Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Matematyka nasza powszednia

Posted by Marucha w dniu 2017-03-21 (wtorek)

Niepokoi pogarszający się poziom wiedzy osób, które rozpoczęły studia. Jakim inżynierem będzie ktoś, kto ma trudności z trygonometrią, a pochodną uważa za czarną magię?

Do napisania tego felietonu skłonił mnie żart krążący ostatnio w internecie na temat zadania matematycznego o drwalu. Mam nadzieję, że anonimowy autor tego pomysłowego dowcipu nie będzie miał mi za złe, że żart ten będę przywoływał (po kawałku) w moim felietonie, ilustrując nim moją – wcale nie żartobliwą! – tezę. Teza ta głosi, że kolejne reformy systemu edukacji, z którymi mamy do czynienia, prowadzą do tego, że poziom wymagań stawianych uczniom systematycznie się obniża.

O szkołach średnich nie mówię, bo te bywają lepsze i gorsze – a niektóre są wręcz bardzo dobre! Natomiast szkoły podstawowe mają na ogół dosyć wyrównany poziom. Niestety, poziom ten jest coraz niższy.

Nie będę moich rozważań rozciągał na nauczanie wszystkich przedmiotów, ale jako profesor Akademii Górniczo-Hutniczej z dużym niepokojem obserwuję pogarszający się poziom wiedzy matematycznej osób, które teraz rozpoczynają studia. Te studia po 3,5 roku mają zakończyć się dyplomem inżynierskim. Jakim inżynierem będzie ktoś, kto ma trudności z trygonometrią, przeraża go logarytm, a pochodną uważa za czarną magię? [I co to za trzy i półletnie „studia”? – admin]

W latach 60. XX wieku funkcjonowała 12-letnia szkoła ogólnokształcąca, złożona z 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniego liceum ogólnokształcącego (lub 5-letniego technikum). W tamtych czasach sporo wymagano i praktycznie każdy uczeń kończący szkołę podstawową potrafił rozwiązać takie zadanie (jest to pierwszy fragment zapowiedzianego żartu):

Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Ścięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?

W 1973 roku próbowano dokonać pierwszej reformy oświaty likwidując (w założeniach) podział na szkołę podstawową i liceum oraz ustalając czas obowiązkowej nauki w szkole średniej na 10 lat. Ostatecznie z tej reformy edukacji zrezygnowano – i dobrze, bo jej wprowadzenie wiązałoby się nieuchronnie z obniżeniem poziomu nauczania.

Niestety, w okresie przygotowań do reformy (która nie nastąpiła) w latach 70. ogłaszano kolejne wersje coraz to bardziej „odchudzanych” ministerialnych programów nauczania matematyki, które zresztą często zmieniano jeszcze przed ich wprowadzeniem w życie. W efekcie ubytek wiedzy uczniów był taki, że przytoczone wyżej zadanie o drwalu dla typowego ucznia szkoły podstawowej w dobie zmierzania do „dziesięciolatki” byłoby za trudne.

To prawie nie do wiary – ale kłopoty sprawiały nawet ułamki! Aby uczeń mógł rozwiązać zadanie o drwalu, w jego tekście musiałaby być dodatkowa wskazówka. Tekst zadania powinien więc brzmieć na przykład tak:

Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Ścięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?

Katastrofę „dziesięciolatki” udało się zahamować, ale w 1999 roku system oświaty zreformowano (niestety!) skutecznie, wprowadzając funkcjonujący do dziś podział na szkołę podstawową, gimnazjum i liceum.

Swojego zdania na temat tej reformy nie wypowiem, ale zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z tekstem profesora Andrzeja Waśki, zatytułowanym „Reforma Handkego”, opublikowanym w kwartalniku PRESSJE (dostępny także w internecie).

Znamienne jest pierwsze zdanie tego tekstu: „Wśród wielu najgorszych decyzji, jakie podjęto w III RP, za błąd godny specjalnego wyróżnienia uważam rozpoczęcie przez rząd Jerzego Buzka reformy oświaty, w kierunku, który wówczas przyjęto i który – niestety – jest kontynuowany przez rząd Donalda Tuska”. Resztę Państwo sami poznają, sięgając do źródłowego tekstu.

Jednym z katastrofalnych składników reformy Handkego było wprowadzenie na wszystkich etapach nauczania kontroli wiadomości uczniów za pomocą testów. Dawniej uczeń musiał rozwiązać zadanie albo sformułować własną opinię i na tej podstawie był oceniany. Teraz stawia w kratkach krzyżyki lub zakreśla kółeczka.

Cały wysiłek intelektualny przeniesiony został z ucznia na twórcę testu, który musi nieraz dokonywać karkołomnych ewolucji umysłowych, żeby niebanalny problem oceny wiedzy i umiejętności ucznia zawrzeć w pytaniu testowym, na które można odpowiedzieć tylko kółkiem lub krzyżykiem. W dodatku twórca testu musi zadbać o to, żeby większość uczniów uzyskała w teście pozytywne oceny, bo jak wszyscy dostaną „pały”, to rodzice nie akceptują gorzkiej prawdy, że dzieci są źle uczone i nic nie umieją, tylko uznają, że test był wadliwy.

Żartobliwa karykatura takiego pytania testowego, odnosząca się do eksploatowanego tu problemu drwala, może więc wyglądać następująco:

Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Ścięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.

Niestety, reformatorzy polskiej edukacji nie spoczęli na laurach i znów mówi się o kolejnej reformie w najbliższym czasie. Oby jednak nie sprawdziła się prognoza, że po tej reformie jedyne zadanie, jakie będzie miał do wykonania absolwent szkoły podstawowej w związku z problemem drwala, będzie następujące:

Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.

