Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ponowne małżeństwa w prawosławiu

Posted by Marucha w dniu 2017-05-22 (poniedziałek)

Podczas słynnej konferencji prasowej, która miała miejsce na pokładzie samolotu wracającego z Rio de Janeiro, Franciszek przywołał prawosławną tradycję dawania rozwiedzionym małżonkom drugiej szansy.

Warto przyjrzeć się tej praktyce i zobaczyć, jak tłumaczona jest tu droga do zawarcia ponownego związku w zgodzie z Kościołem.

W prawosławiu, tak jak w Kościele rzymsko-katolickim, małżeństwo zawarte przed Bogiem jest nierozerwalne. Drugie małżeństwo jest sprzeczne z tradycją. Niemniej wschodnia tradycja dla dobra człowieka zostawia pewną furtkę. Jednak tolerowanie drugiego związku nie jest normą pożądaną przez Kościół, a formą wyrozumiałości dla ludzkiej słabości.

Ta prawosławna ekonomia łaski opiera się w pierwszym rzędzie na zawartym w Ewangelii według św. Mateusza zapisie. „Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo”. Niektórzy pisarze wczesnochrześcijańscy, a nawet Ojcowie Kościoła i późniejsi święci uznali, że jest to wystarczająca podstawa to czynienia wyjątku.

Użyte w tym cytacie słowo „nierząd” (greckie „porneia”) ma kilka dodatkowych znaczeń, m.in: cudzołóstwo, rozpusta, stosunek płciowy z krewnym, obcowanie ze zwierzętami.

Drogę wyjątku potwierdza na przykład św. Epifaniusz (ok. 315-403), biskup Salaminy na Cyprze: „Ten, kto jest w separacji ze swoją żoną dla ważnego powodu, jak cudzołóstwo czy innego przestępstwa, jeśli bierze inną żonę czy jeśli żona bierze innego męża, Boskie Słowo nie potępia i nie wyłącza z Kościoła czy życia; ale jest tolerowany raczej ze względu na swą słabość” (z dzieła „Przeciwko herezjom”).

Znamienne też jest, że Tamara Wielka (1160-1213), królowa Gruzji, która oficjalnie wstąpiła w drugi związek małżeński, została mimo to uznana potem za świętą.

Z drugiej strony prawosławie nigdy nie traktowało tej możliwości na równi z pierwszym małżeństwem. Drugi związek uznawano za coś w rodzaju dopuszczalnego „mniejszego zła”. Na tyle dopuszczalnego, że małżonkom nie zabrania się dostępu do Komunii św. Ale pod pewnymi warunkami.

Bazyli Wielki (329-379), święty katolicki i prawosławny oraz Ojciec Kościoła, małżonkom wstępującym w drugi związek nakazał pokutę polegającą na zakazie przystępowania do Komunii „przez rok albo dwa”. Oznaczało to, że para musiała czekać przez ten okres albo zawrzeć jedynie kontrakt cywilny. Dopiero po odbyciu pokuty Kościół zezwalał na ceremonię ślubną, uznawał ich związek za chrześcijański i pozwalał na przyjęcie Komunii.

W późniejszych wiekach wykształci się także inny zwyczaj: ceremonia powtórnego małżeństwa sprawowana była bez Mszy św., zawierana ważnie, ale małżonkowie mieli zakaz przystępowania do Komunii przez rok lub dwa. Nakaz Bazylego potwierdzany był w kolejnych wiekach m.in. przez św. Teodora Studytę i św. Nicefora, patriarchę Konstantynopola.

Dziś w Kościele prawosławnym wspomniana ceremonia w ogóle nie przypomina uroczystego wejścia w pierwszy związek małżeński. Tam króluje radość i uwielbienie, czego elementem jest nakładanie na głowy małżonków wieńców na kształt królewskich koron. Koronowania w tym drugim obrzędzie oczywiście już nie ma, a liturgia ma charakter rozwiniętego nieco nabożeństwa zaręczyn. Tu z kolei na pierwszy plan wybija się rys pokutny włącznie z przepraszaniem za rozpad pierwszego związku.

„Modlitwa nad obrączkami” zastąpiona jest przez pokutne błaganie o przebaczenie grzechów, oczyszczenie i przebaczenie. Zamiast wielkich postaci biblijnych przywołuje się nierządnicę Rahab, skruszonego celnika i dobrego łotra. Jedna z modlitw mówi o małżonkach, że „nie są zdolni do znoszenia upału i ciężaru dnia oraz gorących namiętności ciała” i dlatego decydują się by przyjąć „więzy drugiego małżeństwa”.

Popularny teolog prawosławny XX wieku John Meyendorff uważa, że powtórne małżeństwo – dopuszczone w drodze wyjątku jako druga szansa albo wręcz łaskawość – nie przekreśla idei nierozerwalności pierwszego małżeństwa. Tamto nadal pozostaje wieczne wobec Chrystusa. Tylko wobec tego pierwszego używa się pojęcia „sakrament”.

Konrad Sawicki
http://www.deon.pl

komentarzy 50 to “Ponowne małżeństwa w prawosławiu”

  1. Marek said

    Kluczem jest zrozumienie, co autor mial na myśli – ja nie wiem.
    „Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo”
    Co jest owym nierządem [gr porneia]?
    W KK definiuje się nieważność małżeństwa i tylko owa nieważność może być powodem unieważnienia małżeństwa, a nie rozwodu, bo rozwodu nie wolno orzekać w prawnie zawartym małżeństwie.
    Proszę jednak zwrócić uwagę na słowa Pana Jezusa. On powiedział o wypadku nierządu [cokolwiek to oznacza] jako powodu dla oddalenia swojej żony, czyli kobieta została nazwana żoną, była w związku małżeńskim, a nie jakimś nieważnym związku.
    Temat bardzo trudny.
    Paweł apostoł w liście do Koryntian też pisze o możliwości oddalenia żony, męża. Dla powodu nawet innego, niż porneia.

    Artykuł krótki, ale ciekawy. Zwłaszcza przywołanie wypowiedzi Ojców Kościoła wskazuje, że Kościół niepodzielony znał i stosował regułę wyjątku przy orzekaniu powtórnych małżeństw.

  2. Marek said

    Jednak wzorem jest:
    co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela.
    Szczęśliwi małżonkowie, którzy trwają w nierozerwalnych małżeństwach, w dobrym i złym czasie.

  3. Boydar said

    A jeśli wszystko, od początku, od chodzenia za rękę i rzekomo pierwszych pocałunków, było fałszem ? Czy sakrament małżeństwa udzielony np. Jakubowi Frankowi, był ważny ? Skoro on się przechrzcił wyłącznie w interesie i z premedytacją ? To wszystko co artykuł porusza, jest mądre i prawdziwe, i słuszne jest. W stanie poprawnej normalności. Tak jak nie strzela się do wychylającego zza węgła człowieka, tylko dlatego, że się wychylił. Mamy jednak stan wojny, gdzie normalne z rzeczy ziemskich nie jest NIC, qurwa NIC, NIC, NIC !!! Czy Ojcowie Kościoła wyobrażali sobie, że małe dziecko zaraz po urodzeniu dostaje strzykawę trutki ??? Po której zazwyczaj do końca życia będzie pier.dolnięte na ciele, umyśle albo i obu razem ??? Za przyzwoleniem kochającej matki zresztą. A to tylko przykład. Może i nie najlepszy. Wybaczcie.

