Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kim był Hryhoryj Perehijniak?

Posted by Marucha w dniu 2017-02-19 (Niedziela)

Miejsce zbrodni we wsi Parośle

Miejsce zbrodni we wsi Parośle

Inaugurując 8 lutego 2017 roku „kampanię informacyjną” w związku z obchodami 75. (domniemanej) rocznicy powstania UPA Wołodymyr Wiatrowycz wykreował legendę o rzekomej walce UPA z Niemcami, której początek miała dać 7 lutego 1943 roku sotnia Hryhoryja Perehijniaka.

Tym samym szef ukraińskiego IPN wylansował nowego bohatera narodowego Ukrainy i zarazem bohatera walki z okupantem niemieckim, jaką miała zdaniem Wiatrowycza toczyć UPA.

Kim jednak naprawdę był Perehijniak?

Otóż był on – tak jak i pozostali współcześni mu nacjonaliści ukraińscy – niemieckim kolaborantem i na dodatek uczestnikiem zbrodni holokaustu. Dowiadujemy się o tym z artykułu biograficznego Parehijniaka, który opublikowali obecni epigoni spuścizny Stepana Bandery. Autorką tego biogramu jest Ljubow Iwaniuk i został on zamieszczony 10 lutego 2012 roku na ukraińskiej stronie internetowej „Portal nacjonalistyczny” (Націоналістичний портал) pod adresem: http://www.ukrnationalism.com.

Z biogramu – pod egzaltowanym tytułem „Hryhoryj Perehijniak – dowódca pierwszej sotni UPA” (Григорій Перегіняк – командир першої сотні УПА) – dowiadujemy się, że Perehijniak urodził się 7 lutego 1910 roku w Uhrynowie Starym w powiecie kałuskim (województwo stanisławowskie), a więc w tej samej miejscowości, w której rok wcześniej (1 stycznia 1909 roku) urodził się Stepan Bandera, a także jego bracia Wasyl i Ołeksandr.

Bandera wywarł największy wpływ na życie i osobowość Perehijniaka, który był nim zafascynowany. Późniejszy przywódca „rewolucyjnego” skrzydła Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był nie tylko sąsiadem Perehijniaka, ale stał się jego nauczycielem i przewodnikiem życiowym, a nawet współtowarzyszem w celi więziennej.

Perehijniak siedział w polskim więzieniu razem z Banderą i innymi znanymi członkami OUN (Jarosław Karpyneć, Mykoła Kłymyszyn), którzy poddali go tam intensywnej obróbce ideowej. Można powiedzieć, że to był „uniwersytet” Perehijniaka.

Odnotowuje to autorka jego hagiograficznego biogramu, gdzie czytamy, że w więziennej celi „Najbardziej wybijał się Perehijniak. On chłonął w siebie, jak gąbka, wszystko, co mu powiedziano. I pojmował wszystko z wielką łatwością… ” [podstawy pedalstwa również? – admin]

Życiorys tego watażki był typowy dla jego rówieśników z pierwszego pokolenia członków OUN. Z zawodu był kowalem, na początku lat 30. XX wieku wstąpił do OUN i wkrótce stał się terrorystą. Jego pierwszą akcją terrorystyczną było zabójstwo w 1935 roku Polaka, który zajmował stanowisko sołtysa Uhrynowa Starego. Za ten czyn Perehijniak trafił najpierw przed oblicze polskiego sądu, który skazał go na dożywocie, a potem do polskich więzień na Świętym Krzyżu i we Wronkach.

O kolaboranckiej przeszłości Perehijniaka świadczy następujący fragment panegiryku pani Iwaniuk:

„Po uwolnieniu (w wyniku najazdu III Rzeszy na Polskę w 1939 roku – uzup. BP) Hryć przedostaje się do Krakowa, gdzie dołącza do zwolenników OUN pod kierownictwem Stepana Bandery. W tym czasie był już dobrze wyszkolony. Dużo czytał, zajmował się samokształceniem i przeszedł trzy kursy szkolenia wojskowego OUN, rekrucki, dla podoficerów młodszych i podoficerów starszych.

Jak stwierdza Kłymyszyn, w 1940 roku spotkał się z Perehijniakiem w Krakowie. W tym czasie Hryć był w Starachowicach, gdzie stacjonowały oddziały ochraniające (niemieckie – uzup. BP) obiekty wojskowe. Od lata 1941 roku Hryć znalazł się w szeregach jednej z grup marszowych OUN, a w latach 1941-1942 służył w szeregach (ukraińskiej – uzup. BP) policji pomocniczej „Schutzmannschaft”, której pododdziały z czasem zostały przerzucone na Wołyń i Polesie.

Dostrzegając negatywny, a z czasem wrogi do siebie stosunek, OUN w 1942 roku wydała rozkaz swoim członkom, którzy z pewnych względów taktycznych przebywali w niemieckich oddziałach policyjnych, przejść do podziemia i rozpoczęcia walki zbrojnej przeciwko nazistom. Starszy sierżant policji ukraińskiej Hryhorij Perehijniak porzucił służbę i zostaje żołnierzem w pierwszych oddziałach wojskowych na Wołyniu. Z biegiem czasu otrzymuje coraz więcej i więcej obowiązków, a w październiku 1942 roku formuje jeden z pierwszych oddziałów UPA”.

Faktycznie oddział ten został sformowany na początku lutego 1943 roku i był to pierwszy oddział banderowskiej UPA. Teza o tym, że UPA powstała jakoby 14 października 1942 roku jest bowiem wymysłem banderowskiej propagandy, przyjmowanym obecnie na Ukrainie.

Droga życiowa Perehijniaka nie różniła się zatem od innych nacjonalistów ukraińskich i była naznaczona kolaboracją z Niemcami hitlerowskimi – ich najbardziej pożądanym sojusznikiem.

Najpierw więc była służba dla niemieckich władz okupacyjnych w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939-1941 i szkolenia wojskowe pod okiem Niemców. Potem jedna z tzw. grup pochodnych (marszowych) OUN, z którą w wyniku agresji Niemiec na ZSRR Perehijniak wkroczył w 1941 roku do Małopolski Wschodniej i – czego pani Iwaniuk nie pisze – brał udział w aktach ludobójstwa (pogromy na Żydach, mordy na Polakach). Dalej była służba w sformowanej przez okupanta niemieckiego ukraińskiej policji pomocniczej, która pomagała Niemcom w deportacjach miejscowych Żydów do obozu zagłady w Bełżcu i współdziała z Niemcami w egzekucjach na ludności żydowskiej.

Na koniec Perehijniak uczestniczył w zbiorowej dezercji policjantów ukraińskich w styczniu 1943 roku, której rezultatem było utworzenie banderowskiej UPA. Stał się następnie specyficznym symbolem ukraińskiego nacjonalizmu – on pierwszy rozpoczął genocicum atrox na narodzie polskim.

Heroizację Perehijniaka („Dowbeszki-Korobki”) – uczestnika niemieckiego ludobójstwa na Żydach – zauważył rosyjskojęzyczny portal IzRus w Izraelu (adres: http://www.izrus.co.il) w notatce pt. „Nazistowski pomocnik stał się przykładem bohaterstwa dla Ukraińców?” (Нацистский прихвостень стал примером героизма для украинцев?).

