Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Gen. „Nil” to nie „wyklęty”

Posted by Marucha w dniu 2017-03-01 (środa)

Generał August Emil Fieldorf „Nil” (1895-1953) to niemal postać sztandarowa dla środowisk kreujących obecną wizję polskiej historii najnowszej. Jednak – jak się okazuje – nie jest tak do końca.

Owszem, „Nil” jest przywoływany bardzo często, ale przy okazji skrzętnie przemilcza się jego poglądy i stanowisko w kluczowych dla Polski sprawach, poglądy na sytuację naszego kraju po 1945 roku.

Dlaczego? Bo nie pasuje to do czarno-białej opowieści o historii, bo postawa gen. „Nila” była całkowicie sprzeczna z tym, co się dzisiaj lansuje jako wzór patriotyzmu – tzn. z drogą, jaką wybrali tzw. żołnierze wyklęci.

W 1944 r., jeszcze jako pułkownik – „Nil” przeciwstawił się pomysłowi wszczęcia w Warszawie powstania. Wysłał nawet w tej sprawie list do Komendanta Głównego AK – gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. Czy to nie była to przyczyna całkowitego odsunięcia go od spraw bieżących?

Dzisiaj możemy z pełnym przekonanie stwierdzić, że „Nil” podzielił los tych oficerów KG AK, którzy sprzeciwiali się szaleńczym planom Okulickiego, Pełczyńskiego, czy (wówczas) Rzepeckiego. Wśród nich byli m.in. gen. Stanisław Tatar, gen. Albin Skroczyński, wcześniej płk Marian Drobik. Ten ostatni został w grudniu 1943 r. aresztowany przez gestapo – do dziś w nie wyjaśnionych okolicznościach. Tatar wysłany został do Londynu, żeby „nie przeszkadzał”, a Skroczyńskiego zwyczajnie odsunięto od jakichkolwiek informacji.

Przewidywania „Nila” sprawdziły się – powstanie zakończyło się niewyobrażalną klęską. On sam nie brał w ogóle w walkach, oddelegowany do tworzenia zakonspirowanej organizacji „Nie”.

Aresztowany przypadkowo – wywieziony w głąb ZSRR, wrócił nierozpoznany w 1947 r. Karty w wielkiej polityce były już rozdane.

Jednak najbardziej frapujące są opinie „Nila” nt. sytuacji Polski. Pierwsza z nich dotyczy konspiracji poakowskiej. Jeden z informatorów UB relacjonował, że „Nil” oceniał, iż płk Jan Rzepecki i płk Jan Mazurkiewicz fatalnie zrobili, że w 1945 r. utrzymywali pod bronią oddziały leśne. Określił to jako „zbrodnicze i niezgodne z projektami”. Akcję ujawniania AK powinien – według „Nila” – rozpocząć Rzepecki, który powinien to zrobić bezpośrednio w rozmowach z władzami bezpieczeństwa. Jak wiemy tak się stało, ale dopiero latem-jesienią 1945 r., tymczasem „Nil” mówi o wiośnie 1945 r., kiedy była inna sytuacja.

„Nil” stał na stanowisku, że misja AK została zakończona z chwilą zakończenia wojny i organizację trzeba ujawnić, bo każda konspiracja w zaistniałej sytuacji jest drogą ku tragedii. Organizacja „Nie” miała być tylko szkieletową konspiracją cywilną, liczącą co najwyżej kilkuset ludzi. Jak się wydaje, w 1947 r. i tę formę organizacji „Nil” uważał za bezsensowną.

Inne źródło agenturalne odnotowało, że Fieldorf „wyraził się, że potępia każdą działalność podziemia i uważa, że najwyższy czas pozytywnie pracować dla kraju”. Z czego wynikało takie stanowisko? Z oceny sytuacji Polski. „Nil” uważał, że w obliczu ewentualnego konfliktu ZSRR i Ameryki (w co raczej nie wierzył) – Polska „powinna stać na uboczu”. Odrzucał też wszelką myśl o jakim ogólnonarodowym powstaniu – jego wybuch, nawet gdyby był możliwy, oznaczałby utratę potencjału biologicznego Polaków o 25 %, bo ZSRR jest wstaniu każdy taki wybuch spacyfikować.

W jego opinii jedynym rozsądnym wyjściem dla Polski jest praca i nauka. To doradzał swoim byłym podwładnym i to większość zrobiła. Był więc „Nil” zwolennikiem przetrwania aktywnego, bez angażowania się politycznego po stronie PPR, ale i bez popierania Zachodu. Co ciekawe, wśród polskiej emigracji na Zachodzie, która nie znała realiów krajowych – postawa „Nila” wzbudziła niechęć i podejrzliwość. Trwało to całymi latami.

August Fieldorf był przedstawicielem obozu piłsudczykowskiego, ale jego postawa i poglądy odbiegają od tego, co nieraz o ludziach tego obozu sądzili np. narodowcy. Wśród piłsudczyków byli często ludzie rozumni, odpowiedzialni i szlachetni, tacy jak Stefan Rowecki „Grot”, Marian Drobik, czy August Fieldorf. Trzeba o nich pamiętać, i jednocześnie nie godzić się na fałszowanie historii, na tworzenie propagandowo-ideologicznej wizji dziejów, na robienie z Polaków stada baranów nie mających własnego zdania.

Tragedia „Nila” polegała na tym, że padł on ofiarą terroru stalinowskiego, mimo że nie stanowił dla ówczesnego państwa żadnego zagrożenia. Był najwyższym rangą oficerem AK, którego skazano na śmierć i wyrok wykonano.

Czy los, który go spotkał jest dowodem na to, że jednak nie był realistą, że trzeba było walczyć? Nie, bo „Nilowi” nie o siebie chodziło, tylko o naród polski, wyniszczony wojną, zmęczony okupacją, pragnący żyć i pracować dla kraju, nawet takiego, jakie wyłonił się w 1945 r. Bo innej Polski wtedy nie było.

