Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Prawdziwa chwała Franciszka i Hiacynty

Posted by Marucha w dniu 2017-05-13 (sobota)

Franciszek i Hiacynta Marto. Attributed to Joshua Benoliel [Public domain], via Wikimedia Commons

13 maja, w setną rocznicę objawienia się Najświętszej Maryi Panny w portugalskiej Fatimie trójce pastuszków, dwójka z dzieci – błogosławiony Franciszek Marto oraz jego siostra błogosławiona Hiacynta Marto zostali kanonizowani.

Oboje, w przeciwieństwie do trzeciego z fatimskich dzieci – ich kuzynki Łucji dos Santos – zmarli w bardzo młodym wieku. Wszystkich Pan Bóg obdarzył niezwykłymi łaskami.

„Mam nadzieję, że Bóg dla chwały Najświętszej Dziewicy przyzna jej [Hiacyncie] aureolę świętości. Była tylko kilkuletnim dzieckiem, ale umiała już praktykować cnoty i okazywać Bogu oraz Najświętszej Dziewicy swoją miłość przez liczne ofiary i wyrzeczenia… Jest godne podziwu, jak dobrze rozumiała ducha modlitwy i poświęcenia, które Najświętsza Dziewica nam zaleciła… Przez te i inne niezliczone [fakty], zachowuję dla niej wielki szacunek, jak dla świętej” (Słowa s. Łucji o Hiacyncie).

Hiacynta i jej brat Franciszek są dwojgiem najmłodszych błogosławionych niemęczenników w historii Kościoła. Czy było możliwe, by dzieci, które oddały dusze Panu – jedno nie skończywszy 10, a drugie – 11 lat, mogły praktykować trzy cnoty Boskie i cztery cnoty kardynalne w takim stopniu, aby zostać wyniesionymi na ołtarze?

Z powodu tych wątpliwości „przez sześć miesięcy osiemnastu znawców tematu zastanawiało się nad życiem dwojga dzieciątek i oddało swój pozytywny głos na piśmie do Kongregacji do Spraw Świętych”.

Franciszek: duch niewinny, prosty i rozważny.

Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci Manuela Piotra Marto, zwanego Ti Marto, męża Olimpii de Jesus Santos, urodziły się w wiosce Aljustrel, leżącej w gminie Fatima. Ti Marto mówił o swoim najmłodszym synu: Franciszek był krzepki. Miał dobre zdrowie; przepowiadaliśmy więc, że będzie energiczny, silny i śmiały. Był bardziej odważny i opanowany niż jego siostrzyczka. Nie był ani trochę bojaźliwy.

Jak wszystkie dzieci, Franciszek miał swoje małe wady. Według relacji Ti Marto: Pewnej nocy, kiedy nie chciał pójść na modlitwę, poszedłem w miejsce gdzie się schował. Kiedy zobaczył, że zbliżam się do niego, wykrzyknął natychmiast: „Ach, mój dobry ojcze!”. I zaraz udał się na modlitwę. Ale, jak wyjaśnił ojciec: To było przed objawieniem Matki Boskiej, bo później to się nie zdarzyło, raczej to oni [Franciszek i Hiacynta] nawoływali nas, żebyśmy przychodzili odmawiać Różaniec.

Jednakże sam ojciec przyznał, że Franciszek był potulny i wzorowo posłuszny. Nie kłócił się z nikim. A Łucja dodała: Ja sama nie bardzo go lubiłam, ponieważ jego pokojowy temperament kontrastował z moją nadmierną żywotnością.

Chłopiec był bardzo niewinny i miał wrażliwe sumienie. Kiedy pewnego ranka jego matka zasugerowała mu, żeby wykorzystał nieobecność matki chrzestnej i poszedł paść owce na jej pole, on odpowiedział, że tego nie zrobi. Gdy matka wymierzyła mu policzek, zapytał z godnością: A więc to moja matka uczy mnie kraść? I poszedł na pastwisko dopiero, kiedy otrzymał pozwolenie od matki chrzestnej.

