Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Moje trzy grosze o dniu pamięci „żołnierzy wyklętych”

Posted by Marucha w dniu 2017-03-02 (czwartek)

„Miałem już nic więcej nie pisać o dniu „żołnierzy wyklętych”, ale muszę dodać jeszcze trzy grosze. Niektórych dziwi to, że święto „żołnierzy wyklętych” jest obchodzone huczniej niż święta narodowe 3 Maja i 11 Listopada. W Opolu obchody potrwają podobno dwa tygodnie. Gdzie indziej też co najmniej kilka dni. Żeby to zrozumieć, trzeba sobie uświadomić jakiemu celowi politycznemu służy to święto” – pisze Bohdan Piętka

Grosz pierwszy

W przeddzień święta tzw. „żołnierzy wyklętych” przypada rocznica zagłady Huty Pieniackiej (28 lutego). Apologeci nacjonalizmu ukraińskiego głoszą, że ukraińscy esesmani i UPA mieli prawo wymordować około 1000 Polaków z Huty Pieniackiej – w większości spalonych żywcem – ponieważ tamtejsza polska samoobrona współpracowała z partyzantką sowiecką (co jest prawdą).

Z kolei apologeci „żołnierzy wyklętych” głoszą, że Romuald Rajs-Bury miał prawo zabijać i palić żywcem białoruskich chłopów w Zaleszanach, Zaniach, Szpakach i Puchałach Starych, ponieważ ci podobno sympatyzowali z władzą komunistyczną i współpracowali z UB.

[Czy istnieje tu jakiekolwiek porównanie skali wydarzeń? Jedno w ramach planowanego ludobójstwa, drugie w ramach doraźnej zemsty? – admin]

W obu przypadkach w ten sam sposób – czyli przy pomocy frazeologii antykomunistycznej, obwiniając ofiary o współpracę z „komunistami” – usprawiedliwia się bestialską zbrodnię na bezbronnej ludności cywilnej. Czymże więc różnią się apologeci UPA i apologeci „żołnierzy wyklętych” typu „Burego” i „Ognia”. Ano niczym. W obu przypadkach identyczny jest zarówno ich szowinistyczny światopogląd, jak i polityczny cel kultu zbrodniarzy, wyznaczony przez politykę amerykańską i zmierzający najogólniej do utrwalenia dominacji USA/Zachodu na peryferiach euro-atlantyckich.

Grosz drugi

Niektórych dziwi to, że święto „żołnierzy wyklętych” jest obchodzone huczniej niż święta narodowe 3 Maja i 11 Listopada. W Opolu obchody potrwają podobno dwa tygodnie. Gdzie indziej też co najmniej kilka dni. Żeby to zrozumieć, trzeba sobie uświadomić jakiemu celowi politycznemu służy to święto. Oficjalnie uhonorowaniu tych, którzy walczyli o niepodległość Polski po 1945 roku, a raczej wydawało im się, że o to walczą.

Trzeba przypomnieć, że święto „żołnierzy wyklętych” zostało uchwalone przez Sejm w 2011 roku jednomyślnie, także głosami SLD. Taką jednomyślność polska scena polityczna, łącznie z SLD, osiąga tylko na polecenie ambasady amerykańskiej. W tym roku minister Macierewicz szczególnie podkreślił udział w obchodach święta „wyklętych” żołnierzy amerykańskich, których pierwszy kontyngent od sześciu tygodni stacjonuje w Żaganiu.

I tutaj dochodzimy do właściwego celu politycznego ustanowienia tego święta. Ze względu na konotacje historyczne (powojenne podziemie czekało na III wojnę światową i Amerykanów) oraz współczesne (Polska w roli „wschodniej flanki” bloku euro-atlantyckiego) jest to bowiem święto podległości Polski rzekomo niepodległej. Taki współczesny 22 Lipca.