Jan Engelgard
http://mysl-polska.pl

Komentarze 24 to “Gen. „Nil” to nie „wyklęty””

  1. Wełna said

    ” …postawa gen. „Nila” była całkowicie sprzeczna z tym, co się dzisiaj lansuje jako wzór patriotyzmu – tzn. z drogą, jaką wybrali tzw. żołnierze wyklęci.”

    był On ofiarą tej „drogi”, gdyby nie przeklęci nie doszłoby do tej strasznej fali ubeckiego terroru.

  2. Lara said

    Re 1

    Gdybaj Pan sobie.
    Jakie naiwne spojrzenie na komunistów.

  3. Lara said

    Gen. Nil.
    Są (byli) ludzie z najszlachetniejszego kruszcu.
    Cześć Mu i chwała.

    O pomyśleć, że rodzina nigdy nie mogła Go pochować godnie. Przecież do dziś szczątki gen. Nila są poszukiwane. Na Powązkach jest tylko symboliczny grób. Skromny brzozowy krzyż.

  4. Alina said

    Przy okazji dnia Żołnierzy Wyklętych znamienne jest, że w żadnym przypadku mordu sądowego na polskich żołnierzach, bohaterach NIE SA PODAWANE NAZWISKA MORDERCÓW.
    Nikt nawet w TVP nie przypomniał słów córki gen. Fieldorfa „Nila” w programie J. Pośpieszalskiego, że cały skład sędziowski to byli Żydzi.

  5. TomUSAA+ said

    a jak, przepraszam, może żyd (Pośpieszalski) żle mówić o innych żydach?

    Skąd Pan wie, że Żyd?
    Może raczej jest tak, że woli zachować pracę, niż się narażać Żydom z TV?
    Admin

  6. anonim said

    Dzięki temu nowemu świętu Dniu Wyklętych można zaobserwować w TVPolin „gorącą dyskusję” na temat sensu walki Niezłomnych i sytuacji politycznej Polski w tamtym czasie.
    Trzeba wielkiego talentu do smalenia dub by cały ten zawiły temat skwitować jednym zdaniem: nie mieli wyjścia bo tak było trzeba.

    ps. Na marginesie dziwi puszczenie w tak świetnym czasie antenowym 23-1 dokumentu Druga Wojna Światowa na Bałkanach w którym z jednej strony oczernia się nasiego drogiego sojusznika Chorwację i jej bohaterskich Ustaszy a z drugiej nad wyraz dobrze mówi się o narodzie Serbskim który jak wszystkim wiadomo nienawiść wypija z mlekiem matki a i rodzi się z nożem w dłoni gotów do mordu…

    TVPolin Historia delikatnie zeszła z kursu…

  7. Alina said

    Tu też trzeba napisać o fałszywym pojęciu, które zostało wprowadzone nie wiadomo przez kogo:
    WOJNA POLSKO-POLSKA.

    NIE MA I NIGDY NIE BYŁO wojny polsko-polskiej. To co mamy po II wś to wojna Polaków z przebierańcami, którzy podszywają się pod Polaków. Nauczyli się z grubsza języka, zwyczajów, nawet opanowali seminaria duchowne, pozmieniali nazwiska. Ale chociaż starają się ukryć swoje korzenie,zawsze kiedyś spod fałszywej polskości wyłazi prawdziwe pochodzenie. Ot chociażby zamiłowanie, tolerowanie obrzydliwości.

    Mamy do czynienia z wojną Polaków z oszustami, którzy chcą z nas zrobić swoich dożywotnich niewolników, narzucić nam swoją klo-kultur, kulturę kloaki, jak ostatnio HGW w Teatrze Powszechnym. Za moich studenckich czasów, był to najlepszy warszawski teatr, teatr dla inteligencji. Coś takiego jak „Hańba” na motywach dramatu Wyspiańskiego nie mogło się zdarzyć, bo nikomu nie przyszłoby do głowy zrobić szambo z cudzego dzieła.

    Niemiecka prasa, żydowska Gazeta Wyborcza, rosyjski gaz, unijne emisje CO2, paszporty biometryczne (niezgodne z konstytucją RP), niezmniejszony vat, długi zaciągnięte nie wiadomo u kogo, nie wiadomo na co, nie wiadomo przez kogo, sprzedane strategiczne sektory przemysłu, usług, banki.
    Nie pamiętam, żeby mnie ktoś zapytał, czy jako suweren upoważniam kogoś do sprzedaży wspólnego majątku, czy zgadzam się na „prywatyzację” i na jakich warunkach.
    W związku z tym WSZYSTKIE ZACIĄGNIĘTE DŁUGI należy natychmiast unieważnić i przestać płacić jakiekolwiek odsetki. Nie te długi spłacają ci co podpisali umowy bez referendów.
    To coś jak w starym żydowskim dowcipie. Dlaczego ja mam się martwić długiem? Niech się martwi ten co go udzielił. Proste, zgodne z logiką naszych okupantów,

  8. Regina said

    Mam dokładnie takie samo zdanie o powstaniu,jak i działalności żolnierzy wyklętych,jak generał Nil. Nie wiem, co w nas Polakach siedzi, że potykamy się ciągle o ten sam kamień. Powstanie warszawskie nie miało sensu, to była masakra Polaków i zrównanie Warszawy z ziemią.Walki żołnierzy wyklętych też były szaleństwem,bo nawet Hitler nie zdołał pokonać Rosjan,a oni porwali się z motyką na księżyc.Zal mi tych straceńców, ale nie są moimi bohaterami. Zostali zbałamuceni przez podły Zachód,który chciał wszelkimi sposobami osłabić Rosję.Dali się również podpuścić,tym Polakom, którzy mieli wielką ochotę na władzę,w powojennej Polsce,bezwzględu na koszt tego przedsięwzięcia. Niczego nie osiągneli,a koniec ich był tragiczny. Brak poczucia rzeczywistości zawsze się tak kończy.

