Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kaczyński rządzi – Art, B wraca na salony

Posted by Marucha w dniu 2017-02-16 (czwartek)

Maciej Zalewski, były poseł PC [Porozumienie Centrum – admin] i minister w kancelarii L. Wałęsy, (zastępca szefa BBN L. Kaczynskiego) został prawomocnie skazany na dwa i pół roku więzienia, za wyłudzenie od szefów Art-B łapówki dla spółki „Telegraf”.

Andrzej Gąsiorowski: chcemy odzyskać wszystkie udziały, to będzie reaktywacja Art-B [WYWIAD]

Janusz Schwertner, Dziennikarz i Redaktor Prowadzący Onet Wiadomości
Daniel Olczykowski, Dziennikarz Onetu

– Czy wracam do gry? Tak naprawdę ja już wróciłem. Bywam w Polsce, działam. Mam wiele spraw do zamknięcia – mówi w rozmowie z Onetem współwłaściciel Art-B, Andrzej Gąsiorowski. Opowiada też o zwrocie wielkich pieniędzy z Izraela do Polski oraz o planach związanych z rozwojem w kraju branży kosmicznej. Ujawnia również, jaki ma stosunek do obecnego obozu władzy.

„Chcemy odzyskać wszystkie udziały, to będzie reaktywacja Art-B”.
„Dopiero po nowelizacji prawa, a później po zmianie rządzącej opcji politycznej, prokuratura zaczęła przyglądać się moim argumentom”.
„Obecny obóz nie ma nic wspólnego z genezą sprawy Art-B, natomiast poprzedni miał i to się czuło”.

W 1991 roku Andrzej Gąsiorowski i Bogusław Bagsik wyjechali z Polski do Izraela. Trzy miesiące później wystawiono za nimi międzynarodowy list gończy. Nakaz aresztowania Gąsiorowskiego uchylono w 2013 roku, a rok później został on uwolniony od zarzutu zaboru majątku publicznego wielkiej wartości. Dziś biznesmen walczy o rozliczenie majątku Art-B. Jak twierdzi, dzięki jego staraniom NBP odzyskało właśnie 190 mln złotych na mocy ugody w procesie przeciwko izraelskiej spółce PAZ.

W rozmowie z Onetem opowiada o swoim powrocie. Przyznaje, że w jego sytuacji niedawna zmiana obozu władzy to dobra wiadomość.

– Po latach zrozumiałem, że to środowisko obecnej PO oraz służb resortowych współuczestniczyło w rozbiorze Art-B. Wszystko zaczęło od premiera Bieleckiego i Lecha Wałęsy, potem szło przez ekipę Tuska i ten opór materii był tak straszny, że doszedłem do ściany – mówi Gąsiorowski.

Janusz Schwertner/Daniel Olczykowski: Wraca pan do gry?

Andrzej Gąsiorowski: Już wróciłem. Bywam w Polsce, działam. Mam wiele spraw do zamknięcia. A oprócz tego wiele nowych projektów i medialnych produkcji do zrealizowania.

Prowadzi pan u nas interesy?

I to sporo. Działam na rzecz integracji w Parlamentarnej Komisji Knesetu ds. stosunków regionalnych Izraela z Polską, współpracuję z izraelskim ministerstwem nauki i technologii oraz ministerstwem turystyki. Angażuję się też w integrację polskich parków naukowo-badawczych z izraelskim sektorem start-upowym.

Podobno chce pan stworzyć w Polsce fundację.

Chodzi o inicjatywę „Poland 21c” (Polska XXI wieku – przyp. red)., która będzie miała na celu globalną promocję naszego kraju [tzn. którego? – admin] i poprawę jego wizerunku. Wcześniej w Izraelu organizowałem wielkie filmowe produkcje o Polsce transmitowane w 180 krajach na świecie.

W Polsce jest pan kojarzony głównie ze sprawą Art-B. Nie tak łatwo będzie się pozbyć tego piętna.

Ciągle się o tym przekonuję. Niedawno Port Lotniczy w Lublinie poprosił mnie o zorganizowanie promocji regionu lubelskiego w Izraelu, celem skutecznego zainteresowania kilkudziesięciu tysięcy potencjalnych turystów z Izraela podróżą w ten region. Pomogłem w organizacji wielkiej konferencji w Tel Awiwie. Z lubelskiego na koszt Portów Lotniczych przyleciało ponad stu uczestników. Mnie udało się zaprosić ponad pięćset osób – liderów organizacji, członków rządu, samorządów miejskich, przedstawicieli biznesu, środowisk akademickich.

Polskie media zrobiły z tego aferę, że niby jest to „jednodniowe szkolenie”, które miało kosztować 1,5 mln zł. Nagle histeria narodowa, bo Gąsiorowski się pojawił! Te publiczne ataki nikomu nie pomagają. W skutecznym biznesie nikt nie lubi mieć dyskomfortu.

Pozostaje więc chyba kierowanie z tylnego siedzenia?

Być może taka jest proza życia, że jak raz zostało się słusznie lub niesłusznie skazanym, to potem już nie ma się prawa zrobić niczego dobrego. A występować anonimowo? Po co? Dziś ważni są liderzy, trzeba dawać swoje nazwisko. Nie mam zamiaru poddać się bez walki. Będę walczył z tymi, którzy niesprawiedliwie mnie atakują.

W jaki sposób?

Zamierzam pozywać za używanie sformułowania „afera Art-B”. Dość tego! Każde stwierdzenie typu „związany z aferą” będzie kończyć się u prokuratora, w procesach o odszkodowania. Wiele gazet już się o tym przekonało. Przez lata tolerowałem ich bezkarność, ale więcej sobie tego nie życzę.

Na początku lat dziewięćdziesiątych wyjechał pan do Izraela i uniknął procesu w Polsce. Po dwóch dekadach zarzuty się przedawniły. Czuje się pan rozliczony z wymiarem sprawiedliwości?

Nie chodzi tu o przedawnienie. Zostałem uniewinniony! W 2014 roku sprawa się zakończyła. Zostałem uwolniony od głównego zarzutu, czyli zaboru majątku publicznego wielkiej wartości. Prawomocnym wyrokiem sądu został umorzony główny zarzut dotyczący stosowania tzw. oscylatora.

Tak więc nie przedawnienie, lecz uniewinnienie. Jakoś nie było to medialne, zauważyliście panowie? Cóż, jak ktoś dostanie Nobla, to jest krótka wzmianka, a jak ktoś zdradzi żonę, to od razu cała strona. Ale właśnie to jest teraz dla mnie najważniejsze. To było główne odium, którego już nie ma.

A teraz o co pan walczy?

O zwrot udziałów Art-B, rozliczenie likwidacji firmy, być może także o ewentualne odszkodowania i zakończenie tego etapu w życiu. Z tym oczywiście wiążą się olbrzymie kwoty.

Gąsiorowski: ponad 270 milionów złotych powinno powrócić do Polski

NBP dotąd nie potwierdził nam tej informacji, ale podobno właśnie udało się odzyskać fortunę z izraelskiej spółki PAZ?

Tak, chodzi o 67 mln dolarów, czyli ok. 270 mln złotych.

Jak to się stało, że z Bogusławem Bagsikiem przejęliście połowę izraelskiego koncernu naftowego?

W 1991 zrobiliśmy jeden z największych interesów w tamtych czasach. Zostało zakupione 50 proc. udziałów firmy PAZ, która kontrolowała 46 proc. izraelskiego rynku energii. Zdenerwowaliśmy tym wielu polityków. Po wybuchu sprawy Art-B z Bagsikiem złożyliśmy na ręce prezydenta Lecha Wałęsy pisemną propozycję, że jeżeli są jakiekolwiek roszczenia wobec nas czy też firmy Art-B, to proponujemy pokryć je zyskami z PAZ-u. W grę naprawdę wchodziły ogromne pieniądze, które zwróciłyby się z nawiązką. Stało się inaczej: zmuszono nas do odsprzedaży naszych akcji znacznie poniżej ceny kupna: za ok. 80 mln dolarów.

W połowie lat 90. zawarł pan z Narodowym Bankiem Polskim umowę i odtąd dzielił się pół na pół wspólnie odzyskanym majątkiem firmy Art-B. NBP uznał, że pozbycie się akcji PAZ-u będzie najkorzystniejszym rozwiązaniem?

