Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Co się działo w Korei w latach 1950 – 53

Posted by Marucha w dniu 2017-04-27 (czwartek)

Sprawa Korei Płn. jest źle przedstawiana w oficjalnej prasie – pisze pani Tiamat. – Chodzi mi o to, że Polacy jak papugi powtarzają amerykańską wersję, a o tym, co działo się w czasie wojny koreańskiej nie mają zielonego pojęcia.


„Global Research” to kanadyjska grupa zbuntowanych intelektualistów, którzy od lat dyskutują o tym, co się działo i dzieje na świecie. Czytam ich regularnie, bo przedstawiają bardzo rzeczowe analizy. Szefem tej grupy jest prof. Michel Chossudovsky, zdaje się z jugosłowiańskiej Macedonii.

Zbrodnie w Korei: Zapomniane zbrodnie wojenne USA i zbrodnie przeciwko ludzkości

W czasie obchodów 70-tej rocznicy bitwy o Atlantyk, w Quebec City, minister ds wojennych weteranów Steven Blaney odpowiedział na pytanie o poświęceniu kanadyjskich żołnierzy: „Nie byłoby Gangam Style, gdyby nie poświęcenie kanadyjskich żołnierzy i członków ONZ, którzy zwalczyli komunizm”.

I o ile podoba mi się południowo-koreański przebój Psy’a, to jednak stwierdzenie ministra Blaney’a, że ‚opłaciło się’ wziąć udział w jednej z najbardziej brutalnych i najmniej zrozumiałych wojen XX wieku – jest naciągane.

Po opanowaniu Chin przez komunistów w 1949 roku próbowały Stany Zjednoczone okrążyć kraj. Stany popierały Czang Kaj-szeka na Tajwanie, budowały bazy militarne w Japonii i popierały prawicowego dyktatora w Tajlandii.

Jednym z głównych zadań Waszyngtonu w Wietnamie było „ustanowienie pro-zachodniego państwa na południowych granicach Chin”. Sukces nacjonalistycznej rewolucji chińskiej doprowadził do wojny koreańskiej, w której brało udział 6 kanadyjskich okrętów wojennych i 27 tysięcy Kanadyjczyków. Wojna zostawiła po sobie 4 miliony ofiar śmiertelnych.

Pod koniec II wojny światowej Sowieci okupowali północną część Korei przy rosyjskiej granicy. Południowa część kraju była pod kontrolą USA.

W jakiś rok okupowania kraju przyszła wiadomość, przekazana do Kanady przez Ralfa Collinsa i Herberta Normana, a była prywatna percepcja amerykańskich oficjeli: „Nie ma żadnego dowodu na to, że istnieją w ogóle trzy bataliony koreańskich żołnierzy trenowanych przez Rosjan i to pomimo rozpuszczanych wieści przy każdej okazji,… ale jest ewidentne poparcie ludności dla Rosjan w Korei Północnej i Rosjanie mają rację, że krytykują okrutne zachowanie amerykańskich żołnierzy wobec ludności cywilnej, ale jakoś ta sytuacja się poprawia. To prawda, że wojskowy rząd okupacyjny stosował represje wobec grup lewicowych, a jakiekolwiek propozycje wprowadzenia ustawy o złagodzeniu terroru były stanowczo odrzucane”.

Noam Chomsky podaje bardziej dramatyczny opis sytuacji: „Kiedy wojska amerykańskie wkroczyły do Korei w 1945 roku, rozpędziły popularny rząd lokalny, który składał się głównie z antyfaszystów, którzy stawiali opór Japończykom. Amerykanie rozpoczęli krwawe represje, używając faszystowskiej policji japońskiej i Koreańczyków – kolaborantów z czasów japońskiej okupacji. Około 100 tysięcy ludzi bestialsko zamordowano w Południowej Korei, zanim rozpoczęła się tzw. wojna koreańska, łącznie z 30 – 40 tysiącami zabitych w czasie buntu wieśniaków w małym regionie wyspy Cheju”.

