Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Sieci najwyższego napięcia

Posted by Marucha w dniu 2017-04-24 (poniedziałek)

ENERGETYKA (04): Stałoprądowe sieci najwyższego napięcia (UHVDC) to szybko narastająca światowa rewolucja w przesyłaniu prądu na duże odległości.

Prąd elektryczny jest najwygodniejszą formą energii w praktycznym użyciu: rozświeca lampy, porusza silniki, wytwarza wysoką temperaturę w piecach i żelazkach, a niską w zamrażarkach i urządzeniach klimatyzacyjnych. Zrozumiała jest więc tendencja, aby na prąd zamieniać wszystkie inne formy pierwszego wytwarzania energii a następnie czerpać z tego źródła dla zaspokajania różnorakich potrzeb.

Powstaje jednak problem transportu tej energii. O ile paliwa kopalne, takie jak węgiel, ropa i gaz mogą być, jeśli to konieczne, przewożone do elektrowni, położonych nawet daleko od kopalń i szybów wydobywczych, to tego, gdzie powstaje energetyka alternatywna ze źródeł odnawialnych – wiatrowa, słoneczna i wodna, już nie można negocjować. Z przyrodą się nie dyskutuje.

Oznacza to, że tę lepszą, czystą postać energii, otrzymywaną bez spalania od razu w formie prądu, trzeba w takiej właśnie formie przesyłać bezpośrednio, z miejsc wytwarzania do miejsc, gdzie jest potrzebna, czyli często na ogromne odległości. Nawet zresztą i paliwa kopalne, a zwłaszcza kłopotliwy i kosztowny w transporcie węgiel, lepiej byłoby spalać bez przewożenia w miejscu wydobycia, a wytworzoną z niego energię przesyłać w formie elektryczności do odległych miejsc jej zużytkowania.

Przesył wielkich ilości prądu na tysiące kilometrów wymaga jednak innej technologii niż obecne sieci oparte na prądzie zmiennym, którymi przesyła się prąd co najwyżej na setki kilometrów w sieciach lokalnych.

W Chinach, Indiach, Brazylii i Europie Zachodniej, a także w amerykańskim stanie Oklahoma, sieci te są obecnie szybko zastępowane tzw. supersieciami prądu stałego. Powstaje nowy rodzaj infrastruktury elektrycznej.

Powszechny dotychczas standard zmiennoprądowy przyjął się w wyniku tzw. „wojny prądów”, która towarzyszyła masowej elektryfikacji na Zachodzie w latach 1880-1900. Kiedy elektryczność płynie kablem jako prąd zmienny (AC) energia oscyluje, czyli ma postać fali. Kiedy płynie jako prąd stały (DC) – nie ma oscylacji.

Obie formy prawie tak samo dobrze sprawdzają się w praktyce, ale czynnikiem, który w XIX wieku zadecydował o wyborze prądu zmiennego był transformator. Pozwala on zwiększyć napięcie AC po jego wytworzeniu, zapewniając bardziej wydajną transmisję na długich dystansach, a następnie zmniejszyć ponownie to napięcie na drugim końcu linii, aby bezpiecznie dostarczyć prąd o niższym napięciu do domów klientów i firm. W tamtym czasie DC nie dawał takich możliwości.

Kiedy się wreszcie pojawiły w latach 1920-ych, w formie zaworu łuku rtęciowego, system zmiennoprądowy był już powszechnie przyjęty. Nawet tyrystor w stanie stałym, kuzyn tranzystora, wynaleziony w latach pięćdziesiątych, nie oferował wielkich korzyści na dystansie dziesiątków lub setek kilometrów, które sieci energetyczne miały spinać.

Zbudowano niektóre wysokonapięciowe linie DC, takie jak np. pod kanałem La Manche, łączące Wielką Brytanię i Francję, ale były one tam uzasadnione szczególnymi okolicznościami. W przypadku linii pod La Manche, przykładowo, przebieg linii AC pod wodą powoduje oddziaływania elektromagnetyczne, co skutkuje rozproszeniem i stratą dużej ilości energii.

Przy odległościach transkontynentalnych bilans przewag odwraca się na korzyść prądu stałego. Gdy napięcie wzrasta, aby pchać prąd dalej, system AC zużywa (a tym samym marnuje) stale zwiększającą się ilość energii w celu przeciskania jej fal przez linię. Prąd stały nie ma tego problemu. Dalekobieżne linie elektryczne DC są również tańsze w budowie. W szczególności koszt stawiania pylonów jest mniejszy, ponieważ każdy kabel DC może przepuszczać znacznie więcej mocy niż równoważny kabel AC.