Artystyczna dusza Franciszka zachwycała się pięknem stworzenia: rozgwieżdżonym niebem, strumykami, kwiatami, a przede wszystkim słońcem, które było dla niego symbolem mocy Boga. Taki był Franciszek przed objawieniami: niewinny, powściągliwy, prostoduszny, ale być może trochę zbyt ustępliwy, co nie przeszkodziło, żeby został litościwie wybrany na powiernika Matki Bożej.

Hiacynta: temperament wrażliwy, prostota ducha.

Hiacynta, według Łucji, była przeciwieństwem Franciszka. Jak wspominał ze wzruszeniem Ti Marto: Była zawsze bardzo spokojniutka. Jeszcze jako niemowlę zawsze przystawała na wszystko. Jeśli była głodna, dawała znak, popłakując przez chwilę, a później była już spokojna. Nic jej nie przeszkadzało. Była jak dar z Nieba.

Hiacynta była wyjątkowo wrażliwa. Zdaniem Łucji „już w wieku mniej więcej pięciu lat słysząc opowiadanie o cierpieniach Naszego Boskiego Zbawiciela, rozczulała się i płakała. Tak jak jej brat Franciszek, a być może nawet bardziej niż on, Hiacynta miała duszę szlachetną, delikatną i uczuciową. Hiacynta kochała kwiaty. Jedną z jej ulubionych rozrywek było ich zbieranie na pastwisku. – Biedaczek Nasz Pan – szeptała – ja nie popełnię nigdy żadnego grzechu, nie chcę, żeby Jezus już więcej cierpiał”.

Kochała księżyc, lampę Matki Boskiej, bardziej niż słońce, „bo nie wyrządza krzywdy wzrokowi”; a kiedy księżyc był w pełni, biegła przekazać dobrą nowinę: – Mamo, tam przybywa Mateczka z Nieba!

Czy ten aniołek nie miał wad? Być może niewielkie. Łucja mówiła, że będąc najmłodszą w licznej rodzinie, Hiacynta została trochę rozpieszczona. Dlatego czasami, kiedy sprzeczano się z nią, dąsała się. I aby zgodziła się wrócić do zabawy, trzeba było pozwolić jej wybrać nie tylko zabawę, ale też partnera. Tak oto ta dusza, mająca w sobie tak wiele anielskiej niewinności, była przeznaczona przez Łaskę Boską do przyjęcia wizyt niebiańskich.

Objawienia skłaniają dusze dziecięce ku świętości

Wiosną 1916 roku życie trojga wesołych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie 9, 8 i 6 lat miało ulec nagłej przemianie.

– Serca Jezusa i Maryi zważają na głos waszych błagań – powiedział im Anioł Portugalii, Anioł Pokoju. – Składajcie nieustannie Najwyższemu ofiary i módlcie się. To jest program świętości, kierowany jedynie do prawdziwie bliskich Bogu.

Troje portugalskich dzieci wypełniło go dokładnie i z zapałem, z prawdziwą radością i z pełnym miłości oddaniem. Z wszystkiego, z czego możecie, składajcie ofiarę Panu w akcie zadośćuczynienia za grzechy, którymi On został obrażony, i błagajcie o nawrócenie grzeszników… Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą cierpienie, które Pan wam ześle.

I tak, mniej więcej rok później, byli gotowi na wizytę Królowej Niebios. A Ona przybyła, powtarzając zaraz w pierwszym spotkaniu zaproszenie do modlitwy i do cierpienia wypowiedziane przez Anioła: Będziecie więc musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boga będzie waszym pocieszeniem. Modlitwa i cierpienie jako zadośćuczynienie Niepokalanemu Sercu Maryi i Najświętszemu Sercu Jezusa, tak bardzo obrażonym przez odstępstwo ludzkości od wiary – oto co stało się treścią życia trojga pastuszków.

