Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Zwidy admirała Byrda

Posted by Marucha w dniu 2017-03-04 (sobota)

Kiedy 29 listopada 1929 roku, po raz pierwszy w historii ludzkości, amerykański lotnik Richard Byrd przelatywał ponad biegunem południowym, nadał przez radio niezwykły komunikat. Relacjonował, że widzi pokryty zielenią ląd, na którym pośród wolnych od lodu jezior, pasły się wielkie, podobne do bizonów zwierzęta oraz poruszali się prymitywni ludzie.

Audycja radiowa została natychmiast przerwana, a słowa admirała uznano za efekt wyczerpania nerwowego lub halucynacji. Do dziś sprawa Byrda budzi emocje zarówno wśród naukowców, jak i miłośników UFO i spiskowych teorii dziejów. Do dziś nie udało się jej też wyjaśnić.

Przelot nad biegunem południowym miał być pierwszym tego typu wyczynem. Wyprawa Byrda, w której udział brały dwa statki i trzy samoloty, okazała się olbrzymim sukcesem.

W trakcie lotu, który trwał 18 godzin i 41 minut, Richard Byrd wraz z trzema członkami załogi: drugim pilotem, Berndtem Balchenem, operatorem radiostacji, Haroldem June i fotografem, Ashleyem McKinley dolecieli samolotem Ford Trimotor „Floyd Bennet” do bieguna południowego i z powrotem do bazy na Lodowcu Rossa. Był to pierwszy w historii taki lot. Byrd miał wtedy 31 lat.

Amerykanie szykują się do wojny?

Kiedy lotnik wrócił do kraju, wokół jego wyprawy narosło wiele kontrowersji i legend. Najtrudniej było przejść do porządku dziennego nad nieprawdopodobnym komunikatem radiowym Byrda. Amerykańskie władze za wszelką cenę chciały uniknąć rozgłosu i skutecznie zatuszowały związaną z wyprawą aferę.

Relację uznano za efekt napięcia spowodowanego trudami wyprawy. Przecież trudno było sobie wyobrazić, że w środku lodowej pustyni Antarktydy znajduje się zielona, pełna życia oaza. Oficjalnie uznano kwestię wyprawy Byrda za zakończoną. Nie oznaczało to jednak, że amerykański rząd stracił zainteresowanie tą sprawą.

Kilkanaście lat później, 2 grudnia 1946 roku, amerykańskie bazy wojskowe opuścił potężny zespół uderzeniowy Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. W jego skład wchodził okręt dowodzenia USS Mount Olympus, lotniskowiec USS Philippine Sea, niszczyciel i trzynaście jednostek pomocniczych marynarki wojennej, a ponadto sześć śmigłowców, sześć łodzi latających i dwie latające cysterny. Towarzyszył im okręt podwodny USS Sennet.

Na pokładach potężnej flotylli znajdowało się ponad cztery tysiące ludzi – ponad trzy i pół tysiąca oficerów, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, trzystu pracowników cywilnych i naukowców. Dowódcą armady został Richard Byrd, wówczas już admirał i uznany za bohatera, weteran polarnych ekspedycji. Celem była Antarktyda.

Operacja otrzymała wojskowy kryptonim „High Jump”. Amerykańskie dowództwo ogłosiło, że zamierza sprawdzić, jak w warunkach polarnych funkcjonuje sprzęt wojskowy. Jednak sam admirał Byrd, przed wyjściem armady w morze, powiedział mimochodem, że operacja „High Jump” jest wyprawą wojenną.

Oficjalni przedstawiciele marynarki nabrali jednak wody w usta i wszelkie próby uzyskania przez dziennikarzy jakiejkolwiek informacji o wyprawie spełzły na niczym. Nie dowiedzieli się niczego ponad to, że operacja „High Jump” ma charakter badawczy.

Ale nikt nie chciał w to wierzyć. Analitycy szeptali, że Amerykanie szykują się do wojny. Nikt jednak nie był w stanie wyjaśnić z kim zamierzają się zmierzyć i jak. Żadna armia świata nie była wtedy zdolna do walki na takim terenie, poza tym kontynent był, niezamieszkaną przez ludzi pustynią.

Operacja „Wysoki Skok”

Wszystko wskazywało jednak, że operacja „High Jump” była czymś więcej niż wyprawą naukową. Same przygotowania trwały ponad rok, zaangażowane zostały wielkie siły, atmosferę tajemnicy potęgował fakt, że w wyprawie uczestniczy tylu żołnierzy piechoty morskiej oraz niespotykana, jak na wyprawę naukową, liczba samolotów.

Wyprawa Richarda Byrda na Antarktydę

Wśród nich były też samoloty rozpoznania C-47 Dakota wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt: aparaty fotograficzne, kamery i magnetometry używane do wykrywania anomalii magnetycznych w wodzie i pod powierzchnią ziemi.

27 stycznia 1947 roku zespół uderzeniowy dotarł do wybrzeży Antarktydy i rozpoczął lotnicze rozpoznanie kontynentu. Szczególną uwagę poświęcono należącej do Norwegii Ziemi Królowej Maud. Warto wspomnieć, że w 1939 roku rościły sobie do niej prawa hitlerowskie Niemcy, nadając jej nazwę Nowej Szwabii.

Choć żaden kraj nie uznał niemieckich praw do tego terytorium niemieckie roszczenie nigdy nie zostało oficjalnie cofnięte. Później spowodowało to fantazyjne plotki i domniemania, że ludzie, których widział Byrd, to nazistowscy uciekinierzy, którzy w ostatnich dniach wojny założyli swoje bazy na wcześniej rozpoznanym lądzie.

Na razie jednak Amerykanie zaczęli zbierać materiał fotograficzny, samoloty wykonywały dziesiątki lotów. Wydawało się, że zniknięcie z mapy Ziemi ostatniej białej plamy jest kwestią najbliższych tygodni. W tym miejscu pojawia się największa tajemnica.

Choć wyprawę zaplanowano na osiem miesięcy, nagle, zupełnie nieoczekiwanie Byrd zarządził odwrót. Flotylla wracała do Stanów w opłakanym stanie. Stracono jeden niszczyciel, a znaczna część samolotów uległa zniszczeniu. Zginęło kilkudziesięciu marynarzy i oficerów, nieznany był los kilkunastu zaginionych.

Nikt nie wiedział, co tak naprawdę wydarzyło się u wybrzeży Antarktydy. Rząd objął prowadzone śledztwo ścisłą tajemnicą. Po powrocie admirał Byrd wraz z dowództwem wyprawy stanął przed specjalnie powołaną Nadzwyczajną Komisją Kongresu Stanów Zjednoczonych, a wszyscy biorący udział w wyprawie zostali przesłuchani przez wywiad.

Do prasy przedostały się jednak rewelacyjne oświadczenia admirała, w których ostrzegł on rząd o groźbie nowej wojny. Pisał, że siły zbrojne Stanów Zjednoczonych muszą natychmiast podjąć działania przeciwko myśliwcom wroga, które bazują na obszarach polarnych i które mogą odbywać podróże z bieguna na biegun z ogromną prędkością.

