Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ani grosza więcej!

Posted by Marucha w dniu 2017-03-01 (środa)

Nie chodzę do teatrów, bo w ogóle – podobnie jak Lew Tołstoj – staram się nie bywać w obcych domach. Kiedy wydał on broszurę obrażającą cesarza Mikołaja II, wysłano doń urzędnika policyjnego, który poprosił go o złożenie wyjaśnień gubernatorowi. – Powiedzcie księciu – odrzekł Tołstoj – że nie bywam w obcych domach. Urzędnik zaniósł tę odpowiedź gubernatorowi i na tym sprawa się zakończyła.

Więc i ja staram się nie bywać w obcych domach, a zwłaszcza – w domach publicznych – zaś ostatnio teatry szalenie upodobniły się do klubów go-go.

Na rozmaite propozycje można natknąć się nawet daleko przed wejściem do takich klubów; panienki, które na tę okoliczność nie ubierają się na czarno, jak do protestów w obronie demokracji, tylko w kolory raczej wesołe, polują już na przedpolach na – jakby to określił Stanisław Grzesiuk – „miłości głodnych płeciów”, oferując im rozmaite atrakcje „dla dorosłych” – całkiem tak samo, jak Teatr Powszechny w Warszawie, gdzie jakiś chorwacki, czy może bośniacki filut, nazywany przez warszawskich filutów „prowokatorem”, wyreżyserował po swojemu „Klątwę” Stanisława Wyspiańskiego.

Oczywiście przy wszystkich podobieństwach Teatru Powszechnego w Warszawie do klubu go-go są i różnice. Przede wszystkim taka, że taki jeden z drugim klub go-go niczego nie udaje. Przeciwnie – swój burdelowy charakter podkreśla nawet z ostentacją, podczas gdy Teatr Powszechny w Warszawie, kierując się hipokryzją (hipokryzja to hołd, jaki występek składa cnocie – powiada Franciszek ks. de La Rochefoucauld), takiej ostentacji raczej unika, maskując prawdziwy charakter swojej działalności rozmaitymi opowieściami o „świątyni trudów artystycznych”, „wysokiej kulturze”, czy „misji” – ale tak naprawdę chodzi o to, żeby wypić i zakąsić najtańszym kosztem, to znaczy – pokazując widzom na scenie jeśli nie książkę telefoniczną – w przypadku spektakli ambitnych – to gołe dupy aktoreczek, albo nawet kopulacje.

Do tych czynności dopisuje się oczywiście jakieś „libretta” i nawet sprowadza reżyserów z zagranicy, którzy aktorom zaangażowanym do – dajmy na to – kopulacji, podpowiadają: „wyżej!, niżej!, teraz!” – bo – jak mówi przysłowie – łatwiej trafić w totolotka, niźli w toto u podlotka, więc bez reżysera, a przynajmniej – bez suflera obejść się w teatrze nie można.

Ale dopóki nie ma ustawy nakazującej bywanie w takich miejscach, to szanujący się ludzie coraz częściej teatrów unikają, zaś ci, co do teatrów chodzą, najwyraźniej muszą myśleć, że to, co im tam opowiadają o „misji” i tak dalej – że to wszystko naprawdę i nawet jak im się jakaś pornografia nie podoba, to zachowują się w swoim mniemaniu prawidłowo, to znaczy – klaszczą na komendę, niczym w programach u znanego z żarliwego obiektywizmu pana redaktora Tomasza Lisa.

W tej sytuacji wszelkie prowokacje mają charakter jednostronny, to znaczy – prowokatorzy prowokują i prowokują, ale publiczność wcale nie wie, że to prowokacja, myśli, że obcuje z „wysoką kulturą” i nawet ani przez chwilę nie przychodzi jej do głowy, że to zwyczajny Scheiss, a wynajęty przez dyrekcję filut po prostu kpi z niej w żywe oczy.

