Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czego Amisze mogą nauczyć resztę nas o współczesnej medycynie?

Posted by Marucha w dniu 2017-03-27 (poniedziałek)

W czasach kiedy opieka zdrowotna jest kosztowna, autonomiczna i gospodarna kultura Amiszów może okazać się wzorem równoważenia wsparcia lokalnej społeczności i osobistej odpowiedzialności.


Allegheny Plateau, rozciągające się na wskroś północnej Pensylwanii i poza nią to ekosystem zalesionych wzgórz i ziemie zamieszkane między innymi przez czarne niedźwiedzie, łyse orły i pałętające się indyki a także połacie porośnięte dziko rosnącymi ziołami: łopianem, glistnikiem, rumiankiem czy polnym szczawiem.

Zasięg telefonów komórkowych jest tutaj nierównomierny a stacji benzynowych jest zaledwie kilka a odległości pomiędzy nimi – dalekie.

Wśród pomarszczonych odnów rzeki Cowanesque mieści się skupisko małych, białych budynków, włącznie z biurem Johna Keima – przedstawiciela starszyzny i uzdrowiciela w społeczności Amiszów.

W 1980 roku młody syn Keima poparzył się dzbankiem wrzątku, jego skóra płonęła od obojczyka do klatki piersiowej. Opieka szpitalna nie wchodziła w grę. Wcześniej dwaj kuzyni Keima byli poparzeni przez ogień i spędzili trzy miesiące w szpitalu w Indianie. Każdego tygodnia krewni wysyłali listy opisujące jak bardzo dzieci krzyczały podczas oczyszczania ich ran i zmiany bandaży.

Keim zamyśla się i mówi: „Czułem się po prostu nieludzko. Nigdy nie zabrałbym dziecka na odział leczenia poparzeń.” Chciał być niezależny od tego, co postrzegał jako brutalny system.

Keim i jego żona leczyli swojego syna w domu. Początkowo stosowali ziołową maść i owijali ranę gazą, jednak gaza zanurzała się w ciele chłopca. Potrzebowali opatrunku, który by nie przylegał.

W swojej książce Ulga dla poparzonych i zranionych Keim pisze: „Myślałem o tym jak Bóg stworzył Ziemię. I szczerze czułem, że wówczas myślał on o ludziach biednych.” Próbował myśleć o dobrodziejstwach natury, które mogą pomóc biednym leczyć poparzenia. Przechadzając się po woskowych liściach babki nazbierał pełen kapelusz na pobliskiej polanie, sparzył je, żeby były sprężyste i użył do owinięcia ran swojego syna razem z warstwą ziołowej maści. W ciągu pięciu dni jego ciało pokryła nowa skóra. Ocalał.

Kiedy myślicie o Amiszach niekoniecznie macie na myśli panele słoneczne, ale one tutaj są – sześć sztuk – na dachu stajni w Holmes County w Ohio, największej siedziby Amiszów. Stajnia i biuro ponad nią należą do Marvina Wengereda, Amisza i łącznika pomiędzy jego społecznością a służbą zdrowia nie-Amiszów.

„Jeżeli zapytasz przypadkowego Amisza na ulicy ‘Dlaczego nie masz elektryczności?’ ” mówi Wengerd, „odpowiedziałby ci coś w rodzaju ‘Jest to związane bardziej ze światem i z tym, że czyniłoby mnie to zależnym od większej części świata w sposób, który byłby dla mnie kłopotliwy.’ ”

[Brakuje] Wielu innych obiektów jak telewizja i internet, ponieważ promują próżność i rozpasanie seksualne, bardziej niż wartości biblijne. Na własny użytek Wangerd używa elektryczności w ograniczonym zakresie – na przykład do oświetlania swojego biura oraz zasilania telefonu. Jednak dzięki panelom słonecznym , zasilającym baterie, jest niezależny od energii rządu i energii przemysłu naftowego.

Amisze i inne grupy, na przykład Mennonici Starego Porządku, odnoszą się do siebie „na równi” ponieważ wybrali życie w staroświeckim stylu, skupione na ich wierze i w oddzieleniu od reszty świata. Jest pewna rozbieżność pomiędzy „Równymi” grupami, gdyż każda społeczność tworzy własne zasady we wszystkim: od stroju po używaną technologię.