Ryszard Tadeusiewicz
http://www.gazetakrakowska.pl

Komentarzy 36 to “Matematyka nasza powszednia”

  1. wiktor said

    Autor się myli.
    W latach 60-ych XXw. szkoła podstawowa trwała 7 lat,liceum 4;w sumie 11 lat nauki

  2. Alina said

    Zależy w których latach 60-tych. Gdzieś w tych latach pojawiła się 8 latka.

  3. Roman B said

    Na studiach wyższych technicznych uczelnie sięgaja sposobu. Uczeń/student/ przez wakacje ,bądż przez rok uczy się matematyki. A może cos mu zaswita?
    Na tych samych studiach najbardziej rozchwytywanym podrecznikiem jest ten od zawodówek i technikum…

  4. ? said

    Andrzej Waśko – Reforma Handkego.

    Walka z tradycyjnymi zasadami wychowania w imię „przyjaznej szkoły” wydała owoce w postaci eksplozji przemocy i wulgaryzmu, zwłaszcza w gimnazjach gromadzących młodzież w wieku szczególnie trudnym wychowawczo. Polska Wałęsy i Kwaśniewskiego wychowuje pokolenie galerianek.

    https://pressje.pl/media/pressje_shop/article/article_20_issue2.pdf

  5. karlik said

    Ja pamiętam, takie zadania..
    Towar kosztował 100 zł i zawierał 10% WAT, który zostanie zwrócony po przekroczeniu granicy..
    Ile pieniędzy otrzyma kupujący?
    I tradycyjne
    Cegła waży kg i pół cegły. Ile waży cegła?..

  6. Maciuś said

    My się wydaje, że to się nazywało: „Szkoła powszechna”, a nie podstawowa. Ale zabijać się o to nie ma najmniejszego zamiaru.

  7. JerzyS said


    REFLEKSJE NAD OŚWIATĄ J. Szczepański

  8. JerzyS said

    „Kiedyś, przed wielu laty, francuscy naukowcy wykonali dość okrutny eksperyment: wrzucili do wrzątku żywą żabę…

    Żaba, straszliwie poparzona, wyskoczyła z naczynia i uratowała swe życie. Reakcja żaby była naturalna i logiczna.
    Druga część doświadczenia polegała na wrzuceniu żaby do zimnej wody, a potem na powolnym jej podgrzewaniu.
    Okazało się, niestety, że żaba znosiła katusze w coraz wyższej temperaturze i do łba jej nie przyszło wyskoczyć z gara.
    Dotrwała do końca i została ugotowana – bo zmiany zachodziły powoli…”

  9. NC said

    W połowie semestru przyszedł do mnie student, który praktycznie nie miał już szansy na uzyskanie oceny dostatecznej z wykładanej przeze mnei ogólnej fizyki. Okazało się, że to student architektury, nie rozumiejacy podstaw fizyki czy stabilności (równowagi). Zapytałem go, jak będzie projektował? Powiedział, że nie żadnego problemu – od tego są programy komputerowe, i na architekturze uczy się, jak te programy obsługiwać, a żadna matematyka czy fizyka nie do tego potrzebna.

    Mam takich rozmów kilka na semestr, a to jest znany amerykański uniwersytet
    .
    W ciągu 30 lat zaobserwowałęm upadek ogólnego przygotowania do studiów – to skutek upadku szkół średnich, które zajmują sie teraz tresurą w kierunku politycznej poprawnośći przyszłych konsumentów/wyrobników, a nie uczeniem ich myślenia.

    Moji najlepsi studenci to byli ci, co nie chodzili do szkół, a uczyli ich rodzice.

  10. Boydar said

    „… a uczyli ich rodzice …” – Pan NC (8)

    Lepiej czy gorzej ale mieli na względzie skutek, czyli dobro i przyszłość dziecka. I starali się wziąć za to co robią odpowiedzialność. A co kuratora czy jego przydupasów obchodzi moje dziecko ?

  11. Moher49 said

    Gojom niepotrzebna jest znajomość matematyki. Te pół-zwierzęta mają słuchać swoich panów i wiernie im służyć. System oświaty jest tak pomyślany, aby gojów myślenia nie uczyć.

  12. ojojoj said

    Jak sie placi nauczycielom jak sklepowym w Biedronce, to tacy nauczyciele z Biedronki ucza dzieciakow.

    Dodatkowy problem tkwi w:
    – braku kleczenia na grochu
    – zakazie lamania linijek lub trzonka od miotly na lbie rozwydrzonego tumoczka
    – zelazka i grzalki sa na baterie i nie maja kabli
    – ojcowie zapomnieli po co nosza pasek w spodniach
    – dzieciakom na komunie zamiast rowera kupuje sie i-poda
    – itd. itp.

  13. Tak jak mówił Andrzej Pochylski. Obniża się poziom wykształcenia, by zrobić z ludzi tumanów, bo tumanami lepiej się rządzi.
    Problem tkwi jeszcze dalej, bo już w latach 40. XX wieku usunięto ze szkół łacinę, grekę i logikę.

  14. Marcin said

    No co? Do pracy w zachodniej montowni wystarczy oraz do wzięcia kredytu w banku.

  15. Miet said

    Widzę, że temat edukacji wraca jak bumerang.
    Wypowiadałem się w tym temacie już nie raz, nie dwa i nic nowego nie wniosę.

