynierii uzyskał w Darmstadt w 1918 r., od 1930 r. profesor zwyczajny Politechniki Lwowskiej, od 1934 r. członek korespondent Akademii Nauk Technicznych. Stały delegat Polskiego Komitetu Elektrotechnicznego do Komitetu Studiów Przyrządów Międzynarodowej Komisji Elektrotechnicznej (IEC). W latach 1939 — 1941 był prorektorem ds. nauki Politechniki Lwowskiej. Był autorem 23 prac naukowych i 60 opatentowanych wynalazków. Na wyróżnienie zasługuje jego znakomity licznik elektrolityczny o elektrodzie specjalnej, którego ponad 1 min sztuk pracowało w Europie do 1939 r. Był kolekcjonerem starych zegarów. Najbardziej znane prace: Grundzuge der zahlertechnik, Der Wechselstrom-kompensator, Podstawowe jednostki elektryczne i ich wzorce, Zadania poszczególnych pracowni w zakresie miernictwa elektrycznego.

    Roman Longchamps de Berier, urodzony 9 sierpnia 1883 r. we Lwowie, od 1920 r. był profesorem Uniwersytetu we Lwowie, od 1922 r. był członkiem Komisji Kodyfikacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej i głównym referentem projektu kodeksu zobowiązań. Specjalizował się w prawie cywilnym. W 1931 r. został członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, a w 1936 r. członkiem Trybunału Kompetencyjnego. Główne prace: Zasada wolności umów w projektach polskiego prawa o zobowiązaniach, Zobowiązania Wyd. 3 w 1948 r.). Był prorektorem i rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza w latach 1936 — 1939.

    Antoni Marian Łomnicki, urodzony 17 stycznia 1881 r. we Lwowie. Profesor Politechniki Lwowskiej od 1919 r., w 1939 r. prorektor tej uczelni. Był autorem cenionych podręczników szkolnych i akademickich oraz wielu prac naukowych z dziedziny rachunku różniczkowego i całkowego, geometrii i kartografii. Ogłosił drukiem m. in. Rachunek różniczkowy i całkowy (3 tomy) i Kartografię matematyczną. Od 1931 r. był stałym członkiem Międzynarodowej Komisji Geograficznej w Paryżu, członkiem korespondentem Akademii Nauk Technicznych. Współtwórca znanej w świecie lwowskiej szkoły matematycznej. Kierownik Katedry Matematyki Politechniki Lwowskiej.

    Stanisław Mączewski, urodzony w 1892 r. we wsi Witkowo Miłaki (woj. warszawskie). Ważniejsze prace: O powstawaniu ciąży brzusznej, O wskazaniach do cięcia cesarskiego. Docent położnictwa i ginekologii. Ordynator oddziału ginekologicznego Państwowego Szpitala Powszechnego we Lwowie. W 1930 r. mianowano go dyrektorem Państwowej Szkoły Położnych i prymariuszem oddziału ginekologicznego Szpitala Powszechnego we Lwowie, który w 1940 r. został włączony w skład Kliniki Położniczo-Ginekologicznej Instytutu Medycznego. Świetny operator i diagnosta chorób kobiecych, autor około 40 prac naukowych. Tematyka prac dotyczyła przede wszystkim rozpoznawania, leczenia i zapobiegania chorobom kobiecym, zwłaszcza nowotworom i gruźlicy narządu rodnego. W 1929 r. otrzymał nagrodę im. T. Borysowicza nadaną przez Warszawskie Towarzystwo Ginekologiczno-Położnicze za pracę Badania doświadczalne nad zachowaniem się błony śluzowej wszczepionej do jajnika. Jako dyrektor Państwowej Szkoły Położnych pisał na temat roli położnej w organizacji opieki społecznej, co w ówczesnej Polsce było działalnością pionierską.

    Witold Nowicki, urodzony 18 lipca 1878 r. w Bochni. Profesor anatomii patologicznej, prezes Izby Lekarskiej i Towarzystwa Higienicznego we Lwowie. Członek rzeczywisty Polskiej Akademii Umiejętności. Był redaktorem naczelnym „Lwowskiego Tygodnika Lekarskiego” i „Polskiej Gazety Lekarskiej”. Dziekan Wydziału Lekarskiego w r. 1923/1924. Główna praca: Anatomia patologiczna. Autor 82 prac naukowych, głównie z zakresu patologii ogólnej i anatomii patologicznej. Jego współpracownik charakteryzował go jako „małego wzrostem, a wielkiego duchem człowieka, wspaniałego organizatora naukowego życia miasta, prezesa naukowych towarzystw, jeszcze dotychczas zda mi się, że widzę małą przysadzistą sylwetkę, ciemne oczy o dziwnie nieśmiałym łagodnym wyrazie”.

    Tadeusz Ostrowski, urodzony 4 lipca 1881 r. w Wiedniu. Od 1923 r. był profesorem Uniwersytetu Lwowskiego. Prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich. Dziekan Wydziału Lekarskiego w r. 1937/38. Członek towarzystw naukowych krajowych i zagranicznych, autor licznych prac naukowych z dziedziny chirurgii kostno-stawowej, brzusznej i tarczycy. Ważniejsze prace: O przyczynach powstawania zgorzeli trzustki, O gruźlicy gruczołu sutkowego, W sprawie operacyjnego leczenia nerki ruchomej. Wybitny chirurg, wprowadzał i upowszechniał nowe metody chirurgicznego leczenia raka sutka, gruźlicy gruczołu sutkowego, stosowania operacji Thalmy w marskości wątroby, leczenia raka krtani, nerki wędrującej, chorób woreczka i dróg żółciowych. Członek Międzynarodowego Towarzystwa Chirurgicznego, Międzynarodowego Towarzystwa Urologicznego, prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich. Pierwszy w Polsce w 1935 r. (wraz z W. Brossem) wykonał lobektomię, jeden z inicjatorów transplantacji narządów. Zamiłowany taternik i alpinista. Był w Polsce jednym z pionierów taternictwa bez przewodnika. Jego uczeń Z. Bieliński wspominał go jako człowieka o żelaznej kondycji fizycznej (na drugie piętro wchodził skacząc po trzy schody), o złotych rękach, opanowaniu i dużym poczuciu humoru. Zwykł mówić do asystentów: „Ucz się pan, przyglądaj się pan, abyś pan potem nie krzyczał na swoich asystentów, kiedy nie będziesz czegoś pewny”.