  4. JO said

    ad.3. Panie Boydar, Pana wpis traktuje sprawe, jkby Pan Bog o tych problemach nie wiedzial. Pan Bog wie wszystko i nawet jezeli moze dojsc do rozpadu malzenstwa z powodu takich rzeczy jakie Pan opisal, to nie oznacza, ze zwiazek na tej ziemi mamy traktowac jako niewazy. ..choc jezeli ktos byl chory a to ukryl to sa przepsy w tej sprawie a jezeli ktos byl chory i o tym nie widzial , to Pan Bog wiedzial i przykazania koscilne sprawe reguluja doskonale.

    Kosciol katolicki w swej wyrozumialosci, milosci daje rozwiazania dla wszystkich sytuacji z mysla o uswiecenia Duszy samego zainteresowanego jak i ludzi w kolo.

    Problem jest taki, ze dzis nie ma niemalze ludzi pojedynczych ani srodowiska, ktore by chcialo poniesc konsekwencje… jako Krzyz, ktory poprowadzi ich, nas do zbawienia.

    Nikt niemalze nie przyjmuje cierpienia, nikt niemalze nie chce cierpiec. Niech cierpi Chrystus ale nie „ja”… „ja „chce” by bylo milo i bezbolesnie….by byl stan nirwany, uniesienia milego, bezbolestego, przyjemnosci i mnnnilosci. :)))

    To dlatego Kara Boza wydaje sie byc nieunikniona i beda zmiecione z powierzchni ziemi narody, spoleczenstwa i pojedynczy ludzie, ktorzy zyja w nieczystosci i nieposluszenstwie do Praw Bozych.

  5. JerzyS said

    „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela.”

    Jeśli Bóg łączy dwoje ludzi dając im dziecko , to czy naprawdę złączył ,
    czy dopiero po uiszczeniu odpowiedniej opłaty duchownemu są oni złączeni?

    „Ślubu kościelnego, w rozumieniu liturgii w świątyni przez wiele stuleci nie było. Belgijski teolog Edward Schillebeeckx OP
    podkreśla, że w pierwszych trzech wiekach brak jest świadectw regularnej praktyki błogosławienia związku przez duchownego.
    Edward Schillebeeck wykazuje, że w pierwotnym Kościele obrzęd zawierania małżeństwa należał do sfery świeckiej, rodzinnej,
    tzn. świeccy chrześcijanie, na mocy kapłaństwa powszechnego, przeżywali małżeństwo jako sakrament w domu”

    ——
    No tak, świadectwo wybitnego modernisty, który walnie przyczynił się do II Soboru Watykańskiego…
    Admin

  6. Boydar said

    Ja w tej chwili nie patrzę na uczucia czy odczucia. W prawie karnym jest zapis – „kto z zamiarem i w porozumieniu doprowadza do niekorzystnego rozporządzenia mieniem… „, i to się nazywa grupa przestępcza. Inny paragraf, inne widełki, zazwyczaj inne wyroki. Niech się Pan nie wymądrza, o „cierpieniu za miliony” niech nie wyjeżdża, bo to wszystko było i jest ukartowane. CBDO. Jak sprzedadzą Panu zepsutą pralkę, to Pan idziesz i reklamujesz czy uznajesz „że tak miało być” ? I nie jest tak, że ta pralka „się zepsuła”, ona została zepsutą wyprodukowana. Bo nie była po to abyś jej używał, ale żebyś ją kupił. Bo twoje prawa mówią, że drugiej nie kupisz. I już wypadasz z gry. Faul na bramkarzu. Wydrukowany jeszcze przed meczem.

    Jakoś dziwnie judaiści nie napierają na prawosławnych, wyłącznie na katolików.

  7. Boydar said

    Jeszcze o tym co Bóg wiedział a co nie; Bóg kazał wyrżnąć w pień tych czy tamtych, i dobrze wiedział dlaczego. Jeśliby Wola Boża została wtedy spełniona, tych wszystkich dzisiejszych problemów i dylematów by nie było.

  8. oremus said

    Z chwilą zawarcia małżeństwa, zaczyna się wspólne małżonków pożycie, a cel tego pożycia jest trojaki; najpierw: przymnożenie czcicieli Bogu, według tego, co rzekł Stwórca do pierwszej małżeńskiej pary: „Rośnijcie i mnóżcie się” (1 Mojż. 1, 28); następnie: wzajemna pomoc, udział we wszystkich korzyściach, jakie daje życie we dwoje, gdyż Pismo św. wyraźnie nazywa niewiastę „pomocą” dla mężczyzny, (1 Mojż. 2, 18). Wreszcie, gdy po grzechu pierworodnym obudziły się w człowieku zmysłowe żądze, okazał się trzeci cel małżeństwa: przyjście ludziom z pomocą w ich słabości i ten cel miał na myśli św. Paweł, gdy pisał: „Lepiej jest w małżeństwo wstąpić, niżeli być palonym” (żądzą nieczystą) (1 Kor. 7, 9).
    http://www.ultramontes.pl/cel_malzenstwa.htm
    http://www.ultramontes.pl/malzenstwo.htm

    Wówczas faryzeusze stawiają zarzut: „A przecież Mojżesz, poseł Boży pozwalał na rozwody!”. A Jezus taką im daje odpowiedź: „Mojżesz dla twardości serca waszego (dla powstrzymania was od żonobójstwa) dopuścił wam opuszczać żony wasze; lecz od początku nie było tak” (Mt. 19, 8). Teraz trzeba powrócić do prawa pierwotnego, ustępstwo zrobione czasowo, zostaje zniesione, małżeństwo odtąd ma być nierozwiązalne! I „ktobykolwiek opuścił żonę swą, a pojąłby inną, cudzołóstwa się dopuszcza przeciwko niej. A jeśliby żona opuściła męża swojego, a szłaby za drugiego, – cudzołoży” (Mk 10, 11-12).
    http://www.ultramontes.pl/Rozwody.htm
    http://www.ultramontes.pl/sanborn_przeblyski.htm

    Znamienne też jest, że Tamara Wielka (1160-1213), królowa Gruzji, która oficjalnie wstąpiła w drugi związek małżeński, została mimo to uznana potem za świętą.

    Pierwsze małżeństwo było bezdzietne to równie dobrze mogła(by) otrzymać unieważnienie małżeństwa. Nie jest świętą Kościoła Katolickiego.

    http://canonlawmadeeasy.com/2016/06/23/church-never-permitted-divorce-henry-viii/
    Dlaczego Henryk VIII chciał otrzymać to czego Kościół Katolicki nigdy
    nie udzielił czyli rozwodu od żony

  9. Minus said

    Parę dni temu w kazaniu ks. Natanka słyszę ( nie dosłownie )- chcesz chrześcijaństwa light, przenieś się do prawosławia. Tam formalnie będziesz mógł KILKAKROTNIE ( 5 coś mi brzęczy, a nie chce mi się szukać , dlaczego 5? ) zawrzeć małżeństwo w cerkwi, tak jak prez. Putin ( taki przykład ksiądz podał, nieistotne dla meritum- żeby znowu kogoś nie huśtnęło jak z Piłsudskim ), tam do kościoła/ cerkwi będziesz mógł sobie raz na Wielkanoc przyjść i będzie ok- pewnie też jest tu jakaś rabinistyka jak z małżeństwem, czyli nie tylko żydzi jeżdżą z butelką pod d_pą. Dodam do tego nieuznawanie przez prawosławie dogmatu o czyśćcu, może ktoś w temacie biegły coś jeszcze dorzuci i pytam, zwłaszcza Pana JO- jakież to dwa płuca chrześcijaństwa?! Jeśli głębiej się zastanowić- nie ma takiego ogródka, gdzie nie byłbym robiony w bolo świadomie lub siłą bezwładu. Żeby było jeszcze trudniej- lubię atmosferę, zapach, ciszę i dźwięk ( śpiew liturgiczny ), ikonowy obraz, czołobicie w modlitwie starszych ludzi robi wrażenie, chusty na głowach niewiast, brak ławek itp. w cerkwi, w kontekście pierwszych zdań nie wiem co sądzić o corocznym cudzie ognia wielkanocnego.