Grosz trzeci

Czytam na onet.pl, że Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowiono 1 marca podobno dlatego, że 1 marca 1951 roku stracono w więzieniu mokotowskim siedmiu członków IV. Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” z mjr. Łukaszem Cieplińskim na czele.

Ale to nie byli „żołnierze wyklęci”, ponieważ Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość” (zwany też Zrzeszeniem „Wolność i Niezawisłość”) – niezależnie od tego, że prowadził ograniczoną działalność zbrojną – był z założenia nielegalną, cywilno-wojskową organizacją opozycji politycznej, a nie podziemia zbrojnego. Straceni WiN-owcy byli ofiarami represji stalinowskich, tak jak i gen. „Nil” oraz Pilecki, ale nie „wyklętymi”.

WiN nie można w całości zaliczyć do podziemia zbrojnego, ale – razem z legalnym PSL, półlegalnym Stronnictwem Pracy, nielegalną PPS-WRN i nielegalnym Stronnictwem Narodowym – organizację tę trzeba widzieć jako część powojennej opozycji politycznej.

Czy zatem nie byłoby właściwe obchodzić zamiast dnia „żołnierzy wyklętych” dzień pamięci ofiar represji stalinowskich (komunistycznych)? Wśród tych ofiar byli przecież także „wyklęci”, czyli powojenne podziemie zbrojne. Otóż z punktu widzenia lansowanej przez IPN narracji historycznej jest to niemożliwe, no bo ofiarami represji stalinowskich – oprócz przedwojennych oficerów WP, żołnierzy AK, BCh, NSZ, powojennego podziemia, działaczy PSL, PPS-WRN, ludzi Kościoła etc. – byli także żołnierze Armii Ludowej i członkowie PPR (PZPR) oskarżeni po 1948 roku o tzw. „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”.

Takie (uczciwe) spojrzenie na historię jednak IPN-owi i decydentom politycznym nie odpowiada, więc lansuje się tylko „żołnierzy wyklętych” (podziemie zbrojne), do których dopisywane są wybrane według kryterium politycznego ofiary represji stalinowskich (Fieldorf-Nil, Pilecki, WiN etc.). Tak rozumiany kult „wyklętych” (podziemia zbrojnego) ma służyć m.in. utrwaleniu fatalnego w polskiej historii etosu insurekcyjnego, ale zamazuje pamięć o wszystkich ofiarach represji stalinowskich.

Bohdan Piętka
http://mysl-polska.pl

komentarzy 9 to “Moje trzy grosze o dniu pamięci „żołnierzy wyklętych””

  1. Franz said

    „Żołnierze wyklęci”, ich ofiara i ich ofiary, to tragiczne karty naszej historii – ich historia nie jest powodem do dumy, jest powodem do zadumy nad losem narodu i państwa pozbawionego polskiego narodowego przywództwa.
    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/03/01/przeklety-los-zolnierzy-wykletych/

  2. Gościo said

    Fałszywe 3 grosze manipulacja i fałszowanie prawdy i faktów tyle w temacie.Z Postkomuchami nie dyskutuję tylko leję w ryja.

    A gdzie Pan ma postkomuchów? Nie spóźnił się Pan o 15-20 lat?
    Admin

  3. Boydar said

    „… Czymże więc różnią się apologeci UPA i apologeci „żołnierzy wyklętych” typu „Burego” i „Ognia”. Ano niczym …”

    Jeśli rzeczywiście Bury i Ogień postępowali jak bandyci to rzeczywiście niczym. Doniesienia jak postępowali różnią się w zależności kto relacjonuje, jeszcze długo nie dojdziemy. ale możemy dojść do prawdy drogą okrężną co nie oznacza że dłuższą. Bolszewicka włast’ dobrze zdawała sobie sprawę, że szczególnie martwi bohaterowie odegrają kiedyś swoją rolę. Nic przeciw temu nie mogła poradzić. Ale mogła przecież opóźnić proces i rozmydlić klarowność oceny. Dołożyła więc swoich „bohaterów”, zwykłych bandytów o najgorszych skłonnościach. Czy akurat to byli wymienieni, nie mnie sądzić, ale mechanizm na pewno był dokładnie taki jak opisałem i nadal jak widać funkcjonuje doskonale.