    Stanisław Pilat, urodzony 25 stycznia 1881 r. we Lwowie. Od 1924 r. profesor Politechniki Lwowskiej, chemik, specjalista w dziedzinie technologii przeróbki ropy naftowej. Prowadził badania dotyczące m. in. budowy składników ropy naftowej, składu benzyn i podniesienia ich liczby oktanowej, katalitycznego procesu uwodorniania węglowodorów gazowych i polimeryzacji olefin w celu otrzymania syntetycznej benzyny. Opracował nowe metody przeróbki ropy naftowej, które znalazły zastosowanie w Polsce, Rumunii i Meksyku. Był autorem i współautorem około stu kilkudziesięciu publikacji naukowych i 18 patentów. Przed pracą w Politechnice był dyrektorem rafinerii nafty „Polmin” w Drohobyczu. Autor Podręcznika technologii nafty. Cieszył się zasłużoną międzynarodową sławą w zakresie technologii nafty. Już po jego śmierci poszukiwali go uczeni niemieccy, chcąc wykorzystać jego wiedzę i osiągnięcia naukowe i technologiczne.

    Stanisław Progulski, urodzony w 1874 r. w Nowym Sączu, habilitował się w 1922 r. Dr medycyny, docent i profesor tytularny pediatrii od 1938 r. Autor przeszło 50 prac naukowych z zakresu pediatrii. Napisał m. in. popularną Higienę niemowląt. Opracował model cieplarki (inkubatora) dla noworodków z płaszczem blaszanym, nadającym się zarówno do domu, jak i do szpitala. Zachowało się o nim następujące wspomnienie: „staruszek o siwych włosach i dziecięcych drobnych rysach twarzy, na której widok rozjaśniają się twarzyczki wszystkich chorych dzieci… Prócz swego zawodu lekarskiego kocha sztukę i kocha swe miasto. Wszyscy tu znają jego wysoce artystyczne fotografie Lwowa i lwowskich zabytków sztuki. Zwiedzający Lwów nie opuszczali nigdy miasta bez pamiątkowych zdjęć, mało kto wiedział, że autorem ich jest profesor pediatrii Progulski”. Odznaczony srebrnym medalem na Międzynarodowej Wystawie Fotograficznej w Antwerpii.

    Roman Rencki, urodzony w 1867 r. w Rzeszowie. Od 1908 r. był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a po odzyskaniu niepodległości podjął pracę we Lwowie. Profesor szczegółowej fizjologii i terapii chorób wewnętrznych. Kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych. Dziekan Wydziału Lekarskiego w l. 1924 — 1926. Członek korespondent Polskiej Akademii Umiejętności. Szczególne zasługi położył w rozbudowie uzdrowiska w Morszynie. Członek honorowy Towarzystwa Lekarzy Polskich i Towarzystwa Lekarskiego w Lublinie i Częstochowie. Ważniejsze prace: O obrazie klinicznym grypy hiszpańskiej, O leczeniu gruźlicy przetworami złota, Przyczynek do biologii postaci półksiężycowych pasożyta zimnicy złośliwej.

    Włodzimierz Stożek, urodzony 23 lipca 1883 r. w Żółkwi. Profesor zwyczajny matematyki na Wydziale Inżynierii Politechniki Lwowskiej od 1922 r. Autor ponad 30 prac, głównie z zakresu teorii potencjału logarytmicznego i newtonowskiego. Współtwórca lwowskiej szkoły matematycznej.

    Włodzimierz Sieradzki, urodzony w 1880 r. w Wieliczce. Habilitował się w 1898 r. z medycyny sądowej, od 1899 r. profesor nadzwyczajny, a od 1904 r. profesor zwyczajny i komornik Zakładu Medycyny Sądowej w UJK. W latach 1907 — 1908 był redaktorem „Lwowskiego Tygodnika Lekarskiego”. W latach 1908/1909 i 1919 — 21 był dziekanem Wydziału Lekarskiego, a w roku akad. 1924/1925 był wybrany rektorem Uniwersytetu im. Jana Kazimierza. Kawaler Legii Honorowej. Członek honorowy Towarzystw Lekarskich w Wilnie i we Lwowie. Współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminalnej.

    Adam Sołowij, urodzony w 1859 r. Dr medycyny, położnik ginekolog, emerytowany profesor UJK we Lwowie. Były ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Państwowego Szpitala Powszechnego we Lwowie.

    Kasper Weigel, urodzony w 1880 r. we Lwowie. Od 1912 r. profesor, w roku akad. 1929/30 rektor Politechniki Lwowskiej. Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Fotogrametrycznego. Był współautorem zdjęcia fotogrametrycznego Tatr Polskich. Kierownik Katedry Miernictwa Politechniki. Był członkiem czynnym Akademii Nauk Technicznych w Warszawie, Komitetu Geodezyjno-Geofizycznego PAU i Komitetu Wykonawczego Międzynarodowej Unii Geodezyjnej. Autor 35 prac naukowych, głównie z dziedziny geodezji.