Niestety tak. A my mieliśmy inny plan: nie sprzedać, a przekazać akcje w zabezpieczenie bezpośrednio NBP-owi, by z zysków spłacać jakiekolwiek nasze ewentualne zadłużenie. A w tamtym czasie naliczano Art-B karne odsetki w wysokości 120 proc. rocznie.

Dlaczego ten plan się nie powiódł?

Nie pozwolono nam na to. Chwilę później okazało się, że Liebermanowie, czyli właściciele PAZ-u, podali zaniżoną wartość firmy, twierdząc, że 50 proc. akcji to nie więcej niż 75 mln dolarów. I to na podstawie tych deklaracji NBP nie przyjął naszej oferty. Zalecono odsprzedaż 50 proc. firmy Liebermanom za 75 milionów dolarów. Nie dokonano żadnego audytu.

Ja od początku miałem świadomość, że doszło tu do fałszerstwa, być może korupcji. Dostarczyłem dowody i udowadniałem, że w ten sposób ogromne sumy tracimy my, Art-B, BHK, NBP, a przede wszystkim Skarb Państwa.

Ile wówczas była warta spółka PAZ?

Wtedy około 500 mln dolarów, dzisiaj ponad miliard dolarów.

W końcu właścicielom spółki wytoczyliście proces.

Zainicjowałem postępowanie sądowe prowadzone przez Art-B w Izraelu w sprawie odszkodowania za udowodnione poniesione straty dla Polski z tej transakcji w wysokości 16,5 mln dolarów oraz żądania zwrotu 50 proc. akcji. Sprawa toczyła się 20 lat i dwa lata temu doszło do ugody. Właściciele PAZ-u, Liebermanowie, zgodzili się ugodowo zapłacić 67 mln dolarów. Ich prawnicy musieli ocenić, że stopień ryzyka utraty udziałów i pieniędzy był tak duży, że trzeba przedstawić propozycję nie do odrzucenia. Wynik jest taki, że ponad 270 milionów złotych powinno powrócić do Polski. Z tej sumy skarb państwa pobierze 19 milionów złotych podatku.

I tyle wróciło?

Niestety trochę mniej, bo z tej sumy likwidator Art-B wypłacił izraelskim prawnikom ponad 80 milionów złotych. Czyli przez ostatnie 18 lat nieznana nikomu kancelaria prawna w Izraelu otrzymywała w przeliczeniu 20 tys. złotych za każdy dzień lub 2,5 tys. złotych za każdą godzinę pracy. I to za sprawę, która mogła być załatwiona ugodowo już na samym początku. Totalny absurd! Zgłosiłem ten fakt do prokuratury.

W jaki sposób likwidator mógł wypłacać te pieniądze? Przecież ostateczna kwota odszkodowania nie była ustalona, nie było nawet wiadomo, że wygracie proces.

Na podstawie fatalnej umowy prowizyjnej pomiędzy likwidatorem Art-B a jego izraelskim pełnomocnikiem zawartej dwadzieścia lat wcześniej.

„Mam przekonanie, że łatwiej mi teraz walczyć o swoje”

Wielki powrót Art-B jest możliwy?

Chcemy odzyskać wszystkie udziały, to będzie reaktywacja Art-B. Należy spowodować, żeby zespół ekspertów jednoznacznie ocenił, jaki jest aktualny bilans wzajemnych rozliczeń pomiędzy Art-B, BHK, i NBP. Dziś w wyniku likwidacji Art-B uzyskano prawie 800 milionów złotych. Zobowiązania Art-B do BHK i NBP w dniu wyjazdu wynosiły 400 milionów złotych. Na pewno nie będzie tak, że likwidacja firmy dyskretnie się zakończy, cała sprawa rozmyje się we mgle i rozliczenia rzędu kilku miliardów dolarów oraz uwłaszczania się na majątku Art-B i BHK nie będą ruszane przez nikogo.

A co później?

Czas pokaże. Mam jeszcze potencjał zrobić w życiu coś nieprzeciętnego. Tylko już nie traktory, opony czy oscylator. Teraz to będą media, show-biznes, medycyna, technologie. Na bazie partnerstwa z wielkimi funduszami. Może warto coś połączyć? Izrael jest krajem z fenomenalnym nadmiarem wytwarzanej technologii, erupcją twórczości w każdej możliwej dziedzinie. Być może warto przenieść część istniejących technologii na inny grunt, zrobić fuzję wdrażania wielu nowatorskich projektów w Polsce, połączyć je z nowymi rynkami zbytu, dokonując ekspansji eksportu na Azję np. przez Singapur.

[A może wodociągi, studnie, ujęcia wody… = admin]

O Singapurze często wspomina wicepremier Mateusz Morawiecki.

Singapur jest doskonałym przykładem, a my powinniśmy spoglądać na modele, które są najbardziej inspirujące. Pięćdziesiąt lat temu były tam tylko slumsy, nie było nic. Dziś to trzeci najbogatszy kraj świata. Od samego początku istnienia był w praktyce jednym wielkim utajnionym izraelski start-upem w każdym możliwym zakresie. Później swoją żelazną konsekwencją i programem nieustannego szukania lepszych rozwiązań osiągnął olbrzymi sukces. Uważam, że Polskę tym bardziej na to stać.

O tym Singapurze pan osobiście rozmawiał z Morawieckim?

Powiedzmy, że wiem, skąd u niego takie porównania. (uśmiech)

Rozmawialiście kiedykolwiek ze sobą?

Nie, nigdy się z nim nie spotkałem. Ja do polityki się nie pcham. Za to od lat działam w regionalnych programach gospodarczych. W Izraelu zasiadam w wielu rządowych i pararządowych komisjach, realizuję projekty na Dalekim Wschodzie, w Azji, Ameryce Południowej, Afryce, w dziedzinie technologii, mediów, medycyny, komunikacji, systemów bezpieczeństwa oraz wielu innych.

Gdyby polski rząd robił wielkie interesy z Izraelem, to pan chciałby w tym uczestniczyć?

Zawsze jestem otwarty. To naturalne, mam dwie ojczyzny, dobrze znam realia panujące w Izraelu i być może mógłbym się przydać. Byłbym na pewno w stanie zrobić coś wartościowego. Na ile to możliwe, będę do dyspozycji.

Nie pytamy przypadkowo. Elementem tzw. planu Morawieckiego jest rozwój branży kosmicznej. To temat panu bliski.

W Izraelu i Azji od lat działam w wielu projektach technologicznych związanych z branżą kosmiczną. Ostatnio w Polsce zaintrygował mnie zaprezentowany przez łódzkich przedstawicieli młodego pokolenia projekt ShootCapsule, czyli stworzenia oraz umieszczenia pierwszego serwera danych w przestrzeni kosmicznej. Pierwszym celem byłaby powierzchnia Księżyca.

Będzie pan pracował przy tym projekcie?

Z tym zespołem planuję organizację międzynarodowej konferencji o tematyce kosmicznej „$pace 2017 – make money, not war.”, która odbędzie się na początku czerwca. Wezmą w niej udział wszystkie agencje kosmiczne na świecie jak NASA, ESA czy Roskosmos. A także szereg prywatnych przedsiębiorstw.

I co dalej?

Planujemy, by rezultatem tej konferencji był projekt „Ground Control”, który będzie jedną z największych w Europie kuźni talentów. Będziemy chcieli wspierać polskich wizjonerów, nie tylko merytorycznie, ale również poprzez zapewnienie im miejsc pracy czy w pozyskiwaniu finansowania. Staram się, by dofinansować te projekty również z odzyskanych środków Art-B.

A czy sama zmiana obozu władzy w Polsce to dla pana dobra wiadomość?

Mam przekonanie, że łatwiej mi teraz walczyć o swoje. Po latach zrozumiałem, że to środowisko obecnej PO oraz służb resortowych współuczestniczyło w rozbiorze Art-B. Wszystko zaczęło się od premiera Bieleckiego i Lecha Wałęsy, potem szło przez następne rządy, ten opór materii był tak straszny, że doszedłem do ściany. Przez 23 lata robiłem wszystko, by dostać list żelazny, przyjechać z Izraela do Polski i odpowiadać z wolnej stopy, współuczestniczyć w zakończeniu postępowania przeciwko mnie. Nie dało się. Dopiero przy nowelizacji prawa, a ostatnio przy zmianie rządzącej opcji politycznej, prokuratura przygląda się moim argumentom i przyjmuje rozwiązania, na które wcześniej nie mogłem liczyć.