Kiedyś takie prowokacje były niemożliwe, a w każdym razie – znacznie trudniejsze, bo publiczność była odważniejsza, nie kucała tchórzliwie przed bezczelnymi chałturnikami i rozwydrzonymi dziewuchami (dziewuchy, to nazwa własna), tylko dawała się prowokować.

Michał K. Pawlikowski w książce „Wojna i sezon” wspomina, jak to na premierze jakieś futurystycznej sztuki w „Reducie”, która mieściła się w gmachu Teatru Wielkiego, jeszcze przed końcem pierwszego aktu ramoty, Bohdan Zalutyński, słynny litewski facecjonista, wstał i tubalnym głosem wykrzyknął: „Dość tego skandalu! Chodźmy na kolację! Nigdy by za czasów Skałona (Gieorgij Skałon, gubernator warszawski, na którego w 1906 roku dokonała zamachu Wanda Krahelska; jej bratanicą była Krystyna Krahelska, która posłużyła rzeźbiarce Ludwice Nitschowej za model Syreny na warszawskim pomniku) nie ośmielono się wystawić takiej bzdury na scenie cesarskiej! No ale cóż – wszystko dziś jest możliwe w tych nowych republikach – litewskiej, łotewskiej, cygańskiej…”

Nawiasem mówiąc, ten Bohdan Zalutyński ustawił przed wjazdem do swego majątku w Złobowszczyźnie pasiaste budki strażnicze w której dyżurowali żydowscy wasale z pobliskiego miasteczka. Gdy Zalutyński nadjeżdżał, wartownicy ustawiali się w szeregu, a ten pozdrawiał ich okrzykiem: „Zdarowo Żydy!”, na co tamci odpowiadali: ”Zdrawia żełajem Waszemu Wysokorodiu!”

Dzisiaj wszystko stanęło na głowie i potomstwo świętych rodzin skacze przed Żydami z gałęzi na gałąź, więc trudno od takich kundli oczekiwać, że poddadzą się prowokacji tylko dlatego, że nie podobał się im jakiś teatralny knot. Przeciwnie – potulna teatralna publiczność podobna jest do owego chłopa ze wspomnień Wańkowicza. Wracał był on z jarmarku w miasteczku i próbował zjeść kupione tam mydło. Widząc zapienionego chłopa przechodzący mimo Żyd wykrzyknął ze zgrozą: Hryćku, toż to miło! – na co Hryćko odparł: idi k’czortu Szlomka; miło, nie miło, a kupił, tak zjesz!

Niezależnie jednak od tego, trzeba myśleć pozytywnie, to znaczy – zgodnie z zasadą, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. I w tym przypadku tak właśnie jest. Teatr Powszechny w Warszawie dostał w ubiegłym roku 8 milionów złotych subwencji z publicznych pieniędzy i najwyraźniej łobuzerii musiało przewrócić się od tego w pustych głowach – o czym świadczy buńczuczne i pretensjonalne „oświadczenie”, zawierające nawet pogróżki.

Pora zatem podjąć stanowczą decyzję o likwidacji WSZYSTKICH publicznych subwencji dla WSZYSTKICH teatrów i innych przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego. Państwo nie ma moralnego prawa zmuszać podatników, na przykład – dróżnika spod Mławy – do składania się na rozrywki warszawskich snobów (snob to skrót dwóch łacińskich słów: sine nobilitate, czyli – bez szlachetności). Wymuszanie takiego składania się nosi wszelkie znamiona kradzieży zuchwałej, to znaczy – dokonywanej przy pomocy specjalnie w tym celu spreparowanych pozorów legalności – bez względu na to, jakimi pretekstami bywa osłaniane: „misją”, „wysoką kulturą”, czy „sztuką”.