W przeciwieństwie do pozycji, jaką zajmowały Stany w stosunku do Japonii i Niemiec, Waszyngton chciał, by ONZ – zdominowany przez Zachód – przejął kontrolę nad Koreą w 1947 roku. Sowieci protestowali, powołując się na to, że międzynarodowa organizacja nie ma jurysdykcji nad procesami zachodzącymi po II wojnie światowej (tak jak np. Stany Zjednoczone tłumaczyły konieczność amerykańskiej kontroli powojennych Niemiec i Japonii).

Zamiast kontroli ONZ, Moskwa proponowała wycofanie się wszystkich obcych wojsk z Korei do stycznia 1948 roku. Amerykanie po cichu załatwili w ONZ, przekonując państwa członkowskie, że należy stworzyć Tymczasową Komisję ONZ d/s Korei (UNTCOK). Kanada przyłączyła się do tej komisji, mimo że premier Mackenzie King prywatnie zwierzył się, że „Stany próbują z tej komisji stworzyć własne ramię zbrojne, chroniące wyłącznie interesy USA”.

Wybory, sponsorowane przez ONZ w Korei Południowej doprowadziły do długoletniego podziału kraju, a udział Kanady w tym konflikcie – do nieprawdopodobnych tragedii.

10 maja 1948 roku południowa część Korei przeprowadziła wybory wspierane przez UNTCOK. W czasie kampanii wyborczej lewicowe partie były bardzo prześladowane, bo chodziło o „wyrzucenie komunistów z Południa”. Partie lewicowe odmówiły udziału w wyborach kompletnie manipulowanych, co doprowadziło do powstania na wyspie Cheju, na południowym wybrzeżu. To powstanie było krwawo stłumione.

Po wyborach Kanada była jednym z pierwszych państw, które uznały Republikę Korei Południowej, co zalegalizowało podział kraju. Minister spraw zagranicznych Lester Pearson wysłał późniejszemu prezydentowi Korei Płd. Syngmanowi Rhee notkę, że rząd Kanady w pełni uznaje Republikę Korei jako niezależne, suwerenne państwo z jurysdykcją na obszarze, na którym odbyły się 10 maja 1948 roku wolne wybory pod auspicjami Tymczasowej Komisji Narodów Zjednoczonych.

W kompletnym przeciwieństwie Ottawa odmówiła uznania Północy, gdzie też odbyły się wybory. Kanada odmówiła również uwzględnienia raportów z wyborów na Północy w komisji UNTCOK.

Bo według Pearsona Południe przeprowadziło ‚wolne wybory’, natomiast wybory na Północy „nie miały demokratycznego charakteru”. Pearson zmienił zdanie, gdy przestał być premierem i oto, co miał do powiedzenia: „Rząd Rheesa był równie represyjny jak rządy dyktatorskie Północy. A nawet – w wielu przypadkach – bardziej represyjny”.

Oficjalna wersja mówi, że wojna Koreańska zaczęła się gdy popierana przez Sowietów Północ napadła na Południe 25 czerwca 1950 roku. I wtedy USA przyszły Południowcom na pomoc. Podobnie kłamliwie zresztą USA tłumaczą inne swoje napady, a amerykańska wersja wojny koreańskiej jest całkowicie fałszywa i ma duże luki.

Raport „Korea: Division, Reunification, and US foreign Policy” stwierdza: „Najlepszym wytłumaczeniem tego, co się stało 25 czerwca jest fakt, że Syngman Rhee celowo rozpoczął walkę i oskarżył skutecznie Północną Koreę o atak. Korea Północna była przygotowana na te prowokacje; skorzystała z ataku i bez żadnego poparcia Związku Radzieckiego uderzyła na Południe i zajęła Seul. I wtedy nastąpiła krwawa interwencja USA”.

Kanada pierwsza rzuciła się do pomocy Stanom: dołączyła do ONZ-owskich sil pokojowych i zrobiła to na polecenie USA. Wojska USA najpierw zaczęły wojnę w Korei i dopiero potem Waszyngton zmusił ONZ do poparcia Stanów Zjednoczonych w ataku na Koreę – a nie na odwrót. Rezolucja ONZ, która poparła militarną interwencję USA, określała to jako „zjednoczone siły pod dowództwem Stanów Zjednoczonych”.