  9. Rokitnik said

    Moja Matka więcej miała rozsądku jak Ojciec, przedwojenny Oficer i dzielny Partyzant. Po prostu jak sie wojna skończyła a rozpoczeło ICH zycie jako małżeństwa, powiedziala’ DOSC tego latania po lasach z pustym bebechem. Teraz trzeba nam PRACY i sopkoju, niezależnie od tego jaka ” ta ” Polska JEST. I tak to p.porucznik nie został wyklęty / czyli proza życia / !
    Ps. Nie uchronilo to co pawda starego od więzienia na zamku w Lublinie przez sławetną UB-ecję ale zdołał przeżyć i wychować 3 synow i 2 córki na porzadnych ludzi.
    Ukłony

  10. EyWey said

    (8) „Zostali zbałamuceni przez podły Zachód, który chciał wszelkimi sposobami osłabić Rosję„ – bubuszki to narracja z wiadomego chowu.

    ZSRR został z Rosji wykarwiony przez tenże pejoratywny zachód, zdominowany i zarządzany przez tychże żydów, włącznie z późniejszymi Sowietami !

    Niemcy doskonale rozumieli to zagrożenie, ponieważ ta plaga była u nich podobnie jak w Polsce wielce zerująca. Potrafili oni dzięki Hitlerowi w przeciwieństwie do Polaków, [ niemniej Piłsudski i inni, przestrzegał ] tej odwiecznej zarazie się przeciwstawić, co przedstawia się w żydo świetle.

    Niestety wygląda na to, ze jesteśmy po zlej stronie historii i za to płacimy ogromna, nie do opisania daninę. Żydzi robią `dobra sobie` robotę, skoro ludzie chodzą otumanieni i wypisują wariacje żydowskiego poglądu na `ich` świat.

    „Brak poczucia rzeczywistości zawsze się tak kończy.„ !

  11. JerzyS said


    Cena:7.35zł

    rok wydania 2004
    format A5
    str. 49
    Wydawca: Dom Wydawniczy ”Ostoja”
    ISBN 83-88020-79-X

    Wznowiony tu tekst Doboszyńskiego „Konspiracje” stanowi, zgodnie z umieszczoną na stronie tytułowej informacją fragmenty pracy pt. „Ustrój Narodowy”. Jej pisanie zapoczątkował autor jeszcze w więziennym zaciszu, lecz ze względu na wybuch wojny praca ta nigdy nie została ukończona. Podejmując się tak kontrowersyjnego tematu Doboszyński od samego początku musiał liczyć się z mogącą pojawić się krytyką. Nie przerażało go to jednak, gdyż uważał problem za na tyle ważki by zaryzykować. Na pierwszy rzut oka autor pisał w swej pracy o pewnym ogólnym mechanizmie funkcjonowania konspiracji. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w istocie przedstawiał on na tym tle własne poglądy na działalność masonerii. Ostrzegał przy tym przed przenikaniem zaczerpniętego od tych struktur konspiracyjnego sposobu działania do innych, często nie związanych z masonerią w sposób bezpośredni, organizacji. W zaprezentowanym poniżej tekście obok 23 przypisów autorskich, które znalazły się w pierwotnej wersji, dodano przypisy redakcyjne. Stosując przyjętą powszechnie praktykę edytorską starano się unikać w przypisach opinii polemicznych z poglądami wyrażonymi w tekście, ograniczając się do uściśleń natury faktograficznej. Redaktor nie ingerował też w styl oryginału właściwy dla epoki powstania dokumentu. Jedynie w paru miejscach uwspółcześniono nie stosowany już dzisiaj sposób zapisu końcówek.

    NorW

    http://chomikuj.pl/bzbij/Doboszy*c5*84ski+Adam/Konspiracje,3179953776.doc

    http://chomikuj.pl/bzbij/Doboszy*c5*84ski+Adam/Konspiracje-w-zyciu-polskim,3179953710.doc

  12. JerzyS said

    Adam Doboszyński Konspiracje

    Adam Doboszyński

    Konspiracje

    Fragmenty z większej pracy p.t. „Ustrój narodowy”

    POSTAWIENIE PROBLEMU

    Z góry jedno zastrzeżenie: mówić będę o konspiracji dobrowolnej, stosowanej w warunkach, w których kry­cie się nie stanowi konieczności, jak w wy­padku np. spisku, lecz jest formą organizacyjną obraną świadomie ze względu na wrodzoną lu­dziom skłonność do otaczania się atmosferą tajemniczości. Spi­ski, sprzysiężenia, konspiracje zawiązywane celem obalenia władzy, względnie przeprowa­dzenia jakiejś akcji wbrew woli czynników rządzących, zawsze na świecie były i będą; bywają w życiu często sytuacje, w któ­rych tajemnica stanowi nieod­zowny warunek działania. Konspiracje tego rodzaju mogą być etycznie dodatnie lub ujemne, zależnie od celu, który sobie stawiają. Spi­sek zawiązany celem obalenia wybitnie krzywdzącej władzy należy nieraz oceniać bardzo wysoko pod względem moral­nym.

    Tego rodzaju spiski stanowią jeden z ustrojowych wentylów bezpieczeństwa; dają one ludziom możliwość działania, wprawdzie pozalegalną, ale tym nie mniej w niektórych wypad­kach nieodzowną.