    Pan Ojojoj pisząc z sarkazmem i dozą humoru ma dużo racji.:-)))
    Problem tylko w tym, że liberalizm i polityczna poprawność w wychowaniu i nauczaniu, tak dalece zawładnęły szkolnictwem, że nauczyciel nie ma już żadnego, nawet najmniejszego prawa nacisku na ucznia.
    Słowo dyscyplina zostało całkowicie wyeliminowane z pedagogiki. Za jakąkolwiek formę nacisku można szybko stracić pracę, rodzic może być sądownie karany za „maltretowanie” dziecka i nawet może utracić prawa rodzicielskie.

    To właśnie spowodowało, że w US administratorzy szkół boją się swoich uczniów i ich rodziców (z byle powodu szkoła może być pozwana do sądu), rodzice boją się swoich dzieci i „oficerów” czuwających czy kanony wszechwładnej PC są przez nich przestrzegane.
    To już jest tragiczne – do zawodu nauczycielskiego trafiają miernoty, gdyż ludzie mający dobrze pod czaszką, unikają tego zawodu jak ognia.
    W California obecnie odczuwany jest brak nauczycieli – specjalistów od konkretnych przedmiotów. Bywa często tak, że w gimnazjum jedna nauczycielka uczy wszystkich przedmiotów!!!

    Zarówno tutaj w US jak i w Polsce, czy gdziekolwiek w Europie spadek poziomu nauczania nie jest spowodowany złą organizacją szkolnictwa, czy też takim, czy innym poziomem programów nauczania.
    Czy to coś da jeżeli byśmy wyśrubowali programy w niskich klasach do niebywałych poziomów a nauczyciele by nie umieli sprostać tym programom?

    Jedno jest tutaj w Ameryce mądre, że uczeń zaczynający szkołę średnią jest przez swojego „adviser” (odpowiednik polskiego wychowawcy) pouczany, że jeżeli myśli poważnie o studiach uniwersyteckich i to na znaczących uniwersytetach, to musi dążyć aby posiąść jak największą wiedzę we wszystkich przedmiotach jakie mu będą narzucone i tych także, które sam wybierze. Każda ocena końcowa z każdego przedmiotu w szkole średniej będzie wysłana do koledżu, do którego uczeń stara się o przyjęcie.

    To powoduje, że uczniowie szkół średnich od samego początku muszą kształtować – planować swoją przyszłość.

    W US obowiązuje prawo, które wymaga uczęszczania do szkoły do szesnastego roku życia. Po tym wieku, uczeń może powiedzieć szkole „goodbye” .
    Są jednak możliwości, że jak durak kiedyś zmądrzeje, to może wrócić do edukowania w małych koledżach, gdzie może od początku zacząć to co pogrzebał w swojej szkole średniej.

    Na tym poprzestanę bo temat jest ogromny i w paru zdaniach nie sposób wyrazić nawet odrobiny tego co by się chciało.

  16. Marcin said

    Panie Miet. Problem zasadniczo jest taki, ze kiedyś głąb musiał sie dostosować do poziomu klasy. Dzis klasa dostosowuje sie do poziomu głąba.

  17. Marek said

    Zaryzykuję, największym szkodnikiem spośród premierów po ’89 był Buzek. Z 4 reform, które firmował, co zostało?
    Było tylko gorzej w każdej dziedzinie. W szczególności, oświata została wówczas nieodwracalnie zarożona hivem.
    Zaczęto niszczyć polską szkołę, która dobrze funkcjonowała po prlu. Ale parchy wiedziały, co robią. Niestety mało kto protestował, ekonomię niszczył bucholtz i nie martwiono się o róże, gdy płoną lasy.

  18. Lajkonik said

    CELOWA PERFIDNA POLITYKA OGLUPIENIA POLAKOW przez PO-lszewicka zgraje ZDRAJCOW pod kierunkiem drania tuSSka agenta szwabskiego. MLODZI Polacy jedni z najzdolniejszych LUDZI SWIATA ktorzy brylowali na wszystkich olimpiadach miedzynarodowych informatyce, fizyce, matematyce przestali i OSTATNIO tam istniec…….Nawed w matematyce sa teraz na poziomie …LIBII, ALGERII itd….. patrz ostatnie olimpiady. Pracownicy w niemieckich MONTOWNIACH czyli my Polacy nie musza myslec (JEST TO ZABRONIONE, posluszenstow na 100% 8minut na toalete dziennie i dalej zasuwac) byle tloczyli blachy przez 12 godzin CODZIENNIE.

    POLSKA INNOWACJA nie istnieje, moze na poziomie ALBANII, zobaczcie statystyki, POLSKIE UNIWERSYTETY sa okolo 500 miejsca na swiecie za KONGIEM BRAZAWILLE. Niebieskie diody, grafeny, krysztaly dla elektroniki to swietnie POLSKIE pomysly UBITE PRZEPEDZONE przez zgraje PO-lszewicka jak np. professor Kurzydlowski POlszewik co robil machlojki i finansowal swoje wlasne firmy i…POLACKI NASZ DOMOWY OGROMNY prymitywizm: ZAZDROSC, ZLODZIEJSTWO, nienawisc i brak respektu dla pracy i dla ludzi.

    MONTOWNIE glownie niemieckie i centra handlowe gdzie nam serwuja FALSZOWANA NABITA CHEMIA ZYWNOSC i napoje (TYMBARK na mazi ze skrobi i z kukurydzy z aspartmamem i innymi truciznami i cala inna szwabskich napojow) sa FALSZOWANE lub FALSZOWANE JAKOSCIOWO WYROBY jak kawa Jakobs, czy Neska (nie te same produkty co na tzw. zachodzie) CoCa cola abysmy po 60 tce i katorzniczej pracy ZDECHLI SZYBKO na nowotwory. TO ZA MALO bo teraz na starosc mamy DODATKOWO wszytko wydac na LEKARSTWA u tzw. LEKARZY MAFII w KITLACH (tak naprawde dyletantow medycznych ale deelerow i lapowkarzy lekow, masci, opatrunkow, operacji itd.) i tzw. zachodniemu przemyslowi ktory ten szajs produkuje i zalewa nim Polske.