  4. Thor said

    Przydaloby sie troche wiecej lektury zanim sie wezmie za temat. Generalnie oceniam Panska dzialalnosc super pozytywnie, ale akurat temat Zolnierzy Wykletych nie jest widocznie Panskim konikiem. Pewnie stad wkradly sie bledy chocby w postaci Burego czy Ognia. Przeciez doskonale zdajemy sobie sprawe ze bialostocki IPN szafujacy wyrok nie jest dobrym wzorcem, ani Trybuna.eu bedaca w swej istocie hagiografka komunistycznej propagandy. PiS wykorzystuje ten temat czysto koniunkturalnie, bo watpie zeby srodowisku zoliborskiemu bylo blisko do NSZ i NZW. Zas co do wspomnianej lektury to Glaukopis moglby niejedno wyjasnic.

    ——
    To do mnie, czy do autora artykułu?
    Admin

  5. błysk said

    Autorzy słabo znają temat. „Bury” miał rozkazy z Komendy białostockiej NZW o likwidacji komunistycznej agentury wśród Białorusinów ;przypomnę tylko,że białostockie UB złożone było większości z Białorusów ; dodajmy,że wyróżniali się oni szczególny okrucieństwem w śledztwie. Trzeba zatem ich było za to ukarać .Zaś wioski białoruskie popierały sowiecki komunizm i także stan taki trzeba było zlikwidować . Podobna kara spotkała ukraińska wioskę Wierzchowiny ,która stanowiła ewidentna agenturę komunistyczną ,uzbrojona nawet w broń maszynową/trzy bunkry z bronią/. Dokonał tego kpt. Pazderski na czele zgrupowania „Szary” w liczbie ok. 200 partyzantów. Roztrzelano ok. 80 Ukraińców , z czego bezpieka zrobiła 194. W wielogodzinnym boju ,od godziny 8 do 15 , walce z siedmiokrotnie przeważającymi silami NKWD -UB zabito ich wielu .Partyzanci stracili ok. 30 ludzi .Trwa opracowywanie wydarzeń z Wierzchowin i boju we wsi Huta /10 czerwca 1945/ ,bo trzeba wiedzieć,że siły UB i NKWD zafałszowały tę akcje kompletnie i stan taki utrzymuje się w internecie do dnia dzisiejszego .Być może był to największy bój partyzantki antykomunistycznej,narodowej z NKWD – UB.Po bitwie sowieci spalili wieś Hutę oraz zamordowali 5 cywilnych mieszkańców , a czynili to zawsze kiedy ponieśli duże straty .

  6. Minus said

    Nie można porównywać banderowskiego zwyrodnienia do wyroków śmierci przez rozstrzelanie, mających karać i dyscyplinować. Przecież tamte okoliczności są nie do spekulowania, jakiś kozak pióra wie jakby wtedy się zachował? To nie sala sądowa, decyzje musiały być podejmowane tu i teraz, w to muszą być wliczone pomyłki. Z tymi „biednymi” Białorusinami też taki obraz mam jak to przedstawił Pan Błysk @5. Ktoś, kto przy tym majstruje medialnie ma podłe intencje, nie kieruje nim prawda historyczna. Komu potrzebne sypanie piasku w relacje Białorusinów i Polaków?

    Pamiętam, że gdzieś przeczytałem o oficjalnym rozkazie, zgodzie Kedywu na współdziałanie polskich grup samoobrony w województwach pd-wsch z partyzantką sowiecką przeciwko ukraińskim bandytom. I bdb.