Faktu tego nie zauważyło natomiast żadne z mediów w Polsce, gdzie w kwestii przemilczania gloryfikacji banderowskich zbrodniarzy na Ukrainie panuje świadoma dyscyplina.

Należy przypomnieć, że pod koniec 1942 roku w pobliżu Lwowa odbyła się konferencja referentów wojskowych lokalnych struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów-Banderowców (OUN-B), na której postanowiono utworzyć formację partyzancką pod nazwą Wojskowe Oddziały OUN-SD (Samostijnikiw Derżawnikiw, faktycznie OUN-B).

Pierwszym oddziałem WO OUN-SD była właśnie sotnia Hryhorija Perehijniaka, ps. „Dowbeszka-Korobka”, utworzona na polecenie Iwana Łytwynczuka, ps. „Dubowyj”, zapewne w pierwszych dniach lutego 1943 roku. Tak więc był to oddział OUN-SD (OUN-B). Nazwa Ukraińska Powstańcza Armia pojawiła się później i została przez banderowców skradziona opozycyjnej wobec Bandery formacji Tarasa Bulby-Borowcia (tzw. Pierwsza UPA, określana w historiografii jako Sicz Poleska, od sierpnia 1943 roku Ukraińska Armia Ludowo-Rewolucyjna).

To dlatego ludność polska Wołynia identyfikowała na początku (mniej więcej do czerwca 1943 roku) swoich morderców omyłkowo jako „bulbowców”, a nie banderowców.

Sotnia „Dowbeszki-Korobki” w nocy z 7 na 8 lutego 1943 roku zaatakowała posterunek policji w miasteczku Włodzimierzec, który był broniony przez siedmiu niemieckich żandarmów i dziewięciu Kozaków z ukraińskiej policji pomocniczej. Po co go zaatakowała? Po to, by rozpocząć bohaterską walkę banderowskiej UPA z Niemcami hitlerowskimi, jak twierdzi Wiatrowycz?

Nie! Posterunek policji zaatakowano tylko po to, by uniemożliwić jakąkolwiek pomoc ze strony miejscowej policji dla polskiej ludności kolonii Parośle I, którą sotnia „Dowbeszki-Korobki” wymordowała 9 lutego 1943 roku. Atak na posterunek policji we Włodzimierzcu – który w historiografii banderowskiej uchodzi za wielką bitwę z Niemcami (miano zabić 63 Niemców i 19 ranić, w rzeczywistości zabito jednego Niemca i trzech Kozaków, sześciu Kozaków wzięto do niewoli i zamordowano później w Parośli) – został dokonany wyłącznie pod kątem zdobycia broni i odcięcia jakiejkolwiek pomocy dla Polaków z Parośli, a także usunięcia potencjalnych świadków ich zagłady.

Tak naprawdę wyglądał początek lansowanej przez Wiatrowycza walki UPA z Niemcami pod dowództwem bohatera narodowego Ukrainy – Perehijniaka.

W związku z tym pragnę przypomnieć panu Wiatrowyczowi oraz funkcjonariuszom Związku Ukraińców w Polsce, którzy – jak słyszę – zapowiedzieli kierowanie do sądów pozwów przeciw osobom oskarżającym UPA o zbrodnie, opis zagłady Polaków w Parośli. Jej autorem jest gen. Czesław Piotrowski (1926-2005) – mieszkaniec Wołynia ocalony z ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego, żołnierz samoobrony polskiej przed UPA, później żołnierz 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK i zawodowy oficer ludowego Wojska Polskiego, gdzie doszedł do stanowiska szefa wojsk inżynieryjnych.

W opublikowanej w 2002 roku przez Światowy Związek Żołnierzy AK pracy pt. „Zniszczone i zapomniane osiedla polskie oraz kościoły na Wołyniu” Czesław Piotrowski tak opisał zagładę Parośli:

„Uzbrojona banda ukraińska z okolic Włodzimierca, udająca radzieckich partyzantów, weszła z rana do kolonii i rozmieściła się we wszystkich domach, by po południu podstępnie wszystkich powiązać i na umówiony sygnał zamordować, zabijając ostrymi narzędziami, przeważnie siekierami, nie oszczędzając nikogo. Zamordowano 173 osoby, tylko 11 osób, przeważnie dzieci, ciężko okaleczone, zostały potem uratowane.

Jak zwykle czyniły to bandy, po dokonanym morderstwie gospodarstwa ograbiono, zabierając cały dobytek i żywy inwentarz. Późniejsze oględziny pomordowanych wykazały szczególne okrucieństwo oprawców. Niemowlęta były przybijane do stołów nożami kuchennymi, kilku mężczyzn było obdartych ze skóry pasami, niektórzy mieli wyrywane żyły od pachwiny do stóp, kobiety były nie tylko gwałcone, lecz wiele z nich miało poobcinane piersi. Wielu pomordowanych miało poobcinane uszy, nosy, wargi, oczy powyjmowane, głowy często poobcinane. Po dokonaniu rzezi mordercy urządzili libację w domu sołtysa. Po odejściu oprawców, wśród resztek jedzenia i butelek po samogonie znaleziono martwe dziecko około 12-miesięczne, przybite bagnetem do stołu, a w ustach dziecka włożony był niedojedzony kawałek kiszonego ogórka”.

Wspomniane dziecko zostało tak przybite bagnetem albo nożem do stołu, że świadkowie, którzy przyszli do Parośli po odejściu sotni „Dowbeszki-Korobki”, nie byli w stanie wyjąć tego narzędzia z ciała dziecka. Ofiary były rąbane siekierami na kawałki, główki dzieci miażdżone obuchami siekier. Według relacji świadków, ciało Walentego Sawickiego było porąbane „na sieczkę”. Oprawców rozjuszył fakt, że przed wojną był on komendantem miejscowej organizacji Związku Strzeleckiego. Te – według różnych relacji – 8 do 12 rannych ofiar, które odratowano, do końca życia pozostało inwalidami.

Tak wyglądała „walka z Niemcami” sotni Perehijniaka vel „Dowbeszki-Korobki” panie Wiatrowycz i panie Tyma – prezesie Związku Ukraińców w Polsce, który grozi dzisiaj pozwami sądowymi tym, którzy będą przypominać o zbrodniach UPA.

Opis ten dedykuję również tym wszystkim polskim przyjaciołom Ukrainy – a faktycznie sojusznikom pogrobowców zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego – dzięki którym Perehijniak może być dzisiaj bohaterem Ukrainy i patronem zakłamanej historii głoszonej przez ukraiński IPN. Tym wszystkim Michnikom, Sakiewiczom, Wóycickim, Targalskim, Smoleńskim, Piekłom, Żurawskim vel Grajewskim itd.

Dzisiaj plujecie jadem na każdego kto śmie upominać się o pamięć niewinnych ofiar, kto nie godzi się na politykę sojuszu z pogrobowcami ich morderców maskowaną górnolotnymi sloganami o integracji europejskiej Ukrainy, Międzymorzu i diabli wiedzą czym jeszcze. Ale to nie swoim oponentom plujecie w twarz, ale temu polskiemu dziecku przybitemu bagnetem do stołu. Piszecie w historii Polski kolejny rozdział hańby domowej i to wyłącznie tę hańbę domową zapamiętają wam na zawsze przyszłe pokolenia, jeśli Polska będzie w przyszłości istnieć.