    MOZGI PIORA NAM NIEMIECKIMI BRUKOWCAMI ala FAKT i ONET i w TBN nie urzadzaja oraz to nowe rozrywki dla polskich idiotow byle sprzedac swoje reklamy.

    ZAKUPY ROBIMY u LIDLA, groSSmana lub w KAUFHAUSIE. ZDROWE BO POLSKIE???? KIEDYS BYLO ALE NIE JEST. POLSKIE MIESO KIELBASY MLEKO TO SA BOMBY CHEMICZNE i TRUJACE abysmy szybko zdechli no wczesniej zaplaciwszy podatki i wydali wszytko na LEKI. NAWED POLSKI CHLEB to oszustwo i chemiczna trucizna. POLSKA WIZJA i rzeczywistosc TRAGEDIA. NAWED W CZARNEJ Afryce ludzie sie lepiej respektuje I ONI SAMI SIE LEPIEJ RESPEKTUJA jak w naszej pieknej PSEUDO wolnej POLIN.

    A teraz o tzw profesorze HANDKE MIERNOTA z AGH. Ten skonczony IDIOTA autor also signotariusz tej ZBRODNI na POLSKIEJ MLODZIEZY tzw REFORMY KSZTALCENIA i jej wyksztalceniu w rzadzie BUCA Buzka (nie nazwalbym go tak gdyby to byl zwyky obywatel) ale ta szwabski dran byl PROFESOREM. I ona to odciela polska mlodziez od przedmiotow scislych, od MATEMATYKI od fizyki od chemi. ZREDUKLOWALA PROGRAMY i czas nauki zrobila z nas idiotow. JAKO NIEMIEC byl on zainteresowany tym OGLUPIC POLEN. Te bandziory co zlikwidowaly mature z przedmiotow dla polskiej mlodziezy scislych POWINNY WISIEC to narodowe przestepstwo. SWOJA DROGA AGH dzisiaj to uczelnia zajmujaca sie glownie szkoleniem Ukraincow, to nie to co bylo kiedys. WYBITNI professorowie ludzie z klasa wielcy nauczyciele ktorzy dali ksztalt i klase the szkole odeszli zostala PRZECIETNOSC i karierowicze.

    Licea, Gimnazja. robienie krzyzykow zamiast myslenia, ZAMET w glowie, ciagly ruch a to PO ty by nas wykonczyc oglupic i terroryzowac. Nikt w historri Polski nie naczynil tyle szkow co PO-lszewicka MAFIA tuSSka NIKT. AKSOLWENCI SZKOL SREDNICH to totalni dyletanci. ANI SLOWA NAUKI O FINASACH, kredytach bankowosci. BA TO SA TEMATY ZABRONIONE mamy sie zadluzyc i splacac odsetki i to by byla cala wiedza finansowa.. Ale poniewaz jestesmy panstwem BEZPRAWIA i ta zbrodnia na Polsce na POLSKIEJ MLODZIEZY ujdze tym bandzioreom bezkarnie. Polska to BANTUSTAN EUROPY, kraj MAFII i MAFIOZOW, dranstwa i balaganu. Najgorsze jest to ze POLACY TO TOLERUJEMY. TO JEST NAJWIEKSZA TRAGEDIA.

  19. NC said

    Re 12, Ojojoj: „Jak sie placi nauczycielom jak sklepowym w Biedronce, to tacy nauczyciele z Biedronki ucza dzieciakow.”

    Tutaj nauczyciele szkół średnich często wyciągaja ponad $100 tys rocznie, więc nie jest to kwestia niskich zarobków – wręcz przeciwnie, zarobki sa dobre a i benefity (świadczenia pracodawcy, ubezpieczenie, emerytura) niezłe, więc nauczyciel ma motywacje, by nie stracić pracy i potulnie wykonywać wszelkie zalecenia oświatowej biurokracji wdrażającej system politycznej poprawności.

  20. myslenie boli ! oj, jak boli ! said

    Podreczniki do matematyki dla szkol srednich i dla absolwentow tych szkol (podreczniki zbiorcze materialu szkol srednich) pisane w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych byly pisane zle! Akademickie troche lepiej (b. dobrym byl/jest podrecznik Heleny Rasiowej „Wstep do matematyki wspolczesnej” – 30 tom Biblioteki Matematycznej) .
    Rachunek prawdopodobienstwa w szkole sredniej byl makabra.

    Jako mlody ambitny chcialem (lata 70-te) wzorem starozytnych medrcow, a po autobiografii Bertranda Rusella, odbyc studium geometrii. Posluzylem sie Leitnerem i Zakowskim „Matematyka dla kandydatow…” (ta czesc o planimetrii, trygonometrii itd).
    Zero! efektu jesli chodzi o zrozumienie systemu aksjomatow. Dzisiaj, jak nieco skubnalem tej matematyki, pisze jak pisze, bo jestem w stanie wskazac, albo niejasnosci, albo falsze w tym podreczniku.
    Wtedy, od tego myslenia, bolala mnie glowa, a nie bolalaby mnie, gdyby autorzy krytycznie przeczytali, to co napisali i poprawili to przepisywanie od kogos.
    Musze im oddac tez sprawiedliwosc – I tom tego podrecznika, niby analiza matematyczna z elementami zbiorow i rachunku logicznego, napisany dobrze (zwiezle i jasno).
    Jedno dobrze, drugie zle – to calosc jaka?