    Żal mi żołnierzy walczących z utrwalaczami władzy ludowej, każdego życia. Im dalej w czasie, tym więcej beznadziei, zaszczucia. Był wybór jak już ktoś był w lesie? Od „Ostrej Bramy” utrwalacze budowali zaufanie do pokojowej odbudowy kraju. O roku 20 nie mówiąc, czy 17 września. I ci p_leni sojusznicy z zachodu o eskimosach z każdej strony nie zapominając. Siła złego panie. Smutne, tragiczne te polskie drogi, po każdej wojnie, po każdym powstaniu w.w. XIX i XXgo.

    Pierdy nie jakieś grosze, panie.

  7. JerzyS said

    Żolnierze wyklęci wprowadzili „Zasadę Podwójnego Opodatkowania”
    Rabowali ludność już raz opodatkowaną przez okupanta.Ci z AK rabowali na terenach gdzie wpływy miała BCh,
    i na odwrót.
    Do większych akcji łączyli się razem.
    GL i BC.h rabowało dwory
    Inteligenckie oddziały rabowały po wsiach również
    „Jedyne Żywicielki Rodziny” czyli krowy.
    BCh i AK tego nie robiło, bo
    – Dla chłopa na wsi krowa to była „Jedyna Żywicielka Rodziny”
    i jej brak oznaczał śmierć głodową!

    Przykładowy meldunek do placówki AK:

    „Do miejscowości takiej , a takiej przyjechała bogata rodziny wysiedleńców z poznańskiego.
    Można się będzie nieźle obłowić!”

    Od partyzanta do bandyty jeden krok!

    Po 1945 roku

    „Zawód wyuczony?
    Partyzant!
    Zawód wykonywany?
    Partyzant!”

    http://blogpress.pl/node/13624
    „Afera” Bergu (1)
    Portret użytkownika Godziemba
    Godziemba, pon., 16/07/2012 – 08:28

    Ujawnienie w styczniu 1953 roku przez komunistyczne władze PRL sprawy tzw. Bergu, zapoczątkowało długotrwały kryzys polityczny wśród polskiej emigracji, a komunistom pozwoliło zintensyfikować oszczerczą kampanię propagandową przeciwko polskim politykom w Londynie.

    W miarę wzmagania się „zimnej wojny” Waszyngton poszukiwał nowych form i instrumentów oddziaływania – jednym z nich miały stać się emigracje z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

    Organizatorem oficjalnej współpracy emigracji był utworzony w czerwcu 1949 roku Komitet Wolnej Europy z siedzibą w Nowym Jorku. Podstawowym zadaniem Komitetu było szerzenie antykomunistycznych nastrojów wśród mieszkańców krajów za żelazną kurtyną. Najważniejszym przejawem tej akcji było utworzenie Rada Wolna Europa.

    Jednocześnie Amerykanie penetrowali środowiska emigracyjne,
    widząc tam możliwości poprawy swoje działalności wywiadowczej skierowanej przeciwko Kremlowi i jego satelitom.
    Rolę tę spełniał Wydział Operacji Zachodnio-Europejskich wspomnianego Komitetu Wolnej Europy.

    W polskim Londynie wszystkie stronnictwa polityczne zabiegały o uzyskanie wsparcia Waszyngtonu, będąc świadomymi, iż Stany Zjednoczone były kluczowym partnerem dla polskich starań niepodległościowych. Także jedną z przyczyn powołania w grudniu 1949 roku Rady Politycznej była chęć nawiązania ściślejszych kontaktów z amerykańskimi władzami.

    Jeszcze wcześniej, polskie MSW, zdominowane przez członków Stronnictwa Narodowego, od połowy 1948 roku zainicjowało rozmowy z Amerykanami na temat współpracy w dziedzinie łączności z Polską. Należy zgodzić się z Rafałem Habielskim, iż „Legitymacją dającą emigracji prawo do występowania na scenie międzynarodowej była sytuacja w Polsce. Chcąc jednak ważność tej legitymacji przedłużać, emigracja musiała choć w ograniczony sposób być obecna w kraju”. Amerykanie mieli pomóc w rozbudowie łączności z okupowanym przez komunistów krajem w zamian za informacje z kraju.