    Roman Witkiewicz, urodzony w 1886 r. w Stanisławowie. Od 1922 r. profesor nadzwyczajny, a od 1930 r. profesor zwyczajny Politechniki Lwowskiej. Kierownik Katedry Pomiarów Maszyn. Członek czynny Akademii Nauk Technicznych. Autor 7 prac naukowych i 8 obszernych referatów technicznych. Ogłosił drukiem m.in. Tarcie układu korbowego a działalność mechaniczna, Elastyczność kotła a cieplarki, Wytyczne i materiały do projektowania podkarpackich rurociągów gazu ziemnego, Bezkorbowe silniko-sprężarki a napędy pneumatyczne o wielkiej mocy.

    Kazimierz Vetulani, urodzony w 1889 r., dr matematyki. Docent i zastępca profesora mechaniki ogólnej i technicznej na Wydziale Inżynierii Politechniki Lwowskiej.

    Tadeusz Żeleński, pseudonim Boy, urodzony w 1874 r., tłumacz, krytyk teatralny i literacki, publicysta i satyryk. Z wykształcenia był lekarzem, praktykował od 1918 r. Związany z krakowskim środowiskiem Młodej Polski pisał wiersze i piosenki satyryczne dla kabaretu „Zielony Balonik” (Słówka). W latach międzywojennych był autorytetem dla liberalnej i demokratycznej inteligencji. Prowadził głośne kampanie publicystyczne o laicyzację kultury polskiej (Dziewice konsystorskie, Piekło kobiet, Nasi okupanci), o racjonalizację stosunku do tradycji historycznej (Ludzie żywi, Brązownicy, Obrachunki fredrowskie, Marysieńka Sobieska). Programowy i pionierski charakter miała jego działalność przekładowa, która przyswoiła kulturze polskiej w mistrzowskich tłumaczeniach ponad 100 tomów klasyki francuskiej (od Pieśni o Rolandzie do cyklu Prousta). Zajmował się historią literatury francuskiej (Mózg i płeć). Jako krytyk i felietonista teatralny stworzył kronikę warszawskiego życia teatralnego, dając zarazem wszechstronny obraz ówczesnej kultury i obyczajowości (Flirt z Melpomeną). Od 1933 r. był członkiem Polskiej Akademii Literatury, po 1939 r. wykładał literaturę francuską na Uniwersytecie Lwowskim.