    Przeciwieństwem sprzysięże­nia, w którym tajemnica stano­wi warunek życia i śmierci, jest konspiracja dobrowolna (którą w dalszych mych rozważaniach nazywać będę krótko konspiracją). Przykład: Francja, w której wszystkie sprężyny władzy, a przede wszy­stkim policja (słynna Sureté Ge­nerale) i administracja politycz­na, są w stu procentach oddane masonerii, zachowuje konspira­cje nadal jako bazę ustroju. To samo Anglia, w której Wielkim Mistrzem masonerii jest zawsze członek rodziny królewskiej, a do loży należy każdy prawie sklepikarz i podoficer. Konspi­racja wydaje się tu chyba zby­teczna, a jednak podniesiona jest do godności niewzruszalnej zasady. To samo w Stanach Zje­dnoczonych i t. d. Jeśli chodzi np. o polskie stosunki, to nie tylko t. zw. Obóz Niepodległościowy zachował po odzyskaniu niepod­ległości swą strukturę konspira­cyjną (co jest zrozumiałe ze względu na silne kontakty tego obozu z masonerią), ale tą samą drogą poszła również Liga Narodowa, której działalność na­stawiona była zdecydowanie antymasońsko. Jak wiadomo Liga Narodowa była organizacją taj­ną; jej jawną ekspozyturą była przed Wielką Wojną i w czasie tej wojny Narodowa Demokra­cja. Rzecz zrozumiała, że póki Polska nie odzyskała Niepodle­głości, Liga Narodo­wa działać musiała tajnie. Ale powstała Polska, Liga Narodowa wyłoniła jawny Związek Ludowo-Narodowy, który przeprowadził ponad stu posłów do Sejmu. Zdawałoby się, że tajna organizacja stała się już zbyteczna i powinna się by­ła zaraz rozwiązać. Tymczasem rozwiązała się dopiero w r. 1928! Aż do tego czasu decyzja utrzymała się po staremu przy konspiracyjnej Lidze, a Zw. Lud.-Nar. trwał w roli jawnej fasady maskującej kulisy kon­spiracyjne.

    O tym typie kon­spiracji dobrowolnej, nie narzuconej żad­ną zewnętrzną konie­cznością, obecnie po­mówimy.

    KONSPIRACJA JAKO PROBLEM ETYCZNY

    Czy konspiracja ma jakiś zwią­zek z etyką?

    Rozpatrzmy sprawę na chłop­ski rozum. Przeciętny człowiek należący do konspiracji jest uwikłany stale w sieci kłamstw. Opowiada żonie, że był na bry­dżu – a był w loży. Głosi jakiś pogląd jako własny – a kazano mu go głosić. Popierając jakie­goś człowieka twierdzi, że czyni to dla jego zdolności – w rze­czywistości popiera go jako „brata”. Kłamstwo jest niewąt­pliwie grzechem – członek kon­spiracji zupełnie na ten grzech tępieje. Rychło i ósme przyka­zanie traci u niego walor, pod­porządkowuje się zleceniom konspiracji. Szczerość, otwar­tość, prawdomówność – to ce­chy prawdziwie męskie, cenione wysoko w ciągu tysiącleci. Co więcej – są to niewątpliwie cnoty. Z cnót tych konspirator rezygnuje. Wręcz przeciwnie wytwarza się u niego z biegiem czasu, poprzez ciągłe drobne kłamstewka i wybiegi, obłuda. Każdy konspirator jest obłudni­kiem. Nie uważam bynajmniej za przypadkowy zbieg okolicz­ności faktu, że obłuda uważana jest przez cały świat za typową cechę anglosaską. To nie przy­padek. Przecież to społeczeństwa anglosaskie wykształciły nowo­czesny system masoński, i u nich doszedł ten system do najwięk­szej potęgi. Anglik – z warstw wykształconych – od dwustu lat żyje w konspiracji. To nie­wątpliwie – obok purytanizmu – źródło jego obłudy.

    A więc konspiracja jest źródłem stałych potknięć przeciw pra­wdzie. Niejeden zauważy, że to raczej grzeszki niż grzechy. Możliwe. Ale konspiracja ma drugą, znacznie poważniejszą wadę. Wytwarza mroki, w któ­rych mogą się lęgnąć już nie tylko grzechy, ale nawet zbrodnie. Jeśli uprzejmy gospodarz zosta­wi obok sali balowej kilka go­ścinnych pokoi otwartych, lecz nieoświetlonych skutki nie da­dzą długo na siebie czekać[1]. Konspiracja stwarza sposobność do korzystania z mroku, i czło­wiek nie byłby człowiekiem, gdyby się nie rzucał na taką okazję. Konspiracja staje się w tych warunkach pułapką na sła­be charaktery. Niejeden grzech, niejedna zbrodnia, które w świe­tle dziennym nie byłyby doszły do skutku, dojrzewają w mro­ku.

    Ale konspiracja jest przede wszystkim czymś jeszcze in­nym. Jest namiętnością. Tragicy greccy, i ich naśladowcy w późniejszych wiekach, wpro­wadzili do literatury pewną ilość zasadniczych namiętności ludz­kich: miłość, zazdrość, chciwość, fanatyzm polityczny i religijny, mściwość, ambicję; potrzebę po­święcenia się dla innych i sa­dyzm, hedonizm i ascetyzm, żą­dzę sławy i żądzę krwi. Wpro­wadzili również na deski teatru typ konspiratora, który przycho­dzi w czarnej masce na zebra­nie spiskowców i rzuca losy o to, czyj sztylet zgładzi tyrana. Ba­nalny to typ, którego wstydzi się szanujący się autor współ­czesny. Ale typ konspi­ratora nowoczesnego, konspirującego z na­miętności do tajnego działania, czeka jeszcze na swego Szekspira. Może dlatego nie znalazł się jeszcze w li­teraturze, że mówić o nim nie jest bezpiecznie, a dyrektorzy teatrów i wydawcy nie są bohate­rami. Może i dlatego, że dopiero jego tak szerokie rozpowszechnienie w naszej epoce daje do­stateczny materiał do jego ob­serwacji, do uchwycenia jego cech istotnych, jego profilu i kli­matu.