    Z małżeństwem, jak z aborcją. Można być radykałem do sprawdzam- jestem w ciąży. Sakramentu małżeństwa udzieliliśmy sobie z żoną w obecności księdza kiedy wariactwa miałem za sobą, od któregoś krzyżyka jest łatwiej, ah ta ekonomia boska- nawrócony grzesznik. Kobieta bliska mojemu sercu, z rodziny, nie miała takiego farta- i co?, mam to mierzyć taką samą miarą?, ano tak, jeśli na serio jestem katolem, ale nie robię tego na głos przy niej. Dary losu, płotki Pana Boga.

  10. oremus said

    Popularny teolog prawosławny XX wieku John Meyendorff uważa, że powtórne małżeństwo – dopuszczone w drodze wyjątku jako druga szansa albo wręcz łaskawość – nie przekreśla idei nierozerwalności pierwszego małżeństwa. Tamto nadal pozostaje wieczne wobec Chrystusa. Tylko wobec tego pierwszego używa się pojęcia „sakrament”.

    Konkubinat nie przekreśla nierozerwalności a prawosławny konkubinat miałby?

    de(m)on.pl

  11. Listwa said

    @ 8 Minus

    Huśta to się wam piłsudczykom.
    Jeden z jego bliskich współpracownieków powiedział: Piłsudski to człek szalony, musimy to głośno powiedziec, bo uznają nas za idiotów, żeśmy tego nie zauważyli”

    Waszemu kultowi tej żałosnej postaci przeczą fakty i jego antypolska działalność.

    Oczywiście jesli pan nalezy do narodów dla których piłsudki robił dobrze to go czcijcie i bądzcie mu wdzięczni. Polacy nie mają za co.
    Trzymanie parasolki to za mało.

    A ci Polacy którzy uwazają pisłusdskiego za wartosciowego, który Polskę uwolnił i ruska pogonił , a siebie uwazaja za patriotów, to zwyczajnie się osmieszają.
    Są też tacy , tez biskupi soborowi, ktorzy uwazaja że konflikt Dmowski piłsudski jest juz historią. Nie nalezy ich słuchać, bo oficjalnie jest promowana koncepcja karierowiczostwa i lizodupstwa piłsudskiego, gdy my potrzebujemy racji i koncepcji Dmowskiego

  12. NICK said

    Panie JerzyS.
    Pan idziesz we tygodniówkę.
    Tu i obocznie.
    Żle.
    A miesięcznic nie-nawiedzę.

  13. Minus said

    @12 Pan Listwa,
    Pan na klasówkach z matematyki pisał opowiadania z polskiego?

  14. outsiderR said

    „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela.”

    No to ja teraz trochę przewrotnie (ale tylko trochę).

    Zgadzam się z powyższym, człowiek niech nie rozdziela…
    Czyli – niech się się w cudze małżeństwo nie wtrynia, paluchów nie wkłada.

    Jeśli jednak „źle się dzieje”* w małżeństwie, to czy nie lepiej prosić Boga
    o rozdział właśnie? Skoro Bóg złączył, to i rozłączyć może.
    Wszak jest wszechmogący.

    „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam (Mt 7,7); Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie (Mt 21,22);

    O cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię (J 14,13-14).

    Bóg złączył, to i rozłączyć może…
    Ci zaś, co mówią, że nie można – „nakładają na ludzi ciężary nie do uniesienia,
    a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykają.”

    * – eufemizm

  15. Listwa said

    Chyba kazdy wie co to Deon. To taki portal z nazwy katolicki jak inne tego typu, które nawet potrafią pokazać prawdę czysto katolicką, ale dokładają zazwyczaj mniejszy lub większy fałsz.

    i tu tez. Ten cały Sawicki kombinuje jak uzasadnić przyjęcie fałszu duszpasterskiego ukrytego w niejasnościach interpretacyjnych opartych na dwuznacznych werbalnych zapisach Amoris Laetitia, czyli „Posynodalna adhortacja Ojca Świętego Franciszka do biskupów, do kapłanów i diakonów, do osób konsekrowanych, do małżonków chrześcijańskich i do wszystkich wiernych świeckich o miłości w rodzinie”.

    Za sprawą biskupów niemieckich , na czele z kard. Kasper. zarządano , aby rozwiedzionym nie stwarzać żadnych nawet najmniejszych gestów , które potęguja u nich wyrzut sumienia, a oni pieniądze płacą. Albo moga odejśc od Kościoła i tez nie płacic podatków na Kościół, a tylu juz odeszło .

    I ten cały Sawicki, pod płaszczykiem nauki katolickiej, nie znajdując oparcia w doktrynie katolickiej, wyciaga wadliwe nauczanie i praktyke jaka przyjeła strona prawosławna.

    Praktyka i przekonania prawosławne oczywiście nie moga zastąpić nauczania katolickiego i zmienic prawdę zwartą w przekazanym przez Chrystusa apostołom Depositum Fidei.

    W związku z tym nalezałoby wywalić z tej jego teksciny wszystko to , co jest obce nauce katolickiej i odnieść się tylko do treści oczyszczonej. Żadne prawosławne argumenty przeciwne wierze i błędne nie wnoszą nic do nauki doktrynalnej Kościoła katolickiego.

    O autentyczności nauczania decyduje Depositum Fidei zapisane w Piśmie św i przekazywane przez Tradycje interpretowane tak jak to interpretował Kościoł przez wieki. O czym bardzo ładnie przypomina zacny ks.Sacerdos Hyacinthus. I tylko to.
    Zatem nawet jeśli jakiś biskup teraz lub w przeszłości, katolicki czy prawosławny formułuje cos sprzecznego z magisterium katolickim, to jest to bez wartości i bez znaczenia.

    Nie jest ważne co uwaza Bazyli wielki czy kard. Kasper lub Sawicki. Nestoriusz, biskup Konstantynopola w latach 428-431) heretyk został usunęty z urzędu za heretyckie nauczanie. I taki bezwartościawy koniec nalezny jest kadej nauce sprzecznej z wielowiekowym magistrium katolickim.

    W świetle nauki katolickiej z racji tajemnicy i daru przekazywania życia (co jest na wzór Boga) ale tez prawidłowego wychowania dzieci , bo rodzina gwarantowana nierozerwalnościa z postanowienia Boga jest jedynym środowiskiem własciwego zycia i rozwoju dzieci. Wiedzą o wrogowie , a katolicy jakże często nie chcą przyjąć i nawet nie wiedzą.

    Stąd w Kosciele nie ma czegoś takiego jak rozwód, czy jak stwierdznei niewaznoąci małżeństwa.
    Małżeństwo jest nierozerwalnym wezłem sakramentalnym , mozna jedynie zbadać czy zachowane zostały wszystkie warunki wymagane przy ważności sakramentu. Jesli waunki nie były spełnione , sakramentu nie było (też małżeńskiego, ale i chrzu i innych).

    Pojawienie sie anglikanizmu to też wynik nierozerwalnoci małzeńskiej, kró angli chciął aby paiez uznał jego waznie zawarte małżeństwo za neiważne , gdy ono było zawarte waznei sakramentalnie. Papiez nie chciął uznac za niewazne jego wazne małżeństw.