Nieprawdopodobne! Siły Narodów Zjednoczonych były pod amerykańskim dowództwem gen. Douglasa MacArthura, mimo że on nie podlegał pod zarząd ONZ. Kanadyjski minister obrony Brooke Claxton przyznał później, że „amerykańskie dowództwo miało kłopoty z wydawaniem rozkazów jednostkom wojskowym różnych państw zarówno Wspólnoty Brytyjskiej, jak i innych narodów niezwiązanych z USA”.

Po napadzie Amerykanów na Koreę Kanada natychmiast wysłała trzy okręty. Kiedy się okazało, że USA ma szansę przegrać, Kanada wysłała tysiące żołnierzy z armii lądowej prosto w sam środek okrutnego konfliktu. Dwa miliony ludności cywilnej, pół miliona żołnierzy północno-koreańskich, milion chińskich żołnierzy, milion cywilów Południowej Korei, 10 tysięcy żołnierzy Korei południowej i 95 tysięcy żołnierzy ONZ, w tym 516 Kanadyjczyków, poległo w tej wojnie.

Walki naziemne były okropne, podobnie jak ataki sił powietrznych ONZ. Amerykański generał Mac Artur rozkazał swoim bombowcom zniszczyć wszystkie środki komunikacji i każdą instalację i fabrykę, ‚wieś i miasto’ w Korei północnej, oprócz hydroelektrowni i miasta Raszin, które sąsiadowało z Chinami i Związkiem Radzieckim.

Dziennikarz z New York Times’a George Barret opisał scenę z wioski w Korei Północnej po napadzie ONZ-owskich wojsk w lutym 1951 roku. „Trzy dni temu na wioskę zrzucono bomby z napalmem; właśnie wtedy, gdy Chińczycy następowali, i nie można było grzebać zmarłych, bo nie było nikogo, kto mógłby zająć się pochówkiem”.

Ten dziennikarz spotkał jedną starszą kobietę, jedyną istotę, która przeżyła; w wypalonym ogrodzie wieszała pranie na sznurku, a obok leżały cztery trupy najbliższych członków jej rodziny. W całej wiosce i na polach zaskoczeni bombardowaniem mieszkańcy zastygli w pozycjach, w jakich ich złapał atak napalmu: mężczyzna, który próbował wsiąść na rower, 50 sierot, które bawiły się na podwórku sierocińca, kobieta trzymająca w ręku katalog Sears Roebuck z nalepka: ‚pocztowe zamówienie nr 3,811, 294 za $2.98’, zapatrzona w podomkę na obrazku koloru koralowego. Chyba ze 200 osób zostało zamordowanych w tej jednej malej wiosce.

Żołnierze kanadyjscy oczerniali ‚żółtą hordę’ Korei Północnej i chińskich ‚chinks’, z którymi walczyli. Jeden kanadyjski pułkownik napisał, jak ważne jest, by zająć wszystkie możliwe punkty obrony, żeby „wybić do nogi hordy, które próbowały się ratować”. A pewna pro-militarna książka cynicznie opisuje, jak niektórzy żołnierze pozwolili, żeby ich zachodnie uprzedzenia rozwinęły się w otwartą nienawiść do narodu koreańskiego.

‚Zimnowojenna Kanada’ opisuje nieprawdopodobne okrucieństwa, rozpętane przez wojska ONZ w Korei: „Bestialskie metody mordowania ludności cywilnej, stosowane przez Narody Zjednoczone – naloty dywanowe na miasta Korei Północnej, zniszczenie tam na rzekach i odcięcie dostaw żywności i niekończące się bombardowania, bardziej intensywne niż w całej drugiej wojnie światowej. W pewnym momencie Amerykanie zarzucili bombardowanie celów na Północy, gdy wywiad im doniósł, że już w całym kraju nie ma więcej wielopiętrowych budynków do bombardowania”.