To prawda, tyrystory są drogie – stacje konwerterowe z tyrystorami, które podnoszą i obniżają napięcie w przypadku linii przesyłowej z Oklahomy do Tennessee, kosztują około 1 miliarda dolarów, czyli dwie piąte całkowitego rachunku projektu. Jednak bardzo wysokie napięcia wymagane dla transkontynentalnej transmisji są najlepiej osiągalne przy prądzie stałym.

Przy całym podnieceniu, jakie towarzyszy budowie tej pierwszej linii UHVDC w USA, Ameryka i tak spóźniła się w tej konkurencji na pociąg. Kraje azjatyckie są już dużo dalej – a w szczególności Chiny. Budowa wielkich linii przesyłowych UHVDC jest tam w trakcie dynamiczniego rozwoju. Decyduje o tym geografia. Trzy czwarte zasobów węgla w Chinach znajduje się w północnej i północno-zachodniej części kraju. Cztery piąte jej elektrowni wodnych znajduje się na południowym zachodzie. Jednocześnie większość mieszkańców tego kraju mieszka na wschodzie, co najmniej 2000 km od tych głównych źródeł energii.

Chińska przygoda z UHVDC zaczęła się w roku 2010 wraz z ukończeniem linii na 800.000 woltów od tamy Xiangjiaba w prowincji Yunnan do Szanghaju. Ma ona pojemność 6.400 MW (co odpowiada średniemu zużyciu energii w Rumunii).

Inna linia – Jinping-Sunan, zakończona w 2013 r., przewadzi 7.200 MW z elektrowni wodnych na rzece Yalong w prowincji Syczuan do prowincji Jiangsu na wybrzeżu. Największa linia w budowie, łączącząca Changji-Guquan, będzie nieść 12 000 MW (połowa średniego zużycia energii w Hiszpanii) na odległość 3,400 km z bogatego w węgiel i wiatr regionu Xinjiang, na północnym zachodzie, do prowincji Anhui na wschodzie. Ta trasa jest tak długa, że​​potrzebne będzie 1,1 m wolt, aby przepchnąć tę ilość prądu do celu.

Chiński boom UHVDC był tak udany, że przedsiębiorstwo 国家电网 [Guójiā diànwǎng] znane także pod banalną nazwą angielską State Grid – monopolistyczna sieć państwowa produkcji energii elektrycznej, które stoi za tymi liniami, wzięło się także za budowy eksportowe. W 2015 r. State Grid wygrało kontrakt na budowę 2,500 km linii w Brazylii, z elektrowni wodnej Belo Monte na rzece Xingu, dopływu Amazonii, do Rio de Janeiro.

W ślady Chin idą również Indie chociaż tam linie produkcyjne są budowane przez europejskie i amerykańskie przedsiębiorstwa – ABB, Siemens i General Electric. Licząca 1.700 km linia North East Agra połączy elektrownie wodne Assamu ze stanem Uttar Pradesz, jednym z najgęściej zaludnionych obszarów kraju. Po zakończeniu budowy i osiągnięciu maksymalnej wydajności, będzie ona przekazywać 6000 megawatów. Na obecnym poziomie zapotrzebowania wystarczy to dla 90 milionów Hindusów (w Uttar Pradesz mieszka 250 mln ludzi).

Druga linia kraju, również obliczona na 6000 MW, prowadzi elektryczność w odległości 1.400 km od elektrowni węglowych w pobliżu Czampy w Czhattisgarh, do Kurukszetra w stanie Harijana po drodze mijając Delhi.

Cenne połączenia międzykontynentalne, takie jak budowane obecnie w Chinach, Brazylii i w Indiach, nie są bynajmniej jedynym pożytkiem z UHVDC. Energia elektryczna to nie jest prąd za nic. Zachowuje się ona zupełnie jak płyn, łącznie z uciekaniem w każdą szparę i wypełnianiem wszystkich luk, jeśli tylko ma szansę. Ta tendencja jest kolejnym powodem, że na długich dystansach trudno jest przypilnować mocy w sieciach AC – ponieważ są one wykonane z wielu połączonych linii.

