Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ucieczka od wolności

Posted by Marucha w dniu 2017-02-24 (piątek)

Niepodobna przesadzić w odmawianiu ważności jednostkom – pisała pewna amerykańska dziennikarka do Marii Curie-Skłodowskiej – mimo to ja od lat ubiegam się o rozmowę właśnie z panią.

Rzeczywiście – niepodobna przesadzić w odmawianiu ważności jednostkom i proletariacki poeta Włodzimierz Majakowski dał wyraz temu przekonaniu w słynnym wierszu, gdzie czytamy, że „jednostka zerem, jednostka bzdurą” – ale co z tego, kiedy życie tak boleśnie z niego zadrwiło, że sam padł ofiarą szaleństwa, które później zostało obłudnie nazwane „kultem jednostki”? Obłudnie – bo właśnie wtedy żadna jednostka nie liczyła się wcale – oczywiście poza Józefem Stalinem.

Ale Stalin rzeczywiście wycisnął piętno swojej osobowości na całej epoce, podobnie zresztą jak inny wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. Niby jeden i drugi został potępiony, chociaż Stalin nie tak absolutnie, jak Hitler, bo wprawdzie też się rozdokazywał, nawet w stopniu większym od Hitlera, ale zasadniczo „dobrze chciał” – a przynajmniej tak do dzisiejszego dnia twierdzą nawet tacy ludzie, którzy wyznawcami Stalina nie byli, ale hołdowali nieubłaganemu postępowi.

Tymczasem Hitler został potępiony, jako wcielenie zła absolutnego, chociaż trudno zgadnąć, dlaczego właściwie mordowanie arystokratów, ziemian, kupców, przemysłowców, księży, czy chłopów, a więc przedstawicieli klas społecznych uznanych za „niewłaściwe”, ma stać moralnie wyżej od mordowania Żydów, czy innych przedstawicieli niewłaściwych ras. Jak dotąd jedynym uzasadnieniem tej różnicy jest zbrodnicza marksistowska brednia, przez jakieś tragiczne nieporozumienie uznana za „naukę”.

Pamiętam, jakie było moje przerażenie, kiedy kilka lat temu w Paryżu siedziałem w towarzystwie kilku docentów – jak się okazało – marksistów. Już myślałem, że szczęśliwie nie zobaczę już nigdy w życiu żadnego żywego marksisty, a tymczasem w jednej tylko restauracji siedziałem obok czterech – w dodatku pełnych wigoru i planów na przyszłość. Przerażenie moje brało się stąd, że skoro marksiści nie tylko są żywi, ale pełni wigoru i planów na przyszłość, to czeka nas jeszcze mnóstwo paroksyzmów, których nie wszystkim uda się przeżyć.

Czesław Miłosz w wierszu przedstawiającym koniec świata podkreśla, że koniec świata rozpocznie się w sposób dla nikogo niedostrzegalny – no a potem już będzie za późno – chociaż z drugiej strony w gruncie rzeczy nie bardzo wiadomo, jak można by zapobiec końcowi świata, gdyby nawet ktoś spostrzegł się w porę. Ale jeśli nawet końcowi świata, albo też innym, mniejszego kalibru paroksyzmom, nie można zapobiec, to warto się wysilić, by przynajmniej zauważyć symptomy. Skoro bowiem tak czy owak trzeba będzie zginąć, to niech przynajmniej się dowiemy, co takiego nas zabiło i dlaczego.

Ciekawe, że nawet wyznający determinizm dziejowy PPR-owcy też dawali wyraz pragnieniu, żeby takie rzeczy jednak wiedzieć, bo czyż w przeciwnym razie swoją deklarację ideową zatytułowaliby: „O co walczymy, za co zginiemy”?

Gdybyśmy zatem postawili sobie pytanie, kiedy w naszym nieszczęśliwym kraju właściwie zaczęła się ucieczka od wolności, to bylibyśmy w niemałym kłopocie z uchwyceniem punktu zwrotnego. Nie o precyzję jednak chodzi, ale przede wszystkim o to, by zdać sobie sprawę, że ucieczka od wolności w jakimś momencie się rozpoczęła, a co gorsza – że musi być kontynuowana nawet w sytuacji, gdyby zewnętrzne znamiona władzy uchwycili politycy szczerze idei wolności oddani.