Powszechnie ludzie Równi kończą formalną edukację w ósmej klasie (około 14 roku życia), używają koni i bryczek do codziennych podróży, unikają większości elektryczności i ograniczają interakcje z osobami z zewnątrz. W większości społeczności Równych poszczególne rodziny i przedsiębiorcy sprzedają meble, produkują lub wytwarzają ręcznie kołdry dla szerszej populacji, do której zwracają się kiedy potrzebują usług takich jak bankowość albo nagły przewóz taksówką.

Największy i najbardziej skomplikowany sektor pośredni to współczesny system opieki medycznej. Równi często opowiadają się za większą wolnością w decydowaniu kiedy iść do szpitala, jak się tam dostać i jakie interwencje mogą być podejmowane. W skrócie – chcą być bardziej niezależni.

„Niezależność pacjenta” jest stosunkowo nową koncepcją w zachodniej medycynie i w znaczącym stopniu zależy od naszej perspektywy. Z jednej strony pacjenci donoszą, że czują się zagubieni w systemie – odarci z ubrań i rozebrani z bielizny są naciskani do posłuszeństwa wobec zaleceń lekarskich. Z drugiej strony lekarze mogą dawać zalecenia nieuzasadniające terapii.

Z ich unikalnymi tradycjami kulturowymi społeczności Równych mogą wskazywać drogi ku lepszej koncepcji niezależności, takiej, która równoważy wybór pacjenta z jego odpowiedzialnością. To jest coś, czego wszyscy możemy się od nich uczyć.

Przez nieomal dwa i pół tysiąca lat relacja lekarz-pacjent na Zachodzie była zdefiniowana przez zobowiązanie lekarza do działania w imieniu pacjenta. Tradycja hipokratejska ustanowiła coś, co może zacząć być nazywane „modelem korzyści”, w którym od lekarzy oczekuje się zapobiegania i leczenia ran i chorób a przy tym „nie szkodzić” pacjentom. Ta tradycja dostarcza podstaw etycznych dla wszystkiego od przepisywanych szczepionek po porady dla pacjentów, aby nosili kaski jeżdżąc na motocyklach.

Od czasów II Wojny Światowej zachodnia medycyna zaczęła obracać się w kierunku „modelu autonomicznego” opieki. W 1966 roku New England Journal of Medicine opublikował artykuł opisujący prawie dwa tuziny przykładów eksperymentów przeprowadzanych na ludziach bez ich świadomej zgody. Następnie pojawiły się newsy o Badaniu Tuskegee, czterdziestoletnim projekcie badawczym prowadzonym przez Publiczną Służbę Zdrowia Stanów Zjednoczonych, w którym uczestniczyli biedni Afroamerykanie z syfilisem. W 1970 roku postępy w technologii medycznej wydały również komunikat dotyczący nowych problemów etycznych. Większość odbiorców chciała aby raz a dobrze przedstawiono ustawę o lekarzach i badaczach jako takich.

W 1979 roku federalna komisja relacjonowała Raport z Belmont ujawniający trzy podstawowe zasady eksperymentowania na ludziach. Zostały one włączone do dalszych wskazówek dla praktyki klinicznej: niezależność (włącznie z szacunkiem dla indywidualnego prawa do podejmowania świadomych wyborów przez poinformowanych uczestników), wynagrodzenie i sprawiedliwość (odpowiednie traktowanie wszystkich).

W znacznej części Raport z Belmont w ogóle nie uściślał wagi tych zasad ani ich pierwszeństwa jednych nad drugimi.

Jeżeli pacjent chce odmówić standardowej opieki albo skorzystać z nietestowanego środka czy lekarz powinien uszanować tą niezależność? A w przypadku kiedy chore lub zranione jest dziecko kto podejmuje decyzję: rodzice czy specjaliści medyczni?

Dla społeczności Równych autonomia w zakresie opieki medycznej – i w szeroko pojętym życiu – jest głęboko powiązana z osobistą odpowiedzialnością. To być może najlepiej ilustruje ich wybór aby nie posiadać ubezpieczeń. Raczej, kiedy ktoś zachoruje, kościół zbiera datki na pokrycie kosztów przez pacjenta. Marvin Wangerd szacuje, że wspólnie 30 000 Amiszów w Holmes County wydaje 20-30 milionów dolarów rocznie na opiekę zdrowotną.

„Osobista odpowiedzialność wciąż jest wśród nas ogromna.” mówi, dodając, że Równi „myślą, że nie ma wielkiej szkody w oddzieleniu kosztów od pacjenta.” Opisuje społeczności, w których jednostki wdzięczne są swoim braciom i siostrom w kościele za podejmowanie mądrych decyzji zdrowotnych, nie kosztujących społeczności więcej pieniędzy niż to konieczne. W rezultacie społeczności Równych są wysoce zainteresowane edukacją zdrowotną i profilaktyką chorób.