Linie UHVDC, mimo że są nazywane supersieciami, rzadko są faktycznie sieciami. Przeciwnie, są to raczej grube linie łączące punkt A z punktem B, z których wyciekanie prądu jest niemożliwe. Niektóre firmy spoglądają więc na nie myśląc o tym, że mogłyby posłużyć także do przesyłu energii na stosunkowo krótkich dystansach, podobnie jak na długich.

Jedną z takich firm jest 50Hertz, która obsługuje sieć w północno-wschodnich Niemczech. Prawie połowa mocy której firma tam dostarcza pochodzi ze źródeł odnawialnych, zwłaszcza wiatru. Firma chciałaby przesyłać dużo więcej tej energii na gęściej zaludnione południe Niemiec i do Austrii, ale każda dodatkowa moc, którą wprowadza do własnej sieci, rozprasza się w sąsiednich sieciach polskich i czeskich – co oczywiście wszystkich Niemców irytuje.

50Hertz chce to obejść za pomocą nowej linii UHVDC, uruchomionej we współpracy z innymi operatorami sieci energetycznych w Niemczech. Ta linia, nazwana SuedOstLink włączy się do stacji Meitingen w Bawarii, zastępując moc z wycofanych z eksploatacji południowo-niemieckich elektrowni jądrowych. Boris Schucht, szef 50Hertza, ma jeszcze większe plany niż ten. Mówi, że w ciągu dziesięciu lat UHVDC będzie się rozciągać od północy Szwecji aż do Bawarii. Potem przewiduje rozwój prawdziwej sieci UHVDC w Europie, czyli takiej, w której linie rzeczywiście się ze sobą połączą.

Wymagać to będzie zupełnie nowych, specjalnie zaprojektowanych wyłączników do izolacji uszkodzonych kabli a także nowego przełącznika, aby zarządzać przepływami prądu, które nie tylko przebiegają z punktu A do B. Gdyby udało się to osiągnąć, korzystanie z odnawialnych źródeł energii stałoby się znacznie łatwiejsze.

Kiedy w Niemczech silnie wieje wiatr, ale zapotrzebowanie na wytwarzaną energię elektryczną jest niewielkie (np. w nocy), linia UHVDC może wysłać ją do skandynawskich elektrowni wodnych, aby pompować tam wodę do góry, do zbiorników ponad turbinami. Tam będzie się ją przechowywać jako potencjalną energię elektryczna gotową do uwolnienia w razie potrzeby. Obiekty i urządzenia do magazynowania energii są bowiem równie często niewłaściwie zlokalizowane, tak samo jak same źródła energii odnawialnej. UHVDC pozwali zatem na połączenie generatorów i magazynów, tworząc prawdziwą sieć odnawialnych źródeł energii i wielkich „akumulatorów” wodnych.

W Azji coś podobnego może pojawić się w jeszcze szerszej skali. Do roku 2030 Chińska State Grid planuje utworzyć 23 połączeń UHVDC pomiędzy punktami A i B. Ale chce się poszerzać dalej. W marcu 2016 r. firma ta podpisała memorandum z rosyjską firmą Rosseti, japońską SoftBank i koreańską KEPCO, w którym uzgodniono długoterminowy rozwój azjatyckiej supersieci. Projekt m.in. przewiduje, że energia wiatru z wielkiego Wygwizgowa, jakim jest Syberia i rosyjska Arktyka, byłaby przesyłana do aglomeracji miejskiej Seulu.

Ten projekt przypomina nieudany europejski Desertec, który miał podobne cele. Ale budowę Desertec zaczęto od dachu, z wielką wizją eksportu niewyczerpanych zasobów energii słonecznej z Sahary do Europy. Dzisiejsze pomysły na azjatyckie i europejskie supersieci wynikają z rzeczywistych potrzeb operatorów sieciowych.

Takie projekty – ponadnarodowe i transkontynentalne – niosą ze sobą ryzyka nie tylko technicznej natury. Powierzenie sąsiadowi znacznej części produkcji energii elektrycznej to zainwestowanie ogromnego zaufania w stabilność polityczną i dobrą wiarę tegoż sąsiada. Brak takiego zaufania był w istocie jednym z powodów, dla których Desertec zawiódł. Gdyby jednak można było zaufać, korzyści byłyby ogromne.