[Te skurwysyny nie są nawet Polakami. To chachłacko-chazarskie szumowiny, które w normalnym państwie dawno już dyndaliby na szubienicy. O ile uratowano by ich przed samosądem tłumu. 
Admin]

Sam „Dowbeszka-Korobka” zginął niecałe dwa tygodnie po zagładzie Parośli – 22 lutego 1943 roku. Według banderowskiej historiografii miał zginąć – a jakże – w walce z Niemcami pod Wysockiem (około 60 km na północ do Parośli). Faktycznie okoliczności jego śmierci nie są dokładnie znane. Różne sprzeczne relacje dają podstawę do przypuszczeń, że Perehijniak mógł zostać zlikwidowany przez Służbę Bezpeky OUN-B w ramach wewnętrznych porachunków, albo po prostu dla pozbycia się sprawcy-świadka ludobójstwa, którego negację banderowcy rozpoczęli równocześnie z jego popełnianiem.

Bohdan Piętka
http://www.mysl-polska.pl

Komentarzy 10 to “Kim był Hryhoryj Perehijniak?”

  1. Marcin said

    Jak można bylo dopuścić aby w pierdlu miały ze sobą kontakt te upainskie osobistości i miały czas na pogaduchy? To jest niedopuszczalne i wielki błąd ówczesnych organów bezpieczeństwa.

  2. Birton said

    holocaust Polaków na Wołyniu prowadzony był przez Ukraińców stokroć okrutniejszymi metodami niż holokaust żydowski i tego porównania się Żydzi obawiają !
    wszyscy Polacy czekają na unicestwienie Ukrainy, może oprócz Żydów, ale Żydzi to nie Polacy tylko obywatele polscy, przeważnie polskojęzyczni
    podobnie – Majdan to robota międzynarodowego żydowskiego banksterstwa, agenci Mosadu byli na miejscu, wszyscy to wiedzą

  3. „(…)Jak zwykle czyniły to bandy, po dokonanym morderstwie gospodarstwa ograbiono, zabierając cały dobytek i żywy inwentarz. Późniejsze oględziny pomordowanych wykazały szczególne okrucieństwo oprawców. Niemowlęta były przybijane do stołów nożami kuchennymi, kilku mężczyzn było obdartych ze skóry pasami, niektórzy mieli wyrywane żyły od pachwiny do stóp, kobiety były nie tylko gwałcone, lecz wiele z nich miało poobcinane piersi. Wielu pomordowanych miało poobcinane uszy, nosy, wargi, oczy powyjmowane, głowy często poobcinane. Po dokonaniu rzezi mordercy urządzili libację w domu sołtysa. Po odejściu oprawców, wśród resztek jedzenia i butelek po samogonie znaleziono martwe dziecko około 12-miesięczne, przybite bagnetem do stołu, a w ustach dziecka włożony był niedojedzony kawałek kiszonego ogórka”.

    Łudząco podobne opisy do tych przedstawionych w „Ogniem i mieczem”. Tam też „armia” Chmielnickiego składa się w przeważającej części czerni. I OUN-UPA, w których było w szczytowym okresie ok. 50 000 nie byliby w stanie żadnym dokonać ataku na 99 wiosek polski w tym samym lub bardzo bliskim czasie, gdyby nie pomoc czerni. U Chmielnickiego „armia” była uzbrojona w widły, siekiery i kosy. To samo podczas II Wojny Światowej podczas rzezi wołyńskiej. Różnica tylko jest taka, że 70 lat temu przeprowadzono „Wisłę”, czyli przymusowe przesiedlenie ludności, natomiast niecałe 400 lat temu mieliśmy naszego kochanego księcia Jaremę, który wiedział, jak podstępować z tą mieszaną hołotą Tatarów, Kozaków i zdziczałych Rusinów czerniowych, a mianowicie: wojska naprzód, a schwytanych ponawlekać na pal! A dzisiaj pejsy będące przy korycie każą nam bezczelnie klękać przed tą brudną, niedomytą dziczą oraz na nią chuchać i dmuchać.

  4. otto hak said

    Nihil novi sub Iovi, panie Premiz.

    W Warszawie na Rakowieckiej róg Boboli w kościele Boboli znajduje się grobowiec męczennika. W starym kościele umieszczona była relacja z męczeństwa patrona Polski. W nowym nie wiem, nie byłem, ale chyba też. Otóż ten opis zgadza się z Sienkiewiczem a także z opowiadaniami naszych Babć i Dziadków. Zatem nikt nie przekona, że to jest putinowska propaganda. To jest po prostu charakter tej dziczy. I owe ukłony do pasa w wykonaniu władz służą do niczego innego, jak do tego, by spowodowac paniczną ucieczkę Polaków z Polski, którym bronić się nie wolno, nawet słowem czy myślą, nie mówiąc o czynnej obronie. Wszystkie klocki tej przymitywnej łamigłówki od dawna są na swoim miejscu i kto ma oczy niech patrzy.

  5. jazmig said

    Banderowcy walczyli z Niemcami ramię w ramię, a Ukraińcy służyli jako strażnicy obozów koncentracyjnych i wyróżniali się szczególnym okrucieństwem.

  6. otto hak said

    To prawdu każut. Walczyli rzeczywiście z hitlerowcami, tylko nie wspominają, ze ramię w ramię.

  7. panMarek said

    Ukraina, jak sama nazwa mówi, nie jest żadnym państwem. To niemiecki wymysł.
    Te ziemie są „u kraja” czyli na pograniczu Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
    To są Dzikie Pola. Ukraińcy nie są też żadnym narodem. „Nigdy nie byli i nigdy nie będą” jak powiedział pewien 95 letni AK-owiec mieszkający tam całe życie i znający dobrze kresowe sprawy.
    Ukraińcy to czerń.

  8. karlik said

    Ad. 7
    „Ukraina, jak sama nazwa mówi, nie jest żadnym państwem. To niemiecki wymysł.
    Te ziemie są „u kraja” czyli na pograniczu Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
    To są Dzikie Pola. Ukraińcy nie są też żadnym narodem.”

    Pod tą nazwą na pewno, ale niektórzy nazywają siebie Rusinami i uważają się za potomków Rusi Kijowskiej…

    „Rzeczpospolita Trojga Narodów – współczesny termin określający XVII-wieczny projekt polityczny przekształcenia federacji Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego tworzącej Rzeczpospolitą Obojga Narodów w organizm trójczłonowy powstały przez wyodrębnienie Wielkiego Księstwa Ruskiego, połączonego unią realną z dwoma pozostałymi.