    Przypisy

    1 CA KC PZPR, AK, sygn. 203/XV-34; Delegatura…, sygn. 202/III-96.
    2 W. Bielajew, Losy uczonych lwowskich, „Nowe Widnokręgi” 1944, nr 23/24, s. 11.
    3 W. Bielajew, Uczeni płoną na stosach, „Czerwony Sztandar” 1944, nr 80 z 2 grudnia.
    4 W. Bielajew, Ja obwiniaju, Moskwa 1978, s. 32.
    5 AGKBZHwP, W-27, zeznania świadków: Melnika, Szpidala i Pankiwa.
    6 AGKBZHwP, W-27, t. 5. Kalendarium ilustrujące działalność Th. Oberländera; A. Drożdżyński i J. Zaborowski, op. cit., s. 135—147, rozdział pt. Teczka personalna T. Oberländera za lata 1905—1960.
    7 „The Guardian” z 16 marca 1960 r.
    8 M. Grünbart, Das Blutbad von Lemberg, „Der Spiegel” 1960, nr 11; A. Drożdżyński i J. Zaborowski, op. cit., s. 73.
    9 Informacje J. Wilczura udzielone redakcji ZAP w marcu 1960 r., W: A. Drożdżyński i J. Zaborowski, op. cit., s. 186—187; J. Wilczur, Do nieba nie można od razu, Warszawa 1964, s. 15—28, opisał m. in. wydarzenia we Lwowie w lipcu 1941 r. na podstawie swoich notatek (szczególnie ciekawe są jego zapiski ze służby u „Ptaszników”).
    10 A. Drożdżyński i J. Zaborowski, op. cit., s. 72—73.
    11 Ibidem, s. 201—202.
    12 AGKBZHwP, W-27, t. 1.
    13 AGKBZHwP, W-27, t. 1 i t. 14.
    14 Ibidem, t. 14.
    15 Z. Albert, op. cit., s. 78.
    16 M. Kulczyńska, Raport Karli Lanckorońskiej, „Odra” 1977, nr 4, s.5.
    17 Jetzt wo Sie nicht mehr herauskommen kann ich, es ja Ihnen sagen, die Universitätsprofessoren das ist mein Werk, um drei Uhr 15 morgens — patrz: M. Kulczyńska, op. cit., s. 7.
    18 Ibidem, s.8.
    19 M. Podkowiński, Zdemaskowany antyfaszysta, „Trybuna Ludu” z 11 VII 1967 r.; W. Żeleński, Odpowiedzialność za mord profesorów lwowskich, „Wiadomości” (Londyn) 1974, nr 1466, podał inną wersję zeznań K. Lanckorońskiej: „dowiedziawszy się przypadkiem, że w Munster odbywa się proces przeciw Krugerowi za mordy dokonane na Żydach w Stanisławowie, narzuciłam się z trudem władzom niemieckim na świadka”, „zeznawała 55 minut, przytoczyła w zasadzie treść artykułu z „Orła Białego”.
    20 AGKBZHwP, W-27, t. 9.
    21 M. Kulczyńska, op. cit., s. 9.
    22 AGKBZHwP, W-27, t. 9.
    23 „Życie Warszawy” z 21 sierpnia 1975 r.
    24 AGKBZHwP, W-27, t. 11; W. Żeleński opublikował trzy artykuły na temat zamordowania profesorów w „Wiadomościach” nr 1466. 1467 i 1491. W Paryżu prof. Jerzy Langord utworzył Komitet Pomocy, w którym uczestniczyli także prof. prof. J. Kalinowski, J. Modrzejewski i dr W. Mikułowski. W Szwajcarii utworzono Komitet finansowy ze specjalnym kontem bankowym kierowany przez Z. Pregowskiego, i. Ciepielowskiego i H. Węglera.
    25 C. Łuczak, Polityka ludnościowa i ekonomiczna hitlerowskich Niemiec w okupowanej Polsce, Poznań 1979, s. 68.
    26 W. Bonusiak, op. cit., s. 85—89.
    27 Bundesarchiv Koblenz (BAK). R. 58/214, k. 54; Ereignismeldung Ud SSR nr 10 z 2 lipca 1941 r.; według meldunku z 3 lipca we Lwowie znajdowały się wówczas: dowództwo Einsatzgruppe B, Einsatzkommanda 4a, 4b i 5 — ibidem, k. 61.
    28 „Kultura” (Paryż) 1960, nr 1—3.
    29 Z. Pałyński, op. cit.
    30 E. Prus, Herosi…, s. 240.
    31 CA KC PZPR. AK. sygn. 203/XV—42.
    32 Ibidem, sygn. 203/XV-47.
    33 Ibidem, Delegatura, sygn. 202/III/196.
    34 AGKBZHwP, W-27. t. 1
    35 Ibidem, t. 14, „Eine Stunde später um 5 Uhr morgens werden weitere 52 Polen der Intelligenz und Wiederstandsbewegung nachden sie ihr Grab gescharfett haben, ungeführ 200 Meter von unserein Wohngebade, erschossen”.
    36 Ibidem, W-27, t. 11 i 14; S. Dierewianko, P. Romaniuk, Sprawa Mentena, „Żowtień” 1977, nr 2 twierdzą, że Menten ograbił mieszkania prof. T. Ostrowskiego, dra Ludwika Krebsa, dra Stanisława Ruffa, lekarza Reichensteina i rodziny Blumenfeldów. Podczas procesu Pietera Nicolasa Mentena przed Specjalnym Sądem Karnym w Hadze udowodniono mu, że całą zawartość mieszkania przy ul. Romanowicza 5 przewiózł w latach 1941—1942 ze Lwowa do swego mieszkania w Krakowie — zob. W. Szulc, Śledztwo w sprawie P. N. Mentena, „Biuletyn GKBZHwP” 1979, t. XXIX, s. 272—287.
    37 AGKBZHwP, W-27. t. 14.
    38 Ibidem, t. 9.
    39 Ibidem, t. 1.
    40 J. Heydecker, J. Leeb, Trzecia Rzesza w świetle Norymbergi, Warszawa 1979, s. 439.
    41 Einsatzgruppen (Wyrok i uzasadnienie). Opracowali i tłumaczyli S. Datner, J. Gumkowski, K. Leszczyński, „Biuletyn GKBZHwP” 1963, t. XIV, s. 116—117.
    42 „Wiadomości” (Londyn) 1974, nr 1491 z 27 października.
    43 Sylwetki profesorów opracowano na podstawie akt przechowywanych w AGKBZHwP, W-27, dokumentu pt. Straty w gronie profesorów lwowskich do IX 1943 — CA KC PZPR, sygn. 202/111/196, życiorysów profesorów w odpowiednich tomach Polskiego Słownika Biograficznego, Biogramów uczonych polskich,.., t. 1—3, Składu Uniwersytetu Jana Kazimierza w roku akad. 1937-38, Łozy, Czy wiesz kto to jest, Warszawa 1938—1939, t. 1—2, wspomnień uczniów i współpracowników umieszczonych w prasie codziennej i czasopismach.

  5. JerzyS said

    za wiki

    Theodor Oberländer
    Theodor Oberländer
    Ilustracja
    Data i miejsce urodzenia 1 maja 1905
    Meiningen, Cesarstwo Niemieckie
    Data i miejsce śmierci 4 maja 1998
    Bonn, Niemcy
    Zawód ekonomista
    Narodowość niemiecka
    Tytuł naukowy profesor
    Commons Multimedia w Wikimedia Commons

    Theodor Oberländer (ur. 1 maja 1905 w Meiningen, zm. 4 maja 1998 w Bonn) – profesor ekonomii na Uniwersytecie w Królewcu, oficer Abwehry, organizator Legionu Ukraińskiego, oficer łącznikowy Abwehry przy batalionie „Nachtigall”, naukowiec „Ostforschung”, Reichsleiter niemieckiej organizacji rewizjonistycznej Bund Deutscher Osten w latach 1933-1937, minister ds. wypędzonych, uciekinierów i poszkodowanych przez wojnę w rządzie kanclerza Konrada Adenauera (1953-1960).

    Spis treści

    1 Życiorys
    2 II wojna światowa
    3 Okres powojenny
    4 Akcja dezinformacyjna KGB w sprawie Oberländera i batalionu „Nachtigall”
    5 Przypisy
    6 Bibliografia
    7 Linki zewnętrzne

    Życiorys

    Był synem tajnego radcy Oskara Oberländera. W czasie studiów uczestniczył w listopadzie 1923 w nieudanym puczu Hitlera-Ludendorffa jako członek tzw. Czarnej Reichswehry. Doktoryzował się w roku 1929 z zagadnień ekonomiki rolnej. Współpracował z niemiecko-sowieckim przedsiębiorstwem Deutsch-russische Saatbau AG (DRUSAG) finansowanym od strony niemieckiej przez koncern Friedrich Krupp AG, wyjeżdżał w związku z tym do ZSRR (na Kubań i Ukrainę sowiecką)[1]. W latach 1930-1932 odbył podróże połączone z praktykami do ZSRR, Turcji, Chin,Japonii, Kanady i Stanów Zjednoczonych.