Ziemskie pustynie czy to smagane arktycznym wiatrem czy spiekane afrykańskim słońcem mogą, jeśli są odpowiednio podłączone, dostarczać ludziom dużo czystej, taniej energii. Technologie już są. Kwestią jest strategiczny pokój, polityczna wola i trwałe zaufanie. (BJ)

http://jeznach.neon24.pl

 

Komentarzy 31 to “Sieci najwyższego napięcia”

  1. anonim said

    Szkoda że Kadafi z jego słoneczna Libią tego nie dożył…a może właśnie dlatego

  2. matirani said

    Bardzo interesujace.
    Dawno juz pisalem, ze „gruby kabel” laczacy najwieksze pustynie na Ziemi i podlaczony do lokalnych plantacji paneli slonecznych zabezpieczy nasze zapotrzebowanie na energie elektryczna 24h na dobe i za niska cene.
    250x250km byle pustyni okolorównikowej dostaje rocznie od Slonca tyle energii ile cala Ludzkosc potrzebuje. A pustyn na Ziemi nie brak.

  3. elo said

    Ciekawe, trochę mi namieszało w głowie.
    Tekst to pewnie tłumaczenie, bo autor nie uniknął drobnej wpadki w postaci nazwania jednostką zużycia energii MW (jeżeli już to MWh), ale bardzo, bardzo ciekawe.
    Dziękuję i pozdrawiam

  4. Boydar said

    Pobór wyrażony w megawatach na daną chwilę stanowi odzwierciedlenie zapotrzebowania energii zwłaszcza w kontekście zdolności linii przesyłowej; każde mniej nie będzie problemem. To artykuł popularnonaukowy a nie bryk z elektrotechniki.

  5. Moher49 said

    Projekty zrobienia elektrowni z Sahary istnieją już od dawna. Niestety starsi i mądrzejsi dbają o to, aby z Afryki do Europy płynęli nachodźcy a nie prąd.

  6. elo said

    🙂
    Panie Boydar, tak, to nie bryk, ale pojechałeś Pan naukowym językiem.
    Co nie zmienia faktu, że nie wiem po co ta obrona błędu merytorycznego. Ale to nie jest sednem tego artykułu; dla mnie EOT, bo nie zamierzam udowadniać racji za wszelką cenę.

  7. Boydar said

    Nie ma Pan racji a mój język nie jest naukowy. Chyba że kłopotem jest „na daną chwilę”; przyjmuje bowiem pozakontekstowe założenie „teraz i zawsze”. Jeśli zdolne jest raz do przesyłu takiej mocy to będzie również przez godzinę. Co da Panu utęsknioną [MWh].

  8. elo said

    OK, nie będzie EOT, bo wchodzimy z filozofią do nauki technicznej.
    Filozofią za którą Pana Boydara szanuję, ale uważam, że na forum ogólnym trzeba trzymać się uporządkowanej wiedzy.
    Jednostką zużycia energii elektrycznej jest kWh (lub większą MWh). I tylko taka, zostawiając na boku zdolność przesyłową sieci, zapotrzebowanie na energię, etc.
    i tylko o to mi chodzi.
    Cytuję „Ma ona pojemność 6.400 MW (co odpowiada średniemu zużyciu energii w Rumunii)”.
    6400 MW może być zapotrzebowaniem na moc, ale nie pokazywać zużycia. Oczywiście możemy próbować wprowadzać inne reguły, ale po co ludziom mieszać, dla idei chyba sensu brak. Dla racji chyba też, chociaż czasem kusi …

  9. Boydar said

    Pan mimo wszystko nie kuma kontekstu. Artykuł nie odnosi się w swym meritum do zużycia energii, tylko do zdolności przesyłu mocy z wykorzystaniem technologii UHVDC. O energii trudno byłoby nie wspomnieć ale to jest efekt praktyczny a nie mechanizm czy przyczyna. Czy jeśli aktualnie taką magistrala zasilana jest jedna zasrana żarówka, to parametry brzegowe systemu ulegają zmianie ?

  10. Wełna said

    Ad.9.

    Niepotrzebnie broni Pan przegranej sprawy; moc to nie energia, a linie przesyłowe służą tylko i wyłącznie do przesyłania energii.

    „Czy jeśli aktualnie taką magistrala zasilana jest jedna zasrana żarówka, to parametry brzegowe systemu ulegają zmianie ?”
    -NIE – ale system może się sfajczyć gdy obciążymy go dopuszczalna mocą przez dłuższy, niż zaprojektowany, okres czasu.Podanie wielkości mocy nic nie wyjaśnia, dopóki nie będziemy wiedzieć jak długo dana linia jest w stanie te moc przenosić.