Zaraz, zaraz. To przecież za rządów PO–PSL skończyły się pana sprawy. I to wtedy wrócił pan do Polski.

PO–PSL nie miało nic wspólnego z ich zakończeniem. Moje sprawy rozstrzygnął i zakończył sąd. Natomiast prawdą jest, że kwestie związane z naszymi skargami na likwidatora do prokuratury ruszają dopiero teraz. Zresztą likwidator Art-B – Jerzy Cyran – był komunistycznym wicewojewodą Katowic, który w stanie wojennym był współodpowiedzialny za masakrę górników w Kopalni Wujek. Za swoją „pracę” nad likwidacją Art-B od 24 lat do dziś otrzymuje wielomilionowe wynagrodzenie.

Operacyjnie z ramienia UOP-u rozpracowaniem Art-B i jej unicestwieniem zajmowali się gen. Wiktor Fonfara, płk Adam Dębiec oraz płk Jan Lesiak – wysocy funkcjonariusze SB w latach rządów komunistycznych. Tak więc mamy tu moralnie zupełnie inną sytuację.

Interweniowaliście w tej sprawie u ministra sprawiedliwości?

Nie. Natomiast dokonaliśmy zgłoszenia we właściwej miejscowo prokuraturze i wystąpiliśmy do ministra sprawiedliwości, a właściwie do Prokuratora Generalnego, o objęcie śledztwa nadzorem wobec faktu, że sprawa jest wielowątkowa, a od 1990 roku angażowały się w to osoby z pierwszych stron gazet, w tym czołowi politycy.

PiS rządziło też w latach 2005–2007. Wtedy nie próbował pan załatwić tej sprawy?

Ja nigdy żadnej sprawy nie załatwiałem. Z jakichś przyczyn politycy najwyższej rangi deklarowali publicznie w mediach chęć zniszczenia podmiotu gospodarczego, spółki z o.o. To był jedyny aspekt, który można rozpatrywać w kategoriach ewentualnie politycznych. Reszta to sprawy czysto gospodarcze. Do dziś nie została wyjaśniona na przykład kwestia udziału NBP w sprawach Art-B, bo przecież NBP nigdy nie był stroną jakiegokolwiek sporu o cokolwiek z Art-B. Jedynym naszym kontrahentem, który mógłby być wierzycielem, była prywatna spółka akcyjna BHK S.A. Koniec kropka.

Powiedział pan jednak, że teraz łatwiej walczyć o swoje.

Byłem pod mylnym wrażeniem, że to właśnie PiS, czyli wcześniej Porozumienie Centrum, zaatakowało nas na początku lat 90. Dopiero po przyjeździe do Polski w 2014 roku odkryłem prawdziwe kulisy i zrozumiałem, że było inaczej. Przez ponad 23 lata byłem utrzymywany w nieświadomości. Odkryłem, że konsekwentnie były realizowane mechanizmy jednoczesnego rozgrywania Art-B, PC i tuszowania w ten sposób sprawy FOZZ. Teraz sytuacja jest o tyle bardziej sprzyjająca, że obecny obóz nie ma nic wspólnego z genezą sprawy Art-B, natomiast poprzedni miał. I to się czuło.

Co i kogo ma pan dokładnie na myśli? Liderem tego środowiska był Donald Tusk, który nigdy nie miał nic wspólnego ze sprawą Art-B.

Były premier Bielecki powiedział kiedyś słowa, które dzisiaj rozumiem w ich dosłownym znaczeniu: Art-B nie rozwinęło się tylko dlatego, że myśmy rządzili. To my go najpierw operacyjnie, a potem wszelkimi innym środkami prawnymi zlikwidowaliśmy. Wtedy to się wszystko zaczęło.

Z dostępnych materiałów wynika, że sprawą operacyjnego rozpracowania Art-B na polecenie ówczesnego szefa UOP-u i MSW – Andrzeja Milczanowskiego zajęli się wspomniani gen. Fonfara i płk. Dębiec. Ten drugi prowadził równolegle sprawę FOZZ-u. Jestem przekonany, że cały czas konsekwentnie przykrywano Art-B tę sprawę.

Dlaczego pan tak uważa?

Po prostu uznano, że to o nas ma być głośno. Chodziło o to, żeby FOZZ sądzić, ale nie osądzić. Aby nas łapać, ale nie złapać. W czasie, gdy Andrzej Milczanowski był szefem UOP, powołał Zespół Inspekcyjno-Operacyjny Lesiaka. Ten zajmował się sprawą Art-B i FOZZ oraz Porozumieniem Centrum.

Ma pan na to jakieś dowody?

Tak. Wiele upublicznionych już dokumentów. Wydarzenia związane z FOZZ zachodzą w korelacji z nagonką na naszą firmę. Popatrzmy na daty, to wychodzi symetrycznie, co do dnia. Coś się dzieje w FOZZ, coś się dzieje w Art-B. Jakaś decyzja jest w sprawie FOZZ, są ruchy w sprawie Art-B. Perfekcyjnie symetryczny układ. Nie sprawa Art-B wpływała na FOZZ, tylko sprawa FOZZ wpływała na Art-B.

I o to wszystko ma pan pretensje do Platformy?

Przez cały czas trwania rządów SLD oraz PO ciążyło na mnie i na Bagsiku odium zapoczątkowane uruchomionymi za czasów rządów KLD oraz prezydentury Lecha Wałęsy procedurami operacyjnymi, a później działaniami prawnymi. Od samego początku przez dwa dziesięciolecia konsekwentnie podsycano intensywny przekaz medialny o wykreowanej na użytek publiczny „aferze Art-B” oraz legendy o „grabieży mienia publicznego wielkiej wartości” za pomocą „oscylatora”. W całym tym procederze nigdy aktywnie nie uczestniczyli politycy PC czy później PiS.

Zostawmy historię i ocenę działalności Art-B. Z tego, co pan mówi, wynika, że słynny Andrzej Gąsiorowski chce dziś wrócić do wielkich interesów.

Nie mam poczucia, żebym kiedykolwiek wypadł z gry. Od dwóch dziesięcioleci jestem zapracowanym człowiekiem. W Izraelu jestem współtwórcą międzynarodowych grup medialnych, producentem megakoncertów i programów telewizyjnych transmitowanych w ponad 180 państwach na świecie. I to mi dziś sprawia największą satysfakcję. A wielki biznes? Sprawa Art-B przygotowała mnie do wejścia w świat wielkiego kapitału. Od tamtego momentu każdy następny projekt jest po prostu nowym wyzwaniem, które wiem, że warto podjąć.

Ma pan coś jeszcze do udowodnienia?

Dla mnie największą karą dla osób, które niszczyły moje życie, będzie mój sukces. Założyłem sobie, że to, co straciłem, odzyskam razy dziesięć. Albo i więcej. Mam wspaniałą, stabilną rodzinę, która trwała wiernie przy mnie od samego początku do dziś, przez te wszystkie dziesięciolecia. To jest dla mnie największa wartość.

Wierzy pan, że uda się odzyskać dziesięć razy więcej?

Matka Karola Marksa powiedziała: Karol: ty nie pisz „Kapitału”. Ty rób kapitał. No i on pisał, a ja robię.

