Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Mars napada!

Posted by Marucha w dniu 2017-04-18 (wtorek)

„Oferta” Waszyngtonu dla Korei Północnej brzmi: „otwórzcie się na naszą kolonizację gospodarczą („umowa handlowa”), a w zamian możecie się rozbroić. A jak nie – to was napadniemy”.

Glosujcie na Marsjan, bo jak nie…

Uczciwie trzeba przyznać, że to najhojniejsza propozycja od czasu, gdy Hitler wziął Hachę pod pachę i zabrał na kiełbachę, a Hacha z tej uciechy oddał mu całe Czechy…

Amerykanie od co najmniej dwóch i pół dekady zachowują się, jak sportretowani przez nich samym Marsjanie z filmu Tima Burtona, biegający po świecie i strzelający do wszystkiego, do wtóru okrzyków: „We come in Peace!”.

Obama miał równać się pokój, „bo przecież to typowo amerykański soc-demo-liberał”. Jeszcze wczoraj niektórzy równie uparcie wierzyli, że „Trump = pokój, bo przecież to typowo amerykański paleo-patriota” (zabawne, lecz nadal są tacy, którzy w to wierzą, znowu – jak niektóre postaci wyśmiane w „Marsjanie atakują”).

A tymczasem „typowo amerykańskie” – to są: Wall Street, kompleks wojenno-przemysłowy i skłonności imperialistyczne. Reszta – to dekoracje, jak indyk, botki i goła baba w prześcieradle ze zniczem. Przyglądając się sytuacji geopolitycznej warto też jednak pamiętać, że poprzednie prawdziwie globalne imperium – brytyjskie, zakończyło swe istnienie dzięki całej serii ZWYCIĘSKICH wojen…

Wielki Manitou

Oczywiście, analizując dokładniej i obrazowo mówiąc – to siły, które realizowały swoje interesy ubrane w Zjednoczone Królestwo – po prostu porzuciły wyeksploatowanego nosiciela i cisnęły go na powrót nad ten jego wąski Kanał, samemu przenosząc się do podhodowanego silniejszego organizmu.

W tym sensie Imperium to faktycznie nadal istnieje i obserwujemy tego kolejne skutki. Sam mechanizm jest jednak również faktem. Trudno dobić samą siłę sprawczą, o której myślimy, jednak nawet kolejne zwycięstwa – i tak osłabiają jej nosiciela. Jak większość pasożytów – siła ta nie chce bądź nie umie powstrzymać się przed zniszczeniem własnego narzędzia dla uzyskania bieżącego i intensywniejszego zaspokojenia.

O jakiej sile mówimy i jakiś to znowu spisek wywietrzył kolejny nawiedzony publicysta? Nie w nazwie przecież rzecz. Możemy napisać: „City”, „Wall Street”, „kapitał”, „Żydzi”, „masoneria”, „finansjera”, „Ocean” – a chodzi po prostu o INTERES.

Obserwatorzy polityki brytyjskiej, zwłaszcza z okresu sprzed upowszechnienia praw wyborczych i potrafiący zdobyć się na konieczny dystans do wcale licznych przecież spraw istotnie różniących główne stronnictwa na Wyspach – zawsze wskazywali, że najważniejszym elementem, gwarantującym rozwój, trwanie i bezpieczeństwo Imperium – jest jakaś trudna do zdefiniowania, ale ewidentnie wyczuwalna nić ciągłości, dzięki której kolejne rządy, z różnych partii, wrogie wobec siebie i często nie mogące znać czy nie chcące kontynuować tajnych zamiarów poprzedników – i tak prowadziły Brytanię w tym samym kierunku i ku tym samym celom.

Skoro więc konsekwencja taka dotyczyła polityki jawnej, tę jaką znamy, a więc już objawowej i dokonanej – to jakie procesy zachodzą i jakie siły działały i działają tam, gdzie decyzje są dopiero wykuwane, a kierunki – określane?