  11. Boydar said

    Widzę że Pan Wełna nieco więcej rozumie. To akurat dobrze. Ale wyszedł Pan poza ramy artykułu w sposób znaczący a także również próbuje odkrywać Amerykę. To niedobrze. Czy podejrzewa Pan konstruktorów tego rozwiązania o nieznajomość tematyki ? Czy zdaje Pan sobie sprawę jaki jest współczynnik nadmiarowości w tego typu instalacjach ?

  12. Wełna said

    Kończ Waść..

    Chodziło nam (z Panem Elo) o sprostowanie ewidentnego błędu; jednostką energii jest, w tym przypadku – MWh

  13. Klub Intelignetów Gazety Polskiej said

    Chcielibyśmy aby taka linia połączyła Polskę z Ukrainą na złość Putinowi. Tak nam dyktuje rozum.

  14. Klub Intelignetów Gazety Polskiej said

    @Moher49, 5

    Energia słoneczna jest jeszcze za droga. Starsi i Mądrzejsi mają na tyle dużo za uszami, że nie trzeba ich pociągać do bezpośredniej odpowiedzialności za brak różnych wynalazków.

  15. Zerohero said

    wyżej byłem ja, ale zapomniałem zmienić nick. 🙂 Mam tu zwykle dwa nicki. Normalny i trollujący sekciarzy z GaPola.

  16. Boydar said

    Gów.no prawda; co wyście chcieli to mniej więcej widać, jak koś zorientowany. W temacie prądu trudno będzie komukolwiek mnie wyhaczyć, słowo harcerza.

    Jeznach tego tekstu nie napisał tylko zerżnął; nie wiem skąd i nie jest to dla sprawy istotne. Jest świnią i zawsze był, nie podając źródła. To standardowy agenturalny nawyk. Sformułowanie „… ma ona pojemność 6.400 MW …” jest ewidentnym bykiem tłumaczenia. W najgorszym przypadku powinno być „przepustowość” a dalej „co wystarcza na”, i wtedy wszystko by się zgadzało. A Szanowni Panowie udają że się znają. Zapraszam do Pana Macki na korepetycje, z udawania.

    Polskę z Ukrainą łączy już dawno bardzo podobna linia a chyba nawet dwie. Wprawdzie na AC ale 400 kV też budzi szacunek. Z różnych względów napięcie przesyłu obniżono nieco ale generalnie to poważna magistrala. Zamieszkiwam około pięciuset metrów od jednej takiej.
    Jest także 750 kV ale z tego co piszą nie jest aktualnie używana z braku możliwości synchronizacji 50Hz. Przystosowana jest natomiast do transportu napięć stałych. Poza tym obecnie Ukraina to raczej prądopożeracz niż producent.

  17. kwadrat said

    „Czy jeśli aktualnie taką magistrala zasilana jest jedna zasrana żarówka, to parametry brzegowe systemu ulegają zmianie ?”

    Mowa oczywiście o żarówce marki Osram?

  18. Maćko said

    Elo – ma Pan racje… Pana uwaga z wpisu 3 jest celna. Uklony.

  19. jok said

    „Firma chciałaby przesyłać dużo więcej tej energii na gęściej zaludnione południe Niemiec i do Austrii, ale każda dodatkowa moc, którą wprowadza do własnej sieci, rozprasza się w sąsiednich sieciach polskich i czeskich – co oczywiście wszystkich Niemców irytuje.”.

    Bardzo ciekawe, proniemieckie ujecie, albo może proaustriackie.
    Do tej pory zdawało mi się, ze stworzenie z Niemiec i Austrii wspólnej strefy cenowej – ów „piękny” rozwój rynku, powodujący, że Austria może zamawiać energię z Niemiec bez ograniczeń i dodatkowych kosztów – powodował, jako jeden z głównych czynników, że z północy Niemiec, do Austri i południowych Niemiec szły nieplanowane przepływy energii, zapychające polskie sieci i czeskie. Jedną z przyczyn, jest brak odpowiednich linii północ – południe w tych zamożnych Niemczech, a nabudowało się wiatraków w północnych Niemczech, oj nabudowało.