Z. Wrzodak
http://wrzodakz.neon24.pl

komentarzy 11 to “Kaczyński rządzi – Art, B wraca na salony”

  1. Jonasz said

    Telegraf
    W 1990 roku powstała spółka Telegraf, założyli ja liderzy z Porozumienia Centrum – obecnego PiS. We władzach spółki zasiadł Maciej Zalewski, Jarosław Kaczyński i Marian Parchowski.
    Stworzona przez polityków PC spółka miała zajmować się właściwie wszystkim poczynając od wydawania czasopisma „Telegraf”, budowy stacji TV, stacji benzynowych, centrów handlowych i szeroko pojeta działalność usługowa.
    Telegraf przez pierwsze miesiące działalności nie wykazał najmniejszej aktywności gospodarczej (do końca niczego nie wydał i nie wybudował żadnej stacji TV), a mimo to zgromadził gigantyczne pieniądze około 250 mln tłumacząc ten fakt zainteresowaniem inwestorów, którzy wpłacali kolejne kwoty na rozwój firmy.
    W czasie gdy funkcjonował Telegraf, Jarosław Kaczyński był szefem kancelarii prezydenta Wałesy, a Maciej Zalewski sekretarzem stanu w tejże, wówczas we władzach Telegrafu zasiadali również Lech Kaczyński i Andrzej Urbański, były poseł KLD, obecny szef kancelarii Lecha Kaczyńskiego.
    Do kasy Telegrafu spływały pieniądze z różnych źródeł miedzy innymi: państwowego Banku Przemysłowo-Handlowego (11 mld starych zł = 1.1 mill USD), centrali handlu zagranicznego Budimex (1.0 mill USD), firmy prywatnych Pol-Kaufring czy RDS Bankier.
    Wszystkie te inwestycje nie wzbudziły takich kontrowersji jak trzy najgłośniejsze sprawy:

    podpisanie przez ówczesnego ministra Adma Glapińskim (PC) listu intencyjnego popierającego staranie włoskiego inwestora Itelco, który miał za 80 mln dolarów pożyczonych we włoskich bankach wybudować 7 regionalnych stacji TV, w uzyskaniu kredytu miało być pomocne wsparcie polskiego rządu. Nigdy do realizacji projektu nie doszło
    Powiązania spółki Telegraf z Art-B poprzez kontakty Macieja Zalewskiego z prezesami Bagsikiem i Gasiorowskim.
    Powiązania afery FOZZ ze spółka Telegraf, przekazywanie kwot uzyskanych z nielegalnego procederu FOZZ na rzecz Telegrafu.

    Ad1. Afery Telgrafu nigdy nie rozwikłano, finał znalazł jedynie tzw wątek Art-B, sąd skazał Macieja Zalewskiego najbliższego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego w latach 90 na karę 3,5 pozbawienia wolności w związku z przyjmowaniem korzyści materialnych od prezesów Art-B, za przekazanie informacji prezesom Art-B, które umożliwiły im ucieczkę.
    Ad2. Sprawa FOZZ była przedłużana w nieskończoność, trwała ponad 12 lat (od 1993 roku), w tym czasie prezesem NIK był Lech Kaczyński, 4 lata rządził AWS, ministrem sprawiedliwości w tym rządzie był również Lech Kaczyński.
    Ad3. Sprawa ucichła, jednak o samym ministrze nadal głośno.

    Poza Maciejem Zalewskim żadnemu z wymienionych członków PC (PiS) nie postawiono zarzutów. Jako ciekawostkę można dodać, że sędzia, który prowadził sprawę FOZZ w ostatniej fazie, został wiceministrem w rządzie Marcinkiewicza.

    http://anga-artb.blogspot.com/2012/08/telegraf.html

    W czasie wizyty Prezydenta RP w Izraelu, w dniach 21-23.05.1991 r. odbyłem spotkania z najwyższymi przedstawicielami izraelskiego Ministerstwa Obrony i służb specjalnych. Jednym z przedmiotów maszego zainteresowania była spółka Art-B (inwestycje w przemyśle paliwowym Izraela, powiązania z największymi izraelskimi bankami i służbami specjalnymi Izraela, domniemane związki z KGB w prowadzeniu akcji transportowania rosyjskich Żydów do Izraela, etc.).

    Brak możliwości uzyskania skutecznej pomocy UOP w powiększaniu informacji o Art-B zmusił mnie do nawiązania bezpośredniego, operacyjnego kontaktu z panami Bagsikiem i Gąsiorowskim. Informację o nawiązaniu kontaktu przekazałem swoim szefom w Kancelarii Prezydenta RP (Jarosławowi Kaczyńskiemu i Lechowi Kaczyńskiemu), panom Ministrom Stanu, oraz Szefowi Urzędu Ochrony Państwa.

    W dniach 11.06., 17.06., 20.06., 24.06., 25.06.1991 r, odbyłem siedem spotkań z właścicielami Art-B. W rezultacie „Andrzej Gąsiorowski zadeklarował pełną współpracę w wyświetleniu niejasności związanych z funkcjonowaniem firmy Art-B, zasięgiem operacji przez nią prowadzonych, i źródłem pochodzenia środków, którymi firma obraca” (fragment notatki służbowej z 12.06.1991.r.).
    Właściciele Art-B przekazali wyczerpujące informacje i materiały dotyczące operacji finansowych prowadzonych przez firmę („oscylator”), mechanizmów funkcjonowania holdingu Art-B i jego struktury, udziału Art-B w kontaktach polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) z kierownictwem Ministerstwa Obrony Izraela (problemy współpracy przemysłów zbrojeniowych i handlu), ujawnili też analizy polityczne zbliżających się wyborów parlamentarnych i informacje dotyczące zaangażowania Art-B w kampanię prezydencką. Informacje operacyjne zostały przekazane do Urzędu Ochrony Państwa.
    Na mój wniosek z 17.06.1991 r. (pismo tajne, RBN/143/MZ/91) Prezydent RP w dniu 18.06.1991 r. udzielił mi pełnomocnictwa d/s kontaktów z izraelskimi służbami specjalnymi w sprawach bezpieczeństwa państwa. Równolegle z rozmowami z ART-B trwały kontakty z przedstawicielami Izraela (20.06., 28.06., 1.07., 4.07.).
    Właściciele Art-B „deklarowali chęć pośrednictwa w kontaktach finansowo-handlowych z Izraelem na dużą skalę, 1.5.-2 mld USD” (tamże).

    W dniu 25.06.1991 r. Minister Stanu, Szef Kancelarii Prezydenta RP (Jarosław Kaczyński), po rozmowie jaką odbył z szefem Urzędu Ochrony Państwa (Andrzejem Milczanowskim), przekazał mi polecenie zaprzestania kontaktów z Art-B. Według przekazanych mi informacji, Urząd Ochrony Państwa miał wejść w posiadanie danych na temat powiązania spółki Art-B ze służbami specjalnymi obcego państwa. Bezzwłocznie zaprzestałem kontaktów z Art-B.

    http://anga-artb.blogspot.com/search/label/oscylator

    „Odrzućcie koncepcję zachodu (…) Nasi politycy są słabi oni są raczej kontrolowani przez grupy biznesu niż grupy społeczne. Jest pomiędzy nimi korupcja, jakiej historia nigdy nie znała.”– Sir James Goldsmith

    Polska upadek finansowy ostatnich 22 lat:
    Rok 1989:
    Sposób na wywłaszczenie Polaków. Komuniści uchylili prawo lichwy z XIX wieku, ustalone na poziomie 12%, maksymalnie, i oddali do dyspozycji nowe prawo dewizowe z 15 marca 1989 r. Pozwoliło to na sprzeniewierzenie dochodu narodowego przez ludzi wtajemniczonych, a następnie na zniszczenie siły roboczej przez inflację, spowodowaną przez narzucenie polityki MFW i Banku Światowego.
    Wprowadzenie funduszu stabilizacyjnego pozwoliło utrzymać i pogłębić tę sytuację. W 1989 roku można było się spodziewać odbudowy Polski w ciągu paru lat na zdrowych podstawach. Dramatem jest to, że Polska nie wybrała drogi swoich interesów. Decyzje były powzięte przez stałych drapieżców, którzy ograbiają Trzeci Świat, podtrzymują ubóstwo i wykorzystują trudności innych państw.
    Rok 1990:
    Na rok 1990 umowa rządowa przewidywała eksport maszyn do ZSRR za ogólną sumę 1,4 miliarda rubli po kursie preferencyjnym 2100 zł za 1 rubla, czyli z dotacją od państwa 1100 zł do każdego rubla. Oficjalny, maksymalny kurs handlowy wynosił 1000 zł za 1 rubla.
    Firmy polskie, kierowane przez starą nomenklaturę, znacznie przekroczyły zawartą umowę (patrz książka Mariana Rajskiego „W rękawicach”), Doszły do 6,8 miliarda rubli „transferowych”, po arbitralnym kursie, narzuconym przez Moskwę, 1,56 dolara za l rubla. Sprzeniewierzenie wobec budżetu państwa wynosiło 10 miliardów 608 milionów dolarów!

    https://kaczynskitusk.wordpress.com/category/artb/

    http://www.bankier.pl/forum/temat_re-po-obroncy-ukladu-z-3-rp,3465885.html

  2. Jonasz said

    Co łączy Jarosława Kaczyńskiego i Macieja Zalewskiego, a także Lecha Kaczyńskiego, Jacka Maziarskiego, Józefa Orła, Andrzeja Urbańskiego, Marka Dziubka i Edmunda Krassowskiego? Odpowiedź pozornie wydaje się prosta – praca w Kancelarii Prezydenta RP, parlamencie, a przede wszystkim zaangażowanie w Porozumienie Centrum. Jest jeszcze jeden punkt wspólny. Wszyscy ci panowie byli, a być może nadal są, członkami rady nadzorczej, zarządu lub akcjonariuszami spółki akcyjnej Telegraf – pisał dziennik.