Mówił też publicznie o odkrytych przez siebie rejonach Antarktydy, które były porośnięte wiecznie zieloną, bujną roślinnością i ogrzewane przez wypływające z wnętrza Ziemi ciepłe źródła. Powtórzył więc to samo, co powrocie z bieguna przed kilkunastu laty.

Sukces pełen strat

Rząd stanowczo zaprzeczył ogłoszonym przez admirała rewelacjom, a jego samego uznał za psychicznie chorego i poddał przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu. Podobnie jak po słynnym locie Byrda sprzed kilkunastu lat, oficjalnie ogłoszono, że zeznania zasłużonego i doświadczonego dowódcy są efektem rozstroju nerwowego i nie ma powodu by traktować je poważnie.

Przedstawiciele rządu podjęli działania, by zdezinformować prasę i społeczeństwo. Nazwy jednostek biorących udział w wyprawie zostały zmienione, zdementowano informacje o stratach w ludziach i sprzęcie. Wyprawę okrzyknęli sukcesem, w jej trakcie sporządzone zostały mapy lotnicze 1 390 000 km2 wybrzeża Antarktydy.

Wydali też kilka oświadczeń o przebiegu wydarzeń informując, że zginął tylko jeden człowiek, którego samolot uległ wypadkowi. Wszyscy, którzy brali udział w wyprawie zostali zobowiązani, pod groźbą sankcji, do zachowania tajemnicy.

Byrd był przesłuchiwany w obecności lekarza. Wszystko, co powiedział zostało przedstawione prezydentowi Stanów Zjednoczonych. Admirał otrzymał „rozkaz milczenia odnośnie wszystkiego, czego się dowiedział, w imieniu ludzkości”. Został też pouczony, że jako żołnierz musi słuchać rozkazów.

Przez lata dotrzymywał obietnicy, choć stało to w całkowitej sprzeczności z wyznawanymi przez niego wartościami moralnymi. To, co widział na Antarktydzie, nie dawało mu spokoju. W 1956 roku światło dzienne ujrzał dziennik Byrda, w którym admirał opisał, co wydarzyło się w czasie jednego z lotów rozpoznawczych nad Antarktydą.

Choć nie ma żadnych dowodów na autentyczność dziennika, a jego treść była wielokrotnie negowana, informacje jakie w nim zawarł są szokujące. Sam Byrd pisał w dzienniku: „Wszystko to wymyka się wyobraźni i zdawać by się mogło szaleństwem, gdyby nie wydarzyło się naprawdę”.

Tajemnica dziennika

Lot, który rozpoczął się 19 lutego 1947 roku o 6:10 czasu lokalnego nie zapowiadał niczego niezwykłego i przez pierwsze cztery godziny przebiegał prawidłowo. W pewnym momencie przestały jednak działać urządzenia pokładowe, a pod samolotem, w miejscu gdzie powinna znajdować się lodowa pustynia, rozpostarła się wielka porośnięta drzewami dolina.

Inne było jednak światło, na niebie nie było widać słońca. Byrd próbował opisać przez radio, to co widzi, połączenie z bazą zostało jednak przerwane. Na pokrywającej dolinę łące pasły się przypominające mamuty zwierzęta a przed samolotem pojawiło się coś, co wyglądało jak miasto.

Nagle, tuż obok samolotu pojawiły się dziwne pojazdy, które miały kształt dysku. Dakota przestała reagować na stery, a przyrządy kontrolne stały się bezużyteczne. W radiu rozległ się głos, mówiący po angielsku z ledwo słyszalnym niemieckim akcentem: „Witamy panie Admirale, w naszym królestwie (…). Proszę się odprężyć, jest pan w dobrych rękach”.

Samolot Byrda został sprowadzony na ziemię, tak że dotykając powierzchni załoga odczuła jedynie lekki wstrząs. Na powitanie wyszło kilku mężczyzn. Byli wysocy i mieli blond włosy. Wprowadzili go do wnętrza jednego z budynków, jeden z mężczyzn powiedział: „Nie bój się, Admirale, będziesz miał audiencję u Mistrza…”

Według „Admiral Richard E. Byrd’s Secret Diary (Feb. Mar. 1947)”, czyli relacji Byrda w „Tajemnym Dzienniku” z 1947 roku, wkrótce stanęli przed obliczem mężczyzny, którego Byrd opisał jako osobę o delikatnych rysach i twarzy naznaczonej upływem czasu.

Po przywitaniu, Mistrz oświadczył: „Admirale, pozwoliliśmy panu wlecieć tu, gdyż ma pan szlachetny charakter i jest pan dobrze znany w Świecie na Powierzchni”. Wyjaśniając dodał, „jest pan w domenie Arian, w Wewnętrznym Świecie”.

Dalsza rozmowa, w trakcie której Mistrz poruszył wszelkie istotne kwestie dotyczące naszej cywilizacji, upłynęła w przyjaznej atmosferze. Mistrz pożegnał Byrda, nakazując mu powrót do swojego świata, by rozgłosić przekazane mu wiadomości. Ostatnie słowa, jakie usłyszał Byrd, gdy wzniósł się w powietrze, brzmiały: „Zostawiamy tu pana, Admirale, pańska aparatura już działa. Auf Wiedersehen!”. I Byrd znów znalazł się ponad lodową pustynią.

Co zdarzyło się w czasie wyprawy?

Jako pierwszy o istnieniu „Tajemnego Dziennika” Richarda Byrda wspomniał jeden z jego kuzynów podczas wywiadu radiowego. Od kiedy jednak o dzienniku Byrda stało się głośno, rodzina admirała oświadczyła, że nie zna rzekomego kuzyna, a sam dziennik nigdy nie istniał.

Nie bardzo wiadomo, co tak naprawdę wydarzyło się w trakcje wyprawy. Dlaczego Byrd zarządził tak nagły odwrót i kto lub co odpowiada za poniesione przez flotę straty.

Jeszcze w czasie drogi powrotnej do Stanów Zjednoczonych, 5 marca 1947 roku Byrd udzielił wywiadu, który ukazał się w chilijskim dzienniku „El Mercurio”.

Admirał ostrzegł w nim Stany Zjednoczone przed możliwością ataku. Apelował, by amerykańska armia była gotowa do obrony przed „inwazją kraju przez wrogie obiekty latające startujące z rejonów arktycznych”.

Kolejną tajemnicą jest sam dziennik admirała. Celem operacji „High Jump” były badania Antarktydy, tymczasem sam Byrd pisze w dzienniku wyraźnie o locie badawczym w Arktyce, nad Biegunem Północnym. Nie wydaje się możliwe by tak doświadczony badacz polarny pomylił się w opisie miejsca wydarzeń.

Cokolwiek jednak wydarzyło się w Antarktyce w trakcje feralnej wyprawy, musiało skłonić amerykańskie dowództwo do natychmiastowego odwrotu. Jedyny człowiek, który znał tajemnicę, zakończył swój dziennik słowami: „Być może jest to jedyna nadzieja ludzkości. Widziałem prawdę, która podniosła mnie na duchu i wyzwoliła mnie! (…) gdyż widziałem tę krainę za Biegunem, ów środek wielkiego nieznanego”.