    Po powrocie do Niemiec zainteresował się zagadnieniami związanymi ze wschodnią Europą, szczególnie problematyką ludnościową i rolniczą. W latach 1928/1929 w Wyższej Szkole Rolniczej w Berlinie napisał doktorat pt. Die landwirtschaftlichen Grundlagen des Landes Litauen. Objął stanowisko kierownika volkistowskiej organizacji młodzieżowej Adler und Falken, w ramach której organizował wieczorki dyskusyjne i wycieczki na tereny Litwy. Zainteresowania wschodem zbliżyły go do środowiska naukowego związanego z Ostforschung. Dnia 1.05.1929 roku został asystentem wolontariusza w Institut für Ostdeutche Wirtschaft w Królewcu.

    Po dojściu Hitlera i NSDAP do władzy, 1 maja 1933 Oberländer wstąpił do NSDAP (nr 2 331 552) gdzie został kierownikiem „wydziału pogranicznego” w okręgu Prusy Wschodnie. 17 grudnia 1933 habilitował się na Uniwersytecie w Królewcu i został mianowany dyrektorem Instytutu Gospodarki Wschodnioeuropejskiej (niem. Institut für Osteuropäische Wirtschaft) tego Uniwersytetu. Z racji stanowiska współpracował m.in. z Instytutem Naukowo-Badawczym Europy Wschodniej w Wilnie (bezpośrednio z doc. Stanisławem Swianiewiczem, szefem Referatu Gospodarczego Instytutu)[2]. Opublikował wówczas (1935) pracę Przeludnienie agrarne Polski (niem. Die agrarische Überbevölkerung Polens) .

    Jednocześnie objął w 1933 funkcję Reichsleitera nazistowskiej organizacji Bund Deutscher Osten zajmującej się germanizacją mniejszości polskiej w przedwojennych Niemczech. Obie funkcje sprawował do 1937, gdy został profesorem Uniwersytetu w Greifswaldzie, a następnie w roku 1938 rozpoczął pracę w Abwehrze (Wydział II) jako ekspert do spraw Europy Wschodniej.
    II wojna światowa

    W roku 1940 objął katedrę nauk o państwie (niem. Staatswissenschaften) na niemieckim Uniwersytecie w Pradze (wówczas Protektorat Czech i Moraw), w początkach 1941 został dziekanem wydziału prawa i nauk o państwie (niem. Rechts- und Staatswissenschaftlichen Fakultät). Od listopada 1940 służył w Abwehrstelle Krakau jako oficer odpowiedzialny za sprawy ukraińskie. Wtedy przebywał również kilkakrotnie we Lwowie w związku z repatriacją Niemców z tego miasta realizowaną w ramach akcji Heim ins Reich.

    W roku 1941 był oficerem łącznikowym Abwehry przy złożonym z Ukraińców i Niemców batalionie „Nachtigall” pułku Brandenburg[3]. Wbrew upowszechnianej w latach 1959-89 wersji sowieckiej żołnierze batalionu nie brali udziału w nocy z 3 na 4 lipca 1941 w aresztowaniu profesorów lwowskich i w ich egzekucji[4]. Ogólne wytyczne przeprowadzania tego rodzaju akcji podjęto niewątpliwie na najwyższym szczeblu hierarchii Trzeciej Rzeszy[5][6]. Egzekucja polskich naukowców, wykładowców uczelni lwowskich, została faktycznie dokonana nad ranem 4 lipca 1941 przez Einsatzkommando zur besonderen Verwendung, specjalną jednostkę policyjną Sicherheitsdienst – policji bezpieczeństwa III Rzeszy, pod dowództwem SS-Brigadeführera dr Eberharda Schöngartha i oddział Geheime Feldpolizei dowodzony przez Hauptsturmführera Hansa Krügera, w ramach polityki unicestwienia polskiej inteligencji[7][8].

    Następnie (koniec 1941-1942) Oberländer był organizatorem i pierwszym dowódcą Oddziału Specjalnego Bergmann. Współpracował wówczas blisko z gen. Ernstem Köstringiem. W latach 1942 i 1943 opracował dwa memoriały, w których sprzeciwiał się polityce Ericha Kocha wobec Ukraińców, prowadzonej w Reichskommissariat Ukraine. W czerwcu 1943 opracował memorandum Przymierze czy eksploatacja nt. polityki niemieckiej na Wschodzie. Heinrich Himmler chciał go postawić za to przed sądem wojennym. Uratowała go przed tym interwencja Köstringa. Oberländer musiał jednak zrzec się komendy nad Oddziałem Bergmann i został zwolniony ze służby w Wehrmachcie. Do roku 1945 pracował na uniwersytecie w Pradze. W listopadzie 1944 zgłosił się ochotniczo do Wehrmachtu i został przydzielony do sztabu łącznikowego Wehrmachtu z dowództwem ROA i gen. Andriejem Własowem[9].
    Okres powojenny
    Theodor Oberländer wśród członków rządu Konrada Adenauera.

    W końcowych dniach wojny trafił do niewoli amerykańskiej, z której został zwolniony w 1946. Po wojnie zawodowy polityk. Początkowo FDP (1948), następnie GB/BHE (niem. Gesamtdeutscher Block/Bund der Heimatvertriebenen und Entrechteten – pol.Wszechniemiecki Blok/Związek Wypędzonych i Wywłaszczonych) – bloku ugrupowań ziomkostw[10], wreszcie (od 1956) CDU. W latach 1953-1960 minister w rządzie RFN. W latach 1953-1961 deputowany do Bundestagu.