    W 1569 mocą zawartej unii lubelskiej ziemie ruskie Wielkiego Księstwa Litewskiego zostały włączone do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W XVII wieku doszło na tych ziemiach do serii buntów i powstań kozackich z największym z nich powstaniem Chmielnickiego, które istotnie osłabiły Rzeczpospolitą. Kolejna konsekwencją wydarzeń na Ukrainie było poddanie jej przez Bohdana Chmielnickiego państwu rosyjskiemu podczas tzw. ugody perejasławskiej w 1654. Stojąc w obliczu długotrwałej wojny polsko-rosyjskiej 1654-1667 Rzeczpospolita zgodziła się formalnie na powołanie nowego, trzeciego członu unii, jakim miało być Wielkie Księstwo Ruskie. W 1658 zawarto unię hadziacką, która ostatecznie nie weszła w życie.

    Było już jednak za późno na realizację tych planów, z chwilą gdy samo kozactwo było podzielone politycznie i ostatecznie zaakceptowało zwierzchni podział Ukrainy na Prawobrzeżną (która pozostała przy Rzeczypospolitej) i Lewobrzeżną, anektowaną przez Carstwo Rosyjskie”
    Za Wikipedią na pewno kłamią…

  9. JerzyS said

    Kiedy naprawdę powstała UPA

    Stanisław Żurek
    Publikacje
    31 styczeń 2017
    Odsłony: 95

    14 października 1942 roku przyjęto jako datę utworzenia przez OUN ludobójczej formacji nacjonalistów ukraińskich – Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Dzień 14 października jest prawosławnym świętem Pokrowy, czyli Opieki Najświętszej Bogarodzicy. W rzeczywistości pod koniec 1942 roku OUN-B dopiero podjęła decyzję o tworzeniu oddziałów partyzanckich – i to pod nazwą Wojskowe Oddziały OUN-SD (Samostijnikiw Derżawnikiw). Wówczas istniała Ukraińska Powstańcza Armia zorganizowana przez Tarasa Borowcia „Tarasa Bulbę” (stąd nazywano ich „bulbowcami”).

    OUN Bandery „ukradł” im tę nazwę w marcu 1943 roku ,
    a oddziały „bulbowców” przemocą wcielił do swojej formacji.
    Akcja „scaleniowa” trwała do sierpnia 1943 roku,
    podczas której banderowska Służba Bezpeky zamordowała
    kilkuset członków organizacji Borowcia
    oraz jego żonę.

    Datę 14 października 1942 roku ustaliła sobie działająca w Kanadzie Ukraińska Główna Rada Wyzwoleńcza na posiedzeniu 30 maja 1947 roku. Nacjonaliści ukraińscy z frakcji banderowskiej fałszowanie historii dotyczącej UPA zaczęli więc już od daty jej rzekomego utworzenia i kontynuują do dnia dzisiejszego. W 2014 roku prezydent Ukrainy Petro Poroszenko ustanowił dekretem 14 października jako Dzień Obrońcy Ukrainy, czyli dzień wojska ukraińskiego. Dekret wspomina „męstwo i heroizm obrońców niepodległości i integralności Ukrainy”, podkreśla „wojskowe tradycje i zwycięstwa ukraińskiego narodu” oraz wzywa do „budowy mocnego patriotycznego ducha w społeczeństwie”. Cerkiew nie tylko nie protestuje przeciwko temu świętokradztwu ale w tej manipulacji dotyczącej ludobójczej formacji uczestniczy.

    Pod koniec 1942 w pobliżu Lwowa odbyła się konferencja referentów wojskowych obwodowych prowidów OUN-B, która przedyskutowała istniejące koncepcje walki, i opowiedziała się za tworzeniem struktur partyzanckich pod nazwą Wojskowe Oddziały OUN-SD (Samostijnikiw Derżawnikiw). Pierwszym oddziałem WO OUN-SD była sotnia Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki” utworzona na polecenie Iwana Łytwynczuka ps. „Dubowyj”, zapewne w pierwszych dniach lutego 1943 roku.

    Sotnia ta w nocy z 7 na 8 lutego zaatakowała barak policyjny w miasteczku Włodzimierzec broniony przez 7 niemieckich żandarmów i 6 Kozaków z policji pomocniczej. 9 lutego 1943 roku dokonała rzezi całej ludności polskiej wsi Parośla oraz zarąbała siekierami uprowadzonych Kozaków, gdyż nie chcieli dołączyć do banderowskiej bandy. Prawdopodobnie jeszcze w marcu 1943 roku żadna bojówka banderowska nie występowała jeszcze jako Ukraińska Powstańcza Armia. Do czerwca 1943 roku ówczesne relacje świadków mówią o atakach „bulbowców” a nie „upowców”, ich relacje o „banderowcach” ich” pochodzą z lat późniejszych, gdy już utrwaliła się nazwa UPA. Nie ma dokumentu z ówczesnego czasu poświadczającego, że w marcu 1943 roku jakiś oddział banderowski używał już nazwy Ukraińska Armia Powstańcza.
    Na takiej zasadzie można by uznać dzień 27 września 1939 roku za datę powstania Armii Krajowej, kiedy to powołana została w Warszawie, jeszcze podczas jej oblężenia, Służba Zwycięstwu Polski (SZP), którą rozkazem Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego z dnia 13 listopada 1939 roku zmieniono na Związek Walki Zbrojnej (ZWZ), a nie dzień 14 lutego 1942 roku, gdy to ZWZ przemianowany został na Armię Krajową. Tym bardziej, że AK kontynuowała cele programowe SZP i ZWZ opierając się o te same kadry dowódcze, natomiast banderowska frakcja UPA nie tylko nazwę ukradła antagonistycznemu w stosunku do nich odłamowi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, ale wszystkich przeciwników tego szalbierstwa po prostu wymordowała. Banderowska UPA swój szlak bojowy zaczęła więc od oszustwa i zbrodni, na tych też zasadach kontynuowała go i tę zasadę kultywuje do dzisiaj.
    Fakty wskazują na to, że podczas tejże konferencji w październiku 1942 roku podjęto decyzję o tym, że systematyczna eksterminacja ludności polskiej zacznie się od Wołynia. Zapewne wzięto pod uwagę wiele argumentów. Galicja Wschodnia włączona była do Generalnej Guberni i tutaj Niemcy na żadne „rządy Stećki” nie pozwolili. Tymczasem na Wołyniu utworzyli od 1 września 1941 roku Komisariat Rzeszy Ukraina (Reichskommissariat Ukrainie), gdzie większość stanowisk administracyjnych objęli Ukraińcy. Kilkunastotysięczna policja ukraińska „zdała egzamin” z „usuwania” mniejszości narodowych będąc głównym wykonawcą holokaustu ludności żydowskiej i można było obecnie skierować ją na wykonanie takiej „roboty” w stosunku do mniejszości polskiej. Tym bardziej, że w dużej mierze była ona obsadzona przez członków OUN-B, zwłaszcza jeśli chodzi o kadrę kierowniczą. Większość wiejskiej ludności ukraińskiej stanowili analfabeci, którymi łatwo było sterować za pomocą kilku haseł propagandowych, zaczerpniętych zresztą z propagandy bolszewickiej („polskie pany krwiopijce”, którym należy odebrać ich ziemię i dobytek). Dopiero wywalczenie „samostijnej” Ukrainy miało zapewnić im im dobrobyt i raj na ziemi (co wcześniej obiecywali bolszewicy w Kraju Rad). I co dla ukraińskich organizatorów było ważne – mieli zapewnione pełne poparcie wśród kleru zarówno prawosławnego jak i greckokatolickiego, a lud ukraiński słuchał swoich „batiuszków” i jak ci kazali „rizać lachiw”, to rizali, za co otrzymywali nie tylko rozgrzeszenie, ale obietnicę chwały wiecznej (poza dobrami doczesnymi po wyrżniętych sąsiadach Polakach). Na Wołyniu także społeczność polska była najmniej liczna, do tego zdziesiątkowana przez aresztowania i deportacje sowieckie oraz sterroryzowana przez policję ukraińską.
    To zapewne na tej konferencji przyjęta został także strategia i taktyka działania, opracowywana zresztą przez nacjonalistów ukraińskich już w latach dwudziestych i trzydziestych okresu międzywojennego. I rzeczywiście, eksterminacja ludności polskiej zaczęła się od mordów dokonywanych na resztach jej elit ocalałych z czasu okupacji sowieckiej. Głównie byli to księża, leśnicy, nauczyciele, urzędnicy, działacze społeczni. Ginęli pojedynczo lub z całymi rodzinami w okresie od października 1942 roku do marca 1943 roku, gdy to już masowo zaczęły być wyrzynane całe wsie polskie. W marcu 1943 roku banderowska UPA jeszcze borykała się z problemem „zjednoczeniowym” z UPA Maksyma Tarasa Borowcia „Tarasa Bulby”, czyli z „bulbowcami”. W pełni gotowa była do „walki narodowowyzwoleńczej” z cywilną ludnością polską dopiero w lipcu 1943 roku, co udowodniła 11 lipca 1943 roku, zwanego „Krwawą Niedzielą”. Gdy w lipcu 1941 roku Borowieć tworzył na rozkaz prezydenta Ukraińskiej Republiki Ludowej na uchodźstwie Andrija Liwickiego swoją Sicz Poleską Ukraińską Powstańczą Armię, Roman Szuchewycz jako niemiecki oficer wkroczył do Lwowa z ukraińskim batalionem Nachtigall walczącym przy boku Niemiec, natomiast Hitler rozpędził rząd „premiera” Jarosława Stećki powołany na polecenie Stepana Bandery, który nie uznawał prezydenta Liwickiego.