W 1954 roku Komitet Połączonych Szefów Sztabów wydał rozkazy dotyczące kolejnej wyprawy wojennej na Antarktydę. Admirał Byrd został uznany z rozkazu Eisenhowera za zdrowego psychicznie i wyznaczony na dowódcę wyprawy. Operacja otrzymała kryptonim „Deep Dreeze” – „Siarczysty Mróz”. Tym razem Amerykanie nie kryli faktu, że jest to wyprawa wojenna, a w grę wchodzi nawet użycie broni jądrowej.

Operacja zakończyła się w 1957 roku. W tym roku zmarł również Byrd.

Lidia Kawecka
http://podroze.onet.pl/

Komentarzy 25 to “Zwidy admirała Byrda”

  1. Piskorz said

    re art,,”Jump” ma charakter badawczy.” Ci gangsterzy spod gwiaździstej flagi…mają od lat tylko same badawcze misje..gdzie można byłoby korzenie /sic/ zapuścić i tubylców golić..

  2. Peryskop said

    Dystrakcyjne podbijanie emocji wokół Antarktydy.

    A zaczął i tak już ciągnął typowo – co FIASKO – to „sukces”.

    wiki:

    …9 maja 1926 Richard Byrd i Floyd Bennett dokonali próby przelotu nad biegunem północnym samolotem Fokker F.VII/3m o nazwie Josephine Ford. Start nastąpił w Ny-Ålesund na wyspie Spitsbergen. Piloci orzekli, że ich wyczyn zakończył się sukcesem, jednak analiza dzienników pokładowych oraz mechaniczna analiza ich samolotu dostarczyła sporych wątpliwości co do tego faktu. Niemniej jednak, dokonali przelotu w pobliżu bieguna. Mimo tych wątpliwości Richard Byrd zdobył dość duży rozgłos, co pomogło mu w zbieraniu środków na kolejną próbę, najpierw przelot przez Atlantyk do Europy, następnie nad biegunem, ale tym razem nad południowym…

    Lubił śnić – o zielonych polanach i innych farmazonach…

    Zmarł we śnie „na serce”. Prawdopodobnie na bezdech.

    … bezdech był spowodowany traumą z czasów studenckich.
    Admin

  3. RomanK said

    Nie Arian..ale Ariow///i nie Dreeze ..ale Freeze…
    XCo dzis dzieje sie na Antarktydzie, ze wizytuja ja i byly sek stanu Kerry i Patriarcha WszechRusii…

    . https://www.youtube.com/watch?v=Vf_5VuKyHnI

    ——
    Oczywiście Ariów.
    Tłumacz dał d…y albo nie chciało mu słowo „Ariowie” przejść przez gardło.
    Admin

  4. sredni said

    https://redoctobermsz.wordpress.com/2016/05/17/otwory-na-biegunach-cz-1-i-2/
    Polecam

  5. RomanK said

    Panie Macieju….chce pan widziec na wlasne oczy..pare ciekawych rzeczy???

    Senor Maciej …organizar que viaje al pasado para senor ? Que Maciej .. para Maciej ????

  6. Peryskop said

    Re 2
    Admin : … i koniecznie traumatyczne przeżycia z okresu dzieciństwa, kiedy niania biła go rózgą po dupie.

    https://marucha.wordpress.com/2017/02/25/przeklenstwa-i-uroki-to-zlecenia-dla-szatana/#comment-659053

    Re 4
    Te (p)otwory na biegunach są po to, żeby Ziemia się obracała.

    Re 5 RomanK
    Już i tak sporo ciekawych rzeczy widziałem na własne oczy.

    Ale jak coś ciekawszego od tylnego admirała Byrda, to what ?

  7. NC said

    Nasz rodaczka, pani Małgorzta Wojtaczka, niedawno SAMOTNIE zdobyła Biegun Południowy, idąc pieszo po lodzie i ciagnąc 100 kg sanki z zapasami zywności. Trasę od wybrzeży Antarktydy do Bieguna Południowego o długości ponad 1200 km pokonała w 69 dni.
    Nie widziała żadnych zielonych dolin, ale musiała rozbijac namiot w temperaturze -40 stopni, by spędzic w nim noc i trochę odpocząć.

    http://samotnienabiegun.pl/home/

  8. Plewy said

    Kilka cytatów:
    1. „W jego skład wchodził okręt dowodzenia USS Mount Olympus, lotniskowiec USS Philippine Sea, niszczyciel
    2. „Stracono jeden niszczyciel „.
    3. ” Flotylla wracała do Stanów w opłakanym stanie.
    4. „Same przygotowania trwały ponad rok(!)”

    Odp:
    1. W operacji High Jump brały udział dwa niszczyciele, a nie jeden.
    2. Nie stracono żadnego okrętu. Oba niszczyciele USS Brownson (DD-868) oraz USS Henderson (DD-785) powróciły bez uszczerbku z manewrów.
    3. Nie było żadnych strat z wyjątkiem jednego samolociku (dokładnie latającej łódki) i 3 członków załogi – całkiem nieźle jak na tak dużą i trudną operację.
    4.U nas do wojny z Niemcami zaczęto się przygotowywać technicznie dopiero w sierpniu 1939. Co więcej budowę bunkrów w Wielkopolsce opóźnione dalej, aż końcowych tygodni sierpnia aby „prace fortyfikacyjne nie kolidowały z pracami rolnymi” (w końcu okupanci muszą coś jeść). Takie więc planowanie 1 rok na przód musi być wielkim szokiem. Dla osoby jednak, która planowała prywatny wyjazd do Nowej Zelandii na chodzie po górach już takie szokujące nie jest. Ale to się wytnie.

    Kupa bzdur jakich w internecie pełno. Doktor Jaśkowski jest tego mistrzem w swoich słowotokach: 30% informacji ulokowanych luźno w 70% bredni. Smutne ale prawdziwe.

  9. pawel said

    ad 7. Plewy

    Tak mi Pan otworzył oczy na tego Jaśkowskiego. Doktor? Może udaje? Mógłby mi Pan podesłać linki do jakichś Pana programów?

  10. pawel said

    Cd. 8 Plewy.

    Albo niech Pan poda swoje nazwisko, to sam poszukam. Bo podpisuje Pan swoje materiały w internecie, prawda?

  11. Zerohero said

    Latające cysterny wprowadzono dopiero w latach 50 o ile wiem.

  12. Sceptyk said

    at.7 #Plewy#Doktor Jaśkowski jest tego mistrzem w swoich słowotokach: 30% informacji ulokowanych luźno w 70% bredni.
    Zainteresowało to mnie, co konkretnie? Proszę bardzo rozwiń to! Wiem znaczny procent w internecie, nie wiem jaki, to niestety grafomańskie brednie. Strasznie trudno , wbrew pozorom, odróżnić prawdę od fałszu.
    Pozdrawiam.

  13. Marcin said

    Nie wiem co brał ale ja tez chcę.

  14. Marcin said

    Moze pojadł chleba z lsd jak tu http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/7415082/French-bread-spiked-with-LSD-in-CIA-experiment.html
    Tu cia nakarmila cala francuska wioskę. Ludzie skakali z okien, popelniali samobójstwa.

