Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Co jest gorsze: fejki czy kontrola korporacji nad informacją?

Posted by Marucha w dniu 2017-04-11 (wtorek)

Psycholog Robert Epstein z American Institute of Behavioral Research and Technology w rozmowie ze Sputnikiem podzielił się zdaniem, że wysiłki Google, Facebooka i innych korporacji mające na celu powstrzymywanie fałszywych wiadomości (tzw. fejków) są bardziej szkodliwe niż fejki same w sobie.

„Ostatnio uczestniczyłem w całodniowych warsztatach poświęconych fejkom w jednej z najlepszych szkół prawniczych w USA. Pod koniec dnia wszyscy zgromadzeni tam eksperci, a wśród nich m.in. przedstawiciele Google, Microsoft, New York Times, Buzzfeed, nie mogli zgodzić się nawet co do samego pojęcia fake news.

Czy historia jest fałszywą tylko dlatego, że interpretuje pewne rzeczy w zły sposób? Ile nieprawdy ma zawierać, żeby nazwać ją zmyśloną? 20% tego, o czym opowiada? 50%?

Czy wiadomość podawana przez serwis informacyjny (taki jak Sputnik) powiązany z nielubianym rządem (czyli Rosją) jest rzetelna czy zmyślona? Czy informacja jest fejkiem tylko dlatego, że przedstawiona jest z innej perspektywy politycznej? Jeśli tak, to czy wiele wiadomości wypuszczanych przez Fox News i New York Times nie mogłoby być uznanych za fejki?

Moim zdaniem fejki nie są, generalnie mówiąc, poważnym ciosem dla demokracji; z dwóch powodów:

Po pierwsze, zmyślone wiadomości są czymś niskim. Tak samo jak billboardy czy reklamy telewizyjne — z których wiele również zawiera fałszywe twierdzenia. Za każdego fejka, jakiego zrobisz na mój temat, ja mogę zrobić dwa na twój. Tempo rozprzestrzeniania się wiadomości samo w sobie nie jest problemem. Błyskawiczny obieg funkcjonuje dla wszystkich partii; nie faworyzuje żadnej z nich.

Błędnie zwykliśmy wierzyć, że błyskawiczny obieg informacji to nowe zjawisko, możliwe w dzisiejszych czasach za sprawą rozwoju Internetu. Tak naprawdę plotki, zmyślone informacje czy słuchy o głośnych wydarzeniach rozprzestrzeniały się błyskawicznie już wcześniej, jak np. wiadomość o krachu na Wall Street w 1929 roku czy zabójstwie Johna F. Kennedy’ego w 1963 roku.

Po drugie, fejki to widzialne źródła wpływu. Możesz zobaczyć historię przed sobą dokładnie tak, jak widzisz gazetę, billboard czy reklamę telewizyjną. Widzialne źródła wpływu oddziałują na ludzi w całkiem przewidywalny sposób: człowiek skupia się na tym, co odpowiada jego pragnieniom i przekonaniom, jednocześnie ignorując albo odrzucając całą resztę.

O wiele bardziej niebezpieczne są nowe środki wpływów, których ludzie nie widzą. Odkryłem i zbadałem nowe elementy, które wpływają na ludzi „online”, takie jak SEME (Search Manipulation Effect) i SSE (Search Suggestion Effect) — które są zupełnie niewidoczne dla większości ludzi — instrumenty wpływu niemające precedensu w historii ludzkości.

Pierwszy z nich — błyskawiczne sugestie wyszukiwania — na który napotykasz, kiedy zaczynasz wpisywać hasło w wyszukiwarkę Google, może mieć ogromny wpływ na ludzkie opinie, to, co kupują, i na kogo głosują. Te instrumenty wpływu to co innego niż billboardy czy fejki, bo wirtualnie nikt nie może dostrzec upodobań, i kiedy człowiek nie widzi źródła wpływu, to trwa w błędnym przekonaniu, że dokonuje własnego wyboru.

Wiadomości fejki są niepokojące: mogą wpływać na setki, tysiące, czy nawet miliony ludzi dziennie. Ale preferencje w wynikach wyszukiwania i podpowiedzi oddziałują na biliony ludzi każdego dnia — bez ich wiedzy.

Przez to, że fejki są jednocześnie widzialne i niskie, nie uważam ich za poważny powód do obaw. Co mnie przeraża, to to, że pazerne korporacje jak Google czy Facebook będą decydowały, czym jest fejk.

Google i Facebook nie są odpowiedzialne za nic, co Wam pokazują, bo to nie one tworzą treści — one tylko pośredniczą, nie publikują.

Jako człowiek, który większą część swojego życia spędził jako programista, mogę zagwarantować Wam, że każdy system algorytmiczny stworzony do anulowania fałszywych wiadomości nieuchronnie będzie produkował „fałszywie pozytywne informacje” (false positives).

Kiedy niebezpieczeństwo wyeliminowania prawdziwych wiadomości przeważy nad niebezpieczeństwem płynącym z przyzwolenia na istnienie fałszywych?

Jeśli Twój algorytm poprawnie zidentyfikuje i wyeliminuje fejka (i mówię to z przymrużeniem oka, bo nawet nie potrafimy zdefiniować, czym on jest), to nazywane jest to prawdziwie pozytywną informacją — poprawną identyfikacją tego, czego szukasz.

Ale co jeśli przez pomyłkę zidentyfikujesz prawdziwą historię jako fałszywą? To nazywa się informacją fałszywie pozytywną i z punktu widzenia porządku publicznego jest to katastrofa, porównywalna do wyniku fałszywie pozytywnego w teście na raka. Powiedziałeś publicznie — być może całemu światu — że prawdziwa informacja jest fałszywa; może nawet została usunięta z obiegu, więc może nawet nie ujrzała światła dziennego.