    Pociąg do konspira­cji stanowi niewąt­pliwie jedną z zasa­dniczych namiętno­ści człowieka. Wcho­dzącego w życie chłopca czekają różne silne emocje: pierwszy pa­pieros, pierwszy kieliszek, pier­wszy pocałunek, pierwsza mo­wa – ale i pierwsze zebranie konspiracyjne. Spróbuj, czytel­niku, zebrać kilkunastu jało­wych „szarych ludzi” i nakłonić ich, by się schodzili raz czy dwa razy w miesiącu i pletli trzy po trzy. Przyjdą raz i drugi, ale ry­chło im się to znudzi. Zrób żyw­cem to samo, ale zwiąż ich wę­złem konspiracji, przysięgą i ta­jemnicą. Będą ci przychodzili latami całymi, i będziesz mógł obserwować zachodzące w nich przemiany. Konspiracja stanie się nieodzowną koniecznością ich życia, jak opium czy morfi­na, jak dobrze dopasowana ko­bieta, jak tytoń dla palacza, jak wódka dla alkoholika. Oczywiście że niejeden będzie szukał w kon­spiracji możności do ukrycia swych brudnych zamierzeń i brudnych postępków, będzie szukał protekcji i kariery. Od takich ludzi roi się w masone­rii. Ale jest dużym błędem przy­puszczenie, że są tam tylko tacy. Główny trzon konspiratorów stanowią niewątpliwie ci, którzy w ten sposób dają folgę wrodzo­nej im namiętności do konspirowania. Jest wśród nich wielu ta­kich, którzy by się tej namiętno­ści oparli, gdyby im kto wytłu­maczył jej szkodliwość. Lecz nikt im tego nie tłumaczy. Ludzie wierzący dostosowaliby się do wskazań Kościoła. Lecz Koś­ciół[2] nie tylko że w tej sprawie milczy, ale sami księża two­rzą konspiracje i wiernych do nich kierują[3]. Przeto nic nie stoi na przeszkodzie, by konspi­rator z upodobania nie hołdował swej skłonności. Bez przesady można powiedzieć, że dla milionów ludzi życie pozbawio­ne konspiracji straciłoby na za­interesowaniu. Jedni czują się dobrze z wędką nad rzeką, inni w kawiarni, inni w domu publi­cznym. Konspirator potrzebuje dokoła siebie atmosfery tajem­niczości, choćby konspiracji do żadnych celów nie potrzebował i żadnych korzyści z niej nie cią­gnął.

    Takich bezinteresow­nych konspiratorów jest spo­ro. Wśród nich wyodrębnia się grupa ludzi, dla których konspi­racja staje się z biegiem lat czymś więcej niż narkotykiem, którzy zaczynają wkładać w nią nie tylko upodobania, ale i umi­łowanie, a w końcu całą duszę. Od konspiracji krok tylko jeden do mistyki, związanej zawsze z elementem tajemniczości. A mi­styka sprowadza nas już w kompleksy psychologiczne, w któ­rych z tajemnicą łączy się wia­ra. Toteż nie zdziwi nikogo, rozumiejącego wewnętrzny me­chanizm człowieka, fakt, że ka­żdy żarliwy konspirator nabie­ra z biegiem lat cech mistyczno-religijnych. Sto razy już to po­wiedziano i napisano, że masoneria jest religią. Konspirator nie może być kato­likiem takim samym, jak katolicy nie należący do konspiracji. Przypuśćmy nawet, że byłby to człowiek loży pro-katolickiej. W praktyce zdarza się to rzadko. Ale przypuśćmy, że w pewnej e­poce stałoby, się to nawet regu­łą: Jeśli ten człowiek będzie dobrym konspiratorem, je­śli całą duszą da się ponieść konspiracyjnej mistyce, katolicyzm jego będzie napewno daleki od ortodoksji.

    I tu wyłania się pytanie: czy jakakolwiek działal­ność konspiracyj­na, choćby jak najdalsza od masonerii, da się pogodzić z katolicyzmem?

    Oto pytanie naszej epoki.

    KONSPIRACJA A KATOLICYZM

    Trudny to temat. Trzeba by do niego wielkiego teologa i ogro­mniej erudycji. Trzeba by prze­śledzić element tajemniczości w historii wierzeń religijnych, po­przez misteria eleuzyjskie i kult Mitry, którego wierni utworzyli w II. i III. wieku po Chrystusie coś w rodzaju masonerii rządzą­cej imperium rzymskim. Nie­wątpliwie miała większość reli­gij – a może wszystkie poza chrześcijaństwem swe zaka­marki tajemnicze. Falliczne pierwiastki, tak częste w reli­giach starożytności, łączyły się z zasady z elementem konspi­racji. Nie wątpię, że z biegiem czasu nauka, wyzwoliwszy się z dzisiejszej kurateli masońskiej, rzeczy te przestudiuje i opisze. Dojdziemy wtedy zapewne do wniosku, że konspiracja zdarzała się we wszystkich epokach i u wszystkich ras. Dowiemy się cie­kawych rzeczy o przemożnej roli konspiracji u wszystkich szczepów murzyńskich, u Chiń­czyków, u ludów Ameryki sprzed Kolumba, u mieszkańców Australii i Polinezji. Dowie­my się zapewne, że kon­spiracja nie jest do­wodem kultury, ale prymitywizmu, może nawet zacofania[4]. Uwypukli się wówczas niesłycha­na predylekcja narodu żydow­skiego do wszelkich form kon­spiracji[5]. Stanie się jasne, dla­czego wbrew prawom tego świata jeden jedyny naród żydowski potrafił zachować w roz­proszeniu swą więź i swą odręb­ność narodową. Uwypukli się żydowski geniusz do konspira­cji. Ale okaże się przede wszyst­kim, że w świat starożytny, przetkany tysiącem wierzeń i związanych z nimi konspiracyj, wkroczył chrystianizm jako pierwsza może religia, stawiają­ca na ołtarzu tajemnice, ale wykluczająca ze swych ob­rzędów tajemniczość. I jeśli będziemy obserwować w ciągu wieków zmagania chrystianizmu z podmywającymi go wciąż falami herezji, judaizmu i odszczepieństwa, to będziemy u wszystkich wrogów katolicyz­mu niezmiennie widzieli ele­ment konspiracji[6], aż ujrzymy wreszcie w czasach nowych jak największa schizma, protestan­tyzm, wyda największą konspi­rację – masonerię.