    Prof. Andrzej Leon Sowa w recenzji książki Wołodymyra Wiatrowycza:

    „Polśko-ukrajinśki stosunki w 1942–1947 rokach u dokumentach OUN ta UPA”, wydanej we Lwowie w 2011 roku pisze („Pamięć i Sprawiedliwość 12/1, 2013): „Opublikowane dokumenty potwierdzają odtworzony w dokumentach polskiego podziemia schemat rozprawiania się przez banderowców ze społecznością polską.

    Eksterminację Polaków rozpoczynano od likwidacji służby leśnej i polskich osad położonych w pobliżu kompleksów leśnych, w myśl popularnego banderowskiego hasła: „las nasz i noc nasza”. Następnie w miejscowościach mieszanych – zamieszkanych przez Ukraińców i Polaków – „czystkę” przeprowadzały bojówki tworzone specjalnie w tym celu. Zaczynano od tych osiedli, w których Polaków było najmniej. Działania te starano się przeprowadzać bez rozgłosu, w sposób skryty. Do likwidacji większych miejscowości zamieszkanych wyłącznie przez Polaków używano dużych oddziałów UPA. Akcje tego typu wolno było podejmować także w biały dzień . Za szczególnie niebezpiecznych uważano członków mieszanych rodzin polsko-ukraińskich, których także – jak można się domyślać – należało zlikwidować. Interesujące są uzasadnienia podawane w tekstach informujących o wypadkach mordowania Polaków. Zabijano ich, bo: „donosili Niemcom”, „współpracowali z gestapo”, bo „napadli na wójta i ograbili go” (uzasadnienie dla spalenia trzynastu polskich gospodarstw i zabicia szesnastu Polaków), „stawiali przeszkody naszemu ruchowi”, grozili, że odwdzięczą się, „kiedy przyjdą bolszewicy” (pretekst do spalenia 24 gospodarstw), „znęcali się nad ukraińskimi robotnikami w kopalni”. Opublikowano także oświadczenie grożące zabiciem stu Polaków za każdego Ukraińca wydanego Niemcom. Wniosek z analizy tego materiału nasuwa się taki, że zabijano za sam fakt bycia Polakiem, a podawane uzasadnienia miały służyć wyłącznie celom propagandowym.
    W roku 2017 przypada 75.rocznica tej zafałszowanej daty utworzenia UPA. Faszyzująca się Ukraina już zapowiada huczne jej obchodzenie. 18 listopada 2016 roku w ukraińskim parlamencie złożono dwa projekty uchwał dotyczące upamiętnienie rocznicy powstania UPA na poziomie państwowym. Jeden projekt złożył członek frakcji Front Ludowy, Ołeh Medynec, natomiast drugi projekt złożyła grupa deputowanych z Bloku Petra Poroszenki, Batkiwszczyny, której szefową jest Julia Tymoszenko, a także Frontu Ludowego. Pod tym drugim podpisali się m.in. znani gloryfikatorzy banderyzmu: Ołej Musin, Ołeh Laszko i Jurij Szuchewycz, syn Romana Szuchewycza „Tarasa Czuprynki”.
    Jego treść zakłada m.in. opracowanie i wniesienie pod obrady parlamentu projektów ustaw, mających służyć odpowiedniemu uhonorowaniu i zwiększeniu ochrony socjalnej weteranów UPA. W październiku 2017 roku w Kijowie, miastach obwodowych oraz w winnych ośrodkach miałyby też odbyć się uroczystości rocznicowe. Z kolei do końca 2017 roku w szkołach miałyby zostać przeprowadzone zajęcia tematyczne, by zwiększyć zainteresowanie wśród dzieci i młodzieży „heroicznymi kartami historii walki narodu ukraińskiego za swoją niepodległość”. Projekt zakłada także prowadzenie badań naukowych i organizację konferencji ogólnoukraińskich i międzynarodowych na rzecz „ustanowienia i rozpowszechniania prawdy historycznej nt. Ukraińskiej Powstańczej Armii, jej roli w uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę”, jak również ustanawianie miejsc pamięci i pomników „związanych z historią walki wyzwoleńczej ukraińskiego narodu w XX wieku”. Przewidziano też wydawanie specjalnych książek poświęconych UPA. Jak podaje portal Kresy.pl „W uzasadnieniu deputowani napisali, że UPA „wniosła znaczny wkład w zdobycie i ogłoszenie niezależności Ukrainy”, a także „miała znaczący wpływ na formowanie ukraińskiej świadomości narodowej i procesów państwotwórczych na Ukrainie. – UPA odpowiedziała prawu każdego narodu do samostanowienia i suwerenności – czytamy w dokumencie. Podkreślono, że podczas II wojny światowej UPA „walczyła przeciwko niemieckiemu okupantowi. Zaznaczono również, że ogólnokrajowe obchody zwrócą uwagę społeczeństwa na „bohaterską historię UPA”, a także na „formowanie w następnych pokoleniach poczucia patriotyzmu, miłości do Ukrainy i troski o swój naród”.
    Oczywiście także Lwowska Rada Obwodowa chce ogłosić przyszły rok rokiem UPA. Zgodnie z projektem, przewodniczący lwowskiej rady obwodowej Ołeh Syniutka do 1 lutego ma stworzyć komitet organizacyjny i opracować plan obchodów. Zapytany o te ukraińskie zamiary fetowania rocznicy utworzenia UPA minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski odpowiedział, że Polska może wyciągnąć w stosunku do Ukrainy konsekwencje dyplomatyczne . Stwierdził: „Może się okazać, że z Polski nikt tam już nie pojedzie”. Według Waszczykowskiego, gdyby do tego doszło, to z tej sytuacji, czyli z odmiennych interpretacji roli UPA w Polsce i na Ukrainie, można wybrnąć poprzez wspólne działania wzorowane na doświadczeniach instytutu Yad Vashem czy na pojednaniu polsko-niemieckim. Jednak jego zdaniem, nie tylko Ukraińcy, ale też Polacy nie mają świadomości, czym była UPA. Uwaga słuszna, ale zapewne wniosków z tego ani on ani rząd nie wyciągną, a tym bardziej nie zastosują w praktyce.
    A na Ukrainie, być może dla uczczenia tej rocznicy, już został zniszczony pomnik polskich ofiar w Hucie Pieniackiej. Został wysadzony za pomocą materiałów wybuchowych. Oczywiście przez dywersantów Putina, chociaż nikt nic nie widział i nikt nic nie słyszał. Ale życzliwy Polsce rząd Petra Poroszenki odbuduje go. Jest co prawda biedny, ale na taki akt dobrej woli nie będzie żałował pieniędzy…