    A Sawicki cisza. A Bazylim sobie przypomniał.

    Tu też jest widoczny probelm jaki jest z prawosłąwiem, owszem mają ceremonie, ważnośc sakramentów, trzymaja się prawidłowowo w większości punktów nauczania katoickiego, czyli tego które było tez przed podziałem. Ale niestety maja i powazne błędy, i te błedy sa przeszkoda nie do zaakceptowania, gdyz los takiego człowieka to piekło z racji przyjętych błedów i złyh kierunków.

    A „cud ognia wielkanocnego” wymaga zbadani anaukowego , jak ma to miejce w przypadku Całunu Turyńskiego, Husty z Manopello, obrazu z Guadelupe, czy udokumentowanych medycznie uzdrowień.

    Jak na razie nie ma tam nic cudownego, jeśłi jest to trzeba to wykazać. Sa kamery, labolatoria.

  16. Listwa said

    @ 12 Minus

    Wpis @ 12 to nie mój.

  17. Listwa said

    @ 13 outsiderR

    Małżeństwo jest nierozerwalne do śmierci małżonka, powinno byc jedna rodziną, scaloną i żyjącą razem. Ale w przypadku problemów Kośiół dopuszcza separację, co nie nalezy mylić z rozerwalnością.

    „w Ewangelii według św. Mateusza zapisie. „Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo”
    – ta perykppa nie mówi że jest mozliwy teoretycznie i w tym przypadku rozwód i rozerwalność małżeńska, mówi jedynie o oddaleniu i wskazuje jeden powód.

  18. Boydar said

    Pańskie wywody, Panie Listwo, znajdują moje uznanie. Mam jednak zastrzeżenie drobne; w żadnym miejscu nie odniósł się Pan do wywodów moich. Obala Pan jedynie tezy, że dwa i dwa to pięć z ogonkiem.

    Małżeństwo jest wiadomo po co, i wsparcie jakie udzielane jest tak przez Boga jak i Kościół jest wsparciem dla celu, nie dla faktu. Tymczasem, w przypadkach podnoszonych przeze mnie, cel zachowany nie jest. Plan jest taki, że dzieci (z solidnymi genami) mają być żydami a chłop może iść się powiesić jeśli mu nie pasuje. To nawet lepiej, bo dwa w jednym. A wszystko co przed nadaniem rangi sakramentu wzajemnej przysiędze wierności, cała rodzina „panny młodej” oraz tzw. ksiądz, który jak Doda cycków nie może upilnować, tak i on ogon pod sutanną agrafką przypina, zacierają tłuste łapska – „no, jeszcze jeden goj załatwiony”. Kol Nidre można odmówić i wcześniej i później. Do jakiego sadu biskupiego chcesz Pan skargę zanieść, skoro biskup sam chłopców posuwa, a na celebrowanych mszach więcej pedałów niż zwykłych ludzi; z całego województwa się w niedzielę zjeżdżali. Takie numery tylko w Czaciej Łapie przechodziły, a i to pewności nie ma, bo może tylko legenda.

  19. Minus said

    Pan Listwa,
    12 to literówka, dobrze pamiętałem Pana jako speca w temacie religii, już się zastanawiałem, czy coś mi się nie pozajączkowało. I takiego Pana będę z uwagą czytał. bardzo trafna porównanie do badań nad Całunem, to jest argument.
    ps. proszę mnie nie ustawiać w szeregu, grupować, jestem typowym Polakiem, a w życiu akces do formalnej grupy złożyłem tylko do PTTK z powodu zniżek w schroniskach.

  20. Listwa said

    @ 17 Boydar

    Jak ktoś dał sie zrobic w kobyłę , to ze żłobu musi jeść i jego strata. Kościół uczy i rozsadek podpowiada, że ważne sprawy nie tylko małżeństwo nalezy traktowac bardzo poważnie. Bo zyski mogą byc wielkie albo straty poważne.

    Jesli ktoś przyjąl sakrament chrzu to go przyjął, nawet wtedy gdy zrobił to dla metryki. Decyduje o tym spełnienie warunkówwzności sakramentu.
    Jeśli idzie taki genetyk z metryką do sakramentu spowiedzi i wyzna wszystkie gzchy i zal mieć będzie, to mu te grzechy wybaczą, ale jeśłi zakombinuje bo mu geny narzucają i nie wyzna czgoś i nie będzie załował. To mu geny, metryka i cwianiactwo nic nie da. Na wszystko przyjdzie czas. Bo panu nie chodzi tylko jak to jest, ale tez jak sk***na załatwić. No nie?

    Podobno w piekle znajdują się już osoby duchowne, które znalazły sie tam z powodu niedopełniania obowiązków.
    Powidzieli im, przysięgałeś, mogłeś nie przysięgać. Ale jak przysięgałeś a nie wypełniłes przysięgi to jesteś tu. I nikogo nie obchodzi , ze on genetyk z metryką i miał chytry plan , a co do przysiąg to udawał greka.

    W małżeństwie kazda ze stron będzie rozliczona, z uczciwoci i z udawnia. Ale sakrament jeśli był wazny to był.

  21. Boydar said

    „… ale też jak sk***na załatwić. No nie? …”

    Nie, wbrew wszelkim pozorom nie jestem mściwy. Poza tym sprawy dzieją się niejako „same”, nic pomagać nie muszę. Smutno mi tylko, tak jak napisałem Panu Nyndr0 – tam nic nie ma, oprócz palącego żalu że być mogło. Ano mogło, ale nie jest, i tego mi szkoda, tu i teraz.

  22. Boydar said

    I jeszcze jedno; „… jak ktoś dał się zrobić w kobyłę , to ze żłobu musi jeść i jego strata …” Ja to ch…, ale są dzieci, to głównie ich strata, tego nie wolno odpuścić, one się na świat nie prosiły.

  23. Listwa said

    @ 18 Minus

    Ok.

    Jeśli chodzi o ten ogień. Te wydarzenia sa faktem , jest konkretny czas i miejsce, gdy pojawia się ogień. Lecz o nim nic nie wiemy, w pewnym momencie ogień jest przekazywany innym obecnym , bez pokazania samej chwili jego pojawienia się.

    Są substancje, które z chwilą utraty pewnego stopnia wilgotności samoczynnie wpadają w samozapłon w temperaturze pokojowej.

    Są substancje, które mają niska temperaturę zapłonu. Wystarczy zrobić szybę w oknie w formie soczewki , ustawic pochodnie w odpowiednim miejscu i nastąpi samozapłon niby „znikąd” . Ale byłyby to zjawiska naturalne , a nie nadprzyrodzone. Jak kto chce się tym fascynowac to jego rzecz, ale bez „nadprzyrodzonych ” dodatków i zachwytów.

    Nalezałoby najpierw np. zrobić badania i eksperymenty wykluczające zastosowanie takich substancji. Kościół katolicki nie obawia sie badań naukowych, dopuszcza do swych komisji różnych ludzi i dba żeby w tych komisjach były osoby o różnych przekonaniach dla wiarygodności badań.

    Nie stanowi to problemu żeby zjawisko tego św ognia zbadać. To tylko ogień i tylko pochodnia. Ale takich badań niema Są tylko słowne zapewnienia. Weźmy krew sw Januarego męczennika. Biskup katolicki bierze ampułkę z krwią zastygniętą do ręki , wychodzi przed tłum też dzienniarzy z aparatmi i kamerami i pokazuje wszystkim chcącym zabaczyć jak krew zmienia postać i staje sie ciekłą na ich oczach.