    Ogólnie – przesuwniki fazowe na granicy pol-niem oraz rozdzielenie, widoczne w perspektywie i właściwie zdecydowane, rozdzielenie stref cenowych Austrii i Niemiec (za czym jest Polska (że się tak górnolotnie wyrażę), i właściwie Niemcy, a przeciwna Austria), spowoduje, ze ma być lepiej.

  20. jok said

    „Jest także 750 kV ale z tego co piszą nie jest aktualnie używana z braku możliwości synchronizacji 50Hz. Przystosowana jest natomiast do transportu napięć stałych. Poza tym obecnie Ukraina to raczej prądopożeracz niż producent.”
    Jest system ruski:)), np. na Ukrainie czy Litwie – z czego Litwa bardzo, ale to bardzo chce uciec, być może naszym kosztem. Musi więc być stacja konwertująca „prąd ruski” na prąd stały i z powrotem na „prąd europejski” czy dotyczyłoby to linii 750 kV *nieczynnej) czy 220 kV (czynnej). Trochę importujemy z Ukrainy, ale najwięcej jednak kablem podmorskim prądu stałego ze Szwecji (tania energia ze wzgledu na „warunki wodne”)….

  21. jok said

    Widziałem na filmie japońskim jak Mechadodzillę „ładowali” energią przesyłaną przez powietrze, jak fale radiowe. I to by było rozwiązanie:))))) , pytanie tylko czy tak przesłana energia (to jednak nie fala radiowa, lecz raczej jak wiązka lasera) przenikałaby przez budynki czy je niszczyła:))

  22. konfuzjusz said

    Czym sie różni ruski prąd od europejskiego?

  23. maasteer said

    A co myślicie o tzw. „wolnej energii” i jej generatorach Keshe co to na monitorku polskim opisują?
    http://www.keshefoundation.org/
    Czy ta teoria w ogóle ma sens i czy ewentualnie może to być powiązane z technologią Nikola Tesli?

    Fakt, że dość długo się o tym rozmawia, ale jeszcze nic z tego konkretnie nie wynikło, nastraja mnie sceptycznie.
    Admin

  24. jok said

    22 – Dobre pytanie:)
    Są: UCTE – Europa środkowo-zachodnia, IPS/UPS – Rosja, kraje okoliczne, m in. – jeszcze – kraje bałtyckie.

    Nie chodzi raczej o różnice częstotliwości czy wysokości napięć, ale raczej o standardy jakościowe (też technika), bezpieczeństwo dostaw, bezpieczeństwo w ogóle, procedury działań i analiz i last but not least – i sprawy polityczne, czy też polityczno-ekonomiczne:).(byłoby to pchanie energii wschodniej na zachód).
    Bezpieczeństwo – jak na połączeniu synchronicznym z Niemcami, mamy nieplanowane przepływy, tzw. kołowe, to czyż nie byłoby tego więcej i mocniej na połączeniu synchronicznym UCTE-IPS?

    Z ciekawości spojrzałem i jakieś mgliste propozycje połączenia systemów ok. 2003, jakieś studia badawcze, opracowania o możliwości połączenia synchronicznego systemów 2008, 2009. Czyli melodia przeszłości i to dość niepewna melodia.

    O systemie IPS: „Traktowany on jest jako niekompatybilny, przy czym określenie to wykracza poza zagadnienia czysto techniczne i obejmuje także bezpieczeństwo jądrowe, ochronę środowiska, realne działanie rynku i związane z nim konkurencję, zagadnienia społeczne itd.(Mozer 2005).”

  25. maasteer said

    Ad 24 Jok
    „Nie chodzi raczej o różnice częstotliwości czy wysokości napięć, ale raczej o standardy jakościowe (też technika),”
    I co to jest ta jakość?

    Ponoć Stalin kiedyś powiedział, że ilość to też jakość!!

  26. revers said

    Jednym slowem powrot do koncepcji Edisona i jego lobby DC , AC Tesla nie taka? jeszcze nadprzedowniki uratowaly by spawe, ale brak materialowych tanich odpowiednikow.

    W wielu miastach pozostaly jeszcze stare rozdzielnie pradu stalego lub pozostalosci.