Fejki są uciążliwe, niewątpliwie — zawsze były i będą. Ale pozwalanie wielkim, nieposkromionym korporacjom na zarządzanie fejkami — innymi słowy, na zarządzenie naszymi informacjami — jest o wiele bardziej niebezpieczne niż fejki same w sobie.

https://pl.sputniknews.com

Zob. też:
Google wdrożył globalny Fact Check
Simonian: „Oni rodzonej matki nie odróżnią od fejkowej wiadomości”

komentarzy 8 to “Co jest gorsze: fejki czy kontrola korporacji nad informacją?”

  1. Wieś Rządzi Światem said

    Co to takiego „fejk”? Przecież dla ludzi, którzy np wyznają religię smoleńska, fejkiem jest wszystko co temu przeczy. „fejk” i walka z nim to po prostu kolejna przykrywka (po np politycznej poprawności, walki z dyskryminacją czy mowa nienawiści) dla kontroli mediów.

    Właściwie postawione pytani brzmi: czym jest prawda?

  2. truba said

    Wiadome jest ze cenzura wraca i to jest zamykanie nam gęb więc reżim, ktory bedzie prostytuował umysł jak tv, bo choć internet zaistniał po co innego i dal ogromny zysk to ludzi uwazali za zdecydowanie glupszych niz są (ta mniejszość) uwazając że łykną to co jest im narzucane i beda szczesliwi z kolorów i pseudo-mozliwosci w XXI.W. Rzeczywiscie przez nierobów głupków naciagaczy internetowych smieci, nalezałoby zrobic z tym porządek, ale gdy robia to takie giganty monopolistyczne to wiemy, ze im to nie przeszkadza,a wrecz przeciwnie dezinformacja to jest to o co im chodzi – problem jest gdy wychodzi prawda na jaw, to boli i zagraża. To jest dokladnie i przez tych samych co antysemityzm gdy powiesz/napiszesz prawde o zydach jestes antysemita – to nie ich wina, ze oni juz tacy sa inni od reszty swiata i sie zasadniczo podszywaja. Te korporacje tez sie tak samo podszywaja pod dobrego wujka, ale nim nie są. Nakazy,rozkazy,zakazy to jest skrajny socjalizm, a zaraz za nim wysuwa sie terror (stalinizm,hitleryzm) demokracja musi upaść pod wlasnym ciezarem gatunkowym i byc moze upadnie tylko i az w cyber-rzeczywistosci. Moze to i lepiej wróca stare dobre czasy spotkań tworząc grupy, jeśli ludzie się obudzą i nie dadzą pokonać.

  3. Moher49 said

    Cenzura jak u Kim Dzong Una panuje na Onet.pl

  4. Zerohero said

    Pomijając już fakt, że walka z tzw. fake news to po prostu cenzura…

    NIE ISTNIEJE algorytm sprawdzania czy informacja jest prawdziwa czy nie. Taki algorytm nie powstanie dopóki maszyna nie nauczy się czytać tekstu ze zrozumieniem, tzn. zdać tzw. test Turinga. Zdanie testu Turinga uważa się często za tożsame ze zbudowaniem sztucznego, samoświadomego umysłu – prawdziowej sztucznej inteligencji. To byłby ogromny przełom nie tylko w informatyce. ale w ogóle w historii ludzkości.
    Załóżmy, że algorytm trafi na słowo „Ziemia jest płaska”. No i co w związku z tym? Nadal nie wiadomo czy tekst napisał zwolennik teorii płaskiej ziemi, czy to jest cytat w tekście krytycznym. Stworzenie programu który sobie z tym poradzi jest na razie technicznie niewykonalne.

    ——
    Oczywiście tak jest.
    Ale ciemne masy, które wierzą w ocipienie klimatyczne, jeszcze łatwiej uwierzą w pierdoły o „algorytmach”.
    Admin

  5. Boydar said

    Ależ jest, Panie Zerohero, jak najbardziej jest, a nawet są. Wystarczy sprawdzić przepływ gotówki do autora podawanej informacji. Przy obecnej technice, to zajmuje średnio pięć minut. W trudniejszych przypadkach.

    Jest metoda nieco prostsza, ocena komu bezpośrednio lub w drugim dnie służy taka czy inna forma newsa. Tu trzeba mieć wiedzę i rozum.

    I wreszcie trzecia, uwzględniająca w czyich rękach znajdują się środki masowego przekazu. Ponieważ dalszy wywód trąci antysemityzmem, podaruję sobie.

  6. Zerohero said

    Tylko, że to nie jest żaden algorytm oceniania tekstów, ale po prostu chamskie wystawianie certyfikatów koszerności dla konkretnych źródeł. To nie ma nic wspólnego z algorytmiczną analizą tekstów jaka jest sugerowana w tej całej hucpie.

  7. Boydar said

    Jaką znowu „algorytmiczną”, o czym Pan do mnie rozmawia ? Tam jest napisane wyraźnie – te informację dostaną plusa, które zostaną klepnięte przez „uznane źródła”. Wstępna lista tych źródeł została nawet zaprezentowana. I dla Pana to jest algorytm ? Taki sam „algorytm” jak zawsze, od tysięcy lat; Pismo to Pismo, może sobie ewentualnie być, a ostatecznie zdecyduje rabin. Nawet Pan Bóg, jak czegoś nie wie albo nie rozumie to ma przyjść i się zapytać.

  8. Franz said

Sorry, the comment form is closed at this time.