    Nie robi tak jak prawosławni, że pokazuje ampułkę z krwią zastygłą, potem udaje sie do zamknietego pomieszczenia i wychodzi z ampułką z krwą ciekła i nie wiadomo co było po drodze. Zapewninia ze kiedyś z biskupem prawosławnym wszedł zółnierz armii izraelskiej wszystko widział i potwierdza swoim słowem cudowne pojawienie sie ognia jest co najmniej nieprzekonujące. A tak „dowodzą” . Jest jeszcze aspekt, co jest źródłem tego ognia, jeśli byłby on niewytłumaczalny na płaszczyźnie fizyki i nauki, bo i to jest możliwe. Pochodzenie zjawiska o źródłach demonicznych nie można uznac za źródło Boże. To odrębna płaszczyna badań i weryfikacji
    Jak na razie w kwesti św ognia prawosławnego nie wiadomo nic. Nie jest to żaden argument i przedmiot fascyznacji. Sądże , ze to ludzka sprawa.

    „Cud krwi” św. Januarego
    W Neapolu od kilkunastu stuleci, każdego roku ma miejsce nadzwyczajny fenomen, tak zwany „cud krwi” św. Januarego. Męczennik ten został ścięty w 305 r. Jak mówi tradycja, jedna z pobożnych kobiet obecna podczas egzekucji, zebrała do flakonika pewną ilość krwi. Krew Świętego przechowywana jest w specjalnym relikwiarzu. Od tamtego czasu, każdego roku dokonuje się niewytłumaczalny fenomen.Skrzepnięta krew „ożywia się” przechodząc w stan płynny. Badania naukowe wykazały, że jest to prawdziwa ludzka krew, która ma właściwości i zachowuje się jak tętnicza krew żyjącego człowieka.

    Ten cudowny znak powtarza się 19 września w rocznicę męczeństwa Świętego, a także w pierwszą niedzielę maja oraz czasami 16 grudnia, z okazji wyjątkowych wydarzeń.

    „Cud” krwi św. Januarego rzuca wyzwanie współczesnej nauce i podstawowym prawom fizyki. Naukowcy stoją przed wielką zagadką, której nie są w stanie wyjaśnić. Zakrzepła, pochodząca z IV wieku ludzka krew, nagle przechodzi w stan ciekły. Na oczach wszystkich zmienia barwę, lepkość, ciężar, objętość. Dokonuje się to dziwne zjawisko w datach stałych lub zmiennych, niezależnie od temperatury, w chłodzie lub cieple, gdy temperatura w katedrze waha się od 5-6° do 30-32° C. Również nie zależy to od napięcia psychicznego tłumu, ponieważ krew często rozpuszcza się nie tylko na oczach tłumów, ale także wobec kilku osób, lub zastawano ją płynną w momencie otwierania kasy pancernej, w której jest przechowywana. Przechodzenie krwi ze stanu skrzepłego w stan płynny jest niezależne od ludzkich pragnień. Odnotowano przypadki, że krew pozostawała w stanie skrzepnienia także po dniach intensywnej modlitwy, maksymalnego napięcia psychicznego tłumu wiernych. Miało to miejsce w 1976 r., w ciągu wszystkich 8 dni wystawienia relikwii.

    Fizycy i hematolodzy są zgodni, że przetrwania krwi przez przeszło 1690 lat w stanie morfologicznie niezmienionym, oraz nagłych zmian w objętości i ciężarze, przechodzenia w stan płynny i powrotu do stanu pierwotnego, tego wszystkiego nie można wytłumaczyć na gruncie nauki. Współczesna nauka nie może dać żadnego przekonywującego wyjaśnienia dla tego tajemniczego zjawiska. Wszystkie próby laboratoryjnego odtworzenia tego fenomenu zakończyły się fiaskiem. Niekiedy krew rozpuszczając się, w imponujący sposób zmienia swoją objętość. Bywa, że pęcznieje i wypełnia cały pojemnik, innym razem zajmuje znacznie mniejszą przestrzeń. Dla naukowców szokujący jest fakt, że czasami zmienia się także ciężar krwi. Również kolor ulega zmianom od jaskrawej do ciemnej lub brudnożółtej czerwieni. Całkowicie wymyka się prawom fizyki także czas przechodzenia ze stanu stałego do płynnego. Czasami bywa, że następuje to w jednym momencie, innym razem trwa ten proces kilka minut lub cały dzień. Podobnie jest z krzepnięciem. Wszystkie te zjawiska są w oczywistym konflikcie z niezmiennymi prawami fizyki. Każdy dobrze o tym wie, że w cieple krew się nie rozpuszcza, lecz twardnieje.

    Analiza spektrograficzna udowodniła ponad wszelką wątpliwość, iż mamy do czynienia z prawdziwą, arteryjną, czystą ludzką krwią, bez żadnych obcych substancji chemicznych.

    Hipoteza dodania jeszcze w średniowieczu do krwi jakiejś substancji, całkowicie upadła dlatego, że badania archeologiczne dowiodły, że ampułki i ich zamknięcia pochodzą z IV wieku i nie ma możliwości innego ich otwarcia jak tylko przez rozbicie.

    Krew św. Januarego w niewytłumaczalny sposób nie podlega normalnie obowiązującym prawom przyrody, bo gdyby podlegała, to już dawno by się zepsuła i zamieniła się w proch.

    Włoski uczony prof. Gastone Lambertini, po wielu latach badań, doszedł do następującego wniosku: „Prawo zachowania energii, zasady, które rządzą żelowaniem i rozpuszczaniem koloidów, teorie starzenia się koloidów organicznych, eksperymenty biologiczne dotyczące krzepnięcia plazmy: wszystko to potwierdza, jak substancja, czczona od wielu wieków, rzuca wyzwanie każdemu prawu przyrody i każdemu tłumaczeniu, które nie odwołuje się do tego, co nadprzyrodzone. Krew św. Januarego to jest skrzep, który żyje i który oddycha: nie jest więc jakąś «alienującą» pobożnością, lecz znakiem życia wiecznego i zmartwychwstania”.

    Papież Pius XII nazwał ten fenomen cudem. Jan XXIII przybył specjalnie do Neapolu, aby być obecnym przy cudzie i wyznał, że jest wielkim czcicielem św. Januarego. Arcybiskup Neapolu kard. Corrado Ursi twierdzi, że fenomen „ożywiania” – rozpuszczania się krwi jest bezpośrednio związany z faktem zmartwychwstania Chrystusa. Jest znakiem istnienia życia wiecznego oraz wezwaniem do wiary w zmartwychwstanie Chrystusa i zmartwychwstanie ciał wszystkich ludzi, którzy istnieli na ziemi.

    Św. January dlatego poniósł śmierć męczeńską, ponieważ Chrystus byt dla niego największą wartością. Historycy twierdzą, że męczeństwo miało miejsce w Pozzuoli w 305 roku. Św. January był biskupem Benewentu. Urodził się około 275 r. W czasie prześladowania chrześcijan za cesarza Dioklecjana (234-313) został aresztowany diakon Sossus. Biskup January zdecydowanie zaprotestował przeciwko niesprawiedliwemu uwięzieniu swego diakona. W odpowiedzi namiestnik Drakoncjusz aresztował i skazał biskupa Januarego na śmierć. Został ścięty 19 września 305 r. Podczas egzekucji ś w. Januarego jedna z chrześcijańskich kobiet nabrała do flakoników jego krew, którą do dnia dzisiejszego przechowuje się w katedrze w Neapolu. Relikwie krwi Świętego przechowywane są w katedrze, w kaplicy zbudowanej na początku XVII w. jako dziękczynienie za uratowanie Neapolu od dżumy w 1526 roku. Znajduje się tam kasa pancerna, a w niej misternie wykonany relikwiarz, wewnątrz którego są dwie ampułki pochodzące z IV wieku. Jedna z ampułek jest większa, wypełniona w około dwóch trzecich krwią. Natomiast w mniejszej ampułce krwi jest niewiele. Obie ampułki są zapieczętowane bardzo twardym, liczącym około 16 wieków, mastyksem. Tak więc nie można ich otworzyć inaczej jak tylko przez rozbicie.