    Konieczność utrzymania łączności z rodakami w kraju tak uzasadniał jeden z pracowników Wydziału Krajowego Rady Politycznej – Kazimierz Tychota : „Potrzeba utrzymania łączności z Krajem wynika z obowiązków wobec Kraju, ciążących na emigracji. Nie można reprezentować narodu i jego poglądów bez łączności z nim. By móc pracować nad wyzwoleniem Kraju i narodowi w Kraju służyć, trzeba znać dokładnie i bieżąco położenie Kraju, jego potrzeby (…). Wobec hermetycznego odcięcia Kraju od kontaktów ze światem zewnętrznym na normalnej drodze, da się spełnić tylko poprzez przeniknięcie z zewnątrz do Kraju, co nie da się zrealizować inaczej, jak przez tajną akcję łączności z Krajem. Żaden bowiem tak zwany „mandat krajowy” nie ma wartości bez oparcia go o bieżący kontakt z narodem w Kraju”.

    Rozmowy z Amerykanami nie przyniosły początkowo efektów, a kryzys w rządzie RP wiosną 1949 roku doprowadził do jego opuszczenia przez polityków SN, którzy tworzą z innymi opozycyjnymi wobec rządu partiami wspomnianą wcześniej Radę Polityczną. W tej sytuacji dalsze rozmowy z Amerykanami prowadzono już pod szyldem Stronnictwa Narodowego oraz Rady Politycznej.

    Ostatecznie pertraktacje sfinalizował na wiosnę 1950 roku w Niemczech Kazimierz Sójka. Choć umowę zawarto z Departamentem Stanu, to jednak nie ulegało wątpliwości, iż głównym partnerem w realizacji tej umowy była CIA.

    Na mocy umowy Rada Polityczna zobowiązała się do:
    „ – współdziałania z akcją zimnej wojny Stanów Zjednoczonych,
    – podtrzymywania w Kraju ducha oporu,
    – rozbudowania w Kraju sieci rezydentów i informatorów,
    – przygotowania sieci radio-nadawczych w Kraju,
    – przesłuchiwania uciekinierów z Kraju”

    W zamian za to strona amerykańska miała dostarczyć funduszy na:

    „ – utrzymywanie aparatu łączności z Polską,
    – rozbudowę i utrzymywanie grup informacyjnych,
    – podtrzymywanie ducha oporu w kraju przez akcje ulotowe, afiszowe oraz zasilanie ludzi
    pomocą pieniężną,
    – utrzymywanie centrali w Londynie,
    – pomoc materialną akcjom podziemnym”

    Umowa gwarantowała jednak zupełną samodzielność polskiej akcji na Kraj, Amerykanie mieli jedynie ofiarować pomoc techniczna i materialną dla jej przeprowadzenia.

    W wyniku umowy założono dwie bazy – jedna, zwana placówką ”Północ”, funkcjonowała w strefie brytyjskiej z siedzibą w Oerlighausen, a potem w Mulheim-Ruhr; druga, zwana „Południe”, miała swoją siedzibę w Monachium, a potem w Bergu koło miasta Starnberg. Na czele placówki „Południe” stał najpierw Stanisław Kolendowski, a następnie Władysław Furka (z SN). Natomiast kierownikiem placówki „Północ” został Kazimierz Tychota, a po nim Wiktor Zdrzałka (z SN).

    Kierownikiem Działu Krajowego Rady Politycznej był Edward Sojka (SN), a jego zastępcami – Franciszek Białas (PPS) i Tadeusz Żenczykowski (NiD). Dział Krajowy koordynując akcję, jednocześnie wyraźnie zastrzegł, że jest „przeciw stawianiu czynnego oporu wobec reżimu komunistycznego (…), przeciw aktom dywersji i sabotażu, które pociągają za sobą zbędne ofiary”.