  15. narozniak said

    Coś może być na rzeczy skoro na Ziemi Królowej Maud znajdują się akurat stacje rosyjska i amerykańska. Co do zdobywców bieguna, to mogli nic nie widzieć, gdyż chyba nie mogą chodzić gdzie chcą. Polka która ostatnio tam była, wspominała w TV, że potrzebne jest jakieś pozwolenie na poruszanie się po Antarktydzie, ale nie rozwineła tego zagadnienia, także od kogo, ani konkretnie na co to pozwolenie jest, nie wiadomo.

  16. RomanK said

  17. rafal z said

    znaczy że co? Naziści zaanektowali Antarktydę po czym swoje kobiety w Niemczech zostawili Turasom ?:D

  18. jowram said

    Amerykańskie operacje wojskowe na Antarktydzie
    Ciąg dalszy II wojny światowej?
    Przygotowania do wielkiej operacji wojskowej na Antarktydzie Stany Zjednoczone rozpoczęły tuż po zakończeniu wojny, w rok po „poddaniu” się U-977 i przesłuchaniach załogi tego U-boota. Prawdopodobnie brutalne śledztwo wycisnęło z marynarzy dodatkowe informacje o bazie w Nowej Szwabii (brutalnie prowadzone przez Amerykanów śledztwa załóg U-bootów były wielokrotnie przedmiotem oficjalnych dochodzeń specjalnych komisji US Navy [C. Blair „Hitlera wojna U-bootów…”, Wyd. Magnum, 1999 – przyp. autorów]).
    Jak wielkie to były przygotowania świadczy fakt, że zespół uderzeniowy Task Force opuścił bazy w USA dopiero 2 grudnia 1946 roku. Była to operacja na niespotykaną wcześniej skalę (J. Małachowski „Zdobywcy Białego Lądu”). Znaczy to, że Amerykanie operację traktowali z całą powagą. I nie była to wyprawa na słonie morskie czy pingwiny. Głównym elementem operacji był wspomniany zespół uderzeniowy z lotniskowcem „Phillipine Sea” oraz niszczycielami, dwoma transportowcami wodnosamolotów i okrętem podwodnym (razem co najmniej 14 okrętów). Na pokładach znajdowało się ok. 4000 ludzi, w tym ok. 3500 oficerów, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, około 300 pracowników cywilnych i 25 naukowców. Główny sprzęt rozpoznawczy Amerykanów stanowiły samoloty C-47 Dakota z kamerami, aparatami fotograficznymi i holowanymi magnetometrami. Magnetometry były urządzeniami, które z powodzeniem wykrywały U-booty na Atlantyku. Mogły też wykryć anomalie magnetyczne (metalowe instalacje lub pole elektromagnetyczne) pod skorupą lodu lub pod warstwą skał…
    Oficjalnie amerykańskie dowództwo głosiło, że jest to wyprawa mająca na celu sprawdzenie funkcjonowania sprzętu wojskowego w ekstremalnych warunkach polarnych.
    Dlaczego naukowcy brali udział w operacji wojskowej? Po co tak wielka ilość samolotów transportowanych aż na 3 okrętach?
    I jeszcze coś. Wyprawą współdowodził znany i doświadczony polarnik Richard E. Byrd. Co ciekawe, w listopadzie 1938 roku przybył on na zaproszenie Niemców do Hamburga i pomagał rekrutować personel niemieckiej wyprawy! W Operacji High Jumping miał on już stopień admirała US Navy. Dowódcą Task Force był admirał Richard H. Cruzen.
    Wśród badaczy Antarktydy mówiło się wtedy otwarcie, że Amerykanie przygotowują się do wojny na Antarktydzie. Organizowano wówczas już kolejne trzy zespoły Task Force… (C. Weetman „All about Antarctica”, 1948).
    Przeciwko komu Amerykanie mieli walczyć na Antarktydzie? Do końca lat 50-tych żadna armia nie była jeszcze przystosowana do walki na obszarach polarnych…
    W 1947 roku Stany Zjednoczone zrezygnowały z bezskutecznych roszczeń terytorialnych do Antarktydy i zaproponowały „umiędzynarodowienie” tego kontynentu. Może Amerykanie chcieli przez to ułatwić sobie poszukiwania o charakterze militarnym.
    Byrd Richard Evelyn (1888-1957)

    Admirał US Navy, lotnik i najbardziej wytrawny w historii badacz polarny. W latach 1928-30 kierował pierwszą amerykańską wyprawą antarktyczną. W listopadzie 1929 roku dokonał pierwszego przelotu nad biegunem południowym (ciekawostka: ponoć wcale nie doleciał do bieguna tylko krążył nad jakimś obszarem Antarktydy daleko od bieguna, sfałszował dziennik lotu i wraz z towarzyszem kłamał potem , że przeleciał nad biegunem…). Kierował jeszcze trzema następnymi wyprawami. Po raz ostatni przebywał na Antarktydzie w latach 1955-56 (57?) w ramach przygotowań do Międzynarodowego Roku Geofizycznego.
    27 stycznia 1947 roku Task Force dotarł do wybrzeży Nowej Szwabii, gdzie został podzielony na trzy zespoły. Wybudowano też bazę wypadową.
    Co naprawdę zdarzyło się na Antarktydzie? Dlaczego ta „wyprawa naukowa” nadal jest objęta taką tajemnicą?
    Wiadomo na pewno, że Amerykanie musieli nagle opuścić Antarktydę po kilkunastu dniach pobytu, mimo że wyprawa miała zapasy na 8 miesięcy działań. Mówiono i pisano o 4 straconych samolotach i wielu zabitych ludziach. Ich los pozostał nieznany. Oficjalnie mówiono też o wielkim sukcesie wyprawy.
    Po powrocie do Stanów Zjednoczonych kierownictwo wyprawy zostało poddane bardzo intensywnym przesłuchaniom. Wyniki śledztwa zostały objęte ścisłą tajemnicą. Admirał Byrd został uznany za psychicznie chorego. Prawdopodobnie po to, by nikt nie dał wiary temu co widział i co się stało w czasie wyprawy na Antarktydę.
    Nim Byrd uznany został za chorego psychicznie, mówił on, że odkryto miejsca na Antarktydzie, które były pozbawione lodu i były porośnięte zieloną roślinnością ogrzewaną przez ciepłe źródła pochodzenia wulkanicznego. Uznano to za oznaki choroby psychicznej (lub był to najprawdopodobniej pretekst do tego, by uznać go za chorego psychicznie)… Odkrycie to przeczyło wiedzy o tym kontynencie.
    Admirał rzekomo zdążył też udzielić wywiadu dziennikarzowi, w którym powiedział: „Konieczne jest, aby Stany Zjednoczone przygotowały się do obrony przed nieprzyjacielskimi myśliwcami, które mogą przylecieć z obszarów polarnych” oraz że:”w przypadku wybuchu nowej wojny, nad Stanami Zjednoczonymi będą latać nieprzyjacielskie myśliwce zdolne przemieszczać się z jednego miejsca na drugie z niesamowitą prędkością”.
    Dlaczego zarządzono tak gwałtowny odwrót? W jakich okolicznościach Amerykanie ponieśli klęskę na Antarktydzie? Co naprawdę widział admirał Byrd? Dlaczego Amerykanie nie wysłali kolejnych Task Force, które tworzyli przed operacją High Jumping? Czy Niemcy użyli swoich Wunderwaffen i pokonali Amerykanów, mimo ich przewagi?
    Pamiętnik Byrda zawiera ponoć informacje o tym, że w czasie jednego z lotów rozoznawczych samolotem C-47 nad Nową Szwabią, został on przechwycony przez niemieckie latające dyski i zmuszony do lądowania (przestały działać m.in. wszystkie urządzenia pokładowe C-47). Po wylądowaniu, w czasie rozmowy z Niemcami otrzymał ostrzeżenie o tym, że amerykańska wyprawa zostanie całkowicie zniszczona, jeśli nie wycofa się z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Widać Amerykanie nie dali temu wiary i ponieśli porażkę.