    Autorzy artykułu ujawnili, że spółka prominentnych działaczy partyjnych powstała we wrześniu 1990 roku. Kapitał akcyjny wynosił 250 milionów złotych. Jarosław Kaczyński objął 225 akcji wartych 22,5 mln złotych, zaś Maciej Zalewski objął 110 akcji imiennych i 1025 akcji zwykłych na łączna sumę 113,5 mln złotych. Spółka została powołana po to, aby wydawać pismo o tej samej nazwie, jednak do chwili publikacji artykułu handlowała napojami, obuwiem sportowym oraz papierosami. Jednak największe wątpliwości wzbudziło nadzwyczaj szybkie pomnożenie się kapitału zakładowego spółki – od 28 września 1991 roku – daty założenia spółki, do lipca 1991 roku, czyli w przeciągu niecałych 10 miesięcy, kapitał zakładowy wzrósł 144 razy, sięgając kwoty 36 560 000 000 złotych. Kurier Polski poinformował, że w chwili założenia spółki w jej radzie nadzorczej zasiadali Jarosław i Lech Kaczyńscy (senatorowie i ministrowie stanu w kancelarii Lecha Wałęsy), prezes zarządu głównego Porozumienia Centrum Jacek Maziarski, redaktor naczelny związanego z PC dziennika Express Wieczorny Krzysztof Czabański. Prezesem spółki w momencie założenia był Maciej Zalewski, w 1991 roki minister w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy. W skład zarządu weszli także Józef Orzeł oraz Andrzej Urbański – publicyści ,,Tygodnika Solidarność” i działacze PC. Prezesem Telegrafu w momencie publikacji artykułu w ,,Kurierze Polskim” był Marcin Oblicki.

    I tak okazało się, że główni bohaterowie publikacji dotyczących Telegrafu wcześniej prowadzili biznesową działalność w Fundacji Wola (m.in. Maciej Zalewski, Andrzej Urbański, Marian Parchowski, Marcin Oblicki, Małgorzata Zalewska), Fundacji Prasowej Solidarności (Sławomir Siwek, Jarosław Kaczyński, Maciej Zalewski, Krzysztof Czabański, Maria Stolzman), a także w Towarzystwie Gospodarczym Cargo Modlin

    Wśród nabywców akcji spółki działaczy Porozumienia Centrum znalazły się m.in. państwowe przedsiębiorstwo Budimex, kierowane przez Grzegorza Tuderka, który w wyborach parlamentarnych w 1989 roku startował z przeciwnej Solidarności listy wyborczej. Budimex zakupił akcji za 5,5 mld złotych. Do interesu także weszły państwowy Bank Przemysłowo – Handlowy z Krakowa, zasilając kapitał Telegrafu kwotą 15 mld złotych, szerzej nieznana włoska firma z Neapolu Di.Fra.Bi., która kupiła akcji za kwotę 15,4 mld złotych, a także spółka Pol-Kaufring, kierowana przez Janusza Romanowskiego, która była polską filią zarejestrowanej w Szwajcarii spółki Kaufring. Tego samego dnia sprawę Telegrafu opisała ,,Gazeta Wyborcza”. Oprócz powtórzenia informacji, opublikowanych wcześniej przez ,,Kurier Polski”, ,,GW” dodaje, że w ciągu poprzedzających publikację miesięcy doszło do zmian we władzach spółki, jednak nadal ważne funkcje pełnią w niej prominentni politycy PC. Między innymi, jak podaje ,,Gazeta Wyborcza”, zasiadają w radzie nadzorczej poseł partii braci Kaczyńskich – Marek Dziubek oraz Edmund Krasowski, sekretarz PC w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym.

    Obecnie właścicielami Telegrafu są więc: Marcin Oblicki, Bank Przemysłowo – Handlowy w Krakowie, spółki Budimex oraz Pol-Kaufring, RDS Bankier i Vers Print oraz prywatni udziałowcy, nabywcy zwykłych akcji.’’

    W kolejnej publikacji ,,Kurier Polski” przyjrzał się spółce Vers Print, w której, jak się okazało, udziały nadal posiadał Maciej Zalewski, a więc w sposób pośredni przez cały czas pozostawał właścicielem akcji ,,Telegrafu”.

    Jednak przypieczętowaniem tzw. ,,Afery Telegrafu” okazała się publikacja z 30.07.1991 roku, która ukazała się w ,,Kurierze Polskim”. Reporterzy dziennika opisali w nim losy podpisania listu intencyjnego zawartego miedzy spółką Telegraf a włoską spółką Itelco S.p.A. z siedzibą w Orvieto. List intencyjny między dwiema stronami został podpisany w marcu 1991 roku, w gmachu Ministerstwa Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa w obecności ministra tego resortu Adama Glapińskiego, polityka Porozumienia Centrum. Glapiński był także jednym z sygnatariuszy porozumienia, które zawarli ze strony Telegrafu – Maciej Zalewski a ze strony Itelco Fiorenzo Ardemagni. Umowa dotyczyła dostarczenia przez Itelco ,,projektu i planu sieci telewizyjnej pod klucz”.

    W wyniku afery nagłośnionej przez media, sprawą zajęła się prokuratura. Okazało się, że problem ,,Telegrafu” łączy się z kolejnym skandalem z 1991 roku: sprawą Art B oraz niejasnymi transakcjami między pracownikami Urzędu Rejonowego w Warszawie, Fundacją Prasową Solidarności a Bankiem Przemysłowo-Handlowym, udziałowcem ,,Telegrafu”. Sprawa dotyczyła wynajmu pomieszczeń przy Placu Zawiszy w Warszawie.

  3. Jonasz said

    Z drugiej strony mamy typową fundację, powołaną do zagospodarowania majątku Skarbu Państwa, otrzymanego w wyniku podziału łupów. – a właściwie działający w zestawie ciąg firm, które przypominającą swoją działalnością struktury mafijne, typowe działania nomenklaturowe. To Fundacja Prasowa „Solidarność”.

    Fundacja otrzymała, bez przetargu, prawa wieczystego użytkowania gruntu przy ul.Nowogrodzkiej 84/86, gdzie jest obecna siedziba PIS (więc jest to kontynuacja prawna) i Alejach Jerozolimskich 125/127. Dodatkowo do naruszenia prawa mogło też dojść przy uzyskaniu nieodpłatnie prawa wieczystego użytkowania gruntu przy ul.Ordona 3 oraz ul. Srebrnej 16 i odpłatnie budynków postawionych na tych gruntach.

    Całość operacji dokonywała się na linii Krzysztof Czabański… Krzysztof Czabański, który jednocześnie był likwidatorem RSW „Prasa Książka-Ruch” – a z drugiej strony – założycielem, obok Jarosława Kaczyńskiego, Sławomira Siwka i Maciej Zalewski – to ostatnie nazwisko jest bardzo ważne.
    W raporcie, opracowanym przez PO zawarta jest informacja, że część budynku położonego w Alejach Jerozolimskich 125/127 natychmiast po przejęciu w dzierżawę wydzierżawiono Bankowi-Przemysłowo-Handlowemu za trzykrotnie wyższą stawkę płatną za 13 lat z góry. Bank BPH – też ma ogromne znaczenie w tej sprawie.
    Po uzyskaniu przez FPS wyżej wymienionych gruntów i budynków – były one przekazywane innym tworzonym podmiotom – spółce „Srebrna” sp. z o.o., „Srebrna-Media” sp. z o.o., w których zarządach i radach nadzorczych znajdujemy wyżej wymienione nazwiska i dodatkowo inne, jak Ludwika Dorna, Lecha Kaczyńskiego, Jolanty Szczypińskiej – czy arcybiskupa Gocłowskiego. Dalej te spółki pączkują w inne formy działalności – a majątek się rozmydla.

    Mamy również w tle pożyczkę, udzieloną przez FPS Porozumieniu Centrum Jarosława Kaczyńskiego na wybory w roku 1991 – oraz niejasną spłatę. A właściwie jej umorzenie.