    Dla usprawnienia zdobywania i przekazywania informacji utworzono w kraju tzw. punkty informacyjne (PI), składające się z kilku osób. Łączność z krajem utrzymywano przy pomocy kurierów, tzw. „paczek specjalnych” oraz korespondencji. Łączność za pośrednictwem kurierów utrzymywała przede wszystkim placówka „Południe”. W sumie zorganizowano ponad 30 wypraw, spośród których prawie połowa zakończyła się fiaskiem. Bardzo duży odsetek wpadek spowodowany był obecnością agenta MBP w Dziale Krajowym Rady Politycznej. Ponadto kilka punktów informacyjnych a także kanałów przerzutowych kontrolowała komunistyczna bezpieka.

    Drugą metodą utrzymywania łączności, stosowaną przez ośrodek „Południe”, było wysyłanie poczta tzw. „paczek specjalnych” oraz zwykłej korespondencji do PRL. Paczki specjalne zawierały, obok artykułów spożywczych i odzieżowych, tajne materiały schowane przeważnie w puszkach o podwójnym dnie. Puszki takie były niemożliwe do prześwietlenia i nie różniły się wagą od oryginalnych. Stosując te metodę, nie zachowywano jednak należytej ostrożności – np. wysyłano paczki jednego dnia z tego samego urzędu pocztowego, z oznaczeniem tego samego nadawcy, w liczbie po 8-10 przesyłek do różnych adresatów w kraju. Niejednokrotnie zdarzało się, iż adresaci otrzymywali paczki zaadresowane tym samym charakterem pisma, mimo, iż nadchodziły czasem z różnych miast. Organizatorzy tej operacji nie zdawali sobie sprawy, iż w realiach totalitaryzmu komunistycznego wszystkie paczki przychodzące z Zachodu poddawane były szczegółowej kontroli przez służbę bezpieczeństwa, a odbiorcy takich przesyłek osobami podejrzanymi.

    Trzecim wreszcie sposobem utrzymywania łączności z krajem była korespondencja prowadzona przez obie placówki z wybranymi osobami w PRL, używając atramentu sympatycznego. Pisano w sposób konspiracyjny, używając szyfru „familijnego” (np. zdanie „Bolące gardło należy przepłukać” wskazywało, co trzeba zrobić z utajonym w liście tekstem aby go odczytać). Szyfry takie były jednak bardzo łatwe do odczytania dla fachowców z MBP.

    Dzięki umowie z Amerykanami nastąpiło w latach 1951-1952 niewątpliwe ożywienie nieformalnych kontaktów z Krajem.
    Organizatorzy tej akcji nie przestrzegali – o czym wspomniano wcześniej – podstawowych zasad konspiracji, co wynikało zapewne z braku rozeznania o skali infiltracji społeczeństwa polskiego przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa.

    Wszak w 1948 roku zarówno MSW jak i Sztab Naczelnego Wodza zaprzestały ze względu na olbrzymie ryzyko wysyłania kurierów do Kraju.

    Cdn.

  8. er said

    Postkomuchy są dosłownie wszędzie………………………………………………………………….
    Czy ktoś słyszał, czy ktoś wie:,,Kiedy ostatnio Polską rządzili Polacy?”. Ja z 1975, to sobie nie przypominam, ale może ktoś starszy pamięta, albo mądry historyk pamięta?

  9. Dzidas said

    Nie mógł pan Piętka tak odrazu zamiast namiętnie obsyrwać tych ludzi? Chyba mu się głupio zrobiło po tym jak Matuszewski wytknął mu braki w warsztacie. Rzucił sie na Wyklętych jak szczerbaty na suchary, chciał dobrze a wyszło jak zwykle gdy się tknie tego tematu

Sorry, the comment form is closed at this time.