    Wszystkie badania naukowe mogły być przeprowadzone tylko za pomocą metody spektralnej.

    Każdego roku 18 września, w wigilię męczeństwa św. Januarego, przed katedrą w Neapolu gromadzą się tłumy ludzi. Na początku czuwania modlitewnego zapalone zostają tak zwane pochodnie wiary. Następnego dnia, wczesnym rankiem, ks. kardynał idzie w procesji do kaplicy i bierze relikwie krwi Świętego, która najczęściej w tym momencie się rozpuszcza. Kardynał niesie relikwie w procesji wzdłuż nawy głównej pokazując ampułki z cudowną krwią. W tym czasie przeszło 10 tysięcy wiernych z radością klaszcze w dłonie. Krew jest w stanie płynnym jeszcze przez 8 następnych dni. Najczęściej na powierzchni pojawiają się pęcherzyki, a więc krew w tajemniczy sposób wchodzi w stan „wrzenia”. Osiem dni „cudu krwi” św. Januarego są dniami modlitewnego czuwania. Ludzie żarliwie się modlą, przystępują do spowiedzi, a najważniejszym wydarzeniem jest spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem w Komunii św. Cud krwi św. Januarego jest więc znakiem pobudzającym do żywej wiary w realną obecność Zmartwychwstałego Pana w Eucharystii. Taki jest ostateczny sens tego nadzwyczajnego znaku – pobudzić do żywej wiary. Kościół uznaje kult świętych relikwii i czuwa nad jego prawowiernością, ale nigdy się oficjalnie nie wypowiedział, i nigdy się nie wypowie, na temat cudu krwi św. Januarego.

    Dziękując Chrystusowi za ten bardzo czytelny znak dany dla umocnienia naszej wiary, pomódlmy się słowami starożytnego hymnu, który jest śpiewany podczas trwania „cudu św. Januarego”

    „Do Świętej Trójcy zanosimy wiele podziękowań za tego wielkiego Świętego, który został nam dany. Rycerzu Jezusa Chrystusa, rozszerz naszą świętą wiarę i daj światło temu, który nie wierzy’

    http://adonai.pl/cuda/?id=5

  24. Listwa said

    @ 21 Boydar

    Niestety , są poważne problemy i tragedie przez ludzką głupotę, a niekiedy wystarczy krótkotrwałe zafascynowanie przedmałżeńskim seksem , zeby potem całe zycie źreć ze złobu.

    Jak ktoś uwaznie i powaznie trzyma sie nauki katolickiej i Kościoła, uzyska na czas wiedzę i podejmie własciwe decyzjie. Pan Bóg nigdy sie nie spóźnia i nigdy nie zawodzi. Wiem to z praktyki a nie z ksiązek.

    Ale jeśli ktoś lekceważy i trzymać sie nie chce, tak jak trzymać sie powinno, to moze skończyc jak kobyła albo i gorzej. Bo nauka katolicka, to przewodnik miedzy niebezpiezeństwami, nie wział sie znikąd i nie jest przypadkowy w treści.

  25. jazmig said

    Nie dajmy się nabrać tym rozważaniom. Całkiem po prostu w Bizancjum, czyli Konstantynopolu, cesarze często mieszali się do spraw religijnych i zmuszali biskupów do przymowania pewnych ich pomysłów. Jednym z nich jest uznawanie kolejnego małżeństwa za ważne religijnie.

    Co do Ewangelii, u jednego jest oddalenie z powodu nierządu, a u drugiego Ewangelisty nie ma takiej opcji. Sprawę kończą słowa Jezusa, że co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. To zamyka jakąkolwiek dyskusję nt. kolejnych związków małżeńskich. Pierwszy związek jest ważny aż do śmierci jednego z małżonków.

  26. Minus said

    Pan Listwa,
    żona z uwagą wysłuchała co Pan napisał, kazała podziękować. Dodam tylko, że dobrze, że coś ze stroną, internetem się schrzaniło, bo w 1ym odruchu bluzgnąłem niegrzecznie, nie tak jak po chwili: 12. By było. Ale cieszę się, że nie jest.

  27. Listwa said

    @ 25 Minus

    Ukłony dla pana żony.

  28. Re 24:
    Coś takiego, jak s**s w katolickim małżeństwie nie istnieje.

  29. Boydar said

    Panie Listwo, ja pierwszy seks, miałem z żoną. Tak mnie ukształtowano psychicznie. Co gorsza, ja zbudowany byłem tylko z dwóch elementów – pragnienia seksu i ciekawości świata. Zarówno pierwsze jak i drugie odziedziczyłem. I gów.no mogłem na to poradzić. Uważam, że i tak się długo trzymałem, do dwudziestego trzeciego roku życia.

  30. NICK said

    Ewentrant.
    Nastépny.

    Oj.!. .

  31. Boydar said

    Czy Pan NICK nie próbuje mnie obrazić jakimś cudzoziemskim wyrazem ? Co to jest ten cały ewentrant ???

  32. Pan Baydur jak zwykle musi mnie prowokować na obślizgłe tematy.

  33. Boydar said

    Gdyby ine nie były obślizgłe to by była tragedia normalnie. Pan nie wiesz co Pan piszesz, Panie Przemysławie.

  34. Nie wiem i nie chce wiedzieć, co Panu teraz chodzi po głowie.

  35. Boydar said

    Ma Pan jeszcze czas … zazdroszczę … teraz.

  36. Sowa said

    Re artykuł – mieszanka mieszająca w głowach. Poczytajcie towarzyszu redaktorze teologów prawosławnych, a nie wycinajcie co wam podejdzie pod nożyczki.

    Re 6 Boydar: „Jakoś dziwnie judaiści nie napierają na prawosławnych, wyłącznie na katolików.”
    1. Kosciół katolocki to największy kościół chrześcijański
    2. Dla prawosalwnych był bolszewizm i komunizm za żelazną kurtyną. Obecnie na Dalekim Wschodzie – muslimy sponsorowane przez Zachód.

    Re 9 Minus: „Parę dni temu w kazaniu ks. Natanka słyszę ( nie dosłownie )- chcesz chrześcijaństwa light, przenieś się do prawosławia. ”

    Jak go szanuję, to w tym przypadku ks. Natanek bujdy odpowiada. Jaki light?

    Weźta sobie poczytajta choć to na początek:
    http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie

  37. Boydar said

    https://bladymamut.wordpress.com/2015/03/04/metoda-doktora-benendo-planowanie-plci-dziecka/

  38. Sowa said

    Re 36: Minus – Przepraszam ks. Natanka, za szybko mi się wcisnęło. Najpierw poproszę o źródło wypowiedzi. Potem pogadamy.

  39. Wielu partnerów (partnerek), to „bałagan” w energetyce organizmu. To się przekłada na jakość potomstwa, na jakość jego wychowania, na jakość życia, na jakość myślenia, itd.

    Więc to jest złe dla grupy.