    Wiec dzisiaj (wniosek poboczny), jak ktos mowi, ze myslenie nie boli, to bez myslenia juz wiem, ze jest kretyn!

  21. Jacek2 said

    Nie wiem komu przeszkadzały egzaminy wstępne na studia. Uczelnie mogły je tak „ustawić” żeby pozyskać kandydatów posiadających jakieś podstawy pożądane na określonym kierunku studiów. Ze swojego doświadczenia pamiętam że na egzaminie z fizyki na wydział elektryczny było dużo zadań które mógł rozwiązać praktycznie tylko absolwent technikum elektrycznego czy elektronicznego. Zadania były banalne ale dla wszelkich mechaników czy absolwentów LO stanowiły wiedzę tajemną. Było to widać po wynikach tego egzaminu, zdecydowanie gorszych niż z matematyki, codziennie był wywieszany ranking kto ile zdobył punktów. W takim systemie pan profesor miałby pewnie do czynienia ze zdecydowanie mniejszą ilością podobnych „kwiatków”.

  22. Racjonalista said

    Z tego co pamiętam to w latach 70-tych ułamki były w 2 klasie podstawówki.

  23. Już czas na ten cytat:

    „Nic nie jest tak niszczące dla rozwoju, jak jego czysto pragmatyczne ukierunkowanie” – Ezra Pound.

  24. NICK said

    Racjonalista. (22).
    Były ułamki. Był „socjalizm”. Nie wiem czy w drugiej; nieważne. Były.
    I, My byliśmy. I, jeszcze jesteśmy… .

    Teraz są ułomki i lucyferializm.
    Są ułomne inżyniery.
    A i profesury zwyczajne.

    Doktor naczelnik.
    Co to dublował klasę.

    A, może, ktoś wie o jego prowadzącym?
    Bo, sam z siebie?
    Ja to ….. .

  25. Fizyk said

    Do pkt 20

    Czy trzy tomowy podręcznik z geometrii elementarnej Iwaszkiewicza był zły?!
    Czy podręcznik z algebry był zły?
    Czy podręczniki z fizyki były złe?
    Czy podręcznik z trygonometrii był zły?
    Czy zbiory zadań z matematyki i fizyki na wyższe uczelnie były złe?
    Mówię oczywiście o podręcznikach licealnych z lat ’60.

    To były świetne podręczniki. I na lekcjach dużo wymagano. I ludzie dużo umieli.

    Proszę wiec tu nie wprowadzać ludzi w błąd o niskiej jakości szkolnych podręczników przynajmniej tych z lat ’60.

    Z poważaniem
    Fizyk na emeryturze

    Potwierdzam! – admin

  26. revers said

    https://marucha.wordpress.com/2017/03/20/jak-to-sie-stalo-ze-w-ciagu-ostatnich-20-lat-przecietny-maturzysta-osiagnal-poziom-nizszy-od-ucznia-v-klasy-szkoly-podstawowej-w-prl/#comment-663238

  27. JerzyS said

    http://chomikuj.pl/bzbij/CYBERNETYKA+SPO*c5*81ECZNA/zle_z_polskiego-ocr,5482546901.pdf