Powtórzymy, nie chodzi o jakiś łatwy do nazwania spisek, jakąś królową Elżbietę wychylającą się z chmurki jak na karykaturach Instytutu Schillera. To trochę jak z osławionym Manitou. Pierwotnie nie był to to przecież żaden „Wielki Duch” widziany jako personifikacja, miedzianoskóry Jehowa – ale rodzaj Energii, Siły, Mocy. Podobnie i moc, siła, Interes o którym rozmawiamy – nie musi bynajmniej mieć charakteru „Trójstronnej Komisji Mędrców Syjonu obradującej w Bilderbergu”. Chociaż może…

Sztandar Iwo Jimy

Wracając więc do naszej nie tyle analogii, co ciągłości właśnie amerykańsko-brytyjskiej, napędzanej przez tożsamy Interes, siłę sprawczą, której mniej czy bardziej celowym działaniom zawdzięczamy świat takim, jakim jest obecnie – i jakim będzie w najbliższych dniach, tygodniach, a czy dekadach – to się dopiero okaże.

Jesteśmy skazani na oglądanie skutków decyzji już przecież podjętych, których wszystkich motywów nie znamy oraz domyślanie się procesów, co do których możemy mieć zaledwie mocno powierzchowne przypuszczenia. W przyziemnych, bardzo, a dla Syryjczyków, Afgańczyków i już wkrótce być może Koreańczyków aż za bardzo przy-ziemnych objawach zgaduje się plany ukryte w planach i nazywa blefami wybuchy.

Jak się wydaje, posługujący się tym pojęciem albo nie grali nigdy w pokera, albo zapomnieli co w istocie termin ten oznacza. Dla wyniku rozgrywki nie ma bowiem większego znaczenia, czy blef faktycznie jest blefem – dopóki ktoś nie powie SPRAWDZAM.

W tym też sensie, tak jak dla ostatecznego światowego przesilenia, dla kolejnej, zwycięskiej oczywiście wojenki korzystniejszy wydawał się wybór Hillary Clinton – tak okazuje się, że czynnik ciągłości polityki imperialnej nadal ma znaczenie decydujące. A zatem pozostaje czekać, aż w końcu jakiś hamburgerowy odpowiednik Mountbattena ostatecznie zamknie i ten rozdział.

Bo w walce z pasożytami w ogólnym rozrachunku chodzi przecież o to, by (jeśli nie ma jak ich zlikwidować) nie miały się już gdzie dalej przenosić…

Konrad Rękas
http://chart.neon24.pl

Komentarzy 8 to “Mars napada!”

  1. VA said

  2. aa said

    jest niepowtarzalna okazja skonczyc z tym terrorystom zwanym USA-grzmotnac raz i ostatecznie-Korea Polnocna+Rosja +Chiny moga wykorzystac okazje i wykonczyc skurwieli-sami sie o to prosza
    Polecam obejrzec parade wojskowa KRDL z okazji Dnia slonca
    tylko czy „interesy” pozwola na to?
    Jak nie to powoli rozwala Rosje wewnetrznie-konferencja V kolumny z Chodorowskim=Sorosem w Estoni, nastepnie skorumpuja Chiny i koniec-swiat sie pograzy ostatecznie w gownie

  3. AlexSailor said

    Bardzo dobry artykuł.
    Jakby coś przepływało kolejno przez imperia.
    Sumer, Babilon, Egipt, Grecję, Rzym, Brytanię, Stany, także Imperium Otomańskie.
    Też Prusy, a nawet Szwecję, choć żadne imperia, a jednak.
    Ciekawe gdzie się podział szmal z Hanzy, Niderlandów, Mongołów i Chin.
    Co zostało z kopalni królowej Saby, i jakim cudem Inkowie, Majowe i podobni poddali się garstce ledwo żywych obdartusów.

  4. Władek said

    Tylko fizyczna eliminacja parchatego chazarskiego sqoorwysyństwa ma sens. Jest chazar – jest problem, nie ma chazara – nie ma problemu. Wszystko w temacie.

  5. konfuzjusz said

    Jakby tak słowo tytułowe przeczytać wspak, to by odkodowała się reakcja na sytuację.

  6. Maćko said

    Nie jest konieczna eksterminacja pasozudów. Wystarczyloby konsekwentne wymaganie stosowania zasad etyki :
    szanuj zdrowie kazdego
    szanuj mienie kazdego
    szanuj kazde dane slowo

  7. Boydar said

    Wystarczyło by „nie kłam” !

    … poparte plutonem egzekucyjnym.
    Admin

  8. Boydar said

    W sumie … taaak ! … 🙂

Sorry, the comment form is closed at this time.