Ogólna ilość zabitych: około 4 miliony, z tego 3 miliony pomordowanych stanowiła ludność cywilna (co czwarty obywatel obu Korei). To nawet dla ówczesnego świata, który właśnie otrząsał się z ogromnych zniszczeń II wojny światowej, w porównaniu z Europą Korea była piekłem stworzonym przez człowieka i ta wojna stoi na czele największych zbrodni wojennych XX wieku. Ale – zdaniem konserwatywnego rządu – warto było. Bo przecież Korea wzbogaciła nasz język o zwrot ‚Gangnam style’ (‚styl Gannamu’).

Ostatnio wydana książka, napisana przez Yves Englera: „The Ugly Canadian: Steven Harper’s Foreign policy” („Wstrętny Kanadyjczyk: Polityka zagraniczna Stephena Harpera”).

The Korean Atrocity: Forgotten US War Crimes and Crimes against Humanity | Global Research – Centre for Research on Globalization, http://www.globalresearch.ca/the-korean-atrocity-forgotten-us-war-crimes-and-crimes-against-humanity/5335525

Przetłumaczyła: Tiamat

* * *

O zbrodniach wojennych USA w Korei Północnej w latach 1950 – 53 opowiada też (w języku niemieckim) poniższy film – wideo:

Film ten będzie przetłumaczony (w skrócie) na język polski (ZB).

http://zygumntbalas.neon24.pl

komentarzy 11 to “Co się działo w Korei w latach 1950 – 53”

  1. Siekiera_Motyka said

    Brawo Gajowy !!!!!

  2. Siekiera_Motyka said

    Więcej dobrych wiadomości,

    „Trump, o którym się pisze że nie czyta, więc prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z krótkiej oceny Carl Sagana na temat broni atomowej, że nie jest to jedyny niewyobrażalny holokaust konfrontacji nuklearnej, ale o otępionej, pozbawionej głupoty głupoty:

    „Wyścig uzbrojenia jądrowego jest podobny do dwóch zaprzysięgłych wrogów stojących pod pas w benzynie, jeden z trzema zapałkami, drugi z pięcioma”.

    Trump, it is reported, does not read so is probably unaware of Carl Sagan’s succinct assessment of not alone the unimaginable holocaust of nuclear confrontation, but of the demented, unhinged stupidity:

    “The nuclear arms race is like two sworn enemies standing waist deep in gasoline, one with three matches, the other with five.”

  3. WI42 said

    Super ciekawy raport AP (Associated Press), który był dostępny na internecie b. krótrko, potem link nie działał. Przezornie skopiowałem:

    By CHARLES J. HANLEY and JAE-SOON CHANG, Associated Press Writers 1 hour, 15 minutes ago
    DAEJEON, South Korea – Grave by mass grave, South Korea is unearthing the skeletons and buried truths of a cold-blooded slaughter from early in the Korean War, when this nation’s U.S.-backed regime killed untold thousands of leftists and hapless peasants in a summer of terror in 1950.
    With U.S. military officers sometimes present, and as North Korean invaders pushed down the peninsula, the southern army and police emptied South Korean prisons, lined up detainees and shot them in the head, dumping the bodies into hastily dug trenches. Others were thrown into abandoned mines or into the sea. Women and children were among those killed. Many victims never faced charges or trial.
    The mass executions — intended to keep possible southern leftists from reinforcing the northerners — were carried out over mere weeks and were largely hidden from history for a half-century. They were „the most tragic and brutal chapter of the Korean War,” said historian Kim Dong-choon, a member of a 2-year-old government commission investigating the killings.
    Hundreds of sets of remains have been uncovered so far, but researchers say they are only a tiny fraction of the deaths. The commission estimates at least 100,000 people were executed, in a South Korean population of 20 million.
    That estimate is based on projections from local surveys and is „very conservative,” said Kim. The true toll may be twice that or more, he told The Associated Press.
    In addition, thousands of South Koreans who allegedly collaborated with the communist occupation were slain by southern forces later in 1950, and the invaders staged their own executions of rightists.
    Through the postwar decades of South Korean right-wing dictatorships, victims’ fearful families kept silent about that blood-soaked summer. American military reports of the South Korean slaughter were stamped „secret” and filed away in Washington. Communist accounts were dismissed as lies.
    Only since the 1990s, and South Korea’s democratization, has the truth begun to seep out.
    In 2002, a typhoon’s fury uncovered one mass grave. Another was found by a television news team that broke into a sealed mine. Further corroboration comes from a trickle of declassified U.S. military documents, including U.S. Army photographs of a mass killing outside this central South Korean city.
    Now Kim’s Truth and Reconciliation Commission has added government authority to the work of scattered researchers, family members and journalists trying to peel away the long-running cover-up. The commissioners have the help of a handful of remorseful old men.
    „Even now, I feel guilty that I pulled the trigger,” said Lee Joon-young, 83, one of the executioners in a secluded valley near Daejeon in early July 1950.
    The retired prison guard told the AP he knew that many of those shot and buried en masse were ordinary convicts or illiterate peasants wrongly ensnared in roundups of supposed communist sympathizers. They didn’t deserve to die, he said. They „knew nothing about communism.”
    The 17 investigators of the commission’s subcommittee on „mass civilian sacrifice,” led by Kim, have been dealing with petitions from more than 7,000 South Koreans, involving some 1,200 alleged incidents — not just mass planned executions, but also 215 cases in which the U.S. military is accused of the indiscriminate killing of South Korean civilians in 1950-51, usually in air attacks.
    The commission last year excavated sites at four of an estimated 150 mass graves around the country, recovering remains of more than 400 people. Working deliberately, matching documents to eyewitness and survivor testimony, it has officially confirmed two large-scale executions — at a warehouse in the central South Korean county of Cheongwon, and at Ulsan on the southeast coast.
    In January, then-President Roh Moo-hyun, under whose liberal leadership the commission was established, formally apologized for the more than 870 deaths confirmed at Ulsan, calling them „illegal acts the then-state authority committed.”
    The commission, with no power to compel testimony or prosecute, faces daunting tasks both in verifying events and identifying victims, and in tracing a chain of responsibility. Under Roh’s conservative successor, Lee Myung-bak, whose party is seen as democratic heir to the old autocratic right wing, the commission may find less budgetary and political support.
    The roots of the summer 1950 bloodbath lie in the U.S.-Soviet division of Japan’s former Korea colony in 1945, which precipitated north-south turmoil and eventual war.
    In the late 1940s, President Syngman Rhee’s U.S.-installed rightist regime crushed leftist political activity in South Korea, including a guerrilla uprising inspired by the communists ruling the north. By 1950, southern jails were packed with up to 30,000 political prisoners.
    The southern government, meanwhile, also created the National Guidance League, a „re-education” organization for recanting leftists and others suspected of communist leanings. Historians say officials met membership quotas by pressuring peasants into signing up with promises of rice rations or other benefits. By 1950, more than 300,000 people were on the league’s rolls, organizers said.
    North Korean invaders seized Seoul, the southern capital, in late June 1950 and freed thousands of prisoners, who rallied to the northern cause. Southern authorities, in full retreat with their U.S. military advisers, ordered National Guidance League members in areas they controlled to report to the police, who detained them. Soon after, commission researchers say, the organized mass executions of people regarded as potential collaborators began — „bad security risks,” as a police official described the detainees at the time.
    The declassified record of U.S. documents shows an ambivalent American attitude toward the killings. American diplomats that summer urged restraint on southern officials — to no obvious effect — but a State Department cable that fall said overall commander Gen. Douglas MacArthur viewed the executions as a Korean „internal matter,” even though he controlled South Korea’s military.
    Ninety miles south of Seoul, here in the narrow, peaceful valley of Sannae, truckloads of prisoners were brought in from Daejeon Prison and elsewhere day after day in July 1950, as the North Koreans bore down on the city.
    The American photos, taken by an Army major and kept classified for a half-century, show the macabre sequence of events.