Pomijając już to, że zdjęcie majtek nawet na scenie, to żadna sztuka, państwo ma obowiązek chronić obywateli przed wszelkimi formami kradzieży, a zwłaszcza – formami zuchwałymi, więc jeśli państwowi dygnitarze, podlizując się chałturnikom w nadziei zyskania popularności i uzbierania głosów wyborczych od tego obowiązku tchórzliwie się uchylają, to stają się w ten sposób wspólnikami kradzieży i to w dodatku takimi, których beneficjenci złodziejstwa sobie wynajmują za ekspektatywę przedłużenia dygnitarstwa. To nawet jeszcze większe łajdactwo, niż sama kradzież, z czego najwyraźniej nie wszyscy zdają sobie sprawę, więc dedykuję ten felieton panu wicepremierowi i ministrowi kultury oraz dziedzictwa narodowego Piotrowi Glińskiemu, żeby się opamiętał, póki jeszcze czas.

Stanisław Michalkiewicz
http://www.michalkiewicz.pl/

Z gajowego nieraz wychodzi chamski prymityw. Właśnie wyszedł i powiedział, że gdyby autorom takich „spektakli” spuścić regularny łomot połączony ze wstrząsem mózgu, utratą przednich zębów i połamaniem gnatów, to bardzo szybko skończyłyby się ich „misje” kulturalne.
Admin

Komentarzy 8 to “Ani grosza więcej!”

  1. teatroman said

    A jakby publika teatralna po scenie kopulacji by zakrzyknela – „Biiiiss !!!” ?

    A po I-szym bisie zazyczyla by drugiego?
    A po II-gim bisie trzeciego?
    A po III-cim bisie czwartego?
    A po IV-tym bisie…. .

    £yso by bylo, przed wysublimowana publicznoscia, tym awangardowym aktorom pewnie juz po II-giej powtorce!

    PS: Jak red. Michalkiewicz to a propos Szpotanskiego! Pod sobotnim Coryllusem rozgorzala dyskusja jego aktywnych czytelnikow na temat dzialalnosci zawodowej (szachy!) i dzialalnosci literackiej Szpota. Blogowa publika, kolektywnym wysilkiem, tak miedzy 9 wieczor (sobota) a 3 rano (niedziela) wykoncypowala dedukcyjnie, ze Szpotanski byl zadaniowany przez wywiad wojskowy (slynna rodzima razwiedke vel stare kiejkuty) PRL-u. Nikt jednak z dyskutantow nie konkludowal pytaniem: „a co na to, wielki admirator tworczosci Szpota, pan Stanislaw?”. Ja nie moglem zapytac bom zbanowany.

  2. Michał Pluta: „A gdyby w „Klątwie” zamiast kukły papieża umieścić kukłę rabina?”, tutaj: .http://prawy.pl/46645-a-gdyby-w-klatwie-zamiast-kukly-papieza-umiescic-kukle-rabina/

    Dwa cytaty, z których pierwszy objaśnia, o czym jest artykuł, a drugi – co by było gdyby…

    I.
    „Właściwe to, co dzieje się w Teatrze Powszechnym nie jest godne uwagi, bo gdyby komentować każdą głupotę czy niegodziwość, która przyjdzie różnym osobnikom do łbów (bo wiadomo krowie przyjdzie do łba pójść w szkodę, świni przewrócić ryjem koryto, a kurze znieść jajko gdzieś poza przeznaczonym do tego celu gniazdem), to normalni ludzie nic tylko by komentowali, gdyby nie to, że właśnie… cała ta heca odbywa się za nasze pieniądze.”

    II.
    ” Oto wyobraźmy sobie, że zamiast figury papieża w spektaklu pojawia się figura rabina, albo zwykłego Żyda i tą figurę wieszają. I już wiadomo, że „takie rzeczy” są niedopuszczalne.