Nie chodzi bowiem nawet o to, że Prawo i Sprawiedliwość, dzięki poparciu amerykańskiemu oraz uruchomieniu programów rozdawniczych może wygrać następne wybory przynajmniej w stopniu umożliwiającym samodzielne ustanowienie rządu, tylko przede wszystkim o to, że uruchamiając wspomniane programy rozdawnicze, PiS wprowadził nasz naród i nasze państwo na jednokierunkową ulicę, którą można zmierzać już tylko ku swemu przeznaczeniu.

Rzecz w tym, że w rozumieniu prawa, program rozdawniczy w rodzaju „rodzina 500 plus”, wyposaża swoich beneficjentów w tak zwane „prawa nabyte”. Wprawdzie ustawa dezubekizacyjna pokazuje, że kiedy trzeba, a ściślej – kiedy można, takie posunięcie zaprezentować jako realizację sprawiedliwości dziejowej, to prawodawcy specjalnie się nie krępują prawami nabytymi, ale w przypadku wspomnianego programu rozdawniczego sytuacja jest inna.

Po pierwsze – krąg osób uprawnionych jest na tyle szeroki, że mało kto ośmieliłby się zamachnąć na ten przywilej, a po drugie – gdyby nawet taki desperat się znalazł, to niezawisłe sądy natychmiast podważyłyby legalność takiego zamachu i musiałby wycofać się z podwiniętym ogonem. Oznacza to, że nawet taki desperado musiałby realizować program, który nie tylko uważa za sprzeczny z ideą wolności, ale w dodatku – za zabójczy dla państwa, zwłaszcza na dłuższą metę.

Program ten jest sprzeczny z ideą wolności, bo w sposób trwały uzależnia obywateli od państwa, w dodatku zmuszając ich do popierania programu zwiększania dochodów budżetowych – ponieważ realizacja tego programu wymaga utrzymania wysokiego, a nawet – rosnącego budżetu, gdyż w kolejce czekają następne programy w rodzaju „mieszkanie plus”, a przecież i to nie jest ostatnie słowo.

Według zasady Murphy’ego, jeśli może stać się coś złego, to na pewno się stanie, a cóż dopiero w sytuacji, kiedy właśnie od tego, czy się stanie, zależy zwycięstwo wyborcze? Program ten jest sprzeczny i ideą wolności również z tego powodu, że realizowany jest za pieniądze pożyczone. Jak wiadomo, koszty programu „rodzina 500 plus” wynoszą ok. 24 mld złotych rocznie, a zaplanowany w ustawie budżetowej na rok 2017 deficyt wynosi prawie 60 mld złotych. Jasne jest więc, że zarówno pierwszy, jak i wszystkie następne programy rozdawnicze będą realizowane za pieniądze pożyczone, to znaczy – kosztem wydatnego powiększenia długu publicznego.

Dług publiczny naszego nieszczęśliwego kraju powiększa się o prawie 500 mln zł na dobę, a to znaczy, że go nie spłacamy, tylko „obsługujemy”. Według oficjalnych informacji, koszty obsługi długu publicznego wyniosą w roku bieżącym ponad 30 miliardów złotych. Mamy wszelako do czynienia z fenomenem, że dług wprawdzie rośnie, ale koszty jego obsługi spadają, nawet do „rekordowo niskiego poziomu”.

Ale nie takie fenomeny zdarzały się u nas w przeszłości, kiedy Edward Gierek zafundował społeczeństwu iluzję dobrobytu na kredyt – oczywiście dopóki wszystko się nie skawaliło. Zatem – jak tam z tymi kosztami obsługi jest naprawdę – to zostanie nam objawione w stosownym czasie.

Tak czy owak, koszty te rozkładają się na obywateli i jeśli nawet przyjąć za dobrą monetę oficjalną informację, to oznacza to, iż na jednego obywatela rzeczywiście mieszkającego w Polsce przypada ok 800 zł rocznie. Zatem 5-osobowa rodzina tylko na obsługę długu publicznego musi zapłacić 4000 zł, rocznie – a przecież są jeszcze inne koszty.