    Poczynając od końca 1959 KGB przeprowadziło akcję dezinformacyjną w sprawie Oberländera i batalionu „Nachtigall”. Akcja dezinformacyjna KGB nastąpiła po skrytobójczym zabójstwie Stepana Bandery przez agenta KGB Bohdana Staszynskiego (15.X.1959). Po wykryciu w czasie sekcji zwłok w ciele Bandery cyjanku potasu i wykluczeniu w ten sposób naturalnej przyczyny śmierci (na jaką zamach był upozorowany), propaganda sowiecka wskazała na Theodora Oberländera jako rzekomego zleceniodawcę zabójstwa. Motywem miała być chęć usunięcia świadka zbrodni wojennych, za które Oberländer miał być rzekomo odpowiedzialny, w szczególności mordu profesorów lwowskich, którego sprawstwo zostało właśnie wówczas przypisane przez propagandę ZSRR batalionowi „Nachtigall”[11].

    Sąd Najwyższy NRD, w dniu 29 kwietnia 1960, po zaocznym procesie skazał Theodora Oberländera
    (czynnego ministra w rządzie RFN)
    za sprawstwo kierownicze w zbrodniach wojennych we Lwowie w lipcu 1941 na karę dożywotniego ciężkiego więzienia i utratę obywatelskich praw honorowych na zawsze.

    4 maja 1960 Oberländer musiał ustąpić ze stanowiska ministra do spraw wypędzonych i przesiedleńców w rządzie kanclerza Konrada Adenauera[12] pod naciskiem postawionych w NRD zarzutów „masakry i pogromu, które były skierowane przeciwko komunistycznym funkcjonariuszom oraz ludności żydowskiej i polskiej. Dowodzenie jednostką, która zamordowała grupę polskich profesorów w lipcu 1941”.

    W sprawie prowadzonej równolegle w RFN, na podstawie dokumentów przekazanych przez ZSRR, w dniu 30 marca 1961 nadprokurator przy Sądzie Krajowym w Bonn umorzył śledztwo przeciw Oberländerowi w związku z jego działalnością w batalionie „Nachtigall” z braku dowodów winy. W latach 1963-1965 Oberländer był ponownie deputowanym do Bundestagu. Po wycofaniu się z życia politycznego był doradcą koncernu Messerschmitt-Bölkow-Blohm GmbH (MBB).

    Po upadku systemu państw satelickich ZSRR w Europie i zjednoczeniu Niemiec, 28 listopada 1993 Sąd Krajowy (niem. Landgericht) w Berlinie po ponownym rozpoznaniu sprawy uchylił wyrok Sądu Najwyższego NRD z roku 1960.

    W 1958 Oberländer został odznaczony Wielkim Krzyżem Zasługi z Gwiazdą i Wstęgą Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec[13].
    Akcja dezinformacyjna KGB w sprawie Oberländera i batalionu „Nachtigall”
    Dokument KGB dotyczący akcji dezinformacyjnej.
    Dokument KGB dotyczący akcji dezinformacyjnej.

    Ukraińskie stowarzyszenie „Memoriał” opublikowało na swojej stronie internetowej odtajnione przez SBU dokumenty KGB dotyczące operacji dezinformacyjnej KGB[14] w sprawie Oberländera i batalionu Nachtigall przeprowadzonej na przełomie lat 50. i 60. XX wieku[15].
    Przypisy