    Niech ci wszyscy entuzjaści spektaklu odpowiedzą sobie na pytanie, jak wówczas zareagowaliby. Czy „Iwona Kurz, historyczka kultury nowoczesnej i szefowa Instytutu Kultury Polskiej UW” powiedziałby: „Jeśli ta sztuka jest przeciwko czemuś, to przeciw zakłamaniu”. „Sztuka przynajmniej od czasów awangardy zostawiała sobie pole, by prowokować i pytać o to, o co w innych miejscach nie pytamy. Jeśli Klątwa wywołała skandal, to można powiedzieć, że taka była jej rola”. „Klątwa posługuje się figurami, nie jest wycelowana w konkretne postaci czy religie…”. Coś mi się wydaje, że wówczas tej babie, utrzymywanej z naszych podatków, prędzej pociekłoby po nogach, niż wypowiedziałaby podobne zdanie. A teatr by pewnie zamknęli, dyrektorowi, reżyserowi, aktorom, publiczności sąd dowaliłby wyroki więzienia za antysemityzm i to bez zawiasów, Gazeta Wyborcza, TVN itd., rzucałyby gromy na „tradycyjny polski antysemityzm” a prezydent musiałbym przepraszać Izrael i społeczność żydowską.

    W artykule jest dużo więcej i warto tam się pofatygować.
    Co do mnie, to instaluję nowy bookmark.

  3. Moher49 said

    Szanowny gospodarzu, za wybicie zębów, połamanie żeber itd idzie się w Polsce siedzieć. Nie ważne, że to wybicie byłoby za profanację naszej wiary, obrazę naszych świętych, oplucie naszych autorytetów.
    Tak jest świat ułożony, że my chrześcijanie z góry skazani jesteśmy na przegraną.
    – Żyd ma nakazane – oko za oko, ząb za ząb,
    – muzułmanin ma nakazane zabijać niewiernych, chrześcijan też,
    – Polak katolik musi miłować nieprzyjaciół swoich, modlić się za nich i przebaczać wszystko co nam złe uczynią.
    Ks biskup Hoser, wyraził ubolewanie i zarządził modlitwy wynagradzające Bogu tę profanację.
    Dyrektor teatru pozostał dyrektorem, aktor aktorem, reżyser reżyserem, jeszcze się odgraża. Minister od kultury dostał tysiące listów domagających się ukarana sprawców – reakcji zero.
    Pozdrawiam,

    ——
    No cóż, jeśli my, potomkowie konspiratorów, jesteśmy za głupi na instytucję nieznanych sprawców, to cierpmy żydowskie rzygowiny…
    Admin

  4. ? said

    Re 3:
    Polak-Katolik ma nie dawać psom tego, co święte. A i pereł przed wieprze nie rzucać.

  5. er said

    WYSTARCZY TAM NIE CHODZIĆ.

  6. Ad 5
    Czyli wystarczy PŁACIĆ I „TAM NIE CHODZIĆ”.
    Za pieniądze podatnika jakiś bękart po diable i córach rewolucji będzie bluźnił i drwił z jego ideałów.
    Masochista z Era?

  7. Isia said

    … (3) Panie Moher49 …

    … a to Pan nie słyszał, jak to mówią … „w ciemnej uliczce i bez świadków” … wiadomo, że w Polsce szaleje żydowskie bezprawie … zaczynając od zażydzonego Sejmu, który uchwala antypolskie, zbrodnicze prawo, w efekcie mające doprowadzić do zniszczenia, biologicznego i kulturowego, rdzennych Polaków i historycznego narodu polskiego … sądy w Polsce nie są polskie … policja nie jest ani policją, ani polską … wojsko praktycznie zostało zlikwidowane …

    … przecież Pan wie, że żydzi okupują Polskę i Polaków … szukanie przez Polaków sprawiedliwości w „polskich” sądach, u żydowskich sędziów, jest obecnie naiwnością i głupotą … znane Panu z pewnością, stare, polskie przysłowie mówi – „mądrej głowie dość dwie słowie” …

  8. Moher49 said

    @7 Pani Isia,
    Wszystko to słyszał, nie raz nóż się sam w kieszeni otwiera, tylko jak to pogodzić z katolickim katechizmem ?. Takich co to w ciemnej uliczce, to mają do dyspozycji „służby”. Rekrutują ich spośród różnych Trynkiewiczów. Szlachetni mordobijcy z AK już nie żyją, młodzi jeszcze nie dojrzeli, ale dojrzeją.

Sorry, the comment form is closed at this time.