Franciszek – pocieszyciel Boga

Mimo, że niewinny i wolny od ziemskich przywiązań, Franciszek na pewno miał jeszcze jakieś słabości albo małe wady, z którymi musiał walczyć. Nie przeszkodziło mu to zobaczyć Anioła i Matki Bożej, ale nie słyszał nic z tego, co mówili. Jednakże kiedy Najświętsza Panna powiedziała, że będzie musiał „mówić wiele cząstek Różańca, aby Ona również jego zabrała do Nieba, Franciszek wykrzyknął: O moja Matko Boska! Zmówię tyle cząstek, ile będziesz chciała!.

Jest ciekawe, że to Franciszek, według Łucji, najmniej przejął się straszną wizją piekła, ponieważ tym, co najbardziej go w niej zaabsorbowało, był Bóg, Trójca Święta „w tym ogromnym świetle, które przeszywało nawet najgłębszy zakątek naszej duszy”.

Łucja powiedziała, że „podczas gdy Hiacynta wydawała się przejęta jedyną myślą, by nawrócić grzeszników i uwolnić dusze z piekła, on myślał jedynie o pocieszeniu Naszego Pana i Matki Boskiej, którzy mu się wydawali tak bardzo smutni”.

Słuszne są słowa autora: „Nie jest możliwe czynić zadość jako pocieszyciel, tak jak to wyrażają słowa Franciszka, bez wyjątkowej łaski”.

Idąc za wezwaniem do kontemplacji, Franciszek coraz częściej odsuwał się od dwóch dziewczynek, aby modlić się w samotności. Kiedy pytały go, co robi, pokazywał im Różaniec. Kiedy nalegały, żeby poszedł pobawić się z nimi, odpowiadał: Nie pamiętacie, że Matka Boska powiedziała, że muszę zmówić wiele cząstek Różańca?

Kiedy dziewczynki znajdowały go pogrążonego w myślach i pytały, co robi, odpowiadał: Myślę o Bogu, który jest tak bardzo smutny z powodu tylu grzechów. Gdybym był zdolny ofiarować mu trochę radości!

Oto, co znaczy praktykować w sposób doskonały Pierwsze Przykazanie Boże, zapominając o sobie samym i kochając Boga ponad wszystko.

Mali, ale z wielkim duchem poświęcenia

Aby umartwiać się, troje pastuszków wymyślało wiele rzeczy: oddawali swoje posiłki biednym, jedli korzenie i żołędzie, wybierając te najbardziej gorzkie; wstrzymywali się od picia, czasami przez cały dzień (pomimo wielkiego pragnienia); nacierali pokrzywą ciało, aby je udręczyć; przez długie godziny odmawiali z twarzą przy ziemi modlitwy, których nauczył ich Anioł. To tylko niektóre ze sposobów umartwiania się. Pewnego dnia znaleźli kawałek szorstkiego powrozu, który następnie zawiązali sobie wokół pasa pod ubraniem.

Przeszkadzało im to tak bardzo, że wiele razy uniemożliwiało im sen. Matka Boża poradziła im, żeby na noc zdejmowali to „narzędzie” męki.

Kiedy dzieci rozpoczęły naukę w szkole, Franciszek powiedział dwóm dziewczynkom: Słuchajcie, wy idźcie, a ja zostanę w kościele przy ukrytym Jezusie. (…) Niedługo pójdę do Nieba. Kiedy będziecie wracać, wstąpcie tutaj, by mnie zawołać.

„Jest bardzo możliwe – jak skomentował inny autor – że w ten sposób, bez kierownictwa duchowego, Franciszek nauczył się praktykować kontemplację i rozmyślania. Nauczył się u samego Mistrza lekcji, którą Święta Teresa wykłada w swojej Drodze do Doskonałości: modlitwa wysoka wymaga miłości, odosobnienia, odsunięcia się od świata, uwolnienia się od ziemskich przywiązań lub od zmysłowości”.

23 grudnia 1918 roku dwójka rodzeństwa zachorowała na zapalenie oskrzeli. Nawet w czasie choroby kontynuowali modlitwy, a cierpienie ofiarowywali w intencji grzeszników. Łucja tak pisze o Franciszku: „Cierpiał z heroiczną cierpliwością, nie pozwalając nigdy, by wydobył się z niego jęk lub najlżejsza skarga”.