    http://autonom.edu.pl
    Mazur Marian, 1965, Źle z polskiego. Argumenty, nr 35 (377), rok IX, 29 sierpnia, s. 5 i 8. Z cyklu „O szkole cybernetycznie”.
    .
    Zdanie to słyszą nieraz rodzice w rozmowach z nauczycielami na wywiadówkach. Umieszczając je w tytule tego artykułu mam jednak na myśli nie uczniów lecz samą szkołę.
    Trzymając się rozróżnienia między wiadomościami i poglądami*-* postarajmy się przyjrzeć nauczaniu przedmiotu określanego w programach nauczania jako „język polski”.
    Wiadomościami są tu wszystkie szczegóły formalne języka polskiego, a więc jego ortografia i gramatyka.
    Przeświadczenie, że wymagania ortografii i gramatyki powinny być rygorystycznie przestrzegane, jest tak powszechne, że nikomu nie przychodzi na myśl zapytać, jaki jest z nich pożytek. Jest on niewątpliwie taki, że ścisła odpowiedniość między formą i treścią wyrazów ułatwia zarówno wyrażanie własnych myśli jak i zrozumienie tego, co mówią i piszą inni, czyli, mówiąc cybernetycznie, zapewnia znaczną dokładność nadawania i odbierania informacji.
    Gdyby jednak chodziło tylko o dokładność przekazywania informacji, to bezwzględna rygorystyczność wymagań ortografii i gramatyki nie byłaby wcale konieczna. Jak obliczono na podstawie teorii informacji, współczynnik rozwlekłości przeciętnego j ęzyka europejskiego wynosi około 3. Oznacza to, że przy tej samej liczbie liter przypadającej przeciętnie na jeden wyraz alfabet mógłby mieć 3 razy mniej liter, a mimo to teksty napisane przy jego użyciu byłyby w zupełności zrozumiałe (ale przy tak daleko posuniętej zwięzłości opuszczenie lub przekręcenie choćby jednej litery w jakimś wyrazie uczyniłoby ten wyraz niezrozumiałym). Właśnie dzięki tak dużej rozwlekłości języka rozumiemy zapis w kalendarzyku: „zapł. telef” i zrozumielibyśmy zdanie „koham cie”. Z punktu widzenia dokładności informacji jest obojętne, czy mamy do czynienia z opuszczeniem liter (skróty) czy z ich przekręceniem (błędy ortograficzne), a przecież o ile skróty są tolerowane, a nawet nieraz chętnie stosowane, to błędy ortograficzne działają odrażająco.
    Różnica tych postaw wynika z domniemania, że człowiek popełniaj ący błędy ortograficzne lub gramatyczne najwidoczniej nie chodził do szkoły (o co nie posądza się
    Por. M. Mazur – „Twór skostniały”, „Argumenty”, nr 27, 1965.
    nikogo, kto posługuje się skrótami), a więc brak mu wykształcenia również w innych sprawach. Ponieważ poprawność językowa stała się legitymacją wykształcenia, szkoła słusznie uważa za swój obowiązek wpoić uczniom szczegóły ortografii i gramatyki języka ojczystego.
    Inna rzecz, że struktura języka polskiego nie jest zachwycająca. Mnóstwo deklinacji, koniugacji, przypadków, rodzajów i wyjątków gramatycznych oraz obfitość liter odbiegających od czystego alfabetu łacińskiego sprawiają, że nauka języka polskiego jest trudna nie tylko dla cudzoziemców lecz i dla samych Polaków.
    Ten stan rzeczy zawdzięczamy okoliczności, że nasi przodkowie nie wykorzystali szansy, jaką przed paroma wiekami dawało rozpowszechnienie łaciny jako j ęzyka warstwy wykształconej. Zamiast przyswajać łacinę z jednoczesnym jej uproszczeniem zaczęto ją rugować, do czego walnie przyczyniło się Odrodzenie, które obok …zasług w zakresie przywrócenia światu dorobku kultury antycznej, ponosi winę za zahamowanie rozwoju łaciny, będącej w Średniowieczu językiem żywym i uczynienie z niej języka naprawdę „martwego”, jak to się dziś pięknie nazywa.
    Pewien nawrót z tej drogi, choć drobny i bardzo spóźniony, zawdzięczamy naukowcom, którzy przecież zdołali przyswoić polszczyźnie tysiące takich wyrazów jak akumulacja, transformacja, emocja, konstruktor, socjalizm, rewolucja, humanizm, humanitaryzm itp.
    U purystów językowych można się spotkać z tendencjami odwrotnymi. Tak np. autorka poradnika poprawnego mówienia i pisania zachęca do tępienia takich wyrazów jak: atrakcyjny, centralny, decydować, ekonomiczny, element, generalny, konferencja, konkretny, negatywny, orientować się, popularyzacja, problem, racjonalny, skomplikowany, socjalny, teren itp. Są to wysiłki daremne – nie w tę stronę idzie rozwój języka. Nie zmieni tego rugowanie wyrazów obcych w szkole, uczniom zaś tylko przyczyni później trudności językowych w pracy zawodowej.
    Bez względu na to, co można by sądzić o niedogodnościach ortografii i gramatyki, szkoła musi nauczać takiego j ęzyka, jaki obowiązuje, wydaje się jednak, że mogłaby wywierać nacisk na to, żeby obowiązywał nieco poprawiony. Jest niemal pewne, że dałoby się uprościć wiele spraw j ęzykowych, które uważane są za nienaruszalne tylko dlatego, że żaden nauczyciel nie odważa się indywidualnie ze swoimi spostrzeżeniami i propozycjami występować.
    Abstrahując od takich możliwości trzeba stwierdzić, że w zakresie podawania wiadomości o formalnej stronie języka polskiego szkoła spełnia swoje zadanie w sposób, któremu nie można nic zarzucić, przynajmniej przy obecnych metodach nauczania.
    Inaczej natomiast jest z nauczaniem historii literatury polskiej. W tym zakresie szkoła chce w zasadzie osiągnąć cztery -* następujące cele: 1) uwrażliwić ucznia na sztukę, w szczególności na literaturę piękną, 2) zapoznać go z ojczystym dorobkiem w tej dziedzinie, 3) zapoznać go z faktami historycznymi, strukturami społecznymi, obyczajami itp. znajdującymi odbicie w literaturze, 4) nauczyć go pisać (w znaczeniu komponowania tekstów). Rozważmy jak się przedstawia realizacja tych zamierzeń.
    Wyrobienie wrażliwości na sztukę szkoła spodziewa się osiągnąć przez „przerabianie” z uczniami przewidzianej lektury. Aby móc ocenić, w jakim stopniu cel ten jest osiągany, zajmijmy się po krótce mechanizmem doznań artystycznych w interpretacji cybernetycznej.
    Elementy dzieła sztuki, np. dźwięki, kształty, barwy są nośnikami informacji, powodującymi zmiany w korelatorze (tj. części mózgu, w której odbywają się procesy informacyjne); na powstawaniu tych zmian (rejestratów) polega utrwalanie informacji (rejestracja). Towarzyszący temu rozpływ energii (korelat) jest fizycznym procesem powstawania wrażeń i wyobrażeń, czego następstwem są emocje (oddziaływanie korelatora na homeostat). W zależności od tego, jaki to wywiera wpływ na równowagę funkcjonalną organizmu, powstaj ą takie czy inne refleksje (oddziaływanie homeostatu na korelator), co z kolei powoduje zmiany rozpływu energii w korelatorze (zmiany korelatów). Gdyby rejestraty były trwałe, to przy powtórnym odbiorze tego samego dzieła sztuki nie mogłyby wystąpić takie same emocje, jakie wystąpiły przy pierwszym odbiorze. Na szczęście, rejestraty stopniowo zanikają (proces zapominania).