    Jak widać – sprawa uwłaszczenia się działaczy Prawa i Sprawiedliwości – dawniej PC – i afery spółki „Telegraf” – uzupełniają się. Łączą je nazwiska Macieja Zalewskiego – i Krzysztofa Czabańskiego.

    Zwracam także uwagę, na kontakty spółki „Telegraf” z firmami „Budimex”, Pol – Kufring – i nie wymienionej w tym tekście spółki „Metalexport”. Oraz bankiem BPH – który stał zarówno za finansowaniem FPS jak i „Telegrafu”. Wszystkie te firmy – to agentury polskiego wywiadu i kontrwywiadu z czasów PRL.

    Za obiema sprawami tak naprawdę stoi zupełnie ktoś inny.

    W zestawie tych nazwisk są co najmniej trzy osoby, które były tajnymi współpracownikami komunistycznych wojskowych służb specjalnych. I to im należy przypisywać sukcesy zarówno Fundacji Prasowej „Solidarność”, jak spółki „Telegraf”.

    Jarosław Kaczyński i jego otoczenie od połowy lat 80 pozostawało po ścisłą kontrolą służb specjalnych PRL. Początek tej działalności sięga czasów opozycji i działalności Fundacji „Wola”.

    Fundacja „Wola” była założona przez agenta służby kontrwywiadu PRL, do kontroli działalności opozycyjnej.

    Może to uświadomi niektórym, dlaczego lojalka Jarosława Kaczyńskiego, jako jedyna została „sfałszowana”, dlaczego teczki w IPN Lecha i Jarosława Kaczyńskich są puste.

    http://swiatipolityka.blox.pl/2007/10/wpis.html

  4. Jonasz said

    Lech Kaczyński Anty Bohater
    Art-B i twórcy tzw. oscylatora bankowego.
    Na podstawie polskiego listu gończego Meir Bar trafił do aresztu ekstradycyjnego w Niemczech, w czasie, kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Lech Kaczyński. Jednak ostatecznie władze niemieckie nie wydały Bara stronie polskiej. Meir Bar twierdzi – podpierając się zdaniem swego adwokata Alana Dershowica – że to Lech Kaczyński będąc ministrem sprawiedliwości w rządzie Buzka rzekomo zadziałał tak, aby do ekstradycji nie doszło. (…)

    Jednak, jeśli cytowane tu fragmenty oświadczenia Bara są autentyczne, to po wyborach powinny skłonić polityków do ostatecznego prześwietlenia starej afery Telegrafu. Przypominamy, że Andrzej Milczanowski, były solidarnościowy minister spraw wewnętrznych, 26 grudnia 2006 r. (a więc nie w kampanii wyborczej) na łamach „TRYBUNY” powiedział: „Ja bym chciał, żeby prokuratura opublikowała akta Telegrafu. Uważam, że umorzenie tej sprawy było niesłuszne”. Bracia Kaczyńscy głoszą „rewolucję moralną”, ale w opinii wielu osób to właśnie ich otoczenie dało początek korupcji politycznej w III RP.
    Biznesmen Andrzej Czernecki, producent sprzętu medycznego, były poseł Porozumienia Centrum, a więc partii braci Kaczyńskich, w „Wyborczej” (z 16 – 17 lutego 2002 r.) wyznał: „Jarosław Kaczyński nie miał żadnych skrupułów, żeby brać na lewo i prawo – czerwone, zielone, fioletowe. Wychodził z charakterystycznego dla prawicy założenia, że cel uświęca środki. Jego ludzie spotykali się z przedsiębiorcami i recytowali jedno z dwu zdań: »zbieramy na kampanię wyborczą«, albo »potrzebujemy paru złotych na fundusze partyjne«. Wszyscy dostawali”. Powinien wreszcie nadejść taki czas – po wyborach choćby – aby tego rodzaju opinie zostały wiarygodnie i ostatecznie zweryfikowane.
    Czy Naród Wybrany miał i ma „haka” na Kaczyńskich (ego) i czy mogli ich szantażować w wielu sprawach dotyczących żydowskich interesów jak chociażby w roszczeniach organizacji żydowskich wobec Polski ?