    Chyba nie przypadkowo lotnictwo amerykańskie w 1947 roku rozpoczęło prowadzić badania nad UFO w ramach Programu Blue Book (Grudge).
    Tajne materiały (MAJIC) ujawnione przez ludzi, którzy mieli do nich dostęp informują, że od stycznia 1947 roku do grudnia 1952 Stany Zjednoczone weszły w posiadanie co najmniej 16 rozbitych lub zestrzelonych pojazdów „obcych istot”. W świetle nowych materiałów dotyczących m.in. Projektu Chronos i operacji High Jumping należy być pewnym, że nie może być w tym przypadku (i bardzo wielu innych) mowy o jakichś „obcych istotach z kosmosu”.
    Opis i parametry znalezionego (zestrzelonego?) pojazdu w 1948 roku nad poligonem White Sands Proving Grounds (poligon rakietowy) w Nowym Meksyku jednoznacznie kojarzą się ze statkiem powietrznym Haunebu-III.
    Osoby mające dostęp do najtajniejszych materiałów dotyczących zagadnienia UFO twierdzą, że znalezione w pojazdach ciała były zaliczane do obcej rasy określanej jako Nordycy wyglądający jak ludzie blondyni.
    Wszyscy badacze zjawiska UFO są zgodni co do jednego: rok 1947 był przełomowy dla ufologii. Czy to nie przypadek? Zaczęło się to 24 czerwca, kiedy to pilot Kenneth Arnold zaobserwował przelot 9 dyskoidalnych pojazdów nad Górami Kaskadowymi w stanie Washington w USA. 7 lipca 1947 roku 120 km od Roswell rozbił się dyskoidalny pojazd (w Roswell znajdowała się baza sił lotniczych, będąca w owym czasie jedyną w świecie bazą bombowców zdolnych do przenoszenia broni jądrowej)…

    https://edgier25.wordpress.com/2012/02/09/wostok-nowa-szwabia-i-tajemnica-projektu-chronos-oto-prawdziwy-cel-wyprawy-na-antarktyde/

  19. Franek said

    Trochę skąpo opisany ten artykuł, pomylone daty i brakuje trochę faktów. Pamiętniki przechowała córka komandora.
    A jako ciekawostkę wklejam opis agenta angielskiego, o jego przygodach już po drugiej wojnie.

    Dlaczego Niemcy tak sie interesują Antarktydą? Dlaczego wydają miliony marek na tą wyprawę? dlaczego samoloty zrzucają faszystowskie flagi? Pies obsikuje murki i płotki znacząc teren,dając znać-to jest mój teren! tak samo Niemcy zrzucają faszystkowskie flagi nad Antarktydą dając znać to jest nasze.A po co Niemcom Antarktyda? jakie ma ona strategiczne znaczenie? nie ma żadnego znaczeniai jest zupełnie bezwartościowa chyba,że powstanie tam jakaś baza.

    po co łodzie podwodne płyną na Antarktyde i wyładowują tam skrzynie z dokumentami skoro nic tam nie ma oprócz śniegu i lodu? a może jednak jest skoro tam właśnie płyną….

    oto historia opowiedziana przez oficera Sas z czasu 2 wojny światowej:

    „Kiedy w Europie ogłoszono zwycięstwo, moja jednostka odpoczywała w jaskini położonej w byłej Jugosławii. Dziękowałem Bogu, że wojna wreszcie się skończyła, aczkolwiek trwała jeszcze na Pacyfiku, zaś w Palestynie narastały napięcia i ostrzeżono nas, że nasza wojna może się jeszcze przeciągnąć.
    Na szczęście oszczędzono mi udziału w wojnie przeciwko Japonii. Zostałem jednak wysłany do Palestyny, gdzie napływ Żydów przysparzał w połączeniu z syjonistycznym terroryzmem cierpień nie tylko mieszkańcom Palestyny, ale również siłom brytyjskim, które wysłano tam aby ograniczyć napływ Żydów i stłumić działania zbrojne. Ostrzeżono mnie, że moje oddelegowanie do Palestyny może trwać w nieskończoność. Na moich oczach zginęło wielu moich kolegów. Na początku października 1945r. otrzymałem, na szczęście, rozkaz zgłoszenia się do dowódcy, ponieważ wybrano mnie do tak tajnej misji, że żaden z moich zwierzchników nie miał pojęcia dlaczego mam się udać na Gibraltar. Nie powiedziano mi, po co mam się tam zameldować, niemniej pojechałem w nadziei, że wkrótce zostanę zwolniony do cywila. Niestety myliłem się, ponieważ następne Boże Narodzenie miałem spędzić biorąc udział w działaniach wojennych.
    Kiedy dotarłem na Gibraltar, zostałem odseparowany przez majora i poinformowany, że zostanę wysłany na Falklandy, gdzie otrzymam kolejne instrukcje i, że razem ze mną uda się tam również kilku innych żołnierzy z brytyjskich jednostek elitarnych. Tajemnica pogłębiła się jeszcze bardziej, kiedy lecieliśmy na Falklandy w kompletnym milczeniu. Zabroniono nam nawet snucia przypuszczeń, dlaczego nas brano i dokąd się udajemy. Po dotarciu do opustoszałych i złowrogich Falklandów przedstawiono nas dowódcy ekspedycji oraz pewnemu Norwegowi, który był członkiem norweskiego ruchu oporu i specjalistą od prowadzenia i specjalistą od prowadzenia działań wojennych w warunkach zimowych. Miał nas wyszkolić do zadania, o którym wciąż nie mieliśmy pojęcia.
    Falklandy są obecnie uważane za najlepiej chronioną tajemnicę brytyjskiej armii i w normalnych wysłanie tam oznacza kilka łatwych lat, jednak w latach czterdziestych było zupełnie inaczej, zwłaszcza dla mnie i tych, którzy zostali wysłani razem ze mną.
    Zmuszono nas do intensywnego, wyczerpującego treningu, w ramach którego przygotowano nas do prowadzenia wojny w warunkach zimowych. Trening był bardzo uciążliwy, od wrzucenia do lodowatego Atlantyku, po stawianie czoła żywiołom w namiocie na południowej Georgii, i wyglądało na to, że w całym tym szaleństwie, do którego nas zmuszano, jest niewiele sensu. Jednak po miesiącu treningu po uzyskaniu instrukcji od majora i pewnego naukowca, a także w miarę stopniowego przekazywania nam szczegółów misji, zdaliśmy sobie sprawę, że mamy niewielkie szansę na powrót, jeśli nasze podejrzenia okażą się prawdziwe.
    Poinformowano nas, że z brytyjskiej bazy w Maudheim mamy zbadać „nietypową” aktywność wokół góry Muhlinga-Hoffmana. Oświadczono nam, że „Wielka Brytania toczy tajna wojnę” na Antarktydzie. Potem poinformowano nas o brytyjskich działaniach na biegunie południowym w czasie wojny.