    Nie tylko wyda, ale się z nią zidentyfikuje do teg…

  13. JerzyS said

    Adam Doboszyński Konspiracje w życiu polskim

    Adam Doboszyński

    Konspiracje w życiu polskim

    Fragmenty z większej pracy pod tył. „Ustrój narodowy”

    II[1]

    We wniosku, że udział we wszelkiej konspiracji[2] jest za­sadniczo sprzeczny z obowiązka­mi katolika, leży niewątpliwie jeden z kluczy do zrozumienia naszych czasów. Przyjęcie zasady, że bez konspiracji nie może się obyć żadna działalność organi­zacyjna – prowadzi automaty­cznie do zmasonizowania społe­czeństwa. Wszelka kon­spiracja, to swoista masoneria. Nie róbmy kierownikom świata masońskiego przyjemności, wdając się w po­żądane przez nich rozważania na temat różnych odłamów ma­sonerii, ich mniejszego lub wię­kszego zażydzenia, mniejszej lub większej pointy antykatolickiej. Każdy praktyczny polityk staje co chwila wobec dylematu: czy ta lub owa konspiracja jest rze­czywiście antymasońska, czy też z ukrycia jest kierowana przez masonerię? Odpowiedź bywa niezmienna: Jeśli nawet jakaś konspiracja jest szczerze anty­masońska, to jednak wychowu­jąc ludzi przy pomocy metod konspiracyjnych przygoto­wuje grunt pod ma­sonerię.

    Nie ma pod tym względem bardziej pouczających dziejów, niż historia Ligi Narodowej w Polsce. Od lat trzydziestu, regu­larnie co kilka lat, odłamuję się jakiś fiagment qd konspiraeyj narodowych i rzuca się w obję­cia masonerii. Tragiczny błąd, polegający na tym, że O. W. P. (tak już manifestacyjnie anty-masoński) utworzono również według tego samego szablonu konspiracyjnego, doprowadził do utraty większości przywód­ców tej organizacji na rzecz kół obracających się w orbicie wpły­wów masońskich. Trudno o lep­szy przykład, jak dalece f or­ni a organizacji łączy się z treścią ideową[3]. Organi­zacje oparte na kośćcu konspira­cyjnym będą stale wychowywa­ły przyszłych masonów, choćby akcentowały Bóg wie jak silnie hasła katolickie i antymasońskie. Demoralizujące skutki konspiracji wezmą zawsze górę nad najbardziej na­wet wzniosłą ideologią.

    LUKA W NAUCZANIU KOŚCIOŁA

    Niestety nie zrozumiał tego jeszcze – jak się zdaje – Koś­ciół katolicki, i przez najtrud­niejszy okres swego istnienia, od XV po XIX wiek, tolerował w świecie swych wyznawców istnienie konspiracyj[4], które miały się stać dźwignią Kościo­ła, a na skutek zawartej w nich contradictio in adiecto – konspiracyj jako narzędzi prawdy i światła – przyniosły bodaj że więcej szkody niż pożytku, mi­mo olbrzymich zasług indywi­dualnych i najlepszych chęci ich uczestników. W szczególno­ści zasadniczym błędem takty­cznym wydaje się oparcie życia katolickiego w Anglii i Stanach Zjedn. na „masonerii katolic­kiej”. Są to niewątpliwie pewne ustępstwa, na które poszedł Kościół, podobne do ustępstwa w sprawie pobierania odsetek, o czym pisałem w mej „Gospodarce Narodowej”. Jes­tem głęboko przekonany, że włączenie przez Koś­ciół do swego nau­czania zasady, iż kon­spiracja jako stała forma organizacyjna (a nie dla celów ści­śle doraźnych) jest sprzeczna z etyką katolicką, stałoby się po­czątkiem wielkiej akcji, z której masoneria wyszłaby ostatecznie pokonana. Przeprowadzenie tej zasady w Polsce pozwoliłoby nam przełamać wreszcie ten zaczarowany krąg, w którym bez­władnie kręcą się czynniki ka­tolickie i narodowe, oddając masonerii co chwila wartościowe jednostki, wychowane w tych konspiracjach, które, mając być sztabami akcji antymasońskiej, są w rzeczywistości przedsionka­mi Świątyni Hirama, przedszkolami dla przyszłych „dzieci Wdowy”.

    FRAGMENT Z ROZDZIAŁU „KATOLICKA KONCEPCJA USTROJU”

    Zasada ustroju bez konspiracji nie znalazła do tej pory uwzględnienia w na­uce Kościoła. Znajdzie się wielu sceptyków, którzy wysnują stąd wniosek, że Kościół nie zdecy­duje się nigdy na wysunięcie ta­kiej zasady. Nie podzielam tego zdania, lecz rozumiem, że bę­dzie jeszcze trzeba pewnego cza­su przygotowawczej pracy my­śli, nim Kościół zdecyduje się poprzeć tę zasadę całą powagą swego autorytetu. Podobnie by­ło z zasadami społecznymi, sfor­mułowanymi w Encyklice „Re­rum Novarum”, których ogło­szenie poprzedziło kilkadziesiąt lat solidnej pracy intelektualnej myślicieli katolickich.