  27. Boydar said

    Prąd przesyłany przez powietrze, tu przyjmijmy konwencję filmu, nie był „zwyczajnym” prądem tylko tzw. niebieskim. Można powiedzieć że takim, jak wytwarzany w zmodyfikowanym transformatorze Tesli. Dopiero w „odbiorniku terminującym” nabiera pozornie właściwości znanego nam prądu i przekształca się w użyteczną energię – mechaniczną lub cieplną. O zamianie np. na chemiczną nie słyszałem. Zwrócić warto uwagę, że prąd normalny jako taki jest do niczego nie przydatny, oprócz krzesła elektrycznego. Użyteczna jest tylko forma po zamianie. Jeśli uzyskana forma będzie taka sama, jest nam poniekąd obojętne co było „substratem”- niebieski czy normalny, i porównywanie nie ma specjalnego sensu. Dla „niebieskiego” nie obowiązują znane nam ze szkoły (jeśli ktoś chodził) prawa Ohma czy Kirchhoffa, obowiązują inne, jednak również logiczne i bez problemu mieszczące się w szerzej pojętej fizyce.

    Taka jest teoria od co najmniej dwustu lat, a pewnie i dłużej.

  28. revers said

    Iskierka p. Boydar? czy w plazmie ten prad byl by lepszy? na codzien spotyka sie wyladowania atmosferyczne i setki, tysiace amperow w luku elektrycznym, nic tylko lowic burzowe prady elektryczne lub tworzyc sztuczne kondendesatory ladunkow wysoko w powietrzu nie chemitrialsy by potwem wykorzystywac .

  29. Boydar said

    Jeszcze nie wiem, Panie Revers. Wiem natomiast że Pan Bóg to wszystko wymyślił najlepiej jak możliwe. I że będzie dobrze; mamy być tylko uczciwi.

  30. Maćko said

    Reversie – piorun kosztuje tylko pare kopiejek, chlopcy z Lomonosowa to policzyli dla zabawy w latach 70tych. Moc jest spora ( na sekunde liczona ale trwa krócej ) ale energia mizerna. A chembzdety, to bzdety, o czym kazdy wyksztalcony czlowiek powinien wiedziec. Plazme ma pan w kazdej jarzeniówce, jesli dobrze pamietam. Plazma, to tylko zawiesina gazowa atomów które w potracily jeden lub wiecej elektronów z zewnetrznych orbit. Od jarzeniówki do wnetrza gwiazd plazm jest wachlarz i jedna drugiej nierówna.
    Plazma (ang. plasma z gr. πλάσμα plásma „rzecz uformowana, ulepiona, wymyślona” od πλάσσειν, plássein ‚formować; modelować’)[1] – zjonizowana materia o stanie skupienia przypominającym gaz, w którym znaczna część cząstek jest naładowana elektrycznie. Mimo że plazma zawiera swobodne cząstki naładowane (jony i elektrony), to w skali makroskopowej jest elektrycznie obojętna.
    ( definicja wiki po anglijsku jest duzo pelniejsza )
    Zabawki taz moga byc na plazme:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Lampa_plazmowa

  31. jok said

    25 Maaster: Jak uczy „wiki: „Do tej pory zarówno w kraju jak i na świecie nie sprecyzowano ścisłej definicji tego terminu. Najbardziej trafna definicja została zaproponowana przez Advisory Committee on Electromagnetic Compatibility (ACEC) IEC. Brzmi ona następująco
    Jakość energii elektrycznej – to zbiór parametrów opisujących właściwości procesu dostarczania energii do użytkownika w normalnych warunkach pracy, określających ciągłość zasilania (długie i krótkie przerwy w zasilaniu) oraz charakteryzujących napięcie zasilania (wartość, niesymetrię, częstotliwość, kształt przebiegu czasowego).”
    Ilość nie zawsze w jakość:). – sęk np. w rozproszeniu odbiorców: nie liczy się tylko generacja, ale i sieci oraz ich obsługa. Np Tama Trzech Przełomów, jak czytam, to pół lub nieco ponad pół mocy całkowitej zainstalowanej w Polsce i prawie tyle ile Rosja ma zainstalowanych mocy elektrowni jądrowych,, ale trzeba to jeszcze przesłać i to nie powodując blackoutów, czyli awarii. Z kolei Niiemcy samej „energii zielonej” mają zainstalowane o mocy takiej, jak wszystkie polskie elektrownie, ale co zrobić jak przestanie wiać i świecić? (no elektrownia na biomasę (z segmentu zielonych (odnawialnych) zródeł) jest jakimś stabilnym źródłem, ale panel słonec. i wiatrak – co oczywiste – nie).

Sorry, the comment form is closed at this time.