Zapytałam go pewnego dnia na krótko przed śmiercią: Franciszku, bardzo cierpisz? Tak, cierpię. Ale cierpię wszystko z miłości do Naszego Pana i Matki Boskiej. 4 kwietnia 1919 roku bez żadnego jęku ani grymasu twarzy, z anielskim uśmiechem na ustach, Franciszek odszedł na spotkanie z Najświętszą Dziewicą, która czekała na niego z otwartymi ramionami”.

Hiacynta: ofiara wynagradzająca, powaga i szlachetność

Po objawieniach, Hiacynta tak przejęła się modlitwą za grzeszników, że została obdarzona licznymi szczególnymi łaskami. Miała wizje prorocze, wypraszała dla innych uzdrowienia i łaski uznane za cudowne. Jeszcze w rok po objawieniach, Matka Boska ukazała jej się trzy razy. Jej ciężka choroba była okazją do zaofiarowania wielu cierpień Bogu: Za każdym razem coraz więcej trudu sprawia mi picie mleka lub rosołu; ale nie mówię nic i przyjmuję wszystko z miłości do Naszego Pana i Niepokalanego Serca Maryi.

Wysoki stopień świętości

Misja zadośćuczynienia Hiacynty jest ściśle powiązana z Niepokalanym Sercem Maryi. Kiedy Matka Boska pokazała piekło trzem pastuszkom, powiedziała im: Widzicie piekło, gdzie idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ocalić, Bóg chce ustanowić na świecie kult mojego Niepokalanego Serca.

Żegnając się z Łucją przed wyjazdem do Lizbony, Hiacynta powiedziała jej z naciskiem: Ty pozostajesz tutaj, aby głosić, że Bóg chce ustanowić na świecie kult Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy będziesz musiała to mówić, nie ukrywaj się.

I dodała: Powiedz całemu światu, że Bóg przydziela nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. Niech ją o nie proszą. Powiedz, że Serce Jezusa chce, żeby oprócz Niego czcić też Niepokalane Serce Maryi.

Dlatego Hiacynta słusznie zasługuje na tytuł wzorowej ofiary przebłagalnej Niepokalanego Serca Maryi.

Pewnego dnia wyznała Łucji, że często wstaje z łóżka, aby zmówić modlitwę Anioła: Ale teraz już nie jestem w stanie modlić się z głową przy ziemi. Modlę się tylko na kolanach. Jak Hiacynta, taka mała dziewczynka, mogła przyjąć i zrozumieć tak głęboko ducha umartwienia i pokuty? Według Łucji: Po pierwsze, dzięki szczególnej łasce Boga, którą ją obdarował za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi. A po drugie, bo widziała piekło i nieszczęście dusz, które tam trafiają.

Matka Boska zapytała Hiacyntę, czy chciałaby zostać trochę dłużej na Ziemi, aby cierpieć za nawrócenie grzeszników. Szlachetna dziewczynka odpowiedziała, że tak. Na skutek tego przebywała jeszcze w dwóch szpitalach, gdzie bardzo cierpiała. Umarła w Lizbonie, z dala od rodziny.

Ale Matka Boska nie zostawiła jej samej. Ukazywała jej się często, pouczając, doradzając i ostrzegając o sytuacji na świecie i o zbliżających się karach. Matka Maria da Purificaçăo Godinho, której Hiacynta się zwierzała, zapisała wiele z objawień niebiańskich i rozważań młodej pasterki, które ukazały się w różnych książkach i które ukazują stopień dojrzałości duchowej, jaki osiągnęła ta dziewczynka, mając niecałe 10 lat.

Głębokie zrozumienie wieczności

Widząc osoby ubrane nieskromnie, które przychodziły w odwiedziny do chorych, albo bardzo wystrojone pielęgniarki, Hiacynta mówiła do Matki Godinho: Do czego służy to wszystko? Gdyby one pomyślały, że muszą umrzeć i wiedziały, co to jest wieczność! O niektórych lekarzach-ateistach mówiła: Biedacy! Mimo całej swojej wiedzy nie wiedzą, co ich czeka.