  10. JerzyS said

    „Cyngiel”, który zdetonował Rzeź Wołynia
    avatar użytkownika witas
    witas, sob., 05/07/2014 – 10:52
    http://blogmedia24.pl/node/68237

    „O tym, co nazywamy tragedią Wołynia, nie zadecydował przypadkowy strzał, lecz świadoma decyzja przeprowadzenia czystki etnicznej. Nie ma takiej idei i takiej krzywdy historycznej, która potrafiłaby zmusić człowieka, by z zimną krwią zarzynał swego bliźniego, słuchając jęków matek i dzieci – trzeba zatracić ludzkie oblicze.”

    prof. Myrosław Popowycz „Wołyń: nasze i nenasze hore” [= nieszczęście]

    Do końca 1942 roku nie było poważniejszych zatargów ukraińsko-polskich ani żadnych zbiorowych mordów na tle narodowościowym. Do rozpoczęcia aktów ludobójstwa na Polakach doszło 8 kutego 1943 we wsi Parośla (pow. Sarny), gdzie sotnia OW OUN „Dowbeszki-Korobki” (Hryhorij Perehiniak) wracając z pierwszego w historii ataku OUN na niemieckich okupantów w m. Włodzimierzec, zamordowała 170 polskich mieszkańców. Dowódca tych morderców ginie 14 dni później w potyczce z Niemcami.
    Jego bezpośrednim dowódcą był szef OUN-B na półn.-wschodnim Wołyniu Iwan Łytwynczuk „Dubowyj”,
    który miał również wielki wpływ na decyzje całego wołyńskiego OUN-B „Kłyma Samura” Dmytro Kljaczkiwskiego {Motyka str.88}

    Zapamiętajmy te dwie osoby, kluczowe do wyjaśnienia tytułowego pytania.

    II konferencja OUN-B w kwietniu 1942 r. zadeklarowała chęć szukania kompromisu z Polakami. Jednak końcu tego roku referenci wojsk zaplanowali, że do wysiedlenia Polaków z Wołynia będzie użyta ukraińska wyłącznie żandarmeria i SB OUN, zakazano wykorzystywać do tego żołnierzy tworzonej armii.
    W dniach 17–23 lutego 1943 w wiosce Tereberze lub Wałujky w pobliżu Oleska (woj. lwowskie) odbyła się III konferencja OUN-B. Nie jest potwierdzone, aby podjęto na niej jakiekolwiek decyzje na temat „problemu polskiego”. Zadecydowano o „tworzeniu silnych struktur partyzanckich nie podejmujących wszakże szerszej działalności bojowej i nastawionych na wystąpienie w „odpowiednim momencie”, natomiast decyzję o rozpoczęciu na szeroką skalę działań partyzanckich podjęto samodzielnie na Wołyniu łamiąc ustalenia III konferencji”.
    Znamienne jest, że zniesiono nakaz podnoszenia prawej ręki jako obowiązkowe pozdrowienie organizacyjne. Po klęsce stalingradzkiej i przewidywanej klęsce Hitlera w wojnie postanowiono wyrzucić ze zwyczajów OUN-B podobieństwa do nazistowskich symboli. Zaczęto orientować się na opcję zachodnią.
    W rezultacie konferencji nastąpiła fala dezercji ukraińskiej policji liczącej w Komisariacie Wołyń-Podole 11 870 ludzi. (Przy 453 policjantów i 954 żandarmów narodowości niemieckiej.) Do 10.04 do lasu uciekła prawie połowa ukraińskich policjantów i stali się oni osnową partyzantki OUN-B, nazwanej z początku Ukraińska Armia Wyzwoleńcza. Dowództwo nad nią objęli Wasyl Iwachiw (który już 13.5.1943 poległ) i Dmytro Kljaczkiwski.
    Początkowo Polaków zabijano głównie w powitach Sarny i Kostopol, więc na terenie podległym Iwan Łytwynczuk „Dubowyj”. Dopiero w marcu’43, wraz z narastającą dezercją z UPP doszło do fali różnych mordów, jednak tylko tam gdzie dowodził Łytwynczuk nastąpiła systematyczna i planowa fizyczna likwidacja wszystkich Polaków. Prawdopodobnie mordowanie Polaków dla „Ukrainy” miało być testem rehabilitacyjnym dawnych policajów, a nowo przyjętych partyzantów, a że ci w ostatnim półtora roku jako UPP wyspecjalizowali się w mordowaniu ludności żydowskiej, więc było to dla nich połączenie „przyjemnego z pożytecznym”. W tym „doświadczeniu” można upatrywać przyczynę bezwzględności i okrucieństwa mordów, niespotykanych do tamtej pory.
    Wydaje się, że właśnie pod wpływem „skuteczności” Zagłady Żydów kierownictwo OUN-B na Wołyniu postanowiło z własnej inicjatywy zamiast wysiedlić, bądź zmusić do wysiedlenia, po prostu wymordować całą polską ludność na kontrolowanym przez siebie terenie.
    Decyzja o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii polskiej” musiała zapaść w ścisłym gronie wołyńskiego kierownictwa OUN-B: Dmytra Klaczkiwskiego, kierującego wołyńską OUN-B, Wasyla Iwachowa, referenta wojskowego OUN-B oraz Iwana Łytwynczuka, dowodzącego siłami UPA na północno-wschodnim Wołyniu.
    Bo właśnie jeżeli zastosowanie metod z eksterminacji Żydów w powiatach Sarny i Kostopol było decyzją trój-osobowego kierownictwa, to o rozpoczęciu mordów Polaków na zachodnim Wołyniu, gdzie dotąd ich nie było, zadecydował bezwątpienia samodzielnie. Kljaczkiwśkij.Po śmierci Iwachowa pełnia władzy przeszła w ręce Kljaczkiwskiego, który w czerwcu 1943 roku przekazał dowódcom UPA na zachodnim Wołyniu oficjalny rozkaz mordowania WSZYSTKICH Polaków bez uprzedzenia ich i bez wyjątku na płeć, wiek, itd.
    (…) powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat(…) Tej walki nie możemy przegrać, i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi.”
    Jeden z komendantów UPA, Stelmaszczyk „Rudy” otrzymawszy taki rozkaz, zwrócił się do zastępcy przedstawiciela sztabu głównego Andruszczenki o wyjaśnienie. Ten odpowiedział mu, że „to nie jest polecenie z centrali, to jest przekręcenie w terenie”. W związku z tym „Rudy” próbował odwoływać się do „naczelnego wodza” prowodnyka OUN-B Mykoły Łebedzia przez list z 24 czerwca 1943:
    Odpowiedź prawdopodobnie nie nastąpiła, bo Łebedź został w tym czasie odwołany (sic! – wrócimy zaraz do przyczyny dymisji prowidnyka OUN-B), a Stelmaszczyk mimo wątpliwości te zbrodnicze rozkazy wykonywał (inaczej zaopiekowałaby się nim inkwizycyjna w formie i treści SB OUN).