Oznacza to, że rządy kupują poparcie polityczne za cenę wpychania obywateli w coraz głębszą niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Niewolniczą – bo istota niewolnictwa polega na tym, że niewolnik musi pracować na swojego pana. Pracować, czyli oddawać mu coraz większą część bogactwa, które swoją pracą wytwarza. Właśnie w taką zależność obywatele są wpychani przez własne, „wrażliwe społecznie” rządy.

Przy utrzymaniu procedur demokratycznych odwrót z tej drogi będzie bardzo trudny, a być może nawet niemożliwy, zwłaszcza, że realizowaniu programów rozdawniczych nie towarzyszą nawet próby odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego skutecznie przez kapitalizm kompradorski, postępującą biurokratyzację państwa i niemiecki projekt „Mitteleuropa” z roku 1915.

Więc wprawdzie Karol Marks stworzył zbrodniczą brednię, ale niektóre spostrzeżenia miał trafne, między innymi to, że żeby wprowadzić socjalizm, wystarczy podtrzymywać demokrację. Bo ludzie wprawdzie pragną wolności, ale pragną też bezpieczeństwa, to znaczy sytuacji, w której ktoś zdejmie z nich ciężar ryzyka. Jeśli ktoś obieca im zdjęcie tego ciężaru, gotowi są uciec od wolności – i dlatego demokratyczne partie prześcigają się w obietnicach zwiększenia bezpieczeństwa.

Oczywiście są to obietnice bałamutne, bo niewolnik lichwiarskiej międzynarodówki na żadne gwarancję bezpieczeństwa liczyć nie może, zwłaszcza w sytuacji, gdy lichwiarze będą potrzebowali pieniędzy, ale – jak zauważył Franciszek ks. de La Rochefoucauld – tylko dlatego Pan Bóg nie zsyła na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 6 to “Ucieczka od wolności”

  1. Marek said

    Miast 500plus i zadłużania kolejnych pokoleń, co jest środkiem do celu żydowskiej międzynarodówki [zniewolenia wszystkich narodów pod butem jednego parchatego rządu z antychrystem na tronie] – w Polsce trzeba podnieść kwotę wolną od podatku do poziomu ok 30tys zł. Ale tego nie zrobi żaden kalkstein, żydło, juda, singer, bucholtz, sretru, czy inny icek.

  2. Joannus said

    ”Program ten jest sprzeczny z ideą wolności, bo w sposób trwały uzależnia obywateli od państwa, ”

    Liberałom państwo niepotrzebne, bo ogranicza wolność.
    Stad nasze ”odzyskanie” wolności powiązane zostało z rozpoczęciem unicestwiania państwa.

    Cyż z ideą wolności podobnie nie jest sprzeczne ”prawo do własnego brzucha” według kobiet z wyjątkowo wielkim poczuciem wolności.
    Obywateli nie uzależnionych od państwa mamy multum we władzach.

  3. Maćko said

    Pan Stanislaw zapomina, jako ze jest prawnikiem a nie przedsiebiorca, ze 500+ jest INWESTYCJA.

    Inwestycja najintratniejsza z intratnych z polskiego patriotycznego punktu widzenia.

    Otóz wieksza ilosc „ponadplanowo” urodzonych dzieci to generator, niczym perpetuum mobile, zysków dla panstwa, gopodark i sektora prywatnego tez.

    Kazde dziecko „ponad plan” to dodatkowe wydatki czyli i przychody (np. z VATu):
    kosztowny poród
    pieluchy
    ubranka
    jedzonko
    szczepionki ( niestety )
    zlobek
    przedszkole
    szkola
    liceum
    zawodówka . nawet ta zwana uniwerkiem
    praca
    mieszkanie
    wyposazenie
    podatki
    skladki
    samochody ( dojna krowo wysokomleczna),,,,

    jasne? reszta tez. Zaloba tez daje ruch w interesie grabarzom i spólce.

    Nie zapominajac wcale, ale to wcale, ze jak nie bedzie Polaków, na co sie nieuchronnie zapowiadalo, to nie bedzie i potrzeby splacania „roszczen” czyli lupienia Polinu przez Zydowinu, bo bedzie pusto i glucho w kraju, wiec za pare dolarów na eutanazje staruszków glodomorów licznie kocacy sie ludek zemicki przejmie puste pola, ulice i kamienice bez rozglosu nie protestu.