W lutym 1920 roku Hiacynta była ponownie operowana. W związku z jej złym stanem zdrowia, można było użyć jedynie chloroformu i znieczulenia miejscowego. Usunięto jej dwa żebra, zostawiając otwór tak wielki, że można było do niego włożyć rękę. Ona cierpiała cały czas w milczeniu, czasem tylko pojękując cicho: Ach, moja Matko Boska!

Ale aby pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienia, mówiła: Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby wejść do chwały Nieba. W piątek, 20 lutego 1920 roku Matka Boża przyszła po Hiacyntę. Dziewczynka, mimo że nie skończyła jeszcze 10 lat, umarła w opinii świętości.

Opracowanie: LP, BB
Tekst pierwotnie ukazał się w 8. numerze „Przymierza z Maryją”
http://www.pch24.pl

Komentarzy 12 to “Prawdziwa chwała Franciszka i Hiacynty”

  1. VA said

  2. NICK said

    Boicie się pisać o Fatimie?

    Należy rozróżniać.
    Świętojebliwość „dzieńdoberka”, we czynieniu świętymi osób niektórych… .
    A PRAWDĄ.

    Dzieci Fatimskie są Prawdą.

    To tylko biskup rzymu się podczepił.

    Skoro wybór jezuity jest ważny, hm.

    To… wszystkie wyświęcenia są WAŻNE?

    Obawiam się, niestety, że… nie.

    P.S.
    Pisane z katakumb.

  3. Greg said

    No…….to piszemy.
    Dzieńdoberek.

    W czasie sobotniej wizyty w Fatimie papież Franciszek nie uklęknął w czasie liturgii. Nie zrobił tego również w grobowcu Franciszka i Hiacynty, przed pomnikiem Najświętszej Panny, w czasie konsekracji ani adoracji Najświętszego Sakramentu, mimo iż przygotowano dla niego klęcznik.

    Nie mogło to wynikać ze stanu zdrowia, ponieważ Franciszek klękał w czasie mycia stóp imigrantom, więźniom i transwestytom w Wielki Czwartek.

    https://gloria.tv/article/6RnJSx2LiZet2dWRCd3UzRmpc

  4. NICK said

    Ano, Gregu, Panie.
    Ano.

    Przyznaję. Sam chciałem jechać na pogrzeb i krzyczeć: santo subito!!! Katz’u… .

    Dalej miewam kaca.
    Tenże dotyczy mnie.

    Jest taka piosnka o tym co robił jpII.
    (Admin wie)

  5. gd-ap said

    Czy ktoś z szanownego grona gajówkowiczów mógłby mi wyjasnić , dlaczego trzecie dziecko – Łucja – nie została beatyfikowana ?

  6. Andrzej BR said

    Źle mówiła o papieżu i to do tego, niejednym!

  7. revers said

    Juz wkrotce w Francji 11, 19 Maja kolejne objawienie proroka, tym razem Mahometa
    http://newsweb.pl/2017/05/14/zaczyna-sie-muzulmanie-kandyduja-do-francuskiego-parlamentu-zobacz-o-co-beda-zabiegac/

  8. Greg said

    Za karę, była trochę ,,niepokorna”
    Ośmielała się pouczać papieży, że mają ogłosić treść III tajemnicy w r.60-tym.
    Oni nie ogłosili, bo tajemnica dotyczyła właśnie ich.

  9. NICK said

    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20239&Itemid=119

  10. NICK said

    Nawiasem a to ma ocena.
    Jest to poszerzenie Apokalipsy Św. Jana.

    Jakby nie oceniał.
    TO się dzieje.

    No i to:
    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20241&Itemid=46

  11. Greg said

    Dzięki za linki Nick.
    Ciarki przechodzą po plecach.
    Im…nie, to Apostaci.

  12. NICK said

    Sprawa jest prosta.
    Ewangeliczna. Przedsoborowa.

Sorry, the comment form is closed at this time.