    KONSPIRACJA JAKO NARZĘDZIE SELEKCJI

    We wszystkich społeczeń­stwach, w których u podstawy wszelkich zbiorowych po­czynań leżą konspiracje (jak np. w Pobce do ostatnich czasów), awans społeczny prowadzi z ko­nieczności poprzez konspirację. Przez to sito przedostają się w górę: 1) urodzeni konspirato­rzy, 2) kariero­wicze i hochszta­plerzy, 3) ludzie mniej podatni do konspiracji, którzy się jednak do niej naginają, inaczej mó­wiąc, którzy pozwalają konspi­racji przerobić się na jej kopyto. Sito eliminuje najwartościow­sze jednostki, nie chcące iść na kompromis ze swym sumieniem.

    Tak zrekrutowana elita wyci­ska na życiu społecznym specy­ficzne piętno. Przede wszystkim narzuca swe obyczaje organiza­cyjne. W społeczeństwach anty­katolickich, gdzie wszystkie konspiracje są jednokierun­kowe, łączą się one rychło w jeden schemat, co ułatwia zada­nie rządzących. Natomiast w społeczeństwie katolickim, ist­nienie równoległe konspiracyj prokato­lickich i antykatolickich oraz form pośrednich prowadzi do praktycznego uniemożliwie­nia konsolidacji całego Narodu, do rozbicia go na kliki i mafie, do wytworzenia nieprzebytych zapór (pod postacią przysiąg i tajemnic) między ludźmi, któ­rzy skądinąd mogliby się łatwo z sobą porozumieć. Pisząc te sło­wa miałem lat trzydzieści trzy, a zdążyłem już stracić szereg ko­legów i przyjaciół przez to, że z chwilą ich wstąpienia do takiej czy innej konspiracji z naszych stosunków wzajemnych znikała od razu nuta szczerości, bez któ­rej nie ma mowy o prawdziwej przyjaźni i owocnej współpra­cy. Jeśli mimo szybkiego roz­szerzania się idei narodowej w Polsce rozbicie Narodu nie ma­leje, to zawdzięczamy to tej ma­nii konspiracyjnej, skutkiem której przypominamy Czerwonoskórych tropiących się nawza­jem na ścieżce wojennej i po­lujących – w żydowskim interesie – na skalpy swych naj­bliższych.

    Drugi skutek tej selekcji kon­spiracyjnej, to sztuczny rozdźwięk między elitą narodu a głębiej pojętym katolicyzmem, i chroniczna niemożność wypro­wadzenia katolicyzmu w życie społeczne i gospodarcze poza tradycyjną ambonę. Człowiek, który uformował się w łonie konspiracji i przez jej sito prze­dostał się do hierarchii rządzą­cej, nie nadaje się na leadera katolickiego społeczeństwa, choćby był nawet żarliwym ka­tolikiem. Jest spaczony, instynkty jego grają inaczej, za­wodzi intuicja. Społeczeństwo kierowane przez takich ludzi nie znajdzie w sobie siły do oporu przeciw ukrytym siłom, podgry­zającym jego korzenie.

    Owocem konspiracyjnej selek­cji jest osobliwy typ działacza społecznego, którego zasługi są niewidoczne dla ogółu, który może kroczyć od gaffy do niepo­wodzenia, od niepowodzenia do wpadunku, od wpadunku do skandalu, a mimo to awansuje w hierarchii jawnej i tajnej, w nagrodę za ślepe wykonywanie poleceń otrzymywanych od nie­znanych zwierzchników. Jeśli widzimy kogoś, kto fatalnie nie dorasta do powierzonych mu funkcyj, a mimo to wydaje się nieusuwalny ze stanowiska w oczywisty sposób przerastające­go jego zdolności, to możemy być pewni, że jest to człowiek, którego talenty konspiracyjne równoważą jego ujawnione bra­ki. W społeczeństwie opanowa­nym przez konspiracje odwraca się hierarchia zdolności: jawne uzdolnienia ważą mało wobec tajnych znakomitości. Zupeł­nie inni ludzie wy­bijają się, inne są kryteria zasługi i geniuszu. Możliwe, że za sto lat nasi prawnukowie dowie­dzą się o rządzących światem w naszej epoce znakomitościach, nieznanych swym współczes­nym nawet z nazwiska. Świat konspiracyj ma swych wodzów proroków, swych Mahometów i swych Napoleonów; oni to pi­szą naszą historię. Zbyteczne do­dać, że historia ta pisze się na naszej skórze.

    JEDNORODNOŚĆ KONSPIRACYJNA

    Istnienie i działalność konspi­racyj wyciska piętno na naszej epoce. Był moment (przed rewolucją faszystowską) kiedy dogmat tajnego organizowania ludzi, który uznaliśmy za istotę masonerii, zatriumfował już był na całej kuli ziemskiej. Wszelka zorganizo­wana działalność ludzka miała, bezpośrednio po Wielkiej Wojnie, swą podszew­kę konspiracyjną. Dla­tego nie ma bardziej uciesznej; lektury, niż grube tomy, traktu­jące o ustrojach liberalno-parlamentarnych naszych czasów, w których słowo konspiracja na­wet nie figuruje. Jest to zwykłe „bujanie gości”, sport, któremu oddaje się wielu mądrych ludzi, dla celów łatwo zrozumiałych. Jeśli ktoś zachwala czysty sys­tem parlamentarny w tej for­mie, w jakiej funkcjonuje np. jeszcze w Anglii, Francji, krajach skandynawskich i t.d., a nie dodaje, że system taki nie doprowadza automatycznie do rozbicia społeczeństwa tylko dzięki silnej podbudowie masoń­skiej – ten albo jest niezmier­nie naiwny, albo świadomie wprowadza ludzi w błąd. Każda konstytucja tego typu, jak cho­ciażby polska z roku 1921, ma tylko wówczas jakiś sens, jeśli założyć istnienie wspólnoty ma­sońskiej, na której podłożu mo­gą się rozgrywać bezkarnie wal­ki partyjne, przyjęte już nie ja­ko malum necessarium, ale ja­ko alfa i omega ustroju.