    TAk wiec, Panie Stanislawie, jak dla mnie, to w tym aspekcie na pewno, libertarianizm sie nie stosuje.
    Pana zasady dobre sa w swiecie idealnym. Tyle ze w swiecie idelanym to nawet komunizm i marxism moglyby funkcjonowac…. nieprawdaz? 😉

  4. Maćko said

    Zgadzam sie, ze Polska jest najwazniejsza, ale cóz, nie da sie ukryc, ze porówniania, odieux czy nie, zawsze sa pociagajace.

    Otóz, w pewnym kraju za górami za morzami, dlug krajowy jest…:

    Dług publiczny USA przekroczył 19 000 000 000 000 dolarów

    W przeliczeniu na głowę mieszkańca, dług ten wynosi ponad 58 tys. dolarów, co również jest jednym z najwyższych wyników na świecie (choć np. za Japonią).

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Dlug-publiczny-USA-przekroczyl-19-000-000-000-000-dolarow-7324156.html

    No i co z tym fantem Pan Stanislaw zrobi teraz?

  5. Rafal C. said

    Ad 3 & 4 .
    Zgadzam sie. Pan Stanislaw jest prawnikiem i erudyta. Umie kasac, ale to nie niesie nawet znamion rozwiazania. Zaden ustroj w historii ludzkosci nie rozwiazal moralnego imperatywu: dzialac (rzadzic) tak
    aby sprawiediwosci zadoscuczynic. Niemniej jednak imperatyw ten przetrwal. Co dalej ?

  6. Maćko said

    5. Rafal – co dalej? Powiedzmy, ze w aktulanej sytuacji i przy obecnych ograniczeniach to 500+ to swietne rozwiazanie. Skuteczne od razu. Pomoglo biednym, wykonczylo lichwiarskie „minutówki”, napedzilo obrót handlowy lokalny i podatki przy okazji.

    SM informuje o tym co sie dzieje nieco ponizej linii oficajlnej widdocznosci i chwala mu za to. Przekazuje wiedze, opinie najczesciej zgodne z interesem Polski, budzi ludzi do samodzielnego i krytycznego odbierania GWna czy Telawizji.

    Innym teraz dzialac i wykorzystywac jego urabianie opinii publicznej.
    Praca zespolowa. Sami nikt wiele nie osiagnie.
    Gajówka tez w tym dziele bierze udzial no i my wszyscy.

    Przy okazji:
    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3489
    Rasizm, czy trybalizm?

    Felieton • tygodnik „Polska Niepodległa” • 17 października 2015

    Jak wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler mógł aż tak się pomylić? Nie tylko zresztą on; pomyliło się mnóstwo innych, podobnie wybitnych osobistości, a co gorsza – zasugerowały tę pomyłkę innym i w rezultacie doszło do pożałowania godnych następstw. Chodzi mi oczywiście o pogląd, że „narodem panów” są Niemcy, a wyższą rasą – Aryjczycy. Tymczasem nic podobnego! Z książki pana red. Krzysztofa Kłopotowskiego „Żydowski geniusz na polski rozum” wyziera prawda zupełnie inna. Że mianowicie „narodem panów” nie są żadni tam Niemcy, tylko Żydzi, uważani przez wybitnego przywódcę socjalistycznego Adolfa Hitlera i złych „nazistów” za „podludzi”. Pan redaktor Kłopotowski nie może się w związku z tym Żydów nachwalić, jacy są zdolni, jacy zorganizowani, jacy wpływowi, jak kręcą polityką amerykańską i tak dalej – no i zachęca mniej wartościowy polski naród tubylczy, żeby starał się do Żydów upodobnić chociaż w niewielkim stopniu. To bardzo interesujący postulat – ale czy w ogóle możliwy do zrealizowania?
    ….cd na linku

    Do worga nie trzeba sie upodanbiac, ale jego strategie trzeba znac aby sie przed nia strzec i wykorzystawc ja przeciwko niemu.
    pozdr.

Sorry, the comment form is closed at this time.