    DEKLARACJA
    Tel Aviv 07.10.2007
    Ja, Meir Bar (Brandwain) urodzony 17 października 1951 w Polsce w Warszawie zamieszkały w Izraelu w Kiryat Krinicy, legitymujący się izraelskim dowodem tożsamości Nr 068452325, jako były wspólnik firmy Art-B oświadczam pod pełną odpowiedzialnością, co następuje:
    W czasie działalności firmy Art-B w Polsce finansowaliśmy partię polityczną Porozumienie Centrum (PC) założoną przez braci Jarosława i Leszka Kaczyńskiego, której byli przywódcami. Obydwaj bracia Kaczyńscy w sposób wyczerpujący byli oficjalnie informowani na bieżąco o faktach finansowania ich oraz ich partii politycznej ze środków pochodzących z Art-B z operacji finansowej „Oscylator”.
    Jednym z dowodów na to jest sprawozdanie złożone dnia 19 stycznia 1993 na ręce Marszałka Sejmu R.P., pana Wiesława Chrzanowskiego przez Macieja Zalewskiego, ówczesnego Sekretarza Stanu Kancelarii Prezydenta R.P. oraz Posła na Sejm R.P. W czerwcu 1991 roku na zadanie braci Kaczyńskich środki z „Oscylatora” w wysokości 17 mld PLZ (ówcześnie równowartość 1,7 mln USD) zostały przekazane bezpośrednio Maciejowi Zalewskiemu w gotówce na zakup akcji spółki Telegraf przez Art-B. Jednocześnie na konto firmy „Telegraf” dokonano przelewu w wysokości 40 mld PLZ (równowartość $4,2 mln) na pokrycie niespłaconego kredytu udzielonego tej firmie przez bank BPH w Krakowie.
    Założona we wrześniu 1990 r. spółka „Telegraf” finansowała działalność partii PC kierowanej przez braci Kaczyńskich. Prezesem spółki był Maciej Zalewski. W akcie oskarżenia przeciwko Bogusławowi Bagsikowi, Andrzejowi Gąsiorowskiemu i mnie cynicznie wliczono tę kwotę jako nierozliczone środki nielegalnie zagarnięte z systemu bankowego.
    Oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że firma Art-B została oszukana przez braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Po braku akceptacji z naszej strony do dalszej współpracy z braćmi Kaczyńskimi oraz dalszego wykorzystywania nas do finansowania ich poczynań, nasza działalność została przez nich nagle uznana za kryminalną i niebezpieczną dla systemu działania państwa polskiego.
    Dodatkowo, po otrzymaniu informacji o finansowaniu przez nas bankrutującej fabryki ciągników „Ursus” w okresie tuż przed zbliżającymi się wyborami do Sejmu i Parlamentu R.P. w 1991 roku, bracia Kaczyńscy wpadli w panikę twierdząc, że na skutek naszej działalności „zostaną załatwieni od strony chłopów” oraz że w ten sposób Art-B przeciągnie tych wyborców do konkurencyjnej partii politycznej – Unii Demokratycznej, że Unia wtedy zdobędzie dodatkowo 25% głosów więcej, co w mniemaniu braci Kaczyńskich zaburzy istniejącą równowagę polityczną w Polsce, czyli powodując sytuację utraty przez nich absolutnej władzy, którą wtedy posiadali.
    Konsekwentnie na skutek działań braci Jarosława i Lecha Kaczyńskiego zmuszeni zostaliśmy do opuszczenia Polski. Systematyczna eksterminacja firmy Art-B za pomocą uruchomionego przez nich aparatu władzy, służb specjalnych, oddziałów antyterrorystycznych Jarosław i Lech Kaczyńscy traktowali jako „precedens, na którego przykładzie można było zobaczyć jak państwo polskie może bronić się, kiedy jest bezradne”. Operacja finansowa „Oscylator”, która przez miesiące stanowiła źródło nieograniczonych wpływów dla partii politycznej kierowanej przez braci Kaczyńskich, będącą wówczas w ich prawnej i profesjonalnej ocenie operacją całkowicie legalną nagle została uznana przez nich za działalność przestępczą w kontekście naszej odmowy na dalsze wykorzystywanie naszego potencjału.
    Zostały za nami wysłane międzynarodowe listy gończe – za Bogusławem Bagsikiem, Andrzejem Gąsiorowskim, oraz mną Meirem Barem. Następstwem tego Bogusław Bagsik został w 1993 roku aresztowany w Szwajcarii, deportowany do Polski, skazany na 9 lat więzienia, miedzy innymi za rzekome wyprowadzenie kilkuset milionów dolarów przy pomocy „Oscylatora” z polskiego systemu bankowego w tym wliczając środki przekazane na „Telegraf” i PC.
    Ja zostałem aresztowany w Niemczech w lipcu 2000 roku w Monachium, jednakże nie doszło do mojej ekstradycji do Polski. W tym czasie prokuratorem generalnym w Polsce był Lech Kaczyński – ten sam człowiek, który uprzednio kierował partią PC finansowaną z działalności firmy Art-B ze środków generowanych z tzw. „Oscylatora”. Zdawał on sobie doskonale sprawę, że mój pobyt w polskim więzieniu, oraz moje zeznania w trakcie obrony w procesie w polskim sadzie raz na zawsze mogą skompromitować publicznie braci Kaczyńskich w Polsce, zamykając drogę ich ambitnym i niezaspokojonym planom politycznym.
    Na moje, więc szczęście, z obawy przed możliwością wywołania skandalu i nieuchronną kompromitacją, Lech Kaczyński jako prokurator generalny dokonał świadomie i z premedytacją szeregu formalnych uchybień, co wykluczyło ostatecznie możliwość mojej ekstradycji do Polski. Wykorzystując polskie media Lech Kaczyński objawił społeczeństwu zarzuty o rzekomym wyłudzeniu przeze mnie z polskich banków kwoty 47 mln USD.
    Natomiast w oficjalnym wniosku o ekstradycję zaniżono drastycznie zarzucaną kwotę pieniężną (po przeliczeniu ze złotówek) do około 322 marek zachodnich – czyli ilości niekwalifikującej się nawet przy pospolitej kradzieży do jakiegokolwiek ścigania. W Polsce Bogusław Bagsik został skazany za te same rzekome przestępstwa na kwotę kilkuset milionów dolarów, a przecież w przedstawionych mi zarzutach mieliśmy być wspólnikami. Lech Kaczyński będący wówczas Prokuratorem Generalnym R.P. spowodował nie doręczenie do odpowiednich władz w Niemczech końcowego wniosku o dokonanie ekstradycji w wymaganym ustawowo terminie 40 dni.
    Popełnił to zaniedbanie świadomie i z premedytacja, pomimo bezpośredniego otrzymywania codziennych ponagleń ze strony Prokuratora Generalnego Bawarii zaniepokojonego takim obrotem sprawy. Na ten temat Lech Kaczyński składał publicznie szereg sprzecznych ze sobą i całkowicie niezgodnych z prawdą oświadczeń na przykład, iż zawinił tłumacz, który przez 40 dni nie zdążył przetłumaczyć w sumie krótkiego wniosku o ekstradycję. Innym razem – że to właśnie władze niemieckie bez powiadomienia strony polskiej zmieniły procedurę i uwolniły mnie na trzy dni przed obwiązującym terminem !.
    Jako osoba odpowiedzialna za resort sprawiedliwości to on sam decydował o każdym kroku, i on był odpowiedzialny za całość procedury.
    Moim ówczesnym obrońcą by autorytet prawny najwyższej światowej sławy – adwokat Alan Dershovitz, będący wieloletnim rektorem katedry prawa na prestiżowej uczelni Harward, przewodniczącym kilkudziesięciu międzynarodowych komisji prawnych, obrońca w niezliczonej ilości najważniejszych spraw karnych naszego globu. Adwokat Alan Dershovitz odbył osobiście podróż do Polski i spotkał się z Prezydentem R.P. przedstawiając mu swój punkt widzenia na całość zaistniałej sprawy.
    Poinformował go o międzynarodowym prawnym skandalu, jaki zaistnieje, jeżeli dojdzie do mojej ekstradycji. Wyjaśnił w detalach wszystkie błędy proceduralne, jakie popełniła polska prokuratura w przebiegu całego postępowania karnego, jakie wszczęto przeciwko mnie i moim partnerom z Art-B. Jednocześnie autorytatywnie poinformował Lecha Kaczyńskiego, iż wystawiony przeciwko mnie międzynarodowy list gończy jest wystawiony sprzecznie z obwiązującymi międzynarodowymi przepisami prawa: wniosek o ekstradycję został podpisany przez zastępcę prokuratora rejonowego jednej z dzielnic Warszawy.
    Jarosław Kaczyński miał w pełni świadomość, iż w myśl obwiązujących wówczas przepisów taki wniosek powinien podpisać zastępca prokuratora generalnego, apelacyjnego czy okręgowego, oraz potwierdzony przez odpowiednią w tym przypadku instancję sadu. W identyczny sposób skomentowali ten fakt również sędziowie niemieccy. Sędzia w Monachium po otrzymaniu wniosku o ekstradycję z tak poważnym proceduralnym błędem nie mógł oczywiście podjąć decyzji o przedłużeniu mojego aresztowania w oczekiwaniu na dostarczenie przez polskiego prokuratora generalnego ostatecznego wniosku o dokonanie ekstradycji, wiec polecił natychmiastowe zwolnienie mnie z aresztu po upływie 40 dni.
    Strona niemiecka konsekwentnie wychodziła z założenia, że strona polska się po prostu pomyliła i wysłała te dokumenty do polskiego Prokuratora Generalnego celem weryfikacji, Niemcy otrzymali te dokumenty od strony polskiej z ponownym potwierdzeniem, że według opinii strony polskiej żadnej pomyłki nie popełniono. W lipcu 2006 roku Andrzejowi Gąsiorowskiemu powinien zakończyć się okres przedawnienia wynoszący 15 lat.
    Pod pozorem nierozstrzygniętej prawnie w ciągu 15 lat sprawy FOZZ-u, Lech Kaczyński był inicjatorem nowelizacji polskiego prawa wydłużającej czas przedawnienia poważnych przestępstw o następne 5 lat. Niemniej jednak w sprzeczności z aktualnym stanem prawnym podjęto decyzje, iż zarzuty wobec Andrzeja Gąsiorowskiego przedawniają się dopiero w lipcu 2016 r. a wiec po dodatkowych 10 latach (łącznie 25 lat).
    Tak, więc bez względu na sprzeczności z europejskim systemem prawnym, oraz bez uwzględniania zasady – iż wprowadzana nowelizacja prawna nie działa wstecz – Andrzej Gąsiorowski został skutecznie wyeliminowany na dalsze 10 lat jako źródło potencjalnego zagrożenia w politycznej karierze Lecha i Jarosława Kaczyńskich.
    Moja deklaracja jest zgodna z prawda i nie jest prowokacją polityczną. Prawda i sumienie nakazało mi sporządzić tą deklarację. Na skutek mojego aresztowania w Niemczech poniosłem koszty związane z moją obroną w wysokości przekraczającej 10 mln USD.

    Tel Aviv, 7 pazdziernika 2007 roku
    Meir Bar (Brandwaiman)

    https://kaczynskitusk.wordpress.com/category/artb/

    https://prawda2.info/viewtopic.php?t=16334

  5. Jonasz said

    Firmy polskie, kierowane przez starą nomenklaturę, znacznie przekroczyły zawartą umowę (patrz książka Mariana Rajskiego „W rękawicach”), Doszły do 6,8 miliarda rubli „transferowych”, po arbitralnym kursie, narzuconym przez Moskwę, 1,56 dolara za l rubla. Sprzeniewierzenie wobec budżetu państwa wynosiło 10 miliardów 608 milionów dolarów!!! Dotyczyło to tylko „tej małej sprawy”.