„Witamy w klinice.” mówi Susan Jones „podwójnie emerytowana” pielęgniarka o krótkich blond włosach w kobaltowoniebieskich okularach pracująca ze społecznością Mennonitów Starego Porządku w północnym Kentucky od 20 lat.

Nasz van zatrzymał się szczycie brudnego czegoś, przylegającego do surowego, dwupiętrowego domku obitego szarym sidingiem. Zaledwie kilka stóp od nas bezmyślnie stoi koń zaprzęgnięty do czarnej bryczki. Ta szczególna grupa jest konserwatystami nawet w standardach Równych i zanim ich odwiedziłam Jones delikatnie poinstruowała mnie abym zostawiła mój dyktafon w samochodzie.

Dzień Promocji Zdrowia, powód mojej wizyty, obejmuje godzinną pogadankę na temat wybrany przez Mennonitów. Tematem dzisiejszego dnia jest arytmia serca. Niektórzy specjaliści medyczni są obecni, włącznie ze Stevenem House. Doktor House to lekarz leczący Równych pacjentów w swojej wiejskiej klinice podstawowej opieki zdrowotnej w Glasgow w Kentucky. Oni i około tuzina Mennonitów siedzą w salonie, słuchając zwłaszcza kiedy student medycyny opisuje zawiłości anatomii serca.

Od 2001 roku Dzień Promocji Zdrowia odbywa się raz w miesiącu w domu lokalnej rodziny Mennonitów. Społeczność aktywnie kształtuje program decydując jakiego rodzaju informacji i usług chce. Celem jest poprawa zdrowia społeczności poprzez dostarczanie jej godzinnych sesji edukacyjnych prowadzonych przez klinikę podstawowej opieki zdrowotnej gdzie ludność może skorzystać z badań włącznie z badaniami uszu i ciśnienia krwi co może determinować to czy będą potrzebowali się zgłosić do szpitala, czy nie.

Po pogadance House i student medycyny pozostawiają pole na pytania. „Jaki procent ludzi ma nierówny lub opóźniony rytm serca?” pyta kobieta, Mennonitka siedząca na krześle przy opalanym drewnem domowym piecu. Drugie pytanie dotyczy zakrzepów i zwłóknienia krwi. Bardziej niż długie moje notatki są poplątane: defibrylacja, warfarin, owoce głogu (których Mennonici używają do regulacji rytmu serca) i rozruszniki serca. Jestem zagubiona, jednak Mennonici naciskają. Wśród wielu pytań końcowych pada: „Gdzie jest ta granica, kiedy wiesz, że potrzebujesz zobaczyć się z lekarzem?”

W długiej, marynarskiej sukni i białym czepku Mennonicka matka siedzi na łóżku w małym pokoju obok kuchni opisując spotkania swojej rodziny ze służbą zdrowia. Opisuje jak pewnego razu odwiedziła gastroenterologa w poszukiwaniu diagnozy, ale nie leczenia. W zależności od przypadku społeczność może woleć wydać pieniądze raczej na farmę dla młodego małżeństwa niż badania medyczne, wyjaśnia.

„Przyprawiamy lekarzy o ból głowy.” mówi przepraszającym tonem. „Współczuję im.”
House mówi, że nie-Równi Amerykanie „ostatecznie odkrywają, że nasz system opieki zdrowotnej jest ograniczony i bardzo kosztowny.” Społeczności Równych, twierdzi, rozumieją to, ponieważ płacą za swoje leczenie. Z jego doświadczenia wynika, że niezależność od wszelkich amerykańskich instytucji publicznych oznacza „otrzymuję każde z działań jakich chcę lub potrzebuję i otrzymuję tak wiele jak chcę lub potrzebuję, niezależnie od kosztów.”

Społeczności Równych z drugiej strony „są bardzo niezależne, co jest częścią ich autonomii.” Chcą wiedzieć jak rozwijają się choroby i co sami mogą zrobić, aby im zapobiegać lub zapobiegać ich rozwojowi.

„Są jak wymarzeni pacjenci-cukrzycy.” mówi House, „ponieważ chcą robić to co w ich mocy” – czy jest to lepsze odżywianie, czy więcej ćwiczeń – aby polepszyć swoją kondycję i zmniejszyć swoją zależność od medycyny.