    Siedzieliśmy zdumieni tym co nam wyjawiano.. Żaden z nas nigdy nie słyszał czegoś równie fascynującego i zarazem przerażającego. Mało kto wiedział, że naziści byli na Antarktydzie w latach 1938-39, a jeszcze mniej wiedziało, że Wielka Brytania w reakcji na zakusy nazistów zaczęła zakładać bazy wojskowe wokół Antarktydy. Ta którą mieliśmy odwiedzić, w Maudheim, była największa i najważniejsza a także najtajniejsza ze wszystkich. Ważność tej bazy wynikała z faktu, że była położona w odległości 320 kilometrów od miejsca, w którym naziści najprawdopodobniej zbudowali swoją antarktyczną bazę.
    Siedzieliśmy i w osłupieniu słuchaliśmy tych rewelacji. Powiedziano nam o niemieckiej aktywności na Południowym Pacyfiku wokół Antarktydy. Powiedziano nam również, że brak jest rtudnej do ustalenia liczby niemieckich łodzi podwodnych, których los jest nieznany. Co gorsze, niektóre z tych, które poddały miesiąc po kapitulacji, wzbudziły jeszcze więcej podejrzeń. Brytyjskie siły pojmały trzech najważniejszych ludzi w partii nazistowskiej – Hessa, Himmlera i Donitza – i wraz z ich pojmaniem Brytania uzyskała informacje, którymi nie miała zamiaru dzielić się z Rosją i Stanami Zjednoczonymi. Te informacje zmusiły Brytanie do samodzielnych działań i my mieliśmy stanowić ich szpicę.
    Nie powiedziano nam, czego konkretnie dowództwo od nas oczekuje i co Brytania spodziewa się znaleźć na Antarktydzie. Brytania miała poważne podejrzenia, że Niemcy zbudowali tajną bazę, do której przetransportowali niepostrzeżenie w trakcie wojennego zamieszania w Europie, wielu uważanych za zaginionych nazistów.