    W oparach frazeologii, prze­słaniającej sprawy ustrojowe, można łatwo zbłądzić, o ile nie mieć stale na uwadze pewnych prawd zasadniczych. Do takich prawd należy zasada-komunał, że społeczeństwo oparte jest przede wszystkim na współdziałaniu. Rzecz prosta, że współdziałanie to nie powinno nabierać cech wzajemnej adora­cji ani mechanicznego posłuchu, i z tego względu ścieranie się z sobą ludzi i opinii jest wskaza­ne; lecz walka taka powinna przebiegać na podobieństwo fal, tworzących się jedynie na po­wierzchni morza, ale nie wpro­wadzających w ruch całej ma­sy jego wód, jak się to na przy­kład dzieje, gdy zaczniemy huś­tać wodę w miednicy, co może się rychło skończyć katastrofą – wylania tej wody. Walki ideowe w społeczeń­stwie nie mogą przekraczać granic ta­kiej właśnie powie­rzchniowej fali na zasadniczym podłożu współdziałania, bo inaczej społeczeń­stwo po prostu się rozleci[5].

    Rozumieją to społeczeństwa anglosaskie, Anglia i Stany Zje­dnoczone, oparte w zasadzie na dwupartyjnym parlamentaryz­mie. System ten funkcjonuje (przynajmniej w Anglii) świet­nie, lecz po prostu dlatego, że zarówno wszyscy Anglicy, jak i wszyscy Amerykanie, są jed­nomyślni co do – powiedzmy – 95% problemów życia zbiorowe­go, i jednomyślność ta wyraża się we wspólnym nale­żeniu da masonerii ludzi obu partyj. Dlatego jest typowo „żydowskim kawałem” przeciwstaw­wianie społeczeństwa jawnie jednopartyj­nego, ale za to bezmasońskiego (faszyzmu, hitleryzmu, bolszewizmu) – społeczeństwom jakoby wielopartyjnym, a w rzeczywistości również jednopartyj­nym, tylko że tajnie. Fakt przynależ­ności przywódców konserwaty­wnych i laburzystów do tej sa­mej konspiracji umożliwia An­glikom rozgrywkę jawną o dzie­lące ich poglądy na sprawy pod­rzędnej wagi. Gdyby nie zasia­dali przy sobie w loży, a je­dynie tylko naprzeciw siebie w parlamencie. Połączo­ne Królestwo (wzgl. Zjednoczo…

  14. JerzyS said

  15. JerzyS said

  16. z sieci said

    https://www.cia.gov

  17. z sieci said

    ad 16 korekta
    >https://www.cia.gov/library/readingroom/docs/CIA-RDP82-00457R000500200011-6.pdf

  18. błysk said

    Zgadzam się z Panią Aliną. Cóż z tego,ze ktoś tam zrezygnował z walki ,przysiadł cicho i wychował synów na „porządnych ludzi”. Co znaczy „porządnych ?: Prawdopodobnie o takich co siedzieli cicho, pracowali ku chwale „ludowej „ojczyzny ,ale chodzili do kościoła ,chodzili na wybory i głosowali jak trzeba. Inaczej mówiąc ,wyrośli z nich ludzie przeciętni ,rzekłbym miernoty. Dziś tacy się wymądrzają ,potępiając „wyklętych” czyli niezłomnych. A owi niezłomni zrobili swoje : walczyli o wolna Polskę i ginąc wołali – Polska się o nas upomni. I dziś ich przedśmiertny krzyk się sprawdza -Polska się o nich upomina , uważa ich za bohaterów . Co więcej , i Bogu dzięki ,za bohaterów uważa ich młode ,narodowe pokolenie . I żadne gaworzenie różnych „porządnych” ludzie tego nie zagłuszy. Dodajmy tu także : walczyli z sowieckim reżymem ,co oznaczało i oznacza walkę z reżymem żydowskim ,bo taki naówczas panował w Sowietach i narzucał swoje rządy Polsce. Była więc to ze wszech miar walka słuszna i usprawiedliwiona.

  19. Sebastian said

    Ktoś tam wyżej pisze cyt. „Brak poczucia rzeczywistości zawsze się tak kończy” . To ja się pytam co by było gdyby nagle wyłączyli internet, albo by go w ogóle nigdy nie było, jakie mielibyśmy wtedy poczucie rzeczywistości. Ich rzeczywistość była inna po złożeniu przysięgi –

    W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił – aż do ofiary życia mego.

    Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg.

    Pozdrawiam Sebastian

  20. Racjonalista said

    Śmierć generała Nila to ewidentny dowód, że Żołnierze Wyklęci nie walczyli dlatego, że chcieli, ale że musieli. Mieli wybór – dać się zabić bez walki, albo zginąć w walce, i jednocześnie swoim heroizmem dowieść, że Polska nie godziła się dobrowolnie na żydowską okupację, jak to nam się dziś próbuje wmawiać.

  21. Wyklęci to są dla Żydów, którzy ich mordowali. Dla Polaków są Niezłomnymi.

  22. NC said

    Re 7, Alina:
    „…obok historycznego narodu polskiego, na polskim terytorium zainstalowała się polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza.”
    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3877

  23. Boydar said

    A gdzie to Polacy tak mordowali żydów, Panie Przemysławie, skoro już zahaczył Pan o mordowanie …

  24. Żydzi z UB mordowali Polaków z AK, NSZ i WiN.

Sorry, the comment form is closed at this time.