Po wyleczeniu swojego syna z oparzeń z takim sukcesem John Keim pomaga swojej społeczności. Udoskonalił swoją terapię maścią opartą na miodzie zwaną Oparzenia i Rany (B&W Burns & Wounds) zawierającą składniki roślinne, takie jak olejek z zarodków pszenicy, aloes i mirra. Za najlepszy opatrunek uznał liście dzikiego łopianu, ponieważ zaobserwował, że pomagają koić ból.

Mówi się, że Keim opiekował się setkami ofiar poparzeń przez 25 lat, ostatecznie ucząc innych Równych aby mogli pracować w swoich społecznościach.

Obecnie sklepy Amiszów sprzedają słoiki B&W po cztery uncje za 7 dolarów a ich gminni uzdrowiciele zbierają i sprzedają całe pudła suszonych liści łopianu. Dla nie-Równych ludzi, przyzwyczajonych do wysokich rachunków za leczenie, te niskie koszty sprawiają, że postrzegają oni taką terapię oparzeń niemal jak objawienie.

Jednak profesjonaliści w zakresie opieki zdrowotnej spoglądają z ukosa na tą terapię „zrób-to-sam”, argumentując na przykład, że sparzanie liści łopianu nie odkaża ich w pełni, teoretycznie stawiając pacjenta wobec zagrożenia infekcją. Następnie twierdzą, że w niektórych przypadkach przeszczepy skóry są absolutnie potrzebne aby ocalić życie pacjenta.

Kiedy rodziny Równych zaczęły przychodzić do szpitali prosząc o leczenie z odwodnienia albo szoku, ale odmawiając przeszczepów skóry, narósł konflikt.

„Było pięciu lekarzy, którzy obiecali mi że znajdę się za kratkami.” – mówi Keim. Około 15 lat temu, mówi, prywatni detektywi przyszli do jego domu, żeby się z nim rozmówić i „iść z tym do biura prokuratora”. Ostatecznie prokurator zdecydował się nie wnosić przeciwko niemu sprawy. (…)

Swobodne tłumaczenie z Sara Talpos: „What the Amish can teach the rest of us about modern medicine. „
Wyszukane: 09.03.2017, w: https://mosaicscience.com/story/amish-healthcare-medicine, na licencji Creative Commons
http://kluczdowiedzy.pl

komentarzy 11 to “Czego Amisze mogą nauczyć resztę nas o współczesnej medycynie?”

  1. EyWey said

    Mowa o sekcie `zydowskiej`.

  2. osoba prywatna said

    Leczenie holistyczne
    Tekst pochodzi ze strony https://www.pocztazdrowia.pl/artykuly/leczenie-holistyczne © Poczta Zdrowia sp. z o.o.

  3. Miet said

    Nie mam nic przeciwko zdrowemu żywieniu, czy jakimś specjalnym naturalnym środkom mającym pozytywny wpływ na ludzkie zdrowie.

    Gdy jednak człowiek popadnie w jakieś paskudne choróbsko to „cudowne” diety na niewiele się przydadzą i trzeba szybko sięgać po najnowsze zdobycze medycyny aby ratować życie.

    Już kiedyś „chwaliłem się” tutaj w Gajówce, że mam syna chirurga pracującego dla dużego centrum medycznego w Modesto, CA.
    Syn przed szkołą medyczną ukończył studia w matematyce i komputerach. Studia te spowodowały, że zawsze był otwarty na najnowsze techniki w chirurgii.
    Był pierwszyn tutaj, który wykonywał wiele operacji z użyciem robota da Vinci.
    W zeszłym roku wyprodukowano robota da Vinci najnowszej generacji i muszę się pochwalić, że dzięki dużemu zaangażowaniu syna, robot ten został zakupiony przez szpital w Modesto (to cudo jest bardzo drogie – ale wyniki daje cudowne).

    Jeżeli ktoś jest zainteresowany to na stronie internetowej Centrum jest opis tego robota z pokazowym filmem o jego działaniu.
    Można tam też zobaczyć życiorys mojego syna Tomasza z przebiegiem poprzez jego edukację i pracę w chirurgii.

    http://www.gutowskimd.com

  4. Maćko said

    Do 3 Miet – jasne. Sam bylem pod takim dwa razy. Robot sprawia, ze jest mniej szkód w otoczeniu operowanych narzadów, mniejsze ciecia, szybsze gojenie sie i szybszy powrót do zdrowia.