  40. Głos Prawdy said

    Rosja straciła dużo z powodu schizmy. Jakie by piękne, nawet najbardziej wzniosłe prawosławie nie było w jego najlepszej formie, nawet u staroobrzędowców – to schizma – koniec. kropka. Właśnie dlatego i zakorzenila sie masoneria w Rosji z taką siłą, dlatego, Kościół Prawosławny bardzo krytycznie odnosil sie i odnosi się do katolicyzmu, do protestantow też. Wyrzucili główne dogmaty, duchowość u nich jest inna, może być gdzieś głębiej, Ale rozumienie wielu prawd, tradycji, proroctw, pobożnośc jest inne. Zasady i tradycja narodu – nie oznacza prawdy.
    Sa oczywiście poszczególni kapłani, z poglądem na małżeństwo wiernych z jednym partnerem do konca, ale ich uciszają,

  41. Sowa said

    Re 40: „Wyrzucili główne dogmaty”
    Jakie?

  42. Boydar said

    http://zapytaj.onet.pl/Category/036,002/2,9489958,Co_oznacza_ze_kosciol_jest_jeden_swiety_powszechny_i_apostolski.html

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Katolicyzm

  43. Minus said

    @ 38 Pan Sowa,
    Chrystus Vincit TV, polecany link u Pana Maruchy, nie pamiętam, z którego to dnia kazanie, dwa, trzy dni temu słuchałem, jak będę miał czas, wrócę poszukać, gdzie konkretnie, z którego dnia, dobrze? To fakt nie konfabulacja. Tam nie padło słowo light, ale o to chodziło. Z resztą- konkretnie mowa o „rabinistyce prawosławnej” w temacie małżeństwa i obecności coniedzielnej na Mszy Św.- prawda?, nie prawda? I powtórzę- nastrój, didaskalia cerkiewne to elementy sprzyjające modlitwie, ale różnice są na tyle duże, że nie można mówić o dwóch płucach. Na to wychodzi.

  44. Listwa said

    @ 40 Głos Prawdy

    Bardzo słusznie.

    Ale stąd Rosja potrzebuje Polski.

  45. Listwa said

    @ 41 Sowa

    Prawosławie jest zmodyfikowaną i zubożoną wersją katolicyzmu. Oni robia po części te same błędy co protestanci.

  46. Boydar said

    Między „robią” a „popełniają” jest „drobna” różnica, Panie Listwo. Protestanci z urodzenia je popełniają, natomiast „robi” zupełnie ktoś inny.

  47. JerzyS said

    polecam:
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1540863,1,faceci-sa-do-niczego.read

    „U dr Marioli Kosowicz zjawiają się kobiety, które dłużej nie dają rady ogarnąć swego życia i narzuconej przez otaczający świat kobiecej roli. Coraz częściej czują się rozbite. A przede wszystkim przekonane, że ze strony mężczyzn może je spotkać tylko rozczarowanie. Nierzadko po trudnych doświadczeniach własnych lub przyjaciółek tworzą sobie skrajnie negatywny obraz mężczyzny. Dla wielu z nich facet to z definicji egoistyczna świnia: bez ustawowego przymusu w niczym nie pomoże.

    Masłowski mówi, że po pomoc do psychoterapeuty zgłaszają się teraz również wcale nierzadko mężczyźni – jako ofiary psychicznej przemocy domowej, która jest domeną kobiet. One karzą ich nieudacznictwo odmową uczuć i zainteresowania. Klasycznym fochem. Bagatelizowaniem osiągnięć i wyolbrzymianiem porażek. Wyzywaniem, szantażowaniem, upokarzaniem, zawstydzaniem, straszeniem.”

    Hieny, Modliszki, Czarne Wdowy – czyli jak kobiety zabijają?

    Autor: Śląski Paweł
    Liczba stron: 280
    Oprawa: miękka
    Wydawca: Wydawnictwo Von Borowiecky

    Krytyka feminizmu: Hieny, Modliszki, Czarne Wdowy – czyli jak kobiety zabijają?
    Przez
    nczas
    7

    http://nczas.com/wiadomosci/recenzja/krytyka-feminizmu-hieny-modliszki-czarne-wdowy-czyli-jak-kobiety-zabijaja/

    Z PAWŁEM ŚLĄSKIM, autorem książki „Hieny, Modliszki, Czarne Wdowy – czyli jak kobiety zabijają” (dostępna tutaj), rozmawia Marta Sieciechowicz. Książka jest szczerą i autentyczną opowieścią o konsekwencjach związków z pewnymi kobietami. Związków, które tylko w najlepszym wypadku mogą się zakończyć na sali sądowej, ale na ogół tak się nie kończą. Książka to męskie, ale absolutnie niemizoginiczne, spojrzenie na feminizm i jego zabawna, beletrystyczna krytyka.

    Czy religijność może mieć wpływ na istnienie hieny, tzn. czy osoba wierząca może być hieną?

    Niestety może – i to jak! Ta Hiena de domo Maliszewska, ta od piekarza Tadzia była osobą wierzącą, jej matka też i córka też. Ale Hiena jest Hieną i religię wyrzuci z siebie w zależności od okoliczności. Bywa, że pastor ma żonę i żona jest Hieną aż miło. Dlatego celibat jest pożądany. Po pierwsze – nie ma rozkradania majątku kościelnego dla własnej rodziny, a po drugie – po zejściu z kazalnicy nie ma tego sączenia jadu do ucha i nastawiania księdza przeciwko temu czy tamtemu. Mogę się zgodzić, że przykazania i wzorowe życie religijne w domu rodzinnym mają na Hienę jakiś wpływ, ale obserwacje moje i kolegów ustaliły ten poziom wpływu na 1-5%, bez znaczenia.

    Czy naprawdę uważa Pan, że tzw. samorealizacja jest kobiecie niepotrzebna? Czy jest Pan zwolennikiem niemieckiego 3xK, tzn. Kinder, Kirche, Küche? Co w takim razie z talentami danymi kobiecie przez Pana Boga?

    Wszystkie „samorealizujące się” przestawały o tym ględzić w ciągu sekundy, w której dawałem im odczuć, że jestem taką zainteresowany – nie tylko zresztą ja, inni koledzy też to potwierdzają. Jest facet? Chce mnie! A to precz z samorealizacją! Rzuci wszystko i pędzi na randkę z uszami i ogonem do góry, choćby właśnie do jej firmy przyleciała japońska delegacja z klientem. No takie one na ogół są… tak są stworzone i nie jest to wcale żadna ujma. Nie mógłbym żyć z kobietą, która woli swoją pracę ode mnie. Inni może tak, ja nie. Nawet premier Cyrankiewicz się połapał i rozwiódł z Niną Andrycz – pasjami kochała swoją pracę, ale po co taka pasjonatka w domu? Niemcy są genialni w tym określonku. Po co mi żyć z domowym Einsteinem? Choć oczywiście moja domowa Kaczusia potrafi ze mną rozwinąć temat różnic stylu wystroju wnętrz art déco w Europie i w USA. To nas łączy. Zna na pamięć, jak Korwin-Mikke, oba koncerty Chopina – ja nie, ale to nas łączy. Łączy nas i religia, i wychowanie, i inne rzeczy – ot, choćby tango, ale uwaga!!! Kaczunia spełnia fenomenalnie całość niemieckiego przysłowia – a to jest wielka sztuka, największa i ja mam w domu baaardzo dobrze, ostatecznie wybaczyłbym tę damę w kuchni, ale i tak z trudem, bo nasza miłość do Bordeaux też nas łączy. Jakie talenty? Mają ich o wiele mniej od mężczyzn i prawie zerową zaciekłość realizacji tych ewentualnych uzdolnień. Ponadto to one same mają w pięcie własny talent, gdy na horyzoncie pojawia się facet do zagospodarowania. Córka mego kuzyna ma fenomenalny talent plastyczny, niewyobrażalny, po pradziadku. I co z tego? Zjawił się mężczyzna, wyszła za niego i talent pozostał w szafie. Ale to ona tak woli! Ona tak wybiera! Facet jest najważniejszy w ich głowach.