    Zdaniem wielu historyków zajmujących się Rzezią Wołyńską „Kłym Sawur” przeinaczył, zmienił treść rozkazu centrali OUN-B, wypaczając jego sens –
    z nakazu żądanej ewakuacji (czyli wypędzenia) na natychmiastowe, podstępne mordowanie całej ludności polskiej od niemowląt po staruszki.
    Musimy zadać sobie pytanie, czy zrobił to z potrzebny mordu i nienawiści do wszystkich Polaków i Polek, czy mogły stać za tym podstępem (w tym i odnośnie własnej organizacji) inne motywy?

    „Kłym Sawur” urodzony w 1911 r. jako Dmytro Kljaczkiwśkij, syn urzędnika bankowego, absolwent gimnazjum w Zbarażu (lub w Stanisławowie ?) studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim.
    Służył jako poborowy w WP 1932-34, potem pracował w ukraińskim przedsiębiorstwie.

    Wątpliwe czy mógł nienawidzić Polaków bardziej niż inni nacjonaliści ukraińscy represjonowani w II RP z powodu polskich szykan – siedział w polskim więzieniu mniej niż rok – w 1937.
    Pod sowiecką okupacją mianowany prowidnykiem konspiracyjnego Junactwa OUN Stanisławowszczyzny
    i 10 września 1940 r. został aresztowany przez NKWD w miejscowości Dolina.

    Na głośnym „procesie 59-ciu” w styczniu 1941 skazany na karę śmierci,
    jednak stalinowski wymiar sprawiedliwości udzielił mu łaski i zmniejszył karę do 10 lat lagrów (
    taki wymiar można było dostać za sam „nieodpowiedni stosunek do ustroju”, lub opowiedzenie anegdoty).
    W lipcu 1941 r. po napaści wojsk niemieckich na ZSRR po prostu uciekł z sowieckiego więzienia w Berdyczowie.

    Jak widzimy, Kljaczkiwśkij trzykrotnie cudem uniknął śmierci z rąk sowieckiego ramienia „sprawiedliwości”.
    Rachunek prawdopodobieństwa zaczyna się krzywić i znacząco chrząkać.
    Zwłaszcza przy udanej ucieczce z berdyczowskiego więzienia podczas wspominanej wcześniej akcji ewakuacyjnej sow. więźniów, która w razie braku możliwości wywiezienia wrogów władzy komunistycznej, bardzo często mordowała ich na miejscu.

    W dniu napaści Niemiec na ZSRR – 22 czerwca 1941 – Biuro Polityczne kompartii podjęło uchwałę, zobowiązującą NKWD do wykonania wyroków śmierci, wydanych na więźniów, przebywających w więzieniach zachodnich obwodów Białorusi.
    Dwa dni później szef NKWD, Ławrientij Beria, polecił rozstrzelać wszystkich więźniów znajdujących się w śledztwie oraz skazanych za „działalność kontrrewolucyjną”, „sabotaż gospodarczy”, „dywersję” i „działalność antysowiecką”. Według danych sowieckich z 10 czerwca 1941, a więc niemal z przededniu agresji niemieckiej, w więzieniach zachodniej Białoruskiej i Ukraińskiej SRR przebywało ok. 40 tys. więźniów, w tym:
    w więzieniach tzw. Zachodniej Ukrainy ok. 21 tys. więźniów,
    w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi ok. 16,5 tys.,
    pozostałe ok. 2,5 tys. więźniów znajdowało się w więzieniach na Wileńszczyźnie.
    Łącznie zamordowano ok. 35 tys. uwięzionych.
    „W Berdyczowie część więźniów została wysadzona przez NKWD wraz z budynkiem. W Dubnie strzelano przez „judasza”. 23 czerwca 1941 r. w więzieniu w Łucku NKWD zgromadziło więźniów na dziedzińcu więziennym, po czym otworzyło huraganowy ogień z broni maszynowej.
    Po zmasakrowanych jeżdżono samochodem, a okazujących oznaki życia dobijano”.

    „Na podwórzu, wydobyte z ziemi, niektóre już ze śladami rozkładu, leżały trupy pomordowanych przez NKWD więźniów, pochowanych na miejscu, w obrębie więzienia. Było ich kilkaset część z nich miała wyraźne ślady tortur, rozległych oparzeń, złamań kości, ran. Widać, że byli to ludzie aresztowani w ostatnim okresie przed ewakuacją NKWD.” lwow.home.pl/zygulski/zygulski3.html#4

    Więzienie we Lwowie po ucieczce Sowietów, czerwiec 1941

    Wynika z tego, że nasz „bohater” był jednym z nielicznych, którzy uniknęli i wykonania zasądzonego wyroku śmierci, i wywózki w głąb „nieludzkiej ziemi”, i egzekucji w warunkach wojennych na sowieckiej Ukrainie. Czy li tylko szczęście?
    Pamiętamy z serialu „Stawka większa niż życie” jak „szczęśliwie” udawało się klikakrotnie uciekać Hansowi Klossowi z sowieckiej niewoli ?
    Czy wśród skazanych i „ułaskawionych” mamy jeszcze jakieś znane nazwiska? – Jest! Natalia Szuchewycz. Siostra Romana, późniejszego dowódcy UPA? Tak. Przeżyła wojnę i już w 1956 r. wróciła nawet na Ukrainę. Ukończyła (sowiecką) szkołę medyczną. W czasie, gdy jeszcze walczyły oddziały podległe wcześniej jej bratu (zabitemu w operacji nadzorowane przez specjalistę od spraw ukraińskich – gen. Pawła Sudopłatowa – tak, tego samego, który za pomocą głębokiej sowieckiej agentury w OUN dotarł do jej szefa Konowalca, przebywającego na Zachodzie i własnoręcznie go zamordował. W swoich wspomnieniach napisał, że w dotarciu do Szuchewicza posłużył się tym samym agentem, który pomógł mu zalegalizować się u Konowalca.) A może brat Natalii Suchewycz zasłużył się czymś ZSRR?