    W związku z tym wchodzą w grę następujące dwie możliwości emocjonowania się dziełem sztuki przy następnych jego odbiorach:
    1) Gdy rejestraty w znacznym stopniu zaniknęły (tj. szczegóły dzieła sztuki zostały prawie zupełnie zapomniane), ponowny odbiór wywołuje prawie takie same emocje jak przy pierwszym odbiorze. Tym się objaśnia znane zjawisko „odkrywania na nowo” arcydzieł, gdy się do nich powraca po wieloletniej przerwie. 2) Gdy jedynie część elementów dzieła sztuki wystarczyła do wywołania silnych emocji, to przy ponownym odbiorze inne elementy mogą wywołać emocje równie silne (choć inne). Tym się objaśnia dlaczego pewne arcydzieła sprawiaj ą, że w nich za każdym razem „odkrywa się coś innego”.
    Rzecz jasna, nie można wykorzystywać obu tych możliwości w nieskończoność. Po wielokrotnych odbiorach powstaną u odbiorcy trwałe rejestraty wszystkich elementów danego dzieła sztuki, wskutek czego nieprędko wystąpi zanik istniejących rejestratów ani też nie pojawią się nowe. Jest to stan, w którym dzieło sztuki traci zdolność oddziaływania na danego odbiorcę.
    A zatem, jeżeli ktoś chce przez długi czas zachować zainteresowanie dla danego dzieła sztuki, to nie powinien poznać zbyt wielu jego szczegółów na raz, ani też zbyt dobrze ich zapamiętać!
    Tymczasem w szkole dzieje się wręcz odwrotnie. Wszystkie istniejące elementy „przerabianego” dzieła są tam pokazane, wyliczone, uwydatnione i wtłoczone w pamięć ucznia tak, żeby nie zapomniał ich przynajmniej do matury. Ma to ten niezawodny skutek, że po skończeniu szkoły nikt książek z literatury szkolnej nie bierze do ręki; szkoła zdołała mu je obrzydzić raz na zawsze.
    Obcowanie z dziełem sztuki powinno polegać na swobodnym kształtowaniu się poglądów. Szkoła popełnia tu błąd podwójny: odbiera swobodę stosując przymus i zamiast sprzyjać procesowi kształtowania się poglądów egzekwuje wiadomości. Nauczyciel nie pozostawia uczniowi wyboru lektury, lecz mu j ą narzuca (zresztą zgodnie z programem) i nie pyta, co uczniowi się w niej podobało, lecz co on o niej wie. Stąd te wszystkie „genezy”, „charakterystyki porównawcze”, „wpływy” itp. Mówiąc cybernetycznie, powstaje wymuszone sprzężenie między korelatorem i otoczeniem zamiast swobodnego sprzężenia zwrotnego między korelatorem i homeostatem, a to uniemożliwia emocjonowanie się dziełem sztuki (jedyną emocj ą jest niechęć do szkoły i nauczyciela).
    Być może takie obchodzenie się ze sztuką jest potrzebne przy kształceniu twórców: pisarzy, kompozytorów, malarzy – chociaż i to wydaje się wątpliwe. W akademiach sztuk pięknych uczono, że obrazy należy malować zgodnie z zasadami perspektywy, w konserwatoriach, że należy komponować zgodnie z zasadami harmonii – dziś wiemy, że może być inaczej. W każdym razie, jeżeli nawet kandydaci na twórców sztuki mieliby być nadal kształceni przez analizowanie mistrzowskich dzieł i tracić przy tym upodobanie do nich, to ostatecznie nie ma się czym martwić – ich przeznaczeniem jest tworzyć własne dzieła a nie zachwycać się cudzymi. Natomiast szkoła średnia ma kształcić odbiorców sztuki, tym zaś nie należy odbierać emocji.
    Kontakt z dziełem sztuki to tylko propozycja. Jeżeli odbiorca jej nie przyjmie, to trudno, takie jego prawo. Jeżeli nauczyciel chce, aby uczniowie zapoznali się z „Nad Niemnem” Orzeszkowej, to niech im przeczyta jakiś interesujący fragment, może ich to zachęcić do przeczytania reszty. Jeżeli nie, to cóż właściwie szkoła chce osiągnąć stosując przymus?
    Obawa, że uczniowie, w razie pozostawienia im takiej swobody, nie interesowaliby się literaturą piękną, jest nieuzasadniona. Nie ma bardziej zapalonych odbiorców sztuki niż młodzież – wystarczy popatrzeć, któż to przede wszystkim wypełnia sale kinowe i wysiaduje przed telewizorami.
    (….)
    Zresztą cóż mówić o szkole, kiedy umiejętności przemawiania nie uczy się nawet tych, dla których jest ona składnikiem zawodu. W rezultacie większość wykładowców, działaczy politycznych itp. monotonnie odczytuje przygotowane uprzednio teksty, albo ględzi i jąka się usiłując improwizować. Jakże często obserwuje się w telewizji naukowców, którzy na pytania rozmawiaj ącego z nimi redaktora opowiadaj ą ze wzrokiem wbitym w leżące na stole notatki i tylko od czasu do czasu zerkaj ą w ekran dla zachowania pozorów, że to niby „mówią” a nie czytaj ą. Jest to nie tylko nieporadne, lecz i śmieszne, ujawnia bowiem widzom, że odpowiadający ma napisane odpowiedzi, zanim usłyszał pytanie.
    Szkoła powinna też nauczyć uczniów takiej umiej ętności użytkowej, jaką jest pisanie na maszynie . Już obecnie wszystkie dłuższe teksty potrzebne w pracy zawodowej wykorzystuje się w postaci maszynopisów. Do niedawna były one sporządzane przez maszynistki z rękopisów opracowanych przez fachowców, ale czas fachowców staje się zbyt cenny, ażeby go zużywać na pracochłonne pisanie ręczne. Dlatego też każdy wykształcony człowiek powinien umieć pisać teksty koncepcyjne od razu na maszynie. Zaoszczędza w ten sposób sporo czasu, otrzymuje tekst czytelny, może rozdać kilka kopii swoim współpracownikom, a jeżeli podczas pisania wprowadził niewiele tylko skreśleń lub poprawek, to taki tekst może nieraz służyć jako czystopis, bez potrzeby przepisywania go przez maszynistkę. Nie trzeba dodawać, że szkoła powinna nauczyć uczniów pisania na maszynie bez patrzenia na klawiaturę, a nie stukania jednym palcem.
    Pożądane byłoby również zapewnienie uczniom podstawowych wiadomości w zakresie korzystania z bibliotek, szukania i cytowania źródeł, sporządzania bibliografii opracowywanego zagadnienia oraz posługiwania się znakami korektorskimi.
    I wreszcie, przeciwnie niż to się dzieje w szkole obecnie, należałoby uczyć uczniów pisać oraz mówić prosto i zwięźle, kraj nasz bowiem cierpi na nadmiar gadulstwa, o czym świadczy choćby mnogość i przewlekłość rozmaitych konferencji, jak również sążniste artykuły w prasie. Społeczeństwo znacznie bardziej potrzebuje zdań w rodzaju: „złożyły się na to trzy przyczyny: po pierwsze… po drugie… po trzecie”, niż zdań: „a wówczas na arenie dziejowej pojawił się…”. Należy również przyzwyczaić uczniów do operowania symbolami logicznymi, schematami, wykresami, tablicami i wyrażeniami matematycznymi nawet w opracowaniach humanistycznych, gdyż takim stanie się j ęzyk publikacji dla ludzi wykształconych.