    Aleksander Drożdżyński, Jan Zaborowski, „Oberländer przez Ostforschung, wywiad i NSDAP do rządu NRF”, Wydawnictwo Zachodnie, Poznań, Warszawa 1960
    Prof. Swianiewicz przedstawił interesującą charakterystykę Oberländera z tego okresu: Stanisław Swianiewicz W cieniu Katynia wyd. 7 Paryż 1989 Wyd. Instytut Literacki ISBN 2-7168-0027-8 s. 17-22
    Oberlander był po części odpowiedzialny za szkolenie wojskowe oddziału, a także pełnił funkcję oficera łącznikowego tej nowo utworzonej jednostki z pułkiem Brandenburg”, w którego skład organizacyjnie wchodził batalion. Dieter Schenk, Noc morderców. Kaźń polskich profesorów we Lwowie i holocaust w Galicji Wschodniej, Kraków 2011, wyd. Wysoki Zamek, ISBN 978-83-931373-5-0, s. 130.
    „Łączenie Oberlandera z masakrą profesorów podyktowane było w pewnym okresie z Moskwy chęcią skompromitowania go i rządu Adenauera, którego był ministrem, dla celów czysto politycznych, i mimo skazującego, zaocznego wyroku w najwyższym trybunale Niemiec Wschodnich w roku 1960 nie ostało się, jako naciągane i nieprawdziwe.” Barbara Winklowa. Boy we Lwowie, 1939-1941. str. 182
    „Nuncjusz papieski Orsenigo, akredytowany w Berlinie otrzymał we wrześniu 1941 polecenie wstawienia się za aresztowanymi profesorami. Z pisemnego raportu wysłanego 27 czerwca 1942 do kardynała Maglione wynika, że Orsenigo zasięgał informacji o aresztowanych profesorach u sekretarza stanu Ernsta von Weizsäckera. Z treści tego raportu wynika,że Stolica Apostolska wówczas, tj. w połowie 1942 była przekonana o tym, że aresztowani są nadal przy życiu. Weizsäcker, który wiedział o rozstrzelaniu aresztowanych profesorów, ale wiadomość tę otrzymał jako ściśle tajną z bezwzględnym zakazem przekazywania jej komukolwiek, udzielił pytającemu nuncjuszowi wymijającej odpowiedzi. Nadmienił jednak mimochodem, że decyzję w sprawie losu profesorów podejmował sam Hitler” Wacław Szulc Wyniki śledztwa w sprawie mordu profesorów lwowskich, prowadzonego przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w: Zygmunt Albert Kaźń profesorów lwowskich – lipiec 1941 / studia oraz relacje i dokumenty zebrane i oprac. przez Zygmunta Alberta Wrocław 1989, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, ISBN 83-229-0351-0 s. 178-179
    Grzegorz Motyka, Ukraińska Partyzantka 1942-1960, Warszawa 2006, s. 95-96, Ryszard Torzecki Polacy i Ukraińcy. Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej, Warszawa 1993 Wyd. PWN, ISBN 83-01-11126-7, s. 118-119; Włodzimierz Bonusiak Kto zabił profesorów lwowskich, Rzeszów 1989 Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, ISBN 83-03-02876-6, wersja elektroniczna rozdz.IV książki
    Bezpośrednia odpowiedzialność za kaźń na profesorach lwowskich spada na SS-Brigadeführera dr Eberharda Schöngartha – wsławionego aresztowaniem profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego w listopadzie 1939 r. – który jako dowódca Sonderkommando przebywał we Lwowie już 2 lipca, oraz Hauptsturmführera Hansa Krügera dowodzącego oddziałem Geheime Feldpolizei. Stanisław Bogaczewicz, Kaźń profesorów lwowskich w lipcu 1941 roku, Biuletyn IPN 7/2001 s. 73-74.
    Dieter Schenk, Noc morderców. Kaźń polskich profesorów we Lwowie i holocaust w Galicji Wschodniej, Kraków 2011, wyd. Wysoki Zamek, ISBN 978-83-931373-5-0, s. 145-186. Oberländera i batalion „Nachtigall” wielokrotnie łączono z zamordowaniem profesorów we Lwowie. Pogłoska na ten temat utrzymuje się w Polsce do dziś, tym bardziej, że w czasie zimnej wojny próbowano podsycić nastroje przeciw Oberländerowi, który sprawował funkcję federalnego ministra ds. wypędzonych, co zakończyło się politycznym procesem pokazowym w Berlinie Wschodnim. Wszystkie dowody przeczą jednak uczestnictwu batalionu „Nachtigall” Dieter Schenk, Noc morderców…” s. 131-132.
    Hans von Herwarth Między Hitlerem a Stalinem wyd. polskie Warszawa 1992, ISBN 83-85249-11-7, ISBN 83-11-07990-0; s. 370-371 i passim
    Części koalicji rządowej kanlcerza Adenauera
    Grzegorz Rossoliński-Liebe, Stepan Bandera: The Life and Afterlife of a Ukrainian Nationalist. Fascism, Genocide, and Cult, Stuttgart 2014, Ibidem Verlag, ISBN 978-3-8382-0604-2 s. 349-352.
    „In dem Urteil wurde unter anderem ausgeführt, dass das Bataillon Nachtigall am 30. Juni 1941 unter Führung von Theodor Oberländer in Lemberg einmarschierte. Auf sene Anweisung seien Massaker und Pogrome durchgefuhrt worden, die sich gegen kommunistische Funktionäre sowie gegen die jüdische und polnische Bevölkerung richteten. Die Ermordung einer Gruppe polnischer Professoren im Juli 1941 sei durch die Einheit und ihren Kommandeur Oberländer erfolgt. Konsequenz des Urteils war, dass Oberländer von seinem Ministeramt zurücktreten musste.” [w:] Dieter Schenk. Der Lemberger Professorenmord und der Holocaust in Ostgalizien. 2007, s. 255
    Życiorys na stronie Uniwersytetu w Greifswaldzie
    Fragment dokumentu : „С целью компрометации Оберлендера и украинских националистов, собранные УКГБ материалы широко использовались в местной и центральной прессе, кинохронике,а также на пресс-конференции в Москве. Кроме этого, были выявлены и соответственно подготовлены свидетели, выступавшие по данному делу на пресс-конференции в Москве и на суде в Берлине.С учетом достигнутых положительных результатов в проведении специальных мероприятий по Оберлендеру, прошу Вас наградитъ нагрудным знаком «Почетный сотрудник Госбезопасности». Объявить благодарность и наградить ценным подарком.”[1].(ГДА СБУ фонд 1, опис 4 за 1964 рік, порядковий номер 3, том 5, аркуш 195 Розсекречено: 24/376 від 05.02.2008 р. – oryginalna sygnatura dokumentu). Inny dokument: „Из Москвы тов. Щербак №33988 от 13 ноября 1958 года вх. №15107 копией во Львов сообщил, что установленных очевидцев злодеяний батальона «Нахтигаль» следует подготовить для допроса работниками прокуратуры, о чем будут даны указания прокуратурой СССР. При подготовке к допросам свидетелей следует использовать опубликованные в прессе статьи о преступлениях «Нахтигаля». Работу по установлению других очевидцев злодеяний, их документации и добыче дополнительных материалов продолжить.”[2]. ГДА СБУ фонд 1, опис 4 за 1964 рік, порядковий номер 3, том 5, аркуш 86 Розсекречено: 24/376 від 05.02.2008 р. – oryginalna sygnatura dokumentu.

    odtajnione dokumenty KGB w sprawie akcji dezinformacyjnej na stronie Stowarzyszenia Memoriał