    Roman Suchewycz, dowódca UPA do 1945 z siostrą Natalią

    Tu jest interesująca poszlaka. Między 21 i 25 sierpnia 1943 odbył się III Zjazd OUN,
    na którym prowidnyk Łebedź i Mychajło Stepaniak skrytykowali działania UPA na Wołyniu,
    określając działania podjęte przeciwko Polakom jako „bandyckie”.

    Grupa działaczy OUN z Wołynia podjęła jednak obronę „Kłyma Sawura”,
    domagając się powtórzenia doświadczeń z Wołynia także na terenie Galicji.
    Ostatecznie zwolennicy Kljaczkiwśkiego znaleźli się na zjeździe w większości.
    Jak relacjonował następnie Stepaniak:

    – „W obronie postępowania „Kłyma Sawura” z Polakami wypowiadali się szczególnie energicznie „Horbenko”, „Hałyna”, „Iwaniw” oraz Szuchewycz. Ponieważ całe biuro Prowidu wystąpiło w obronie „Kłyma Sawura”, „Wielkie Zebranie” usprawiedliwiło jego działania, choć w oficjalnych uchwałach kongresu nie zostało to odzwierciedlone […]

    Roman Szuchewycz początkowo miał pewne zastrzeżenia do wołyńskiej taktyki Kłjaczkiwśkiego, które jednak (te wątpliwości) zniknęły po jego wizycie na Wołyniu jesienią 1943.

    27 VIII 1943 na mocy rozkazu nr 3 Kljaczkiwśkij stanął na czele Głównego Dowództwa UPA. W końcu tego samego roku, po reorganizacji sił UPA, został dowódcą grupy armii UPA-Piwnicz (Północ).

    W 1945 r. zastrzelony w specoperacji, której celem było pochwycenie go,
    jednak czekiści zabili go mimo tylko dwuosobowej ochrony dowódcy UPA.
    Tu też zadziwiające, że nie próbowano go wziąć żywego

    – ileż przydatnych informacji mógł udzielić siłom zwalczającym ukraiński ruch oporu?

    Czyli parafrazując pewnego Standartenführera z Gestapo – po prostu uciekł organom śledczym ZSRR. Który to już raz… ???

    „Wiadomo, że z powodu braku wykwalifikowanych kadr wojskowych w latach 1942-1943 przyjmowano do UPA, nawet na wysokie stanowiska dowódcze, oficerów sowieckich, którzy uniknęli niewoli niemieckiej.

    Umożliwiło to powstanie w UPA sowieckiej siatki wywiadowczej,
    którą Służba Bezpieczeństwa UPA zlikwidowała w sierpniu 1943 roku. Można jednak przypuszczać,
    że nie była to jedyna siatka wywiadowcza w UPA.

    Schwytany w grudniu 1943 przez SB UPA dowódca sowieckiej grupy partyzanckiej Aleksander Czcheidze
    miał stwierdzić, że specjalny oddział sowiecki dokonał pod firmą UPA kilku napadów na Polaków,
    ale brakuje istotnych szczegółów na ten temat (przede wszystkim miejsc i dat).”

    Grzegorz Mazur: „Rola Niemiec i Związku Sowieckiego w polsko-ukraińskim konflikcie narodowościowym w latach 1942-1945” w: „Polska-Ukraina: Trudne pytania. t.5. Materiały V międzynarodowego seminarium historycznego Stosunki polsko-ukraińskie w latach II wojny światowej Łuck, 27-29 kwietnia 1999”.

    Tutaj proponuję przypomnieć sobie informacje zamieszczone w II części niniejszego cyklu, którego ciąg dalszy nastąpi w opracowaniu m.in. takich tematów jak:
    WZROST POPULARNOŚCI KOMUNISTYCZNEJ PARTYZANTKI WŚRÓD POLAKÓW NA WOŁYNIU,
    WIELKIE WYSTRASZENIE NIEMCÓW 1944-45,
    PARTYZANCKI TERROR LUDNOŚCI CYWILNEJ W … (tu niespodzianka!)

    Suplement o działalności wspomnianego powyżej generała NKWD Pawła Sudopłatowa, urodzonego na Ukrainie specjalisty od tego kraju, choć nie tylko:
    „5 października 1939 roku, po agresji ZSRR na Polskę, na podstawie tajnego rozkazu nr 001186 wydanego przez Ławrientija Berię został wraz z Bogdanem Kobułowem i Trofimem Kornijenką jednym szefów trzech grup operacyjno-śledczych powołanych w celu przetłumaczenia oraz opracowania tajnych dokumentów polskiego wywiadu (w tym Oddziału II Sztabu Głównego WP), które dostały się w ręce radzieckie po 17 września 1939 roku.

    W 1941 roku, po ataku Niemiec na ZSRR, Paweł Sudopłatow 5.VII został mianowany szefem Zarządu Zadań Specjalnych przy NKWD. Zarząd, na czele którego stał, zajmował się m.in. zadaniami specjalnymi: wywiadem na terenie objętym okupacją niemiecką, organizowaniem i prowadzeniem partyzantki,
    organizowaniem sieci agentów, przeprowadzaniem tajnych operacji mających za cel zdezinformowanie nieprzyjaciela itd.

    W październiku 1941 roku Sudopłatow awansował ze starszego oficera (odpowiednik pułkownika w wojsku) do stopnia Komisarza Bezpieczeństwa Państwowego III stopnia (odpowiednik generała lejtnanta), nadal kierując Zarządem zadań specjalnych, który w październiku 1941 roku został powiększony i zreorganizowany w Specjalny Zarząd II NKWD, a w lutym 1942 roku w Niezależny Zarząd IV NKWD do Zadań Specjalnych i Wojny Partyzanckiej.

    Sudopłatow wraz z Zarządem IV NKWD odniósł wiele sukcesów prowadząc sabotaż i partyzantkę na tyłach wroga.”

    W niezwykle ciekawej, szczegółowo opisującej swoje liczne sukcesy (zabójstwo dowódcy OUN Konowalca, Lwa Trockiego aż w Meksyku, Suchewycza, wywóz złota z Hiszpanii, werbunek cennnych polskich agentów, m.in.: Radziwiłł, rotmistrz Sosnkowski) książce wspomnieniowej superagenta sowieckich specsłużb „Specoperacje. Łubianka Jreml 1930-1950” lib.ru/POLITOLOG/SUDOPLATOW/
    specoperacii Sudapłatow ani słowem nie wspomina o działalności
    „Kłyma Sawura” Kłaczkowśkiego.
    Aż zastanawiające!

    Artykuł jest częścią cyklu Największa tajemnica Rzezi Wołyńskiej – cz.1
    Największa tajemnica Rzezi Wołyńskiej – cz.2
    Khatyn – zbrodnia „niemieckich faszystów
    Polsko-sowiecka wojna partyzancka na północnych Kresach 1943-45

Sorry, the comment form is closed at this time.