    Wciąż docierały do nas nowe rewelacje. Powiedziano nam, że ubiegłego lata naukowcy i komandosi znaleźli „starożytny tunel”. Żołnierzom rozkazano wejść do niego, ale z tej wyprawy wróciło przed nastaniem antarktycznej zimy tylko dwóch. W czasie zimowych miesięcy ci dwaj ocaleni przekazali przez radio absurdalną wiadomość o „polarnych ludziach, starożytnych tunelach i nazistach”. Kontakt radiowy z nimi urwał się ostatecznie w lipcu 1945 roku, zaś wykrzyczane podczas ostatniej transmisji pełne przerażenia słowa „polarni ludzie znaleźli nas!” – źle wróżyły naszej udającej się w nieznane misji. Po przesłuchaniu nagrania tego przekazu radiowego wysłuchaliśmy gorącego przemówienia majora dowódcy naszej ekspedycji, która miała za zadanie ustalenie co tam się stało.
    – Mamy udać się do bazy Maudheim, znaleźć tunel,, zbadać zagadkę polarnych ludzi i nazistów i zrobić co będzie w naszej mocy, aby zażegnać nazistowskie zagrożenie – oświadczył major. Kiedy zapytano nas, czy mamy jakieś pytania, zadaliśmy ich wiele, zaś odpowiedzi były szczere i bezpośrednie. Powiedziano nam, że podejmuje się działania wymijające, ponieważ Brytania doskonale zdaje sobie sprawę z zamiarów USA i ZSSR, które montują swoje własne ekspedycje. Zapewne szpiedzy z tych państw nieco później dowiedzieli się o tym co Anglicy. Brytania nie chce ryzykować tego, że USA i ZSSR odkryją bazę i przejmą kolejne osiągnięcia technologiczne nazistów. Oba te kraje miały przewagę techniczną nad Brytanią z powodu naukowców, sprzętu i badań, które przejęły. Brytania chciała być krajem, który zniszczy zagrożenie, uważając przy tym, że Antarktyda powinna pozostawać pod jurysdykcją Imperium Brytyjskiego, i jeśli sa tam naziści, to jej obowiązkiem i pragnieniem jest usunięcie ich stamtąd i pozbawienie w ten sposób USA i ZSSR propagandowego argumentu, że to oni stoczyli ostatnią bitwę II wojny światowej.
    Przewieziono nas samolotem do punktu zrzutu, który znajdował się 32 km. od bazy w Maudheim. Wcześniej wysłano śnieżne traktory, które czekały na nasze przybycie. Nieco przestraszeni wyskoczyliśmy nad śnieżnym pustkowiem. Po wylądowaniu odszukaliśmy traktory i od tego momentu wkroczyliśmy na wojenną ścieżkę. Mieliśmy zachować absolutną ciszę radiową. Byliśmy sami bez żadnego wsparcia i bez szansy na wycofanie się, gdyby nasze najgorsze przeczucia sprawdziły się. Podążaliśmy do bazy pełni obaw, nie wiedzieliśmy co nas tam czeka. Kiedy do niej dotarliśmy, wyglądała jakby była opuszczona. Przypominała miasto duchów. Mieliśmy złe przeczucia, ale i zadanie do wykonania, które wymagało przezwyciężenia strachu, aby nie zakłócał naszych ocen.
    Kiedy rozdzieliliśmy się, aby przeszukać bazę, ktoś zawadził o drut-pułapkę. Nastąpił wybuch i zawyła syrena przeszywając ciszę z całą mocą. Usłyszeliśmy okrzyk żądający podania, kim jesteśmy, ale nie można było zlokalizować skąd pochodzi głos. Z podniesioną bronią major przedstawił nas głosowi i, dzięki Bogu głos się ucieleśnił. Należał do jedynego który ocalał. To, co nam opowiedział, jeszcze bardziej nas zaniepokoiło i każdy z nas żałował, że nie jest nas więcej. Ocalony twierdził, że w Bunkrze Jeden jest drugi ocalony z „tunelu” razem z jednym z tajemniczych polarnych ludzi, o których słyszeli radiowym. Mimo protestów ocalonego, dowódca kazał otworzyć Bunkier Jeden. Ocalonego trzeba było trzymać siłą, zaś jego strach udzielił się również nam, tak że nikt z nas nie chciał wejść do bunkra pierwszy. Na szczęście podczas losowania, kto ma wejść pierwszy, nie padło na mnie. Ten wątpliwy zaszczyt przypadł w udziale najmłodszemu członkowi oddziału. Wszedł do środka wahając się trochę i szarpiąc z drzwiami. Kiedy już wszedł do środka w bazie zapadła cisza, po czym rozległy się dwa strzały. Drzwi otworzyły się i na zewnątrz wybiegł polarny człowiek. Nikt z nas nie spodziewał się tego co zobaczyliśmy. Polarny człowiek zbiegł na otaczający bazę teren tak szybko, że zdołaliśmy tylko kilka pojedynczych strzałów. Kiedy ochłonęliśmy ze strachu i zaskoczenia tym, co zobaczyliśmy, postanowiliśmy wejść do bunkra. Wewnątrz znaleźliśmy dwa ciała. Żołnierz, który wyciągnął krótką zapałkę, leżał z rozerwanym gardłem, a ocalały został, o zgrozo odarty z ciała do kości. To czego byliśmy świadkami wymagało wyjaśnienia i winą za śmierć jednego z nas w zaledwie kilka godzin po wylądowaniu obarczyliśmy ocalałego człowieka, który ostrzegał nas przed otwieraniem Bunkra Jeden. Cały oddział przysłuchiwał się pytaniom majora i intrygującym odpowiedziom ocalonego. Pierwsze skierowane do niego pytanie dotyczyło tego, co się stało z drugim ocalonym i w jaki sposób znalazł się w bunkrze z polarnym człowiekiem, jednak on wolał opowiedzieć wszystko od początku, od momentu odkrycia „tunelu”. Całą jego wypowiedź szczegółowo notował towarzyszący nam naukowiec.
    Okazało się, że teren w pobliżu tunelu buł jedną z unikalnych na Antarktydzie suchych dolin i dlatego łatwo znaleźć ten tunel. Wszystkim członkom trzydziestoosobowej załogi bazy w Maudheim polecono go zbadać i jeśli to możliwe, ustalić dokąd prowadzi. Szli tunelem kilometrami, aż w końcu dotarli do olbrzymiej jaskini, w której było nienaturalnie ciepło. Naukowcy przypuszczali, że jest ogrzewana geotermicznie. W jaskini były podziemne jeziora, zaś jej tajemnica jeszcze bardziej się spotęgowała, kiedy okazało się, kiedy okazało się, że jest sztucznie oświetlona. Okazała się tak rozległa, że aby ja zbadać musieli się rozdzielić.
    Okazało się, że naziści zbudowali w jaskiniach ogromną bazę z dokami dla łodzi podwodnych, z których jedną podobno odnaleziono. Im dalej się posuwali, tym dziwniejsze widoki roztaczały się przed ich oczami. Ocalały człowiek podał, że odkryto „hangary dla dziwnych samolotów i mnóstwo wykopów”.
    Ich obecność nie przeszła jednak nie zauważona. Dwaj ocalali widzieli, jak pojmano ich towarzyszy i po kolei stracono. Po szóstej egzekucji uciekli do tunelu, żeby nie dać się złapać i zablokować tunel , jednak „było już za późno, ponieważ nadeszli polarni ludzie”. Ścigani przez depczącego im po piętach nieprzyjaciela nie mieli wyboru, musieli dostać się do bazy, aby poinformować swoich przełożonych o tym co odkryli.. kiedy wrócili do niej, uznali, że z powodu nadchodzącej zimy mają niewielką szansę na ratunek. Aby powiadomić o tej nazistowskiej bazie, rozdzielili się. Każdy z nich wziął radio i zamknął się w osobnym bunkrze. Jeden z nich zwabił polarnego człowieka do bunkra, licząc, że w ten sposób przekona pozostałych, że tylko on ocalał. Plan powiódł się, jednak kosztem utraty radia i jego życia. Niestety tylko ten odważny z Bunkra Jeden posiadał w pełni sprawne radio, które w trakcie walki zostało zniszczone. Drugi z nich nie miał innej alternatywy, jak siedzieć i czekać, starając się nie zwariować. Tajemnica czym lub kim są polarni ludzie, została wyjaśniona aczkolwiek nie zadowalająco, jako wytwór nazistowskiej nauki (ówczesna genetyka?). Podobnie zostało wyjaśnione, skąd naziści czerpali energię. Energia którą wykorzystywali, pochodziła podobno z wulkanu, który umożliwiał im uzyskiwanie pary do wytwarzania elektryczności. Co więcej, opanowali również jakieś inne źródło energii, co wynikało ze słów ocalałego który powiedział „ ……na podstawie tego, co widziałem, sądzę, że ilość elektryczności, jaka wykorzystywali była większa od tej, jaką można by uzyskać z pary”. Naukowiec, który był członkiem naszej grupy, odrzucił większość z tego, co zostało powiedziane, i zganił opowiadającego za brak naukowego wykształcenia, sugerując, że jego rewelacje „ w żadnym wypadku nie mogą być prawdziwe”.
    Chciał dowiedzieć się czegoś więcej na temat nieprzyjaciela, któremu mamy stawić czoło, i co zrobi teraz polarny człowiek. Odpowiedź ocalonego nie zadowoliła nas i sprowokowała naukowca di określenia go jako „umysłowo chorego”. Zakłopotanie to zbyt słabe słowo, aby określić to, jak się czuliśmy, kiedy ten człowiek odpowiedział na pytanie majora dotyczące intencji zbiegłego polarnego człowieka „Będzie czekał, obserwował i zastanawiał się, na ile różnimy się w smaku”. Słysząc to major wydał bojowy okrzyk i wystawiono warty. Potem major i naukowiec dyskutowali ze sobą, co mamy dalej robić, mimo, że dla całej reszty było to oczywiste. Nazajutrz rano polecono nam „zbadać tunel” i przez 48 godzin maszerowaliśmy do suchej doliny i rzekomo „starożytnego tunelu”. Po przybyciu na miejsce byliśmy bardzo zdziwieni, ponieważ poinformowano nas, że Antarktyda jest całkowicie skuta lodem, tymczasem to co zobaczyliśmy w tamtym miejscu, przypominało mi północno-afrykańską Saharę. Zabroniono nam zbliżać się do tunelu, dopóki nie zostanie zbudowany prowizoryczny obóz-baza. W czasie gdy ludzie go budowali, major z naukowcem badali tunel. Po kilku godzinach wrócili do gotowego już obozu, aby zrelacjonować, to co zobaczyli. Naukowiec stwierdził, że tunel wcale nie był starożytnym przejściem, aczkolwiek major dodał, że ściany były wykonane z gładkiego granitu. Poinformowano nas, że decyzję podejmiemy po nocnym odpoczynku.
    Tuż przed podaniem nam czasu zmian warty, poinformowano nas, że pójdziemy tunelem „….aż do Hitlera jeśli trzeba będzie”. Nasze obawy potwierdziły się tej nocy i polarny człowiek powrócił. Tym razem jednak obeszło się bez ofiar, znęcony obozem polarny człowiek został zabity. Naukowiec zdecydował, że polarny człowiek jest człowiekiem, ale wyglądało na to, że jest on zdolny do wytwarzania większej liczby włosów i znacznie odporniejszy na zimno. Po dokonaniu pospiesznej sekcji ciało włożono do worka, tak aby w chłodzie można je było przechować. Nazajutrz rano zadecydowano, że dwie osoby pozostaną przy wejściu do tunelu z ciałem, traktorami,, sprzętem i radiem. Dowodzący ekspedycją major zabrał Norwega, ze względu na jego doświadczenie, oraz naukowca i ocalałego z tunelu, którego wiedza była najważniejsza dla powodzenia misji. Pozostali chcieli się do nich przyłączyć. Ja i czterej inni ochotnicy zostaliśmy wytypowani do udziału w tej jednej z najbardziej ekscytujących ekspedycji w historii ludzkości. Dwaj, którzy mieli zostać, byli rozczarowani, ale ich rola była również ważna dla powodzenia naszej wyprawy. Do tunelu zabraliśmy dużo amunicji i materiałów wybuchowych. Wkroczyliśmy w ciemność i po czterech godzinach marszu zaczęliśmy dostrzegać w oddali światło. Okazało się jednak, że dzieli nas od niego jeszcze godzina drogi. W końcu dotarliśmy do ogromnej, sztucznie oświetlonej groty. Ocalały z poprzedniej wyprawy zaprowadził nas w miejsce z którego obserwował egzekucję swoich kompanów. Kiedy obserwowaliśmy całą sieć pomieszczeń pieczary, zaskoczyła nas liczba obecnego tam personelu. Jednak największe na nas wrażenie zrobiła wielka konstrukcja, którą tam wznoszono. Z tego co widzieliśmy, wynikało, że naziści są na Antarktydzie od dłuższego czasu. Naukowiec notował wszystko, co się tylko dało – robi szkice, pobierał próbki skał i robił zdjęcia. Z kolei major zastanawiał się jak zniszczyć bazę i jednocześnie nie dać się złapać. Po dwóch dniach czujnego rekonesansu naukowiec i major podjęli decyzję, gdzie podłożyć ładunki wybuchowe. Miały być umieszczone wokół sklepienia groty i dodatkowo w kluczowych miejscach, takich jak generator i zbiorniki paliwa, oraz, jeśli się uda w składach amunicji. W ciągu dnia rozmieszczono ładunki i wykonano dalsze zdjęcia, uważając aby nie zostać zdemaskowanym, wzięto zakładnika oraz dowody na istnienie nazistowskiej bazy w postaci „polarnego człowieka” i zdjęć nowej, bardzo zaawansowanej techniki nazistów. Kiedy zakończono rozmieszczanie ładunków, skierowaliśmy się do tunelu i właśnie wtedy zostaliśmy odkryci. W pościg za nami razem z nazistami ruszyli polarni ludzie. Po dotarciu do tunelu postanowiliśmy ustawić przeszkodę, która miała opóźnić pościg na tyle, aby ładunki zdążyły wybuchnąć. Kilka ładunków umieszczono przy wejściu do tunelu i kiedy usłyszeliśmy eksplozję, wyraziliśmy nadzieję, że nie tylko baza została zupełnie zniszczona, ale również siły nieprzyjaciela. Okazało się jednak, że się myliliśmy. Ładunki rzeczywiście zamknęły tunel, ale naziści i polarni ludzie, którzy byli za nami nadal nas ścigali. W wyniku walki jaka się wywiązała, z naszego oddziału ocalało tylko trzech ludzi. Norweg naukowiec i ja. Po dotarciu do suchej doliny założyliśmy tyle ładunków, aby zamknąć ten tunel na zawsze. Po ich zdetonowaniu nie zostało po nim żadnego śladu. Co wydaje się podejrzane, ocalało bardzo mało dowodów na istnienie bazy. To czy zostały zgubione przypadkowo, czy też celowo, nie grało większej roli, ponieważ naukowiec już wcześniej ustalił, co i jak. Obóz został rozformowany i wróciliśmy do bazy w Maudheim, skąd zostaliśmy ewakuowani i zabrani droga powietrzną na Falklandy. Po dotarciu na Południowa Georgię otrzymaliśmy rozkaz, który zabraniał nam ujawniać cokolwiek z tego co widzieliśmy lub słyszeliśmy .”