    White-clad detainees — bent, submissive, with hands bound — were thrown down prone, jammed side by side, on the edge of a long trench. South Korean military and national policemen then stepped up behind, pointed their rifles at the backs of their heads and fired. The bodies were tipped into the trench.
    Trembling policemen — „they hadn’t shot anyone before” — were sometimes off-target, leaving men wounded but alive, Lee said. He and others were ordered to check for wounded and finish them off.
    Evidence indicates South Korean executioners killed between 3,000 and 7,000 here, said commissioner Kim. A half-dozen trenches, each up to 150 yards long and full of bodies, extended over an area almost a mile long, said Kim Chong-hyun, 70, chairman of a group of bereaved families campaigning for disclosure and compensation for the Daejeon killings. His father, accused but never convicted of militant leftist activity, was one victim.
    Another was Yeo Tae-ku’s father, whose wife and mother searched for him afterward.
    „Bodies were just piled upon each other,” said Yeo, 59, remembering his mother’s description. „Arms would come off when they turned them over.” The desperate women never found him, and the mass graves were quickly covered over, as were others in isolated spots up and down this mountainous peninsula, to be officially „forgotten.”
    When British communist journalist Alan Winnington entered Daejeon that summer with North Korean troops and visited the site, writing of „waxy dead hands and feet (that) stick through the soil,” his reports in the Daily Worker were denounced as „fabrication” by the U.S. Embassy in London. American military accounts focused instead on North Korean reprisal killings that followed in Daejeon.
    But CIA and U.S. military intelligence documents circulating even before the Winnington report, classified „secret” and since declassified, told of the executions by the South Koreans. Lt. Col. Bob Edwards, U.S. Embassy military attache in South Korea, wrote in conveying the Daejeon photos to Army intelligence in Washington that he believed nationwide „thousands of political prisoners were executed within (a) few weeks” by the South Koreans.
    Another glimpse of the carnage appeared in an unofficial U.S. source, an obscure memoir self-published in 1981 by the late Donald Nichols, a U.S. Air Force intelligence officer, who told of witnessing „the unforgettable massacre of approximately 1,800 at Suwon,” 20 miles south of Seoul.
    Such reports lend credibility to a captured North Korean document from Aug. 2, 1950, eventually declassified by Washington, which spoke of mass executions in 12 South Korean cities, including 1,000 killed in Suwon and 4,000 in Daejeon.
    That early, incomplete North Korean report couldn’t include those executed in territory still held by the southerners. Up to 10,000 were killed in the city of Busan alone, a South Korean lawmaker, Park Chan-hyun, estimated in 1960.
    His investigation came during a 12-month democratic interlude between the overthrow of Rhee and a government takeover by Maj. Gen. Park Chung-hee’s authoritarian military, which quickly arrested many then probing for the hidden story of 1950.
    Kim said his projection of at least 100,000 dead is based in part on extrapolating from a survey by non-governmental organizations in one province, Busan’s South Gyeongsang, which estimated 25,000 killed there. And initial evidence suggests most of the National Guidance League’s 300,000 members were killed, he said.
    Commission investigators agree with the late Lt. Col. Edwards’ note to Washington in 1950, that „orders for execution undoubtedly came from the top,” that is, President Rhee, who died in 1965.
    But any documentary proof of that may have been destroyed, just as the facts of the mass killings themselves were buried. In 1953, after the war ended in stalemate, after the deaths of at least 2 million people, half or more of them civilians, a U.S. Army war crimes report attributed all summary executions here in Daejeon to the „murderous barbarism” of North Koreans.
    Such myths survived a half-century, in part because those who knew the truth were cowed into silence.
    „My mother destroyed all pictures of my father, for fear the family would get an image as leftists,” said Koh Chung-ryol, 57, who is convinced her 29-year-old father was innocent of wrongdoing when picked up in a broad police sweep here, to die in Sannae valley.
    „My mother tried hard to get rid of anything about her husband,” she said. „She suffered unspeakable pain.”
    Even educated South Koreans remained ignorant of their country’s past. As a young researcher in the late 1980s, Yonsei University’s Park Myung-lim, today a leading Korean War historian, was deeply shaken as he sought out confidential accounts of those days from ordinary Koreans.
    „I cried,” he said. „I felt, ‚Oh, my goodness. Oh, Jesus. This was my country? It was true?'”
    The Truth and Reconciliation Commission can recommend but not award compensation for lost and ruined lives, nor can it bring surviving perpetrators to justice. „Our investigative power is so meager,” commission President Ahn Byung-ook told the AP.
    His immediate concern is resources. „The current government isn’t friendly toward us, and so we’re concerned that the budget may be cut next year,” he said.
    South Korean conservatives complain the „truth” campaign will only reopen old wounds from a time when, even at the village level, leftists and rightists carried out bloody reprisals against each other.
    The life of the commission — with a staff of 240 and annual budget of $19 million — is guaranteed by law until at least 2010, when it will issue a final, comprehensive report.
    Later this spring and summer its teams will resume digging at mass grave sites. Thus far, it has verified 16 incidents of 1950-51 — not just large-scale detainee killings, but also such events as a South Korean battalion’s cold-blooded killing of 187 men, women and children at Kochang village, supposed sympathizers with leftist guerrillas.
    By exposing the truth of such episodes, „we hope to heal the trauma and pain of the bereaved families,” the commission says. It also wants to educate people, „not just in Korea, but throughout the international community,” to the reality of that long-ago conflict, to „prevent such a tragic war from reoccurring in the future.”
    ___
    Associated Press investigative researcher Randy Herschaft in New York contributed to this report.