  28. Boydar said

    W owym czasie (1965) Mazur pisał całkiem z sensem; choć już wtedy negował istotę i genezę języka polskiego. Co ciekawe, zdawał sobie sprawę, że zasoby „operacyjne” mózgu człowieka wykorzystywane są w udowodnialnym zakresie jakichś maksimum dziesięciu procent; ale to mu już nie przeszkadzało. Nie przeszkadzał mu też brak w niektórych słownikach wysoko cywilizowanych nacji słów tak banalnych jak „uczciwość” czy „sumienie”. A polska składnia i gramatyka przeszkadzała.

  29. JerzyS said

    Mazur był agnostykiem

  30. Alina said

    Psucie szkoły zaczęło się jeszcze w czasie stanu wojennego. Program z matematyki w szkole po 87 roku (znajome dziecko miało wówczas 10 lat i było w II klasie podstawówki) był taki, że oczy stawały mi dęba. Pociachany, logicznie niespójny, wszystkie dziedziny matematyki przerabiane jednocześnie, materiał, który miałam w ostatnich latach liceum był w 3 lub 4 klasie s.p.
    Dzieci nie tylko nie były w stanie tego przyswoić w tamtym czasie, lecz musiały brać jakieś korepetycje, żeby przejść do następnej klasy. Teraz, patrząc z perspektywy przypuszczam, ze ten program był specjalnie taki, żeby z jednej strony maksymalnie utrudnić uczenie się dzieciom i jednocześnie zmusić rodziców do brania KOREPETYCJI, czyli system wyjątkowo korupcjogenny, z nauczycielami cwaniakami w roli głównej, wszystko w majestacie prawa, ale oczywiście bez płacenia podatków.
    Ten program – ogłupiania – przyniósł oczekiwany efekt: wybór takich rządzących jak PO. Przecież nikt kto miał logikę matematyczną, czy jakiekolwiek podstawy logiki, nie mógłby głosować na PO! A marsze KOD, to dla ludzi logicznie myślących o chrześcijańskim kręgosłupie i świadomości kultury łacińskiej rzecz przeznaczona dla wariatów, pacjentów szpitali psychiatrycznych, dla mikrocefali.

  31. Boydar said

    A Pan Macka „ateistą”…

  32. JerzyS said

  33. JerzyS said

  34. revers said

    re27

    wszystko to ieknie tylko jak to ma sie do lingwinistyki w szerszym pojeciu jako nauce o jezykach w semantycznym ujeciu.

    W koncu po szkole przychodza dodatkowo secjalnosci zawodowe ktore maja swoja semantyke, bogactwo slowne i tak powstaja obok jezykow naturalnych, jezyki urzedowe, literackie, kultury i sztuki,prawne, techniczne, naukowe czy potoczne lub ich narzecza.

    Do tego trzeba dolozyc ze wspolczesne nauki intedyscypliniarnie rozwijaja sie do tego stopnia ze w samym tylko jezyku angielskim powszechnie stosowanym w literaturze naukowej powstaje z 5000 nowych slow o nowym znaczeniu semantycznym opisow naukowych, abstrakcji naukowej.

  35. myslenie boli ! oj, jak boli ! said

    Do Pana Fizyka na Emeryturze!

    Ja napisalem „byly zle napisane” a nie – byly zle. Chociaz podreczniki do LO, z lat 70-tych, byly przydatne psu na bude. Ich zawartosc intelektualna nie gwarantowala zdania egzaminu na Wydz Fiz UW jak i na inne wydzialy nauk scislych o wysrubowanym poziomie. Prawdziwa wiedze gwarantowaly dopiero te pozycje zaczynajace sie od slow „Fizyka/matematyka dla kandydatow na…” . Gdyby sie Panu podobalo podyskutowac o wspomnianej ksiazce Leitnera i Zakowskiego, scislej o 3 pierwszych aksjomatach, to sluze zainteresowaniem.

  36. Ad. 25

    Tak. To były podręczniki złe, bo wiedza w nich zawarta służyła gojom do budowania dobrobytu. Dobrobytu gojów. 🙂

Sorry, the comment form is closed at this time.