  20. osoba prywatna said

    Tajemnica Nowej Szwabi

  21. Racjonalista said

    Kolejne szwabskie brednie, że to niby szwaby są rasą aryjską.

  22. maniek said

    …Panie…co_sie-porobiło…ufo_w-Gajówce!!…ale_dżezy!…:))

    wrzuce_i_ja_swoje-trzy-grosze…

    https://treborok.wordpress.com/konwoj-dostarczyl-na-antarktyde-arke-gabriela/?preview=true

    cyt…Opublikowany 16 lis 2016

    Co skłoniło Prezydenta Obamę do tajemniczej wyprawy na Antarktydę? Czemu data ta jest zbieżna z wyprawą Cyryla w to samo miejsce, zaraz po tym gdy rozmawiał z Papieżem, a to już samo w sobie jest niebywale dziwne. Czy ma to coś wspólnego z III Rzeszą i teorią Pustej Ziemi (a raczej podziemnej cywilizacji, która ma się tam znajdować). Czy Operacje typu High Jump prowadzone przez admirała Byrda są tego dowodem, czy po prostu rozgrywaniem kolejnej strefy wpływów między III Rzeszą a Aliantami, chociaż owe wydarzenia miały miejsce 2 lata po zakończeniu II WŚ, zaś echo tych działań powraca i dziś? A może to ma coś wspólnego z III Wojną Światową, lub katastrofą kosmiczna tak lansowana ostatnio zarówno w alternatywnych jak i mainstreamowych informacjach. To tylko hipotezy, rzecz jasna, ale nie ulega wątpliwości, że coś jest na rzeczy

    dlaczego_wieją?

    http://www.disclose.tv/news/mass_evacuation_of_antarctica_as_special_ops_and_military_moving_in/137988?utm_medium=email&utm_campaign=daily-2017-02-27&utm_source=email

    pare_pytan…

    …moze_to-jednak-nie-są_teorie_spiskowe-jak-niektórzy_uwazają…

  23. Mocno wynurzyłem głowę zza krzaka said

    Jak pokazują badania haplogrupy krwii R1A1 Ariowie to Słowianie, dlatego po niemiecku szczekać nie mogą! Jak ktoś siedzi na Antarktydzie to na pewno nie Ariowie, lecz Szwaby, którzy się pod nich podszywają!

    A co do spodków to nic tajnego, że naziści mieli takie statki. Sam szef ss Heinrich Himmler latał ufo. Polecam poczytać o projekcie „Vrill”. Niemcy budowalu UFO w Sudetach. To nie tylko naród morderców, ale i genialnych fizyków, naukowców.

  24. EyWey said

    Panie Krzak jak zapoznasz sie z rzeczywistoscia to sie wysun a mocno bez powtarzania zydowskiej propki.

    To staje sie nudne jak gleboko ludzie siedza w jelitach balwana zakladajac, iz nie sa nimi.

  25. Mocno wynurzyłem głowę zza krzaka said

    EyWey @

    Chcesz zobaczyć żyda to stań przed lustrem!

Sorry, the comment form is closed at this time.