    Bibliografia

    Aleksander Drożdżyński, Jan Zaborowski, „Oberländer przez Ostforschung, wywiad i NSDAP do rządu NRF”, Wydawnictwo Zachodnie, Poznań, Warszawa 1960,
    Przemysław Burchard, Aleksander Drożdżyński, „Kariera ministra”, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1963,
    Siegfried Schütt, Theodor Oberländer : eine dokumentarische Untersuchung : mit 61 Abbildulgen und Dokumenten, München 1995. Wyd. Langen Müller, ISBN 978-3-7844-2540-5 ;
    Philipp–Christian Wachs „Der Fall Theodor Oberländer (1905–1998): Ein Lehrstück deutscher Geschichte”, Frankfurt/Main; New York Campus–Verl. 2000, ISBN 3-593-36445-X
    Władysław Żeleński Odpowiedzialność za mord profesorów lwowskich Wiadomości, nr 17 (1466) Londyn 1974 s.1;
    Władysław Żeleński Cuda i dziwy w sprawie o mord profesorów Wiadomości nr 49 (1549), Londyn 1975 s.2.
    Zygmunt Albert Kaźń profesorów lwowskich – lipiec 1941 / studia oraz relacje i dokumenty zebrane i oprac. przez Zygmunta Alberta Wrocław 1989, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, ISBN 83-229-0351-0 wersja elektroniczna artykułu podsumowującego
    Wacław Szulc Wyniki śledztwa w sprawie mordu profesorów lwowskich, prowadzonego przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w : Zygmunt Albert Kaźń profesorów lwowskich – lipiec 1941 / studia oraz relacje i dokumenty zebrane i oprac. przez Zygmunta Alberta Wrocław 1989, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, ISBN 83-229-0351-0 s.178-179
    Włodzimierz Bonusiak: Kto zabił Profesorów Lwowskich? (pol.). [dostęp 12 maja 2009].;
    Hans von Herwarth Między Hitlerem a Stalinem wyd. polskie Warszawa 1992, ISBN 83-85249-11-7, ISBN 83-11-07990-0.
    Stanisław Swianiewicz W cieniu Katynia wyd.7 Paryż 1989 Wyd. Instytut Literacki ISBN 2-7168-0027-8

  6. Bezrobotny said

    To zdjecie przypomina koszary kolo dworca Torun Miasto z wieza Kosciola Garnizonowego w tle. Czy Torun byl siedziba SS?

  7. JerzyS said

    PRZEGLĄD GEOGRAFICZNY
    2011, 83, 4, s. 453–482
    Prekursorzy niemieckiej geopolityki
    Pioneers of German geopolitics
    PIOTR EBERHARDT
    Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania im. S. Leszczyckiego PAN,
    00-818 Warszawa, ul. Twarda 51/55; p.ebe@twarda.pan.pl
    Zarys treści
    . W artykule przedstawiono idee i koncepcje twórcze czołowych niemieckich
    geografów i ekonomistów z XVIII i XIX w. Poprzez swoje prekursorskie dokonania przyczynili się
    oni do powstania w XX wieku geopolityki. Zaprezentowano osiągnięcia naukowe niemieckich
    uczonych tworzących podstawy nowoczesnej antropogeografii (J.G. Herder, K. Ritter, E. Kapp,
    E.M. Arndt, A. Kirchhoff) oraz tych, którzy pracowali nad doktryną gospodarki wielkiego obsza-
    ru (J.G. Fichte, K.F. Nebenius, F. List, P. de Lagarde, C. Frantz, G. Schmoller). W końcowej czę-
    ści artykułu omówiono jeszcze inne nurty badawcze, które wpłynęły na rozwój i oblicze ideowe
    niemieckiej geopolityki.
    Słowa kluczowe
    : antropogeografia, geopolityka, Niemcy.
    Wprowadzenie
    Dzieje rozwoju poszczególnych kierunków ideologicznych tworzonych przez
    myślicieli i działaczy politycznych mogą być ujmowane dwojako, w zależności od
    potrzeb i zamierzeń badaczy. Pierwsze podejście, zwane podmiotowym, zmie-
    rza do przedstawienia poglądów indywidualnych twórców idei lub ….

    Całość:

    http://rcin.org.pl/Content/3494/WA51_15123_r2011-t83-4_Przeg-Geogr-Eber.pdf

  8. semperparatus said

    Dziwię się że polskie władze „bawiły się”we wnioski o ekstradycję…trzeba było wysłać „seryjnego samobójcę”…tak jak zrobił to KGB z Banderą…i sprawiedliwości stałoby się zadość…To samo dotyczy zresztą innych przypadków…np.winnych zbrodniczego bombardowania Jugosławii w 1999 roku…Pseudo „premier”Serbii…Zoran Djindic…śmiercią zapłacił za zdradę…

  9. veri said

    ” niszcząc ich akta, zatarła ślady tak, aby już nikt nie mógł dociec pełnej prawdy.” –

    – eeeee, przeniesiono je w inne a bezpieczne miejsce … kto pozbywa sie zrodel informacji ( hakow ) ?!

  10. veri said

    ” Jak powojenne Niemcy chroniły SS-manów ” –

    – wiezy krwi ( jak i konfesja ) sa najbardziej spajajacym dana spolecznosc czynnikiem … swoich chroni sie pod wszelkimi pozorami i cena.

  11. Sebastian said

    Szlag by to trafił ten cały pseudohumanitarny tfu! zachód. A nasi biskupi przepraszali i prosili o wybaczenie, wybaczając za naród Polski zbrodniarzom bez jego wiedzy i zgody.

  12. RomanK said

    Panie Jerzy ..nie kojarzy sie to panu z innymi zbrodniarzami, jacyt spaceruja po uicach Polskich miast i wsi obwieszeni medalami i wypasionymi emeryturkami..ktorzy odbijali nerki Polakom????
    SSmani nie byli tak holubieni…jak nasze wlasne miejscowe mendy…
    ale daleko widac lepiej ..niz co za pazucha:-))

Sorry, the comment form is closed at this time.