    Tu praktyki nie były niewinne. „Pomyłki” ekonomiczne tego rodzaju kumulowały się. Sumując je, dochodzimy do niewiarygodnych sum 10–12 miliardów dolarów rocznie, niewykorzystanych okazji do zysku z powodu ułomnych reguł handlu z RWPG!!! Te kolosalne sumy trafiły przecież do czyjejś kieszeni. Naród ma przecież prawo wiedzieć, komu to przyniosło zysk. Z 12 miliardów dolarów sprzeniewierzonych

    ZESTAWIENIE SPRZENIEWIERZEŃ UDOWODNIONYCH MIĘDZY 1990-1991

    Afera Rublowa 15 bilionów zł

    Afera Rublowa, import z NRD

    Ruble wymienione w Polsce na bazie

    wymienialności wewnętrznej 14 bilionów zł

    Afera paliwowa 2 biliony zł

    Afera spirytusowa 10 bilionów zł

    Afera papierosowa 15 bilionów zł

    Afera składów celnych 3 biliony zł

    Afera „ART-B” 6 bilionów zł

    Afera FOZZ 10 bilionów zł

    Razem 75 bilionów zł

    http://nwonews.pl/artykul,2950,jak-dobija-sie-gospodarke-polska-od-1989-roku-mathis-bortner

  6. Jonasz said

    3) Niezwykle dziwne jest to, że aferę FOZZ zamknęli, po wielu latach dwaj ludzie. Był to sędzia Kryże, który wręcz brawurowo prowadził sprawę i prokurator, UWAGA, Kaczmarek. Obaj panowie mimo beznadziejnej, PZPRowskiej przeszłości, zwłaszcza Kryże, dostają od Jarosława Kaczyńskiego ministerialne stołki…” (ludzie i afery pisu Autor: ~dex [*] 2007-10-17 oraz: Telegraf PISu – Matka Kurka)

    https://odyssynlaertesa.wordpress.com/tag/jaroslaw-kaczynski/

  7. Adam Ryglowski said

    Czytałem ten wywiad wczora , z wieczora .
    Że mnie krew nie zalała , (nie dostałem zawału ,
    ani paralus mnie nie chycił ) to oznacza że jeszcze żyć będę dłuuuugo .
    (A O SAMOBÓJSTWIE NAWET NIE MYŚLĘ !!!)
    -__-
    ….
    z piętnaście miesięcy temu Tutaj bazgrałem :
    1 } -Po co nam TK ??? (pomysł spółki Jaruzelski / Kiszczak )
    2 } – Immunitety TYLKO , I WYŁĄCZNIE DLA
    Dyplomatów z Państw Ościennych .
    3 } – Stan osobowy Sejmu i Senatu po radykalnej ” KURACJI ODCHUDZAJĄCEJ ” (100/ 12 )
    ….
    Czy Kongres w USA -ma ponad 2 000 osób ?
    Czy Parlament Chin liczy PONAD PIĘTNAŚCIE TYSIĘCY LUDZI ???

    i CO ???

    było cichusio ,
    😦
    raz jeden z gości w ramach ” dowcipu ”
    dorzucił jeszcze kilkanaście postulatów
    (nie wyjaśniając , że to są pochodne , – po zrobieniu porządków „na górze ”
    ….
    A ten rok zapowida się „CIEKAWIE ”
    😦
    …..
    a kto liczył na Prez . Trumpa – to już chyba
    widzi , że się przeliczył .

    NIHIL NOVI SUB SOLE
    .

  8. z sieci said

    ad7.”Czytałem ten wywiad wczora , z wieczora .
    Że mnie krew nie zalała , (nie dostałem zawału ,
    ani paralus mnie nie chycił ) to oznacza że jeszcze żyć będę dłuuuugo” rozumiem i podzielam uczucia,bo nic tak nie boli jak to ,że się jest oszukanym. Wiedza ta nie jest dla mnie zaskoczeniem,wszystko to było widziane przeze mnie z dołu .Wojna z Wałęsą na górze i na dole ,Rodaków i Polonii była okrutnie krzywdząca dla logicznie myślacych ludzi.A ten medialny tryumfalny wjazd Gąsiorowskiego chyba dogadanego z Morawieckim był poprzedzony atakiem na Wałęsę i to w czasie jego rodzinnej tragedii, że też nie dostal zawału..
    Jeszcze .cyt. z netu” ostania demityzacja Wałęsy jako Bolka nie ma nic wspólnego z jego donosicielstwem, bo donosicielami byli faktyczni wszyscy ci, których widzimy powszechnie w TV. U Bolka chodzi o niewygodną wiedzę jaką Wałęsa może posiadać o tajemnicach okresu jego prezydentury”.
    A mnie jest szkoda Polski i ludzi przez wielkie L i JP II https://www.bing.com/videos/search?q=zapada+zmrok+Po%C5%BCegnanie+JP+II+youtube&view=detail&mid=B0D7668780D96967E8AEB0D7668780D96967E8AE&FORM=VIRE
    „Co wyście z tą Polską zrobili” to Jego słowa do tych ,którym ufał.

  9. Isreal said

    „strzyc i golić….”

  10. lolek said

    Przypadek panów z Art-B zwraca uwagę na pewien fakt.

    Dzięki Izraelowi przed 25 laty chcieli uniknąć grożącej kary więzienia. Jeden z panów przez nieroztropność wpadł i został ujęty w Szwajcarii. Podwójne obywatelstwo do końca chroniło skutecznie przed ekstradycją drugiego z właścicieli Art-B, zaś niedawne umorzenie sprawy przed polskimi sądami pozwala wrócić z przytupem na polskie salony. Ciekawe ilu podobnych biznesmenów schroniło się pod skrzydła państwa z Azji Mniejszej? Ciekawe ilu biznesmenów w Polsce trzyma dla spokojności w szufladzie paszport izraelski obok polskiego? Ciekawe czy owy paszport z menorą jest równie łatwo uzyskać jak obecnie paszport polski dla obywateli Izraela?
    Czyż mieszkańcy owej ciepłej krainy mlekiem i miodem płynącej ubiegający się o paszport z orłem w koronie muszą wykazać się podobną znajomością języka i kultury polskiej jak Polacy z Ukrainy czy Kazachstanu starający się o Kartę Polaka?

    „KOMU MOŻE BYĆ PRZYZNANA KARTA POLAKA

    Karta Polaka może zostać przyznana osobie, posiadającej w dniu złożenia wniosku obywatelstwo jednego z państw dawnego ZSRR, bądź posiadającej status bezpaństwowca w jednym z tych krajów, i spełni łącznie następujące warunki:
    – wykaże swój związek z polskością przez przynajmniej podstawową znajomość języka polskiego, który uważa za język ojczysty oraz znajomość i kultywowanie polskich tradycji i obyczajów;
    – w obecności konsula Rzeczypospolitej Polskiej złoży pisemną deklarację przynależności do Narodu Polskiego;
    – wykaże, że co najmniej jedno z jej rodziców lub dziadków albo dwoje pradziadków było narodowości polskiej lub posiadało obywatelstwo polskie albo przedstawi zaświadczenie upoważnionej organizacji polskiej na Ukrainie, potwierdzające aktywne zaangażowanie w działalność na rzecz języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej przez okres co najmniej ostatnich 3 lat. Organizacjami upoważnionymi do wystawiania takiego zaświadczenia na Ukrainie są: Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie oraz Związek Polaków na Ukrainie.

    http://www.lwow.msz.gov.pl/pl/informacje_konsularne/karta_polaka/

    Powstaje podejrzenie, że obywatele Izraela w tej sprawie są traktowani uprzywilejowanie przez polskie prawo.
    „Ponieważ do poświadczenia posiadania obywatelstwa polskiego Żydzi nie muszą nawet znać języka polskiego, dochodzi do głębokich patologii. Już w 2012 r. w artykule „Israelis line up for Polish citizenship” [Izraelczycy ustawiają się w kolejkach po polskie obywatelstwo], na stronie Ynetnews.com, Itamar Eichner informował, że w kolejkach do polskiego konsulatu w Tel Awiwie zaledwie jedna na 20 osób mówi w języku polskim. Dochodzi nawet do tego, że niektóre z nich nie wiedzą nawet… gdzie Polska leży.”

    http://www.fronda.pl/a/paszporty-gratis-zydzi-masowo-dostaja-polskie-obywatelstwo,35620.html

    Czy można zatem przypuszczać, że podobnie równie łatwo jest ubiegać się o „Prawo powrotu” do ziemi obiecanej przez wybranych przedsiębiorczych obywateli z Polski?

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_powrotu

  11. Majster said

    Panie Jonasz. Ta „DEKLARACJA
    Tel Aviv 07.10.2007
    Ja, Meir Bar (Brandwain) „, jak i całe oświadczenie „Gąsiorowskiego”
    nadaje się tylko do śmieci. Zdanie „Niedawno Port Lotniczy w Lublinie poprosił mnie o zorganizowanie promocji ” to temat na dyskusję z lekarzem.

Sorry, the comment form is closed at this time.