    Dlaczego uważa Pan, że sądy rodzinne są niepotrzebne? Przecież zdarzają się także mężczyźni-dranie.

    Pytanie tendencyjne. To nie ma nic do rzeczy. Mężczyźni-dranie istnieją, jest ich mniej niż Hien, określiłem takich w książce mianem „Kurdupli”, jestem dla nich bezlitosny w życiu i jeśli po drugim tomie „Hien” podołam, to napiszę poradnik dla kobiet: „Kurdupel – czyli męska Hiena”. Ale sąd? Jaki sąd? O sprawach intymnych, ludzkich, może mieć opinię ksiądz małej parafii, mufti, rabin czy kacyk małego plemienia. Ta opinia może – powtarzam: może mieć szanse na obiektywność, bo tam się znają wszyscy od pokoleń i o każdym wszystko wiadomo. Jeszcze do tego potrzebni są świadkowie, którzy mieszkali u powoda czy powódki przez sześć tygodni w szafie – jeśli takowych nie ma, to nikt nie ma prawa do sądzenia. NIKT! Sądy do spraw rodzinnych są chore, tendencyjne, skorumpowane. Cruelle w togach mają swe antypatie i sympatie, świadkowie bezkarnie kłamią – cyrk na kółkach, gorzej: PIEKŁO NA KÓŁKACH!

    Dlaczego Sądy Rodzinne są tak sfeminizowane? Może to wina mężczyzn, że nie chcą być sędziami?

    Nie wiem dlaczego. Chyba w ogóle wiąże to się z feminizacją życia człowieka rasy białej. Polska to młyn Prokopa, tego ze „Znachora”, pędzony babami. Biedne baby! Na poczcie same baby, w sklepie same baby, kelnerzy (ciężki, męski zawód) baby, w kasach baby, gdzie podziali się faceci do roboty? A kto chce być sędzią za 3 tys. złotych? Dajmy im 30 tys. i będzie nas sądziła elita intelektualna z konkursu i nienaganna moralnie. Łapówy taki też nie przyjmie. Winą mężczyzn jest to, że jeszcze nie obalili tego zgnitego demokratycznego potworka i że dają sobą poniewierać i odbierać sobie ponad 80% zarobków na różne „rządy” i lichwiarzy. Jak mają nas one za to szanować? Sądy rodzinne opisałem z całym właściwym mi barbarzyństwem, ale obiektywnie. Proszę czytać w książce.

    Czy propaguje Pan rozwody?

    Oczywiście, ale tylko w związku z Hieną! W związku z Hieną to ja propaguję nawet młotek ze stali narzędziowej uczyniony, czym wsławił się nasz bohater Thierry-Młotek, szczegóły również w książce. W związku z kobietą normalną i uczciwą wyznaję zasadę, że tylko śmierć nas rozdzieli, a i tu nawet jestem przekonany, że kiedyś, już po zmartwychwstaniu, w tym nowym ciele molekularnym czy energetycznym, będę i tak szukał tej mej Kaczuchy, przywiązuję się niezwykle silnie – albo ona to jakoś robi?

    Czy spotkał Pan hienę, która mówiła sama o sobie, że jest hieną (niekoniecznie używając tego określenia)?

    Świetne pytanie. NIGDY!!! Każda Hiena doskonale wie, że nią jest, wie odruchowo, jest świadoma swego hienizmu i swych świńskich cech. W pełni świadoma, ale nigdy o tym nie powie, bo ona uprawia kamuflaż. Jeśli jakakolwiek Czytelniczka zadaje sobie pytanie: „Czy ja aby nie jestem Hieną?”, to z góry można założyć, że nią nie jest! Hiena nawet nie zastanawia się – toż ona wie, ma to zaprogramowane na dodatkowych zwojach mózgu; homoseksualista też na ogół wie, że mu się chłopcy podobają…

    Czy hienę można wyleczyć z hienizmu? Czy spotkał Pan taki przypadek?

    Niestety, nie da się tego NIGDY wyleczyć – opisałem to szczegółowo. Można li tylko ją ograniczyć finansowo czy zbrutalizować i wtedy ta eskalacja hienizmu przycicha, ale po co człowiekowi wtedy taki dom i wieczna w nim wojna, wojna z perspektywą na straszliwą zemstę, na zemstę nieuchronną.

    Hiena, modliszka, czarna wdowa – wszystko jest rodzaju żeńskiego. Czy to przypadek?

    Nie jest to przypadek. Tych kobiecych drapieżników jest o wiele więcej, ale te są najczęstsze. Różnią się tylko sposobem zabijania. U mężczyzn praktycznie każdy „Kurdupel” jest taki sam, tu prostota myślenia nie ewoluowała w jakieś inne podgatunki. U kobiet walka o samca i chęć wyjścia za mąż jest tak silna, że wyposażone są bardziej wielowariantowo, nie tak jak my: cycki, nogi, twarz… myślenie gibbona.

    Podobno pierwszym ustrojem był matriarchat. Istnieją też do dziś społeczności poliandryczne. Może warto do tego wrócić?

    Pytanie za trudne na mój prosty rozum. Jestem za powrotem do normalności poprzez obalenie tego g**** ustrojowego, jakim jest demokracja. Potem samo naturalnie się wszystko ułoży. Hienizm też przycichnie, zatrudnimy kata, sądy znormalnieją…

    Skąd się bierze to całe hieństwo? Czy to wirus, którego można pokonać? Czy też może cecha przyrodzona ludzkości?

    Hienizm jest genetyczny i nieusuwalny, tak jak zmiany genetyczne wywołujące syndrom samobójczy. Nawet syfilis jest niewidoczny w czwartym pokoleniu, hienizm zaś nigdy nie słabnie. W książce podaję dwie jedyne recepty na hienizm.

    Co o książce mówi Pana żona?

    Jest zachwycona, jak każda normalna kobieta. Są nawet fragmenty, gdzie kobiety tarzają się ze śmiechu, ale przede wszystkim żona wie, że powiedziałem 100% prawdy, tylko prawdy i całej prawdy. Staram się w życiu nigdy wobec niej nie kłamać. Kłamstwo to zawsze słabość, silny mężczyzna nie może być kłamcą, a w moim wieku nie boję się nikogo na ziemi. Aha, sama pani Małgorzata Korwin-Mikke powiedziała mi parę komplementów… Pękam z dumy.

  48. NICK said

    ” Staram się w życiu nigdy wobec niej nie kłamać. Kłamstwo to zawsze słabość, silny mężczyzna nie może być kłamcą, a w moim wieku nie boję się nikogo na ziemi. Aha, sama pani Małgorzata Korwin-Mikke powiedziała mi parę komplementów… Pękam z dumy.”

    ” Staram się w życiu nigdy wobec niej nie kłamać.”

    Staraj się Pan. Jerzys.
    I, reszta cała pańskiego wpisu.
    Cenię Pana za stałość. We poglądach.

    I za nic innego.
    Zgrzyt.
    Twarde słowo.

    P.S. Skoro pan poleca to się utożsamia.

  49. JerzyS said

  50. JerzyS said

Sorry, the comment form is closed at this time.