    Profilaktyka jest zawsze najlepsza ( choc w sumie drozsza ) ale jak ktos ma wypadek i wylewy wewnetrzne czy polamane kosci to dieta czy dobry odpoczynek nie pomoga. Nic a nic.

  5. PISKORZ said

    re 3 B. dziękuję, warto to wiedzieć..Mam tylko nadzieję, że otoczenie wie o zaangażowaniu P. syna..Żeby nie było, ..wie Pan co mam na myśli. Pozdrawiam!

  6. Plausi said

    Radosne eksperymentowanie

    „Od czasów II Wojny Światowej zachodnia medycyna zaczęła obracać się w kierunku „modelu autonomicznego” opieki. W 1966 roku New England Journal of Medicine opublikował artykuł opisujący prawie dwa tuziny przykładów eksperymentów przeprowadzanych na ludziach bez ich świadomej zgody. ”

    Ot, takie radosne eksperymentowanie na ludziach, bowiem „ośrodki władzy globalnej nie zawahają się przed ŻADNYM eksperymentem na nas”. Szczególny czar muszą mieć eksperymenty w postaci wojen, szczególnie wojen światowych. W I Wojnie eksperymentowano z pod Verdun i nad Somą nad uprzemysłowioną likwidacją dużych grup ludzi, co w II Wojnie udoskonalono w tzw. KZ-tach. Ale nie było to ostatnie słowo, największa demokracja potrafiła likwidację sprowadzić do mgnienia oka, stosując broń masowego rażenie w Hiroszymie.

    NIe było to ostatnie słowo broni masowych, broń masowej migracji jest najczęściej używaną bronią masowego rażenia.

  7. NICK said

    Tak.
    Drogi otwarte… .
    P. Miet. (3)

    Piszmy cyklem.
    Każdy. Jak powyżej. A wielu znajdzie podobne. Znamiona u dzieci swych.
    Zachowując skromność

    To było niepotrzebne.
    Po co Pan? Się chwali?
    Ogólnoświatowo.

    Taki fakt przekazu nie wzmocni.

  8. Jacek2 said

    Re.1
    Amisze to społeczność która ma ambicję być samowystarczalną bez pasożytowania na kimkolwiek . Coś tu chyba nie halo z tą żydowską sektą.
    Re.3
    Gratuluję zdolnej latorośli.
    Chirurdzy wśród medyków to elita, tym bardziej warta szacunku źe chyba jako jedyna w tej profesji nie zarabia na wizytach tylko na konkretnych (pozytywnych) efektach swojej pracy.
    Przez lata upośledzona finansowo, do spółki z anestezjologami.

    Wielki szacunek dla Pana syna. Dużo zawdzięczam takim „rzeźnikom”. Podziwiam ich wiedzę, umiejętności i odwagę.

    Tzw. „pigularzy” traktuję niestety ze zdecydowanie mniejszą estymą.

  9. Miet said

    Dziękuję, Panie Jacku2.
    Tutaj w tej okropnej Hameryce, my Polacy powinniśmy eksponować to co mamy w zanadrzu. A mamy czym się chwalić!!!

  10. Miet said

    Re.7.
    Pieprzysz pan, panie Nick.

  11. NICK said

    Pan tu czegoś nie rozumie.
    Ale, zostawiam.

    Chełpliwość prostą.

    Prostą – podkreślam.
    Zwykłą znajdzie Pan we Wiki.
    Do prostej to trza mieć.

    Zasób.
    Staropolskie.
    Słów.

    Zasób to można ze Wiki.

    Może być tak, że się nie rozumiemy.
    Także po polsku.

    Tak czy owak pretensji mieć nie mogę i nie mam.

    No, tradycyjnie przypomnę prawdę. Jedną z trzech.
    Wasze podatki idą do Nie-rządu.
    A usrael podatkami niszczy Polskę.

    Powtórzę jedno jeszcze.
    NIGDY Pan nie podał dobrej i skutecznej metody na zachowanie polskości.

    Emigracja?
    Dla życia ‚all inclusiv’?

    Jak P. RomanK. Pisał niedawno. Teraz to zarabiam jak trzy ministry we Polin.
    A i doradzał by pieprzyć Polskę teraźniejszą. Tu i teraz.
    Wyjeżdżać. Emigrować.

    i…co…dalej… .
    Śpiewać pozostaje?

Sorry, the comment form is closed at this time.