  4. Siekiera_Motyka said

    Ad. 3 – Ta historia jest bardzo dobrze „zakopana” w USraelu. Bardzo dobrze !!!! Jeżeli podejmie się dyskusje na ten temat u nich, nawet z ludźmi powyżej 50-tki, i nie po linii „oficjalnej”, to oczy pokazują że nie ma sensu dalej dyskutować. O wiele „świeże tematy” powodują ostre reakcje.

  5. Marcin said

    ONZ- listek figowy aby przykrywać amerykańskiego obrzezucha ze spuchniętymi jajami.

  6. Siekiera_Motyka said

    Ad. 3 – Pod tym linkiem widzę datę tego artykułu.

    SOURCE: Japan Focus
    7-23-08
    Charles J. Hanley & Jae-Soon Chang: Summer of Terror … The massacre of 100,000 by South Korea
    Roundup: Talking About History

    http://historynewsnetwork.org/article/52667

    Jestem prawie pewny ze Pol. Korea ma Amerykanów dosyć, tak samo jak Japonia.

    Dziękuje za Pan wpis bo pomaga mi jeszcze lepiej zrozumieć co do cholery Amerykanie tam robili. Znam nastawienia „amerykanów” w stosunku to ludzi z krajów Azjatyckich w latach 70’s i dalej co wyjaśnia ich bestialskie zachowanie w tym kraju. Ma ono ten sam poziom co było i pewnie jest dalej w stosunku do czarnych. Na temat Polaków jest tylko trochę lepiej.

  7. Marta1973 said

    Pan Gajowy na starsze lata zaczął tworzyć swoją wersję historii 🙂

    Nie pozostaje nic innego, jak czekać na okolicznościowy artykuł z okazji setnej rocznicy wiadomej „Rewolucji”. Bo usprawiedliwienia agresji z 17 września 1939 roku już w „Gajówce” się pojawiały i były tolerowane.

  8. Boydar said

    Produkując takie komentarze to Pani Marta nie doczeka, za żadne piniądze.

  9. WI42 said

    #7M
    Co ma piernik do wiatraka – Korea i 17.IX? – czy Marta zna tylko jedno wydarzenie historyczne?

  10. Boydar said

    Jedna komórka – jedno wydarzenie. Normalne i prawidłowe.

  11. Władek said

    Brawo za świetny artykuł!

    Żydowinkę prawda w oczy kole. A kysz na upadlinę!

Sorry, the comment form is closed at this time.